piątek, 20 marca 2009

Bezsilność to nie wszystko

Zaczynałem w czasach, gdy bezsilność w środowisku niepijących alkoholików była właściwie absolutnie wszystkim; alfą i omegą, początkiem i końcem, najważniejszą sprawą na świecie. Drobna i nieistotna różnica polegała jedynie na tym, że na terapii częściej mówiono o uznaniu bezsilności, a na mityngach AA o ogłaszaniu bezsilności.
Był to także okres, w którym często zalecane zadanie terapeutyczne brzmiało: „udowodnij mi, że jesteś bezsilny wobec alkoholu”, natomiast podczas mityngów AA starzy aowcy (3-5 lat abstynencji) chełpili się, że nigdy nie przeczytali żadnej książki i nie przerabiają żadnych Kroków, poza właśnie pierwszą częścią Kroku 1, co całkowicie im wystarcza jako pomysł na całą resztę ich życia, a w połączeniu z chodzeniem na mityngi, wydaje się zapewniać trwałą abstynencję.


Bezsilność to nie wszystko…

Przez pewien czas i ja próbowałem popisywać się takimi „mądrościami”, ale w sumie trwało to bardzo krótko, bo w zasadzie od samego początku zdawałem sobie sprawę, że taka postawa jest dla mnie czymś zupełnie obcym. Chwalić się ignorancją i brakiem znajomości tego, co ponoć we Wspólnocie jest najważniejsze? To było coś najzupełniej sprzecznego z moją naturą, psychiką, wewnętrzną potrzebą i pragnieniem rozumienia tego, co się wokół mnie dzieje.
Podczas każdego mityngu odczytywanych jest 12 Kroków, a więc uznałem, że pewnie jest to sprawa ważna, no a jeśli tak, to niby czemu miałbym z założenia ignorować 11,5 z nich?

Wymyśliłem sobie wówczas, że ja chyba jednak najpierw będę się starał poznać i zrozumieć wszystkie Kroki, a dopiero później, jeśli faktycznie uznam, że są dla mnie nieprzydatne, skupię się i ograniczę do tej bezsilności, o której tyle trąbiono.
I tak minęło kilka lat…

Dziesięć lat temu spotkałem się ze swoją bezsilnością oko w oko, albo, jak czasem mawiam, zderzyłem się z nią bezpośrednio i odbiłem jak mucha od czołgu. Było to koszmarne doświadczenie (zapicie w czasie terapii), z którego wyszedłem nieźle poharatany, ale jednocześnie także z pewną mądrością: od tego czasu ja już nigdy więcej nie musiałem na temat swojej bezsilności teoretyzować, udowadniać jej sobie czy komuś, zmagać z jakimikolwiek wątpliwościami na ten temat.
Przez kilka dalszych lat pozwoliło mi to nie zajmować się swoją bezsilnością już aż tak intensywnie, a tym samym mogłem skupić się na innych Krokach. I być może dlatego właśnie pewne przemyślenia i wnioski związane z bezsilnością pojawiły się u mnie dopiero...


Ciąg dalszy oraz dużo, dużo więcej w moich książkach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz