niedziela, 1 marca 2026

Program polskiego alkoholika

Po wielu latach obserwacji, uważnego słuchania i przemyśleń, pół żartem, pół serio, skomponowałem Dwanaście Kroków w wersji AAPL. Szukałem odpowiedzi na pytanie, czemu skuteczność Programu i sponsorowania jest u nas tak niska, a Polscy alkoholicy, nawet jeśli nie piją, stanowią poważny problem dla rodzin, bywają po prostu zakałą. Czasem będą to wypowiedzi dosłowne, czasem synteza przekonań kilkorga osób, ale umownym narratorem zawsze będzie Ziutek.

1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu – że nasze życie stało się niekierowalne.
Ziutek: tak, jestem bezsilny, jestem tym alkoholikiem, jak już zacznę pić, to nie mogę przestać. Trudno też, żebym po pijaku lub na kacu sensownie kierował własnym życiem.
Wersja druga: nie kierowałem, nie kieruję, nigdy nie będę swoim życiem kierował.
Na pytanie, na czym polega „kierowanie życiem” żaden Ziutek nigdy nie odpowiedział. Tak samo było z pytaniem o to, kiedy jego życie stało się niekierowalne lub kiedy stracił nad nim kontrolę.

2. Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek.
Ziutek jest przekonany, że tą Siłą większą od niego samego jest albo Bóg, albo medycyna, psychologia czy Wspólnota AA. Ziutek jest przekonany, że o własnej wierze wystarczy zdecydować: postanawiam, że od poniedziałku będę wierzył. W jego przypadku to jedynie deklaracja, nie interesuje się, co oni, weterani zrobili, żeby uwierzyć.

3. Podjęliśmy decyzję, aby powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, tak jak Go rozumieliśmy.
Ziutek w modlitwie powierza swoje życie i wolę, i jest to akt jednorazowy o charakterze religijnym. Zwykle nie rozumie, że samo podjęcie decyzji, może nie wystarczyć – jak nigdy nie wystarczały decyzje typu „od jutra nie piję”.

4. Zrobiliśmy wnikliwą i odważną osobistą inwenturę moralną.
Ziutek spisuje listę osób, do których ma urazę oraz – ewentualnie – listę partnerów seksualnych i tylko czasem, bo to nie wszyscy robią, drobnych przestępstw czy wykroczeń.

5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
Ziutek nie odkrywa żadnej istoty błędów, więc i nie wyznaje ich Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi. Tego Kroku właściwie nijak nie realizuje, a jedynie czyta sponsorowi te swoje listy z Kroku poprzedniego, wtedy sponsor/sponsorka informuje go, że istotą jego błędów czyli największą wadą charakteru jest zbyt małe zaufanie Bogu, koncentrowanie się na sobie i przekonanie, że nie jest wystarczająco dobry, choć nie wiadomo, do czego. Bywa śmiesznie gdy Ziutek ma zawyżone poczucie własnej wartości i jest przekonany, że wszystko wie i umie najlepiej. Jednak coś takiego sponsorzy ignorują – ma się czuć niewystarczająco dobry i basta. Według nich wszyscy tak mają.

6. Staliśmy się całkowicie gotowi, żeby Bóg usunął wszystkie te wady charakteru.
7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
Oba te kroki to tylko deklaracja, z której nic nie wynika i modlitwa. Czym jest gotowość i jak ją zbudować, Ziutek nie wie i nie interesuje się tym. Zadeklarował, że jest gotowy i to wszystko.

8. Zrobiliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy, i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
Ziutek robi listę kilkunastu zwykle osób, którym zrobił coś wyjątkowo złego w okresie picia; mniejsze krzywdy bagatelizuje. O gotowości nadal nic nie wie i – jeśli w ogóle – rozumie ją jako chęć, a czasem jako determinację.

9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
Ziutek przeprasza kilka osób (zwykle myli zadośćuczynienie z przeprosinami). Kiedy sponsor przestaje pilnować, pozostałe zadośćuczynienia porzuca.

10. Prowadziliśmy nadal osobistą inwenturę, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
Przez pewien czas Ziutek notuje co wieczór swoje niewłaściwe zachowania z tego dnia. I nic więcej, a zwłaszcza żadnych wniosków po analizie dłuższych odstępów czasu, na przykład obrachunek półroczny lub roczny. Żadnej analizy własnych intencji czy motywów.

11. Staraliśmy się przez modlitwę i medytację poprawiać nasz świadomy kontakt z Bogiem, tak jak Go rozumieliśmy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.
Ziutek wie, że powinien się modlić i często to robi. Z medytacji rezygnuje najdalej po kilku tygodniach. Jeśli w ogóle jej próbował.

12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść to posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.
Ziutek nosi ulotki w różne miejsca i zgłasza się do sponsorowania, bo sponsor kazał.

Czy tak to wygląda u wszystkich alkoholików w Polsce? Ależ skądże znowu! Zdecydowania większość, wydaje się, że jakieś 89-96 procent, w żaden sposób nie realizuje Programu AA, nigdy, nikogo nie prosiła o sponsorowanie, ani nie planuje tego zrobić w przyszłości. Wielu do idei sponsorowania ma wręcz wrogie nastawienie. Z różnych powodów zresztą.

A co z tymi niewieloma, którzy poznawali Program ze sponsorem i starali się wdrażać go w życie, przynajmniej przez pewien czas? Nie mam pojęcia, jak by to wyglądało procentowo, ale można zgadywać, ilu stawia Kroki właśnie w wyżej opisany sposób – po prostu po efektach. Gdyby te efekty były takie, jak powinny, jak są oczekiwane, a więc realne przebudzenie duchowe i całkowita zmiana psychiki, to Wspólnota AA byłaby w Polsce czymś więcej niż tylko poterapeutyczną grupą wsparcia połączoną z klubem abstynenta, a jaj sława rozniosłaby się po całym świecie. Niestety, nie jest.

Tak więc zabrało mi około siedemdziesięciu lat, żeby dowiedzieć się, że w miarę życia można nauczyć się właściwego myślenia, ale nie można samym myśleniem sprawić, żeby się właściwie żyło. Wystarczy, że wykonasz te rzeczy i coś się stanie; nie rób ich, a nic się nie wydarzy, nieważne ile wiesz na temat programu Anonimowych Alkoholików.  (Chuck C. "Nowa para okularów")

Poziom trzeźwości (nie mylić a abstynencją), duchowego przebudzenia i ich efekty, zmierzyć jest dość trudno. Zwłaszcza, że nie wiadomo, w jakich jednostkach mierzyć. Pewną podpowiedzią może być stare opolskie PZPR.

P – Pieniądze, alkoholik ma poukładaną sytuację finansową, a jeśli nawet nadal ma długi, to dysponuje też realnym i realizowanym systemem ich spłacania. Nie trwoni pieniędzy bezsensownie i bez porozumienia z rodziną.

Z – Zdrowie, na przykład wyleczone zęby, regularne wizyty kontrolne i badania u lekarzy; zdrowy tryb życia.

P – Papierosy i inne środki zmieniające świadomość zostały wyłączone z użycia, alkoholik nie okrada już rodziny dla realizacji swoich zachcianek. Nie podejmuje, bo i nie ma takiej potrzeby, żadnych działań kompulsywnych.

R – Rodzina, ale tak naprawdę to nie tylko, bo właściwe relacje ze wszystkimi ludźmi, z którymi się styka, z żoną, podwładnymi, dziećmi, sąsiadami, urzędnikami itd.

Jednak nawet tak powierzchownie poznany i realizowany w życiu Program AA pomaga utrzymać abstynencję, tyle tylko, że... Bez alkoholu są niespokojni, rozdrażnieni i niezadowoleni... [WK z 2018 roku, s. XXXVII].

poniedziałek, 23 lutego 2026

Sponsorzy i sponsorowanie

Znajomy z AA opowiedział mi, że gdzieś w Internecie znalazł ciekawą dyskusję na temat skuteczności sponsorowania, a w niej stwierdzenie dwóch czy trzech osób, że alkoholik, który o tej skuteczności wspomniał, nie ma pojęcia o sponsorowaniu, nic nie wie o AA i Programie.
Przyznam, że mocno mnie to zaskoczyło, bo wygląda na to, że nikt w AA (a zwłaszcza doktor Bob) nie wie nic o sponsorowaniu, i Programie, a znają się i wiedzą wszystko najlepiej na ten temat tylko ci dyskutanci. Można coś takiego skwitować krótko, że tak właśnie wygląda PLAA, albo że alkoholizm to poważna choroba psychiczna, po prostu.

We Wspólnocie AA – to już poważnie – wiadomo, że służba sponsora, jak każda inna, może być pełniona lepiej lub gorzej, bardziej lub mniej skutecznie. Jej efekty też mogą być bardzo różne.

Pewne dane wskazują też, że doktor Bob był skuteczniejszym sponsorem. Nie ma żadnych wątpliwości, że przez pierwsze lata AA rozwijało się szybciej w Akron niż w Nowym Jorku – niektórzy przypisywali to powodzenie silnemu przywództwu doktora Boba [„Przekaż dalej”].

Dotąd nie wpadło mi do głowy, że potrzebne może być tłumaczenie, jaki sponsor jest skuteczny, a jaki nie bardzo lub wcale. No to proszę bardzo:
a) sponsor skuteczny – dwudziestu podopiecznych, osiemnastu z nich ma obecnie przynajmniej 10 lat abstynencji i poukładane życie; dwóch wróciło do picia.
b) sponsor nieskuteczny: dwudziestu podopiecznych, jeden z nich ma obecnie trzy lata abstynencji, jeden ma rok, ale pozostali wracali do picia już po kilku miesiącach.
To naprawdę nie jest takie trudne, zwłaszcza w dłuższych odstępach czasu.

Oczywiście może się zdarzyć, że sponsor raz czy drugi, a nawet trzeci, trafi na podopiecznego typu „to nie jego wina, taki się po prostu urodził”. Jednak nie uwierzę, że miał takiego dziwnego pecha i trafiał latami tylko na dziesiątki takich nieszczęśników. W takiej lub podobnej sytuacji chyba uczciwiej byłoby zastanowić się z kimś trzeźwym, czy każdy musi być sponsorem, czy każdy do tego się nadaje.
Druga bardzo ważna kwestia: co konkretnie sponsor przekazuje podopiecznemu? Czy jest to AA-owski Program działania, zbudowany na doświadczeniach alkoholików zawartych w literaturze AA, czy może jakiś program modlitewno-powierzalny, a coś takiego pojawiło się w Polsce stosunkowo niedawno, wraz z sekciarskimi nurtami i szkołami sponsorowania.

Z moich obserwacji wynika, że obecnie w Polsce działają w ramach AA dwie szkoły sekciarskiego sponsorowania. Może już jest ich więcej, a tylko ja nie jestem na bieżąco. Ważną cechą wspólną tych sekt jest przekonanie, że to nie ja, to ktoś inny, odpowiada za to, co i jak robię, jak się zachowuję, jak postępuję. Rozumiem to i znam. W okresie najbardziej destrukcyjnego picia też starałem się unikać odpowiedzialności i/lub przerzucać ją na kogoś innego. Tyle że później wytrzeźwiałem i wreszcie zacząłem, jak normalny, dorosły człowiek, brać odpowiedzialność za siebie na siebie.

Alkoholicy trzeźwi mają przekonania zbudowane na wiedzy i doświadczeniu. Alkoholicy nietrzeźwi mają przekonania zamiast wiedzy i doświadczenia. Zapewne to drugie jest łatwiejsze, nic nie trzeba czytać, poznawać, rozumieć. Tyle, że się taki człowiek ośmiesza, twierdząc, że Kroki nie poddają się elastycznej interpretacji, lub że skuteczność nie dotyczy służb w AA, a zwłaszcza sponsorowania.

Do AA trafiają ludzie mocno potłuczeni przez życie i picie. Ich pomysły nie wypaliły, przegrywają na każdej linii, bo nie tylko z alkoholem. Nie wiedzą, co dalej ze sobą zrobić. Są zdeterminowani i gotowi przyjąć nawet te rozwiązania i rady, które wydają im się dziwaczne. To stan, w którym bardzo łatwo ich wykorzystać i to nie tylko seksualnie lub finansowo. Dlatego wszystkim nowym sugeruję wielką ostrożność wobec osób w AA, które twierdzą, że za ich zachowanie odpowiada ich sponsor albo sponsor ich sponsora, albo Bóg, albo treść książki, czy cokolwiek, ale nie oni sami. Alkoholik, który panicznie boi się odpowiedzialności za swoje działania i tej odpowiedzialności unika, nie jest godny zaufania. Nie jest też trzeźwy – moim zdaniem. A że wyraźnie nie ufa też Bogu, to chyba oczywiste.

I tylko w jednym różnicie się od Boga – Bóg wie wszystko, a wy wszystko wiecie lepiej [Erich Maria Remarque].

czwartek, 19 lutego 2026

Skuteczność Programu i AA

Powoli, z licznymi przystankami, wędrowałem na mityng. Byłem już niedaleko, może kilkadziesiąt metrów, kiedy znowu musiałem usiąść na murku, przy parkingu. Niedaleko mnie zaparkowało auto. Zwróciłem uwagę, bo prowadziła kobieta, a mężczyzna siedział obok. Pomyślałem, że może żona przywiozła męża na mityng AA. Siedzieli w tym aucie dość długo i rozmawiali z coraz większymi emocjami. Nie słyszałem, o czym mówią do chwili, kiedy mężczyzna zapalił papierosa i wtedy kobieta utworzyła okno. Słyszałem przede wszystkim ją, była bliżej mnie, a faceta, z głębi auta, mocno niewyraźnie.
Moją uwagę zwróciły słowa: idź ty się w końcu napij, bo teraz jesteś nie do wytrzymania! Słyszałem takie komunikaty wiele razy od alkoholików na mityngach, całkiem poważnie narzekających na złe żony, które namawiają ich do picia. Zapewne nawet w to wierzyli. Moja mawiała raczej: idź wreszcie do tych swoich, bo ci odbija.

Kobieta miała mężowi do powiedzenia znacznie więcej. Zwracała mu uwagę, że mimo jej próśb znowu pali w jej samochodzie. Swój, jak się okazało, sprzedał po pijanemu i nawet nie wiedział, komu. Facet protestował, że przecież otworzył okno, a jej teraz, jak on nie pije, to wszystko przeszkadza. Odpowiedziała mu na to, że chyba nie tylko jej, że ich dorosły syn też nie może z nim wytrzymać. Wyliczyła też kilka innych osób, które obecnie odcinają się od niego, choć kiedyś nawet współczuły czynnego alkoholizmu. Facet butnie oświadczył, że z synem i paroma innymi osobami, postawił Krok Dziewiąty i za wszystko przeprosił, więc on zrobił, co należało, a jeśli synowi to nie wystarczy, to już jego problem.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu i wreszcie on spytał, czy może liczyć na to, że ona pójdzie z nim na specjalny mityng z okazji jego siódmej rocznicy. Z wyrzutem dodał, że jeszcze nigdy nie była, a żony alkoholików, które naprawdę wspierają swoich mężów, na ich rocznicach bywają. Odparła po chwili, że na pierwszą rocznicę jego normalnego zachowania, to ona chętnie pójdzie, ale teraz, choć się nie upija, to wytrzymać się z nim nie da. Coś tam było też o wiecznych pretensjach, wymaganiach, oczekiwaniach, prowokowaniu awantur, próbach kontrolowania rodziny bliskiej i dalszej itp.
Odchodząc usłyszałem jeszcze, że wrócić będzie musiał z jednym z kilkudziesięciu swoich przyjaciół z AA albo autobusem, bo ona na wożenie go nie ma czasu ani pieniędzy.

Rozmowa, jak rozmowa. Takich i podobnych treści słyszałem niestety dużo w naszym środowisku, bo to i na mityngach, na warsztatach, podczas prasy z podopiecznymi i z alkoholikami, którzy nie rozumieli, co się dzieje, bo przecież nie piją. Nic tu nie było nowego ani zaskakującego. Wstrząs przeżyłem pod koniec mityngu. Mężczyzna z auta zaprosił wszystkich na swój mityng rocznicowy już za dwa tygodnie, a przy okazji opowiedział, jak wdzięczny jest AA, sponsorowi i Programowi, za trzeźwość, duchowe przebudzenie, za odzyskaną rodzinę. Bo teraz w jego domu jest cudownie, wszyscy się kochają, szanują i wspierają, i że przez tych kilka lat naprawił wszystko, co zepsuł w czasach aktywnego picia. Dodał jeszcze, że teraz jest zupełnie innym człowiekiem, nawet inne żarty i dowcipy go śmieszą.

Wracając do domu zastanawiałem się, czym i jak mierzyć skuteczność Programu, ale też kiedy jest sens to robić? Przypomniałem sobie, że podobno, w czasie gdy Bill W. pisał swoją Wielką Księgę, sukcesy AA były znacznie większe niż obecnie, a w takim razie, zastanawiałem się, na czym te sukcesy polegały? Alkoholików było wtedy w AA 78-83 osoby (liczenie nosów podaje liczby jeszcze mniejsze), a ich średnia abstynencja to było kilka-kilkanaście miesięcy…


A oto realna lista mężczyzn i kobiet, którzy wyzdrowieli z alkoholizmu. Lista z października 1937 roku wraz z datą (miesiąc i rok) osiągnięcia abstynencji:

1 Bill Wilson Dec 34 NY
2 Bob Smith May 35 Akron
3 Bill Dotson June 35 Akron
4 Ernie Galbraith July 35 Akron
5 Henry Parkhurst Sept 35 NJ
6 Walter Bray Sept 35 Akron
7 Phil Smith Oct 35 Akron
8 John Mayo Nov 35 MD
9 Silas Bent Nov 35 CT
10 Harold Grisinger Jan 36 Akron
11 Paul Stanley Jan 36 Akron
12 Tom Lucas Feb 36 Akron
13 Myron Williams Apr 36 NY
14 Joseph Doppler Apr 36 Cleveland
15 Robert Oviatt June 36 Cleveland
16 Harry Latta July 36 Akron
17 James Holmes Sept 36 Akron
18 Alfred Smith Jan 37 Akron
19 Alvin Borden Jan 37 Akron
20 Howard Searl Jan 37 Akron
21 William Ruddell Feb 37 NJ
22 Douglas Delanoy Feb 37 NJ
23 Robert Evans Feb 37 Akron
24 Frank Curtis Feb 37 Akron
25 Jane Sturdevant Feb 37 Cleveland
26 Richard Stanley Mar 37 Akron
27 Harry Zollars Mar 37 Akron
28 Harlan Spencer Apr 37 Akron
29 Wallace Gillam Apr 37 Akron
30 Lloyd Tate June 37 Cleveland
31 William Jones June 37 Cleveland
32 Chester Parke June 37 Akron
33 Lawrence Patton June 37 Akron
34 Paul Kellogg July 37 NJ
35 Earl Treat July 37 Akron
36 William Van Horn July 37 Akron
37 Florence Rankin Sept 37 NJ
38 Charles Simonson Sept 37 Akron
39 Irvin Nelson Sept 37 Akron
40 Frank Krumrine Sept 37 Akron

Podobną listę sporządził w 1938 roku (rok, w którym zaczęło się pisanie Big Book) Frank Amos, przyjaciel Johna D. Rockefellera Jr., który zgodził się pojechać do Akron i zbadać możliwość i sens pomagania alkoholikom.


poniedziałek, 2 lutego 2026

Literatura AA ma znaczenie

 Broszura „Grupa AA”, Wydawnictwo Służby Krajowej AA w Polsce, przekład Krzysztof z grupy „24 Constans”, s. 8.


Dodane. Kto wydał pierwsze wydanie Wielkiej Księgi?


3 stycznia 1939 roku - początek sprzedaży akcji Works Publishing Co.



niedziela, 1 lutego 2026

Czy kiedyś było normalnie?

Kiedy pewnego razu usłyszałem z ust pani mocno wiekowej, że za jej czasów, czyli około siedemdziesiąt lat wcześniej, byki miały większe głowy, jabłka zupełnie inny smak i w ogóle, wszystko było znacznie lepsze, obiecałem sobie, że będę bardzo ostrożny z komunikatami typu „za moich czasów…”. Żeby się nie ośmieszać. Owszem, używam takich słów, ale zwykle raczej dla określenia pewnego przedziału czasowego, na przykład: za moich czasów (czyli wtedy, gdy chodziłem do podstawówki) szkoła podstawowa trwała lat osiem. Szczególnie uważam na oceny jakościowe, bo nie jest prawdą, że za moich czasów wszystko było lepsze. Trzeźwa ocena rzeczywistości pokazała mi, że pewne sprawy, rzeczy, zwyczaje, tradycje, przekonania itd. były wcześniej lepsze, a inne gorsze. Jednak z największą rezerwą podchodzę do oceny czasów, w których mnie jeszcze na świecie nie było, bo w takim przypadku, porównywałbym rzeczywistość i fakty ze swoimi przekonaniami o przeszłości. A to uważam za umiarkowanie trzeźwe, mało sensowne, często po prostu ryzykowne.

Niedawno przysłuchiwałem się rozmowie kilkorga alkoholików. Krytycznie oceniali sytuację w polskiej wersji AA obecnie, wskazując na sekciarskie i fanatyczne nurty, szkoły i odłamy, bo to wojujący katolicy, wojujący ateiści, wielbiciele Ulepszonego Programu Londyńsko-Radomskiego (zwanego „pendolino”), wyznawcy sponsorowania krakowskiego, zwolennicy integracji z innymi uzależnieniami, magicy od programów modlitewno-powierzalnych itd. Rozmówcy uważali, że za ich czasów, to jest około roku 2010-2015, było zdecydowanie lepiej i wtedy to w Polsce działała właściwa, prawdziwa, normalna wersja Wspólnoty AA.

Z niektórymi argumentami, dotyczącymi stanu aktualnego w pełni się zgadzam, ale ja pamiętam czasy także sprzed 2010 roku, a nawet sprzed 2000 i dlatego zastanawiam się, czy u nas, w Polsce, kiedykolwiek było normalnie i właściwie?

Przypomniała mi się rocznica Wiesia. Wiesio był wyjątkiem, trafił do AA bezpośrednio z ulicy i nigdy nie odwiedził poradni odwykowej. Sympatyczny facet, lubiliśmy go chyba wszyscy i pewnie dlatego usilnie staraliśmy się namówić go na udział w psychoterapii odwykowej; dla jego dobra, oczywiście. Na swoją pierwszą rocznicę Wiesiek dostał od grupy i przyjaciół tort z lukrowym napisem „Wiesiu, idź na terapię!”.
Nowicjuszy zawsze pytaliśmy, czy byli już na ul. Głogowskiej – tam właśnie w Opolu mieści się WOTUiW. Większość była, to terapeuci wysyłali ich na mityngi, a jeśli któryś jeszcze nie był, to usilnie namawialiśmy.
Podczas mityngów obowiązywały zasady i reguły przeniesione z zajęć grupowych terapii odwykowej, obowiązkowo na początku były „problemy i radości” też na wzór rundki terapeutycznej. Wszyscy byliśmy „trzeźwiejący”, bo na wytrzeźwienie – jak nam wmówili profesjonaliści – szans nie mieliśmy żadnych. Nie wolno było używać zaimków „my”, „wy”, „oni”.

O normalnej i właściwej, zbudowanej na Programie AA i sponsorowaniu, Wspólnocie, zdecydowanie nie było wtedy mowy; przeterapeutyzowani maksymalnie byliśmy wszyscy, a ówczesnej wersji AA bliżej było do poterapeutycznej grupy wsparcia połączonej z klubem abstynenta, niż do Wspólnoty, która przecież dysponuje własnym rozwiązaniem problemu alkoholizmu.

Począwszy od roku 2008-09, mniej więcej, zaczęły się w Opolu pojawiać grupy mocno osadzone na Programie. Mityngi były tematyczne, dotyczyły głównie Kroków i Tradycji, sponsorowanie na poziomie jakichś dziewięćdziesięciu procent, obsadzone wszystkie służby, aktywnie niesione posłanie, literatura AA, żadnych wstawek terapeutycznych. Grupy te działają w sposób podobny do dziś, ale ani wtedy, ani obecnie, nie są takie wszystkie grupy w mieście – może połowa, może nieco więcej. I wreszcie – Opole to nie cała Polska. Takie enklawy funkcjonują w naszym kraju. Ze dwie-trzy grupy we Wrocławiu, z siedem w Warszawie, trzy-cztery w Poznaniu… Świetnie, że w ogóle są, że działają, ale nie zmienia to, moim zdaniem, przykrej prawdy: normalnie i prawidłowo nie było na szerszą skalę w Polsce nigdy.

