środa, 1 października 2014

Notatki sponsora (odc. 040)

Po wyraźnym jeszcze drżeniu dłoni i tłustawym pocie na twarzy oceniłem, że ma nie więcej niż dwa dni abstynencji (pomyliłem się o kilkanaście godzin), a jego ostatni ciąg trwał naprawdę długo. Urywanymi zdaniami opowiadał historię, którą znam, historię każdego z nas. Poruszył mnie informacją, że zmagania te toczy od kilkunastu lat i brał udział w ośmiu terapiach odwykowych. Zapytałem, czy słyszał, że objawem obłędu jest oczekiwanie odmiennych efektów stale tych samych, niezmienionych działań, ale po pustym wzroku poznałem, że nie bardzo rozumie o co mi chodzi. Zagadnąłem wtedy o te jego terapie, czy uważa je za wartościowe, sensowne, skuteczne? Bez mrugnięcia okiem stwierdził, że pięć z nich było bardzo skutecznych, ale to on nawalił. Już bez przekonania i jak wyuczoną lekcję dodał, że zapewne nie w pełni uznał swoją bezsilność wobec alkoholu i widocznie chciał jeszcze pić. Przy okazji przypomniały mi się zajęcia (miałem wtedy ponad półtora roku abstynencji), podczas których zadałem psychoterapeutce dwa pytania:
1. Co jest istotą choroby alkoholowej? – zgodnie z moimi oczekiwaniami odpowiedziała, że bezsilność wobec alkoholu.
2. Czy po dwuletnim leczeniu alkoholik jest choćby odrobinę mniej bezsilny wobec tego alkoholu? – na to pytanie, z wyraźną złością (ciekawe dlaczego?!) odpowiedziała, że nie.
Ale mniejsza z tym, w tej chwili chodzi mi o coś innego.

W latach 1939-2014 powstał i nieustannie rozwija się ogromny przemysł, zatrudniający setki tysięcy ludzi: lekarzy, pielęgniarki, rejestratorki, terapeutów, psychologów, sprzątaczki (a tak!), wykładowców, naukowców. Uruchomione zostały różne instytuty naukowe, placówki badawcze, nowe linie produkcyjne w koncernach farmaceutycznych, szpitale, ośrodki i poradnie odwykowe. Napisano tysiące dysertacji oraz innych rozpraw naukowych, zorganizowano niezliczone szkolenia i warsztaty. I co? I – delikatnie mówiąc – gówno! Alkoholizm ma się bardzo dobrze, a nawet dynamicznie się rozwija.

Cytat z Wielkiej Księgi: My, Anonimowi Alkoholicy, znamy tysiące mężczyzn i kobiet, którzy byli w stanie równie beznadziejnym jak Bill i Bob [współzałożyciele AA]. Wielu z nich powróciło do zdrowia, dzięki temu, że rozwiązali problem alkoholizmu.

Około 75 lat temu Anonimowi Alkoholicy znaleźli rozwiązanie problemu alkoholizmu. Pewnie nie jest to rozwiązanie skuteczne w absolutnie wszystkich przypadkach, ale… Rzadko się zdarza, by doznał niepowodzenia ktoś, kto postępuje zgodnie z naszym programem (kolejny cytat z WK).

Co się dzieje? Co z nami jest nie w porządku? Tak, z nami, ludźmi, mieszkańcami i obywatelami krajów uprzemysłowionych i wysokorozwiniętych, bo w przypadku ludów pierwotnych albo jakichś wspólnot plemiennych może to wyglądać inaczej, ale nie wiem, nie znam się.  Wydaje się, że nauczyliśmy się i przyzwyczaili komplikować absolutnie wszystko, więc do prostych rozwiązań podchodzimy z uprzedzeniem i właściwie odruchowym już, choć w oczywisty sposób nabytym, brakiem zaufania. Jeżeli jeszcze w cokolwiek wierzymy i komukolwiek jeszcze ufamy, to tylko specjalistom i profesjonalistom.  Wielbimy profesjonalizm, czcimy profesjonalizm, chwalimy się nim i popisujemy. Lada moment zastąpi nam Boga.

Jedynym warunkiem zdrowienia jest zaufanie Bogu i uporządkowanie własnego życia – twierdzą w WK Anonimowi Alkoholicy, ale dla współczesnego człowieka jest to zbyt proste, a tym samym nie może być prawdziwe, nie może być skuteczne. Najstraszniejsze jest to, że każdego dnia dziesiątki, może i setki ludzi, alkoholików, woli raczej rozstać się z życiem, niż z przekonaniem, że to nie może działać.

Z moich podopiecznych, alkoholików płci obojga, którzy zrealizowali i realizują w swoim życiu Program 12 Kroków AA, nikt jeszcze nie wrócił do picia (i modlę się, żeby wynik ten nie uległ zmianie), a często byli to ludzie w naprawdę złym stanie, jeśli nie fizycznym, to psychicznym, umysłowym. Więc kiedy słyszę albo czytam, że Program AA nie działa, nie jest skuteczny, to z jednej strony odbiera mi mowę ze zdumienia, a z drugiej uczy pokory i respektu wobec potęgi alkoholizmu, wobec szaleństwa obsesji.
Jeśli uważasz, że przesadzam, to przeczytaj ten tekst raz jeszcze, od początku.

23 komentarze:

  1. To kolejny Twój tekst, z którego całe akapity wklejałabym WSZĘDZIE! Podpisuję się... wszystkim. Hm, rumienię się, przyłapując na tak emocjonalnej reakcji, ale rzecz jest dla mnie ważna, a to, co napisałeś bardzo poruszające, bo dotyka życia ludzi; nie - wyższego czy niższego standardu życia, ale kwestii naprawdę ostatecznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Ten tekst powstał też dzięki albo w wyniku konkretnego spotkania, konkretnej rozmowy.

      Usuń
  2. „..ale dla współczesnego człowieka jest to zbyt proste, a tym samym nie może być prawdziwe, nie może być skuteczne.” Bo wszyscy żyjemy w iluzji „życia”. Bierzemy za pewnik tylko to co widzimy, co możemy dotknąć, sprawdzić empirycznie. Trzymamy się ludzkich nauk tak silnie, że nic innego nie jest w stanie przebić się przez nas umysł. Stale wyznaczamy nowe trendy nazywając to rozwojem. Stawiamy pytania, czasami znajdując na nie odpowiedzi. Znaleziona odpowiedź tworzy kolejne pytania i tak w nieskończoność. Nigdy ludzkim umysłem nie osiągniemy tzw. szczęścia - kolejnego wyimaginowanego przez nas pojęcia . Szczęścia, które tak naprawdę jest iluzją, egoistycznym pragnieniem. Potworzyliśmy ogrom pojęć, praw, religii z którymi nie wiadomo co zrobić. Czasami jedno pojęcie zaprzecza innemu. Umysł ludzki musi się w tym pogubić. Wszystkie poprzednie religie i wyznania, choć jeszcze istniejące, zastępuje potężna religia pieniądza. Zarabia się już na wszystkim, również na alkoholizmie. Celem ludzkości jest ciągłe produkowanie, leczenie a nie wyleczenie. Wyleczony to stracony klient, stąd „…delikatnie mówiąc – gówno! Alkoholizm ma się bardzo dobrze, a nawet dynamicznie się rozwija.” Przecież nawet w AA słychać, że z alkoholizmu nie można się wyleczyć. Można się tylko leczyć aż do śmierci ludzkiego umysłu i ciała. To przekonanie podchwycili inni i leczą. Praca na 12 Krokach pozwoliła mi przecisnąć przez swój umysł istotę „prawdziwego Ja”. To „Ja” jest częścią „Tego”, którego poszukiwałem za pomocą ludzkiego podejścia, siły mojego umysłu, moich zmysłów. Zrozumiałem, że część „Tego” jest w nas wszystkich. Żyję tu i teraz, nawet moja przeszłość i przyszłość jest tu i teraz. Bo zarówno o jednej jak i drugiej myślę teraz, w tej chwili. Pojąłem, że moja pomoc innym w dojściu do „Tego” to niedręczenie ich umysłu moimi ludzkimi wadami. Wtedy daję im szansę na odkrycie „Tego” w nich samych. Jeżeli będę prowokował ich ludzkie umysły do walki z moim ludzkim umysłem to tak naprawdę zakrywam przed nimi cząstkę „Tego”, nie pozwalam im poczuć, bo wyzwalam tylko typowo ludzkie reakcje i to te zwane złem. Zrozumiałem słowa z WK - „Przestaliśmy walczyć z kimkolwiek i z czymkolwiek” oraz słów Jezusa z apokryficznej ewangelii Św. Tomasza - "Gdy pozwolicie powstać tamtemu, co jest w was, wtedy to, co macie, uratuje was. Jeśli nie istnieje tamto, co jest w was, wtedy to, czego nie macie w sobie, uśmierci was".
    Na dręczące mnie pytanie o charakterze egzystencjonalnym nie znalazłem odpowiedzi. Po prostu zniknęły one ze mnie. Program AA nic mi nie dał i dobrze. Zabrał mi i to dużo. Dzięki temu wiem, czym jest moje „Ja”. Moje „Ja” i Wasze „Ja” jest częścią „Tego”. Wspólne łączenie naszych „Ja”, czyli części „Tego” jest celem „Tego” i tym samym celem mojego „Ja”.
    „Wielbimy profesjonalizm, czcimy profesjonalizm, chwalimy się nim i popisujemy. Lada moment zastąpi nam Boga.” Profesjonalne to udało się ludzkości oddalić od „Tego”. Wykreowaliśmy nasze umysły na boga. Siłą umysłu, naszej wolnej woli, nauki – zdziałamy cuda – reklamujemy się sami sobie i grzęźniemy w tej iluzji. Każda droga do swojego „Ja” jest skuteczna jeżeli w końcu „To” poczujemy. Mnie do „Tego”, poprzez uwolnienie ludzkiego umysłu doprowadziły doświadczenia innych scalone w Program AA. Życzę wszystkim tego co doświadczyłem w sobie. Nie wierzę w „To”. Jestem „Tego” pewien.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję - widzę, że nieźle się rozumiemy.

