środa, 8 lipca 2026

Dogmaty i dogmatycy w AA

Bardzo dawno temu AA-owskie biuletyny czytywałem w miarę regularnie, zwłaszcza warszawski „Mityng”. Czytałem numery bieżące oraz archiwalne, kiedy mi tylko wpadły w ręce. W jednym z nich znalazłem przedruk artykułu z Grapevine, z czerwca 1999, „A może ogon macha psem” (Does the Tail Wag the Dog). Była w nim mowa o tym, że z połączonych doświadczeń alkoholików powstała podstawa Dwunastu Kroków, które miały być wskazówkami dla innych alkoholików, pragnących osiągnąć trzeźwość. I że sekretem powodzenia AA stało się dzielenie się doświadczeniem duchowym, siłą i nadzieją, ale bez odwoływania do jakichkolwiek dogmatów. To zresztą stanowi podstawową różnicę między Anonimowymi Alkoholikami, a dogmatycznymi sektami i religiami. Jest to także jeden z powodów, dla których, zbudowane na dogmatach religie, nie były dotąd w stanie pomóc alkoholikom; choć niektóre wyrażają w tym celu naprawdę dobrą wolę.

Z tego artykułu utkwił mi w głowie taki oto fragment:
Jeżeli martwota duchowa alkoholika ma zostać czymś wypełniona w AA, to lepiej żeby to było indywidualne duchowe dzielenie się doświadczeniem, siłą i nadzieją. Robienie dogmatów z Kroków, Tradycji czy Koncepcji to zniszczenie duchowej Wspólnoty i przekształcenie AA w sektę.
Wtedy, przed wielu laty, wydawało mi się, że całkiem dobrze rozumiem, co napisano. Przecież to było proste – w AA nie ma dogmatów, więc co tu roztrząsać, nad czym się zastanawiać. Oczywistość i tyle. I wtedy w AA w Polsce zapewne rzeczywiście tak było, to znaczy nie było dogmatów. Tyle, że czasy, warunki i okoliczności się zmieniają, i także w Polskiej wersji AA pojawili się dogmatycy.

Ale najpierw wyjaśnienie. Dogmat to stwierdzenie przyjmowane za pewne i prawdziwe jedynie na mocy autorytetu osoby, która je wygłasza, a dogmatyzm to bezkrytyczny stosunek do pewnych poglądów, odrzucający możliwość poddania ich weryfikacji.
Doktor Bob stwierdził, że… A jak jeszcze dodawać do tego „sam”, to przekaz staje się jeszcze bardziej dogmatyczny. Sam doktor Bob stwierdził, że… sam Bill W. napisał, że… sam Clarence Snyder ogłosił… itd. No tak, skoro sam doktor Bob, sam Bill, sam Clarence, to to musi być święta i jedyna prawda, czyż nie?

Najpierw pojedynczo, ale bardzo szybko lawinowo, zaczęli pojawiać się w środowisku AA w Polsce alkoholicy, przekonani, że do wytrzeźwienia w AA wiedzie tylko jedna droga – ta ich, oczywiście, że oni sami znają jedynie słuszną metodę stawiania Kroków, że Programu nie wolno w żaden sposób interpretować, że jeśli ktoś nie robi tego tak, jak oni, to robi to źle itp. Obecnie w każdym większym mieście można się na takich natknąć lub różne historie o nich usłyszeć.

W „Grapevine” z marca 1964 (przedrukowanym w „Mityngu”), w artykule „Czy coś złego dzieje się ze Wspólnotą AA?” wyczytałem kiedyś: Wiedziałem, że nasze oklepane frazesy, jak stać się trzeźwym, muszą być każdego dnia odświeżane, a nie napuszone, gdyż każdy dzień jest nowy i inny. Ale zamiast robić to, działałem jak przestraszony osioł, który nie chce iść przez nowy stalowy most, gdyż nie jest on podobny do starego, koślawego.
Tak dawno temu, a wszystko to nadal tak bardzo aktualne. Straszne to!

Czasem zastanawiam się, czy u niektórych z nas lęk jest tak wielki, że uniemożliwia nam uczenie się, wyklucza zdolność do zmian, zrozumienie, że świat i doświadczenia ludzi się zmieniają, że brak otwartej głowy wyklucza rozwój, a o przebudzeniu duchowym w ogóle nie ma co marzyć?
Innym istotnym czynnikiem hamującym nasz rozwój jest przyzwyczajenie do swoich poglądów i przekonań. Wiąże się to z niską samooceną i lękiem przed utratą dobrego mniemania na własny temat. Boimy się zmiany zdania odbierając to jako przyznanie się do błędu. Nasze napuszone ego nam na to nie pozwala, duma i przekonanie o swojej nieomylności. Właśnie w ten sposób rekompensujemy sobie niskie poczucie własnej wartości. Jak miło jest myśleć, że jesteśmy nieomylni i racja jest po naszej stronie. Jak to miło głaszcze nasze ego. I jak szkodzi nowicjuszom i Wspólnocie…

piątek, 3 lipca 2026

Epokowe wydarzenie dla AA

Nie wszyscy wiedzą, i nie wszystkich musi to obchodzić, że manuskrypt Wielkiej Księgi, ten z odręcznymi uwagami i poprawkami weteranów, zaginął na wiele lat. Miał być własnością AA, ale Lois Wilson, żona Billa W., która się nim opiekowała, podarowała oryginalny rękopis roboczy Wielkiej Księgi swojemu bliskiemu przyjacielowi z Montrealu, Barry'emu Leachowi*. Oficjalny podarunek, jako prezent noworoczny, przekazała 1 stycznia 1978 roku. I tak po manuskrypcie ślad zaginął, na kilkadziesiąt lat, aż do teraz.

Oryginalny manuskrypt Wielkiej Księgi AA został wystawiony na licytację 1 lipca 2026. Wygrała ją Fundacja Stepping Stones (tak nazywał się dom Billa i Lois Wilsonów). Wiadomo już, jak wielką kwotę musiała zapłacić Fundacja - 2 393 000 dolarów. Cena poważna i zapewne bez wsparcia powierników, członków Rady Doradczej, wolontariuszy, personelu i darczyńców, pewnie by się to nie udało.

Manuskrypt podobno będzie dostępny w Stepping Stones dla alkoholików potrzebujących inspiracji. Gdzieś ponadto czytałem, że w planach jest jego wydanie. I to mogłoby być naprawdę ciekawe, jeśli okazałoby się, że treść oryginalnego manuskryptu i aktualnych wydań „Anonimowych Alkoholików” mocno się różni (żart).





Książka o tym jak powstawała Wielka Księga: https://www.amazon.com/Book-That-Started-All-Manuscript/dp/159285947X ze zdjęciami stron z manuskryptu.

Ważna jest jeszcze jedna informacja, jeśli nie jest to oczywiste. Anonimowi Alkoholicy mają dostęp do manuskryptu, ale jego właścicielem jest jednak Fundacja Stepping Stones.

EDT, Ważne uzupełnienie od kolegi:
W 2017 roku Alcoholics Anonymous World Services (AAWS) wystąpiła na drogę sądową, by zablokować aukcję manuskryptu „Wielkiej Księgi”. AAWS argumentowała, że ​​jest prawowitym właścicielem tego historycznego dokumentu.
Manuskrypt został przekazany w 1979 roku przez Lois Wilson w depozyt Barry’emu Leach, a następnie bezprawnie sprzedany kolekcjonerowi z Alabamy, Kenowi Robertsowi, który nabył go w 2007 roku. Głośny spór prawny zakończył się ugodą na początku 2018 roku. Zgodnie z jej warunkami, przedstawionymi Sądowi Najwyższemu stanu Nowy Jork, organizacja AAWS zrzekła się roszczeń własnościowych do manuskryptu, oraz zadeklarowała wypłatę 135 000 dolarów na pokrycie poniesionych przez Robertsa kosztów własnych oraz wydatków związanych z obsługą prawną. Następnie rękopis ponownie trafił na aukcję, gdzie ostatecznie został zakupiony przez miliardera i kolekcjonera Jima Irsaya za ponad 2 miliony dolarów.
Do kosztów ugody należy dodać koszty własne AAWS (prawnicy, świadkowie, eksperci, itp.)
Do dziś krążą pretensje o te pieniądze wyrzucone w błoto.