Być może tak jest wszędzie, nie wiem, nie znam języków, za granicami nie byłem nigdy na tyle długo, żeby się zorientować. Naprawdę chciałbym wierzyć, że gdzieś na świecie te proporcje wyglądają inaczej.

sobota, 24 stycznia 2026

Rozważania o wyzdrowieniu

Na codziennym internetowym warsztacie KzK prowadzący zadał ciekawe, inspirujące pytanie: Czy w obecnych czasach trzeźwieje się łatwiej niż trzydzieści, czterdzieści lat temu? Zastanawiałem się nad tym dłuższą chwilę, ale najpierw wspomnienie. Kiedy przyszedłem do AA, ówcześni weterani mawiali, że trzeźwienie musi boleć. Jeśli stawianie Kroków, realizacja Programu, to bułka z masłem i luzik, to widocznie coś idzie nie tak.

Nie koncentrowałem się specjalnie i dokładnie na tych 30-40 latach, ale na przeszłości dalekiej i bliskiej oraz stanie obecnym. Konkretnie zastanawiałem się nad możliwymi wyborami.

– Lata trzydzieste, czterdzieste i pięćdziesiąte dwudziestego wieku. Alkoholizm nie był chorobą, więc i nijak się go nie leczyło. W szpitalu Townsa Billowi W. podawano barbituraty (obecna i poprawna nazwa to barbiturany) na uspokojenie i belladonnę na obniżenie poziomu kwasów żołądkowych. To nie jest leczenie alkoholizmu. Nie jest też lekarstwem na alkoholizm kiszona kapusta, pomidory i melasa lub syrop klonowy, ordynowane alkoholikom przez doktora Boba. Jaki wybór mieli wtedy alkoholicy? Albo AA, co oznaczało Program w jego ówczesnej formie albo śmierć.

– Po roku 1950, ale dokładnie nie pamiętam daty, alkoholizm uznano za chorobę wymagającą leczenia, niezależnie od opinii społeczeństwa, które często postrzegało go jako wybór, efekt słabego charakteru. Wkrótce pojawiły się ośrodki odwykowe, jak na przykład High Watch Farm, gdzie oferowana była (i jest) mieszanina Programu AA i psychologii. Jaki wybór mieli wtedy alkoholicy? Albo AA, co oznaczało Program w jego ówczesnej postaci, jakaś terapia odwykowa albo śmierć.

– Obecnie. Rozmaitych psychoterapii dla uzależnionych jest mnóstwo. Wielu alkoholików zostało przekonanych, że są też seksoholikami i/lub narkomanami, i że leczenie seksoholizmu pomoże im pokonać nałóg picia. Mają też do dyspozycji terapię złości, warsztaty z asertywności, terapie, podczas których poszukują wewnętrznego dziecka, mityngi NA, DDA, SLAA, terapie kontrolowanego picia (redukcji szkód), terapie farmakologiczne i wiele innych pomysłów.

Uważam, że w normalnych warunkach większy wybór oznacza więcej możliwości. Jednak w tym przypadku mowa jest o alkoholikach, to jest osobach psychicznie chorych. Ludzie chorzy umysłowo (psychicznie) zwykle dokonują złych wyborów, podejmują błędne decyzje. Czy nie tak właśnie to wyglądało w okresie picia?
W takim razie można poważnie zapytać, czy szeroka i coraz szersza oferta i rozliczne wybory, przed którymi stają współcześni alkoholicy, rzeczywiście są korzystne dla nich samych i ich rodzin?

Przez ostatnich kilkanaście lat obserwowałem alkoholików, którzy uczestniczyli w mityngach AA, ale po jakimś czasie przenosili się do Anonimowych Narkomanów lub do seksoholików, uważając zapewne, że tam więcej skorzystają, że tam będzie im lepiej.
W samym środowisku AA te złe wybory i błędne decyzje też są widoczne. Niektórzy alkoholicy rozumieją już, że Wspólnota AA to jest ich miejsce, że tu mogą znaleźć rozwiązanie swojego problemu, ale zamiast Dwunastu Kroków, czyli Programu działania, wybierają jakieś wersje sekciarskie, fanatyczne, modlitewno-powierzalne, powierzchowne, uproszczone i spłycone.

Szeroka gama różnych ofert i wolny wybór sprawdza się w większości przypadków życiowych, ale wydaje mi się, że nie jest on korzystny dla alkoholików. A szkoda…