Nazywają mnie Meszuge, jestem alkoholikiem…
Meszuge (hebr. měszuggā) - oznacza w języku jidysz wariata, człowieka niespełna rozumu, szaleńca. Najczęściej określenie to ma charakter pejoratywny, ale nie zawsze, bo meszuge to czasem po prostu ekscentryczny dziwak, oryginał... Blog zawiera artykuły, eseje i inne teksty, prezentujące moje prywatne przekonania, przeżycia i doświadczenia. Niektóre z nich znaleźć można w książkach „ALKOHOLIK”, „12 KROKÓW OD DNA”, „ALKOHOLIZM ZOBOWIĄZUJE”, „KROK za KROKIEM” i innych.
czwartek, 29 stycznia 2026
sobota, 24 stycznia 2026
Rozważania o wyzdrowieniu
Na codziennym internetowym warsztacie KzK prowadzący zadał ciekawe, inspirujące pytanie: Czy w obecnych czasach trzeźwieje się łatwiej niż trzydzieści, czterdzieści lat temu? Zastanawiałem się nad tym dłuższą chwilę, ale najpierw wspomnienie. Kiedy przyszedłem do AA, ówcześni weterani mawiali, że trzeźwienie musi boleć. Jeśli stawianie Kroków, realizacja Programu, to bułka z masłem i luzik, to widocznie coś idzie nie tak.
Nie koncentrowałem się specjalnie i dokładnie na tych 30-40 latach, ale na przeszłości dalekiej i bliskiej oraz stanie obecnym. Konkretnie zastanawiałem się nad możliwymi wyborami.
– Lata trzydzieste, czterdzieste i pięćdziesiąte dwudziestego wieku. Alkoholizm nie był chorobą, więc i nijak się go nie leczyło. W szpitalu Townsa Billowi W. podawano barbituraty (obecna i poprawna nazwa to barbiturany) na uspokojenie i belladonnę na obniżenie poziomu kwasów żołądkowych. To nie jest leczenie alkoholizmu. Nie jest też lekarstwem na alkoholizm kiszona kapusta, pomidory i melasa lub syrop klonowy, ordynowane alkoholikom przez doktora Boba. Jaki wybór mieli wtedy alkoholicy? Albo AA, co oznaczało Program w jego ówczesnej formie albo śmierć.
– Po roku 1950, ale dokładnie nie pamiętam daty, alkoholizm uznano za chorobę wymagającą leczenia, niezależnie od opinii społeczeństwa, które często postrzegało go jako wybór, efekt słabego charakteru. Wkrótce pojawiły się ośrodki odwykowe, jak na przykład High Watch Farm, gdzie oferowana była (i jest) mieszanina Programu AA i psychologii. Jaki wybór mieli wtedy alkoholicy? Albo AA, co oznaczało Program w jego ówczesnej postaci, jakaś terapia odwykowa albo śmierć.
– Obecnie. Rozmaitych psychoterapii dla uzależnionych jest mnóstwo. Wielu alkoholików zostało przekonanych, że są też seksoholikami i/lub narkomanami, i że leczenie seksoholizmu pomoże im pokonać nałóg picia. Mają też do dyspozycji terapię złości, warsztaty z asertywności, terapie, podczas których poszukują wewnętrznego dziecka, mityngi NA, DDA, SLAA, terapie kontrolowanego picia (redukcji szkód), terapie farmakologiczne i wiele innych pomysłów.
Uważam, że w normalnych warunkach większy wybór oznacza więcej możliwości. Jednak w tym przypadku mowa jest o alkoholikach, to jest osobach psychicznie chorych. Ludzie chorzy umysłowo (psychicznie) zwykle dokonują złych wyborów, podejmują błędne decyzje. Czy nie tak właśnie to wyglądało w okresie picia?
W takim razie można poważnie zapytać, czy szeroka i coraz szersza oferta i rozliczne wybory, przed którymi stają współcześni alkoholicy, rzeczywiście są korzystne dla nich samych i ich rodzin?
Przez ostatnich kilkanaście lat obserwowałem alkoholików, którzy uczestniczyli w mityngach AA, ale po jakimś czasie przenosili się do Anonimowych Narkomanów lub do seksoholików, uważając zapewne, że tam więcej skorzystają, że tam będzie im lepiej.
W samym środowisku AA te złe wybory i błędne decyzje też są widoczne. Niektórzy alkoholicy rozumieją już, że Wspólnota AA to jest ich miejsce, że tu mogą znaleźć rozwiązanie swojego problemu, ale zamiast Dwunastu Kroków, czyli Programu działania, wybierają jakieś wersje sekciarskie, fanatyczne, modlitewno-powierzalne, powierzchowne, uproszczone i spłycone.
Szeroka gama różnych ofert i wolny wybór sprawdza się w większości przypadków życiowych, ale wydaje mi się, że nie jest on korzystny dla alkoholików. A szkoda…
poniedziałek, 12 stycznia 2026
Skąd w nas brak tolerancji?
Kilka razy w życiu używałem porównania do koła rowerowego, żeby zilustrować, że w pewnych warunkach i okolicznościach, nie ma wersji lepszych czy ważniejszych od innych (która szprycha jest najważniejsza?). Ostatnim razem w rozmowie ze starszymi Religijnego Towarzystwa Przyjaciół. Ale to inna sprawa. Nie wiem, kto to porównanie wymyślił, spotykałem je w różnych publikacjach, w różnych środowiskach. Dlatego nie zdziwiło mnie, że używał go też doktor Bob.
We all start at the outer circumference and approach our destination by one of many routes. To say that one spoke is much better than all the other spokes is true only in the sense of its being best suited to you as an individual.
(Wszyscy zaczynamy od zewnętrznego obwodu i zbliżamy się do celu jedną z wielu dróg. Stwierdzenie, że jedna szprycha jest o wiele lepsza od wszystkich pozostałych, jest prawdziwe tylko w tym sensie, że najlepiej pasuje do Ciebie jako jednostki – przekład maszynowy). Cytat z tekstu doktora Boba o tolerancji z lipca 1944 roku: https://www.aacle.org/cultivating-tolerance/
Ale jest w tym artykule jeszcze coś i o to głównie chodzi:
Human nature is such that without some degree of tolerance, each one of us might be inclined to believe that we have found the best or perhaps the shortest spoke. Without some tolerance, we might tend to become a bit smug or superior – which, of course, is not helpful to the person we are trying to help and may be quite painful or obnoxious to others. No one of us wishes to do anything that might act as a deterrent to the advancement of another – and a patronizing attitude can readily slow up this process.
(Bez pewnej dozy tolerancji każdy z nas byłby skłonny uwierzyć, że znalazł najlepszą, a może nawet najkrótszą szprychę. Bez odrobiny tolerancji moglibyśmy stać się nieco zadufani w sobie lub wywyższać się – co oczywiście nie jest pomocne dla osoby, której próbujemy pomóc, a dla innych może być dość bolesne lub uciążliwe. Nikt z nas nie chce robić niczego, co mogłoby zniechęcać do rozwoju innej osoby – a protekcjonalna postawa może łatwo spowolnić ten proces. Tolerancja zapewnia, jako produkt uboczny, większą wolność od tendencji do przywiązywania się do z góry przyjętych idei i uparcie trzymanych opinii).
Od kilkunastu lat działają w polskiej wersji AA sponsorzy, przekonani, że znają i mają najlepszą szprychę (drogę, sposób) i że tylko ta ich jest doskonała i jedynie słuszna. Wcześniej, czegoś takiego nie zauważyłem. Może dlatego, że praca ze sponsorem na Programie nie była zbyt rozpowszechniona? W każdym razie sekciarsko-fanatyczne grupy i odłamy w AA na tym właśnie bazują, na pełnym aroganckiej pychy przekonaniu, że to oni właśnie mają i znają najlepsze sposoby stawiania Kroków i rozumienia treści Wielkiej Księgi.
Nie ma sensu dyskutować, czy tak jest, bo wiadomo, że jest – widać, słychać i czuć. Mnie nurtuje inne pytanie: skąd i po co bierze się, przekonanie, że moja szprycha jest najlepsza?
Myślę, że przynajmniej częściowo, ze strachu. A strach rodzi się z błędnego przekonania, że jeśli ja i ty robimy to inaczej, to jeden z nas na pewno robi to źle. Boję się, żeby nie padło na mnie, więc z zaciekłą agresją będę bronił swojej wersji. Wydaje mi się, że trzeźwe, spełnione, pożyteczne życie, jest dowodem na skuteczne działanie, a nie udowadnianie innym, że moja technika i metoda jest najlepsza. Napisano w naszej literaturze: Jest tylko jeden pewny sprawdzian wartości jakiegokolwiek doświadczenia duchowego: „Po owocach ich poznacie ich” („Jak to widzi Bill”, s.281).
Jeśli w ogóle taki obrachunek ma sens, to ocenie może podlegać moje życie, we wszystkich poczynaniach, już po zakończeniu pracy ze sponsorem, ale o to jest sens pytać rodzinę, przyjaciół, znajomych, sąsiadów, współpracowników itd. Moje buńczuczne zapewnienia, że robiłem Program najlepszą i jedynie poprawną metodą, a mój sponsor jest prawnukiem doktora Boba, nie mają żadnego sensu. Pokaż mi, do czego mnie przekonujesz, mawiają przyjaciele z mityngów AA w Opolu.
wtorek, 6 stycznia 2026
Nie wszystko da się pogodzić
O zmianach, ich potrzebie lub nawet konieczności, napisano w literaturze AA mnóstwo. Ograniczyłem się do Wielkiej Księgi, bo zdaję sobie sprawę, że wielu alkoholików nie jest w stanie przeczytać cokolwiek więcej, a są i tacy, którym sponsorka musi czytać. Temat zmian pojawia się w WK kilkadziesiąt razy, ale dla wyjaśnienia istoty rzeczy, wystarczy kilka niżej cytowanych fragmentów.
1. Powtarza się to wielokrotnie i jeśli dana osoba nie doświadczy całkowitej zmiany psychiki – nadzieja na powrót do zdrowia jest znikoma [WK z 2018 roku, s. XXXVII].
2. …w ich sposobie życia i myślenia zaszła rewolucyjna zmiana [WK z 2018 roku, s. 50].
3. Przezwyciężenie picia będzie wymagało zmiany sposobu myślenia i nastawienia [WK z 2018 roku, s. 144].
4. Poczytaj «Wielką Księgę» . W «Dodatkach» wyjaśnione są pojęcia nagłej zmiany i stopniowej zmiany oraz to, że nie każdy doświadcza oślepiającego blasku [WK z 2018 roku, s. 410].
5. W moim życiu zaszła radykalna zmiana. Mam nadzieję, że wkrótce będę świętował moją drugą rocznicę trzeźwości . W ciągu dwóch lat całe moje życie uległo zmianie [WK z 2018 roku, s. 506].
6. Całe trzeźwienie oraz rozwój umysłowy, emocjonalny i duchowy zależą od mojej gotowości do słuchania, zrozumienia i wprowadzania zmian [WK z 2018 roku, s. 549].
Przychodzimy do AA (i/lub na terapię) właśnie dlatego, że pragniemy zmiany. Podczas mityngów mówimy o tym, kim byliśmy, co się później stało i jak żyjemy obecnie – i to są opowieści o zmianach.
Alkoholizm jest chorobą psychiczną/umysłową i gdyby nie to, miałbym olbrzymi problem ze zrozumieniem typowych w tym środowisku niekonsekwencji, przeciwieństw, konfliktów i sprzeczności w wypowiedziach, postawach i przekonaniach.
Psychoanalitycy twierdzą zgodnie, że tym, czemu większość ludzi najgwałtowniej się opiera, jest zmiana, i są oni w stanie zrobić wiele dla zachowania status quo*.
Zaobserwowałem wśród AA-owców dramatyczną i rozpaczliwą walkę o to, żeby niczego nie zmieniać, żeby wszystko pozostało po staremu. A jeśli coś zdążyło się zmienić, to najlepiej byłoby wrócić do wersji z lat czterdziestych ubiegłego wieku. Próbowaliście kiedyś zaproponować drobną zmianę scenariusza mityngu? Albo rezygnację z zakazów przywleczonych do AA z zajęć grupowych terapii odwykowej? Albo modyfikację bezsensownego systemu dzielenia datków z kapelusza? Albo cokolwiek innego?
Nic nie zmieniać! Absolutnie i za każdą cenę niczego nie zmieniać!!! A co z sugestiami zmian z WK i innych publikacji AA? Oj tam, oj tam! To tylko fantazje i teoria, a w AA nie wolno dokonywać żadnych zmian, bo… bo nie! A może dlatego, że zmian panicznie się boimy? Tylko, że ludzie trzeźwi, a do tego ufający Bogu, są podobno wolni od lęku…
---
* „Przekaż dalej”, autor anonimowy, wyd. Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, 2013, s. 422.
sobota, 27 grudnia 2025
Opowieść o Billu, alkoholiku
Kilka osób zasugerowało mi, żebym raz jeszcze, po latach, przeczytał „Przekaż dalej”. Pierwszy raz czytałem tę książkę bardzo dawno temu, więc pomysł sprawdzenia, jak będę ją odbierał obecnie, mógł być sensowny. Czytając biografię Billa po raz pierwszy, zapewne w roku 2013-14, zaznaczałem kwestie, według mnie, ważne. Teraz robiłem to samo, natomiast przyznaję od razu, że nowych odkryć, nie było tak wiele, jak skrycie się spodziewałem, a nawet miałem nadzieję. Może z 10-15 procent. Później wymyśliłem, że wynotuję tu kilka cytatów, tych nowych i tych starych, dodając własne komentarze, jeśli uznam to za potrzebne.
1) „Wielka Księga była napisana i Bill chciał być wymieniony jako autor, spodziewał się bowiem, że honoraria…” [1].
Za pierwszym razem na to nie zwróciłem uwagi, nie wiedziałem, że dopiero członkowie Wspólnoty odwiedli go od tego pomysłu.
2) „Wyraźnie pamiętam, jak zaczął się nabór do korporacji, a ja nie otrzymałem ani jednej propozycji. /…/ Jednak w listach, jakie pisał do matki zaraz po przyjeździe, kreślił zupełnie inny obraz: Są tu cztery korporacje, w każdej byłem kilka razy na obiedzie i od trzech dostałem propozycję przystąpienia, co jest niemałym zaszczytem dla nowicjusza” [2].
Trochę mnie to zaskoczyło. Wydawało mi się, że zaczął kłamać dopiero wraz z nadużywaniem alkoholu.
3) „Zachęcając alkoholików do stosowania środków uspokajających Bill i inni starzy członkowie AA używali na ich określenie wyrażeń slangowych” [3].
Nie zainteresowały mnie te slangowe określenia (goof balls – głupie Jasie), ale fakt, że Bill i weterani namawiali do brania takich środków.
4) „Bill sam napisał przynajmniej dziesięć pierwszych rozdziałów książki, choć istnieją powody, by sądzić, że rozdział „Do pracodawców” napisał Hank. Nie ma jednak żadnych wątpliwości co do autorstwa rozdziału „Do żon”. W kwestii tego rozdziału Lois stwierdziła: Bill to napisał, a ja dostawałam szału” [4].
5) „Bill, autor Piątego Kroku, miał później twierdzić, że tej nocy sam zrobił swój Piąty Krok i przeżył doświadczenie powtórnego nawrócenia” [5].
Było to pod koniec 1940 roku, Program był już znany, ale w praktyce Billa jakby zabrakło Boga i drugiego człowieka.
6) „Al Mówił, że on sam zaczął chodzić z posłaniem Dwunastego Kroku już po tygodniu od przyjęcia programu AA” [6].
Nie jestem pewien, na czym polega przyjęcie Programu.
7) „Niebawem pojawiła się następna istota, która przedstawiła się jako Shaw, sklepikarz żyjący w Nantucked przed stu laty” [7].
W domu znajomego w Nantucked Bill pewnego rana rozmawiał też z wieloma innymi duchami.
8) „Przede wszystkim jednak uważał, że czynnikiem utrwalającym jego depresję było to, że nie udało mu się przepracować Kroków AA. W ten sposób jego i tak bolesna depresja pogłębiana była dodatkowo przez poczucie winy. Pisał: „W związku z tym czułem się winny. Pytałem sam siebie, dlaczego, przy tych wszystkich moich osiągnięciach, musiałem być wystawiony na takie rzeczy” [8].
9) „Bill wiedział, że młodsi członkowie nie będą dłużej podporządkowywać się temu nadzorowi; w swojej poczcie regularnie znajdował listy oskarżające go o nadużycie autorytetu” [9].
10) „W tej całej niezwykłej sytuacji najgorsze było to, że Bill i doktor Bob nie byli już w stanie korzystać z własnego programu utrzymania trzeźwości” [10].
Tego nie rozumiem. Zapewne nie mogli skorzystać z anonimowości, na to było już za późno, bo byli znani w całej Ameryce, ale… Program to nie tylko anonimowość.
11) „W książce Dwanaście i Dwanaście Bill otwarcie przedstawia sprawy, o których Wielka Księga nawet nie wspomina” [11].
Bill nie wprowadzał żadnych korekt ani poprawek do samych Kroków, ale w 12x12 opisał objaśnienia do praktycznej realizacji Kroków.
12) „Psychoanalitycy twierdzą zgodnie, że tym, czemu większość ludzi najgwałtowniej się opiera, jest zmiana, i są oni w stanie zrobić wiele dla zachowania status quo” [12].
Bill przez ok. dziesięć lat forsował i starał się wymusić zmianę struktury rady powierników. Konferencja odrzucała pomysł Billa rok po roku, ale nie dlatego, że mieli do niego zastrzeżenia – nie zgadzali się na metody Billa i lekceważenie Tradycji.
Policzyłem te cytaty i… niespodzianka – wyszło mi dokładnie dwanaście. To coś znaczy! To nie może być przypadek!
A poważnie – to niezwykle wartościowa pozycja, a ciekawych i intrygujących cytatów mógłbym wyliczyć trzy razy więcej. Warto ją poznać, żeby nie popełnić starych błędów, ale także po to, żeby zrozumieć, w czym uczestniczymy, o co naprawdę chodzi. Jednak najważniejsze jest coś innego. Siłą Wspólnoty i nadzieją dla alkoholików jest Dwanaście Kroków, a nie życie Billa, Boba, czy innego weterana.
---
[1] „Przekaż dalej”, autor anonimowy, wyd. Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, 2013, s. 293.
[2] Tamże, s45-46.
[3] Tamże, s. 161.
[4] Tamże, s. 215.
[5] Tamże, s, 262.
[6]Tamże, s. 270.
[7] Tamże, s. 297-299.
[8] Tamże, s. 322.
[9] Tamże, s. 351-52.
[10] Tamże, s. 361.
[11] Tamże, s. 379.
[12] Tamże, s. 422.
niedziela, 21 grudnia 2025
Moralność alkoholików w PL
Dostałem e-mail od Józefa D. nieznanego mi alkoholika. Opisał w nim pewną sytuację i zaproponował, żebym tę historię jakoś wykorzystał. Zastanawiałem się nad tym dwa dni i ostatecznie postanowiłem zamieścić jego e-mail w całości. Usunąłem jedynie adres konta na FB.
--------------------
Witaj Meszuge serdecznie!
Witaj Meszuge serdecznie!
Facet zaprosił mnie do znajomych na Facebooku. Zwykła sprawa, nic nadzwyczajnego. To wchodzę na jego profil (imię i nazwisko, prawdziwe lub zmyślone) i widzę, że pisze jakieś rzeczy na temat alkoholizmu, terapii i AA. Fajnie – pomyślałem – będzie z kim pogadać. Jednak najpierw zacząłem czytać. Po lekturze dwóch-trzech wpisów postanowiłem nie podawać jego personaliów, a tylko inicjały: M. S. Nie po to, by chronić jego anonimowość, ale żeby poważnie zaburzonemu alkoholikowi nie robić reklamy.
Pierwsze, co mnie uderzyło, to nieznane źródło tych tekstów i cytatów, a jeśli nawet czasem jest podane, to nie wiadomo, kto to tłumaczył. Wydaje się jednak, że większość treści spłodził sam M. S.
Drugie, to jakieś kompletne bzdury, na przykład: „Pod koniec 1938 i na początku 1939 roku maszynopis krążył między Akron i Nowym Jorkiem. Przeczytało go około czterystu trzeźwych alkoholików…”. Skąd się wtedy wzięło czterystu trzeźwych alkoholików??? Bill pisał w podtytule WK o stu mężczyznach i kobietach, a i to mocno przesadził. Prawdę mówiąc wydawało mi się początkowo, że facet się po prostu pomylił i zamiast 40 napisał 400.
Zapytałem wtedy tego M. S. nieco żartobliwie, czy Bill kłamał zaniżając liczbę trzeźwych alkoholików, czy może jednak tych czterystu, to osobisty wymysł M. S. ? I wtedy się zaczęło. M. S. usunął mój komentarz i starał się poprzez kłamstwa, pomówienia i oskarżenia, zablokować mi konto na FB. Z weryfikatorami Facebooka załatwiłem to w dwie minuty, ale obrzydzenie do takiej postawy i zachowania zachowam na długo.
Chcesz, to czytaj bzdurne wymysły M. S. ale uważaj z komentarzami. Jeśli twój wpis nie spodoba się właścicielowi profilu, to możesz spotkać się z fałszywymi oskarżeniami i szczuciem, ale jeśli jeszcze nie będziesz umiał szybko, po angielsku, wyjaśnić sprawę pracownikom FB, to możesz stracić dostęp do swojego konta.
Meszuge, obaj obracamy się w tym środowisku już dość długo – czy dziesięć i więcej lat temu, też roiło się tu od kłamliwych, mściwych szuj?
Pogody Ducha - Józef D.
------------------------
Pierwsze, co mnie uderzyło, to nieznane źródło tych tekstów i cytatów, a jeśli nawet czasem jest podane, to nie wiadomo, kto to tłumaczył. Wydaje się jednak, że większość treści spłodził sam M. S.
Drugie, to jakieś kompletne bzdury, na przykład: „Pod koniec 1938 i na początku 1939 roku maszynopis krążył między Akron i Nowym Jorkiem. Przeczytało go około czterystu trzeźwych alkoholików…”. Skąd się wtedy wzięło czterystu trzeźwych alkoholików??? Bill pisał w podtytule WK o stu mężczyznach i kobietach, a i to mocno przesadził. Prawdę mówiąc wydawało mi się początkowo, że facet się po prostu pomylił i zamiast 40 napisał 400.
Zapytałem wtedy tego M. S. nieco żartobliwie, czy Bill kłamał zaniżając liczbę trzeźwych alkoholików, czy może jednak tych czterystu, to osobisty wymysł M. S. ? I wtedy się zaczęło. M. S. usunął mój komentarz i starał się poprzez kłamstwa, pomówienia i oskarżenia, zablokować mi konto na FB. Z weryfikatorami Facebooka załatwiłem to w dwie minuty, ale obrzydzenie do takiej postawy i zachowania zachowam na długo.
