czwartek, 9 czerwca 2011

Alkoholizm w konsekwencji

W moim mieście, które pewnie nie odbiega w tym względzie od całej reszty, więcej jest rozmaitych instytucji finansowych, niż żłobków i przedszkoli razem wziętych. Instytucje te (banki, ale nie tylko) oferują rozmaite kredyty, pożyczki, chwilówki, przedstawiając się jako partner w interesach, albo wręcz przyjaciel, który pomoże w trudnej chwili. Reklama jest nachalna, agresywna i profesjonalna. Trudno się na nią nie skusić.
Wewnątrz poczęstują nas kawą, nawet jakiś prezent oferują w zamian za wzięcie kredytu. Po kilkudziesięciu minutach, otumanieni zalewającym nas non-stop fachowym żargonem, dostajemy do podpisania wielostronicowy dokument. Niepozornej uwagi, umieszczonej na dole strony jedenastej, albo w ogóle nie zauważamy, albo zauważamy ale nie rozumiemy i wstydzimy się o nią dopytać – przecież tłumaczono nam wszystko prawie godzinę. Tak więc ostatecznie podpisujemy.
Po kilku miesiącach okazuje się, że wpadliśmy w tak zwaną pułapkę kredytową, a nasz świetny partner, czy życzliwy przyjaciel, zmienia się w chciwego wierzyciela, bezwzględnie egzekwującego swoje należności. Miało być lepiej, jest gorzej, miało być pięknie, a zaczyna się koszmar.

Chciwy wierzyciel

Alkohol, niczym chciwy wierzyciel, dosłownie wysysa z nas wszelką niezależność i całą wolę oporu wobec jego żądań – w tym zdaniu z 12x12* zainteresował mnie szczególnie ten chciwy wierzyciel. Wierzyciele, zwłaszcza chciwi, nie pojawiają się znikąd. Najpierw do czegoś ich potrzebowaliśmy, a oni rzeczywiście musieli dysponować tym czymś, czego nam brakowało, czymś, czego pragnęliśmy. To warunek podstawowy. Drugi, już nie aż tak niezbędny, ale jednak powszechny, dotyczy wizerunku: gdyby od początku wlepiała w nas kaprawe gały paskudna gęba chciwego wierzyciela, to pewnie w interesy z kimś takim w ogóle byśmy nie wchodzili.  Potrzebna była maska, rola: Patrzycie! Jaki z tego Etanka równy i fajny gość! Z nim zawsze jest wesoło!

Dzisiaj wiem już, że nadużywając alkoholu, radośnie i beztrosko, choć nieco bezmyślnie, zaciągałem kredyt. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy (ale czy faktycznie chciałem o to dopytywać?), że rachunek opiewa na coś więcej, niż tylko pieniądze, czy też niewielki ból głowy dnia następnego. Część może i płaciłem na bieżąco, ale reszta narastała. Dopiero kiedy wywalili mnie z drugiej pracy, zdałem sobie sprawę, że...


Ciąg dalszy oraz dużo, dużo więcej w moich książkach




--
* „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji”, BSK 2006, strona 23.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz