poniedziałek, 1 czerwca 2026

Dziwolągi językowe w AAPL

12x12 z 2024 roku, s. 24:
„Wciąż pogłębiając nasz dylemat, sponsorzy wskazali na postępującą wrażliwość na alkohol, którą…”.
Dylemat to trudny wybór między dwoma równie ważnymi opcjami. TRUDNY WYBÓR.
W języku angielskim dillema może oznaczać podobno różne rzeczy, na przykład zagadkę lub pytanie (the question of addiction lub riddle of addiction), ale po polsku dylemat przyjmuje jedno tylko znaczenie, ten właśnie trudny wybór. A w takim razie o jakim wyborze jest mowa?
Ktoś spróbował na to odpowiedzieć i uznał, że to wybór między pić, a nie pić. Czyżby? To by znaczyło, że nie ma mowy o jakiejś tam bezsilności, a alkoholik po prostu może wybrać, czy się napije, czy nie?
Mam nadzieję, że o jakiś inny dylemat/wybór chodzi, ale jaki?

12x12 z 2024 roku, s. 27:
„…większość nowicjuszy w AA mierzy się z dylematem, czasem bardzo poważnym”.
O jaki dylemat, to jest trudny wybór między dwiema równie ważnymi opcjami, tutaj chodzi?

12x12 z 2024 roku, s. 30:
„Oczywiście dylemat osoby, która odeszła od wiary wiąże się z głębokim zagubieniem”.
O jaki dylemat, to jest trudny wybór między dwiema równie ważnymi opcjami, chodzi w tym przypadku?

12x12 z 2024 roku, s. 59:
„…przysparzało nam samooszukiwanie się”.
Skoro się oszukuję, to chyba wiadomo, kto kogo oszukuje, bez dodawania „samo”.
Rozdział ten wyjątkowo napchany jest różnymi „samo” (ang. self) – wygląda na to, że na ten przedrostek tłumacz/e mają jakąś szczególną fiksację. Samooszukiwanie się, samoułuda (jeśli tkwię w ułudzie, to chyba wiadomo, kto tkwi bez obsesyjnego dodawania „samo”), samousprawiedliwianie, samoanaliza itd. To zakrawa na obsesję.

12x12 z 2024 roku, s. 99:
„Dlaczego nie zwrócić się bezpośrednio do Boga z naszym konkretnym dylematem i nie zapewnić sobie…”.
Ciekawe, o jaki dylemat chodzi. Dylemat to jest trudny wybór między dwiema równie ważnymi opcjami. Na czym może polegać ten konkretny wybór, jest to wybór między czym, a czym?
Dylemat: https://sjp.pwn.pl/sjp/dylemat;2555642.html
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/albo-dylemat-albo-brak-pieniedzy;18942.html

12x12 z 2024 roku, s. 119:
„Poruszyliśmy tu tak wiele problemów, że może się wydawać, iż AA zajmuje się głównie rozwiązywaniem dylematów i trudności”.
Tego już zupełnie nie da się zrozumieć. Dylemat to jest trudny wybór między dwiema równie ważnymi opcjami. Dylematów się nie rozwiązuje – w przypadku dylematu dokonuje się wyboru. O jakież to wybory może chodzić w cytowanym zdaniu?
https://wsjp.pl/haslo/podglad/37269/dylemat

12x12 z 2024 roku, s. 146:
„Położyłem szczególny nacisk na beznadziejność dylematu alkoholika”.
Zapewne bardzo jest to ważne, ale… Dylemat to jest trudny wybór między dwiema równie ważnymi opcjami – o jakie wybory więc tu chodzi?
Poszukałem w wersji oryginalnej i znalazłem tam słowo dilemma. Po angielsku, jak się dowiedziałem, dilemma może mieć różne znaczenia: problem albo zagadka, albo pytanie, albo jeszcze coś innego, np. trudny wybór: „The dilemma of addiction = the question of addiction” (kwestia uzależnienia) , „The dilemma of addiction = The problem of addiction” (problem uzależnienia), The dilemma of addiction = „Riddle of addiction” (zagadka uzależnienia). Ale to po angielsku!!! Bo po polsku dylemat ma jedno i tylko jedno znaczenie! Dylemat to jest trudny wybór między dwiema równie ważnymi opcjami. https://wsjp.pl/haslo/podglad/37269/dylemat

12x12 z 2024 roku, s. 179:
„Tu właśnie zasady AA miały być ważniejsze od osobowości, i to bez żadnych wyjątków”.
Zaraz, zaraz… od jakich osobowości, od czyich osobowości? Lewandowski jest osobowością sportową, Nawrocki jest osobowością medialną – o jaką osobowość chodzi tłumaczom?
https://sjp.pwn.pl/sjp/osobowość;2496558.html
Osobowość to «całość stałych cech psychicznych i mechanizmów wewnętrznych regulujących zachowanie człowieka», a w takim razie zasady AA miałyby być ważniejsze od stałych cech psychicznych i mechanizmów wewnętrznych regulujących zachowanie człowieka? Przecież to są jakieś brednie.
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/pierwszenstwo-zasad-przed-osobowosciami;18558.html
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/o-osobowosci-jeszcze-raz;18751.html
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/jeszcze-o-osobowosci;18750.html


Wygląda na to, że wraz z upływem czasu do literatury AA wprowadzanych jest coraz więcej błędów, i jest to działanie celowe. Rozmawialiśmy o tym w grupie i w końcu padło pytanie, po co? Po co jest to robione? Pomysłów było kilka, ale jeden z nich wydał mi się naprawdę zaskakujący.

Wiadomo, że głupimi ludźmi łatwiej się manipuluje (durne owce łatwiej się strzyże). Wiedzieli o tym Niemcy w czasie rozbiorów i wojny światowej, wiedział Kościół, wiedzieli komuniści – w latach pięćdziesiątych było nawet pogardliwe przezwisko „te, inteligent!”. Nie da się jednak obecnie, w XXI wieku, wyeliminować ze społeczeństwa wszystkich osób inteligentnych tak, żeby nikt z nich nie trafił do AA. Co jednak można zrobić? Można tak spreparować literaturę AA, żeby ludzie mądrzy, inteligentni, oczytani, jeśli nawet do AA przyjdą, to nie będą chcieli w takiej wspólnocie zostać.
Trochę się z tego pośmialiśmy, a następnie rozeszli, każdy w swoją stronę.

poniedziałek, 18 maja 2026

Pożądane samoprzebaczenie?

W „Codziennych refleksjach” na dzień 17 maja mowa jest o korzyściach, może nawet o potrzebie, przebaczania innym i samemu sobie. Co do przebaczania innym ludziom, sprawa jest oczywista, naturalna i zrozumiała, choć w praktyce bywa trudna. Natomiast przebaczanie sobie od początku rodzi we mnie spore wątpliwości. Ale najpierw, co to znaczy „przebaczać”? Darować komuś winę (Słownik Języka Polskiego PWN) lub przestać gniewać się na kogoś za to, co zrobił złego, i odstąpić od zamiaru ukarania go (Wielki Słownik Języka Polskiego PAN).

Co ciekawe, w obu tych przypadkach mowa jest o przebaczeniu/przebaczaniu komuś. O przebaczaniu samemu sobie w tych definicjach jakoś zupełnie nie ma mowy – to po pierwsze, a po drugie, chyba dobrze byłoby konkretnie określić, co niby przebaczamy? I wychodzi na to, że krzywdy. Według SJP PWN „krzywda” to szkoda moralna, fizyczna lub materialna wyrządzona komuś niezasłużenie. To ostatnie jest chyba najważniejsze – niezasłużenie.

W czasach, gdy Bill pisał swoje eseje, nie było jeszcze rozwiniętej psychoterapii i psychologii odwykowej i zapewne nie było znane pojęcie mechanizmu nałogowego regulowania uczuć. Jeśli ktoś tego nie zna, to podpowiem w uproszczeniu i skrócie, że alkoholik jest w stanie zrobić absolutnie wszystko, żeby się dobrze poczuć. To oczywiste, że życie z głębokim poczuciem krzywdy (urazą), prowadzi nieuchronnie do poczucia pustki wewnętrznej i nieszczęścia, i dlatego korzystniej jest wybaczyć komuś, kto nas skrzywdził, jeśli to tylko możliwe. Pamiętam z własnego doświadczenia, że dopóki nie byłem w stanie krzywdzicielowi wybaczyć, czułem się jak ktoś, kto wypił truciznę i teraz czeka, żeby jego wroga zaczął boleć brzuch.

Nawet wśród Anonimowych Alkoholików powinna istnieć jakaś granica zabiegania wiecznie o własne dobre samopoczucie. Przynajmniej jeśli chcą uchodzić za ludzi przyzwoitych. I tu pojawia się kwestia wybaczania samemu sobie. Możliwości są dwie:
1. Wybaczam sobie krzywdę, którą wyrządziłem sam sobie.
2. Wybaczam sobie krzywdę, którą zrobiłem komuś innemu.

Ad. 1
Żadnej krzywdy sobie nie wyrządziłem. Alkoholizm jest chorobą niezawinioną, więc nie ma w tym mojej winy. Jeśli po pijanemu coś ukradłem albo spowodowałem wypadek i z tego powodu wylądowałem w więzieniu, to też nie ma mowy o krzywdzie (przypominam, że jest to szkoda niezawiniona), a kara, która mnie spotkała, jest konsekwencją i to jak najbardziej zasłużoną, mojego postępowania, a nie krzywdą. Tak też będzie w wielu innych przypadkach: zwolnienie z pracy za picie, obita morda za sprowokowanie awantury w pijalni piwa, złamana ręka, w wyniku upadku z drabiny po pijanemu itd. Człowiek, który nie odróżnia konsekwencji własnych postaw i zachowań od krzywdy, jest nie tylko alkoholikiem, ale zapewne też socjopatą.

Ad. 2
Ksiądz pedofil zgwałcił twojego siedmioletniego synka. Wybierasz się na plebanię z (uzasadnionymi) pretensjami i słyszysz, że ksiądz już to sam sobie wybaczył. Pijany kierowca potracił na pasach twoją córkę. Chciałbyś mu skręcić kark, ale on oświadcza, że już sobie wybaczył. Podobne przykłady można mnożyć. Czy takie wybaczenie cokolwiek załatwia? Ależ oczywiście! Poprawia samopoczucie krzywdziciela, który od momentu, gdy sobie wybaczył, czuje się świetnie i nie doświadcza już żadnych wyrzutów sumienia.

Naprawdę, takimi ludźmi powinni być członkowie AA? Tak trudno jest zrozumieć, że wybaczać mogą (choć nie muszą) ofiary, a nie sprawcy sami sobie? Chyba powinny istnieć jakieś granice cwaniackiego manipulowania swoimi uczuciami – przynajmniej u tych alkoholików, którzy uważają, że doświadczyli przebudzenia duchowego.

Wyrządziłem w swoim życiu wiele krzywd, zapewne jak wielu alkoholików. Część z nich naprawiłem dzięki zadośćuczynieniom, ale są i takie, które zostaną ze mną na zawsze. Nie gniewam się na siebie w związku z tym, nie zamierzam siebie karać, nie rozpamiętuję przeszłości, ale i nie wybaczam samemu sobie, to nie jest po mojej stronie. Nie interesuje mnie to i nie dotyczy, bo w lustrze nie chciałbym (znowu) widzieć podłego drania i łajdaka.

Ale mam też dobrą wiadomość dla tych, którym bardzo się to nie podoba: wystarczy według swoich potrzeb zmodyfikować definicję „wybaczenia” lub „krzywdy” i już można, według tej własnej formuły, wybaczać sobie każdą podłość czy świństwo. To praktyka powszechna w AA, setki razy słyszałem na mityngu: Jak TY rozumiesz pokorę? Jak TY rozumiesz uczciwość? Jak TY…



A tak przy okazji:
https://www.facebook.com/reel/26775319182129213 Nareszcie ktoś zauważył, że 0,0 promili to trzeźwość tylko w sensie formalno-prawnym, bo emocjonalnie i umysłowo, niestety nie.


sobota, 9 maja 2026

Koszmary pełnej uczciwości

Boisz się swojej żony? – zapytał spokojnie, pozornie obojętnym tonem.
No, co ty, jaja sobie robisz?! – odparłem z oburzeniem – nigdy w życiu!

Analiza różnych wydarzeń, opisanych w tabelach Kroku Czwartego, pokazała mi w końcu, że to dumne przekonanie niewiele miało wspólnego z rzeczywistością. Moje relacje z kobietami, z którymi wchodziłem w bliższe związki, zwykle zawierały pewne elementy strachu. Takiego, powiedziałbym, szczególnego, trudnego do wyłapania. Nie bałem się, że mnie pobiją, nie bałem się, że okradną lub zgwałcą… nawet ewentualnej zdrady specjalnie się nie obawiałem, zgodnie z regułą: moje postępowanie świadczy o mnie – twoje postępowanie świadczy o tobie. Czego się obawiałem?

Bałem się krzyków – wyrosłem w domu pełnym awantur i wrzasków i byłem mocno przewrażliwiony na tym punkcie. Jeśli ktoś podnosił głos, to nawet jeśli nie krzyczał na mnie, czułem się mocno niekomfortowo. Tak postępowała moja była żona. Rozumiałem, że to może nie do końca jej wina, tak została wychowana, ale… wyjaśnienie nie jest usprawiedliwieniem. Jej histeryczne wrzaski i ordynarne wyzwiska kasowały we mnie jakąkolwiek potrzebę bliskości, na kilka dni. Z czasem na coraz dłużej.

W innych związkach, takich, w których naprawdę mi zależało, bałem się, że nie odgadnę lub nie rozpoznam właściwie jej potrzeb. Przypomniałem sobie, jak pewną kobietę, w której zakochany byłem do bezgranic, pytałem kilka razy: kim mam być dla ciebie? Pytałem w dobrej wierze, z atencją, bo naprawdę było to dla mnie niezwykle ważne, ale dopiero wiele lat później, podczas pracy nad Krokiem Piątym, odkryłem, że właściwie pytałem, jak jakiś aktor, a nie partner. Aktor, który nie wie za bardzo, którą rolę powinien zagrać. I boi się, że zagra niewłaściwą, więc przedstawienie się nie uda i to tylko z jego winy.

Bałem się posądzenia, że kobiety nie rozumiem lub nie zrozumiem. Możliwe, że któraś nawet coś takiego mi kiedyś zarzuciła, ale już nie pamiętam. W każdym razie musiało minąć wiele lat, zanim odważyłem się powiedzieć, że ja jestem od tego, żeby ją kochać, bo z tym rozumieniem może być różnie. I dlatego kobiety miewają przyjaciółki – jeden facet nie zrealizuje absolutnie wszystkich potrzeb kobiety, a jeśli któraś o tym marzy czy oczekuje, to będzie miała kłopot. W drugą stronę działa to tak samo.

Bałem się pokazać, że potrzebuję jeszcze kogoś innego. Nie chodzi o żadne romanse czy seks. To taka odmiana tego, co opisałem wcześniej. Uroiłem sobie, że ona (ta jakaś moja kobieta) będzie zazdrosna, i słusznie, że realnie potrzebuję jeszcze kolegów i przyjaciół, ale też pomocy, której ona nie będzie umiała udzielić.

To tylko niewielki element, fragment znacznie większej całości. Dowiedziałem się, jak i dlaczego nie układały mi się związki z kobietami. To jednak nie znaczy, że teraz, nagle, nauczyłem się je budować. Niestety, wiem, nie znaczy, że mam. Świadomość jest bardzo ważna, ale nie załatwia sprawy albo tylko w niewielkim stopniu. Jeśli chcesz, żeby coś się zmieniło w twoim życiu, musisz coś zmienić w swoim życiu – odkryła moja podopieczna. Zmienić – słowo klucz. Tak, zmienić, a nie składać puste deklaracje, że chcę, żeby to Bóg zmienił za mnie, żeby to On wykonał pracę, która należy do mnie. Na szczęście (czy rzeczywiście na szczęście?) traktowanie Boga jak chłopca na posyłki zakazane nie jest. Wielu alkoholików próbuje.
Ostatecznie jednak element naprawczy Programu, z niewielkimi wyjątkami, zaczyna się od konkretnych działań podejmowanych realnie w Kroku Szóstym i dalszych.

Tak więc zabrało mi około siedemdziesięciu lat, żeby dowiedzieć się, że w miarę życia można nauczyć się właściwego myślenia, ale nie można samym myśleniem sprawić, żeby się właściwie żyło. Wystarczy, że wykonasz te rzeczy i coś się stanie; nie rób ich, a nic się nie wydarzy, nieważne ile wiesz na temat Programu Anonimowych Alkoholików [Chuck C. „Nowa para okularów", s. 38].

poniedziałek, 4 maja 2026

Czytam i czytam literaturę AA

Wspólnota AA, historia idei, ruchu, publikacji i ludzi, stała się kiedyś moim hobby i do dziś często sięgam po AA-owskie książki. Czytam je w całości lub we fragmentach i od czasu do czasu odkrywam coś pozornie nowego. Może jestem trzeźwiejszy niż kiedyś, może z czasem coraz lepiej potrafię czytać ze zrozumieniem, może wreszcie bardziej zwracam uwagę na treść, niż na emocje, które pisarstwo Billa W. generuje.

„Codzienne refleksje” na dzień 8 maja.
„Pragniemy dokładnie ustalić, jak, kiedy i gdzie nasze naturalne pragnienia nas wypaczyły”.

Naturalne ludzkie potrzeby to na przykład: potrzeba miłości, potrzeba bezpieczeństwa, potrzeba uznania, potrzeba akceptacji, ale też potrzeby czysto fizjologiczne, potrzeba snu, wody, jedzenia, rozmnażania (przedłużenia gatunku). Przemyślałem sprawę i wyszło mi ostatecznie, że żadne naturalne potrzeby nie wypaczają ludzi. Co innego, gdyby potrzeby przestały być naturalne, wypaczyły się, zdegenerowały czy coś takiego, ale w książkach AA wyraźnie mowa jest o naturalnych.

„Codzienne refleksje” na 1 i 2 maja.
„Wyjawiając swoje tajemnice – a tym samym uwalniając się od poczucia winy – mogę naprawdę zmienić…”.

Naprawdę?! Jeśli na mityngu AA albo koledze z AA (czyli anonimowo) wyznam, że zgwałciłem dziecko, obrabowałem dwie staruszki, skopałem dziadka, kiedy nie chciał dać kasy na flaszkę, to czy naprawdę uwalnia mnie to od poczucia winy? Rzeczywiście tak to działa i jest metodą godną polecenia alkoholikom? Można zrobić każdą podłość, bo od wyrzutów sumienia całkowicie uwalniać mnie będzie wyjawienie (Bogu, sobie i jakiemuś innemu człowiekowi), że to zrobiłem?

W tekście na następny dzień też jest ciekawostka. „W rękach Boga ciemna przeszłość jest największą wartością, jaką posiadasz”. A ja naiwnie myślałem, że największą wartością jest rozwiązanie problemu alkoholizmu. A tu niespodzianka. Okazuje się, że najbardziej pomogę innym opowiadając latami na każdym mityngu o tym, jak w czasach mrocznej przeszłości, rzygałem w miejscach publicznych, srałem pod siebie, kradłem i kłamałem. To teraz już rozumiem, czemu na spotkaniach AA w Polsce uczestnicy dziesiątki lat opowiadają stare hardcorowe piciorysy. W jaki sposób z tych opowieści mają skorzystać inni, to ja w sumie nie wiem, ale może i tak. Ktoś podpowiedział, że chodzi o identyfikację, ale nie jestem pewien, czy nie dzieje się wprost przeciwnie – dno stale się podnosi, do AA trafiają ludzie młodsi, którzy nie siedzieli w więzieniu, nie spali w izbie wytrzeźwień, nie mieli delirium lub padaczki, nie pili denaturatu, więc tego typu piciorysy raczej przekonują ich, że nie pasują do AA.

„… my nie opowiadaliśmy wtedy na mityngach o naszym piciu. Nie było takiej potrzeby. Sponsor i Doktor Bob znali wszystkie szczegóły. Szczerze mówiąc, uważaliśmy, że to wyłącznie nasza sprawa. Poza tym umieliśmy już przecież pić. Za to osiągnięcia i utrzymania trzeźwości musieliśmy się dopiero nauczyć” [„Doktor Bob i dobrzy weterani”, s. 238].

To w końcu jak, opowiadać koszmary o przeszłości, czy mówić o rozwiązaniu?

Bill W. pisał językiem bardzo specyficznym, bombastycznym, afektowanym, egzaltowanym, górnolotnym, pompatycznym itp. I nie ma wątpliwości, że to Bill tak pisał, a nie, że wtedy tak SIĘ pisało. Pisarze z połowy XX wieku, tacy jak Albert Camus, George Orwell, Ernest Hemingway, Franz Kafka, Jean-Paul Sartre, Gabriel García Márquez, pisali jednak inaczej. Trochę to dziwna maniera, gdy próbuje się przedstawić duchowy program działania. Ważniejsze wydają się konkretne rady czy sugestie, a nie manipulowanie emocjami.


Ostatecznie i bez zapału kupiłem wczoraj nowe wydanie książki „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji” z 2024 roku. Znajomi informowali mnie o różnych dziwnych treściach, jakie tam znajdowali, więc postanowiłem sprawdzić. Nowa wersja zaczyna się od Przedmowy. W której znalazłem…

„Anonimowi Alkoholicy są ogólnoświatową wspólnotą, liczącą ponad sto tysięcy mężczyzn i kobiet połączonych ze sobą po to, by rozwiązywać swoje wspólne problemy…” [s. 17].

Do wczoraj byłem przekonany, że dzielimy się doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązać swój wspólny problem – tak, jeden problem, którym jest alkoholizm. Szkoda, że w tej całej Przedmowie nie napisano, o jakie to problemy teraz chodzi. Czy AA spotykają się, by rozwiązywać problem bezrobocia? A może chodzi o problem z niegrzecznymi dziećmi? Problem z niewiernymi małżonkami? Problemy gospodarcze?
O tym, że AA dysponuje rozwiązaniem jednego tylko problemu (alkoholizmu) wiadomo z Preambuły, ale ona zniknęła jakoś z oficjalnych stron AA w Polsce.

„Dajmy odpór dumnemu założeniu, że skoro Bóg umożliwił nam sukces w jednej dziedzinie, naszym przeznaczeniem jest stać się pośrednikami dla każdego” [„Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”, s. 302]. 

A dalej…

„…wyjaśniono, jak Kroki pomagają w rozwiązaniu dylematu alkoholika” [s. 19].

Dylemat to trudny wybór między dwoma równie ważnymi opcjami. TRUDNY WYBÓR.
W języku angielskim dillema może oznaczać podobno różne rzeczy, na przykład zagadkę lub pytanie (the question of addiction lub riddle of addiction), ale po polsku dylemat przyjmuje jedno tylko znaczenie, ten właśnie trudny wybór. Wcale nie jest powiedziane, że w tym wyjaśnieniu jest jakiś błąd – mam nadzieję, że nie, ale chciałbym wiedzieć, o jaki wybór chodzi.

Planuję dalej czytać nową wersję 12x12 i nie tylko, i gdybym jeszcze gdzieś natknął się na jakieś wątpliwości czy trudności, to zapewne o tym napiszę. Po lekturze Przedmowy, wydaje mi się, że poza elementami, na które zwróciłem uwagę, książka ta jest bardziej poprawna językowo i merytorycznie.

piątek, 1 maja 2026

Czy jestem umysłowo chory?

Ktoś podrzucił dodatkowy temat mityngu: Czy alkoholizm to choroba psychiczna i czy po latach abstynencji nadal jestem psychicznie/umysłowo chory? Od razu też odpowiedział na swoje pytanie twierdząc, że już dawno chory psychicznie się nie czuje. Rozbawiło mnie wspomnienie pobytu w szpitalu psychiatrycznym – tam absolutnie nikt nie czuł się psychicznie chory, nawet dwóch Jezusów. Ale, na szczęście, diagnozy stawiane są na zupełnie innych przesłankach niż osobiste przekonania, przeczucia i wierzenia pacjentów oddziałów psychiatrycznych.

Alkoholizm*, zwany też często zespołem uzależnienia od alkoholu, to przewlekła, postępująca i potencjalnie śmiertelna choroba psychosomatyczna. Jest to jednocześnie zaburzenie psychiczne i behawioralne spowodowane piciem, uznawane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Z decyzjami Światowej Organizacji Zdrowia sprzeczał się nie będę, bo już nie należę do tych alkoholików, którzy wszystko i na każdy temat wiedzą lepiej.

Jednak definicje to jedno, a zwyczajny rozsądek, to drugie. Latami robiłem coś, co ewidentnie mi szkodziło. Chodzi oczywiście o nadużywanie alkoholu. Przynajmniej cztery ostatnie lata picia miałem już doświadczenie – wiedziałem, że to się źle skończy, a mimo to znowu piłem. Nikt normalny tak nie postępuje.

Mijają lata i pojawia się kolejne pytanie: Czy teraz, na przykład dziesięć lat po zaprzestaniu picia, alkoholik jest nadal psychicznie chory? Od razu przyznaję, że nie mam na to jednoznacznej odpowiedzi. Gdyby alkoholizm nie był chorobą psychiczną stale obecną w umyśle alkoholika, to nie zdarzałyby się przypadki zapić po osiągnięciu abstynencji – to chyba oczywiste. Tyle, że nie wszyscy alkoholicy wracają do picia. Więc niby jak? Alkoholicy, którzy zapili, widocznie nadal byli psychicznie chorzy, a ci, którzy nie zapili do końca życia, chorzy umysłowo być przestali? Trochę to za bardzo uproszczone, bo co z postawą niepijącego alkoholika, jego postępowaniem, zachowaniem, emocjami, przekonaniami?

Wielka Księga przedstawia sprawę następująco (cytaty z wydania z 2018 roku):
- „Nie wyleczyliśmy się z alkoholizmu”.
- „Jesteśmy jak ludzie, którzy stracili nogi, nowe nigdy nie odrosną”.
- „Widzieliśmy, wciąż i wciąż, tę samą prawdę: kto raz stanie się alkoholikiem, pozostanie nim na zawsze”.

Oczywiście, nie dla wszystkich alkoholików w AA, Wielka Księga i przekonania jej autora są źródłem autorytetu. Nie ma zresztą takiego nakazu, choć w takiej sytuacji uczestnictwo w mityngach AA wydawać się może nieco dziwne. Jak uczestnictwo w mszy katolickiej ateisty, ale… mniejsza z tym; jedno i drugie zakazane nie jest.

Latami na mityngach w Opolu powtarzano i przypominano, że abstynencję oraz pewien dobrostan psychiczny i emocjonalny, dostajemy warunkowo. Nie będziemy mieli problemów z abstynencją, głodami, nawrotami, będziemy się dobrze czuć sami ze sobą, ale i inni z nami, pod pewnymi warunkami. W Wielkiej Księdze napisano, że Bóg nie rzuca kłód pod nogi tym, którzy za nim podążają – ano właśnie – jeśli podążają. Bo jeżeli wracają do dawnych postaw i zachowań, uruchamiają znowu szalejącą samowolę, dar może zostać cofnięty.

Ostatecznie alkoholizm, jako chorobę psychiczną czy umysłową, rozumiem tak:
a) w czasie destrukcyjnego picia robiłem i powtarzałem coś, co ewidentnie mi szkodziło,
b) w okresie abstynencji, nagle lub powoli, przestawałem robić to, co wyraźnie mi pomagało.





---
* Alkoholizm w nowej klasyfikacji (ICD-11 oraz DSM-5) definiowany jest jako zaburzenie używania alkoholu (ang. Alcohol Use Disorder - AUD), co oznacza rezygnację z ostrego dotąd podziału na nadużywanie i uzależnienie.

czwartek, 30 kwietnia 2026

Warsztat KzK jesienią 2026

 Znany jest już termin kolejnego warsztatu Dwunastu Kroków organizowanego przez grupę AA "Krok za Krokiem".