niedziela, 16 lutego 2014

Notatki sponsora (odc. 020)

Czytam właśnie w "Warcie": Chciałbym innym oddać to, co sam dostałem. Wiem, że to jest słuszne tym bardziej, że zauważam wśród weteranów „programowych” przesadne zagłębianie się w zakamarki sytuacji, problemów i zasad bez znaczenia dla prostego alkoholika. Takie trochę analizy psychologów…  (ciekawy tekst na temat Pierwszej Tradycji, tak w ogóle – warto przeczytać).

I wracają wspomnienia. Kiedyś byłem taki sam, miałem dwa-trzy lata abstynencji i już z całą pewnością wiedziałem, co jest słuszne, a co nie, co jest przesadne, a co właściwie wyważone, co dla innych ludzi ma znaczenie, a co potrzebne im nie jest i nie będzie.
Później Program się o mnie upomniał, a jeszcze później znalazłem w WK słowa: Przede wszystkim musimy skończyć udawać Wszystkowiedzącego Boga.  Wtedy powoli i baaardzo opornie zacząłem się uczyć trudnej sztuki niepewności. Ten brak absolutnej pewności, że ja już wszystko wiem najlepiej, skłania mnie teraz do zastanowienia: czy autor tych słów mógł mieć rację, bo to przecież całkiem możliwe i taką ewentualność poważnie biorę pod uwagę – to po pierwsze – ale też w jaki sposób podział AA na prostych (?) alkoholików i „programowych” weteranów miałby służyć jedności, o której mowa w Pierwszej Tradycji?
Swoją drogą takich podziałów dokonywałem i ja, z tym że dzieliłem alkoholików na tych zwyczajnych (?), od Dwunastu Kroków i osobistego trzeźwienia oraz alkoholików działaczy i aktywistów, zainteresowanych Tradycjami AA i służbami w jakichś intergrupach i regionach.

Wygląda na to, że chyba będę musiał poobserwować tych… „programowych” weteranów i wyrobić sobie na ten temat własne zdanie. Tym bardziej, że docierają do mnie informacje o podziale grup na „programowe” i „betonowe” (cokolwiek te określenia znaczą) i rozmyślam o granicy, która oddziela wzbogacającą różnorodność od podziałów i braku jedności…

18 komentarzy:

  1. Ja miałem problem z tolerancja a spadła ona na mnie z uswiadomieniem sobie ze to sa chorzy ludzie i maja prawo do dziwnych zachowan i słów :) A co do jednosci i podziałów to uważam moze sie myle ze to dalej sa chorzy ludzie tylko na roznym etapie choroby w roznych kondycjach.Pozdrawiam bardzo lubie czylac Twoje przemyslenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. A skąd pewność, że należymy do tych zdrowszych, a nie... :-)

      Usuń
  2. Dobre pytanie :)uważam ze to kwestia uczciwosci wobec siebie i innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczciwości na pewno, ale chyba i świadomości.

      Usuń
  3. Moja nowa świadomość, jak obecnie uważam, rodzi w związku ze zrozumieniem istoty 12 Kroków (pracy na nich... jak zwał tak zwał). Dotychczasowa praca sprowadza się do m.in również analizy mojego myślenia, moich zachowań i moich postępów, bądź ich braku. Na podstawie tych analiz, może mniej naukowo - przemyśleń, wyciągam wnioski. Bez pierwszego nie dojdę do drugiego. Zdecydowałem się na współpracę ze sponsorem, ponieważ po analizie półtora rocznej abstynenci stwierdziłem, że czuje się coraz gorzej. "Nie picie" nie zdjęło ze mnie strachu, lęków, przerażenia przed przeszłością, rzeczywistością i przyszłością. Nie potrafiłem nadal reagować w racjonalny sposób. Wysnułem na podstawie tego wniosek, że same chodzenie na mityngi, przynajmniej w moim przypadku, nie rozwiąże mojego problemu. Tym jednym narzędziem nic wielkiego nie zbuduje, stąd konieczna dalsza praca nad sobą. Jestem we Wspólnocie AA, a ta ma propozycję dla mnie, jak się zmienić i być zadowolonym z życia. "Wchodzę w to" i korzystam z kolejnego narzędzia. Jak na razie to narzędzie sprawdza się lepiej niż same chodzenie na mityngi (na które też nadal chodzę). Co do podziału grup... Ja również w swoim umyślę dokonuję mniej lub bardziej świadomie takich podziałów. Wielokrotnie stosując przy tym swoje wady, jak np. uprzedzenia do pewnych członków AA. "Programowe" i "betonowe". Jeżeli mowa o "betonowych", to domyślam się, że w tym przypadku chodzi o grupy "nieprogramowe", które nie chcą zmian u siebie w grupie, wedle mantry - "tyle lat tak było i było dobrze... i po to zmieniać". W moim przypadku zmiana była koniecznością, wyborem pomiędzy życiem a śmiercią (ten wybór dotyczył również okresu po zaprzestaniu picia). Jestem wdzięczny Wspólnocie AA, że obudziła w Polsce "Program AA", jako praktykę. Osoby chcące trzeźwieć do końca życia mają dużo grup "betonowych" z piętrzącymi się problemami (również niezwiązanymi bezpośrednio z moją chorobą-alkoholizmem), doświadczeniami i radościami. Ich działanie, moim zdaniem, w pewnej części pokrywa się z terapią. Ja się cieszę, że są również grupy, które chcą się zmieniać, zrozumieć istotę Programu AA i go stosować. Na mityngi chodzę głównie na grupy, gdzie mogę usłyszeć doświadczenia z pracy na programie, a nie o żalach na sprawy życia codziennego (to mogę sobie zafundować sam). Wybieram to co mi bardziej obecnie pomaga. Maluch tyle lat jeździł pod drogach i było dobrze, i po co było to zmieniać (zaprzestać produkcji, kupować inne marki). Po to, jak sądzę m.in. żeby jeździło się wygodniej, bezpieczniej etc.Ludzie zawszę chcą zmian na lepsze, a nie stagnacji lub zmian na gorsze. Ja również, bo wiem czym to dla mnie grozi. Podziały... Ważne, żeby zostały w moim umyśle, a nie były wprowadzane do "obrotu AA", bo wtedy zagrażają AA jako całości. Rozumiem to prosto. Nie mam prawa krytykować, plotkować grup tu: "betonowych", ani zresztą żadnych innych. Nie mogę mówić innych AA, tam chodź, tam nie chodź. Moja ocena i mój wybór tak, ale dla mnie, a nie dla innych. Maluchów jeszcze trochę jest na drogach i pomagają ich właścicielom dojechać do celu. Z czasem jednak ... wnioski pozostawiam Tobie i czytelnikom.
    Miłej i spokojnej nocy życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Nie mogę mówić innych AA, tam chodź, tam nie chodź. Moja ocena i mój wybór tak, ale dla mnie, a nie dla innych” – mogę, nie mogę… Jesteś pewien, że ten nowicjusz, który pojęcia nie, co tu się w ogóle dobywa, dokona właściwego wyboru… sam? :-)

      Usuń
  4. Mój sponsor powiedział mi kiedyś tak: " Program jest po to abyś był lepszy DLA innych a nie lepszy OD innych" I ja staram się tego trzymać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Słusznie prawisz... Masz dobrego sponsora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja postawa, moje zachowanie, moje wypowiedzi na mityngach (i nie tylko) o tym w czym Program mi pomógł ułatwią nowicjuszowi wyrobić sobie zdanie, gdzie mu będzie lepiej. Moje doradztwo, gdzie lepiej iść na mityng, a gdzie nie bo..., może nawarstwić w nim jeszcze więcej uprzedzeń. Zgadzam się z hasłem: "Ucz przykładem, nie wykładem".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście.
      Pamiętam też, jak pewnego dnia zrozumiałem, z wielkim bólem zresztą, że moje wypowiedzi, moja postawa, moje zachowanie, nie jest dla innych tak ważne i nie śledzą ich w takim napięciu, jak mi się to wcześniej wydawało.

      Usuń
    2. Niekoniecznie muszą śledzić mnie. Ale to nie znaczy, że zwalnia mnie to od "niesienia tego posłania".

      Usuń
  7. Hmmmm...przepraszam za troszkę kąśliwą uwagę, ale czy ten blog mógłby się zmienić na stronę, gdzie wchodzi się z większym zainteresowaniem? Gdzie coś się dzieje? Możemy poczytać "o sobie" ? A nie tylko dywagacje programowe (niemniej też potrzebne, ale nie w przewadze)....Miłego dnia życzę....:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzejmie informuję, że nie. To mój blog i jego czytelnicy mogą tu poczytać o mnie, a nie o sobie.

      Usuń
  8. Niestety nie zrozumieliśmy się...słowo "o sobie" jest w cudzysłowie...chodzi o tematy bliżej ciała i ducha...a nie programowe...ale rozumiem jak najbardziej, że to Twój blog i robisz jak uważasz....Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Meszuge, powiedz mi, czy jak mój Mężczyzna jest w ciągu alkoholowym już longiem od 3 tygodni, to on łapie tylko co jakiś czas stany świadomości, czy raczej pije i śpi? I jak organizm wytrzymuje, skoro nic nie je...Nie mieszkamy razem...W trackie ciągów nie chce, żebym to wszystko widziała...A w ogóle to wtedy trudno o jakiekolwiek porozumienie z nim...Sterty sms-ów, zero działania z jego strony, moja niemoc...

    OdpowiedzUsuń
  10. Kobieto, nie jestem profesjonalistą, a jedynie zwykłym pijakiem, który tylko pić przestał, więc nie wiem, jak to jest u niego, ale pamiętam jak u mnie było: nie dało się być bez przerwy nieprzytomnym, kiedy podwyższał się poziom krwi w alkohologiegu, wracała świadomość, ale... świadomość alkoholika, a więc wykoślawiona, groteskowa, absurdalna, niemająca z rzeczywistością wiele wspólnego i nastawiona w zasadzie tylko na kontynuowanie picia.

    OdpowiedzUsuń