      Usuń
    2. Krytyka ok, ale to już jest przesada. Czytałem dwa razy, zarówno tekst, jak i twój post. Wróćmy do epoki kamienia łupanego, albo do epoki w której ludzie nauki płonęli na stosach, bo niektórym fanatykom nie pasowało to do ich wizji. Nie idźmy w absurd. Z Programu AA robi się Boga. Ktoś kto nie ma nic wspólnego z AA (a ja akurat mam) mógłby pomyśleć, że to jest sekciarskie, nawiedzone gadanie. I wcale by się nie mylił.

      Usuń
    3. „…że to jest sekciarskie, nawiedzone gadanie.” Jeszcze na długo przed szerszym poznaniem w Polsce Programu AA słychać było od osób, które nie miały nic wspólnego z AA, że to sekta. Jakieś wspólne modlitwy, gadki o Bogu, świeczki, ceremoniały m.in. przyjmowanie do AA, punkty zborne w kościołach, wycieczki do miejsc kultu religijnego itd. itp. Jeżeli ktoś już wcześniej założył, że AA to sekta, to Program AA, o którym te osoby nic nie wiedzą nie zmienił ich postrzegania. Program AA to tylko kolejne narzędzie, dla mnie skuteczne. Jest li tylko środkiem a nie celem. Po prostu. Ani mniej, ani więcej. „…niektórym fanatykom nie pasowało to do ich wizji.” Właśnie trafiłeś w sedno. Niesienie posłania wynikającego z Programu 12 Kroków, które powstało na bazie doświadczeń AA, stosowano w innych krajach gdzie to wszystko się zaczęło. W polskim AA nie pasuje to do wizji niektórym…Stosują nawet metody z „epoki w której ludzie nauki płonęli na stosach.” Przecież Ty w AA nic nie musisz, znasz chyba to wyniesione na piedestał powiedzenie AAowców. Bierzesz tylko to co chcesz. Możesz pojąć, że niektórym samo niepicie nie wystarcza, że pragną całkowitej zmiany, wolności ? AA dostrzegło to już bardzo dawno. Skonstruowało prosty Program na osiągnięcie tego stanu. Niepicie wcale nie jest tu celem samym w sobie. Jest tylko pewnym etapem.

