Na codziennym internetowym warsztacie KzK prowadzący zadał ciekawe, inspirujące pytanie: Czy w obecnych czasach trzeźwieje się łatwiej niż trzydzieści, czterdzieści lat temu? Zastanawiałem się nad tym dłuższą chwilę, ale najpierw wspomnienie. Kiedy przyszedłem do AA, ówcześni weterani mawiali, że trzeźwienie musi boleć. Jeśli stawianie Kroków, realizacja Programu, to bułka z masłem i luzik, to widocznie coś idzie nie tak.
Nie koncentrowałem się specjalnie i dokładnie na tych 30-40 latach, ale na przeszłości dalekiej i bliskiej oraz stanie obecnym. Konkretnie zastanawiałem się nad możliwymi wyborami.
– Lata trzydzieste, czterdzieste i pięćdziesiąte dwudziestego wieku. Alkoholizm nie był chorobą, więc i nijak się go nie leczyło. W szpitalu Townsa Billowi W. podawano barbituraty (obecna i poprawna nazwa to barbiturany) na uspokojenie i belladonnę na obniżenie poziomu kwasów żołądkowych. To nie jest leczenie alkoholizmu. Nie jest też lekarstwem na alkoholizm kiszona kapusta, pomidory i melasa lub syrop klonowy, ordynowane alkoholikom przez doktora Boba. Jaki wybór mieli wtedy alkoholicy? Albo AA, co oznaczało Program w jego ówczesnej formie albo śmierć.
– Po roku 1950, ale dokładnie nie pamiętam daty, alkoholizm uznano za chorobę wymagającą leczenia, niezależnie od opinii społeczeństwa, które często postrzegało go jako wybór, efekt słabego charakteru. Wkrótce pojawiły się ośrodki odwykowe, jak na przykład High Watch Farm, gdzie oferowana była (i jest) mieszanina Programu AA i psychologii. Jaki wybór mieli wtedy alkoholicy? Albo AA, co oznaczało Program w jego ówczesnej postaci, jakaś terapia odwykowa albo śmierć.
– Obecnie. Rozmaitych psychoterapii dla uzależnionych jest mnóstwo. Wielu alkoholików zostało przekonanych, że są też seksoholikami i/lub narkomanami, i że leczenie seksoholizmu pomoże im pokonać nałóg picia. Mają też do dyspozycji terapię złości, warsztaty z asertywności, terapie, podczas których poszukują wewnętrznego dziecka, mityngi NA, DDA, SLAA, terapie kontrolowanego picia (redukcji szkód), terapie farmakologiczne i wiele innych pomysłów.
Uważam, że w normalnych warunkach większy wybór oznacza więcej możliwości. Jednak w tym przypadku mowa jest o alkoholikach, to jest osobach psychicznie chorych. Ludzie chorzy umysłowo (psychicznie) zwykle dokonują złych wyborów, podejmują błędne decyzje. Czy nie tak właśnie to wyglądało w okresie picia?
W takim razie można poważnie zapytać, czy szeroka i coraz szersza oferta i rozliczne wybory, przed którymi stają współcześni alkoholicy, rzeczywiście są korzystne dla nich samych i ich rodzin?
Przez ostatnich kilkanaście lat obserwowałem alkoholików, którzy uczestniczyli w mityngach AA, ale po jakimś czasie przenosili się do Anonimowych Narkomanów lub do seksoholików, uważając zapewne, że tam więcej skorzystają, że tam będzie im lepiej.
W samym środowisku AA te złe wybory i błędne decyzje też są widoczne. Niektórzy alkoholicy rozumieją już, że Wspólnota AA to jest ich miejsce, że tu mogą znaleźć rozwiązanie swojego problemu, ale zamiast Dwunastu Kroków, czyli Programu działania, wybierają jakieś wersje sekciarskie, fanatyczne, modlitewno-powierzalne, powierzchowne, uproszczone i spłycone.
Szeroka gama różnych ofert i wolny wybór sprawdza się w większości przypadków życiowych, ale wydaje mi się, że nie jest on korzystny dla alkoholików. A szkoda…
Nie stawiam kroków, nie przerabiam ich..etc. Zanim doszłam do tego etapu, musiałam poznać istotę choroby alkoholowej. Program 12 kroków pomógł mi poznać i zrozumieć siebie. Świadome, odpowiedzialne, czyli normalne życie bez alkoholu, daje mi wolność i odwagę, by żyć w zgodzie ze sobą.
OdpowiedzUsuńZauważasz realny problem, czyli zagubienie ludzi, którzy chwytają się wszystkiego po kolei, skaczą między metodami i uciekają od konkretnej pracy.
OdpowiedzUsuńJednak czy większy wybór sam w sobie jest czymś złym dla alkoholików, bo to osoby psychicznie chore i dokonują złych wyborów?
Uzależnienie nie odbiera człowiekowi na stałe zdolności myślenia i decydowania. W czynnym piciu tak, decyzje są zniekształcone przez obsesję i mechanizmy obronne. Ale proces zdrowienia polega właśnie na odzyskiwaniu sprawczości, zdrowego rozsądku, rozeznania i odpowiedzialności. Jeśli z góry zakładamy, że alkoholik z definicji nie potrafi wybierać, to odbieramy mu podmiotowość i zatrzymujemy go w roli ubezwłasnowolnionego pacjenta, który ma tylko słuchać.
Dziś mamy terapię uzależnień, psychiatrię, leczenie depresji, zaburzeń lękowych, traum. To nie jest rozpraszanie, tylko uzupełnianie. Wielu ludzi nie utrzyma trzeźwości, jeśli nie zajmie się równolegle innymi problemami. To nie konkurencja dla AA, tylko realne wsparcie. Dla jednego AA będzie fundamentem. Dla innego kluczowa okaże się terapia traumy. Ktoś inny skorzysta z leczenie farmakologicznego. To nie musi oznaczać ucieczki od Programu, tylko dopasowanie drogi do człowieka. Uzależnienie jest wspólne ale ludzie są różni.
Masz rację: samo chodzenie na mityngi bez realnej pracy, albo wpadanie w fanatyczne, uproszczone wersje programu, nie prowadzi daleko. To jednak nie wynika z nadmiaru wyboru, tylko z ludzkiej tndencji do szukania łatwiejszych dróg. Tak było 80 lat temu i jest dziś.
Można więc powiedzieć inaczej: dziś trzeźwienie bywa trudniejsze bo trzeba nauczyć się wybierać i brać odpowiedzialność za swoją drogę. Ale jednocześnie jest bezpieczniejsze i bardziej kompletne, bo człowiek nie jest skazany na jedną formę pomocy albo śmierć. I to raczej postęp niż problem.
Trzymaj się mocno Meszuge!
Meszuge napisał: Szeroka gama różnych ofert i wolny wybór sprawdza się w większości przypadków życiowych, ale wydaje mi się, że nie jest on korzystny dla alkoholików. „
OdpowiedzUsuńA prosta zasada mówi: co za dużo to nie zdrowo.
Na początek przykład spoza AA:
Mąż z żoną idą do sklepu kupić odkurzacz. W sklepie wybór jest ogromy. Po pół godzinie mąż pyta: kupujesz czy nie? Żona odpowiada: nie mogę się zdecydować.
Oczywiście pokłócili się i nie kupili tego odkurzacza.
A teraz alkoholicy w polskim AA:
Sami pewnie wiecie albo i nie, ale jest mnóstwo różnych nurtów realizacji i wdrażania Programu w życie: londyński, radomski itp. Każdy zachwala swój sposób dyskredytując inne. Doprowadziło to do dalszych podziałów w AA. Mamy dziś alkoholików programowych i nie programowych. Tak jest w RP. Jak jest na świecie nie wiem i przestało mnie to interesować
Natomiast w moim mieście:
Kilkanaście lat temu o Programie nikt nie mówił. Najważniejsze były radości i smutki i to fałszywe „cieszę się, że was widzę”.
Kiedy poznałem Program ze sponsorem chciałem aby inni też z tego skorzystali. Na początku śmieli się, że nikt do nas nie przyjdzie bo alkoholik musi sobie pogadać. I początki były okropne.
Przyszedł jednak dzień gdy pierwszy alkoholik zdecydował się na wspólną pracę. I zaczęliśmy. Reszta przyglądała się. Jedni się uśmiechali inni głową kiwali z niedowierzaniem. I pamiętam jedno z pytań „ o czym wy tam pier*licie?”.
Minęło już ponad 10 lat. Żaden z moich podopiecznych nie wrócił do picia. Przekazują Program kolejnym którzy też nie wracają do picia. Wniosek dla mnie jest prosty: robiliśmy i robimy to dobrze.
Sponsorowanie zaczęły również kobiety, choć robią to zupełnie inaczej. Na początku jadą na sugestiach. Wiem, że jedna z nich 3 miesiące pisała tylko sugestie. Cały Program w pół roku może trochę więcej.
My robiliśmy to inaczej. Praca trwała rok - 52-54 cotygodniowe spotkania.
Nikt z nas nie krytykował ich sposobu. Nie zajmowaliśmy też stanowiska wobec „Pendolino”. Jeden z moich podopiecznych powiedział: „jeśli im to pomaga to nie nasza sprawa”.
Bez kłótni, bez przekonywania.
Dziś alkoholicy i alkoholiczki którzy do nas przychodzą mają wybór. Albo robią to tak jak my albo szukają innej drogi.
Jestem dumny z moich chłopaków, że nie dali się wciągnąć w te nowoczesne i szybkie metody.
Dziś mamy ponad 10 sponsorów. Część naszych podopiecznych była z innych miejscowości i robią to już u siebie. Gdyby policzyć wszystkich to będzie ponad 20 osób.
Krytyką naszych działań zajmują się ci z innych grup. Widocznie im to pomaga.
Janek
ps. Przepraszam ale nie mogę się zalogować.
Meszuge napisał: Szeroka gama różnych ofert i wolny wybór sprawdza się w większości przypadków życiowych, ale wydaje mi się, że nie jest on korzystny dla alkoholików. „
OdpowiedzUsuńA prosta zasada mówi: co za dużo to nie zdrowo.
Na początek przykład spoza AA:
Mąż z żoną idą do sklepu kupić odkurzacz. W sklepie wybór jest ogromy. Po pół godzinie mąż pyta: kupujesz czy nie? Żona odpowiada: nie mogę się zdecydować.
Oczywiście pokłócili się i nie kupili tego odkurzacza.
A teraz alkoholicy w polskim AA:
Sami pewnie wiecie albo i nie, ale jest mnóstwo różnych nurtów realizacji i wdrażania Programu w życie: londyński, radomski itp. Każdy zachwala swój sposób dyskredytując inne. Doprowadziło to do dalszych podziałów w AA. Mamy dziś alkoholików programowych i nie programowych. Tak jest w RP. Jak jest na świecie nie wiem i przestało mnie to interesować
Natomiast w moim mieście:
Kilkanaście lat temu o Programie nikt nie mówił. Najważniejsze były radości i smutki i to fałszywe „cieszę się, że was widzę”.
Kiedy poznałem Program ze sponsorem chciałem aby inni też z tego skorzystali. Na początku śmieli się, że nikt do nas nie przyjdzie bo alkoholik musi sobie pogadać. I początki były okropne.
Przyszedł jednak dzień gdy pierwszy alkoholik zdecydował się na wspólną pracę. I zaczęliśmy. Reszta przyglądała się. Jedni się uśmiechali inni głową kiwali z niedowierzaniem. I pamiętam jedno z pytań „ o czym wy tam pier*licie?”.
Minęło już ponad 10 lat. Żaden z moich podopiecznych nie wrócił do picia. Przekazują Program kolejnym którzy też nie wracają do picia. Wniosek dla mnie jest prosty: robiliśmy i robimy to dobrze.
Sponsorowanie zaczęły również kobiety, choć robią to zupełnie inaczej. Na początku jadą na sugestiach. Wiem, że jedna z nich 3 miesiące pisała tylko sugestie. Cały Program w pół roku może trochę więcej.
My robiliśmy to inaczej. Praca trwała rok - 52-54 cotygodniowe spotkania.
Nikt z nas nie krytykował ich sposobu. Nie zajmowaliśmy też stanowiska wobec „Pendolino”. Jeden z moich podopiecznych powiedział: „jeśli im to pomaga to nie nasza sprawa”.
Bez kłótni, bez przekonywania.
Dziś alkoholicy i alkoholiczki którzy do nas przychodzą mają wybór. Albo robią to tak jak my albo szukają innej drogi.
Jestem dumny z moich chłopaków, że nie dali się wciągnąć w te nowoczesne i szybkie metody.
Dziś mamy ponad 10 sponsorów. Część naszych podopiecznych była z innych miejscowości i robią to już u siebie. Gdyby policzyć wszystkich to będzie ponad 20 osób.
