W ostatnich latach, w trakcie rozmów ze znajomymi i kolegami z AA, zauważyłem, że w naszym środowisku pojawiają się bardzo podobne wyniki obserwacji i stwierdzenia, z których jednoznacznie wynika, że merytoryczna jakość mityngów sukcesywnie spada, w porównaniu do, na przykład, okresu sprzed 10-15 lat. Dlaczego tak się dzieje? Z jakiego powodu? Różne osoby miewały różne pomysły na ten temat, ale ostatecznie zaczęła się krystalizować wersja, którą i ja popieram – odpowiedzialność za mierną i pogarszającą się jakość mityngów ponoszą prowadzący.
Odpowiedzialność, to ważne, bo nie winę. O winie orzeka sąd, nie AA. Poza tym wina zakłada działanie celowe, w złej wierze, z premedytacją, a jestem pewien, że nie w tym rzecz. Prowadzący zwykle nie są złymi ludźmi. Są po prostu nieudolni, wystraszeni i rozpaczliwie pragną, żeby wszyscy ich lubili, chcą być w pełni aprobowani. I tyle, niestety, wystarczy, żeby jakość mityngów systematycznie spadała. Jak to działa? Proszę bardzo…
1. Lokalny weteran, 26 lat abstynencji, tokuje już siedemnaście minut i zupełnie nie na temat. Prowadzący, 3 lata abstynencji, boi się mu przerwać i zwrócić uwagę. Nie jest też pewien, czy wolno mu to zrobić, a jeśli nawet, to nie wie, jak. Postanawia nie reagować nijak. W końcu weteran kiedyś tam skończy.
2. Prowadzący podaje uzgodniony w scenariuszu grupy temat mityngu, to jest Krok, Tradycję i fragment z „Codziennych refleksji”. Zapada martwa cisza, bo najwyraźniej nikomu te akurat tematy nie pasują. Prowadzący nie potrafi wejść w rolę moderatora (moderator to osoba, która kieruje dyskusją i czuwa nad jej właściwym przebiegiem) i podsunąć innego tematu. Nie zna literatury AA, nie wie, czy wolno mu to zrobić, bo się, że jakby zrobił, to go skrytykują. Z ulgą przyjmuje wypowiedzi zupełnie nie na temat i nie dotyczące wspólnego rozwiązania; cieszy się, że w ogóle ktoś coś mówi.
3. Na wielu mityngach uczestnicy mogą zaproponować dodatkowy temat spotkania. Bardzo dobry pomysł, notabene. Prowadzący nie rozumie i nie rozpoznaje pojęcia „zaproponować” i uważa, że musi akceptować wszystkie pomysły, wszystkie propozycje dodatkowych tematów, choćby nic wspólnego nie miały z AA i Programem. Panicznie boi się zdecydować: nie, tego tematu omawiać dziś nie będziemy, bo – na przykład – AA nie zajmuje się psychologią rodzinną i opiekuńczą. Albo prawem pracy. Albo teoretycznymi rozważaniami jakichś psychologicznych zagadnień.
4. Alkoholik przedstawia się, a następnie wyjmuje z kieszeni notes i zaczyna odczytywać z niego jakąś prelekcję lub wykład, na przykład na temat wspólnych cech osób chorych na chorobą alkoholową i wpływu tych cech na relacje z innymi osobami, także z wewnętrznym dzieckiem Przerażony prowadzący nie odważa się przerwać, pozwala na dalsze okradanie grupy z jej czasu.
5. Alkoholik wypowiadający się używa wulgaryzmów („rzuca mięsem”) jest ordynarny, podnosi głos. Wyjątkowo dokładnie i z drastycznymi szczegółami opisuje, jak gwałcił dzieci i kobiety w okresie picia. Na wystraszonego prowadzącego nie ma co liczyć, a gdyby nawet ośmielił się jakoś zareagować, mówca oznajmia, że on ma prawo na mityngu „wyrzucić z siebie”… to czy tamto. Prowadzący nie wie, czy może rzeczywiście w AA istnieje takie prawo, więc kładzie uszy po sobie i nie robi nic.
Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze… Czyżby? Na niektórych mityngach wydaje się, że najważniejsze jest dobro prowadzącego. I jego święty spokój. I żeby nic nie musiał robić. I żeby nie narażał się na ocenę. Prowadzący, wystraszony i skoncentrowany na swoim wizerunku, nie zapewni grupie poczucia bezpieczeństwa. Nie zadba o jakość spotkania, nie upomni się o Piątą Tradycję i dobro nowych uczestników mityngu.
Podczas rozmowy na ten temat ktoś zadał pytanie: Powierzyliście Ziutkowi służbę prowadzącego, ale skoro sobie z nią kompletnie nie radzi, to dlaczego nie wybierzcie do niej kogoś innego? I tu konsternacja. Wreszcie ktoś odważył się przyznać, że grupa niczego Ziutkowi nie powierzała, po prostu przyszedł na mityng i oznajmił, że tę służbę sobie bierze. A kiedy nawet ktoś go o to „branie sobie służb” zapytał, Ziutek odparł, że tak zdecydował jego sponsor.
Naprawdę tak się to robi? Naprawdę tak działają Anonimowi Alkoholicy? Jakoś nadal pamiętam, że u nas, w AA, służbę powierza grupa. Poza AA, co oczywiste, może to wyglądać inaczej.
Anonimowi Alkoholicy od ponad dziewięćdziesięciu lat dysponują rozwiązaniem problemu alkoholizmu. W polskiej wersji AA nigdy nie popularnym i nie powszechnym, ale to już inna sprawa. Podczas naszych spotkań dzielimy się doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązać ten nasz wspólny problem. Jestem starym człowiekiem, ale może jeszcze dożyję takich czasów, kiedy grupy, które przez kilkanaście lat oferowały nowym rozwiązanie, radośnie i ochoczo wrócą do programu problemów i radości. Choć trochę szkoda…