      Usuń
    4. Dziękuję. Zawsze z zainteresowaniem Cię czytam. :-)

      Usuń
  3. Nie ma co ubolewać nad tym,co "straciłem" i nie ma po co wchodzić w kwestie filozoficzne ( co mnie nieraz korci). Uważam, że moje życie powinno być proste. Tak jak jest "proste" przestać pić ! Kiedyś w "wieczornych rozmowach" u Krzysztofa alkoholika któryś ze Współbraci szepnął, że "swoją trzeźwość trzeba nosić na rękach" - do mnie to trafiło od razu mimo, że jeszcze wtedy dużo piłem i nie mogłem się przemóc. To, że jestem trzeźwy (już kilka lat) to też obowiązek - dbania o siebie, ale i o innych, ale tych co "jeszcze cierpią" i szukają pomocy. Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się ,że cierpię , ale o rezygnacji z picia nie było mowy. I choćby wtedy stanął przede mną autorytet w tej dziedzinie - nie uwierzyłbym, bo ja jeszcze chciałem pić. Wniosek: ja musiałem uderzyć o swoje dno i pewnie nie tylko ja, żeby zacząć od niego odbijać. Teraz zapewne może być tylko lepiej. Dlatego nad tym pracuję. Wspólnota AA jako taka pomaga mi, ale nie zastąpi czujności i pracy, nieustannej pracy nad sobą. Serdecznie dziękuję za tematy i komentarze - na razie jeszcze ANONIMOWY.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Licytowanie się stratami mam w swojej AA-owskiej "karierze". Nie wspominam tego okresu dobrze - nie piłem, ale chyba tylko ze strachu przed tymi - stale obecnymi w myślach i pamięci - stratami.

      Usuń
  4. Wyjątkowo uważam, że przesadzasz. Z twoich podopiecznych nikt nie zapił, ale przecież nie weźmiesz wszystkich pod swoją opiekę... Aby porównać AA z terapią, choć jestem zwolennikiem tego pierwszego, trzeba by prowadzić statystyki, czego AA nie czyni. Nieliczne badania dostępne w necie wskazują faktycznie, że długookresowo AA jest skuteczniejsze, jednak czy jako aaowcy odizolujemy kogoś na 6 tygodni. Podniesiemy kogoś z ulicy? Ilu to czyni? Wziąłeś oberwańca pijanego z ulicy do domu? Też nie jestem entuzjastą metod terapeutycznych w polskim wydaniu, ale twoja krytyka idzie za daleko. Ten "przemysł" jest potrzebny. Państwo ma obowiązki wobec ludzi chorych, a to jest choroba. AA tego nie zastąpi, bo musiałoby się stać organizacja. AAowcy też zakładali szpitale, jak to się skończyło wiemy z literatury. Takie stanowisko i tym podobne będzie prowadzić do zniechęcania pacjentów do AA już w szpitalach. Przesadzasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważasz, że dziewiąte podejście do terapii, kiedy poprzednie okazały się nieskuteczne, ma sens?

      Usuń
  5. Nie przesadzasz :) to prawda :) pozdrawiam i pogody ducha -Adam

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety ale zgadzam się z Meszuge, terapie uzależnien to jest niesamowity biznes, niestety w dużym stopniu bez pozytywnych efektów, szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym niemniej cały czas przekonany jestem o autentycznie dobrej woli i chęci pomocy psychoterapeutów.

      Usuń
  7. Najbardziej wkurw...ce jest posługiwanie się na mitingu AA slangiem z terapii. Brzmi to tak- jestem zaburzony, jestem w nawrocie, jestem na głodzie, sam się wpędziłem w nawrót, tak będzie do końca życia. Ja powiem szczerze też byłem na terapii ale dziś nie jestem w nawrocie ani na głodzie a alkohol mam po prostu w dupie bo nie jest to istota problemu. To pokazał mi program AA a potem przekonałem się, ze Bóg pomaga mi w każdej dziedzinie życia (przy spełnieniu określonych warunków). Terapia jest dla ludzi szkoda tylko, że wychowuje emocjonalne kaleki płaczące nad swoim marnym losem do końca zasr...zresztą życia. Sorry, że tak ostro ale tu nie ma co owijać w bawełnę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może terapia jest dla ludzi, którzy mają problem z piciem? I może niekoniecznie dla alkoholików?