Chcesz, to czytaj bzdurne wymysły M. S. ale uważaj z komentarzami. Jeśli twój wpis nie spodoba się właścicielowi profilu, to możesz spotkać się z fałszywymi oskarżeniami i szczuciem, ale jeśli jeszcze nie będziesz umiał szybko, po angielsku, wyjaśnić sprawę pracownikom FB, to możesz stracić dostęp do swojego konta.
Meszuge, obaj obracamy się w tym środowisku już dość długo – czy dziesięć i więcej lat temu, też roiło się tu od kłamliwych, mściwych szuj?
Pogody Ducha - Józef D.
------------------------
E-mail zostawię bez komentarza. Uprzedzam też, że mój blog to nie platforma ogłoszeniowa – ten przypadek jest wyjątkiem. Ale mam pytanie. W „Przekaż dalej” natrafiłem na stwierdzenie: „Najwcześniejszy szkic Dwunastu Kroków, napisany przez Billa tego wieczoru, zaginął. Oto przybliżona rekonstrukcja tej pierwszej wersji…” i tu Dwanaście Kroków w wersji podobnej do znanej starszym z poprzedniego wydania WK. Czy mam rozumieć, że nie znamy 12 Kroków w wersji Billa tylko jakąś przybliżoną rekonstrukcję? Wie ktoś może, kto dokonał tej przybliżonej rekonstrukcji?
piątek, 12 grudnia 2025
Trzeba uważać na fanatyków
Powiadali, że kiedy Arabowie plądrowali Aleksandrię, zwycięski przywódca wojskowy Amru ibn Al-as zapytał kalifa Umara, co zrobić z książkami. Władca odpowiedział: „Jeśli księgi zawierają to samo co Koran, są bezużyteczne. Jeśli jest w nich coś innego, to są szkodliwe. W każdym przypadku spalić”.
Dziś uważa się, że winnymi spaleniu księgozbiorów byli chrześcijanie, przeciwni teorii heliocentrycznej głoszonej przez Arystarcha z Samos, ale to już zupełnie inna historia. Bo przede wszystkim jest to znakomity przykład narodzin fanatyzmu, religijnego lub innego. Aroganckie przekonanie, że jedna książka zawiera całą prawdę, jest źródłem ignorancji i zawsze rodzi zło. Biblia, Koran, Czerwona Książka Mao, „Mein Kampf”…
Sfrustrowany robotnik przychodzi na skargę do kierownika Urzędu Pracy.
– Panie kierowniku, w swojej pracy ja tylko kopię doły, ale mam już tego dosyć i chciałbym zmienić pracę. Jednak pana podwładni oferują mi zawsze tylko takie samo zajęcie, kopanie dołów, a ja na pewno nadawałbym się też do innej pracy, może biurowej?
– A jakie ma pan kwalifikacje i wykształcenie? – pyta kierownik zaskoczony informacją w dokumentach, że petent ma wykształcenie niepełne podstawowe.
– Skończyłem pierwszą klasę szkoły podstawowej – z dumą odpowiada robotnik.
– A nie wpadło panu do głowy, że Elementarz to trochę mało – delikatnie pyta kierownik – bo do pracy biurowej potrzebna jest też znajomość gramatyki, ortografii, koniugacji, interpunkcji, deklinacji?
– Nieprawda – twardo stwierdza robotnik – gdyby te całe deklinacje, koniugacje i inne takie wymysły były potrzebne, to zostałyby zawarte w Elementarzu, a tam nic takiego nie ma.
– Zgadza się, nie ma – kierownik stara się być ugodowy – tego typu wiedza pojawia się w podręcznikach do kolejnych klas.
– Może i tak, ale w Elementarzu nigdzie nie napisano, że zawarta w niej wiedza, nie wystarczy. Nie napisano, że niezbędne będą też inne podręczniki. A stąd wniosek, że nic więcej potrzebne nie jest. To tylko ludzie sobie wymyślili to wszystko, żeby zarobić na innych podręcznikach. Prawda jest taka, że w Elementarzu jest wszystko, co potrzebne do poznania języka polskiego, a tym samym pracy w biurze. I ja to wszystko znam!
Byłoby to pewnie szalenie zabawne, można byłoby boki zrywać ze śmiechu, gdyby nie pewne wydarzenia. Spotkałem w życiu (niekoniecznie osobiście) 3-4 alkoholików, którzy właśnie upierali się, że książka „Anonimowi Alkoholicy” zawiera absolutnie wszystko, co potrzebne, by wyzdrowieć z alkoholizmu. Że członkowie AA przez prawie dziewięćdziesiąt lat niczego się nie nauczyli, nie zdobyli żadnych nowych doświadczeń, a świat nie zmienił się w żaden sposób.
