poniedziałek, 19 lipca 2010

Krok 7 Programu 12 Kroków

Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
(ang. Humbly asked Him to remove our shortcomings.)

Jak rozumiem Krok 7 Programu 12 Kroków AA?

W początkowym okresie zdrowienia, zanim po raz pierwszy zrealizowałem Krok Czwarty, wydawało mi się, że Krok Siódmy jest najłatwiejszym zadaniem w całym Programie. Przecież każdy człowiek potrafi zwrócić się, jakoś tam, do swojej Siły Wyższej (wyższej) i poprosić o usunięcie wad charakteru, albo cokolwiek innego. W pokorze? Jasne, nie ma problemu, mogę to zrobić nawet na kolanach i w kościele. I jeszcze się przy tym pomodlę. Przed i po. Wtedy się nad tym nie zastanawiałem, ale teraz wydaje mi się, że chyba wyobrażałem sobie Boga w roli kelnera, którego mogę zawołać i poprosić o posprzątanie stołu, bo już się dosyć najadłem i napiłem. Ale nie wcześniej! Najpierw miałem przecież mieć czas na to, by do syta wykorzystać swoje wady. No, cóż… tak było…

Po co i dlaczego mam realizować Krok Siódmy? W pewnej mierze odpowiedź na to pytanie zawarta jest już w rozdziale poświęconym Krokowi Czwartemu, ale powtórzę, bo wydaje mi się to ważne: niektóre z moich wad charakteru przyczyniły się bezpośrednio, lub pośrednio, w mniejszym lub większym stopniu, do uzależnienia się od alkoholu. Pozostawienie ich sobie, nawet jeśli ich używanie doraźnie i na krótką metę sprawia mi przyjemność, może być zagrożeniem dla trzeźwości. Bardzo realnym zagrożeniem. Najprostszym przykładem może być lekkomyślność. Przecież nie uzależniłem się od pierwszego kieliszka. Był w moim życiu taki okres, w którym, nie będąc jeszcze alkoholikiem, piłem dużo i coraz więcej. Czy nie uważałem wtedy lekkomyślnie, że groźba uzależnienia się mnie nie dotyczy? Że alkoholikami mogą się stać wszyscy inni, ale ja nigdy w życiu? Nie ulega chyba żadnej wątpliwości, że dalsze posługiwanie się i korzystanie z lekkomyślności, może być dla mnie, alkoholika, po prostu niebezpieczne.
Innym moim „brakiem” jest ewidentny bałagan duchowy, nieuporządkowany, a nawet nierozpoznany do końca świat wartości. Próba życia opartego na wartościach sprzecznych, albo cudzych, nie moich, kończy się zawsze cierpieniem, a odporność na cierpienie – zwłaszcza to długotrwałe i narastające – mam bardzo niewielką. Od szeroko pojmowanego cierpienia zawsze uciekałem w picie.

Jeśli już wiadomo, po co?, kolej na odpowiedź na pytanie – jak? Kwestie takie, jak Bóg, religia, wiara, czy wyznanie, są osobistą i prywatną sprawą każdego alkoholika, dlatego też o sposobach, czyli o samej „technice” zwracania się do takiego, albo innego Boga, nie będę się wypowiadał, koncentrując się jedynie na pokorze, która wydaje się stanowić podstawę istotę Siódmego Kroku. Do Boga, jakkolwiek ja Go pojmuję, mam się zwracać w pokorze. Czym, w takim razie, jest pokora dla alkoholika? I czym nie jest…

We współczesnej polszczyźnie słowo „pokora” przyjmować może dwa odmienne nieco znaczenia. Pierwsze to „świadomość własnej niedoskonałości”, a drugie to „uniżona postawa wobec kogoś”. We Wspólnocie AA funkcjonuje głównie to pierwsze, choć jego zakres znaczeniowy jest w niej zdecydowanie szerszy.
Podczas mityngów AA, wiele razy słyszałem, że komuś – do pewnego czasu – pokora myliła się z upokorzeniem. Sam to nawet powtarzałem. Wtedy wydawało mi się, że tak trzeba. Jednak wcale nie jestem przekonany, czy rzeczywiście temat pokory był, w jakikolwiek zresztą sposób, obecny w moim życiu przed uzależnieniem, lub w okresie, kiedy jeszcze piłem. Pokora, czy upokorzenie, zupełnie mnie wówczas nie interesowały. Bo i niby dlaczego miałbym się nad tym zastanawiać?
W początkowym okresie zdrowienia ta specyficzna aowska pokora nadal sprawiała mi problemy. Prawie dwie godziny siedziałem kiedyś w poczekali gabinetu dentystycznego i, całkiem poważnie, wydawało mi się, że jest to niewątpliwie świetna okazja do ćwiczenia pokory. W tym przypadku pomyliła mi się ona po prostu z cierpliwością. Innym razem za niebudzący wątpliwości przejaw pokory uznałem to, że nie pochwaliłem się, ani nawet nie zdradziłem, że coś umiem lepiej niż inni. Tu pokorę pomyliłem ze skromnością. Kiedy podczas mityngu AA, bez mrugnięcia okiem, spokojnie i bez zniecierpliwienia, słuchałem bardzo długiej litanii skarg i żalów, to też uznałem u siebie za typowo pokorną postawę. Tym razem moje mylne przekonania skorygował sponsor, pomagając mi zrozumieć, że kompletna obojętność wobec „mówcy” i jego spraw, też jeszcze pokorą nie jest. I nigdy nie będzie.

Uważam, że znakomicie oddaje istotę pokory, w jej aowskim znaczeniu, jedno proste zdanie...



Ciąg dalszy, więcej i szerzej w książkach, a zwłaszcza w „12 Kroków od dna. Sponsorowanie”.

1 komentarz:

  1. Pracując nad 7 krokiem poszukiwałem istoty pokory, dla mnie trudnej jeszcze w pełnym uchwyceniu. W sieci znalazłem wiele opisów i definicji. Szczególnie dał mi wiele do myślenia fragment o fałszywej pokorze. W myśl poniższego cytatu ja wielokrotnie "byłem fałszywie pokorny".
    "Fałszywa pokora
    Jest nią zaprzeczenie posiadanego dobra, niechęć do uznania wartości i darów, jakie człowiek posiada. Należy bowiem uznać, określone dobra, które posiadam, dzięki Bożej dobroci. Doskonałość nie wymaga fałszu, ani ślepoty. Fałszywą pokorą jest również stawianie niżej tego dobra, jakie mamy od Boga, w odniesieniu do drugiego człowieka, a konkretnie do dobra, jakie on posiada. Fałszywą pokorą jest stawianie niżej tego, co mamy z siebie (wszelkie nasze braki), od tego, co bliźni ma z siebie. Uważanie siebie za grzesznika większego od innych, jest fałszywą pokorą. Fałszywą pokorą jest manifestowanie swojej małej wartości. Pokora nie jest jakimś szczególnym sposobem zachowania się zewnętrznego: chodzenia ze spuszczoną głową, przechylaniu głowy na ramię, robienie utrapionej miny, a zwłaszcza – fałszywą pokorą jest mówienie o sobie źle."
    Źródło cytatu: http://pierzchalski.ecclesia.org.pl/index.php?page=01&id=01-01&t=26

    OdpowiedzUsuń