czwartek, 5 czerwca 2014

15 lat, czyli nie ma tego złego

 15 lat minęło, czyli… nie ma (w AA) tego złego, co by na dobre nie wyszło

Przypomina mi się zdarzenie sprzed prawie pół wieku – kolega z podwórka miał śliczny czerwony rowerek z bocznymi kółkami; nie umiał jeszcze jeździć bez nich. Miał też ojca pijaka, który pewnego razu odkręcił mu te boczne kółka i zwyczajnie zamienił na wódkę. Kiedy piętnaście lat później wspominaliśmy przy piwie dzieciństwo, kolega uznał, że gdyby ojciec mu tych kółek nie zabrał, pewnie nigdy nie nauczyłby się porządnie jeździć na rowerze. Dodał nawet ze śmiechem, że w pewnym sensie powinien być ojcu wdzięczny. Tylko jakoś wesołości w tym śmiechu nie było…

Piętnaście lat minęło, może nawet kilka miesięcy więcej, ale dla równego rachunku niech już będzie. Pora na bilans, krótki przegląd tego, co się zmieniło i jak się zmieniło. Chodzi mi o alkoholików i anonimowych alkoholików, bo dywagacji na temat zmian w polityce, gospodarce i sporcie, snuć nie zamierzam.

Do poradni odwykowej trafiłem po raz pierwszy i na krótką chwilę bodajże w 1996, ale „na poważnie” w połowie 1998 roku. Jeśli dobrze pamiętam, w tym okresie pracował w niej jeden lekarz psychiatra (kierownik tej placówki) i pięcioro-sześcioro terapeutów, co oczywiście nie znaczy, żeby wszyscy oni byli jednocześnie dostępni, ale to chyba zrozumiałe. Wtedy była to jedyna poradnia odwykowa w naszym mieście (niestety, nie pamiętam, czy już wtedy nosiła ona nazwę WOTUW, czyli Wojewódzki Ośrodek Terapii Uzależnienia od Alkoholu i Współuzależnienia).
Kiedy potrzebowałem pomocy, przychodziłem tam (ulica Wodociągowa) i zawsze byłem przyjęty – nie tylko ja zresztą. Owszem, czasem trzeba było w kolejce poczekać, bywało nawet, że dość długo, ale powtarzam – zawsze przyjmowano mnie tego samego dnia.

Rok 2014. W mieście są trzy placówki odwykowe, nie licząc prywatnych. Liczba lekarzy i terapeutów przychodni, którą wspomniałem wyżej, wzrosła przynajmniej trzykrotnie. Na pierwszy kontakt z profesjonalistą, po zarejestrowaniu się, pacjenci czekają nawet po kilkanaście dni. Najwidoczniej alkoholików przybywa w Polsce w zastraszającym tempie – smutne to, ale i przerażające.

1998/9 – pacjenci poradni odwykowej podpisywali wtedy specjalny kontrakt, w którym – między innymi – zobowiązywali się do uczestnictwa w mityngach AA. Terapeuci rzeczywiście nas z tego rozliczali i do korzystania z pomocy i wsparcia AA motywowali. Pierwszego sponsora we Wspólnocie AA znalazłem, bo tak podpowiedziała terapeutka (i chwała jej za to), sam bym tego nie wykombinował.

2014 – alkoholik z kilkumiesięczną abstynencją opowiadał po mityngu, że zapytał swoją psychoterapeutkę, czy powinien i czy warto uczestniczyć w mityngach AA? Lekceważąco wzruszając ramionami odpowiedziała: a niby po co? Inny stwierdził, że psychoterapeuci odwykowi przy pacjentach wypowiadali się drwiąco i ironicznie o Wspólnocie AA. Ale to przecież tylko alkoholicy, może kłamią, ale akurat tych dwóch słuchałem osobiście, na oszustów nie wyglądali, ale… Może to ja jestem naiwny i za bardzo wierzę ludziom.

1998 – na mityngach grup Anonimowych Alkoholików rotacja była rzeczywiście spora, jednak na co trzecim spotkaniu (przeciętnie, średnio) pojawiali się nowicjusze. Prawie wszyscy oni przychodzili na polecenie terapeuty. Ja także; na swój pierwszy w życiu mityng AA trafiłem zaraz następnego dnia po tej „poważnej” wizycie w poradni odwykowej, i tylko dlatego, że tak mi sugerowano, zalecano – przecież nie był to mój własny pomysł.

2014 – w trakcie i zaraz po mityngu, na którym akurat nie byłem obecny, dostałem dwa esemesy i jeden e-mail od przyjaciół z informacją: na mityng przyszło dwóch nowicjuszy! Niezrozumiałe? Od 2-3 lat nowicjusze na mityngach są u nas rzadkością, a dwóch na raz to już zdarzenie wręcz szokujące. Co jest?! Co się dzieje?! Przecież alkoholików miało być podobno coraz więcej!
Z różnych miast w Polsce napływają informacje, jeszcze niezbyt liczne na szczęście, o poradniach odwykowych albo pojedynczych terapeutach, którzy zabraniają pacjentom, alkoholikom, uczestniczyć w mityngach grup „programowych” albo grożą wywaleniem z terapii tym, którzy zdecydują się jednocześnie na pracę ze sponsorem w AA. Przyznam, że naprawdę chciałbym wierzyć, że to tylko złośliwe plotki.

Cytat z WK: Praktyka dowodzi, że nic lepiej nie umacnia niezależności od alkoholu, jak intensywna praca z innymi alkoholikami. Ten sposób jest zawsze skuteczny. Nawet wtedy, kiedy inne zawodzą. JEST TO DWUNASTY KROK NASZEGO PROGRAMU. Przekazuj nasze posłanie innym alkoholikom! Możesz im pomóc, gdy nikt inny już nie potrafi. Możesz sobie zapewnić ich zaufanie, podczas gdy innym to się nie udaje. Pamiętaj, że są oni bardzo chorzy.

Cytat ze Skrytki 243: Jeżeli trzeźwość nie rodzi trzeźwości, oznacza, że jej nie było, albo umarła jak drzewo, które uschło zanim zakwitło, pozbawione życiodajnego środowiska.

Moje przekonanie: głównym celem istnienia i działania służb na wszystkich poziomach struktury Wspólnoty AA jest sprowadzenie alkoholika na mityng.

Miało być o piętnastu latach, bo tyle sam pamiętam, ale zaryzykuję twierdzenie, że przez czterdzieści lat funkcjonowania Wspólnoty Anonimowych Alkoholików w Polsce chyba jednak nie nauczyliśmy się realnie i skutecznie nieść posłania AA, to jest podejmować określone działania, dzięki którym alkoholicy, którzy wciąż jeszcze cierpią, trafialiby na mityngi AA. Schowani w swoich przytulnych salkach, udostępnianych nam darmo albo prawie, bezpieczni (we własnym mniemaniu) podczas zamkniętych mityngów, z których „wczorajszy” alkoholik był wypraszany, chronieni regulaminami, przepisami i zasadami zawartymi w rozbudowanych scenariuszach, łaskawie przyjmowaliśmy do AA nowych, przysłanych z terapii odwykowej. W moim przekonaniu brutalna prawda jest taka, że przez te wszystkie lata skuteczniej nieśli posłanie Anonimowych Alkoholików lekarze, terapeuci, a nawet niektórzy duszpasterze, niż sami anonimowi alkoholicy. Dozgonnie będę profesjonalistom za to wdzięczny, bo to nie oni, ale my sami popełniliśmy błąd (oczywiście bez świadomości i złej woli) i powoli zaczynamy za to płacić, i będzie jeszcze gorzej.

Fantastycznie jest być z Opola i deklarować, że u nas sponsora nie potrzeba szukać, wystarczy go sobie wybrać, że sponsorowanie na kilku grupach przekracza 90%. To wszystko prawda. Tyle, że ma też ona drugą, mniej kolorową stronę – od kiedy terapeuci przestali się upierać, by ich klienci uczestniczyli w mityngach AA (powodów tego stanu rzeczy nie znam, może faktycznie, jak twierdzą niektórzy, profesjonaliści zaczynają Wspólnotę AA postrzegać jako konkurencję, ale… to nie moja sprawa) powoli zaczyna brakować nam podopiecznych, sponsorowanych; podnoszenie ręki podczas mityngu, sygnalizujące gotowość do sponsorowania, od dawna już w Opolu nie wystarcza.
Jeśli ktoś nie widzi problemu, jeśli – pomimo wcześniejszych cytatów – nie dostrzega realnego zagrożenia, przytoczę jeszcze trzy z Wielkiej Księgi: Nasze osobiste życie jako alkoholików zależy od stałego myślenia o innych i o tym, jak możemy im pomóc /…/ Pomaganie innym to podstawa twojego zdrowienia /…/ Jeśli nie pomaga innym z pewnością wróci do picia, a jeśli będzie pił z pewnością umrze.

Pomimo tej ponurej (wydawałoby się) wizji, patrzę w przyszłość ze spokojem i nadzieją – Anonimowi Alkoholicy na świecie przetrwali wielką wojnę, upadek berlińskiego muru i ZSRR, w Polsce przeżyliśmy „komunę”, kryzys, a nawet UEFA Euro 2012, więc i teraz sobie poradzimy. Nauczymy się, bo po prostu będziemy musieli...

Ciąg dalszy oraz dużo, dużo więcej w moich książkach

9 komentarzy:

  1. Dzieje się to co musiało się stać. Trwanie przy "kamiennych" zasadach przez lata. Niezwracanie uwagi na zmianę mentalności młodszych pokoleń, przemian w społeczeństwie. Mityngi na większości grup są sesjami terapeutycznymi. Program AA jako istota tej Wspólnoty jest często odrzucana, deprecjonowana, krytykowana. Po co mi program AA? - chodzę tyle lat na mityngi i jest mi dobrze, nie pije - słychać to tu to tam. Jeżeli nie chce zdrowieć na Programie AA to po co mi AA? Pojawiło się tak wiele różnych metod terapii alkoholowych, że jest z czego wybrać. Wspólnota w Polsce, pomimo powolnego zajęcia się tym co powinna dawać tj. niesienia posłania wynikającego z Programu AA upodobniła się do terapii z urozmaiceniami. Anonimowość posunięta do granic absurdu nie pozwala na wyjście grup ku cierpiącym alkoholikom, bo to może już reklama itp. Tylko dyskusje i dyskusje, często nawet kłótnie do niczego nie prowadzące i tym samym nie dające asumptu do rozwoju, do spojrzenia dookoła, przez inną optykę. Nowicjusza często zasypuje się hasłami, z którymi nie wiadomo co ma zrobić. „w AA nic nie musisz, przez pierwszy rok nic nie zmieniaj, daj czasowi czas” etc. Najważniejsze to chodzić na mityngi. Im częściej tym lepiej. Na obecnym etapie mojego trzeźwienia wiem, że muszę zrobić i to dużo. Zmienić samego siebie ale z pomocą innego człowieka i tą samą pomocą służyć potem innym. Jestem w AA to realizuję Program AA. Jeżeli stwierdzę, że to mi nie pomaga skorzystam z innych form pomocy. Choć oczywiście mówi się, że to wszystko sugestia, i „o kole do roweru już nie wspomnę”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak bardzo chciałbym Ci odpowiedzieć, że nie masz racji, ale... nie mogę. :-)

      Usuń
  2. Witaj Meszuge. Parafrazując Ciebie: "fantastycznie byłoby być z Opola i wybrać sobie jednego z chętnych do sponsorowania". Lecz ja jestem z Podkarpacia,a tu ci sponsorów jak na lekarstwo...i sponsorowanie leży na całej linii. Cóż zatem pozostaje ? Albo pojechać po sponsora do Opola :-) albo poprosić aby sponsorzy przyjechali na Podkarpacie. Tak się też wydarzyło, zapewne wiesz, że Twoi koledzy z Opola w tamtym roku w listopadzie na nasze zaproszenie przyjechali na warsztaty w temacie sponsorowania. Po tych warsztatach poprosiłem o sponsorowanie...i mam...sponsora z Opola, łatwo nie jest, bo praca na Programie 12 Kroków i 12 Tradycji chyba łatwa nie ma być, ale skuteczna. Nie o tym jednak chciałem napisać. Podzielić się chciałem refleksją, że skoro nie ma pracy na swoim podwórku...to trzeba się rozglądnąć po okolicy, może nawet dalszej okolicy, bo jak to Ktoś powiedział: "żniwo wprawdzie wielkie ale robotników mało". Pozdrawiam z Podkarpacia i niedługo w ramach 5 Kroku "nawiedzę" Opole i mojego sponsora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :-) Masz rację - właśnie to się dzieje - ruszamy d... poza Opole. Także we własnym interesie.

