niedziela, 12 lipca 2026

Tajemnica skuteczności AA

Rok 2011-2026, Polska.
Ziutek miał dość swojego picia, nie dawał sobie z nim rady, rozpaczliwie chciał przestać, ale sam jakoś nie potrafił, wiec poszedł do poradni odwykowej. Tam, po długiej rozmowie, powiedziano mu, że nie jest jeszcze tak bardzo uzależniony i zaproponowano terapię redukcji szkód (kontrolowania picia). Pod nadzorem terapeuty próbował cztery miesiące, ale zupełnie mu to nie wychodziło, było tylko coraz gorzej. Wtedy Ziutek postanowił dać sobie spokój z terapią i pójść do AA. Przedtem jednak się napił i pił kilka tygodni.

Jakiś czas regularnie uczęszczał na mityngi, znalazł sobie sponsora i zaczął coś z nim robić, ale nie trwało to długo, bo sponsor polecił mu przeczytać „Opinię lekarza”. Ziutek uznał to za niepoważne, ostatnią książkę, „Naszą szkapę” czytał w podstawówce, więc teraz nikt nie będzie go traktował, jak dzieciaka. Ziutek się napił i zdecydował skorzystać z zamkniętej terapii, takiej poważnej, z pełną abstynencją. Zaliczył ją w całości, ale napił się na drugi dzień po opuszczeniu ośrodka.

Po kilkutygodniowym ciągu Ziutek coś sobie przypomniał. Terapeutka twierdziła, że każdy alkoholik jest seksoholikiem. On nie bardzo chciał się z tym zgodzić, a wtedy spytała, czy kiedyś zdradził żonę – odparł, że tak, dwa razy w życiu, po pijanemu. Na co terapeutka odparła szyderczo: a widzi pan! Jednak teraz, po zastanowieniu i kolejnych problemach wynikających z picia Ziutek uznał, że może coś w tym jest i zaczął chodzić na mityngi Anonimowych Seksoholików. Stosunkowo szybko mu się to znudziło, a opowieści, i to z detalami, o wynaturzonych stosunkach seksualnych, budziły w nim niesmak lub obrzydzenie. Zrezygnował więc z seksoholików i wrócił do picia.

Ziutkowi utkwiło w pamięci coś na temat nieprzepracowanych traum z dzieciństwa. Jego ojciec był zawodowym żołnierzem, był surowy i dość wymagający. Z pomocą terapeuty Ziutek uznał, że może on wcale nie jest alkoholikiem, że wszystko to wina nieprzepracowanego dzieciństwa (cokolwiek to znaczy), więc podjął stosowną terapię. W jej trakcie popijał, aż w końcu, po kilkudniowym ciągu, usunęli go z tej terapii.

Na kolejnych terapiach, zalecanych przez terapeutów i psychologów, Ziutek szukał swojego wewnętrznego dziecka i starał się nim zaopiekować, pracował nad swoją złością, angażował się w warsztaty asertywności oraz ustawienia Hellingera, próbował terapii DDA, hipnozy, akupresury, borykał się z baklofenem, weryfikował inne terapie lekami, prosił o pomoc we wspólnotach kościelnych, i stale jednak pił – mniej lub więcej, ale raczej coraz więcej.

W międzyczasie Ziutek wiele razy próbował wracać do AA i podejmować pracę na Programie, ale zwykle okazywało się, że jest tam coś nie do przyjęcia, więc… znowu picie, znowu szukanie pomocy i – bez większych problemów – znajdowanie jej w postaci takiej lub innej psychoterapii. Tak minęło piętnaście lat. W przypadku Ziutka skuteczność AA (inne elementy jakoś mnie nie interesują) okazała się zerowa.

Nie opisywałem warunków, sytuacji, okoliczności i wszystkich możliwości w tych latach, ale te przecież są znane dorosłym polskim alkoholikom. Nieco inaczej wyglądała sprawa warunków i okoliczności, w jakich żyli alkoholicy w latach trzydziestych ubiegłego wieku w USA. Posłużę się tu cytatem, żeby nie było, że sam coś wymyślam.

W latach trzydziestych XX wieku Ameryka przeżywała fascynacje eugeniką, pseudonauką, która obiecywała wzmocnić rasę ludzką poprzez wyeliminowanie „niezdolnych” z puli genetycznej. Obok „słabych na umyśle”, obłąkanych oraz kryminalistów, do owej grupy zaliczały się kobiety, które uprawiały seks pozamałżeński (uważany za chorobę psychiczną), sieroty, niepełnosprawni, biedacy, bezdomni, epileptycy, onaniści, niewidomi i głusi, alkoholicy oraz dziewczęta o zbyt dużych genitaliach. Niektórzy eugenicy zalecali eutanazję i rzeczywiście, dokonywano jej bez rozgłosu w szpitalach psychiatrycznych, na dziesiątkach ludzi, przez tak zwane „śmiertelne w skutkach zaniedbanie” lub też jawne morderstwa. W jednym ze szpitali psychiatrycznych w Illinois nowych pacjentów pojono mlekiem krów zarażonych gruźlicą, w przekonaniu, że śmierć spotka tylko tych niepożądanych. Zmarło aż czterech na dziesięciu tych pacjentów. Bardziej popularnym narzędziem eugeniki była wymuszona sterylizacja, uskuteczniona na mnóstwie nieszczęśników, którzy wskutek pecha czy niewłaściwego zachowania wpadli w ręce rządów stanowych. („Niezłomny” – Laura Hillenbrand)

