poniedziałek, 20 września 2010

Alkoholicy płci obojga

Na początek, żeby uniknąć ewentualnych wątpliwości i spekulacji informuję, że jestem mężczyzną i to całkowicie i jednoznacznie heteroseksualnym, to znaczy, że nie odczuwam pociągu do osobników tej samej płci; do dzieci, czy zwierząt też nie.
Zawsze miałem pewną łatwość w nawiązywaniu kontaktów z kobietami, choć bardzo często charakter tych kontaktów był inny, niż bym sobie życzył, czyli panie, które chciałem uwieść, widziały we mnie raczej przyjaciela i powiernika, niż kochanka. Dopiero podczas terapii DDA dowiedziałem się, że jest to najzupełniej normalny efekt uboczny wychowania przez dwie kobiety (ojca z dzieciństwa praktycznie nie pamiętam).


Anonimowi Alkoholicy… płci obojga
(O kobietach i mężczyznach we Wspólnocie AA)

W początkowym okresie istnienia Wspólnoty AA, mowy być nie mogło o przyjmowaniu do niej kobiet, podobnie zresztą, jak kolorowych. Kobieta alkoholiczka zawsze wydawała się czymś gorszym, niż jej męski odpowiednik. Żony pierwszych Anonimowych Alkoholików nie dopuściły po prostu do tego, by istoty tak zdegenerowane moralnie miały jakikolwiek kontakt z ich mężami.
Po siedemdziesięciu pięciu latach sytuacja w tym względzie, w wielu miejscach, uległa pewnej zmianie, ale chyba nie tak istotnej, jak kobiety by sobie życzyły. W Polsce proces równouprawnienia w chorobie alkoholowej opóźnia, mocno wyidealizowany, wizerunek heroicznej Matki Polski, opiekunki domowego ogniska, z którym pojęcie „alkoholiczka” wyraźnie się kłóci.
Anonimowy Alkoholik mężczyzna, to potocznie aowiec (zupełnie nie wiem, czemu aowiec, a nie aawiec, ale udziwnionego słowotwórstwa… aowców tym razem roztrząsać mi się nie chce), natomiast dotąd nie ma żeńskiego odpowiednika tego określenia, bo i jak miałby on wyglądać: aowka, aawka, aówka? Tym niemniej brak ten również, w pewnej mierze, świadczy o nie takim samym statusie kobiet i mężczyzn, będących członkami Wspólnoty AA w Polsce.

Z pierwszą alkoholiczką zetknąłem się bliżej podczas terapii odwykowej. Pani ta, po kilkunastu latach nadużywania alkoholu, była… jakby to delikatnie określić… wyjątkowo mało atrakcyjna. A jeśli dodać do tego ogrom rozmaitych problemów, którymi byłem wówczas przywalony, to łatwo będzie zrozumieć, że żadne… amory nie były mi w głowie.

Wspomniałem, że uważam się za normalnego mężczyznę. Oznacza to, że nie będę udawał, że różnica płci dla mnie nie istnieje, że nie dostrzegam, czy w towarzystwie (na przykład na mityngu) kobiety są, czy ich nie ma, a jeśli są, to w jakim wieku. Tym niemniej pomiędzy tym co tu opisałem i uważam za normalne i naturalne, a postrzeganiem i traktowaniem kobiet, jako ewentualnej seksualnej zdobyczy do upolowania, nagabywaniem ich i molestowaniem, jest różnica większa, niż pomiędzy nocą i dniem.

Lubię i wolę, żeby kobiety były na mityngach. Ja sam czuję się wtedy bardziej naturalnie – wszak samo życie jest przecież koedukacyjne. Zauważyłem poza tym, że w obecności pań, mężczyźni zwykle trochę bardziej się starają, mniejsze maja ciągotki do używania słów wulgarnych, czy opowiadania rubasznych żarcików. Taka atmosfera (większa kultura?) bardzo mi odpowiada. Podobnie jest zresztą ze wszelkiego typu warsztatami.
Kiedy w naszym mieści dało się zauważyć, że alkoholiczki uciekają z AA, bo na kilku mityngach grasuje obleśny podrywacz, nachalny, natrętny i napastliwy typ, alkoholik molestujący wszystkie chyba kobiety w zasięgu wzroku, myślałem, że mnie krew zaleje ze złości – cholerny zboczeniec, arogancko ignorując wszelkie zasady i Tradycje Wspólnoty, uniemożliwiał, albo przynajmniej skutecznie utrudniał osobom uzależnionym, potrzebującym pomocy, dostęp do Programu i mityngów AA. Zrobiłem wówczas dużo, nie tylko ja zresztą, żeby problem rozwiązać.

Zdarza się czasem, że w związku z obecnością alkoholiczki na mityngu odczuwam niewielki dyskomfort psychiczny. Dzieje się tak wówczas, kiedy kobieta płacze, bo to wzbudza we mnie natychmiast uczucia opiekuńcze, rodzi odruchową chęć udzielenia pomocy, albo chociaż pocieszenia jej. W warunkach i na zasadach mityngowych zrobić się tego nie da i ta bezradność właśnie wywołuje czasami u mnie pewien chwilowy niepokój, czy frustrację. Ale problem to niewielki, z czasem oswajam się z takimi sytuacjami coraz bardziej, a poza tym, jeśli już, to problem mój, a nie uczestniczek mityngów.

Związki męsko-damskie. Dwa razy byłem bardzo blisko nawiązania intymnych kontaktów z Anonimową Alkoholiczką. Na szczęście miało to miejsce w czasie, gdy pracowałem już „na Programie”, a więc już trochę siebie znałem, już stać mnie było na uczciwość wobec siebie i już umiałem jako tako rozpoznać prawdziwe intencje swoich poczynań. Tak więc kiedy zorientowałem się, że tak naprawdę chodzi mi właściwie tylko o przygodę, tylko o seks, natomiast kobiety te potrzebują stałego związku, małżeństwa, rodziny, wycofałem się zanim sprawy zaszły za daleko, zanim… hm… związek został skonsumowany. Elementem mojej wiedzy o sobie jest świadomość, że ja się do takich układów po prostu nie nadaję. Zmarnowałem pół życia jednej kobiecie i jednemu dziecku i… wystarczy, będzie dosyć. Pamiętam, jak kiedyś, jeszcze na odwyku, obiecywałem sobie, że bardzo będę się starał, żeby już nikt nigdy przeze mnie nie płakał. A ja w ostatnich latach jakoś lubię dotrzymywać obietnic danych sobie. Tak mi się dziwnie porobiło przez to całe trzeźwienie.

Czy uważam, że związek osób uzależnionych jest z góry i z założenia skazany na porażkę? Nie. Nie uważam. Znam alkoholików (płci obojga), którzy w takich relacjach świetnie się odnaleźli. Tyle tylko, że zwyczajne rodzinne życie mniej jest spektakularne i mniejszą przyciąga uwagę od dramatycznego i sensacyjnego rozstania, które z wypiekami na policzkach można komentować w przerwach mityngów. Stąd pewnie wrażenie i przekonanie, że wszystkie taki związki są, i na pewno będą, totalnie nieudane.
Oczywiście w przypadkach, które znam, dużą rolę odgrywa…

Ciąg dalszy oraz dużo, dużo więcej w moich książkach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz