piątek, 1 maja 2026

Czy jestem umysłowo chory?

Ktoś podrzucił dodatkowy temat mityngu: Czy alkoholizm to choroba psychiczna i czy po latach abstynencji nadal jestem psychicznie/umysłowo chory? Od razu też odpowiedział na swoje pytanie twierdząc, że już dawno chory psychicznie się nie czuje. Rozbawiło mnie wspomnienie pobytu w szpitalu psychiatrycznym – tam absolutnie nikt nie czuł się psychicznie chory, nawet dwóch Jezusów. Ale, na szczęście, diagnozy stawiane są na zupełnie innych przesłankach niż osobiste przekonania, przeczucia i wierzenia pacjentów oddziałów psychiatrycznych.

Alkoholizm*, zwany też często zespołem uzależnienia od alkoholu, to przewlekła, postępująca i potencjalnie śmiertelna choroba psychosomatyczna. Jest to jednocześnie zaburzenie psychiczne i behawioralne spowodowane piciem, uznawane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Z decyzjami Światowej Organizacji Zdrowia sprzeczał się nie będę, bo już nie należę do tych alkoholików, którzy wszystko i na każdy temat wiedzą lepiej.

Jednak definicje to jedno, a zwyczajny rozsądek, to drugie. Latami robiłem coś, co ewidentnie mi szkodziło. Chodzi oczywiście o nadużywanie alkoholu. Przynajmniej cztery ostatnie lata picia miałem już doświadczenie – wiedziałem, że to się źle skończy, a mimo to znowu piłem. Nikt normalny tak nie postępuje.

Mijają lata i pojawia się kolejne pytanie: Czy teraz, na przykład dziesięć lat po zaprzestaniu picia, alkoholik jest nadal psychicznie chory? Od razu przyznaję, że nie mam na to jednoznacznej odpowiedzi. Gdyby alkoholizm nie był chorobą psychiczną stale obecną w umyśle alkoholika, to nie zdarzałyby się przypadki zapić po osiągnięciu abstynencji – to chyba oczywiste. Tyle, że nie wszyscy alkoholicy wracają do picia. Więc niby jak? Alkoholicy, którzy zapili, widocznie nadal byli psychicznie chorzy, a ci, którzy nie zapili do końca życia, chorzy umysłowo być przestali? Trochę to za bardzo uproszczone, bo co z postawą niepijącego alkoholika, jego postępowaniem, zachowaniem, emocjami, przekonaniami?

Wielka Księga przedstawia sprawę następująco (cytaty z wydania z 2018 roku):
- „Nie wyleczyliśmy się z alkoholizmu”.
- „Jesteśmy jak ludzie, którzy stracili nogi, nowe nigdy nie odrosną”.
- „Widzieliśmy, wciąż i wciąż, tę samą prawdę: kto raz stanie się alkoholikiem, pozostanie nim na zawsze”.

Oczywiście, nie dla wszystkich alkoholików w AA, Wielka Księga i przekonania jej autora są źródłem autorytetu. Nie ma zresztą takiego nakazu, choć w takiej sytuacji uczestnictwo w mityngach AA wydawać się może nieco dziwne. Jak uczestnictwo w mszy katolickiej ateisty, ale… mniejsza z tym; jedno i drugie zakazane nie jest.

Latami na mityngach w Opolu powtarzano i przypominano, że abstynencję oraz pewien dobrostan psychiczny i emocjonalny, dostajemy warunkowo. Nie będziemy mieli problemów z abstynencją, głodami, nawrotami, będziemy się dobrze czuć sami ze sobą, ale i inni z nami, pod pewnymi warunkami. W Wielkiej Księdze napisano, że Bóg nie rzuca kłód pod nogi tym, którzy za nim podążają – ano właśnie – jeśli podążają. Bo jeżeli wracają do dawnych postaw i zachowań, uruchamiają znowu szalejącą samowolę, dar może zostać cofnięty.

Ostatecznie alkoholizm, jako chorobę psychiczną czy umysłową, rozumiem tak:
a) w czasie destrukcyjnego picia robiłem i powtarzałem coś, co ewidentnie mi szkodziło,
b) w okresie abstynencji, nagle lub powoli, przestawałem robić to, co wyraźnie mi pomagało.





---
* Alkoholizm w nowej klasyfikacji (ICD-11 oraz DSM-5) definiowany jest jako zaburzenie używania alkoholu (ang. Alcohol Use Disorder - AUD), co oznacza rezygnację z ostrego dotąd podziału na nadużywanie i uzależnienie.

czwartek, 30 kwietnia 2026

Warsztat KzK jesienią 2026

 Znany jest już termin kolejnego warsztatu Dwunastu Kroków organizowanego przez grupę AA "Krok za Krokiem".


niedziela, 26 kwietnia 2026

Nasza stara świecka tradycja

Preambuła była jakaś dziwna. Na pewno sprzed 1958 roku, bo pamiętam, że w tym właśnie roku dokonano w jej tekście dość ważnej zmiany. Ta wersja była właśnie sprzed.
Odczytywanie różnych tekstów, regulaminów, zasad, zakazów i nakazów, pochodzących z zajęć grupowych psychoterapii odwykowej, trwało jakiś kwadrans. Przed prowadzącym leżały, ładnie zalaminowane, kolorowe teksty typu List Kiplinga do syna, Orędzie serca, Desiderata, gruba świeca… Literatury AA jakoś nie zauważyłem.

Następnie nadszedł czas na „problemy i radości”, kilka osób opowiedziało, co złego im się ostatnio przydarzyło, i z czyjej winy. Nie wątpię, że mówili szczerze, ale ich relacje nie miały kompletnie nic wspólnego z rozwiązaniem problemu alkoholizmu, którym dysponuje Wspólnota i którym rzekomo powinniśmy się dzielić na mityngach AA.

Jakieś pół godziny od rozpoczęcia zabrał głos zaproszony z daleka spiker. Mówił o historii AA, o Programie, o sponsorowaniu, służbach i o aktualnym Kroku – wszystko w powiązaniu z własnymi przeżyciami i doświadczeniami. Wszystko to znałem, więc nie robiło na mnie większego wrażenia. Za to kiedy przyszedł czas na pytania uczestników, zrobiło się ciekawie, a momentami nawet lekko szokująco. Ktoś spytał, czy alkoholik może trzeźwieć na bazie tylko samej chęci zaprzestania picia, i od razu odpowiedział sam sobie, że on tak właśnie ma od kilkudziesięciu lat i wszystko dobrze działa. Inny alkoholik zapytał napastliwie, czemu spiker gada w kółko o tym jakimś Programie i sponsorowaniu. Odpowiedź, że to w sumie jedyne, co ma do zaoferowania AA, chyba go nie przekonała, bo mruknął pod nosem, że widocznie spiker za krótko jest w AA i mało wie.
Gdzieś z boku dotarł do mnie szept, że z tym sponsorowaniem trzeba bardzo uważać, bo ludzie po tym trafiają na oddziały psychiatryczne, skaczą z okien lub mostów.

Wracając do domu zastanawiałem się, czy w przypadku tego pytania, nie lepsze byłoby porównanie: czemu w Kościele katolickim mówią w kółko o Jezusie i Bogu? Zadawałem sobie w myślach pytanie, czy rozumieją, że tak, jak Kościół zbudowany jest na Jezusie Chrystusie, tak Wspólnota AA zbudowana jest na sponsorowaniu i Programie. Tym bardziej, że najpierw było sponsorowanie, a dopiero później Wspólnota. Oczywiście sponsorowanie rozumiane na sposób AA, czyli – jeden alkoholik mówi do drugiego, co zrobił, żeby nie pić. Tak mówił Ebby T. do Billa W. (było to raczej posłanie Grupy Oxfordzkiej, bo AA jeszcze nie było), później Bill W. rozmawiał z doktorem Bobem, a oni obaj z trzecim alkoholikiem, bodajże też Billem itd.