Rok 1939, USA.
John miał dość swojego picia, nie dawał sobie z nim rady, rozpaczliwie chciał przestać, ale sam jakoś nie potrafił. Odwiedziło go w domu jakichś dwóch facetów. Oświadczyli oni Johnowi krótko: John, jesteś alkoholikiem, zakałą naszej społeczności, więc cię wykastrujemy albo od razu uśpimy, żebyś się nie męczył, ale jest też druga opcja – biegniesz do AA i z największą determinacją poddajesz się Programowi Dwunastu Kroków. Żadne inne możliwości nie istnieją. Co wybierasz?

To teraz pytania: Czemu w początkach AA skuteczność była znacznie większa niż obecnie i czy rzeczywiście to wina AA? Jeśli człowiekowi psychicznie choremu podsunąć wiele różnych możliwości, to jaka jest szansa, że wybierze sensowną?

13 komentarzy:

  1. "W przypadku Ziutka skuteczność AA okazała się zerowa". W moim przzypadku skutecznośc okazała się stuprocentowa. Po prostu nie kombinowałem tak jak Ziutek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skuteczność można uznać za stuprocentową, jeśli alkoholik umiera nie złamawszy abstynencji.

      Usuń
    2. w AA abstynencja nie jest jedyną oznaką trzeźwości..

      Usuń
    3. "...jeśli alkoholik umiera nie złamawszy abstynencji" Umarły alkoholik tego nie stwierdzi.

      Usuń
    4. A, to zmienia wszystko, skoro w AA można pić i być trzeźwym. Chodzi o skuteczność, a nie jej uznanie przez konkretnego alkusa. Gdzieś tu M. zamieścił listę tych pierwszych stu alkoholików. Większość miała kilka-kilkanaście miesięcy abstynencji. Naprawdę kilka miesięcy abstynencji wystarczy, żeby triumfalnie orzec cudowną skuteczność AA?

      Usuń
    5. XXX - to mógłbyś podać, jakie elementy są w AA uznawane oficjalnie za oznakę trzeźwości?

      Usuń
    6. Trzeźwość w AA to nie tylko fizyczna abstynencja, ale przede wszystkim proces głębokiej przemiany. Obejmuje ona tzw. trzeźwość emocjonalną (radzenie sobie z emocjami), rozwój duchowy realizowany poprzez Program 12 Kroków AA., zmiana sposobu myślenia i reagowania na życie.,

      Usuń
    7. Definicja podana w słowniczku umieszczonym w "Wielkiej Księdze pisanej prostym językiem" (Plain Language Big Book) określa "Trzeźwość" jako niepicie alkoholu i obejmuje również zmianę naszego nastawienia, abyśmy mogli prowadzić lepsze, zdrowsze i spokojniejsze życie.

      Usuń
    8. A to w AA wiedzą, że zajmują się (rzekomo) radzeniem sobie z emocjami? Zmiana myślenia i reagowania? Pustosłowie. Może jakieś konkrety? W jaki konkretnie sposób te konkretnie elementy brane są pod uwagę w badaniach AA nad skutecznością.

      Usuń
    9. ,,Trzeźwość w AA to nie tylko fizyczna abstynencja, ale przede wszystkim proces głębokiej przemiany." A to ciekawe. Czyli członkowie AA, którzy nie doznali tej głebokiej przemiany są nietrzeźwi? Pijani? Bo jak ich nazwać? Czego to pijaki nie wymyślą. Dlaczego przytoczyłeś definicję trzeźwości z PL, a nie z ,,Refleksji" albo ,,24h" w Wielkiej Księdze nie znajdziesz takich bzdurnych definicji trzeźwości.

      Usuń
    10. „Definicja podana w słowniczku umieszczonym w "Wielkiej Księdze pisanej prostym językiem" (Plain Language Big Book) określa ”
      O wciórności, jak ja wytrzeźwiałem bez tych słowniczków? Jak ja dwadzieścia lat żyję trzeźwy bez tych słowniczków?
      Jak przez 86 lat miliony alkoholików wyzdrowiało z alkoholizmu bez definicji ze słowniczka w Plain Language Big Book?
      A w 2026 w Polskim odłamie AA pojawili sie akwizytorzy tej książki dla osób opóźnionych intelektualnie i edukacyjnie.

      Usuń
  2. Tia... Wszystkiemu winne są te całe terapie...
    Ot i tajemnica rozwiązana.

    OdpowiedzUsuń