czwartek, 17 kwietnia 2008

Być czy mieć – oto pytanie!

Około 4 lata temu pracowałem już nad Krokami VI-VII AA według programu „strzyżyńskiego”. System pracy, z powodów obiektywnych, pozostawiał wtedy wiele do życzenia. Spotykaliśmy się dwa razy w tygodniu na kilkugodzinne sesje. Nie było noclegów, wspólnych posiłków, mityngów, bilansów, itd. Oczywiście było to lepsze niż nic, ale…
Dotrwałem jakoś do końca, ale w takich warunkach założyłem sobie i realizowałem jedynie program minimum: chciałem rozstać się z dwoma poważnymi wadami, które wyraźnie zagrażały mojej dalszej abstynencji i komplikowały mi życie.
Udało się, choć nie bardzo wiem jak (Siła Wyższa?). Jedna z tych wad natychmiast przestała być problemem, natomiast druga okazała się może nie tyle wadą charakteru, co jednym z symptomów typowych dla DDA, w pewnym sensie można by ją nazwać objawem zaburzenia DDA. Przestałem się więc nią „katować” i teraz spokojnie obserwuję, jak powoli zanika.



Być czy mieć, czyli Strzyżyna VI-VII

Zimą roku 2008 poczułem, że czas już najwyższy, żebym powrócił do tematyki zawartej w Krokach VI i VII. Rok wcześniej „zrobiłem” Kroki X-XII w Strzyżynie, więc był to według mojej oceny dobry moment.
Wykonałem odpowiedni telefon i dowiedziałem się, że turnusy do końca marca są już zarezerwowane, a potem to właściwie nie wiadomo, czy w ogóle jeszcze kiedyś będzie jakaś Strzyżyna. Zaskoczył mnie fakt niewielkiego w sumie rozczarowania z tego powodu, tak jakbym wiedział z góry, że będzie inaczej.

Kilka dni później dostałem SMS z informacją, że odbędzie się jeszcze jedna Strzyżyna, w kwietniu i że można się na nią zapisywać. Tak też zrobiłem. Podczas rozmowy telefonicznej stwierdziłem, że jestem gotów do pracy w każdej grupie, a o tym, że najbardziej zależy mi na VI-VII ani się nie zająknąłem. W sposób zupełnie naturalny (aż sam byłem tym zdziwiony) puściłem kierownicę swojego życia wierząc, że wszystko odbędzie się dokładnie tak, jak powinno.
Kiedy nieco później dowiedziałem się, że zostałem zakwalifikowany na ten kwietniowy turnus i mam pracować właśnie w grupie Kroków VI-VII (decyzja E. K.), przyjąłem to bez większych emocji. Widać po prostu tak miało być…

Moje zdrowienie z choroby alkoholowej przebiega etapami. Wyznaczają je wielkie i doniosłe odkrycia, których dokonuję we współpracy i przy pomocy innych alkoholików podczas różnych spotkań aowskich, terapii, warsztatów, itp.
Teraz też na coś takiego czekałem. Od samego początku rozpoznawałem charakterystyczne elementy. Do mojego „ogródka” wpadały, pozornie bez ładu i składu, kawałki układanki, które w odpowiednim momencie mogły i powinny utworzyć czytelny obraz, odkrycie, taki właśnie kamień milowy na drodze zdrowienia.

Wiele rzeczy jakoś zupełnie mnie nie dziwiło, a jednocześnie, jakby z góry, miałem na to, co się dzieje, pełną wewnętrzną zgodę. Liderka turnusu oznajmiła mi, że mam być liderem grupy. Zapytałem, czy to decyzja czy propozycja, a kiedy usłyszałem, że to pierwsze, bez oporów i grymaszenia zabrałem się po prostu do pracy. Widać tak właśnie miało być.
 Okazało się, że w naszej grupie są dwie Al-anonki. OK. Będzie trudniej, ale praca w łączonej grupie to większa szansa na poznanie, zrozumienie, doświadczenie.
Dwie osoby z grupy posiadają do spółki właściwie pełen komplet moich wad charakteru. OK. Będzie po prostu bardzo, bardzo trudno, bo przecież u innych zawsze najbardziej drażnią nas nasze własne wady.

Moje wady, to oczywiście egoizm i egocentryzm, ale nad tak ogólnie określonymi grupami wad trudno jest pracować, problemem są także konkretne przykłady. Wymyśliłem więc, że tym razem „powalczę” z zarozumialstwem (pycha!), lekkomyślnością (zakupy!), nieumiarkowaniem w jedzeniu (łakomstwo!).
Co jednak wydawało mi się dość dziwne, podchodziłem do tych problemów dosyć „luźno”, jak gdyby przeczuwając podświadomie, że to nie jest aż takie ważne, że właściwie chodzi o coś innego.

Pracowaliśmy zgodnie z ustalonym w materiałach „rozkładem jazdy”, poświęcając pierwszy tydzień na powtórzenie Kroków I-V. Łącznie z pisemną pracą, która zgodnie z Krokiem V miała być powierzeniem drugiemu człowiekowi istoty naszych błędów.
A’propos, zaskoczyło mnie trochę, że niektóre osoby, które przecież pracowały już w pełnym, że tak powiem, wymiarze nad Krokami IV-V, nadal nie znają istoty swoich błędów i...



Ciąg dalszy oraz dużo, dużo więcej w moich książkach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz