PODRÓŻE KOZIOŁKA

Krócej albo dłużej przebywałem w wielu miejscach. Czasem trwało to miesiące, a nawet lata, innym razem były to zaledwie dni czy godziny. Wiele z tych podróży nie zostało udokumentowane żadnymi zdjęciami, inne fotografiami papierowymi, czarno-białymi. Podczas jednej z takich wycieczek odkryłem pewną starą prawdę, którą na swój użytek nazwałem zasadą Koziołka Matołka (i znów poszedł biedaczysko, po szerokim szukać świecie tego, co jest bardzo blisko), bo polegającą na tym, że czasem muszę wyjechać gdzieś daleko, żeby znaleźć odpowiedź na jakieś ważne pytanie, odpowiedź, którą cały czas miałem właściwie pod nosem, na wyciągnięcie ręki, na miejscu. Zdjęcia poniżej mają wartość jedynie sentymentalną, przypominają mi przeżycia w Ośrodku Leczenia Odwykowego, doświadczenia z Londynu, emocje związane z pobytem w Centrum Terapii Nerwic w Mosznej itd. itd. itd.


ZAGRANICA DALEKA I BLISKA
Altena – miasto w Niemczech, w Nadrenii Północnej-Westfalii. Widok przez ambrazurę, to jest otwór strzelniczy i obserwacyjny w obronnym murze zamku.

Altena – zamek lokalnego Raubrittera (niem. rycerza rozbójnika), górujący nad okolicą.

Amsterdam – sklep z serami. Czy można wyobrazić sobie Holandię bez sera?

Amsterdam – jeden z setek, może tysięcy kanałów.

Amsterdam – wszędzie te diamenty i diamenty…

Amsterdam – sklep ze… świecidełkami.

Amsterdam – po zapadnięciu zmroku seks pod (prawie) każdą postacią.

Amsterdam – coffeeshop: marihuana i halucynogenne grzybki – jak najbardziej, ale zero alkoholu!

Dortmund – stara pijalnia piwa na deptaku.

Dortmund – Krüger Haus, wejście do jednego z większych domów handlowych.

Zapora niedaleko Hagen (Niemcy) – dobre miejsce na spacery.

Hagen – księgarnia, totalna wyprzedaż; Alles muss raus: to wszystko musi zniknąć!

Hagen – tereny rekreacyjne i spacerowe pod miastem.

Horn – figury oczekujących na nabrzeżu.

Horn – stare miasto, zabytkowe kamieniczki.

Horn – jachty, łodzie, żagle i watr…

Iserlohn – jaskinia i formacja zwana „skalnymi organami”.


Kolonia – wnętrze katedry świętego Piotra i Najświętszej Marii Panny.


Kolonia – katedra świętego Piotra i Najświętszej Marii Panny, bajecznie kolorowe witraże.

Kolonia – sztuka chodnikowa, uliczni artyści.

Londyn, Royal Observatory Greenwich. I nareszcie wiadomo, jak długi jest yard, a nawet dwie stopy.

Londyn. Typowa uliczka, typowe domki, jakich pewnie tysiące. Trudno uwierzyć, że to ogromna metropolia.

Londyn, 221b Baker Street. Przed domem detektywa Sherlocka Holmesa zawsze jest tłum turystów.

Lelystat – łodzie zaparkowane przed domami, jak samochody.


OPOLE – MOJE MIASTO
Krócej lub dłużej mieszkałem w różnych miejscach, ale moim miastem jest i pewnie na zawsze już pozostanie Opole (niem. Oppeln) – miasto na prawach powiatu w południowo-zachodniej Polsce, na Nizinie Śląskiej, nad rzeką Odrą. Od 1950 r. stolica województwa opolskiego. Jedna z historycznych stolic Górnego Śląska i jedno z najstarszych jego miast. 120-130 tysięcy mieszkańców. Pipidówa.

Widok z mostu na Odrę i miejsce, w którym łączy się ona z kanałem Młynówka, tworząc w środku miasta wyspę.

Opole, wzgórze uniwersyteckie. Kornel Makuszyński i Marian Walentynowicz.


Opole, wzgórze uniwersyteckie. Pomnik, figura Grotowskiego.

Opole, plac Kopernika. Dom handlowy Solaris.

Opole, ulica Krakowska i Rynek. Festiwalowe gwiazdy osadzone w bruku.

