poniedziałek, 12 listopada 2018

Wielka Księga - nowe wydanie


Tekst ten składał się będzie z dwóch części. Najpierw zalety, plusy, bo ważniejsze.


Napisałem kilkaset opinii i recenzji różnych książek, ale z tą jest jakoś inaczej, trudniej. Z oczywistych względów zresztą. Wielka Księga AA to nie jest czytadło do poduszki, nie rozrywka ani miłe spędzenie czasu. Książka ta ma wyjątkowe znaczenie w moim życiu ze względu na konkretne efekty zawartych w niej treści. Bez Winnetou, Tomka Sawyera, Sherlocka Holmesa, Skrzetuskiego, Kmicica i innych bohaterów literackich byłbym na pewno uboższym duchowo i intelektualnie człowiekiem, ale bez rozwiązania problemu alkoholizmu zawartego w WK, być może już bym nie żył.

Kilkanaście lat przeżyłem w AA razem z pierwszymi trzema wydaniami „Anonimowych Alkoholików”. Kiedy trafiłem na swój pierwszy mityng, jeszcze trwały gorące dyskusje nad sensem wydania drugiego, które pojawiło się jakieś dwa lata wcześniej, ale jeszcze przed wydaniem trzecim (2005) wiedziałem już dość dużo o błędach w nich zawartych, błędach w tłumaczeniu albo nawet nie tyle błędach, co celowej manipulacji tekstem w taki sposób, by dostosować go do przekonań psychoterapeutów.

Wreszcie, po kilku latach oczekiwań, a do wybitnie  cierpliwych nie należę, doczekałem się wydania czwartego. W końcu mamy grubaśne tomisko, prawdziwie Wielką Księgę, bo pierwszy raz w Polsce zawiera ona osobiste historie członków AA. Tego elementu nie sposób przecenić, tylko my, w AA w Polsce, nie byliśmy nauczeni i przyzwyczajeni z niego korzystać.

Nie znam języka oryginału, więc nie mogę z pełnym przekonaniem twierdzić, że nowa polska wersja przełożona została bezbłędnie. Ledwie się książka ukazała, a już pojawiły się zarzuty, że pewne fragmenty zostały dopasowane do przekonań jednego z tłumaczy, przekonań, dotyczących pewnego specyficznego sposobu realizacji Programu. Ja w to nie wierzę, ale właśnie z powodu nieznajomości angielskiego tego tematu podejmować nie zamierzam w żaden sposób. To o czym mam pojęcie i co jestem w stanie zrobić, to ocena polszczyzny i czytelności nowego wydania.

Nasze nowe, czwarte wydanie „Anonimowych Alkoholików” uważam za całkiem dobre, ale przede wszystkim ewidentnie lepsze od poprzednich. Nie ma w nim już zakłamań psychoterapeutycznych, nie ma pomieszania czasów, nie ma rażących niekonsekwencji. Znakomite i proste jest wyjaśnienie, dlaczego w V Kroku trzeba dokonać wyznania także drugiemu człowiekowi! Podobnie kapitalny jest opis Kroku IX, a także tzw. „obietnice IX Kroku”. Te elementy są teraz tak dobre i poruszające, że to zatyka dech w piersiach. Tu już nie ma najmniejszej wątpliwości, że są to treści głęboko duchowe. Rzecz jasne nie tylko te, ale przecież nie będę cytował akapitu za akapitem.

Na ile satysfakcjonuje mnie nowe wydanie? W skali 1-10 powiedziałbym, że na jakieś 7-8 punktów. Tu muszę dodać, że niektóre kawałki, które mi się nie podobają, są wątpliwe też w oryginale (zakładam, że skoro jakiś fragment tekstu jest taki sam we wszystkich polskich wydaniach, to zapewne problematyczny jest tu oryginał, a nie przekład). Przykład: Po prostu mówimy, że nigdy nie poradzimy sobie z piciem, dopóki nie zrobimy wszystkiego, co w naszej mocy, by uporządkować przeszłość [s. 78]. Informowanie osoby skrzywdzonej, że zadośćuczynienia dokonujemy właściwie tylko dlatego, żeby poradzić sobie z piciem, bo taki jest sens tego przekazu, uważam za skur… i tyle. Są też w tekście fragmenty (mało), które z upływem czasu faktycznie przestały być aktualne.

W każdym razie książka jest znacznie, strategicznie lepsza niż była. Sponsorzy nie będą już tracić czasu na wyjaśnianie podopiecznym wielu wątpliwości, wynikających jednak nie z zawiłości Programu, a z wątpliwego tekstu. Teraz będą tylko tłumaczyć błędną polszczyznę i samowolę.

Błędami i wątpliwościami dotyczącymi wersji polskiej zajmę się w dalszej partii tego tekstu, ale zawsze chciałbym, żeby jasne było, że kilkanaście pokracznych drzew (no, może kilkadziesiąt, ale nie kilkaset!) nie powinno wpływać na ocenę całego lasu. A że nie wyszło tak dobrze jakby mogło…


Wielka Księga po polsku, czy polska Wielka Księga? Czyli... co mi się nie podoba.

Parę kwestii wymaga uzgodnienia, żeby jednoznacznie zrozumiałe było to, co napiszę dalej.

Po pierwsze. Nie jestem językoznawcą, ani polonistą. Edukację zakończyłem na technikum budowlanym. To oznacza, że jeśli mnie w tekście wali coś po oczach, to już musi być błędem rażącym.
Nie znam angielskiego, nie jestem więc w stanie sprawdzić, czy coś tam zostało dobrze przełożone. Koncentrowałem się przy czytaniu na nowej wersji polskiej – do starej wracałem rzadko (na razie), jeśli w ogóle. Interesował mnie tylko tekst podstawowy. Historie osobiste uważam za istotne, ale nie aż tak strategicznie ważne.

Po drugie. Białoszewski używał znaków interpunkcyjnych w sposób skandaliczny, każdy nauczyciel w podstawówce uznałby to za poważny błąd, ale… Białoszewskiego się nie poprawia, to Artysta i specyficzne błędy były wyrazem jego ekspresji poetyckiej, literackiej; tworzył Sztukę. „Anonimowi Alkoholicy” to nie jest sztuka, a jej autor nie był genialnym artystą. WK to tylko poradnik, duchowy, to prawda, ale nadal tylko poradnik. Jako taka książka ta powinna być prosta w odbiorze i jednoznacznie rozumiana. Jeśli autor albo drukarz popełnił błąd (osoby, które interesują się historią wiedzą, jak wielki wpływ miał na ostateczny wynik bezimienny, przypadkowy pracownik drukarni), to należy go poprawić – w imię wspólnego dobra. WK nie jest Pismem Świętym, a Bill W. nie jest AA-owskim błogosławionym mężem, którego błędy muszą pozostać w tekście na zawsze, bo wyszły spod jego cudownego, świętego pióra.

Po trzecie. W tekście należało poprawić błędy, to oczywiste i zrozumiałe. Jeśli jednak zespół zmienia wyrazy i frazy, które błędne nie były, to zakładam, że – jeśli są ludźmi trzeźwymi – bez najmniejszego problemu potrafią odpowiedzieć na pytanie: po co? Jeśli takiej odpowiedzi udzielić nie mogą albo nie chcą, to mamy do czynienia z szalejącą samowolą, z próbą odciśnięcia na tekście własnego piętna, z jakimiś chorymi ambicjami. O żadnych zaufanych sługach mowy nie ma w przypadku alkoholików, którzy odmawiają zdania relacji, rozliczenia się z powierzonej im służby. Powtarzam – zmienić oczywiście wolno, tylko trzeba wiedzieć, po co? Zmiany na lepsze (prostsze, bardziej zrozumiałe) są mile widziane. Zmiany na gorsze są niedopuszczalne. Zmiany na inne, bo JA tak chcę i JA tak sobie wymyśliłem, to manifestacja nietrzeźwości oraz pogardy dla czytelnika.


Przykłady prezentowane niżej, to celowe i świadome działanie. A tak, bo chyba nie robili tego w jakichś odmiennych stanach świadomości (po pijanemu), i robili to we czworo – jedna osoba może coś przeoczyć, ale cztery? Nie, to nierealne. Czemu czworo, a nie pięcioro? Bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie domagałby się od Amerykanki, bardzo słabo, tragicznie wręcz mówiącej po polsku, żeby brała udział w tworzeniu polskiej wersji; jej zadanie, jak się domyślam, polegało na pomocy w zrozumieniu wersji amerykańskiej.

Konkrety. Myślałem, żeby jakoś pogrupować błędy i moje wątpliwości (bo nie wszystko jest w nowej wersji błędem!) według takich lub innych kryteriów, chyba jednak prościej będzie kierować się po prostu kolejnością stron.


DYLEMAT

Brak siły – to był nasz dylemat. (s. 45)

1. «problem, którego rozwiązanie polega na trudnym wyborze między dwiema tak samo ważnymi racjami»

Błąd rażący potwornie, skandaliczny. Mniej więcej tak koszmarny, jak zdanie: przez całą podstawówkę byłem prymasem.

Co ciekawe, nieco wcześniej, na poprzedniej stronie, znalazło się zdanie, które mogłoby być klasycznym przykładem  dylematu, to jest trudnego wyboru między dwiema opcjami: Być skazanym na śmierć z powodu alkoholizmu czy żyć w oparciu o duchowe zasady… Tyle, że tutaj tłumacze wykombinowali inne określenie.

Tutaj: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Albo-dylemat-albo-brak-pieniedzy;18942.html mamy dodatkowo wynik konkretnej konsultacji dotyczący tego nieszczęsnego „dylematu”:
Szanowni Państwo!
Czy zdanie: Brak siły – to był nasz dylemat ma sens? Moim zdaniem – nie. Brak siły, podobnie jak brak pieniędzy, brak zdrowia, brak humoru itp., to nie są dylematy. Ale może się mylę?
Z poważaniem – Witold M.

Całkowicie się z Panem zgadzam. Dylematem nazwiemy sytuację wymagającą trudnego wyboru między dwiema różnymi możliwościami, nie zaś (jak wynikałoby z tego zdania) jakąś trudność.
Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski

Ewidentnie jest to zmiana na gorsze! Na rażąco błędne!


INWENTURA

4. Zrobiliśmy wnikliwą i odważną osobistą inwenturę moralną. (s. 59)
10. Prowadziliśmy nadal osobistą inwenturę, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów. (s. 59)
Ta cała inwentura pojawia się też w innych miejscach w tekście.

Określenie inwentura raczej nie występuje już we współczesnym języku polskim. W Słowniku Języka Polskiego PWN (https://sjp.pwn.pl/sjp/inwentura;2561935.html dostęp listopad 2018) jest tylko przekierowanie do słowa inwentaryzacja. Jak widać. Tutaj: https://sjp.pl/inwentura jest takie pojęcie, ale z adnotacją, że dopuszczone jest już tylko w grach. Za to słowo obrachunek było normalne, zrozumiałe, współczesne, stosowane bez wątpliwości. Poza tym w Polsce od dawna działają Regionalne Izby Obrachunkowe, więc to określenie jest najzupełniej normalne i współczesne.

Przedsiębiorstwo, które nie sporządza regularnie inwentury, przeważnie bankrutuje. Robienie inwentury handlowej to proces identyfikowania faktów i mierzenia się z nimi. (s. 64)

Otóż nie! Nic takiego się nie dzieje ani nie działo w Polsce. Przynajmniej od I wojny. W przypadku pojedynczego sklepu albo magazynu dokonuje się w Polsce i dokonywało inwentaryzacji, remanentu albo kontrolnego spisu towarów. W przypadku całych firm sporządzany jest bilans. Nigdy, powtarzam NIGDY, na żadnym sklepie nie wisiała kartka „inwentura”. To jest pojęcie staropolskie, mało znane, używane najczęściej tylko przez Anonimowych Alkoholików w Polsce na określenie spotkania grupy, podczas którego omawiane są sprawy związane z realizacją V Tradycji AA lub inne organizacyjne.

Pytanie: PO CO obrachunek został zamieniony na cudaczną inwenturę? W jakim celu? To może nie jest błąd, chyba, że stylistyczny, ale ewidentnie zmiana na gorsze!


POSTANOWIENIE – FUJ!

W wielu miejscach w tekście zmieniane są określenia całkowicie dobre, poprawne, na… inne. Tu tylko jeden przykład, dotyczący Trzeciego Kroku (ten akurat dałoby się może obronić, bo tak jest w oryginale, ale jest podobnych mnóstwo innych).

Jest: Podjęliśmy decyzję, aby powierzyć naszą wolę i nasze życie… Poprzednio mieliśmy: Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie… Po co? Po co postanowiliśmy zostało w procesie tłumaczenia zmienione na podjęliśmy decyzję?


SAMOLUBSTWO

Samolubstwo, skupianie się na sobie – to jest, jak sądzimy, źródło naszych kłopotów! (s. 62)

Egoizm, który jakoś zniknął, w języku polskim występuje ponad pięć razy częściej niż to samolubstwo.

PO CO? Po co używać pojęć i określeń rzadko używanych, niezbyt powszechnych, kiedy dostępne są i były zwyczajne, powszednie, zrozumiałe? To oczywiście nie jest błąd, chyba, że stylistyczny, jak w przypadku tej nieszczęsnej inwentury (tekst stylizowany na staropolski), ale moim zdaniem to ewidentnie zmiana na gorsze!


RZETELNOŚĆ I DOKŁADNOŚĆ JEST ZUPEŁNIE ZBĘDNA

Przyznaliśmy się do pewnych wad. Ustaliliśmy z grubsza, w czym tkwi problem.  (s. 73)

To nie do wszystkich wad trzeba się przyznać, wystarczy tylko do niektórych? Wcale też nie potrzeba dokładnie określić, w czym tkwi problem, bo wystarczy powierzchownie, z grubsza? Super! Obawiam się jednak, że to nie jest błąd tłumaczy, ale… chyba warto sprawdzić.


PSYCHICZNA… CO?

Jeśli jest alkoholikiem, od razu cię zrozumie. Porówna twoją niespójność psychiczną ze swoją. (s. 93)

Niespójność psychiczna??? A to co takiego? Na czym, konkretnie, polega? Naprawdę nie dało się tam wsadzić czegoś prostszego, zrozumiałego?


POŚWIĘCENIE JEST BE?

Aby wiara była żywa, musi jej towarzyszyć samopoświęcenie i… (s. 94 ale też 15)

Takiego słowa nie ma w języku polskim, nie istnieje, po prostu. https://sjp.pwn.pl/szukaj/samopoświęcenie.html 

W starej wersji było „poświęcenie” – w czym przeszkadzało? Były może wątpliwości, czy alkoholicy chcą poświęcać prezesa Kaczyńskiego albo rodzinę sąsiada? PO CO tworzyć takie dziwolągi? Ewidentnie zmiana na gorsze! Poza tym wyraźnie już chyba widać jakąś fiksację zespołu tłumaczy na przedrostek „samo…” (kolejne to "samodyscyplina", "samonapęd" i inne samo...).


ŻYCZLIWOŚĆ NIEPOTOCZNA

Alkoholik, który może i chce wydobrzeć, potrzebuje odrobiny życzliwości (w potocznym tego słowa znaczeniu). (s. 99)

 A życzliwość w niepotocznym znaczeniu? Co to ma być?! Poproszę może o przykłady potocznie i niepotocznie rozumianej życzliwości. Po co tworzyć takie dziwolągi?



PODEJRZANE PRZYSŁOWIA

My, rodziny należące do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików, trzymamy kilka przysłowiowych trupów w szafie.  (s. 126)

Bez sensu. Nie ma w języku polskim żadnego przysłowia z trupem w szafie. Owszem, była taka czeska komedia kryminalna z 1960 roku „Trup w każdej szafie”, ale co to ma wspólnego z AA? Błąd frazeologiczny.



JACY TACY…

Dziewięć – AA, jako takie, nie powinno nigdy stać się organizacją... [572]

Jakieś to dziwaczne i koślawe. Wydaje mi się, że w takiej konstrukcji powinna mieć miejsce zgodność określeń oraz orzeczenia co do liczby i rodzaju, np. AA jako tacy nie powinni nigdy stać się organizacją. Jednak to przekracza moje kompetencje, więc nie będę się upierał.


KURSYWA

W wielu miejscach w tekście jego fragmenty zapisane są kursywą, to jest pismem pochylonym. Kursywa jest formą wyróżnienia fragmentu tekstu; inne formy, to pogrubienie, podkreślenie albo wersaliki. W Polsce przyjęło się kursywą zapisywać cytaty. Czy w WK to są cytaty? Nic o tym nie wiadomo. Owszem, tak było w oryginale (i zdaje się też nie wiadomo, po co i dlaczego), ale i co w związku z tym? PO CO powielać niezrozumiałe dziwności albo błędy oryginału?



MANIFESTACJA MAKSYMALNA i SKANDALICZNA

Dwanaście – Anonimowość stanowi duchową podstawę wszystkich naszych Tradycji, przypominając nam zawsze, że zasady są ważniejsze od osobowości.

Zasady są ważniejsze od osobowości??? To jest kompletnie niezrozumiały bełkot!

Słownik Języka Polskiego PWN (dostęp listopad 2018), https://sjp.pwn.pl/szukaj/osobowość.html):  
OSOBOWOŚĆ
1. «człowiek o cechach wyróżniających go spośród innych ludzi»
2. «całość stałych cech psychicznych i mechanizmów wewnętrznych regulujących zachowanie człowieka»

Cóż… ze słowników też trzeba umieć korzystać.
Pierwsza definicja jest prosta, jasna, zrozumiała, ale pod warunkiem, że ta wyróżniająca cecha jest znana. Tak byłoby w zdaniach np. Zasady są ważniejsze od dominujących osobowości albo Zasady są ważniejsze od apodyktycznych osobowości, czy wreszcie moje ulubione, które proponowałem tłumaczom dawno, dawno temu: Zasady są ważniejsze od naszych osobowości. Naszych, czyli oczywiście alkoholików, nic nowego, że mamy albo mieliśmy zaburzoną osobowość – proste, prawda?

Jeśli tej wyróżniającej cechy nie ma (a w tekście WK nie ma!), to w grę wchodzi definicja numer dwa i wówczas wychodzi na to, że AA-owskie zasady są ważniejsze od stałych cech psychicznych i mechanizmów wewnętrznych regulujących zachowanie człowieka. Ups! Jako że osobowość, jakąś, jakąkolwiek, ma każdy człowiek, jest to godna niebezpiecznej sekty próba narzucenia zasad AA całemu rodzajowi ludzkiemu.

Jest to też skandaliczna manifestacja samowoli, arogancji i spektakularne odrzucenie Kroku Drugiego i Trzeciego AA. Dlaczego? Tłumaczy nie udało mi się przekonać, jak widać, bo i co ma do gadania jakiś technik budowlany i pijak na dodatek, więc skonsultowałem sprawę (chyba nie tylko ja) z osobami kompetentnymi ponad wszelką wątpliwość, z językoznawcami, autorami słowników, i zrobiłem to tak dawno temu, że w tekście naszej książki można było to cudactwo poprawić, bo podsuwałem im to pod nos wiele razy!!! Proszę bardzo (korespondencja z poradnią PWN, a w niej na zmianę pytania i odpowiedzi z czerwca i lipca br.):

 Szanowni Państwo!

Interesuje mnie zdanie Pierwszeństwo zasad przed osobowościami. Wyraz po wyrazie jest ono przełożone z angielskiego (principles before personalities) i przekład ten jest zapewne poprawny, ale jego polska wersja wydaje mi się mocno problematyczna. Przed jakimi osobowościami? Jak rozumieć to Pierwszeństwo zasad przed osobowościami? Co z tego niby wynika? O co chodzi? Jak to rozumieć?

Z poważaniem – Witold Dociekliwy

Jestem wobec tego zdania tak samo bezradna jak Pan – nie rozumiem go (po prostu).

Z poważaniem Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski 3.07.2018


I dalej:
Szanowna Pani!

To nie tyle pytanie, co zgłoszenie wątpliwości co do słownikowej definicji i, najprawdopodobniej, błędu. Pierwsza definicja PWN dotycząca osobowości (https://sjp.pwn.pl/sjp/osobowosc;2496558.html) wydaje się mocno nietrafiona i pasuje bardziej do określenia osobistość, poza tym koliduje z drugą, która jest oczywiście zupełnie w porządku. Być może stąd problemy czytelników zawarte w poradach: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Osobowosc;18640.html oraz https://sjp.pwn.

Zgadzam się z Panią (Panem?) całkowicie. Szukałam w tekstach potwierdzenia znaczenia ‘człowiek o cechach wyróżniających go spośród innych ludzi’, ale bezskutecznie. Takiego człowieka nazwiemy raczej osobistością, nie zaś osobowością.

Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski

I dalej:

Szanowni Państwo!

Moje pytanie dotyczy: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Pierwszenstwo-zasad-przed-osobowosciami;18558.html Gdyby całe zdanie brzmiało tak: Anonimowość stanowi duchową podstawę wszystkich naszych tradycji, przypominając nam zawsze, że zasady są ważniejsze od osobowości, czy w takim przypadku te dziwne osobowości byłyby zrozumiałe, miały jakiś sens? Co znaczy takie zdanie? Czy da się je zrozumieć i ewentualnie – jak?

Z poważaniem – Jan Nowak

Osobowość w języku polskim to ‘ogół cech psychicznych i mechanizmów regulujących zachowanie człowieka’. Trudno mi sobie wyobrazić sytuację opisaną w zdaniu.

Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski



---

Konsultacji na temat spektakularnie spier… tekstu Dwunastej Tradycji, co do tych osobowości, jest znacznie więcej, ale pozostałych proszę sobie szukać na własną rękę.

Wyczyn zespołu tłumaczy oznacza po prostu niezdolność do przyjęcia, że ktoś (np. docent habilitowany, polonista, językoznawca) stanowi siłę większą niż moja własna w zakresie poprawnej polszczyzny (Drugi Krok) oraz widoczny brak Siły i kompletna niezdolność do podporządkowania się komuś takiemu (Krok Trzeci). Bo wyraźnie, nikt mi nie będzie mówił, jak mam pisać, prawda? To jest… Ale obiecałem sobie, że nie będę używał wulgaryzmów.

Wspólnota AA, szukając tłumaczy nowej wersji WK, najwyraźniej skoncentrowała się na kwalifikacjach związanych z językiem angielskim. Szkoda, że zupełnie nie sprawdzono ich kompetencji w zakresie języka polskiego – przynajmniej na poziomie gimnazjalnym. Te żałosne osobowości, czy dylemat, to po prostu hucpa. A tak niewiele brakowało, żebyśmy mieli spokój z Wielką Księgą na wiele dziesięcioleci…

Notatki sponsora (odc. 111)


I znowu, kolejny raz dałem się zwieść naiwnemu przekonaniu, że w środowisku AA w Polsce, pewne sprawy są znane i jednoznacznie rozumiane od dawna. Muszę chyba pogadać ze sponsorem, bo ten błąd wraca mi co jakiś czas…

Tym razem poszło o stwierdzenie, jaką to chorobą jest alkoholizm, jeśli w ogóle chorobą, bo i to najwyraźniej przestało być oczywiste.
W jakiejś swojej wypowiedzi, na zupełnie inny temat, czego innego dotyczącej, powiedziałem, że alkoholizm jest chorobą psychiczną, a konkretnie to żeby od psychicznie czy umysłowo chorych ludzi nie oczekiwać zbyt wiele, albo coś w tym stylu. Wtedy się zaczęło! Gdyby jeszcze sprzeciwiali się AA-owsy nowicjusze, to może dałoby się to jeszcze zrozumieć, ale oponowali alkoholicy „po Programie”, sponsorujący. Ups!

Oczywiście można bawić się słowami i sam pamiętam, jak dla złagodzenia pewnych prawd, podczas zajęć grupowych psychoterapii odwykowej, prowadzący je psycholog uspakajał, że: wy nie jesteście chorzy psychicznie, macie tylko chorą psychikę, ale już wtedy u wielu uczestników te naiwne sztuczki wywoływały salwy śmiechu. Tak więc można dalej manipulować słowami, poprawiać sobie samopoczucie i oszukiwać samego siebie, ale czy to jest trzeźwość? 

Ważniejsze jednak wydaje mi się coś innego – jeśli jestem w kościele katolickim, to nie upieram się, żeby odprawiano tam kadisz (modlitwa/nabożeństwo żydowskie), prawda? A w środowisku AA staram się rozumieć alkoholizm tak prosto i bez udziwnień, jak go widzą Anonimowi Alkoholicy, a nie politycznie poprawni psychoterapeuci lub prawnicy.

Stare i nadal często powtarzane na mityngach AA powiedzenie mówi, że alkoholizm jest chorobą ciała, duszy i umysłu, prawda? Chorobą. Cho-ro-bą. Zapytałem w pewnej chwili, gdzie jest ta dusza i umysł, czy przypadkiem nie w mózgu? Usłyszałem wtedy, że w sercu, i tak oto okazało się, że alkoholizm jest chorobą naczyniową, chorobą układu krążenia. Ups!

Kilka cytatów z naszej – NASZEJ, a nie psychoterapeutycznej – literatury.

Choroba tego typu – a uwierzyliśmy, że jest to choroba – angażuje ludzi wokół nas w sposób, w jaki żadna inna choroba nie jest w stanie tego uczynić.

Inaczej wygląda to w przypadku choroby alkoholowej, ponieważ wiąże się z nią kompletne zniszczenie wszystkiego, co ma wartość w życiu ludzkim.

Mamy nadzieję, że książka ta poinformuje i pocieszy tych, którzy są lub mogą być dotknięci tą chorobą.

Jeżeli jesteś alkoholikiem, który chce wyzdrowieć z tej choroby, być może już pytasz: „Co muszę zrobić?”.

Kiedy choroba złapie ich już w swoje szpony, często są zdziwieni. Pojawia się obsesyjne myślenie, że jakoś, kiedyś…


I to tylko z dwóch stron WK i nawet nie wszystkie przykłady.

Reasumując – objawem poważnej choroby psychicznej jest sprzeczanie się z faktami i negowanie rzeczywistości, ale… każdemu wolno.



Meszuge
(już nie alkoholik, od dziś ja mam tylko zaburzenia spożycia substancji)

poniedziałek, 29 października 2018

Notatki sponsora (odc. 110)


Podczas warsztatów AA-owskich Kroków spotkałem alkoholiczkę, która przyjechała tu szukać sponsorki. Nic dziwnego ani wyjątkowego w takim miejscu. Ciekawie się zrobiło, gdy dowiedziałem się, że chce ona „robić Program” po raz trzeci. Wtedy zacząłem pilniej nadstawiać ucha.
Po pierwszym razie funkcjonowała znakomicie przez kilkanaście miesięcy i wszystko było w porządku, dopóki bardzo intensywnie sponsorowała i niosła posłanie AA do Zakładów Karnych. Później się przeprowadziła, podopiecznych nie było, żadnych więzień w pobliżu i… wszystko jej się rozlazło, a w konsekwencji wróciła do picia.
Pozbierała się jakoś po kilkunastu tygodniach, znalazła drugą sponsorkę i „przerobiła” z nią Program raz jeszcze.  Od tego momentu minął rok i zauważyła, że znowu wracają jej stany (mieszanina lęków, złości i uraz) podobne jak te sprzed zapicia. Wpadła więc na pomysł, żeby poprosić o pomoc trzecią sponsorkę i zrobić Program trzeci raz – zanim się napije, więc niejako profilaktycznie.

Miałem ją spytać, jakie sugestie porzuciła, co przestała robić „po Programie”, ale też wskazać znajome alkoholiczki, które akurat mogą w tym momencie komuś pomóc, ale nie zdążyłem, bo wyszło na jaw coś jeszcze ciekawszego – ona nie szukała jakiejś tam sponsorki, nie każdej była się w stanie powierzyć. Ta trzecia miała być koniecznie z tej samej szkoły sponsorowania (praca tylko i wyłącznie na WK, w Kroku Szóstym niczego robić nie trzeba, pierwszych dziewięć Kroków robi się raz w życiu i można później o nich zapomnieć itd.), co dwie pierwsze i pochodzić nie dalej niż z szóstego pokolenia od doktora Boba.

Przypomniały mi się słowa Alberta Einsteina – Obłęd: powtarzać w kółko tą samą czynność oczekując innych rezultatów, ale nią nimi nie uraczyłem – dziewczyna zna siebie najlepiej i najlepiej wie, co jest dla niej dobre, a zwłaszcza, który Program i jak realizowany jest najlepszy, więc chyba nie było sensu.

piątek, 26 października 2018

List, apel do alkoholików z AA


Szanowni Przyjaciele!

Nasze społeczeństwo często ma o nas, anonimowych alkoholikach, złą opinię. Uważają nas nie tylko za złych ludzi, ale również za durniów i półanalfabetów, którym gorzała mózg wyżarła. Przykre to, ale może lepiej nie utwierdzajmy ich w tym przekonaniu?

Akredytacja to zdecydowanie nie jest bilet wstępu na AA-owską masówkę. Akredytacja to uprawnienie udzielone przedstawicielowi dyplomatycznemu (ambasadorowi, konsulowi) lub prasowemu do pełnienia funkcji przy obcym rządzie lub organizacji międzynarodowej.  (https://sjp.pwn.pl/sjp/akredytacja;2549226.html)

Żyjemy w wolnym kraju, więc każdemu wolno tutaj robić z siebie głupka i niedouczka, ale może niekoniecznie należy przy tym ośmieszać Wspólnotę Anonimowych Alkoholików? Choćby tylko dlatego, że taki nasz wizerunek utrudnia wciąż jeszcze cierpiącym alkoholikom identyfikację i nadzieję na to, że moglibyśmy im pomóc, skoro nawet nie wiemy, co bredzimy.


Sprawa druga. Zbliża się 45-lecie AA w Polsce. Region „Katowice” rozsyła coraz bardziej dramatyczne apele o pomoc, by podczas Zlotu Radości w sierpniu 2019 anonimowi alkoholicy podjęli się jakiejś służby (do wyboru jest wiele). Jednocześnie mija pół roku od kiedy próbuję się dowiedzieć, jak będzie realizowany zwrot kosztów dojazdu tym z nas, którym taka służba zostanie powierzona. Na razie bez efektów. Nikt nie umie odpowiedzieć mandatariuszom, kto, komu, ile, na jakiej zasadzie będzie zwracał koszty poniesione w związku ze służbą!

Organizator Zlotu, Region „Katowice” obejmuje ogromny obszar trzech dawnych województw, więc niektórzy członkowie AA z tego Regionu, wybierając się do Katowic na służbę związaną ze Zlotem, mieliby do przejechania prawie 200 km.
We Wspólnocie nauczyłem się zasady, że AA płacą swoje wydatki, na przykład zwracają koszty podróży alkoholikowi, któremu powierzają służbę z dala od jego miejsca zamieszkania. Grupa zwraca koszty mandatariuszowi, jadącemu na spotkanie intergrupy, intergrupa zwraca rzecznikowi lub innym zaufanym sługom, jadącym na spotkanie regionu itd. Jednak najwyraźniej w przypadku Zlotu w Katowicach jest inaczej – pojawiły się sugestie (na razie nieoficjalne), żeby każdy zaufany sługa, któremu służbę przy Zlocie Wspólnota powierzyła, wybrał się do Katowic za własne pieniądze. Ups!

Czy mamy rozumieć, że od tej rocznicy następuje strategiczna zmiana we Wspólnocie AA w Polsce i odtąd służby będą tu tylko dla bogatych? Co to ma być, Polska Wspólnota AA – nie dla biedaków?


---

28.10.2018. Wiadomość od SK: Służby Krajowe od kilku lat proszą o nieużywanie nazwy „akredytacja” przy zbieraniu opłat organizacyjnych

wtorek, 23 października 2018

Notatki sponsora (odc. 109)


Dawno, dawno temu wydawało mi się, że spotkanie AA musi trwać dwie godziny, że to jest jakoś uregulowane i obowiązujące na całym świecie. Jeśli nawet pół godziny przed końcem nikt nie miał już nic do powiedzenia, to prowadzący czytał głośno fragment jakiejś książki, żeby do wyznaczonej godziny koniecznie dosiedzieć.
Kiedy dowiedziałem się, że wiele mityngów w USA i Wielkiej Brytanii (może i jeszcze gdzieś, ale np. o Timbuktu nie dopytywałem) trwa mniej więcej godzinę, nie mogłem zrozumieć, jak to możliwe, jak oni to zorganizowali, jak im się to udaje.

Od wielu już lat mamy w Opolu mityngi ok. godzinne (3-4 grupy), wiem już, na czym to polega, jak działa, jednak z czasem znowu zacząłem mieć pewne wątpliwości. Raz i drugi zmierzyłem czas i wyszło mi, że czytanie scenariusza i przekazywanie sobie laminatu trwa jakieś 10-15 minut, a kwadrans przed końcem spotkania zaczynają się „sprawy organizacyjne” (15-20 minut lub więcej). Ostatecznie rzuciła mi się w oczy rażąca dysproporcja pomiędzy realnym czasem przeznaczonym na dzielenie się doświadczeniem w temacie rozwiązania problemu alkoholizmu, a całymi tymi „sprawami organizacyjnymi”. Bo jak to, tylko 40 minut przeznaczamy na alkoholizm, a aż 20 na jakieś kwestie techniczne? I to na każdym prawie mityngu?

Kiedy wreszcie znalazłem Brytyjczyka, z którym mogłem się porozumieć, zapytałem go o dwie kwestie:

I.
Jak to jest u nich, w Londynie, z tymi „sprawami organizacyjnymi”? Dowiedziałem się, że tam nazywa się to sumieniem grupy i to sumienie grupy zwoływane jest tylko w przypadku realnej potrzeby. Zdecydowana większość spraw związanych z funkcjonowaniem grupy uzgodniona została już dawno temu, więc teraz nie ma potrzeby do nich wracać na każdym spotkaniu, bo szkoda na to czasu. Omówione, uzgodnione, zdecydowane – działa. No, tak… Najpierw marnowaliśmy czas odczytując długaśne scenariusze, jakby to one miały fundamentalne znaczenie, a teraz marnujemy czas na prawie każdym mityngu omawiając realne albo wymyślone sprawy organizacyjne.
Początkowo trudno mi było wycisnąć z mojego rozmówcy informację, jak często zwoływane jest to ich sumienie grupy, bo stale powtarzał, że według potrzeby, ale wreszcie wyszło, że średnio jakieś 2-4 razy w roku. Ups!

II.
Moje drugie pytanie: jak długo trwa najkrótsza służba na grupie AA? Przyznam, że domyślałem się, jaka będzie odpowiedź, ale pewność z jaką jej udzielił była jednak uderzająca. Otóż najkrótsza służba trwa rok. Dodał tylko, że na niektórych grupach służba sekretarza (u nas to byłby prowadzący, choć zakres tej służby mocno się różni) pełniona jest przez dwie osoby jednocześnie. To akurat znam, podpatrzone u Amerykanów, coś takiego od dawna już działa w grupie AA „Wsparcie” w Opolu i świetnie się sprawdza.
Czy alkoholik, który służbę prowadzącego (to tylko przykład) pełni miesiąc, to jest prowadzi mityngi cztery razy w życiu, zdobył jakieś doświadczenie w tej służbie? Czy jest w stanie zapewnić grupie poczucie bezpieczeństwa i zgodność spotkania z Tradycjami? Ups!

Ludzie trzeźwi mają przekonania zbudowane na wiedzy i doświadczeniu. Niezbyt trzeźwi mają przekonania zamiast wiedzy i doświadczenia.

Co robią ludzie trzeźwo myślący, gdy czegoś nie wiedzą? Ano, doczytują, dopytują, konsultują. Co robią tacy niezbyt trzeźwi? Wymyślają.

Alkoholizm to poważna psychiczna choroba.

piątek, 24 sierpnia 2018

Notatki sponsora (odc. 108)


Całkiem solidnie zaskoczył mnie zarzut, że... WY macie złe zdanie o psychoterapii odwykowej (nie wiem dokładnie, czy chodzi o wy na mityngu, czy wy w AA). Z taką pretensją wyskoczył alkoholik terapeutyzujący się od półtora roku, który na mityngu AA pojawił się ze trzeci raz w życiu. A zaskoczyło mnie to, bo na tym akurat spotkaniu staramy się nie zajmować stanowiska wobec problemów spoza Wspólnoty AA, a wypowiadający się alkoholicy, mówią tylko o własnych doświadczeniach i przeżyciach. Słuchając dalej zorientowałem się, że za złe mówienie o psychoterapii uznawane jest stwierdzenie takie jak na przykład: byłem na zamkniętych i otwartych terapiach siedem czy osiem razy, ale niewiele to zmieniło, bo stale wracałem do picia; dopiero gdy trafiłem do AA i zacząłem realizować Program… – ups!

Kiedy psychoterapeutka powiedziała znajomej alkoholiczce, żeby nie chodziła do AA, bo to sekta (fakt!!!), to oczywiście wszystko w porządku, w wolnym kraju wolno przecież mówić o własnych urojonych przekonaniach, ale najwyraźniej alkoholikom nie wolno mówić o własnych realnych przeżyciach, jeśli te związane są z psychoterapią. Ciekawe. Szykuje się kolejny zakaz do scenariusza mityngu?

Rozejrzałem się po salce mityngowej. Było w niej prawie trzydzieści osób, i tak lub podobnie co tydzień. Grup AA w Polsce jest pewnie ze dwa i pół tysiąca. Na świecie ponad sto tysięcy. I przyszła mi do głowy oczywista oczywistość, że gdyby psychoterapia odwykowa naprawdę była skuteczna, to jest gdyby  rzeczywiście rozwiązywała problem alkoholizmu, to nikogo z nas by w tym miejscu nie było, Wspólnota AA dawno by już nie istniała.

piątek, 17 sierpnia 2018

Notatki sponsora (odc. 107)


Psychopatia (zgodnie ze słownikiem PWN) – trwała nieprawidłowość osobowości utrudniająca przystosowanie do otoczenia (https://sjp.pwn.pl/sjp/psychopatia;2513096.html). Kryteria diagnostyczne ICD-10 podają, że charakterystyczna dla psychopatów jest między innymi niezdolność przeżywania poczucia winy i uczenia się, skłonność do obwiniania innych, lekceważenie norm, nieliczenie się z uczuciami innych.

...istnieje duże podobieństwo między osobowością psychopatycznego przestępcy a alkoholika… – cytat z „Przekaż dalej”.

Bardzo, naprawdę bardzo nie chciałem się z tym zgodzić, ale mijały lata, przychodziły kolejne sierpnie i wrześnie, alkoholicy z maniackim uporem powtarzali całymi latami, że tak w ogóle, to oni skrzywdzili najbardziej sami siebie, a więc coraz bardziej mi się to nie udawało, coraz lepiej rozumiałem i godziłem się (cóż z tego, że niechętnie), że w książce „Przekaż dalej” napisano smutną i brutalną prawdę o alkoholikach.

Krzywdaszkoda moralna, fizyczna lub materialna wyrządzona komuś niezasłużenie; też: nieszczęście lub obraza dotykające kogoś niesłusznie (https://sjp.pwn.pl/sjp/krzywda;2475955.html ).

Pytałem wielu alkoholików, na czym konkretnie polegały te krzywdy, które ich spotkały, a wtedy okazało się, że były to rozmaite kary dyscyplinarne za picie alkoholu w miejscu pracy, odebrane prawo jazdy za jazdę po pijanemu, wysokie koszty wielu noclegów w izbie wytrzeźwień, gdy ich rodziny miały poważne problemy finansowe, ustawowe kary wymierzane przez sądy za wykroczenia albo przestępstwa dokonywane pod wpływem alkoholu ze znęcaniem się nad członkami rodziny włącznie itd. Wtedy zrozumiałem też, że wśród cech charakteryzujących psychopatów i socjopatów, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną: traktowanie słusznych, naturalnych, oczywistych, przede wszystkim jednak zasłużonych konsekwencji własnych postaw i zachowań, jako osobistej krzywdy. Wyrządzonej przez samego siebie lub kogoś innego, ale to już mniej ważne.
Tak, to potworne, zdaję sobie z tego sprawę, ale niestety brutalnie prawdziwe – alkoholik, zmuszony do ponoszenia konsekwencji swojego zachowania, poczuje się tym boleśnie skrzywdzony! Uzna się za ofiarę!

Alkoholizm to straszna psychiczna choroba…