Kilka faktów.
1) Kiedy Bill W. pisał swoją książkę alkoholików nazywanych później anonimowymi było 78-83 sztuki. Większość z nich miała po kilka-kilkanaście miesięcy abstynencji. Bill nie pił wtedy od grudnia 1934, a pisać zaczął w marcu lub kwietniu 1938, czyli miał wtedy ok. cztery lata abstynencji. Doktor Bob o pół roku mniej. Doświadczenie osiemdziesięciu osób, z których wielu wróciło do picia, to dość skromna baza. Książkę wydano w kwietniu 1939 r. Trzeba tu pamiętać, że oryginał uległ pewnym przeróbkom, których dokonał niealkoholik: Ostatecznej redakcji książki dokonał Tom Uzzell, wykładowca New York University. Skrócił on tekst co najmniej o jedną trzecią (niektórzy twierdzą, że o połowę – z ośmiuset do czterystu stron) i uczynił go bardziej wyrazistym [1].
2) Początkowo Bill pisał opierając się na programie sześciu-siedmiu punktów. Dowodem na to jest brak jakiegokolwiek rozdziału dotyczącego Kroku Drugiego oraz analiza tekstu przed i po V Rozdziale. Za to dwa razy mowa jest o Kroku Trzecim:
Zyskawszy owo przekonanie, znaleźliśmy się na etapie Trzeciego Kroku [2].
Znaleźliśmy się na etapie Trzeciego Kroku [3].
3) Bill przystąpił do pisania V rozdziału WK (tego zawierającego Program) w grudniu 1938 roku; wtedy też powstało Dwanaście Kroków. W takim razie kogo niby dotyczyło stwierdzenie: A oto kroki, które postawiliśmy i które są sugerowanym programem powrotu do zdrowia [4], skoro autor wymyślił dwunastokrokowy program z pół godziny wcześniej?
Dwa niezwykle ważne cytaty dotyczące Billa Wilsona: …nie wahał się nagiąć nieco faktów w celu osiągnięcia efektu [5].
Przede wszystkim jednak uważał, że czynnikiem utrwalającym jego depresję było to, że nie udało mu się przepracować Kroków AA. W ten sposób jego i tak bolesna depresja pogłębiana była dodatkowo przez poczucie winy. Pisał: „W związku z tym czułem się winny. Pytałem sam siebie, dlaczego, przy tych wszystkich moich osiągnięciach, musiałem być wystawiony na takie rzeczy. Kiedy indziej obwiniałem się za to, że nie potrafię stosować programu w niektórych dziedzinach życia [6].
4) Bill Wilson prawdopodobnie zdawał sobie sprawę z licznych niedomagań Wielkiej Księgi, zaczął więc pracę nad książką „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji. W 1952 roku napisał do ojca Dowlinga: Problem z Krokami polega na tym, jak rozwinąć je i pogłębić zarówno dla nowicjuszy, jak i dla weteranów. Jest tyle punktów widzenia, że trudno je wszystkie na raz uwzględnić [7].
5) A skoro mowa o słabościach Wielkiej Księgi…
a) brak konkretnych wskazówek, jak postawić Krok Drugi albo jak osiągnąć gotowość w Kroku Szóstym.
b) sprzeczne informacje: raz mowa jest o wyzdrowieniu z alkoholizmu, a raz, że to nie jest możliwe:
„Nie wyleczyliśmy się z alkoholizmu” [8].
„Jesteśmy jak ludzie, którzy stracili nogi, nowe nigdy nie odrosną” [9].
„Widzieliśmy, wciąż i wciąż, tę samą prawdę: „Kto raz stanie się alkoholikiem, pozostanie nim na zawsze” [10].
„Głównym celem tej książki jest precyzyjne pokazanie innym alkoholikom, w jaki sposób wyzdrowieliśmy” [11].
c) cudaczne stwierdzenia:
,,Jeśli zapytacie go, dlaczego zaczął pić podczas ostatniego ciągu" [12].
U alkoholików najpierw jest ciąg, a dopiero później zaczynają pić, naprawdę?
„Pragniemy Cię zapewnić, że z chwilą, gdy udało nam się odrzucić nasze uprzedzenia i wykazać jedynie samą wolę uwierzenia w Siłę większą od nas samych, zaczęliśmy osiągać rezultaty. Stało się tak, chociaż żaden z nas nie potrafił w pełni określić ani pojąć tej Siły, która jest Bogiem” [13].
