Jedna z pierwszych grup poznańskich w opracowanym wykazie do scenariusza mitingu proponuje takie tematy jak: „Etiologia choroby alkoholowej – próba indywidualizacji przyczyn alkoholizmu, Próba charakterystyki typowych trudności w małżeństwie AA, Prezentacja postaw małżonek w okresie abstynencji partnera (próba syntezy) czy Kształtowanie się nowego modelu stosunków towarzyskich rodziny AA”. („Historia AA w Polsce,” s. 131). Ustalono nawet, że w grupie wszyscy będą musieli opracowywać referaty tematyczne. Niepokoiło to wtedy nawet terapeutów do których przychodzili niektórzy z alkoholików prosząc o książki na temat alkoholizmu, potrzebne do napisania tych prac.
Kiedy tylko przypomnę sobie te tematy mityngów z początków działania AA w Polsce, bywam zarówno rozbawiony jak i przerażony. Alkoholicy (z AA raczej nie miało to zbyt wiele wspólnego) działali w dobrej wierze, naprawdę wszelkimi metodami starali się utrzymać abstynencję. Straszne to były czasy, koszmarne pomysły i dramat wielu ludzi. Ale… ale czy rzeczywiście tego typu wydarzenia należą do czasów słusznie minionych?
Byłem niedawno na spotkaniu. Sala pełna, ze czterdzieści osób. Tematami niby miał być Krok i Tradycja przypadające na bieżący miesiąc, ale chyba nikt ich nie poruszał. Za to prowadzący i grupa ochoczo zaaprobowali tematy proponowane przez dwóch uczestników. Nagrywać nie wolno, pamięć już też nie tak dobra, więc nie będę się upierał, że te tematy były dokładnie takie; powiedzmy więc, że tak mniej więcej, tak mi się wydawało.
Środowisko Anonimowych Alkoholików jako czas, miejsce i okoliczności generujące, albo i nie, prawdziwe przyjaźnie – analiza wartościowo-porównawcza.
Zatracanie się w pomaganiu w środowisku AA i wobec alkoholików, jako wskazanie do kształtowania osobistego egoizmu – synteza i uzasadnienie zjawiska.
W tym drugim przypadku autor tematu odczytał z kartki, przygotowaną wcześniej, prelekcję, a może referat. Na oba tematy, a także inne w stylu „problemów i radości”, członkowie grupy wypowiadali się ochoczo i krępujących chwil milczenia nie było.
Jakoś tak w połowie przypomniał mi się alkoholik, weteran, którego nazywano bodajże Szampon Piwny, i jego słowa, kiedyś popularne w AA i nawet publikowane w „Mityngu”: Alkoholik to takie cacuszko, co to aby żyć, musi mieć problemy, a jak ich nie ma, to sobie wymyśli, a jak już wymyśli, to musi je rozwiązywać, a jak nie potrafi, to użala się nad sobą. Ja dodałbym jeszcze, że często też zawraca głowę tymi swoimi wydumanymi problemami każdemu, kogo dopadnie, próbując sprawić, by i ten ktoś miał jakiś problem.
Wyszedłem po godzinie, choć spotkanie jeszcze trwało. Wydaje mi się, że po prostu doszło do niewielkiej pomyłki, kolega miał mnie zabrać na mityng AA.
Jak zwykle w punkt .Déjà vu (z francuskiego „już widziane”) tak niestety wygląda większość spotkań AA . A życie płynie smutki, radości 😀 a spotkanie AA przypomina bardziej spłuczkę,przykre ale prawdziwe.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
ps.oczywiście nie na wszystkich grupach...
Amerykanie mają takie powiedzenie - „To byłoby dobre miejsce na mityng AA”.
OdpowiedzUsuńA kiedy ja trafiłem do AA, i kilka lat potem, jak bumerang wracał temat „Jak sobie radzę ze złością”. Opowieści wskazywały raczej na ogólne nieradzenie sobie…
No i samograje.
Święta zagrożeniem mojej trzeźwości. Jak przeżyć Sylwestra.
Lato i ogródki piwne. Wyjazd na urlop jako tragedia dla alkoholika. Wrzesień miesiąc depresji. Październik miesiąc depresji. Listopad miesiąc depresji. Grudzień, i od nowa.
Czasami się zastanawiam jak udało się nam pozostać trzeźwymi 😂