Dajmy odpór dumnemu założeniu, że skoro Bóg umożliwił nam sukces w jednej dziedzinie, naszym przeznaczeniem jest stać się pośrednikami dla każdego („Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”).

O czymże innym miałoby się mówić na mityngach AA, jeśli nie o rozwiązaniu problemu alkoholizmu? W Preambule (oficjalnym tekście określającym, kim są Anonimowi Alkoholicy) napisano wyraźnie, że w AA dzielimy się doświadczeniem, siłą i nadzieją, żeby rozwiązać wspólny problem. Przecież alkoholizm jest jedynym naszym wspólnym problemem.

A przy okazji… Tekst Preambuły AA został usunięty z oficjalnej strony AA w Polsce (https://aa.org.pl/o-nas/) i zastąpiony jakimś własnym, zaczynającym się od słów „My, Anonimowi Alkoholicy…”. Jest w nim też coś o utracie kontroli i kłopotach, w które rzekomo wpadaliśmy. Ciekawe, kto, kiedy i dlaczego zdecydował o tej zmianie? Z jakiego powodu AA w Polsce odcina się od oficjalnego tekstu Preambuły?

Nie jest wykluczone, że tego typu posunięcia są częścią jakichś większych przemian. W scenariuszu grupy „u Franciszków” latami było stwierdzenie, że siłą Wspólnoty i nadzieją dla alkoholików jest Program. Ono też zostało skrupulatnie usunięte. Program Dwunastu Kroków wydaje się mieć coraz mniejsze znaczenie w polskiej wersji AA.

sobota, 11 kwietnia 2026

Przekora, głupota czy strach?

Z literaturą AA mam kontakt nieustannie i to od wielu już lat. Choćby w związku z pracą z podopiecznymi i osobistą ciekawością. Więc nic dziwnego, że czytając uważnie i ze zrozumieniem pewne fragmenty po raz kolejny, odkrywam błędy. Błędy bardzo różnego typu, ale nie o ich klasyfikację mi chodzi.
Co się dzieje, gdy gdzieś tam, na przykład w oprogramowaniu, konstrukcji, poradniku, instrukcji itp. zostaje odkryty błąd? Z jednej strony to źle, że błąd w ogóle wystąpił, ale z drugiej to bardzo dobrze, że został ujawniony bo można dokonać korekt czy poprawek. I chyba właśnie takie stanowisko wobec błędów zajmował Bill W.

W nadchodzących latach, jako Wspólnota AA, będziemy oczywiście popełniać różne błędy. Doświadczenie uczy nas, że nie należy się tego bać, o ile tylko zechcemy przyznać się do naszych błędów i od razu je naprawiać. Osobisty rozwój zależy zawsze od zdrowego procesu prób i błędów. Podobnie nasz rozwój jako wspólnoty. pamiętajmy zawsze, że każda ludzka wspólnota, która nie potrafi bez zahamowań naprawiać własnych błędów, jest z góry skazana na upadek, jeśli nie rozpad. Taka jest bowiem powszechna kara za zaniechanie procesu rozwoju. Podobnie jak każdy Anonimowy Alkoholik musi ponawiać swój obrachunek moralny i zgodnie z nim działać, tak też musi postępować cała nasza wspólnota, jeśli mamy przetrwać oraz służyć dobrze i z pożytkiem [„Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”, s. 300]

Tak to działa wszędzie na świecie, ale… za wyjątkiem Wspólnoty AA w Polsce.

Pierwszy błąd, jaki odkryłem, dotyczył słów ze scenariuszy mityngów: za dzień nadrodzin Wspólnoty uznaje się 10 czerwca 1935 roku, pierwszy dzień nieprzerwanej trzeźwości doktora Boba. Opierając się na literaturze AA („Przekaż dalej” i nie tylko), wykazałem, że to nieprawda, że 10 czerwca doktor Bob pił alkohol. Dokładnie pił piwo, które dostał od Billa W. Ucieszyłem, że mogłem pomóc poprawić błąd. Byłem naiwny, bo błąd – bardzo możliwe – powtarzany jest na niektórych grupach AA nadal, a ja, wtedy, w związku z ujawnieniem tego błędu, stykałem się z napaściami i agresją. Także z plotkami, pomówieniami, szczuciem, oszczerstwami. Polscy alkoholicy ustawiali się murem za powtarzaniem błędu. Bronili błędu z dramatyczną zaciekłością.

Minęło dwadzieścia lat, ale tak samo jest i dziś. Odkrywam błędy w naszej literaturze, albo odkrywa je ktoś inny, a ja je tylko opisuję, a polscy alkoholicy walczą o nie zaciekle. Próbują dowodzić, że ewidentne błędy nie są błędami, a kompletne bzdury bzdurami (np. budowa atomu*), atakują personalnie i w plugawy sposób osoby, które odkrywają błędy, nie pozwalają tych błędów poprawiać. Co jest nie tak z polskimi alkoholikami?

Ktoś mi kiedyś podpowiedział, że nietrzeźwi alkoholicy (choć niekoniecznie pijani, bo może ci… wiecznie trzeźwiejący) są z natury przekorni. I to mogłoby się zgadzać, bo przecież Bill pisał:

Jak to zaobserwowało wielu psychiatrów, przekora jest rzucającą się w oczy cechą znacznej części alkoholików [„12x12”, s. 33].

Jednak, uważam, że nie dotyczy to alkoholików, którzy przeżyli przebudzenie czy doświadczenie duchowe. Zdrowi, normalni ludzie tak się nie zachowują. Poza tym przekora nie działa chyba aż tak dramatycznie.

W czasach zmian świat należy do tych, którzy się uczą, podczas gdy Ci, którzy już się „nauczyli”, okazują się świetnie przygotowanymi do życia w świecie, który już nie istnieje [Eric Hoffer, amerykański pisarz zajmujący się głównie problematyką filozofii społecznej, psychologią i socjologią, autor książki „Prawdziwy wyznawca”].

Uważam, że za zaciekłą obroną błędów stoi strach. Ci, którzy są autorami błędów, będą ich bronić, bo boją się, że uznanie ich pomyłek świadczyć będzie o ich braku wiedzy, umiejętności, kompetencji i wykształcenia. Jednak zdecydowana większość alkoholików z powstaniem błędu nie ma nic wspólnego, a mimo to próbuje i stara się go bronić – ze strachu. Tak, ze strachu, że jeśli okaże się, że jest inaczej, niż się od dawna przyzwyczaili, to ze zmianami sobie nie poradzą.

Jakiekolwiek realne działanie możliwe jest tylko wtedy, gdy człowiek uzmysłowi sobie i zaakceptuje rzeczywistość. Niektórzy alkoholicy nie godzą się z rzeczywistością, bo to wymagałoby pewnego wysiłku, może dostosowania się. Znacznie łatwiej jest im tworzyć jakieś wyimaginowane argumenty na podstawie swoich wyobrażeń, tego, co uważają, że powinno być lub mogłoby być.
Nie walczą z rzeczywistością (w tym z próbami poprawy błędów) jedynie alkoholicy, ufający Bogu. Ci wiedzą, że On się nimi zaopiekuje, bez względu na zmiany okoliczności czy warunków. Taki strach wydaje mi się typowy dla alkoholików, którzy może i wierzą w istnienie Boga, ale… nie ufają Bogu.





---
* Wielka Księga z 2018 roku, strona 48: Najzwyklejszy stalowy dźwigar jest zbiorem elektronów wirujących wokół siebie z niewiarygodną prędkością. To zapewne w jakimś innym wszechświecie, bo w naszym elektrony wirują wokół jądra atomu, a nie wokół siebie. Czyżby oryginalnie było to: The material world is made up of tiny particles which we call electrons, moving with incredible speed?

czwartek, 9 kwietnia 2026

Polscy alkoholicy ostrzegają

Anonimowi Alkoholicy w Polsce, poprzez system swoich publikacji, ostrzegają, ale tylko innych Polaków, że naturalne potrzeby człowieka ich wypaczają.

