Rok 2011-2026, Polska.
Ziutek miał dość swojego picia, nie dawał sobie z nim rady, rozpaczliwie chciał przestać, ale sam jakoś nie potrafił, wiec poszedł do poradni odwykowej. Tam, po długiej rozmowie, powiedziano mu, że nie jest jeszcze tak bardzo uzależniony i zaproponowano terapię redukcji szkód (kontrolowania picia). Pod nadzorem terapeuty próbował cztery miesiące, ale zupełnie mu to nie wychodziło, było tylko coraz gorzej. Wtedy Ziutek postanowił dać sobie spokój z terapią i pójść do AA. Przedtem jednak się napił i pił kilka tygodni.
Jakiś czas regularnie uczęszczał na mityngi, znalazł sobie sponsora i zaczął coś z nim robić, ale nie trwało to długo, bo sponsor polecił mu przeczytać „Opinię lekarza”. Ziutek uznał to za niepoważne, ostatnią książkę, „Naszą szkapę” czytał w podstawówce, więc teraz nikt nie będzie go traktował, jak dzieciaka. Ziutek się napił i zdecydował skorzystać z zamkniętej terapii, takiej poważnej, z pełną abstynencją. Zaliczył ją w całości, ale napił się na drugi dzień po opuszczeniu ośrodka.
Po kilkutygodniowym ciągu Ziutek coś sobie przypomniał. Terapeutka twierdziła, że każdy alkoholik jest seksoholikiem. On nie bardzo chciał się z tym zgodzić, a wtedy spytała, czy kiedyś zdradził żonę – odparł, że tak, dwa razy w życiu, po pijanemu. Na co terapeutka odparła szyderczo: a widzi pan! Jednak teraz, po zastanowieniu i kolejnych problemach wynikających z picia Ziutek uznał, że może coś w tym jest i zaczął chodzić na mityngi Anonimowych Seksoholików. Stosunkowo szybko mu się to znudziło, a opowieści, i to z detalami, o wynaturzonych stosunkach seksualnych, budziły w nim niesmak lub obrzydzenie. Zrezygnował więc z seksoholików i wrócił do picia.
Ziutkowi utkwiło w pamięci coś na temat nieprzepracowanych traum z dzieciństwa. Jego ojciec był zawodowym żołnierzem, był surowy i dość wymagający. Z pomocą terapeuty Ziutek uznał, że może on wcale nie jest alkoholikiem, że wszystko to wina nieprzepracowanego dzieciństwa (cokolwiek to znaczy), więc podjął stosowną terapię. W jej trakcie popijał, aż w końcu, po kilkudniowym ciągu, usunęli go z tej terapii.
Na kolejnych terapiach, zalecanych przez terapeutów i psychologów, Ziutek szukał swojego wewnętrznego dziecka i starał się nim zaopiekować, pracował nad swoją złością, angażował się w warsztaty asertywności oraz ustawienia Hellingera, próbował terapii DDA, hipnozy, akupresury, borykał się z baklofenem, weryfikował inne terapie lekami, prosił o pomoc we wspólnotach kościelnych, i stale jednak pił – mniej lub więcej, ale raczej coraz więcej.
W międzyczasie Ziutek wiele razy próbował wracać do AA i podejmować pracę na Programie, ale zwykle okazywało się, że jest tam coś nie do przyjęcia, więc… znowu picie, znowu szukanie pomocy i – bez większych problemów – znajdowanie jej w postaci takiej lub innej psychoterapii. Tak minęło piętnaście lat. W przypadku Ziutka skuteczność AA (inne elementy jakoś mnie nie interesują) okazała się zerowa.
Nie opisywałem warunków, sytuacji, okoliczności i wszystkich możliwości w tych latach, ale te przecież są znane dorosłym polskim alkoholikom. Nieco inaczej wyglądała sprawa warunków i okoliczności, w jakich żyli alkoholicy w latach trzydziestych ubiegłego wieku w USA. Posłużę się tu cytatem, żeby nie było, że sam coś wymyślam.
W latach trzydziestych XX wieku Ameryka przeżywała fascynacje eugeniką, pseudonauką, która obiecywała wzmocnić rasę ludzką poprzez wyeliminowanie „niezdolnych” z puli genetycznej. Obok „słabych na umyśle”, obłąkanych oraz kryminalistów, do owej grupy zaliczały się kobiety, które uprawiały seks pozamałżeński (uważany za chorobę psychiczną), sieroty, niepełnosprawni, biedacy, bezdomni, epileptycy, onaniści, niewidomi i głusi, alkoholicy oraz dziewczęta o zbyt dużych genitaliach. Niektórzy eugenicy zalecali eutanazję i rzeczywiście, dokonywano jej bez rozgłosu w szpitalach psychiatrycznych, na dziesiątkach ludzi, przez tak zwane „śmiertelne w skutkach zaniedbanie” lub też jawne morderstwa. W jednym ze szpitali psychiatrycznych w Illinois nowych pacjentów pojono mlekiem krów zarażonych gruźlicą, w przekonaniu, że śmierć spotka tylko tych niepożądanych. Zmarło aż czterech na dziesięciu tych pacjentów. Bardziej popularnym narzędziem eugeniki była wymuszona sterylizacja, uskuteczniona na mnóstwie nieszczęśników, którzy wskutek pecha czy niewłaściwego zachowania wpadli w ręce rządów stanowych. („Niezłomny” – Laura Hillenbrand)
Rok 1939, USA.
John miał dość swojego picia, nie dawał sobie z nim rady, rozpaczliwie chciał przestać, ale sam jakoś nie potrafił. Odwiedziło go w domu jakichś dwóch facetów. Oświadczyli oni Johnowi krótko: John, jesteś alkoholikiem, zakałą naszej społeczności, więc cię wykastrujemy albo od razu uśpimy, żebyś się nie męczył, ale jest też druga opcja – biegniesz do AA i z największą determinacją poddajesz się Programowi Dwunastu Kroków. Żadne inne możliwości nie istnieją. Co wybierasz?
To teraz pytania: Czemu w początkach AA skuteczność była znacznie większa niż obecnie i czy rzeczywiście to wina AA? Jeśli człowiekowi psychicznie choremu podsunąć wiele różnych możliwości, to jaka jest szansa, że wybierze sensowną?




