czwartek, 19 sierpnia 2010

Krok 8 Programu 12 Kroków

Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
(ang. Made a list of all persons we had harmed, and became willing to make amends to them all.)

Jak rozumiem Krok 8 Programu 12 Kroków AA?

Krok Ósmy jest początkiem naprawiania, tam, gdzie to jeszcze możliwe, oraz budowania zupełnie od nowa, relacji i stosunków z innymi ludźmi, ale to jest chyba oczywiste i jakichś specjalnych wyjaśnień nie wymaga.

W sensie czysto „technicznym”, że tak to nazwę, pierwsza część Kroku Ósmego wydaje się stosunkowo łatwa do zrealizowania: kartka, długopis i… do dzieła: imię plus konkretna informacja, w jaki sposób tę osobę skrzywdziłem, następne imię, kolejny opis mojego działania itd. Tego, że jest tu też część druga, „staliśmy się gotowi zadośćuczynić” (chodzi tu o postawę i głębokie pragnienie zadośćuczynienia), wielu alkoholików, w jakiś magiczny sposób, początkowo nie dostrzega. Jak i ja. Ale, po kolei.

W wersji oryginalnej słowo „all” (wszystkich) występuje dwa razy – Zrobiliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim – być może po to, żeby nie było żadnych wątpliwości, że lista ta ma dotyczyć całego życia, a nie tylko okresu picia, czyli dokładnie tak, jak to było w przypadku Kroku Czwartego. Przekonanie, że przed uzależnieniem i po ostatnim kieliszku, nikogo zupełnie nie skrzywdziłem, z rzeczywistością oraz faktami niewiele ma wspólnego. To po prostu iluzja.
Lista powinna być sporządzona w formie pisemnej: zrobiliśmy listę, a nie pomyśleliśmy listę. Listę robić należy przy pomocy sponsora, albo grupy alkoholików, pracujących wspólnie nad tym Krokiem. Nie znam ani jednego przypadku, w którym lista pomyślana nie wydłużyłaby się wydatnie w trakcie pisania jej z czyjąś pomocą i wsparciem – jest to więc następny krok na drodze zmierzającej do odkłamania własnego życia, rozstania z wyobrażeniami, wreszcie ostatecznego porzucenia fantazji (tworzonych przez uzależniony umysł na własny temat) na rzecz faktów.
Lista osób skrzywdzonych nie powinna zawierać ogólników, lecz same konkrety, jednak przestrzegam przed rozpisywaniem się zbyt szeroko. Kiedy – w dobrej wierze – chciałem uzupełnić swoją listę opisem złożonych okoliczności zdarzenia, szybko okazało się, że tworzę wyjaśnienie racjonalnie usprawiedliwiające moje zachowanie. Inna, równie niebezpieczna, pułapka polega na wyszukiwaniu argumentów typu: „no, tak, to prawda, skrzywdziłem go, ale przecież i on mi…” – to do niczego nie prowadzi i niczemu nie służy – poza samo usprawiedliwianiem się. Nawet, jeżeli prawdą jest, że skrzywdziłem osobę, która wcześniej, albo później, skrzywdziła mnie. Ten ktoś, być może, ma w tej chwili przed sobą swoją własną listę, na której wpisuje moje imię, ale jeśli nawet nie, to na jego zachowanie i postępowanie ja i tak wpływu nie mam. A Program „robi się” za siebie i dla siebie, a nie za kogoś i dla kogoś.

Przekonałem się też, że czasem spory problem stanowi zrozumienie samego pojęcia „krzywda”. Czym jest krzywda? Kiedy została wyrządzona, a kiedy nie? Definicji krzywdy na pewno znaleźć można w różnych miejscach wiele, ale ja, na swój użytek przyjąłem taką: krzywdą jest jakiekolwiek moje działanie, lub zaniechanie, które w jakikolwiek sposób narusza jakiekolwiek dobro innego człowieka. Stylistycznie nie jest to może zdanie najlepsze, ale za to jak jednoznaczne!
Działanie, lub zaniechanie – krzywdę mogę komuś wyrządzić wybijając mu zęby, ale również nie robiąc tego, co robić powinienem, na przykład nie opiekując się dzieckiem we właściwy sposób, nie zapewniając mu warunków do normalnego życia i rozwoju.
Jakiekolwiek dobro – dobra innych to oczywiście ich życie, zdrowie i mienie, ale nie tylko, bo także inne ich prawa, jak również i uczucia. Jeśli ktoś przez moje zachowanie płakał, wystraszył się, albo złościł, to tej osobie też wyrządziłem krzywdę, na przykład odbierając jej spokój.

Pewnego razu wracałem do domu w środku nocy, kompletnie pijany. Pomyliłem bramy w swoim bloku. Wdrapałem się jakoś na odpowiednie piętro, ale w niewłaściwej klatce schodowej. Próbowałem drzwi otwierać różnymi kluczami, jakie miałem przy sobie, a kiedy to mi się nie udało, zacząłem dzwonić i w końcu dobijać się do mieszkania sąsiadki. Wystraszyłem poważnie zarówno ją, jak i jej dziecko, które obudziło się i zaczęło głośno płakać. Tak – skrzywdziłem ich oboje. Przeze mnie się bali, zakłóciłem im spokój, obudziłem w środku nocy, naraziłem na stres. Skrzywdziłem też kasjerkę, której zrobiłem dziką awanturę, bo wydawało mi się, że źle mi wydała resztę, pracownika poczty, którego zwymyślałem nie pamiętam już nawet, za co, rejestratorkę w poradni zdrowia, na której wyżyłem się, wściekły na kolejki do lekarzy…

Kiedy znajomy usłyszał, jak opowiadam tego typu przypadki i historie, skwitował je słowami: „nie przesadzaj!”. Krzywda, według niego, to zbrodnia, gwałt, czy rabunek, a to, o czym ja mówiłem, to zwyczajne życie. Przesadzam? Nie, nie sądzę. Ale do słów „nie przesadzaj” mam uraz szczególny. Jeden tylko raz w życiu, tym bez alkoholu, pozwoliłem sobie ich użyć i obawiam się, że tę lekcję zapamiętam do końca życia. Ktoś, kogo okłamałem, zorientował się w moich krętactwach i powiedział mi wprost, że czuje się zraniony i dotknięty moim postępowaniem. Wtedy właśnie pozwoliłem sobie odpowiedzieć: „nie przesadzaj” i był to bardzo głupi pomysł. Usłyszałem ostatecznie mniej więcej coś w tym stylu: nie uczyli cię na terapii i w AA, że masz prawo do swoich uczuć? I co, wydaje ci się, że tylko ty masz takie prawo, a inni ludzie nie? No, to czemu próbujesz mi mówić, co ja mam czuć? Kto ci dał prawo oceniania moich uczuć i decydowania, które z nich są właściwe, albo przesadne? Wdeptał mnie w ziemię dokładnie. I zdecydowanie miał rację. Od tamtego czasu...



Ciąg dalszy, więcej i szerzej w książkach, a zwłaszcza w „12 Kroków od dna. Sponsorowanie”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz