sobota, 2 lutego 2019

Lojalność kontra Tradycje AA


Kilkadziesiąt lat temu moi krewni, znajomi i przyjaciele zaczęli wyjeżdżać z Polski i osiedlać się na stałe w krajach Europy Zachodniej i USA. Wkrótce potem zaczęły od nich napływać szokujące informacje o parszywym zachowaniu innych Polaków za granicą. Polak doniósł na innego Polaka do szefa, że ten wynosi z firmy narzędzia albo tylko (sic!) źle pracuje. Co za świnia! Pomieszkał taki kilka lat na Zachodzie i już gotów jest gnoić rodaków. To się w głowie nie mieściło.
Jeszcze później relacje te zaczęły dotyczyć tubylców – jakiś Niemiec, Szkot lub Holender, zwolnił albo spowodował zwolnienie z pracy, swojego kolegi, ale… panowie nadal zostali przyjaciółmi. Na taką zagraniczną mentalność patrzyliśmy z pogardą i głębokim brakiem zrozumienia.

Później wytrzeźwiałem. Jeszcze później poznałem Tradycje AA, a nawet przekazałem je kilkunastu podopiecznym – czego obecnie czasem żałuję, bo mam świadomość, że w wielu przypadkach wyprodukowałem w ten sposób teoretyków, alkoholików, którzy zapewne powierzchownie poznali Tradycje, ale to nie znaczy, że stali się zdolni do ich stosowania.

Temat mityngu: Co jest ważniejsze, dobro Wspólnoty AA, czy lojalność wobec kolegi, przyjaciela, podopiecznego, sponsora? – okazał się ciekawym eksperymentem, a jego efekty uważam za znaczące.

Zapewne nasz kraj znajduje się w takiej właśnie sytuacji ekonomicznej (ponad bilion długu) i gospodarczej, bo zawsze tutaj poświęcaliśmy ochoczo nasze wspólne dobro, na rzecz dobrego samopoczucie własnego albo przyjaciół, krewnych, znajomych, ziomków, powinowatych, co często na jedno wychodzi. Kiedy piszę, że zawsze, to oznacza, że nie chodzi tu o formę rządów, czy partię akurat sprawującą władzę. Jeśli jednak do naszych wad narodowych dodać wzmocnienie w postaci alkoholizmu, to rodzą się potworności.

- Bardzo mi pomogła, gdy byłam w sytuacji beznadziejnej, może nawet uratowała mi życie – usłyszałem kiedyś – dlatego teraz będę stała za nią murem, bez względu na wszystko.

Po krótkim namyśle doszedłem do wniosku, że w moim życiu nie ma nikogo takiego, kogo popierałbym bez względu na wszystko, czyli bez względu na to, co on/ona w przyszłości powie lub zrobi. W przypadku alkoholików – tym bardziej. Być może podopieczni, przyjaciele, koledzy i znajomi będą rozczarowani, ale z góry uprzedzam, że jeśli będą szkodzili Wspólnocie AA, nie będę ich w tych działaniach wspierał ani popierał.

Głosujemy na pewnych alkoholików nie dlatego, że dobrze nadają się do określonej służby ale dlatego, że są naszymi kolegami. Także z powodu strachu, że nie będą nas lubili, gdybyśmy głosowali „przeciw”. Popieramy przedsięwzięcia nie dlatego, że są sensowne i wartościowe, ale dlatego, że ich autorem jest lokalny weteran, któremu boimy się sprzeciwić albo przyjaciel z terapii. Co tam dobro całej Wspólnoty! Anonimowi Alkoholicy jakoś sobie poradzą! Przecież AA się nie zawali! He! He! He!

Jeśli nie potrafisz, patrząc przyjacielowi w oczy, głosować za odebraniem mu służby, bo pełni ją źle, z wyraźną szkodą dla grupy, intergrupy, regionu itd., jeśli nie potrafisz sam wystąpić przeciwko sterroryzowanej, obojętnej albo ogłupionej większości, to może nie chwal się, że zrobiłeś Tradycje ze sponsorem, bo… wiara bez uczynków jest bezowocna, a wiedza bez praktyki to tylko teoria.