niedziela, 3 lipca 2011

Wspólnota AA po mityngu

W tym Opolu znowu coś wymyślają! – zdążyłem już usłyszeć i… właściwie to chyba powinienem potwierdzić. Daje się odczuć pewien niedobór, jakby brak czy deficyt, więc na różnych grupach w mieście, różni ludzie, niezależnie od siebie, szukają rozwiązania, to jest wymyślają, jak to nazwał mój przemiły rozmówca. Co wymyślają? Ja nazywam to Wspólnotą AA po mityngu AA, albo po prostu AA po mityngu AA. To oczywiście tylko taki skrót myślowy, bo w sumie nie jest ważne, czy to o co nam chodzi, odbywać się będzie akurat po mityngach AA, czy może przed, albo w ogóle w innych dniach i godzinach. A chodzi, tak w ogóle, o wspólnotę.

Całymi latami mieliśmy Wspólnotę AA, ale nie jestem pewien, czy mieliśmy wspólnotę. Wspólnota AA sprowadzała się, w naszym wydaniu, właściwie tylko do mityngów AA, a mityng… wiadomo: drobiazgowo opracowany scenariusz, nakazy, zakazy, regulaminy, zasady, ale przede wszystkim bardzo ograniczona interakcja uczestników – do nikogo nie wolno się odezwać, nikomu wprost odpowiedzieć, niczego skomentować, nikogo o nic dopytać… mityng to seria monologów. Może to nawet i dobrze, bo porządek, bo poczucie bezpieczeństwa itd., ale chodzi o coś innego: czy ludzie, którzy spotykają się na dwie godziny tygodniowo, by wygłosić po kilka monologów, których inni słuchają, albo i nie, a następnie szybciutko rozchodzą do swoich spraw, rzeczywiście tworzą jakąś wspólnotę?

W naszym mieście, choć oczywiście nie w całym, miał miejsce cud przemiany (jest książka o takim tytule, wydana z okazji trzydziestolecia AA). I ten cud trwa. Mamy już grupy AA działające zgodnie z Tradycjami AA, nie przejadamy i nie przepijamy pieniędzy Wspólnoty AA, mamy mityngi pozbawione obrzędów i ceremonii, na których obecny jest Program AA, mamy sponsorowanie, służby, w dobrze zorganizowany i efektywny sposób niesiemy posłanie na zewnątrz… czegóż chcieć więcej? Ano, może właśnie prawdziwej wspólnoty…
Kiedy jeszcze mieliśmy tylko mityngi, spoiwem był alkoholizm, i obawa przed złamaniem abstynencji. Koncentrowaliśmy się na problemie, a nie na rozwiązaniach. Dziś okazuje się, że łączy nas dużo więcej, niż tylko ta sama choroba, ale prawdziwy związek wymaga bliskości, obecności – nie wystarczą mityngowe monologi. Lubimy się, szanujemy, mamy do siebie zaufanie, współpracujemy, cieszymy ze swojego towarzystwa, lubimy razem przebywać i wspólnie spędzać czas…

Na mityngi jednej z grup, uczestnicy przychodzą czasem prawie godzinę wcześniej, żeby po prostu być razem, porozmawiać. Na innej testowany jest pomysł spotkań (mityngów) dyskusyjnych, na jeszcze innej padła propozycja zorganizowania klubu, jako miejsca nieco luźniejszych spotkań, albo grupy wsparcia. Wszystko to oczywiście jest na bardzo wczesnym etapie, nawet nie planowania, ale omawiania pomysłów, tym niemniej jedno nie ulega wątpliwości – alkoholikom w Opolu przestają wystarczać same tylko mityngi.

Czasem tylko ze zdziwieniem, ale i pewnym rozbawieniem zadaję sobie pytanie, czemu potrzebowaliśmy siedemdziesięciu lat, by zorientować się w potrzebach, które alkoholicy w Akron (i nie tylko tam) dostrzegli i nauczyli się realizować już od samego początku – spotykali się i godzinami rozmawiali…

Ciąg dalszy oraz dużo, dużo więcej w moich książkach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz