środa, 3 lipca 2013

Na sponsoring jest sposób!

Nadchodzą ciężkie czasy. Młodzi członkowie AA dostosują się jakoś do nowych reguł, ale starszym, pamiętającym złote lata, w których w AA nic się nie musiało, może być nieco trudniej. Ostatnio pojawiła się wyjątkowo irytująca moda na sponsorowanie. Gdzieniegdzie dochodzi już do tego, że AA-owscy nowicjusze, z kilkuletnią zaledwie abstynencją, pozwalają sobie odpytywać kandydujących do służb weteranów, czy mają sponsora i czy z nim pracują na Programie?! Bill W., który żadnego Programu nie robił, w grobie się przewraca!

Moda na sponsora minie, jak wszystkie dziwactwa w naszym ukochanym AA, ale zanim to nastąpi, może się okazać, że aby zachować odrobinę władzy, trzeba będzie sponsora sobie znaleźć, może nawet czasem się z nim spotykać i rozmawiać, bo sztuczką „i dzwoń do mnie choćby w środku nocy, jak ci się będzie chciało pić”, w chwili obecnej już nie uda się wykpić. Na szczęście jest sposób! Niejeden. Najprościej będzie umówić się z kolegą o podobnym stażu, że on będzie twoim sponsorem, a ty jego. Spotykacie się i gadacie na różne tematy i tak, bo może razem pracujecie, może on ma działkę obok twojej, więc jeśli tylko obaj zachowacie dyskrecję, to całymi latami możecie twierdzić: tak, mam sponsora, spotykam się z nim regularnie. Jeżeli to rozwiązanie nie jest możliwe i sponsora trzeba wyszukać spoza grona najbliższych koleżków, to niżej proponuję kilka rozwiązań, które mogą okazać się przydatne, a przynajmniej nieco ułatwią życie.

1. Wyszukaj sobie sponsora w czymś od siebie gorszego (np. kiepsko wykształconego, na podrzędnym stanowisku, skromnie zarabiającego, rozwiedzionego, byłego więźnia itp.), żeby przypadkiem nie stał się dla ciebie autorytetem. Rady, sugestie, podpowiedzi kogoś takiego łatwiej ci będzie ignorować, a jego samego – lekceważyć.

2. Od samego początku przejmij kontrolę i ty ustal zasady. Już prosząc o sponsorowanie natychmiast dodaj: ale musisz pamiętać, że mam firmę, rodzinę, zaoczne studia itp. Daj mu wyraźnie znać, że nie zawsze będziesz miał czas dla niego i jego pomysłów i że to on będzie musiał jakoś sobie z tym fantem poradzić. Przyda się to także później, bo dzięki temu nie pozwolisz sobie narzucić morderczego tempa pracy, które twój sponsor sobie wymyślił. Jeden rok – jeden Krok? Bez przesady! W końcu to nie galery i nie wyścig!

3. Staraj się być uważny, wyłapuj i zapamiętuj wszystkie błędy i potknięcia sponsora, nawet te banalne, językowe. Ale nie zwracaj mu uwagi! Jeśli mu powiesz, że bynajmniej to nie to samo co przynajmniej – on może się poprawić, a ty stracisz ten punkt przewagi, jaką dotąd nad nim miałeś. Jest to tak zwane punktowanie sponsora.

4. Wyrównywanie rachunków albo równanie poziomów. Sponsor ma przewagę z natury, z założenia, bo to ty potrzebujesz jego, ty przecież prosiłeś o pomoc. Nie jest to sytuacja komfortowa, więc staraj się swojemu sponsorowi pomóc. W czymkolwiek. Bez względu na to, czy o tę pomoc prosił. Jeżeli pomożesz mu naprawić auto albo wnieść meble, to nie chwal się tym i nie rozpowiadaj, bo nie o to chodzi. Po prostu czasem westchnij sobie w zadumie, szepcząc pod nosem: i kto tu komu pomaga? Zaręczam, że znakomicie poprawi ci to samopoczucie, a wiadomo przecież, że dla alkoholika jest ono najważniejsze. Dobre rezultaty przynosi też fundowanie (stawianie) sponsorowi lodów, napojów, obiadu itp., ale stosować to trzeba z umiarem, bo łatwo tu o zdemaskowanie prawdziwych intencji.
Pamiętaj, sponsor zobowiązany do wdzięczności, raczej nie pozwoli sobie na zbytnią surowość, nie postawi ci twardych warunków, nie będzie w stanie konsekwentnie cię z zaleceń rozliczać.

5. Zaprzyjaźnij się z alkoholikami, z którymi sponsor zerwał współpracę, lub innymi jego wrogami. Nie chodzi o to, byś przyłączał się do plotkowania o nim czy obmawiania, bo to dziecinada, którą należałoby skutecznie skorygować podczas pracy nad Krokiem VI – po prostu słuchaj uważnie i zapamiętuj wszystkie negatywne opinie i oceny; zapewnisz tym sobie poczucie moralnej przewagi. Kiedy wasza współpraca już się posypie, zachowasz błogie przekonanie, że i tak długo wytrzymałeś z… takim człowiekiem.

6. Stale powtarzaj sponsorowi, jaki jest dla ciebie ważny, jak go lubisz, cenisz, szanujesz i podziwiasz. Osoby bez profesjonalnego przygotowania (nauczyciele, psychologowie) albo z zaburzonym poczuciem własnej wartości, zwykle nie potrafią skutecznie obronić się przed komplementami i pragną jedynie zasłużyć na jeszcze więcej pochwał, a więc nie zdobędą się na surową ocenę czy krytykę. Jest to metoda neutralizowania sponsora.

7. Zawsze demonstruj przemęczenie zadaniami sugerowanymi przez swojego sponsora. Ani przez moment nie może mieć wątpliwości, że wymaga od ciebie bardzo dużo, wręcz na granicy ludzkiej wytrzymałości, a nawet trochę poza nią. Dawaj znać, że inwestując tak wielkie siły i środki, oczekujesz również spektakularnych efektów. Wyrażaj niepokój z powodu braku tych efektów. Może uda ci się w ten sposób wpędzić go w poczucie winy oraz zasiać w nim wątpliwości co do jego sponsorskich umiejętności i doświadczenia.

8. Nigdy się nie sprzeciwiaj, nie mów „nie”, nie odmawiaj, za to graj ze sponsorem w grę „tak, ale…”, czyli zgadzaj się pozornie ze wszystkim i na wszystko, prezentując po chwili argumenty, z których będzie wynikało coś wręcz przeciwnego. Przykład: Chodzisz codziennie na mityngi, jak ci zaleciłem? Tak, oczywiście, ale właśnie jutro nie będę mógł, bo syn ma komunię. Aha, i jeszcze w środę nie dam rady, bo… Ale uwaga: może się to nie udawać ze sponsorem, który zna powiedzenie: kto chce – szuka sposobów, kto nie chce – szuka powodów.

9. Staraj się pozbawić sponsora pewności siebie. Gdy zaproponuje ci wykonanie jakiegoś zadania, zgadzaj się gorliwie i z zapałem, ale mimochodem, jakby w formie ciekawostki, dodaj, że podopieczni Ziutka, Kazika, Marka, Darka robią to jednak zupełnie inaczej. Po pewnym czasie nic już nie będziesz musiał mówić – wystarczą twoje szeroko otwarte ze zdumienia oczy i wyraz zaskoczenia na twarzy.

10. Wreszcie va banque – sposób wymagający odwagi, determinacji, opanowania, tupetu, i możliwy do zastosowania ze sponsorem, z którym Program robi się „na gębę”, czyli nie trzeba pisać – wcale albo prawie wcale. W pewnym momencie waszej współpracy (nie stosować na samym początku!), gdy z czegoś będzie cię chciał rozliczyć, z zimną krwią, patrząc mu prosto w oczy, upieraj się, że niczego takiego ci nie sugerował, albo że miałeś zrobić coś innego, ewentualnie zupełnie inaczej. Prosty przykład: nie przychodzisz na umówione spotkanie. Kiedy zadzwoni z wyrzutami, może nawet zaniepokojony, idź w zaparte i postaraj się wmówić mu, że wcale się nie umawialiście, albo że owszem, ale w jakimś innym terminie, w innym miejscu.
Niezbędnym elementem va banque są działania wspomagające, na przykład publiczne (na mityngach AA) komplementowanie sponsora i wyrażanie mu swojej wdzięczności oraz rożnego typu pomoc opisana w punkcie 4. Prawidłowo przeprowadzona akcja va banque powoduje zupełne pomieszanie sponsora otumanionego sprzecznymi komunikatami, który ostatecznie bardziej zaczyna wierzyć tobie niż sobie – wtedy jest twój…


