piątek, 1 maja 2026

Czy jestem umysłowo chory?

Ktoś podrzucił dodatkowy temat mityngu: Czy alkoholizm to choroba psychiczna i czy po latach abstynencji nadal jestem psychicznie/umysłowo chory? Od razu też odpowiedział na swoje pytanie twierdząc, że już dawno chory psychicznie się nie czuje. Rozbawiło mnie wspomnienie pobytu w szpitalu psychiatrycznym – tam absolutnie nikt nie czuł się psychicznie chory. Ale, na szczęście, diagnozy stawiane są na zupełnie innych przesłankach niż osobiste przekonania, przeczucia i wierzenia pacjentów oddziałów psychiatrycznych.

Alkoholizm*, zwany też często zespołem uzależnienia od alkoholu, to przewlekła, postępująca i potencjalnie śmiertelna choroba psychosomatyczna. Jest to jednocześnie zaburzenie psychiczne i behawioralne spowodowane piciem, uznawane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Z decyzjami Światowej Organizacji Zdrowia sprzeczał się nie będę, bo już nie należę do tych alkoholików, którzy wszystko i na każdy temat wiedzą lepiej.

Jednak definicje to jedno, a zwyczajny rozsądek, to drugie. Latami robiłem coś, co ewidentnie mi szkodziło. Chodzi oczywiście o nadużywanie alkoholu. Przynajmniej cztery ostatnie lata picia miałem już doświadczenie – wiedziałem, że to się źle skończy, a mimo to znowu piłem. Nikt normalny tak nie postępuje.

Mijają lata i pojawia się kolejne pytanie: Czy teraz, na przykład dziesięć lat po zaprzestaniu picia, alkoholik jest nadal psychicznie chory? Od razu przyznaję, że nie mam na to jednoznacznej odpowiedzi. Gdyby alkoholizm nie był chorobą psychiczną stale obecną w umyśle alkoholika, to nie zdarzałyby się przypadki zapić po osiągnięciu abstynencji – to chyba oczywiste. Tyle, że nie wszyscy alkoholicy wracają do picia. Więc niby jak? Alkoholicy, którzy zapili, widocznie nadal byli psychicznie chorzy, a ci, którzy nie zapili do końca życia, chorzy umysłowo być przestali? Trochę to za bardzo uproszczone, bo co z postawą niepijącego alkoholika, jego postępowaniem, zachowaniem, emocjami, przekonaniami?

Wielka Księga przedstawia sprawę następująco (cytaty z wydania z 2018 roku):
- „Nie wyleczyliśmy się z alkoholizmu”.
- „Jesteśmy jak ludzie, którzy stracili nogi, nowe nigdy nie odrosną”.
- „Widzieliśmy, wciąż i wciąż, tę samą prawdę: kto raz stanie się alkoholikiem, pozostanie nim na zawsze”.

Oczywiście, nie dla wszystkich alkoholików w AA, Wielka Księga i przekonania jej autora są źródłem autorytetu. Nie ma zresztą takiego nakazu, choć w takiej sytuacji uczestnictwo w mityngach AA wydawać się może nieco dziwne. Jak uczestnictwo w mszy katolickiej ateisty, ale… mniejsza z tym; jedno i drugie zakazane nie jest.

Latami na mityngach w Opolu powtarzano i przypominano, że abstynencję oraz pewien dobrostan psychiczny i emocjonalny, dostajemy warunkowo. Nie będziemy mieli problemów z abstynencją, głodami, nawrotami, będziemy się dobrze czuć sami ze sobą, ale i inni z nami, pod pewnymi warunkami. W Wielkiej Księdze napisano, że Bóg nie rzuca kłód pod nogi tym, którzy za nim podążają – ano właśnie – jeśli podążają. Bo jeżeli wracają do dawnych postaw i zachowań, uruchamiają znowu szalejącą samowolę, dar może zostać cofnięty.

Ostatecznie alkoholizm, jako chorobę psychiczną czy umysłową, rozumiem tak:
a) w czasie destrukcyjnego picia robiłem i powtarzałem coś, co ewidentnie mi szkodziło,
b) w okresie abstynencji, nagle lub powoli, przestawałem robić to, co wyraźnie mi pomagało.





---
* Alkoholizm w nowej klasyfikacji (ICD-11 oraz DSM-5) definiowany jest jako zaburzenie używania alkoholu (ang. Alcohol Use Disorder - AUD), co oznacza rezygnację z ostrego dotąd podziału na nadużywanie i uzależnienie.