piątek, 20 marca 2009

Co oferujemy nowicjuszowi?

Wszystko zaczęło się od rozmowy dotyczącej skuteczności Wspólnoty AA, wymiany doświadczeń na temat funkcjonowania grup, różnic w scenariuszach mityngów oraz innych takich tematów. W pewnym momencie…


Co oferujemy nowicjuszowi?

- Przychodzi na mityngi wielu nowicjuszy – przyznał zmartwiony jeden z mandatariuszy – ale pojawiają się kilka, kilkanaście razy i więcej nie przychodzą.
- Tak, u nas jest tak samo – potwierdził inny – wielu po prostu wraca do picia – dodał ze smutkiem.
- Fakt, bardzo duża rotacja – pozostali kiwali twierdząco głowami, wiedząc najwyraźniej o co chodzi.
- Może to poradnia robi nam konkurencję? – wypalił ktoś pół żartem pół serio, ale nikt się nie śmiał.
- A zastanawialiście się, co my mamy do zaoferowania nowicjuszowi? – zapytałem nieco podchwytliwie.
- No… dajemy ulotki, pakiet startowy… – moi rozmówcy chyba mnie nie zrozumieli.
- A mityng? – starałem się podpowiedzieć – jak wygląda mityng na waszej grupie?
- A! Jasne! – mój rozmówca się rozpromienił – pierwsza część to tak jak wszędzie, czyli „problemy i radości”. Zwykle trwają do przerwy, ale jak jest więcej wypowiedzi, to trochę dłużej. Potem przerwa około 15 minut, no i jak jest nowicjusz, albo w ogóle ktoś, kto ma abstynencję krótszą niż miesiąc, to mówimy tylko na temat I Kroku, czyli o bezsilności.
Zaintrygowało mnie to „jak wszędzie”, więc zapytałem, czy ktoś z nich był na mityngu w jakimś innym mieście. Okazało się, że nie, że wszyscy chodzą tylko na dwie grupy w ich miejscowości. Tym niemniej przekonania, że tak jak u nich „jest wszędzie” nie dali sobie wyperswadować. O tym, że Krok I mówi nie tylko o bezsilności już nie wspominałem, żeby nie było, że „się czepiam”.

Dopytałem jeszcze o te „problemy i radości” oraz przykładowe tematy mityngów i usłyszałem, że na obu grupach mają taką małą tradycję polegającą na tym, że w tym czasie każdy z uczestników mówi o tym, co mu się w życiu przydarzyło od ostatniego spotkania. Od razu jednak zapewnili, że to nie jest obowiązkowe, wypowiadają się tylko ci, którzy chcą – większość chce.
Chyba nieświadomie trochę się skrzywiłem, bo zaraz zostałem zaatakowany – coś ci się znowu nie podoba? Na terapii przecież jest tak samo, a chyba nie powiesz, że jesteś przeciwnikiem terapii, albo, że już nie pamiętasz, jak tam było? – pytanie postawiono tonem dosyć napastliwym.
- Absolutnie nie – zapewniłem skwapliwie i nie drążyłem tematu. A co do tematów mityngów to okazało się, że moi koledzy z AA rozmawiają głównie o I Kroku i bezsilności wobec alkoholu, czyli przypominają sobie najbardziej koszmarne doświadczenia, które doprowadziły ich do upadku i w konsekwencji do poddania się i rozpoczęcia leczenia. Czasem jeszcze zdarza się, że ktoś powie coś o Krokach II-V, bo co do „wyższych”, to nie mają doświadczenia. A Tradycje zostawiają władzom Wspólnoty i innym takim.

Jakoś smutno mi się zrobiło. Ale dlaczego? Przecież…
Kilka lat temu byłem taki sam, jak oni – dobrzy koledzy z AA. Życzliwi i serdeczni, wielu z nich ostatnią koszulę oddałoby potrzebującemu. Autentycznie martwią się znikającymi nowicjuszami. I naprawdę, bez najmniejszych wątpliwości, chcą nie pić i wspierać innych. Problem jednak w tym, że pytanie o to, co grupa AA ma do zaoferowania nowicjuszowi, właściwie pozostało bez odpowiedzi…

Wracając do domu próbowałem w myślach odpowiedzieć na nie sam. Co oferujemy? Zaraz na samym początku, we Wspólnocie, która nie jest związana z żadnym wyznaniem, oferujemy modlitwę, która zaczyna się od słów „Boże, użycz mi…”. Nieco później oferujemy terapeutyczną rundkę, żywcem przeniesioną z poradni odwykowej i zajęć terapii grupowej. Jest to znakomita okazja, aby się nad sobą trochę poużalać, opowiedzieć, co nam się ostatnio nie udało i przez kogo, no i w ogóle poprawić sobie nastrój, naładować akumulatory, rozładować emocje itp. Ułatwia to czasem utrzymanie abstynencji, ale jednocześnie stwarza warunki do dalszego pielęgnowania mechanizmu nałogowego regulowania uczuć, a to z kolei właściwie uniemożliwia autentyczne zdrowienie z alkoholizmu (trzeźwienie).

W połowie mityngu jest zwykle przerwa. W czasie jej trwania często oferujemy nowicjuszowi całkowitą obojętność, zajęci paplaniem z przyjaciółmi płci obojga, bo przecież w dużej mierze po to właśnie tu przyszliśmy, żeby się z nimi spotkać. A nowicjusz swoje ulotki dostał, więc wszystko jest w porządku.

Po przerwie, która zawsze dość mocno się przedłuża, raczymy nowicjusza opowieściami o bezsilności, czyli o naszych wyjątkowo dramatycznych i paskudnych przeżyciach związanych z piciem. Często na tą okoliczność przywołujemy z pamięci te najbardziej koszmarne zdarzenia, które bezpośrednio skłoniły nas do wizyty w poradni odwykowej. Zapominamy przy tym, że tzw. „dno” stale się podwyższa, a więc nasze historie nie muszą ułatwiać nowicjuszowi identyfikację – może być nawet wręcz przeciwnie. Tym niemniej miło jest czasem pochwalić się własną szczerością i otwartością, i może troszkę policytować ze znajomymi, co do poziomu naszego upadku i degrengolady. Przecież w końcu z im gorszego dołka startowaliśmy, tym większa chwała z tego, co teraz odbudowaliśmy i osiągnęli po latach abstynencji.

Słyszałem również – choć przyznam, że trudno jest mi w to uwierzyć, że są podobno jeszcze w Polsce grupy, które nowicjuszowi fundują na powitanie ceremoniał przyjmowania do Wspólnoty AA, związany z jakimś odpytywaniem, lub inne dziwne „atrakcje” tak samo sprzeczne z zasadami, które jemu, ale także i sobie, czytamy na początku każdego mityngu.

Zapytano mnie pewnego razu, czy może mam coś przeciwko tak zwanym „małym tradycjom” grupy, a mój interlokutor zaraz sam dodał, że to taki nieszkodliwy lokalny koloryt, że przecież chyba nikomu nie szkodzą, że gdyby na wszystkich grupach w kraju było tak samo, to byłoby nudno.
Nudno? No, może… Wydawało mi się, że mityngi AA nie mają służyć rozrywce i rozpraszaniu nudy, ale o tym nie warto było mówić. Przyznałem natomiast, że nie mam nic przeciwko „małym tradycjom”, ale tylko pod warunkiem, że nie są one sprzeczne i nie kolidują w żaden sposób z Dwunastoma Tradycjami Wspólnoty AA oraz zakładając, że te Tradycje są na grupie znane, rozumiane i powszechnie stosowane.
Wydawało mi się, że takim postawieniem sprawy nie uszczęśliwiłem rozmówcy, ale trudno…

Ciąg dalszy oraz dużo, dużo więcej w moich książkach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz