niedziela, 26 kwietnia 2026

Nasza stara świecka tradycja

Preambuła była jakaś dziwna. Na pewno sprzed 1958 roku, bo pamiętam, że w tym właśnie roku dokonano w jej tekście dość ważnej zmiany. Ta wersja była właśnie sprzed.
Odczytywanie różnych tekstów, regulaminów, zasad, zakazów i nakazów, pochodzących z zajęć grupowych psychoterapii odwykowej, trwało jakiś kwadrans. Przed prowadzącym leżały, ładnie zalaminowane, kolorowe teksty typu List Kiplinga do syna, Orędzie serca, Desiderata, gruba świeca… Literatury AA jakoś nie zauważyłem.

Następnie nadszedł czas na „problemy i radości”, kilka osób opowiedziało, co złego im się ostatnio przydarzyło, i z czyjej winy. Nie wątpię, że mówili szczerze, ale ich relacje nie miały kompletnie nic wspólnego z rozwiązaniem problemu alkoholizmu, którym dysponuje Wspólnota i którym rzekomo powinniśmy się dzielić na mityngach AA.

Jakieś pół godziny od rozpoczęcia zabrał głos zaproszony z daleka spiker. Mówił o historii AA, o Programie, o sponsorowaniu, służbach i o aktualnym Kroku – wszystko w powiązaniu z własnymi przeżyciami i doświadczeniami. Wszystko to znałem, więc nie robiło na mnie większego wrażenia. Za to kiedy przyszedł czas na pytania uczestników, zrobiło się ciekawie, a momentami nawet lekko szokująco. Ktoś spytał, czy alkoholik może trzeźwieć na bazie tylko samej chęci zaprzestania picia, i od razu odpowiedział sam sobie, że on tak właśnie ma od kilkudziesięciu lat i wszystko dobrze działa. Inny alkoholik zapytał napastliwie, czemu spiker gada w kółko o tym jakimś Programie i sponsorowaniu. Odpowiedź, że to w sumie jedyne, co ma do zaoferowania AA, chyba go nie przekonała, bo mruknął pod nosem, że widocznie spiker za krótko jest w AA i mało wie.
Gdzieś z boku dotarł do mnie szept, że z tym sponsorowaniem trzeba bardzo uważać, bo ludzie po tym trafiają na oddziały psychiatryczne, skaczą z okien lub mostów.

Wracając do domu zastanawiałem się, czy w przypadku tego pytania, nie lepsze byłoby porównanie: czemu w Kościele katolickim mówią w kółko o Jezusie i Bogu? Zadawałem sobie w myślach pytanie, czy rozumieją, że tak, jak Kościół zbudowany jest na Jezusie Chrystusie, tak Wspólnota AA zbudowana jest na sponsorowaniu i Programie. Tym bardziej, że najpierw było sponsorowanie, a dopiero później Wspólnota. Oczywiście sponsorowanie rozumiane na sposób AA, czyli – jeden alkoholik mówi do drugiego, co zrobił, żeby nie pić. Tak mówił Ebby T. do Billa W. (było to raczej posłanie Grupy Oxfordzkiej, bo AA jeszcze nie było), później Bill W. rozmawiał z doktorem Bobem, a oni obaj z trzecim alkoholikiem, bodajże też Billem itd.

Dajmy odpór dumnemu założeniu, że skoro Bóg umożliwił nam sukces w jednej dziedzinie, naszym przeznaczeniem jest stać się pośrednikami dla każdego („Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”).

O czymże innym miałoby się mówić na mityngach AA, jeśli nie o rozwiązaniu problemu alkoholizmu? W Preambule (oficjalnym tekście określającym, kim są Anonimowi Alkoholicy) napisano wyraźnie, że w AA dzielimy się doświadczeniem, siłą i nadzieją, żeby rozwiązać wspólny problem. Przecież alkoholizm jest jedynym naszym wspólnym problemem.

A przy okazji… Tekst Preambuły AA został usunięty z oficjalnej strony AA w Polsce (https://aa.org.pl/o-nas/) i zastąpiony jakimś własnym, zaczynającym się od słów „My, Anonimowi Alkoholicy…”. Jest w nim też coś o utracie kontroli i kłopotach, w które rzekomo wpadaliśmy. Ciekawe, kto, kiedy i dlaczego zdecydował o tej zmianie? Z jakiego powodu AA w Polsce odcina się od oficjalnego tekstu Preambuły?

Nie jest wykluczone, że tego typu posunięcia są częścią jakichś większych przemian. W scenariuszu grupy „u Franciszków” latami było stwierdzenie, że siłą Wspólnoty i nadzieją dla alkoholików jest Program. Ono też zostało skrupulatnie usunięte. Program Dwunastu Kroków wydaje się mieć coraz mniejsze znaczenie w polskiej wersji AA.

sobota, 11 kwietnia 2026

Przekora, głupota czy strach?

Z literaturą AA mam kontakt nieustannie i to od wielu już lat. Choćby w związku z pracą z podopiecznymi i osobistą ciekawością. Więc nic dziwnego, że czytając uważnie i ze zrozumieniem pewne fragmenty po raz kolejny, odkrywam błędy. Błędy bardzo różnego typu, ale nie o ich klasyfikację mi chodzi.
Co się dzieje, gdy gdzieś tam, na przykład w oprogramowaniu, konstrukcji, poradniku, instrukcji itp. zostaje odkryty błąd? Z jednej strony to źle, że błąd w ogóle wystąpił, ale z drugiej to bardzo dobrze, że został ujawniony bo można dokonać korekt czy poprawek. I chyba właśnie takie stanowisko wobec błędów zajmował Bill W.

W nadchodzących latach, jako Wspólnota AA, będziemy oczywiście popełniać różne błędy. Doświadczenie uczy nas, że nie należy się tego bać, o ile tylko zechcemy przyznać się do naszych błędów i od razu je naprawiać. Osobisty rozwój zależy zawsze od zdrowego procesu prób i błędów. Podobnie nasz rozwój jako wspólnoty. pamiętajmy zawsze, że każda ludzka wspólnota, która nie potrafi bez zahamowań naprawiać własnych błędów, jest z góry skazana na upadek, jeśli nie rozpad. Taka jest bowiem powszechna kara za zaniechanie procesu rozwoju. Podobnie jak każdy Anonimowy Alkoholik musi ponawiać swój obrachunek moralny i zgodnie z nim działać, tak też musi postępować cała nasza wspólnota, jeśli mamy przetrwać oraz służyć dobrze i z pożytkiem [„Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”, s. 300]

Tak to działa wszędzie na świecie, ale… za wyjątkiem Wspólnoty AA w Polsce.

Pierwszy błąd, jaki odkryłem, dotyczył słów ze scenariuszy mityngów: za dzień nadrodzin Wspólnoty uznaje się 10 czerwca 1935 roku, pierwszy dzień nieprzerwanej trzeźwości doktora Boba. Opierając się na literaturze AA („Przekaż dalej” i nie tylko), wykazałem, że to nieprawda, że 10 czerwca doktor Bob pił alkohol. Dokładnie pił piwo, które dostał od Billa W. Ucieszyłem, że mogłem pomóc poprawić błąd. Byłem naiwny, bo błąd – bardzo możliwe – powtarzany jest na niektórych grupach AA nadal, a ja, wtedy, w związku z ujawnieniem tego błędu, stykałem się z napaściami i agresją. Także z plotkami, pomówieniami, szczuciem, oszczerstwami. Polscy alkoholicy ustawiali się murem za powtarzaniem błędu. Bronili błędu z dramatyczną zaciekłością.

Minęło dwadzieścia lat, ale tak samo jest i dziś. Odkrywam błędy w naszej literaturze, albo odkrywa je ktoś inny, a ja je tylko opisuję, a polscy alkoholicy walczą o nie zaciekle. Próbują dowodzić, że ewidentne błędy nie są błędami, a kompletne bzdury bzdurami (np. budowa atomu*), atakują personalnie i w plugawy sposób osoby, które odkrywają błędy, nie pozwalają tych błędów poprawiać. Co jest nie tak z polskimi alkoholikami?

Ktoś mi kiedyś podpowiedział, że nietrzeźwi alkoholicy (choć niekoniecznie pijani, bo może ci… wiecznie trzeźwiejący) są z natury przekorni. I to mogłoby się zgadzać, bo przecież Bill pisał:

Jak to zaobserwowało wielu psychiatrów, przekora jest rzucającą się w oczy cechą znacznej części alkoholików [„12x12”, s. 33].

Jednak, uważam, że nie dotyczy to alkoholików, którzy przeżyli przebudzenie czy doświadczenie duchowe. Zdrowi, normalni ludzie tak się nie zachowują. Poza tym przekora nie działa chyba aż tak dramatycznie.

W czasach zmian świat należy do tych, którzy się uczą, podczas gdy Ci, którzy już się „nauczyli”, okazują się świetnie przygotowanymi do życia w świecie, który już nie istnieje [Eric Hoffer, amerykański pisarz zajmujący się głównie problematyką filozofii społecznej, psychologią i socjologią, autor książki „Prawdziwy wyznawca”].

Uważam, że za zaciekłą obroną błędów stoi strach. Ci, którzy są autorami błędów, będą ich bronić, bo boją się, że uznanie ich pomyłek świadczyć będzie o ich braku wiedzy, umiejętności, kompetencji i wykształcenia. Jednak zdecydowana większość alkoholików z powstaniem błędu nie ma nic wspólnego, a mimo to próbuje i stara się go bronić – ze strachu. Tak, ze strachu, że jeśli okaże się, że jest inaczej, niż się od dawna przyzwyczaili, to ze zmianami sobie nie poradzą.

Jakiekolwiek realne działanie możliwe jest tylko wtedy, gdy człowiek uzmysłowi sobie i zaakceptuje rzeczywistość. Niektórzy alkoholicy nie godzą się z rzeczywistością, bo to wymagałoby pewnego wysiłku, może dostosowania się. Znacznie łatwiej jest im tworzyć jakieś wyimaginowane argumenty na podstawie swoich wyobrażeń, tego, co uważają, że powinno być lub mogłoby być.
Nie walczą z rzeczywistością (w tym z próbami poprawy błędów) jedynie alkoholicy, ufający Bogu. Ci wiedzą, że On się nimi zaopiekuje, bez względu na zmiany okoliczności czy warunków. Taki strach wydaje mi się typowy dla alkoholików, którzy może i wierzą w istnienie Boga, ale… nie ufają Bogu.





---
* Wielka Księga z 2018 roku, strona 48: Najzwyklejszy stalowy dźwigar jest zbiorem elektronów wirujących wokół siebie z niewiarygodną prędkością. To zapewne w jakimś innym wszechświecie, bo w naszym elektrony wirują wokół jądra atomu, a nie wokół siebie. Czyżby oryginalnie było to: The material world is made up of tiny particles which we call electrons, moving with incredible speed?

czwartek, 9 kwietnia 2026

Polscy alkoholicy ostrzegają

Anonimowi Alkoholicy w Polsce, poprzez system swoich publikacji, ostrzegają, ale tylko innych Polaków, że naturalne potrzeby człowieka ich wypaczają.

W nowym wydaniu książek: „12 Kroków i 12 Tradycji” oraz w „Codzienne refleksje” (na dzień 08.04.2026) autorzy, a może tłumacze zawarli informację, czy może instrukcję, dotyczącą realizacji Czwartego Kroku Programu AA:

„Pragniemy dokładnie ustalić, jak, kiedy i gdzie nasze naturalne pragnienia nas wypaczyły”.

Program Dwunastu Kroków realizują alkoholicy, ale z tej porady jedno wynika ponad wszelką wątpliwość – naturalne pragnienia nas wypaczają. Nas, Polaków, czy nas, alkoholików – tego dokładnie nie wiadomo, ale ważne, że wypaczają.

Naturalne ludzkie potrzeby to na przykład: potrzeba miłości, potrzeba bezpieczeństwa, potrzeba uznania, potrzeba akceptacji, ale też potrzeby czysto fizjologiczne, potrzeba snu, wody, jedzenia, rozmnażania (przedłużenia gatunku). Potrzeb, my, ludzie, mamy wiele i jeśli kogoś interesują, to polecam schemat piramidy Maslowa, gdzie są wyliczone i odpowiednio pogrupowane.

Przejrzałem je wszystkie, przemyślałem sprawę i wyszło mi ostatecznie, że żadne naturalne potrzeby nie wypaczają ludzi. Co innego, gdyby potrzeby przestały być naturalne, wypaczyły się, zdegenerowały czy coś takiego, ale w książkach AA wyraźnie mowa jest o naturalnych.

Powtarzam: żadne potrzeby nie wypaczają ludzi – dopóki są naturalne, czyli – jak wierzą niektórzy, dane nam przez Boga albo Matkę Naturę. Ale może ja się nie znam, może rację mają polscy Anonimowi Alkoholicy?

Przypomina mi to pewnego polskiego polityka, który też twierdził, że naturalne potrzeby są złe i Polakom powinna wystarczyć miska ryżu. Czyżby AAPL zaczęło lansować pewną opcję polityczną?

W każdym razie faktem jest, że literatura AA nie jest dostępna powszechnie, każdemu, w każdej księgarni i stąd apel do alkoholików, by przekazywali ostrzeżenie nieuzależnionym: UWAGA, NATURALNE POTRZEBY WYPACZAJĄ LUDZI!


Strona 44 książki „12 Kroków i 12 Tradycji” w wersji starszej i w najnowszym wydaniu.






A to już ciekawostka z WK z 2018 roku:  Najzwyklejszy stalowy dźwigar jest zbiorem elektronów wirujących wokół siebie z niewiarygodną prędkością [s. 48]. To w jakimś innym świecie, bo w naszym elektrony wirują wokół jądra, a nie siebie.

piątek, 27 marca 2026

Obecni i zupełnie nieobecni

Dodatkowy temat mityngu dotyczył pogody ducha – co to jest, jak ją rozumiemy, do czego alkoholik jej potrzebuje itd.

Dzięki licznym wypowiedziom, dość szybko udało się zrozumieć, że ta pogoda ducha może mieć różne znaczenia, w zależności od przekonań alkoholika czy jego aktualnych przekonań i potrzeb. No i dobrze.
Kiedyś usłyszałem taką oto definicję: pogodę ducha mam wtedy, kiedy jestem pewien, że swoimi emocjami lub uczuciami nikomu, także sobie, nie zrobię krzywdy. Do dziś uważam to podejście za ciekawe, a moja definicja jest podobna, bo wydaje mi się, że pogoda ducha to wewnętrzny spokój (nie tylko opanowanie!) oraz zdolność do zachowania równowagi emocjonalnej, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, na przykład wtedy, kiedy ewidentnie mam w czymś rację, ale z jakichś powodów sytuacji nie da się zmienić. Coś takiego czasem zdarza się w demokracji, ale… mniejsza z tym.

Gorzej było z określeniem, do czego konkretnie alkoholikowi potrzebna jest ta cała pogoda ducha. Cisza się przedłużała, a ja byłem coraz bardziej zdziwiony. Wreszcie zabrałem głos. Wskazałem na ścianę, gdzie wisi wielka plansza z naszą Modlitwą o Pogodę Ducha*, i przeczytałem pierwsze słowa: Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić… Przypomniałem, że tą właśnie modlitwą witaliśmy się wszyscy z pół godziny temu, na rozpoczęcie spotkania. I na tysiącu innych też. Wyraźnie widać, że pogoda ducha potrzebna alkoholikowi, aby godził się z tym, czego nie może zmienić – jeśli to nie jest czyjś pierwszy w życiu mityng, to jak można tego nie wiedzieć?! Przecież podobno trzeźwi ludzie wiedzą, co się wokół nich dzieje, wiedzą też i rozumieją, co sami mówią.

Jest jeszcze drugi aspekt tego zagadnienia – przekonania rodem zapewne z jakiejś sekty religijnej. W modlitwie mowa jest o pogodzeniu się z tym, czego nie można zmienić, ale nie o pogodzeniu się ze wszystkim! Co więcej – zawiera ona prośbę o odwagę, by dokonywać zmian, gdy jest to możliwe. Ale w pewnych sektach lansowane jest przekonanie, że niczego nie wolno zmieniać, że świat jest dokładnie taki, jak go Bóg stworzył, więc próby zmiany czegokolwiek, są sprzeciwem wobec woli Boga.

Chyba nie muszę dodawać, że nie jestem zwolennikiem bzdurnej teorii wszystkoakceptacji. Sprzeciwiałem się temu, co jest, wiele razy. Nie godziłem się z własnym pijaństwem, więc podjąłem działania (terapia, AA), żeby zmienić ten stan rzeczy. Nie godziłem się z zaćmą, więc poszedłem do okulisty, żeby to zmienić. Nie godziłem się z nieświeżymi ciuchami, więc je wyprałem. Nie godziłem się z okradaniem mnie, więc zgłosiłem ten fakt prokuraturze. Mogę tak w nieskończoność wymieniać przypadki swojego… hm… sprzeciwu wobec tego, co jest, czyli rzekomego sprzeciwu wobec woli Boga.

Oczywiście rozumiem, że idea wsystkoakceptacji znakomicie sprawdza się w sektach – przede wszystkim uczy ona wyznawców akceptowania absolutnie wszystkiego, co wymyśli przywódca sekty, za to skutecznie oducza krytykowania czy sprzeciwiania się. Jednak u nas, w AA, założenie jest inne – trzeźwienie to powrót do zdroworozsądkowego myślenia, a nie wyłączenie myślenia. A może tylko tak mi się wydaje… 

 



---
* Egzemplarz Modlitwy o Pogodę Ducha dotarł do biura AA w Nowym Jorku na przełomie maja i czerwca 1941 r. Znajdował się w części New York Herald Tribune poświęconej nekrologom:

+ Matce
- Boże, daj mi spokój, aby zaakceptować rzeczy, których nie mogę zmienić, odwagę, aby zmienić to, co mogę i mądrość, aby poznać różnicę.
- Żegnaj +


Autorem jest podobno znany teolog protestancki dr Reinhold Niebuhr (1892-1971), natomiast według innych źródeł tekst ten jest znacznie starszy i dłuższy, a napisał go Friedrich Oetinger (1702-1782): http://ourspecial.net/misc/sereneoetinger.htm


niedziela, 15 marca 2026

Wydaje się, że zaszła zmiana

Alkoholik zaproponował dodatkowy temat mityngu, poprosił, żeby mu pomóc zrozumieć bezsilność i niekierowanie albo niekierowalność życiem – on w AA nie jest nowicjuszem, ale dopiero zaczyna pracę ze sponsorem. U nas coś takiego, czyli pytanie, prośba o pomoc, dodatkowy temat mityngu, często się zdarza, bo od początku sponsorzy uczą, że po to jesteśmy częścią Wspólnoty, żeby w razie czego móc z jej doświadczeń skorzystać. I tak tematem dodatkowym został w sumie Krok Pierwszy. W Opolu od dziesięcioleci wiadomo, że siłą Wspólnoty jest Program AA (największe odkrycie społeczne XX wieku, moim zdaniem), a nie tylko chadzanie po mityngach, a to oznacza, że poszczególne Kroki zdecydowanie korzystnie byłoby dobrze rozumieć.

Zrozumienie jest kluczem do właściwych zasad i postaw, a właściwe postępowanie jest kluczem do dobrego życia… („Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji”).

Na temat bezsilności i kierowania życiem (kierowalności) wypowiadało się kilka osób i to dość jednomyślnie. Pozostali, choć nie wszyscy, potakująco kiwali głowami, jakby się w pełni zgadzali z tym, co usłyszeli.
Dawno nie byłem na mityngu, najwyraźniej zaszły jakieś zmiany, bo narracja była mocno odmienna, od tego, co znam, słyszałem i sam powtarzałem latami.

Dowiedziałem się, że alkoholik jest bezsilny wobec alkoholu, kiedy się napije, kiedy zacznie pić, bo wtedy nie wiadomo, czym się to skończy i czy w ogóle skończy. Przed tym pierwszym kieliszkiem alkoholik, co według nich oczywiste, bezsilny nie jest. Kwestia druga – alkoholik nie kieruje swoim życiem w okresie destrukcyjnego picia, bo przecież trudno sobie wyobrazić sensowne kierowanie życiem, jak jest kompletnie pijany albo koszmarnie skacowany. Wynikało z tego, że przed pierwszym kieliszkiem swoim życiem kierujemy i to całkiem nieźle.

Wydaje się, że Bill widział to zupełnie inaczej: Powtórzmy: alkoholik niekiedy nie ma skutecznej obrony psychicznej przed pierwszym kieliszkiem. Poza bardzo rzadkimi wyjątkami ani on sam, ani żaden inny człowiek nie potrafi jej zapewnić. Jego obrona musi nadejść od Siły Wyższej [WK z 2018 roku]. Nie dysponujemy siłą wystarczającą, żeby obronić się także przed pierwszym kieliszkiem.

Z kolei tego cytatu albo nie rozumiał prawie nikt, albo prawie nikt się z nim nie zgadzał, miałem kłopot z odczytaniem reakcji: Przekonaliśmy się, że musimy bezwarunkowo w głębi swego jestestwa przyznać, że jesteśmy alkoholikami. To pierwszy krok w powrocie do zdrowia. Trzeba rozbić złudzenie, że jesteśmy jak inni ludzie albo że niedługo tacy będziemy [WK z 2018 roku]. Widzę, że wielu alkoholików obecnie uważa, że już są tacy sami, jak inni, zdrowi ludzie albo lada moment tacy będą.

Zorientowałem się także, że pewnych treści z Wielkiej Księgi wielu alkoholików nie przyjmuje do wiadomości albo nikt im ich nie pokazał, a może wreszcie starannie ich unikają:
Nie wyleczyliśmy się z alkoholizmu.
Jesteśmy jak ludzie, którzy stracili nogi, nowe nigdy nie odrosną.
Widzieliśmy, wciąż i wciąż, tę samą prawdę: „kto raz stanie się alkoholikiem, pozostanie nim na zawsze".

A ja mam tylko nadzieję, że ich przekonania – wyraźnie odmienne niż Billa W. – nie będą ich kosztowały zbyt wiele.

niedziela, 1 marca 2026

Program polskiego alkoholika

Po wielu latach obserwacji, uważnego słuchania i przemyśleń, pół żartem, pół serio, skomponowałem Dwanaście Kroków w wersji AAPL. Szukałem odpowiedzi na pytanie, czemu skuteczność Programu i sponsorowania jest u nas tak niska, a Polscy alkoholicy, nawet jeśli nie piją, stanowią poważny problem dla rodzin, bywają po prostu zakałą. Czasem będą to wypowiedzi dosłowne, czasem synteza przekonań kilkorga osób, ale umownym narratorem zawsze będzie Ziutek.

1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu – że nasze życie stało się niekierowalne.
Ziutek: tak, jestem bezsilny, jestem tym alkoholikiem, jak już zacznę pić, to nie mogę przestać. Trudno też, żebym po pijaku lub na kacu sensownie kierował własnym życiem.
Wersja druga: nie kierowałem, nie kieruję, nigdy nie będę swoim życiem kierował.
Na pytanie, na czym polega „kierowanie życiem” żaden Ziutek nigdy nie odpowiedział. Tak samo było z pytaniem o to, kiedy jego życie stało się niekierowalne lub kiedy stracił nad nim kontrolę.

2. Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek.
Ziutek jest przekonany, że tą Siłą większą od niego samego jest albo Bóg, albo medycyna, psychologia czy Wspólnota AA. Ziutek jest przekonany, że o własnej wierze wystarczy zdecydować: postanawiam, że od poniedziałku będę wierzył. W jego przypadku to jedynie deklaracja, nie interesuje się, co oni, weterani zrobili, żeby uwierzyć.

3. Podjęliśmy decyzję, aby powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, tak jak Go rozumieliśmy.
Ziutek w modlitwie powierza swoje życie i wolę, i jest to akt jednorazowy o charakterze religijnym. Zwykle nie rozumie, że samo podjęcie decyzji, może nie wystarczyć – jak nigdy nie wystarczały decyzje typu „od jutra nie piję”.

4. Zrobiliśmy wnikliwą i odważną osobistą inwenturę moralną.
Ziutek spisuje listę osób, do których ma urazę oraz – ewentualnie – listę partnerów seksualnych i tylko czasem, bo to nie wszyscy robią, drobnych przestępstw czy wykroczeń.

5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
Ziutek nie odkrywa żadnej istoty błędów, więc i nie wyznaje ich Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi. Tego Kroku właściwie nijak nie realizuje, a jedynie czyta sponsorowi te swoje listy z Kroku poprzedniego, wtedy sponsor/sponsorka informuje go, że istotą jego błędów czyli największą wadą charakteru jest zbyt małe zaufanie Bogu, koncentrowanie się na sobie i przekonanie, że nie jest wystarczająco dobry, choć nie wiadomo, do czego. Bywa śmiesznie gdy Ziutek ma zawyżone poczucie własnej wartości i jest przekonany, że wszystko wie i umie najlepiej. Jednak coś takiego sponsorzy ignorują – ma się czuć niewystarczająco dobry i basta. Według nich wszyscy tak mają.

6. Staliśmy się całkowicie gotowi, żeby Bóg usunął wszystkie te wady charakteru.
7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
Oba te kroki to tylko deklaracja, z której nic nie wynika i modlitwa. Czym jest gotowość i jak ją zbudować, Ziutek nie wie i nie interesuje się tym. Zadeklarował, że jest gotowy i to wszystko.

8. Zrobiliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy, i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
Ziutek robi listę kilkunastu zwykle osób, którym zrobił coś wyjątkowo złego w okresie picia; mniejsze krzywdy bagatelizuje. O gotowości nadal nic nie wie i – jeśli w ogóle – rozumie ją jako chęć, a czasem jako determinację.

9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
Ziutek przeprasza kilka osób (zwykle myli zadośćuczynienie z przeprosinami). Kiedy sponsor przestaje pilnować, pozostałe zadośćuczynienia porzuca.

10. Prowadziliśmy nadal osobistą inwenturę, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
Przez pewien czas Ziutek notuje co wieczór swoje niewłaściwe zachowania z tego dnia. I nic więcej, a zwłaszcza żadnych wniosków po analizie dłuższych odstępów czasu, na przykład obrachunek półroczny lub roczny. Żadnej analizy własnych intencji czy motywów.

11. Staraliśmy się przez modlitwę i medytację poprawiać nasz świadomy kontakt z Bogiem, tak jak Go rozumieliśmy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.
Ziutek wie, że powinien się modlić i często to robi. Z medytacji rezygnuje najdalej po kilku tygodniach. Jeśli w ogóle jej próbował.

12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść to posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.
Ziutek nosi ulotki w różne miejsca i zgłasza się do sponsorowania, bo sponsor kazał.

Czy tak to wygląda u wszystkich alkoholików w Polsce? Ależ skądże znowu! Zdecydowania większość, wydaje się, że jakieś 89-96 procent, w żaden sposób nie realizuje Programu AA, nigdy, nikogo nie prosiła o sponsorowanie, ani nie planuje tego zrobić w przyszłości. Wielu do idei sponsorowania ma wręcz wrogie nastawienie. Z różnych powodów zresztą.

A co z tymi niewieloma, którzy poznawali Program ze sponsorem i starali się wdrażać go w życie, przynajmniej przez pewien czas? Nie mam pojęcia, jak by to wyglądało procentowo, ale można zgadywać, ilu stawia Kroki właśnie w wyżej opisany sposób – po prostu po efektach. Gdyby te efekty były takie, jak powinny, jak są oczekiwane, a więc realne przebudzenie duchowe i całkowita zmiana psychiki, to Wspólnota AA byłaby w Polsce czymś więcej niż tylko poterapeutyczną grupą wsparcia połączoną z klubem abstynenta, a jaj sława rozniosłaby się po całym świecie. Niestety, nie jest.

Tak więc zabrało mi około siedemdziesięciu lat, żeby dowiedzieć się, że w miarę życia można nauczyć się właściwego myślenia, ale nie można samym myśleniem sprawić, żeby się właściwie żyło. Wystarczy, że wykonasz te rzeczy i coś się stanie; nie rób ich, a nic się nie wydarzy, nieważne ile wiesz na temat programu Anonimowych Alkoholików.  (Chuck C. "Nowa para okularów")

Poziom trzeźwości (nie mylić a abstynencją), duchowego przebudzenia i ich efekty, zmierzyć jest dość trudno. Zwłaszcza, że nie wiadomo, w jakich jednostkach mierzyć. Pewną podpowiedzią może być stare opolskie PZPR.

P – Pieniądze, alkoholik ma poukładaną sytuację finansową, a jeśli nawet nadal ma długi, to dysponuje też realnym i realizowanym systemem ich spłacania. Nie trwoni pieniędzy bezsensownie i bez porozumienia z rodziną.

Z – Zdrowie, na przykład wyleczone zęby, regularne wizyty kontrolne i badania u lekarzy; zdrowy tryb życia.

P – Papierosy i inne środki zmieniające świadomość zostały wyłączone z użycia, alkoholik nie okrada już rodziny dla realizacji swoich zachcianek. Nie podejmuje, bo i nie ma takiej potrzeby, żadnych działań kompulsywnych.

R – Rodzina, ale tak naprawdę to nie tylko, bo właściwe relacje ze wszystkimi ludźmi, z którymi się styka, z żoną, podwładnymi, dziećmi, sąsiadami, urzędnikami itd.

Jednak nawet tak powierzchownie poznany i realizowany w życiu Program AA pomaga utrzymać abstynencję, tyle tylko, że... Bez alkoholu są niespokojni, rozdrażnieni i niezadowoleni... [WK z 2018 roku, s. XXXVII].

poniedziałek, 23 lutego 2026

Sponsorzy i sponsorowanie

Znajomy z AA opowiedział mi, że gdzieś w Internecie znalazł ciekawą dyskusję na temat skuteczności sponsorowania, a w niej stwierdzenie dwóch czy trzech osób, że alkoholik, który o tej skuteczności wspomniał, nie ma pojęcia o sponsorowaniu, nic nie wie o AA i Programie.
Przyznam, że mocno mnie to zaskoczyło, bo wygląda na to, że nikt w AA (a zwłaszcza doktor Bob) nie wie nic o sponsorowaniu, i Programie, a znają się i wiedzą wszystko najlepiej na ten temat tylko ci dyskutanci. Można coś takiego skwitować krótko, że tak właśnie wygląda PLAA, albo że alkoholizm to poważna choroba psychiczna, po prostu.

We Wspólnocie AA – to już poważnie – wiadomo, że służba sponsora, jak każda inna, może być pełniona lepiej lub gorzej, bardziej lub mniej skutecznie. Jej efekty też mogą być bardzo różne.

Pewne dane wskazują też, że doktor Bob był skuteczniejszym sponsorem. Nie ma żadnych wątpliwości, że przez pierwsze lata AA rozwijało się szybciej w Akron niż w Nowym Jorku – niektórzy przypisywali to powodzenie silnemu przywództwu doktora Boba [„Przekaż dalej”].

Dotąd nie wpadło mi do głowy, że potrzebne może być tłumaczenie, jaki sponsor jest skuteczny, a jaki nie bardzo lub wcale. No to proszę bardzo:
a) sponsor skuteczny – dwudziestu podopiecznych, osiemnastu z nich ma obecnie przynajmniej 10 lat abstynencji i poukładane życie; dwóch wróciło do picia.
b) sponsor nieskuteczny: dwudziestu podopiecznych, jeden z nich ma obecnie trzy lata abstynencji, jeden ma rok, ale pozostali wracali do picia już po kilku miesiącach.
To naprawdę nie jest takie trudne, zwłaszcza w dłuższych odstępach czasu.

Oczywiście może się zdarzyć, że sponsor raz czy drugi, a nawet trzeci, trafi na podopiecznego typu „to nie jego wina, taki się po prostu urodził”. Jednak nie uwierzę, że miał takiego dziwnego pecha i trafiał latami tylko na dziesiątki takich nieszczęśników. W takiej lub podobnej sytuacji chyba uczciwiej byłoby zastanowić się z kimś trzeźwym, czy każdy musi być sponsorem, czy każdy do tego się nadaje.
Druga bardzo ważna kwestia: co konkretnie sponsor przekazuje podopiecznemu? Czy jest to AA-owski Program działania, zbudowany na doświadczeniach alkoholików zawartych w literaturze AA, czy może jakiś program modlitewno-powierzalny, a coś takiego pojawiło się w Polsce stosunkowo niedawno, wraz z sekciarskimi nurtami i szkołami sponsorowania.

Z moich obserwacji wynika, że obecnie w Polsce działają w ramach AA dwie szkoły sekciarskiego sponsorowania. Może już jest ich więcej, a tylko ja nie jestem na bieżąco. Ważną cechą wspólną tych sekt jest przekonanie, że to nie ja, to ktoś inny, odpowiada za to, co i jak robię, jak się zachowuję, jak postępuję. Rozumiem to i znam. W okresie najbardziej destrukcyjnego picia też starałem się unikać odpowiedzialności i/lub przerzucać ją na kogoś innego. Tyle że później wytrzeźwiałem i wreszcie zacząłem, jak normalny, dorosły człowiek, brać odpowiedzialność za siebie na siebie.

Alkoholicy trzeźwi mają przekonania zbudowane na wiedzy i doświadczeniu. Alkoholicy nietrzeźwi mają przekonania zamiast wiedzy i doświadczenia. Zapewne to drugie jest łatwiejsze, nic nie trzeba czytać, poznawać, rozumieć. Tyle, że się taki człowiek ośmiesza, twierdząc, że Kroki nie poddają się elastycznej interpretacji, lub że skuteczność nie dotyczy służb w AA, a zwłaszcza sponsorowania.

Do AA trafiają ludzie mocno potłuczeni przez życie i picie. Ich pomysły nie wypaliły, przegrywają na każdej linii, bo nie tylko z alkoholem. Nie wiedzą, co dalej ze sobą zrobić. Są zdeterminowani i gotowi przyjąć nawet te rozwiązania i rady, które wydają im się dziwaczne. To stan, w którym bardzo łatwo ich wykorzystać i to nie tylko seksualnie lub finansowo. Dlatego wszystkim nowym sugeruję wielką ostrożność wobec osób w AA, które twierdzą, że za ich zachowanie odpowiada ich sponsor albo sponsor ich sponsora, albo Bóg, albo treść książki, czy cokolwiek, ale nie oni sami. Alkoholik, który panicznie boi się odpowiedzialności za swoje działania i tej odpowiedzialności unika, nie jest godny zaufania. Nie jest też trzeźwy – moim zdaniem. A że wyraźnie nie ufa też Bogu, to chyba oczywiste.

I tylko w jednym różnicie się od Boga – Bóg wie wszystko, a wy wszystko wiecie lepiej [Erich Maria Remarque].