      Usuń
  3. Ruch AA sie obroni, lecz zapewne najpierw zapłaci za kłótnie, dzielenie włosa na cztery pseudo działaczy itd. Właśnie wróciłem z Jasnej Góry były spotkania osób uzależnionych wszelkich "maści" że się tak wyrażę oraz współuzależnionych i było tam tysiące osób, jeszcze tyle nie było nigdy. Wielu było A-owców którym nie przeszkadza że idzie to pod nazwą AA co nie jest w smak wielu innym A-owcom, którzy nie jeżdżą na te spotkania mówiąc że jest to złe bo nie powinno być pod egidą AA, Ja jeżdżę tam od 17 lat razem z rodzina i to cała rodzina, jadą nawet moi bliscy, którzy nie są uzależnieni czy współuzależnieni a są tylko zafascynowani tym ruchem. Uważam że jestem A-owcem nie wiem czy dobrym czy zły, uważam że raczej moje czyny pokazują na to że trzeźwy jestem, pojechałem i mi to nie przeszkadza że jest to po egidą AA a uważam wręcz że to jest jeden z wielu dobrych działań członków naszego wspaniałego ruchu AA, aby przyciągać do niego nowe potrzebujące pomocy osoby. Co Ty o tym sądzisz? może tez tam byleś czy bywałeś? Terapie są różne jak i różne osoby, które je prowadzą . Namnożyło się w koło pseudo terapeutów i pseudo poradni, które biorą niesamowita kasę i dla tych ruch AA jest zapewne konkurencją wiec go nie będą polecać co moim zdaniem ma właśnie krótkie nóżki bo ich pacjenci moim zdaniem zapewne niestety bez AA nie utrzymają trzeźwości zbyt długo. Są i dobre i złe, mam nadzieję jednak że dla dobra samych zainteresowanych tych dobrych jest o wiele więcej, tych z sercem, podobnie zresztą jak grupy AA są dobre i te złe, ja jednak może jestem naiwny i wierzę że AA się obroni na pewno tylko co niektórzy z działaczy będą jednak musieli spokornieć zapewne z i nie zaprzestać robić kreciej roboty. - Adam a tak poza tym wielkie gratulacje i dalszych 24 godzin w trzeźwości oraz pogody ducha :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłem 3-4 razy na Górze św. Anny - w Częstochowie nigdy. Jako, że niczego szczególnego tam nie przeżyłem ani nie doświadczyłem, zrezygnowałem z tych wycieczek.

      Usuń
  4. Witaj :-)
    mam podobne do Twoich doświadczenia z terapeutami "odradzaczami", tyle że we Wspólnocie DDA/DDD. Pomogłam dwóm osobom (zgodnie z 12 krokiem) podpowiadając, że mogłyby odnieść korzyść z terapii, jednocześnie podzieliłam się z nimi moimi wrażeniami z mitingów (dla mnie są bardzo ważne i dają mi bardzo dużo wsparcia). Byłam w szoku, gdy usłyszałam od tych osób, że terapeuci odradzili im pójście na miting, gdyż byłoby to dla nich szkodliwe :(. Rozumiem, że nie każde DDA/DDD będzie miało tyle korzyści z mitingów, co ja i nikogo nie namawiam nachalnie. Jednak mówienie ( i to przez osoby zawodowo zajmujące się tą problematyką), że działania samopomocowe są szkodliwe, uważam za bardzo duże nadużycie z ich strony....
    Pozdrawiam pogodnie :-) - liii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i... smutne to.

      Usuń
    2. AA powinno się ogłaszać w gazetach, na słupach, bo każdy wie gdzie jest ośrodek terapii a AA jest w cieniu jak jakaś sekta. Powinno informować że jest alternatywną formą leczenia alkoholizmu, mamy na to dowody, statystyki. Powinno zwalczać stereotyp sekty na wszelkie sposoby, poprzez przejrzystość, rezygnacje ze wspólnej modlitwy, bo cel główny jest w AA jeden. AA powinno zwalczać stereotyp klubu rozrywki dla abstynenta a niestety rocznice, zabawy i 40-lecia tylko to pogłębiają. AA powinno mieć produkt dobrej jakości, a niestety bóg aowski i grono adoracji "wielkiej księgi" wywala ateistów za drzwi poprzez sponsorowanie-nawracanie. A wystarczy przeczytać ze zrozumieniem 12 krótkich zdań i nic więcej. Nie ważne jak cenny posiadasz skarb jeśli nie masz pomysłu jak go sprzedać (rozdać)!!!

      Usuń