---
*Barry L. trzeźwy od 1945 roku był pierwszym otwarcie homoseksualnym członkiem AA. Barry jest autorem książki "Living Sober" i był bliskim przyjacielem Billa W. i jego żony Lois. W 1978 roku Lois podarowała Barry'emu oryginalny rękopis Wielkiej Księgi, a w 1979 roku  Barry podpisał poświadczony notarialnie list, w którym przekazał rękopis organizacji AA World Services. W zamian poprosił jedynie o możliwość przechowywania go aż do swojej śmierci. Zmarł w 1985 roku.

wtorek, 16 czerwca 2026

Nigdy nie przestajemy szukać

Myśleliśmy, że możemy znaleźć łatwiejszą, łagodniejszą drogę. Ale nie potrafiliśmy [WK z 2018 roku, s. 58].

W przypadku tego cytatu warto jest dokładnie i poprawnie zrozumieć treść i znaczenie powyższego stwierdzenia. Jednak najpierw, kim byli ci „my”, to jest ci, którzy uważali, że mogą, ale jednak nie potrafili? To stosunkowo niewielka grupa alkoholików, z którymi Bill W. konsultował się podczas pisania Wielkiej Księgi. Może było ich 70, może 80, a niechby nawet i 100. Tak więc ci alkoholicy w czwartym roku działania AA (i przed pojawieniem się nazwy: Anonimowi Alkoholicy) przyznali, że nie potrafili znaleźć łatwiejszej, łagodniejszej drogi do wyzwolenia z alkoholizmu. Czy upierali się, że taka droga nie istnieje? Nie, tego nie twierdzili. Czy upierali się, że nikt nigdy jej nie znajdzie? Nie, tego nie wiedzieli i takiego pomysłu nie lansowali. Czy, skoro im się nie udało, to twierdzili, że nikt nigdy nie będzie już próbował, albo że nikomu nie wolno tego robić? Tego też nie.
Czego w takim razie byli pewni? Z pewnością nie mamy monopolu na pomoc alkoholikom [WK, s. XVI]. To bardzo uczciwe i rzetelne postawienie sprawy. I być może właśnie z tych powodów niektórzy anonimowi alkoholicy nadal i nieustannie szukają łatwiejszych, łagodniejszych dróg, sposobów i metod.

Chcąc uniknąć tego uczącego pokory doświadczenia, uciekali się do łatwiejszych metod… [WK, s. 73].

Podobnie jak większość nowych ludzi na programie postanowiłam, że znajdę łatwiejszą, łagodniejszą drogę. Ale, tak jak sugeruje „Wielka Księga”, nie byłam w stanie tego zrobić. [WK, s.313].

Czy dzieje się to tak: alkoholik siada w fotelu i postanawia zacząć kombinować, jak by tu odkryć jakąś łatwiejszą, łagodniejszą drogę? Otóż nie. Niestety nie… Czemu „niestety”? Bo poszukiwania łatwiejszej drogi, w środowisku AA, obecnie zawsze zapewne wiąże się z oszukiwaniem siebie i innych. Robię to dla siebie? Ależ skądże! To w interesie nowicjuszy i tych nadal cierpiących! Czyżby?

Oto pięć przykładów szukania i znajdowania łatwiejszych dróg:
1. Nie stawiają (nie realizują, nie robią) Kroku Piątego, który brzmi: Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów. Patrzą na to zdanie, ale widzą inne: Przeczytaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi zawartość list czy tabel z Kroku Czwartego. Kompletne nieporozumienie i mierna szansa na rzetelne stawianie kolejnych Kroków. Przypomina to listę objawów, ale dalszą niezdolność do postawienia rzetelnej diagnozy. Co w tej sytuacji miałoby być leczone/uzdrawiane? Kartka z wykazem objawów? Ale niewątpliwie czytanie jest prostsze, niż mozolne odkrywanie istoty błędów.

2. Bill W. wymyślił Krok Szósty i Siódmy na jakieś trzy miesiące przed skierowaniem WK do druku. Nigdy wcześniej, w programie 6-7 punktów, niczego takiego nie było. Nie było też wtedy, co oczywiste, żadnych realnych doświadczeń w stawianiu Kroku Szóstego, jego praktycznej realizacji, budowania gotowości, a więc w WK nie ma na ten temat nic, poza samą ideą tego Kroku. Poszukiwacze łatwiejszej drogi wykorzystują ten fakt, by nie podejmować w Kroku Szóstym kompletnie żadnego działania. Takie podejście na pewno jest prostsze i łatwiejsze.
Jeśli o to poprosimy, Bóg na pewno wybaczy nam nasze wady. Ale w żadnym razie nie uczyni nas białymi jak śnieg  i nie utrzyma tej bieli bez naszego współdziałania ["Codzienne refleksje" na 25 czerwca]. Tak! Bez naszego WSPÓŁDZIAŁANIA, a nie bez jednorazowego złożenia pustej deklaracji.

3. Zdarzają się w AA sponsorzy, którym wydaje się, że wystarczy przeczytać na głos nowicjuszom wybrane przez siebie fragmenty WK, żeby ci wytrzeźwieli. Słuchanie jak ktoś czyta na pewno jest łatwiejsze niż realne działanie. Zastanawiało mnie też zawsze to, skąd i na jakiej podstawie uznali, że wiedzą, które fragmenty tekstu są ważne, a które nie mają żadnego znaczenia i są niepotrzebne? Czyli mamy tu do czynienia z programem słuchania, a nie działania.
Przypominają mi się słowa z książki „Czarny obelisk” [Erich Maria Remarque]: I tylko w jednym różnicie się od Boga – Bóg wie wszystko, a wy wszystko wiecie lepiej.

4. Przekonanie, że wystarczą cztery jednogodzinne sesje, by nowicjusz wystarczająco poznał Program Dwunastu Kroków AA. Owszem, osiemdziesiąt lat temu i więcej niejaki Clarence Snyder z Cleveland, organizował takie warsztaty. I co z tego? Robił to w innym stuleciu, w innym środowisku, wobec ludzi o innej mentalności, wiedzy i świadomości, przy zupełnie innej świadomości społecznej, niż ma to miejsce obecnie. Oczywiście Snyder też wiedział wszystko lepiej od założycieli AA i autora Wielkiej Księgi.


5. Jak postawisz Dwanaście Kroków, to o pierwszych dziewięciu z nich możesz zupełnie zapomnieć – twierdzą ci od łatwiejszej, łagodniejszej drogi. Bill W. napisał w Kroku Dwunastym: Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść to posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach. Co czytają i rozumieją zwolennicy łatwiejszej drogi? …i stosować tylko trzy ostatnie we wszystkich naszych poczynaniach. Czasem proponuję zwolennikom tego cudacznego pomysłu, żeby naprawdę zapomnieli o Kroku Pierwszym, to jest o swojej bezsilności wobec alkoholu.

Bardzo dawno temu napisałem:
Jeśli w temacie trzeźwienia ktoś mówi ci, że powinieneś robić więcej, bardziej się przyłożyć, to słuchaj go uważnie, bo możliwe, że ma rację. Jeśli ktoś twierdzi, że robisz za dużo, że za bardzo się starasz, że wcale tyle nie potrzeba – nie zwracaj na niego uwagi, bo tacy ludzie w rzeczywistości wcale nie mają na myśli dobra twojego, twojej rodziny, twojej trzeźwości, duchowego rozwoju i powodzenia w różnych sferach życia, a jedynie bronią własnej bylejakości i lenistwa. Może też próbują cię kontrolować, jak w sekcie (https://meszuge.blogspot.com/2018/07/o-teorii-praktyce-i-prymusach.html)

Łatwiejszych, łagodniejszych dróg jest zapewne znacznie więcej. Opisałem tylko te, z którymi zetknąłem się osobiście na mityngach i warsztatach w środowisku AA w Polsce.

piątek, 12 czerwca 2026

Nawet nie przez dno butelki

Mnóstwo razy słyszałem, że alkoholicy widzą świat, siebie, życie, w sposób zniekształcony, bo przez dno butelki. Długo mi się wydawało, że dotyczy to tylko alkoholików pijanych, będących pod wpływem. Zwłaszcza, że w WK napisano (s. 22):

Wiemy, że jeśli alkoholik powstrzyma się od picia w ciągu wielu miesięcy czy lat, zachowuje się podobnie jak inni.

Wątpliwości pojawiły mi się w związku z przypadkiem Ziuty (imię oczywiście zmyślone).
Ziuta nie piła kilka lat, pracowała ze sponsorką, pełniła służby, angażowała się w niesienie posłania. Później się napiła i trwał ten jej powrót do nałogu kilka miesięcy. Wreszcie przestała. Jej przyjaciółki bardzo się cieszyły, często się z nią kontaktowały (ja też raz czy dwa), ale przede wszystkim namawiały na powrót do AA i na mityngi. Ziuta z entuzjazmem odpowiedziała, że jasne, będzie na mityngu w najbliższy poniedziałek.
W poniedziałek koło południa zadzwoniła, że jednak nie przyjdzie, bo ma chore dziecko. No, trudno. Po kilkunastu dniach odezwała się i zapowiedziała, że będzie na mityngu w czwartek. W czwartek, kilka godzin przed mityngiem, przysłała esemes, że nie może przyjść, bo ojciec ma poważne problemy ze zdrowiem. No, trudno.
Ziuta nie piła, ale ten scenariusz powtórzył się wielokrotnie. Zapowiedź spotkania, a przed mityngiem wiadomość o jakimś wypadku losowym. To był chory kotek, to zepsute auto, to dodatkowa praca, to awantura z sąsiadką i interwencja policji…

W gronie kolegów i przyjaciół/ek Ziuty zrobiło się trochę śmiesznie, ale chyba bardziej tragicznie. Za każdym razem, kiedy Ziuta obiecywała, że będzie na mityngu, spekulowaliśmy, jaka przeszkoda uniemożliwi jej to tym razem. I zawsze jakaś się znajdowała. Ostatecznie Ziuta nie wróciła do AA, a z czasem kontakt z nią się urwał. Podobno nadal nie pije.

Pamiętam jak niektóre koleżanki wściekały się na Ziutę, bo uważały, że ona po prostu kłamie, ale też nie mogły zrozumieć, po co to robi. Dość długo myślałem o tej sprawie. Czy Ziuta kłamała? I tak, i nie. Uważam, że kiedy deklarowała chęć powrotu, obiecywała, że spotkamy się na mityngu za tydzień, zapewne nie kłamała. Ale im bliżej było wyznaczonego terminu, tym bardziej stawało się jasne, że nie ma siły duchowej wystarczającej do powrotu. Być może chciała, ale już nie mogła, nie była w stanie tego zrobić. Wtedy zmyślała przeszkody i trudności obiektywne, dopiero wtedy kłamała.

Czy Ziuta, nie pijąc, ale obiecując i odwołując spotkania, a trwało to wiele miesięcy, zachowywała się, jak inni ludzie? Tu właśnie mam wątpliwości. Bo pamiętam, jak sam wymyślałem powody, dla których znowu się upiłem. A to byłem przemęczony, a to gospodarz mieszał alkohole, a to na firmowej imprezie byli ludzie, z którymi musiałem się napić, a to miałem gorszy dzień, a to ktoś tak mnie zezłościł, że po prostu musiałem się napić itd.
Nie, Ziuta nie pijąc dłuższy czas, nie zachowywała się podobnie jak inni, normalni ludzie – zachowywała się dokładnie tak, jak pijący alkoholicy.

Minęło wiele lat. Podobnych sytuacji widziałem od czasów Ziuty kilka-kilkanaście, to jest: zapicie, wyjście z ciągu i abstynencja, ale i niezdolność powrotu do AA. I czy naprawdę zawsze potrzebny jest alkohol, by alkoholik utknął w pętli ponawianych, ale nierealizowanych obietnic?

środa, 3 czerwca 2026

Dziwności merytoryczne AA

Problematyczne pomysły Anonimowych Alkoholików.

„Codzienne refleksje” na 14 maja:
„Masz prawo być taki, jaki jesteś”.
/…/
„Wreszcie wiem, że mogę być taki, jaki jestem”.

Anonimowi Alkoholicy przyznają sobie i innym jakieś prawa. Nie pierwszy raz zresztą. Może nie wszystkich to interesować, ale na pewno bardzo się spodoba pedofilom oraz innym zboczeńcom. O przestępcach politycznych, kryminalnych i innych, nie wspomnę.

„Codzienne refleksje” na 8 czerwca:
„...przekonujemy się, że możemy odrzucić kawałek po kawałku odrzucić stary i niesprawdzony sposób życia na rzecz nowego...".

Nie ma to jak sobie poodrzucać...  A może ktoś mógłby sprawdzać te teksty przed skierowaniem ich do druku?


12x12 z 2024 roku, s. 27:
Chodzi o przypadek człowieka, który uważa, że nie uwierzy w Boga. „Człowiek taki znajduje się w stanie umysłu, który można opisać jedynie jako nieokiełznane szaleństwo”.

Naprawdę? Ludzie niewierzący są nieokiełznanymi szaleńcami? Mnie to wygląda na maniakalną indoktrynację religijną oraz na bezczelne obrażanie ateistów i agnostyków.


12x12 z 2024 roku, s. 44:
„Pragniemy dokładnie ustalić, jak, kiedy i gdzie nasze naturalne pragnienia nas wypaczyły”.

Tu nie ma się co rozwodzić – naturalne potrzeby nikogo nie wypaczają. Nie wypaczają dopóki są  naturalne.


12x12 z 2024 roku, s. 55:
„Doświadczenie AA nauczyło nas, że nie możemy żyć samotnie z gnębiącymi nas problemami i wadami charakteru…”.

Wychodzi na to, że jeśli tylko zdecydujemy się żyć wśród ludzi i z ludźmi, a więc nie samotnie, to wszystko jest w porządku. Naprawdę?


„Codzienne refleksje” na 26 maja:
„Bill W. przekazał nam jasny komunikat: zapicie może przerodzić się w doświadczenie pozytywne, prowadzące do abstynencji i zdrowienia przez całe życie”.

Naprawdę? Naprawdę Bill W. lansował teorię i popierał pomysł trzeźwienia przez całe życie? A może to tłumacze wracają do terapeutycznej wersji wiecznego, nieskończonego trzeźwienia?


12x12 z 2024 roku, s. 103:
„W Drugim Kroku przekonaliśmy się, że jeśli chcemy przetrwać, a sami nie potrafimy odzyskać zdrowego rozsądku, musi go nam przywrócić jakaś Siłą Wyższa”.

I tak się zastanawiam, czy to Billowi się kompletnie pomyliło, czy może to błąd polskich tłumaczy, bo w Drugim Kroku nie ma mowy o żadnej Sile Wyższej.


Wielka Księga z 2018 roku, s. 77:
„Czy jesteśmy teraz gotowi, by Bóg usunął z nas wszystkie te rzeczy, które uznaliśmy za niewłaściwe?”.

Rozumiem, że wystarczy, że nieuczciwość uznam za właściwą, a już wszystko będzie w porządku? To ja decyduję, a nie Bóg? Niezłe!

12x12 z 2024 roku, s. 64: 
„Skoro zostaliśmy w tak doskonały sposób uwolnieni od alkoholizmu, dlaczegóż nie mielibyśmy doświadczyć równie doskonałego uwolnienia od każdej innej trudności lub wady charakteru?" 

Uwolnieni od alkoholizmu??? Gdyby jeszcze była mowa o uwolnieniu od obsesji picia, to bym rozumiał, ale od alkoholizmu? Trochę dziwny pomysł zważywszy na cytaty z WK:
„Nie wyleczyliśmy się z alkoholizmu”.
„Jesteśmy jak ludzie, którzy stracili nogi, nowe nigdy nie odrosną”.
„Widzieliśmy, wciąż i wciąż, tę samą prawdę: „kto raz stanie się alkoholikiem, pozostanie nim na zawsze”.


Jest tego znacznie więcej, ale faktem jest i to, że pod względem językowym i pomijając te dziwne pomysły oraz zwyczajne błędy, wersja ta wydaje mi się bardziej poprawna po polsku i zrozumiała niż poprzednia.
Na tym miałem skończyć, ale… Szykując ten wpis i poprzedni, poprosiłem parę osób o podpowiedzi, bo może znaleźli jeszcze coś, na co nie zwróciłem uwagi. Jeden e-mail wydał mi się szczególnie intrygujący:

Za wcześnie skończyliście pytać (dotyczy zakończenia poprzedniego wpisu), trzeba było ponowić pytanie po co? Zorientowaliście się, że AA w Polsce nie cieszy się z ludzi mądrych, a najbardziej pasują tu ci, mało rozgarnięci. Zabrakło pytania: po co lub dlaczego pozbywać się alkoholików inteligentnych? Chodzi o trwający od kilku lat proces przekształcania AA w Polsce w sektę. Może nie taką klasyczną, religijną, ale kto wie.
Sam pisałeś kiedyś o double talk, podwójnym języku i elemencie typowym. Pewne pojęcia mają inne znaczenie w normalnej mowie, ale inne w wewnętrznym języku sekty.
/…/
Chyba nie jesteś aż tak wycofany, żeby nie zauważyć trwającej krucjaty pod sztandarem akceptacji wszystkiego, bo przecież akceptacja rozwiązuje wszystkie problemy – tak ludziom wmawiają. Na pewnym warsztacie zapytałam prelegentkę, czemu w takim razie nie akceptowała swojego picia? Rzuciła się na mnie jak ranny dzik, ale w sumie nie odpowiedziała. Jej odpowiedź nie była mi potrzebna, sama wiem, czemu przy polityce wszystkoakceptacji nie akceptować picia – bo przy piciu pieniądze płyną do producentów alkoholu, a nie do kieszeni przywódców sekty.


Obraźliwe epitety pod moim adresem i elementy naruszające zasadę anonimowości pozwoliłem sobie zniknąć. :-)

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Dziwolągi językowe w AAPL

12x12 z 2024 roku, s. 24:
„Wciąż pogłębiając nasz dylemat, sponsorzy wskazali na postępującą wrażliwość na alkohol, którą…”.
Dylemat to trudny wybór między dwoma równie ważnymi opcjami. TRUDNY WYBÓR.
W języku angielskim dillema może oznaczać podobno różne rzeczy, na przykład zagadkę lub pytanie (the question of addiction lub riddle of addiction), ale po polsku dylemat przyjmuje jedno tylko znaczenie, ten właśnie trudny wybór. A w takim razie o jakim wyborze jest mowa?
Ktoś spróbował na to odpowiedzieć i uznał, że to wybór między pić, a nie pić. Czyżby? To by znaczyło, że nie ma mowy o jakiejś tam bezsilności, a alkoholik po prostu może wybrać, czy się napije, czy nie?
Mam nadzieję, że o jakiś inny dylemat/wybór chodzi, ale jaki?

12x12 z 2024 roku, s. 27:
„…większość nowicjuszy w AA mierzy się z dylematem, czasem bardzo poważnym”.
O jaki dylemat, to jest trudny wybór między dwiema równie ważnymi opcjami, tutaj chodzi?

12x12 z 2024 roku, s. 30:
„Oczywiście dylemat osoby, która odeszła od wiary wiąże się z głębokim zagubieniem”.
O jaki dylemat, to jest trudny wybór między dwiema równie ważnymi opcjami, chodzi w tym przypadku?

12x12 z 2024 roku, s. 59:
„…przysparzało nam samooszukiwanie się”.
Skoro się oszukuję, to chyba wiadomo, kto kogo oszukuje, bez dodawania „samo”.
Rozdział ten wyjątkowo napchany jest różnymi „samo” (ang. self) – wygląda na to, że na ten przedrostek tłumacz/e mają jakąś szczególną fiksację. Samooszukiwanie się, samoułuda (jeśli tkwię w ułudzie, to chyba wiadomo, kto tkwi bez obsesyjnego dodawania „samo”), samousprawiedliwianie, samoanaliza itd. To zakrawa na obsesję. Może jeszcze pójdę samoumyć się?

12x12 z 2024 roku, s. 99:
„Dlaczego nie zwrócić się bezpośrednio do Boga z naszym konkretnym dylematem i nie zapewnić sobie…”.
Ciekawe, o jaki dylemat chodzi. Dylemat to jest trudny wybór między dwiema równie ważnymi opcjami. Na czym może polegać ten konkretny wybór, jest to wybór między czym, a czym?
Dylemat: https://sjp.pwn.pl/sjp/dylemat;2555642.html
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/albo-dylemat-albo-brak-pieniedzy;18942.html

12x12 z 2024 roku, s. 119:
„Poruszyliśmy tu tak wiele problemów, że może się wydawać, iż AA zajmuje się głównie rozwiązywaniem dylematów i trudności”.
Tego już zupełnie nie da się zrozumieć. Dylemat to jest trudny wybór między dwiema równie ważnymi opcjami. Dylematów się nie rozwiązuje – w przypadku dylematu dokonuje się wyboru. O jakież to wybory może chodzić w cytowanym zdaniu?
https://wsjp.pl/haslo/podglad/37269/dylemat

12x12 z 2024 roku, s. 146:
„Położyłem szczególny nacisk na beznadziejność dylematu alkoholika”.
Zapewne bardzo jest to ważne, ale… Dylemat to jest trudny wybór między dwiema równie ważnymi opcjami – o jakie wybory więc tu chodzi?
Poszukałem w wersji oryginalnej i znalazłem tam słowo dilemma. Po angielsku, jak się dowiedziałem, dilemma może mieć różne znaczenia: problem albo zagadka, albo pytanie, albo jeszcze coś innego, np. trudny wybór: „The dilemma of addiction = the question of addiction” (kwestia uzależnienia) , „The dilemma of addiction = The problem of addiction” (problem uzależnienia), The dilemma of addiction = „Riddle of addiction” (zagadka uzależnienia). Ale to po angielsku!!! Bo po polsku dylemat ma jedno i tylko jedno znaczenie! Dylemat to jest trudny wybór między dwiema równie ważnymi opcjami. https://wsjp.pl/haslo/podglad/37269/dylemat

12x12 z 2024 roku, s. 179:
„Tu właśnie zasady AA miały być ważniejsze od osobowości, i to bez żadnych wyjątków”.
Zaraz, zaraz… od jakich osobowości, od czyich osobowości? Lewandowski jest osobowością sportową, Nawrocki jest osobowością medialną – o jaką osobowość chodzi tłumaczom?
https://sjp.pwn.pl/sjp/osobowość;2496558.html
Osobowość to «całość stałych cech psychicznych i mechanizmów wewnętrznych regulujących zachowanie człowieka», a w takim razie zasady AA miałyby być ważniejsze od stałych cech psychicznych i mechanizmów wewnętrznych regulujących zachowanie człowieka? Przecież to są jakieś brednie.
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/pierwszenstwo-zasad-przed-osobowosciami;18558.html
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/o-osobowosci-jeszcze-raz;18751.html
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/jeszcze-o-osobowosci;18750.html


Wygląda na to, że wraz z upływem czasu do literatury AA wprowadzanych jest coraz więcej błędów, i jest to działanie celowe. Rozmawialiśmy o tym w grupie i w końcu padło pytanie, po co? Po co jest to robione? Pomysłów było kilka, ale jeden z nich wydał mi się naprawdę zaskakujący:

Wiadomo, że głupimi ludźmi łatwiej się manipuluje (durne owce łatwiej się strzyże). Wiedzieli o tym Niemcy w czasie rozbiorów i wojny światowej, wiedział Kościół, wiedzieli komuniści – w latach pięćdziesiątych było nawet pogardliwe przezwisko „te, inteligent!”. Nie da się jednak obecnie, w XXI wieku, wyeliminować ze społeczeństwa wszystkich osób inteligentnych tak, żeby nikt z nich nie trafił do AA. Co jednak można zrobić? Można tak spreparować literaturę AA, żeby ludzie mądrzy, inteligentni, oczytani, jeśli nawet do AA przyjdą, to nie będą chcieli w takiej wspólnocie zostać.
Trochę się z tego pośmialiśmy, a następnie rozeszli, każdy w swoją stronę.