Gwiazda Krzysztofa Krawczyka na opolskim deptaku.

Opole, Rynek. Jarmarczny stragan z ceramiką.

Zabytek klasy zero: tak wygląda prawdziwy rynsztok.

Opole. Boczne wejście do katedry.

Opole - "kamionka", czyli nieczynne wyrobisko kamienia wapiennego w centrum miasta.

Opole. Dziedziniec na wzgórzu uniwersyteckim. Miejsce pełne uroku i... wielu nieznane.

Pieczołowicie odrestaurowane krużganki na tzw. wzgórzu uniwersyteckim.

Opole, ulica Krakowska. Śmieciarze? Nie, to my jesteśmy śmieciarzami, oni po nas sprzątają.

Stary cmentarz przy ulicy Wrocławskiej; zupełnie już zniszczony przez powodzie i wandali.

Opole. Widok na rzekę i owce pasące się na wałach przeciwpowodziowych.

Barki na Odrze.

Zabytkowa fontanna z figurą zwana „Opolską Ceres”.

Ta niezwykle „klimatyczna” pocztówka podobno nosiła kiedyś napis: Pozdrowienia z Opola!


STRZYŻYNA, WOŹNIAKÓW, WOSKOWICE

Nawet jeśli jestem nieco sentymentalny, to jednak zdaję sobie sprawę, że miejsce, to tylko miejsce – ważni są ludzie, których tam spotykałem i uczucia z nimi związane: sympatia, żal, serdeczność, ciepło, złość, przyjaźń, uraza, szacunek, bliskość… ważne są wydarzenia i ich konsekwencje. Dopiero ślad tych znajomości, przeżyć, doświadczeń i emocji odciska piętno na miejscu, które bez nich, byłoby przecież tylko jeszcze jednym miejscem, w którym po prostu spędziłem jakiś czas…

Strzyżyna. Malownicze lasy wokół wsi. Chodziliśmy tu na spacery podczas krótkich przerw w zajęciach.

Strzyżyna. Brzezina opodal wioski. Sierpniowe pola.

Strzyżyna. Ściernisko i pola prażone upałem.


Strzyżyna. Stara chata za wsią. Nigdy nie spotkałem żadnego z jej mieszkańców.

Ośrodek w Strzyżynie. Domek numer 5 i boisko do siatkówki.

Ośrodek w Strzyżynie. Domki numer  3 i 4.


Domek nr 6 i nowe narzędzie terapeutyczne: huśtawka; tylko tu można było (się) bujać.

Ośrodek w Strzyżynie. Weranda domku 4, w głębi domek numer 5.
  
Ośrodek Leczenia Odwykowego (OLO) w Woskowicach Małych, wejście główne.

Ośrodek Leczenia Odwykowego (OLO) im. Buxakowskiego w Woskowicach Małych.

Woźniaków koło Kutna; wieża kościoła pw. św. Michała Archanioła.

Dom zakonny gościnnych księży salezjanów w Woźniakowie koło Kutna.

Wschód słońca w Woźniakowie, widok z okna domu rekolekcyjnego.

Mała kaplica w domu rekolekcyjnym; tu odprawiana jest msza dla uczestników warsztatów KzK.

Dom rekolekcyjny księży salezjanów w Woźniakowie koło Kutna. Tu śpimy, jemy, pracujemy.

Jedna z sal do pracy grupowej w domu rekolekcyjnym w Woźniakowie.


CTN MOSZNA-ZAMEK

Centrum Terapii Nerwic w Mosznej, mieszczące się w zabytkowym zamku rodziny von Tiele-Winckler, nie jest dla mnie miejscem zwyczajnym. Począwszy od wiosny 1998 roku jeździłem tam przez kolejnych sześć czy siedem lat. Za pierwszym razem, było to jeszcze w okresie picia i teraz, z perspektywy czasu, wydaje mi się, że ten pierwszy, czterotygodniowy pobyt w CTN mógł być jakąś nieuświadomioną formą ucieczki od alkoholu, sposobem na rozwiązanie alkoholowego problemu. To się oczywiście nie udało, ale nie jest wykluczone, że spokój, spacery po ogromnym parku, czas dla siebie i odrobina terapii pomogły mi, w jakimś stopniu, po kilku miesiącach podjąć decyzję o leczeniu odwykowym. A może tylko tak mi się wydaje…

























6 komentarzy: