niedziela, 1 lutego 2026

Czy kiedyś było normalnie?

Kiedy pewnego razu usłyszałem z ust pani mocno wiekowej, że za jej czasów, czyli około siedemdziesiąt lat wcześniej, byki miały większe głowy, jabłka zupełnie inny smak i w ogóle, wszystko było znacznie lepsze, obiecałem sobie, że będę bardzo ostrożny z komunikatami typu „za moich czasów…”. Żeby się nie ośmieszać. Owszem, używam takich słów, ale zwykle raczej dla określenia pewnego przedziału czasowego, na przykład: za moich czasów (czyli wtedy, gdy chodziłem do podstawówki) szkoła podstawowa trwała lat osiem. Szczególnie uważam na oceny jakościowe, bo nie jest prawdą, że za moich czasów nie wszystko było lepsze. Trzeźwa ocena rzeczywistości pokazała mi, że pewne sprawy, rzeczy, zwyczaje, tradycje, przekonania itd. były wcześniej lepsze, a inne gorsze. Jednak z największą rezerwą podchodzę do oceny czasów, w których mnie jeszcze na świecie nie było, bo w takim przypadku, porównywałbym rzeczywistość i fakty ze swoimi przekonaniami o przeszłości. A to uważam za umiarkowanie trzeźwe, mało sensowne, często po prostu ryzykowne.

Niedawno przysłuchiwałem się rozmowie kilkorga alkoholików. Krytycznie oceniali sytuację w polskiej wersji AA obecnie, wskazując na sekciarskie i fanatyczne nurty, szkoły i odłamy, bo to wojujący katolicy, wojujący ateiści, wielbiciele Ulepszonego Programu Londyńsko-Radomskiego (zwanego „pendolino”), wyznawcy sponsorowania krakowskiego, zwolennicy integracji z innymi uzależnieniami, magicy od programów modlitewno-powierzalnych itd. Rozmówcy uważali, że za ich czasów, to jest około roku 2010-2015, było zdecydowanie lepiej i wtedy to w Polsce działała właściwa, prawdziwa, normalna wersja Wspólnoty AA.

Z niektórymi argumentami, dotyczącymi stanu aktualnego w pełni się zgadzam, ale ja pamiętam czasy także sprzed 2010 roku, a nawet sprzed 2000 i dlatego zastanawiam się, czy u nas, w Polsce, kiedykolwiek było normalnie i właściwie?

Przypomniała mi się rocznica Wiesia. Wiesio był wyjątkiem, trafił do AA bezpośrednio z ulicy i nigdy nie odwiedził poradni odwykowej. Sympatyczny facet, lubiliśmy go chyba wszyscy i pewnie dlatego usilnie staraliśmy się namówić go na udział w psychoterapii odwykowej; dla jego dobra, oczywiście. Na swoją pierwszą rocznicę Wiesiek dostał od grupy i przyjaciół tort z lukrowym napisem „Wiesiu, idź na terapię!”.
Nowicjuszy zawsze pytaliśmy, czy byli już na ul. Głogowskiej – tam właśnie w Opolu mieści się WOTUiW. Większość była, to terapeuci wysyłali ich na mityngi, a jeśli któryś jeszcze nie był, to usilnie namawialiśmy.
Podczas mityngów obowiązywały zasady i reguły przeniesione z zajęć grupowych terapii odwykowej, obowiązkowo na początku były „problemy i radości” też na wzór rundki terapeutycznej. Wszyscy byliśmy „trzeźwiejący”, bo na wytrzeźwienie – jak nam wmówili profesjonaliści – szans nie mieliśmy żadnych. Nie wolno było używać zaimków „my”, „wy”, „oni”.

O normalnej i właściwej, zbudowanej na Programie AA i sponsorowaniu, Wspólnocie, zdecydowanie nie było wtedy mowy; przeterapeutyzowani maksymalnie byliśmy wszyscy, a ówczesnej wersji AA bliżej było do poterapeutycznej grupy wsparcia połączonej z klubem abstynenta, niż do Wspólnoty, która przecież dysponuje własnym rozwiązaniem problemu alkoholizmu.

Począwszy od roku 2008-09, mniej więcej, zaczęły się w Opolu pojawiać grupy mocno osadzone na Programie. Mityngi były tematyczne, dotyczyły głównie Kroków i Tradycji, sponsorowanie na poziomie jakichś dziewięćdziesięciu procent, obsadzone wszystkie służby, aktywnie niesione posłanie, literatura AA, żadnych wstawek terapeutycznych. Grupy te działają w sposób podobny do dziś, ale ani wtedy, ani obecnie, że nie są takie wszystkie grupy w mieście – może połowa, może nieco więcej. I wreszcie – Opole to nie cała Polska. Takie enklawy funkcjonują w naszym kraju. Ze dwie-trzy grupy we Wrocławiu, z siedem w Warszawie, trzy-cztery w Poznaniu… Świetnie, że w ogóle są, że działają, ale nie zmienia to, moim zdaniem, przykrej prawdy: normalnie i prawidłowo nie było na szerszą skalę w Polsce nigdy.

Być może tak jest wszędzie, nie wiem, nie znam języków, za granicami nie byłem nigdy na tyle długo, żeby się zorientować. Naprawdę chciałbym wierzyć, że gdzieś na świecie te proporcje wyglądają inaczej.