sobota, 2 lutego 2019

Lojalność kontra Tradycje AA


Kilkadziesiąt lat temu moi krewni, znajomi i przyjaciele zaczęli wyjeżdżać z Polski i osiedlać się na stałe w krajach Europy Zachodniej i USA. Wkrótce potem zaczęły od nich napływać szokujące informacje o parszywym zachowaniu innych Polaków za granicą. Polak doniósł na innego Polaka do szefa, że ten wynosi z firmy narzędzia albo tylko (sic!) źle pracuje. Co za świnia! Pomieszkał taki kilka lat na Zachodzie i już gotów jest gnoić rodaków. To się w głowie nie mieściło.
Jeszcze później relacje te zaczęły dotyczyć tubylców – jakiś Niemiec, Szkot lub Holender, zwolnił albo spowodował zwolnienie z pracy, swojego kolegi, ale… panowie nadal zostali przyjaciółmi. Na taką zagraniczną mentalność patrzyliśmy z pogardą i głębokim brakiem zrozumienia.

Później wytrzeźwiałem. Jeszcze później poznałem Tradycje AA, a nawet przekazałem je kilkunastu podopiecznym – czego obecnie czasem żałuję, bo mam świadomość, że w wielu przypadkach wyprodukowałem w ten sposób teoretyków, alkoholików, którzy zapewne powierzchownie poznali Tradycje, ale to nie znaczy, że stali się zdolni do ich stosowania.

Temat mityngu: Co jest ważniejsze, dobro Wspólnoty AA, czy lojalność wobec kolegi, przyjaciela, podopiecznego, sponsora? – okazał się ciekawym eksperymentem, a jego efekty uważam za znaczące.

Zapewne nasz kraj znajduje się w takiej właśnie sytuacji ekonomicznej (ponad bilion długu) i gospodarczej, bo zawsze tutaj poświęcaliśmy ochoczo nasze wspólne dobro, na rzecz dobrego samopoczucie własnego albo przyjaciół, krewnych, znajomych, ziomków, powinowatych, co często na jedno wychodzi. Kiedy piszę, że zawsze, to oznacza, że nie chodzi tu o formę rządów, czy partię akurat sprawującą władzę. Jeśli jednak do naszych wad narodowych dodać wzmocnienie w postaci alkoholizmu, to rodzą się potworności.

- Bardzo mi pomogła, gdy byłam w sytuacji beznadziejnej, może nawet uratowała mi życie – usłyszałem kiedyś – dlatego teraz będę stała za nią murem, bez względu na wszystko.

Po krótkim namyśle doszedłem do wniosku, że w moim życiu nie ma nikogo takiego, kogo popierałbym bez względu na wszystko, czyli bez względu na to, co on/ona w przyszłości powie lub zrobi. W przypadku alkoholików – tym bardziej. Być może podopieczni, przyjaciele, koledzy i znajomi będą rozczarowani, ale z góry uprzedzam, że jeśli będą szkodzili Wspólnocie AA, nie będę ich w tych działaniach wspierał ani popierał.

Głosujemy na pewnych alkoholików nie dlatego, że dobrze nadają się do określonej służby ale dlatego, że są naszymi kolegami. Także z powodu strachu, że nie będą nas lubili, gdybyśmy głosowali „przeciw”. Popieramy przedsięwzięcia nie dlatego, że są sensowne i wartościowe, ale dlatego, że ich autorem jest lokalny weteran, któremu boimy się sprzeciwić albo przyjaciel z terapii. Co tam dobro całej Wspólnoty! Anonimowi Alkoholicy jakoś sobie poradzą! Przecież AA się nie zawali! He! He! He!

Jeśli nie potrafisz, patrząc przyjacielowi w oczy, głosować za odebraniem mu służby, bo pełni ją źle, z wyraźną szkodą dla grupy, intergrupy, regionu itd., jeśli nie potrafisz sam wystąpić przeciwko sterroryzowanej, obojętnej albo ogłupionej większości, to może nie chwal się, że zrobiłeś Tradycje ze sponsorem, bo… wiara bez uczynków jest bezowocna, a wiedza bez praktyki to tylko teoria.

niedziela, 27 stycznia 2019

Z miejsca przyznając się do...


W październiku 2018 przyszedł mi po głowy pewien temat związany z Krokiem Dziesiątym. Zauważyłem, że dwóch moich kolegów, co ciekawe w sposób zupełnie różny,  popełnia prawdopodobnie ten sam błąd, a jako że mi na nich zależy, chciałem jakoś przestrzec, pomóc w jakichś sposób. Z mojego skromnego doświadczenia wynika, że porzucenie obrachunku moralnego albo robienie go tylko dla samego siebie, to jest bez elementu przyznawania się głośno do błędu, jest szalenie niebezpieczne, ale – co najgorsze – nie natychmiast, nie od razu, więc trudno zauważyć.
Zastanawiałem się też nad zdolnością przyznawania się do błędów nie tylko pojedynczych alkoholików, ale i struktur Wspólnoty AA w Polsce. Inwentura mojej grupy była wczoraj, a kiedy odbyła się taka operacja w przypadku Rady Powierników albo Konferencji?
Takie to kwestie zajmowały mnie od pewnego czasu, ale kiedy siadałem do pisania, nic mi jakoś z tego nie wychodziło. Życzliwość i koleżeństwo oraz troska o wspólne dobro nie wystarczały i wychodziła mi teoretyczna połajanka z wyżyn moralizatorstwa, więc… lądowała w koszu.

To popełniłem wtedy błąd. Może nie jakiś fundamentalny, ale jednak godzący w moje ego. Trzy-cztery dni później przyznałem, że nie miałem racji, że się myliłem. Przy tej okazji przypomniałem sobie, że już ponad rok nie przyznawałem się komuś do błędu bieżącego, popełnionego teraz, bo przyznawanie się do błędów z okresu picia, to już rutyna i nic nie kosztuje. Tak oto znów stałem się gotowy dawać przykład, a nie wykład.

Obawiałem się, że moi koledzy tak daleko już zabrnęli na swojej niebezpiecznej drodze, że mogą uznać, iż moje przyznanie się nie ma znaczenia, bo i kto to jest Meszuge? No przecież nikt! Taki to się może przyznawać, ale przecież oni, na swoich stanowiskach, w ich specjalnych i szczególnych  sytuacjach, na ich poziomie itp., to przecież zupełnie coś innego, nie ma co porównywać.
Niesamowicie ucieszyłem się, bo wyglądało na to, że obaj zareagowali pozytywnie, to jest wykonali pewne działania, świadczące o tym, że wracają na szlak. Nadal trochę mi było głupio z powodu zrobienia z siebie koncertowo durnia, ale radość była większa – tak, to działa! – miałem ochotę powtarzać każdemu spotkanemu alkoholikowi – daj przykład, a nie wykład, a zaczynają się dziać cuda!

Po dwóch-trzech tygodniach nadzieje szlag trafił. Moi koledzy wrócili do swoich poprzednich postaw, a nawet – mam wrażenie – okopali się na nich jeszcze bardziej. A mnie zaskoczyła własna reakcja – zwykle złoszczę się, gdy ktoś upiera się przy ewidentnych bzdurach lub swoich bezsensownych przekonaniach – ale teraz było i jest inaczej: po prostu tylko (tylko?) bardzo mi smutno.

A co z tą inwenturą struktur AA? Wspólnota w Polsce dynamicznie się zmienia, ogólnie w dobrym kierunku, choć dla mnie – trochę za wolno – ale idzie we właściwą stronę. W każdym razie te zmiany ujawniają (jak cofający się lodowiec) coraz więcej rozmaitych błędów całej Wspólnoty. Do błędów w tłumaczeniu Wielkiej Księgi dochodzi wyjątkowo zła Propozycja Scenariusza Mityngu, dochodzi mocno problematyczny Poradnik dla Służb, który zamiast podpowiadać rozwiązania dobre, zaleca czasem stare, błędne.

Zwróciłem się do alkoholika, który najlepiej zna historię AA w Polsce i dowiedziałem się, że owszem, Wspólnota przyznała się do błędu w 1995 roku (chodziło o ustalenie trybu działania delegata KSK z pominięciem kwestii jego pracy w terenie). Ups! Trochę  jakby skromnie, prawda? W żadnym razie nie chodzi o szukanie winnych wśród konkretnych osób (o winie orzeka sąd), choć zapewne może paru osobom przydałaby się świadomość konsekwencji ich działań. Wskazywanie kogoś palcem z okrzykiem świętego oburzenia – to ty wszystko spier…! – niewiele zmieni. Chodzi jedynie o to, że tylko jeden typ błędów nie zostanie nigdy w pełni naprawiony – błędy przemilczane, ukryte, zmanipulowane. Udawanie, że nic się nie stało, że zaufani słudzy, jako całość, nigdy nie popełnili żadnych błędów, chyba jednak nie buduje zaufania do Wspólnoty, ani nie wpływa pozytywnie na jej wiarygodność.

środa, 23 stycznia 2019

Notatki sponsora (odc. 116)

Poważnym błędem ludzkiej natury jest to, że inteligentni ludzie mają wątpliwości i skrupuły, podczas gdy durnie są zawsze pewni siebie…

W popularnym portalu aukcyjnym wystawiłem na sprzedaż pewien przedmiot. Jego cenę ustaliłem na X, a koszty wysyłki na Y. Osobom, które tej formy handlu nie znają wyjaśniam, że nie da się tam wystawić na sprzedaż czegokolwiek, bez wyraźnie określonych kosztów przesyłki, a podczas finalizowania zakupu system ze trzy razy pyta, czy rozumiesz i zgadzasz się z ceną i kosztami.
W portalu tym można kupić mnóstwo przedmiotów za złotówkę, filmy, muzykę, książki, jednak zapłacić trzeba będzie ostatecznie znacznie więcej, bo sprzedawca ustawił koszty przesyłki na dwadzieścia złotych, na przykład. I wolno mu. Nie musi mi się to podobać, ale też nie muszę kupować.

Mój przedmiot kupiła pani i wkrótce potem zadzwoniła do mnie z pretensjami, że koszty wysyłki są za wysokie. Nawet starała się coś mi udowodnić, prezentując cennik poczty. Wyjaśniłem grzecznie, że koszty wysyłki, to nie tylko cena znaczka na pudełku, że w tym przypadku zawierają też cenę pudelka oraz zawiezienia go (ciężkie dosyć) na pocztę. Usłyszałem od pani, że jak ONA potrzebuje pudełko, to łatwo znajduje je na śmietniku, a na pocztę to ONA chodzi pieszo, bo spacer to zdrowie. Nie było sensu rozwijać tematu, więc stwierdziłem tylko, że klikając w stosowne miejsca zgodziła się zarówno na cenę towaru, jak i określone, konkretne koszty przesyłki. Pani poinformowała mnie, że ONA nie zwracała na to uwagi, bo ONA myślała, że te koszty będę zawierały tylko opłatę pocztową.

Zagadka: po czym poznałem, że pani, która dokonała u mnie zakupu, jest alkoholiczką?

Przypomniało mi to jak dawno, dawno temu mojego podopiecznego zaprosili na spikerkę. Na drugi koniec Polski. Trochę szalony pomysł, ale… kto bogatemu zabroni? Kłopoty pojawiły się, gdy tylko doszło do ustalania konkretów. Moje złe doświadczenia z początków spikerowania przydają się nie tylko podopiecznym, bo czasem opowiadam, że od pewnego czasu zawsze już dopytuję, kto zaprasza (w czyim imieniu) i jak wygląda sprawa zwrotu kosztów. Rozmawianie o pieniądzach może się z początku wydawać krępujące, ale tylko dzięki jednoznacznemu uzgodnieniu warunków, można uniknąć uraz, żalów, nieporozumień i pretensji. Jasne komunikaty rodzą jasne sytuacje, nieprawdaż?
W każdym razie rzecznik grupy zapraszającej zaproponował mojemu podopiecznemu nie tyle zwrot realnych kosztów przedsięwzięcia, co cenę najtańszego biletu na pociąg w obie strony. Oznaczałoby to podróż z wieloma przesiadkami, trwającą ponad siedem godzin. I wracać ma do domu zaraz po spikerce, bo ani nocleg, ani kolacja nie wchodzą w grę. Rzecznik usłyszał, że zapraszany gość nie po to kupował sobie i rodzinie samochód, żeby teraz tłuc się w poprzek kraju pociągami osobowymi, a poza tym ma już swoje lata, stan zdrowia też taki sobie, wiec ten pomysł z pociągami i zarwanymi dwoma nocami jest w jego przypadku zupełnie nie do przyjęcia. Rzecznik poznał też, bo o to namiętnie dopytywał, kalkulację kosztów w wykonaniu zapraszanego alkoholika, ale ta spotkała się tylko z jego pogardliwym prychaniem oraz teatralnymi westchnieniami. Podopieczny podziękował jednak grzecznie za zaproszenie i… w tym momencie cała sprawa mogła się skończyć, a strony rozstałyby się w miłej i przyjaznej atmosferze. Kłopot w tym, że rzecznik zaczął drążyć, argumentować i udowadniać.

Zapraszający alkoholik, rzecznik, strażnik Tradycji, oświadczył, że ON nigdy nie wpadłby na pomysł takiego wyłudzania pieniędzy od AA (insynuacja, że realny zwrot kosztów to wyłudzanie!), że ON albo odmawia przyjmowania pieniędzy od grupy zapraszającej, albo otrzymaną kwotę manifestacyjnie wrzuca z powrotem do ich kapelusza. Poinformował też mojego podopiecznego, że ten najwyraźniej nie zna Tradycji AA, skoro nie wie, że zaproszonemu spikerowi zawsze i wszędzie zwraca się tylko cenę przejazdu najtańszym środkiem lokomocji, a o jakimś wyżywieniu lub noclegu, to w ogóle nie ma mowy. Było też coś o braku wdzięczności dla Wspólnoty, o porównaniu pieniędzy kiedyś przepitych do cen paliwa, ale to już mniej ważne.

To że wielu alkoholików myli realne koszty z ceną biletu, znaczka itp., jest oczywiste i chyba nawet dość częste. Jednak zrozumienie, kto ostatecznie ustala te koszty, i że nie sumienie grupy AA w Polsce, najwyraźniej sprawia już potężny kłopot. Ale przecież sam takie rzeczy robiłem! Po pijanemu starałem się udowodnić w sklepie albo w restauracji, że mają za wysokie ceny/marże alkoholu, bo przecież tona ziemniaków w skupie kosztuje… Obecnie, jeśli mnie na coś nie stać, to tego nie kupuję, ale nie staram się już udowodnić i wykazać, że sprzedawca jest oszustem, złodziejem, wyłudzaczem.

Poziom egocentryzmu nietrzeźwych alkoholików wydaje mi się porażający – skoro ON/ONA coś tam uważa za słuszne, ONA/ON coś robi w określony sposób, to jest to wyraźnie niezbity dowód, że tak należy, że to jest właściwe, i wszystkich powinno obowiązywać. Mocne!

Przerzucanie na innych ludzi odpowiedzialności za własne pomyłki i niedopatrzenia może zrozumiałbym u pijanych, ale w przypadku alkoholików niepijących, rzekomo po Programie (ciekawe jakim?), obserwują z pewnym niesmakiem. U takich ludzi częstym dowodem na coś są też ich własne myśli: ja myślałem, że zrobisz mi to taniej, bo w końcu jesteśmy kolegami z AA. I teraz to inni mają odpowiadać za to, co ONA/ON sobie wymyślił!? Oczywiście takie sztuczki też robiłem po pijaku, też starałem się – rodzinę zwłaszcza – wrobić w poczucie winy argumentem „a ja myślałem, że…”.

Na koniec absurdalne, niebezpieczne przekonania, że we Wspólnocie AA są jakieś sztywne zasady  albo praktyki identyczne na całym świecie i wszystkich alkoholików obowiązujące, ale – co najważniejsze – dające się opisać w jakimś AA-owskim kodeksie. Świeczka pali się na każdym mityngu, nawet na innej półkuli, najlepiej kapelusz dzielić procentowo, weteran to ktoś, kto nie pije 25 lat i więcej… Przykładów są setki.

Sobotni warsztat nowego wydania Wielkiej Księgi odbył się w Opolu dopiero trzy razy (potrwa jeszcze parę tygodni), ale jego uczestnicy już zauważyli, że treść w tej wersji jest mniej autorytarna, mniej restrykcyjna, mniej… hm… czarno-biała. I bardzo dobrze. Mam też nadzieję, że podobny duch pojawi się w kolejnej wersji naszego Poradnika dla Służb, bo obecny jest nie tylko napisany urzędniczą nowomową, zalecający z naciskiem jedynie słuszne rozwiązania, ale też zawiera (niekiedy) zupełne bzdury.


Przekonanie o własnej racji na wesoło: https://www.youtube.com/watch?v=J1lrUY86i_w

niedziela, 13 stycznia 2019

Kontrowersyjne treści w WK


Z lektury wstępu do „Codziennych Refleksji” dowiedziałem się, że cytaty w nich zawarte są fragmentami literatury AA, ale same refleksje, autorstwa jakichś tam członków AA, nie zawierają stanowiska Anonimowych Alkoholików w żadnej sprawie. Czyli mają wartość dokładnie taką, jak dowolna wypowiedź na mityngu – ni mniej, ni więcej.

Chciałem się dowiedzieć, jaka relacja (może podobna?) zachodzi między wypowiedziami zawartymi w historiach osobistych z Wielkiej Księgi, a oficjalnym stanowiskiem AA, ale o tym nie napisano w żadnym wstępie, a jest ich wiele. Już raz zetknąłem się w tej książce z sugestią, że na Programie przyznać to się trzeba tylko do niektórych rzeczy i całkiem wystarczy z grubsza tylko zorientować się, o co chodzi, bo najwyraźniej rzetelność i dokładność anonimowym alkoholikom nie jest potrzebna. Teraz znowu to…

Na przykład w AA mówią nam, że nie możemy sobie pozwolić na urazy i użalanie się nad sobą, więc uczymy się unikać tych wyniszczających postaw. W podobny sposób pozbywamy się poczucia winy i wyrzutów sumienia, gdy podczas pracy nad Krokiem Czwartym i Piątym programu powrotu do zdrowia „wyrzucamy śmieci” z naszej głowy[Cytat z książki „Anonimowi Alkoholicy”, wydanie z 2018 roku, s. 566].

Normalni ludzie (i nie chodzi mi tylko o to, że niealkoholicy), jeśli zrobią komuś jakąś krzywdę, czują wstyd, poczucie winy, wyrzuty sumienia. Uczuć takich nie doświadczają albo nazywają śmieciami i potrafią wyrzucić ze swojej głowy, psychopaci lub socjopaci. W tym momencie zastanawiam się, czy - i ewentualnie w jaki sposób - tacy ludzie realizują Krok Ósmy oraz Dziewiąty – skoro już poczucie winy i wyrzuty sumienia wywalili ze swojej głowy, to zapewne na liście osób skrzywdzonych pozostali już tylko oni sami. Ale mniejsza z tym.

Poczucie winy i wyrzuty sumienia, to uczucia wyższe dane nam przez Boga. Odróżniają one ludzi od dzikich zwierząt (co do oswojonych psów i kotów nie byłbym już taki pewien), które zabijają po prostu dlatego, żeby mieć co żreć i przeżyć.  Nie jestem pewien, czy jest mi po drodze z ludźmi, którzy takie uczucia nazywają śmieciami i chcą oraz jakoś potrafią wyrzucić je ze swojej głowy. Może i z tymi, którzy „tylko” zalecają takie postawy i uważają je za reprezentatywne dla swojej wspólnoty.

I tu moja pilna prośba do powierników, by spowodowali, żeby Wspólnota AA w Polsce zwróciła się do stosownych służb w Nowym Jorku (zapewne do Biura Usług Ogólnych), z prośbą o interpretację i wyjaśnienie, czy historie osobiste zawarte w Wielkiej Księdze zawierają oficjalne stanowisko Wspólnoty AA, wobec jakichkolwiek kwestii i czy opisane w niej postawy, przekonania i zachowania są – według AA – wartościowe, godne polecenia i naśladowania.

środa, 9 stycznia 2019

Żeby choć trochę podobna!


Był kiedyś taki warsztat, bodajże w Bełchatowie, gdzie Bob (amerykański weteran) mówił o Tradycjach. Materiał ten jest bardzo długi, ale mnie uderzyły dwie kwestie. Jedna dotyczy zmiany wersji długiej Dwunastu Tradycji na krótką, powodów tego i konsekwencji, a druga – realnego podziału Wspólnoty AA.

Najpierw jednak pytanie: czy ktoś pamięta jeszcze wyroby czekoladopodobne? Bo mnie się czasem wydaje, że my, w Polsce, mamy coś wspólnotopodobnego, podobnego chyba tylko z nazwy i pozorów.

Anonimowi Alkoholicy (w USA) popełnili już chyba wszystkie możliwe błędy w swojej ponad osiemdziesięcioletniej historii, więc powinniśmy się na ich doświadczeniach uczyć, a nie wiecznie wymyślać nasze polskie rozwiązania – zresztą zupełnie odmienne od już wypraktykowanych na świecie i przynoszące zwykle efekty… co najmniej problematyczne.

Bob mówił (pisownię zostawiłem taką, jak dostałem w pliku .pdf)…
Nie chcę być negatywnie nastawiony, ale obecnie AA na całym świecie jest podzielone na dwie części. Nie wiem czy w efekcie finalnym to będzie dobre czy złe. Po prostu wiem z obserwacji, że to się dzieje. Podział ma miejsce na dwa obozy, które maja bardzo mało ze sobą do czynienia. Jest to bardzo widoczne w Stanach Zjednoczonych, nie wiem czy tak samo jest w Europie. Jeden z obozów istnieje po to by służyć jedynemu celowi. Obóz ten robi wszystko żeby pomagać ludziom, aby wykonywać służby, robić Kroki, czytać Wielką Księgę. Ludzie ci robią wszystko, żeby odsunąć siebie, swoje ego na bok, aby służyć wyższemu celowi i etyce. Tymczasem drugi obóz jest skupiony tylko na jednej rzeczy, naprawianiem swoich problemów – ja, ja, ja, ja, ja, ja, ja. Ten obóz myśli, że obóz pomagający innym to fanatycy.

Na ten temat było i jest dużo więcej, ale w tym momencie i na potrzeby tego, co chcę pokazać, powinno wystarczyć.

Otóż słyszałem już i czytałem w naszym środowisku, że są przyjaciele, którzy nawołują do udawania, że podział grup AA na typ A i B (albo X i Y, bo nie o nazwy tu chodzi) w Polsce nie istnieje. To udawanie, oszukiwanie siebie i innych, ma rzekomo służyć jedności Wspólnoty AA. Ups! Od kiedy to sprzeczanie się z faktami i zakłamywanie rzeczywistości komukolwiek w czymkolwiek pomogło? Czy udając, że wszystko jest w zupełnym porządku, można cokolwiek naprawić, zmienić?

W Ameryce dostrzegają problem i może już nawet myślą nad rozwiązaniami, w Polsce lansowana jest propaganda sukcesu: Jest cudownie, a będzie jeszcze lepiej, żadnych podziałów nie ma, bo my tak postanowiliśmy! Ba! Nawet próbuje się tutaj namawiać, przekonywać, wręcz przymuszać innych, by też udawali i głosili, że jest idealnie, znakomicie i bezpodziałowo. I to niby w imię wspólnego dobra i jedności!

Bob stwierdził, że nie wie, czym się to finalnie skończy, i ja też nie wiem. Mamy mnóstwo lat doświadczeń (z pijanego życia) w udawaniu i zakłamywaniu, więc może uda się i tym razem? Z podobnym skutkiem... 

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Notatki sponsora (odc. 115)


Podopieczny oznajmił, że ma kłopot ze zrozumieniem pewnych tekstów i bez zwłoki przeczytał mi z Wielkiej Księgi:

Mityngi dały mi to, co mój sponsor lubi nazywać jednym z najważniejszych słów w Wielkiej Księdze – AA sprawiło, że w moim życiu pojawiło się słowo »my«. »Przyznaliśmy się, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu…«. Już dłużej nie musiałem być sam. [s. 516]

A następnie, z intensywnie zalecanego w naszym najnowszym „Poradniku dla służb” „Scenariusza prowadzenia mityngu” (tego niebieskiego), ze strony 6, że podczas mityngu…

Każdy mówi tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach, nie teoretyzuje, nie krytykuje i nie ocenia wypowiedzi innych. Nie używa słów – my, wy, oni.

I zapytał: czy my w Polsce na pewno należymy do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików?

Teraz to ja mam pewien kłopot. I nie, nie chodzi o to, że w Pierwszym Kroku raz jest „Przyznaliśmy, że…”, a tutaj znowu „Przyznaliśmy się, że…”. Z tym sobie jakoś poradzę. Chyba...

Dawno temu, bo w 2014 roku (i nie tylko) pisałem o tym, że bardzo liczyłem na polski "Poradnik dla służb", ale kiedy został wydany, zacząłem żałować, że się to stało, bo zbyt wiele wspólnego z Anonimowymi Alkoholikami to on nie ma.
https://meszuge.blogspot.com/2014/09/o-poradniku-dla-suzb-aa.html
https://meszuge.blogspot.com/2015/01/notatki-sponsora-odc-048.html 
https://meszuge.blogspot.com/2017/03/notatki-sponsora-odc-081.html