Krytyką naszych działań zajmują się ci z innych grup. Widocznie im to pomaga.
ps. udało się zalogować.
Brawo. 100% skuteczność, robi wrażenie. To znacznie większa skuteczność, niż miał Bill W i założyciele AA. Czy akceptujecie opuszczania kroku 6 i 7 przez Pendolino? Czy organizujecie warsztaty sponsorowania by pokazać innym jak postawić kroki? Ciekawe jakimi metodami pracujecie, na jakich podręcznikach? Czy wy nie robicie sugestii?
UsuńWitaj przeczytałem wszystkie Twoje książki, bloga czytam 16 lat dziękuję Ci za Twoją wiedzę i doświadczenie w tym temacie.Ps. Pytanie czy można wykorzystać fragmenty Twoich Tekstów,Esej i na grupie zamkniętej dla początkujących AA ? Pozdrawiam i z Góry dziękuję.
OdpowiedzUsuńMożna według normalnych zasad, czyli z podaniem źródła.
UsuńOczywiście,dziękuje 🫲 Pozdrawiam Zdrówka
UsuńJanku, dzięki Ci za komentarz. Z naszej grupy też się śmieją, drwią, krytykują, obrażają, zniechęcają nowicjuszy, źle mówią o uczestnikach, twierdzą , że jest hermetyczna (cokolwiek to dla nich znaczy) - tylko dlatego, że mówimy prawdę, robimy wszystko aby trzymać się Tradycji, mówimy o wyzdrowieniu i rozwiązaniu alkoholizmu jakim jest Program 12 Kroków. Nie ma wielkich rocznic ze "świniakami, bigosem i tortem". Na mityngu jest tylko kawa i herbata. A jednak....niesiemy posłanie, ludzie "po programie" nie wracają do picia, zakładają rodziny, znajdują prace, usamodzielniają się, stają sie dojrzałymi ludźmi.
OdpowiedzUsuńDziękuję za końcowkę Twojego wpisu - kradne! Ubawiłam sie :D Jest mega dobry hahaha
To, co piszesz gryzie mi się z rzeczywistością. Mam do czynienia w AA z tymi ludźmi "po programie" i ich prawda odbiega od stanu faktycznego. Widzę brak konsekwencji i odpowiedzialności za słowa. Na mityngach spikerskich nie potrafią udzielić odpowiedzi na proste pytania; o duchowość, o krok drugi, o krok czwarty..... Powtarzają w kółko cytaty z WK, a gdzie doświadczenie?
UsuńDo sponsora jeździłem ponad 500 km, dwoma pociągami, z przesiadką. Po czym jeszcze busem, choć zwykle odbierał mnie samochodem. A zaczynalem w styczniu. Takie były czasy.
OdpowiedzUsuńPostawienie przeze mnie kroków ze sponsorem trwało 6 miesięcy, tak długo właśnie ze względu na dojazdy (a również moje finanse na te dojazdy).
Swoim sponsorowanym przekazuję program w czasie od 3 do 6 miesięcy. To także zależy głównie od dzielącej nas odległości.
Nigdzie w Wielkiej Księdze, po żadnym kroku nie znalazłem zalecenia typu "to teraz sobie odpocznij, już się napracowałeś", ani zachęty do bylejakości czy połowicznych działań. Wręcz przeciwnie, po każdym kroku jest podkreślane żeby energicznie ruszać dalej.
Kroki stawiane prawidłowo, pewnie i zgodnie z programem zawartym w WK sprawiają, że każdy kolejny jest naturalną konsekwencją poprzedniego. Żaden ze sponsorowanych nie wyrażał chęci cierpienia przez kolejne kilka miesięcy czy lat 😂
Przeciwnie, chcą stawiać kolejne kroki i zdrowieć.
Gdyby mnie, czy wtedy czy dzisiaj, potencjalny sponsor zaproponował 54 spotkania co tydzień przez rok, pomyślałbym, że oszalał.
Alkoholik nie ma czasu na eksperymenty, ja już wszystkie wyprobowałem.
To choroba śmiertelna.
No widzisz - a niejaka Sydney (Lisa) S. z Krakowa uczy i wykłada 12 Kroków przez 54 weekendy w roku. Czyli jednak da się. A jej wierne wyznawczynie jeżdżą za nią na te jej kolejne prelekcje i wykłady.
Usuń