Wychodzi na to, że każda Siła większa niż nasza własna (Bill proponował, żeby agnostycy podstawili tu Wspólnotę) jest Bogiem – ups!
Dziwolągów i błędów jest w tej książce znacznie więcej, choćby pomysł, żeby wybaczać ludziom urojone krzywdy, ale wyliczanie ich zajęłoby zbyt dużo czasu.
d) manipulacja gramatyką, a konkretnie udawanie, że rozdział Do żon, napisała kobieta.
Co ostatecznie sądzę o Wielkiej Księdze, jak ją oceniam?
Taka publikacja była bardzo, bardzo, bardzo potrzebna. W latach czterdziestych ubiegłego wieku alkoholizm nie był chorobą, ale jakąś słabością moralną; dżentelmeni tak się nie zachowywali. Określenie „alkoholik” nie było diagnozą, ale pełnym pogardy wyzwiskiem. Natomiast napisana i wydana była zdecydowanie za wcześnie – tych kilkudziesięciu alkoholików nie miało jeszcze dostatecznych doświadczeń, żeby na tak poważne dzieło się porywać, ale co zrobić, Bill W. i jego żona rozpaczliwie potrzebowali pieniędzy. Myślę, że właśnie to tempo spowodowało rozliczne sprzeczności, zwykłe błędy i fragmenty, delikatnie mówiąc, nieprzemyślane. Specjalnie pominąłem sprawę przekazania drukarni pokreślonego maszynopisu, bo to pewnie wszyscy znają i może takich rewelacji wystarczy.
Publikacja książki „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji” (czerwiec 1953), poza prezentacją Tradycji AA, oferowała znacznie pełniejszy opis stawiania Kroków, ale też doświadczenia około stu tysięcy alkoholików.
![]() |
| Wersja przekazana drukarni? |
Jeśli w podręczniku do rachunków do pierwszej klasy podstawówki nie ma całek, to nie znaczy, że są one niepotrzebne, albo że nie istnieją. Jeśli w Wielkiej Księdze brak sugestii dotyczących stawiania niektórych Kroków, to nie znaczy, że tak właśnie ma być, ale że w rodzącej się Wspólnocie brakowało jeszcze konkretnych doświadczeń, że grzebał w tej książce niealkoholik i sporo usunął, że tempo pisania spowodowało błędy i sprzeczności, że w efekcie książka jest niepełna i niewystarczająca. Zapewne dlatego w USA wydana została nowa wersja „Anonimowych Alkoholików”, napisana prostym językiem i – mam nadzieję – bez tylu błędów.
Rozumiem fanatycznie nastawionych alkoholików, którzy poznawali Program w jakiejś uproszczonej, powierzchownej wersji i teraz bardzo boją się, że musieliby coś nadrabiać, poprawiać, uzupełniać, więc taką potrzebę agresywnie negują, tworząc cudaczne teorie (na przykład, że WK jest święta, idealna, nie zawiera żadnych sprzeczności), ale… Ale wyjaśnienie nie jest usprawiedliwieniem. Jeszcze pal diabli, że alkoholik chce żyć po swojemu i – jako szalejąca samowola – nie słucha nikogo, bo poważniejszym problemem jest przekazywanie i wmawianie fanatycznych fantazji i przekonań innym alkoholikom, nowicjuszom.
Dawno temu napisałem, ale powtórzę, bo to nadal uważam za aktualne: Jeśli w temacie trzeźwienia ktoś mówi ci, że powinieneś robić więcej, bardziej się przyłożyć, to słuchaj go uważnie, bo bardzo możliwe, że ma rację. Jeśli ktoś twierdzi, że robisz za dużo, że za bardzo się starasz, że wcale tyle nie potrzeba – nie zwracaj na niego uwagi, bo tacy ludzie w rzeczywistości wcale nie mają na myśli dobra twojego, twojej rodziny, twojej trzeźwości, duchowego rozwoju i powodzenia w różnych sferach życia, a jedynie bronią własnej bylejakości, miernoty i lenistwa.
---
[1] „Przekaż dalej”, wyd. Fundacja BSK, 2013, s. 219.
[2] „Anonimowi Alkoholicy”, wyd. Fundacja BSK, wydanie z 2018 roku, s. 60.
[3] Tamże, s. 63.
[4] Tamże, s. 59.
[5] „Przekaż dalej” , wyd. Fundacja BSK, 2013, s. 257.
[6] Tamże, s. 322.
[7] Tamże, s. 380.
[8] „Anonimowi Alkoholicy”, wyd. Fundacja BSK, wydanie z 2018 roku, s. 86.
[9] Tamże, s. 30.
[10] Tamże, s. 33.
[11] Tamże, s. XIX.
[12] Tamże, s. 23.
[13] Tamże, s. 46.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