Czy tych dziesięć punktów wyczerpuje temat? Ależ skąd! To nawet nie wierzchołek góry lodowej...

Ciąg dalszy oraz dużo, dużo więcej w moich książkach

2 komentarze:

  1. Wszystkie 10 pkt, które przestawiłeś opisują mnie jako alkoholika z czasów kiedy aktywnie piłem, ale niestety również po zaprzestaniu picia. W podobny sposób manipulowałem wszystkimi, z którymi miałem bliższy i dalszy kontakt. Po dwóch latach w AA, podjęciu służb, udzielania się na wielu poziomach struktury AA, ganiania ma mityngi, moje myślenie, zachowania, wady i zalety pozostały constans. Jedynie co osiągnąłem dzięki AA, to przestawienie wajchy PICIE/NIEPICIE. Rozumiem ton przebijający się z twojego tekstu, ironiczny, jest on potrzebny. Ja też niedawno rozpocząłem pracę ze sponsorem. (Dwa razy odrzucałem tą pomoc, bo byłem "mądrzejszy"). Otrzymane na mityngach AA problemy, radości, doświadczenia były dobre do czasu. Moje życie stało nie do zniesienia, myślałem również o samobójstwie (2 lata po zaprzestaniu picia i pełnieniu służb, uczęszczania regularnie na mityngi, sic!). Wiedziałem, skądinąd, że praca ze sponsorem na programie AA, może mi pomóc zmienić się, choć jak zwykle pozostawałem niedowiarkiem. Jednak podjąłem decyzje i ściągając lejce mojej pychy i buty, zwróciłem się o pomoc do Wspólnoty AA, w osobie Autora, który pomógł mi znaleźć sponsora. Mija już prawie miesiąc mojej pracy z nim. Jestem zadowolony z pracy z nim. Dzielę się z nim szczerze istotnymi dla procesu zdrowienia sprawami z każdego dnia. Czuję zmiany w swoim myśleniu i zachowaniu. Zacząłem modlić się za innych, dawać drobiazgi w postaci życzeń miłego dnia i itp. Cieszę się tym. Ja osobiście nie wybrałem sponsora dla mody. Dla mnie praca z nim to ratowanie siebie, odkrywanie siebie, powrót do wiary w Boga, którego istoty obecnie poszukuję. To kolejny etap zdrowienia we Wspólnocie AA. Czuję to obecnie tak. Wejście do Wspólnoty to moja zerówka, praca ze sponsorem to właściwe "rozpoczęcie edukacji". Nauka życia, w całym szerokim sensie jego znaczenia. Cenię komentowany tekst, żebym wiedział czego mam unikać w pracy ze sponsorem, choć nie przyszło mi na myśl, żeby ww. techniki zastosować wobec człowieka, który zgodził mi się pomóc. Sama myśl, żeby spróbować zachować się w jeden bądź kilka ww. sposobów wobec mojego sponsora napawa mnie odrazą. Dziś. Wcześniej jak wspomniałem wyżej techniki te nie były mi obce i stosowałem je nagminnie. Szczerze jednak przyznaje, że czasami wobec innych ludzi, niektóre z ww. punktów określają moje zachowania i myślenie. Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Piszesz, że "Sama myśl, żeby spróbować zachować się w jeden bądź kilka ww. sposobów wobec mojego sponsora napawa mnie odrazą" - i o to mi właśnie chodziło. :-) Unikaj takich postaw i zachowań jak ognia.
      Powodzenia! :-)

      Usuń