      Usuń
  8. Jestem po dwoch zamknietych terapiach, a moja obecna abstynencja (trzezwosc?) to ok 2 lata. Przed zamknieciem sie w dwoch panstwowych osrodkach odwykowych probowalam "zalatwic" problem picia (czyli poprostu swojego alkoholizmu) przy pomocy Wspolnoty i mitingow AA. I co? Nic, bo tresci tam zaslyszane kompletnie do mnie nie docieraly, wychodzilam i szlam po kolejna butelke wina. Tyle jest drog zdrowienia/leczenie z nalogu, ilu alkoholikow na tym swiecie, kazdy ma swoja historie. Moja obsesja picia byla na tamten moment zbyt silna, zeby wsparcie Wspolnoty czy Program 12 krokow mogl przyniesc efekty...Najpierw specjalisci przeciez...(a jeszcze zmagalam sie z depresja, ktora byla u mnie zdiagnozowana znacznie wczesniej niz alkoholizm), bardzo uwierzylam w terapie (mysle, ze na tamten moment to byla moja Sila Wyzsza) i na tej drugiej spotkalam osoby, ktore uratowaly mi tylek. Nikt nie sugerowal mi "płakac nad swoim marnym losem do końca zasr...zresztą życia." Spotkalam ludzi, ktorzy pokazali mi, ze moje zycie, trzezwe zycie jest wiele warte i wiele jeszcze moge dokonac. Powiedzieli mi, a wlasciwie powiedzial, bo mysle teraz o swoim terapeucie, ze terapia sie kiedys konczy a jedynym lekiem na alkoholizm, taka zlota pigulka jest drugi czlowiek czyli Wspolnota AA, w ktora on sam bardzo wierzy i propaguje wsrod swoich pacjentow (a nie jest to terapeuta-niepijacy alkoholik). Dlatego na ten moment, mysle o sobie jako o dziecku terapii, bo to ona faktycznie uratowala mi zycie. Chcac sie dalej rozwijac/trzezwiec sprobowalam tez pracy na Programie, ze Sponsorka (cudowna kobieta, madra z otwartym umyslem) udalo mi sie dojsc do 4 kroku i ani rusz dalej...przerosly mnie moje urazy (DDD) koszmar, ktory nadal trwa ...dalsza praca nad Programem, bez uczciwego przerobienia tego kroku nie mialaby zadnego sensu. Stwierdzilysmy razem (!), ze najpierw terapia DDA/DDD a potem kolejna proba...Taki to moj poczatek drogi, mimo ze zdolalam przerobic zaledwie 3 kroki, czuje, ze mam wyznaczony azumut, odnalazlam swoja Sile Wyzsza, wiem, co mam robic, jakie dzialania podjac zeby miec szczesliwe, trzezwe zycie. tak poprostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też terapia (zamknięta) uratowała życie. Jednak nie rozwiązała problemu mojego alkoholizmu - z tym poradzili sobie dopiero sponsorzy i Program. :-)

      Usuń
  9. Na ten etap bardzo czekam :), ale najpierw musze powyganiac troche demonow przeszlosci, ktore zbyt gleboko we mnie siedza. Mam szczescie, bo na mojej drodze spotykam wielu sprzymierzencow. No i pamietam zeby dzialac i sobie nieodpuszczac :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To prawda-każdy ma swoją drogę i nie mi to oceniać. Napisałem tylko co się dzieje na mitingach na których ja bywam. Jak komuś pasuje DDA DDD czy cokolwiek innego to bardzo proszę. Wiesz mój sponsor powiedział mi, że program 12 kroków nie jest dla każdego. To nie znaczy, że ci "na programie" są lepsi to znaczy tylko, że każdy podąża swoją drogą. Nie lubię po prostu marudzenia i jęczenia z powodu byle gó...a i rozczulania się nad sobą oraz słów, że coś kogoś zaburza. Tak naprawdę świat ma gdzieś, że jestem alkoholikiem i nikt się nie będzie ze mną cackał. Moja droga jest po prostu inna bo ja zacząłem od AA i w moim przypadku to poskutkowało. A tak w ogóle co to jest DDD?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DDD - Dorosłe dzieci z domów dysfunkcyjnych. Alkoholizm to tylko jedna z wielu możliwych dysfunkcji.

      Usuń