W nowym wydaniu książek: „12 Kroków i 12 Tradycji” oraz w „Codzienne refleksje” (na dzień 08.04.2026) autorzy, a może tłumacze zawarli informację, czy może instrukcję, dotyczącą realizacji Czwartego Kroku Programu AA:

„Pragniemy dokładnie ustalić, jak, kiedy i gdzie nasze naturalne pragnienia nas wypaczyły”.

Program Dwunastu Kroków realizują alkoholicy, ale z tej porady jedno wynika ponad wszelką wątpliwość – naturalne pragnienia nas wypaczają. Nas, Polaków, czy nas, alkoholików – tego dokładnie nie wiadomo, ale ważne, że wypaczają.

Naturalne ludzkie potrzeby to na przykład: potrzeba miłości, potrzeba bezpieczeństwa, potrzeba uznania, potrzeba akceptacji, ale też potrzeby czysto fizjologiczne, potrzeba snu, wody, jedzenia, rozmnażania (przedłużenia gatunku). Potrzeb, my, ludzie, mamy wiele i jeśli kogoś interesują, to polecam schemat piramidy Maslowa, gdzie są wyliczone i odpowiednio pogrupowane.

Przejrzałem je wszystkie, przemyślałem sprawę i wyszło mi ostatecznie, że żadne naturalne potrzeby nie wypaczają ludzi. Co innego, gdyby potrzeby przestały być naturalne, wypaczyły się, zdegenerowały czy coś takiego, ale w książkach AA wyraźnie mowa jest o naturalnych.

Powtarzam: żadne potrzeby nie wypaczają ludzi – dopóki są naturalne, czyli – jak wierzą niektórzy, dane nam przez Boga albo Matkę Naturę. Ale może ja się nie znam, może rację mają polscy Anonimowi Alkoholicy?

Przypomina mi to pewnego polskiego polityka, który też twierdził, że naturalne potrzeby są złe i Polakom powinna wystarczyć miska ryżu. Czyżby AAPL zaczęło lansować pewną opcję polityczną?

W każdym razie faktem jest, że literatura AA nie jest dostępna powszechnie, każdemu, w każdej księgarni i stąd apel do alkoholików, by przekazywali ostrzeżenie nieuzależnionym: UWAGA, NATURALNE POTRZEBY WYPACZAJĄ LUDZI!


Strona 44 książki „12 Kroków i 12 Tradycji” w wersji starszej i w najnowszym wydaniu.






A to już ciekawostka z WK z 2018 roku:  Najzwyklejszy stalowy dźwigar jest zbiorem elektronów wirujących wokół siebie z niewiarygodną prędkością [s. 48]. To w jakimś innym świecie, bo w naszym elektrony wirują wokół jądra, a nie siebie.

piątek, 27 marca 2026

Obecni i zupełnie nieobecni

Dodatkowy temat mityngu dotyczył pogody ducha – co to jest, jak ją rozumiemy, do czego alkoholik jej potrzebuje itd.

Dzięki licznym wypowiedziom, dość szybko udało się zrozumieć, że ta pogoda ducha może mieć różne znaczenia, w zależności od przekonań alkoholika czy jego aktualnych przekonań i potrzeb. No i dobrze.
Kiedyś usłyszałem taką oto definicję: pogodę ducha mam wtedy, kiedy jestem pewien, że swoimi emocjami lub uczuciami nikomu, także sobie, nie zrobię krzywdy. Do dziś uważam to podejście za ciekawe, a moja definicja jest podobna, bo wydaje mi się, że pogoda ducha to wewnętrzny spokój (nie tylko opanowanie!) oraz zdolność do zachowania równowagi emocjonalnej, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, na przykład wtedy, kiedy ewidentnie mam w czymś rację, ale z jakichś powodów sytuacji nie da się zmienić. Coś takiego czasem zdarza się w demokracji, ale… mniejsza z tym.

Gorzej było z określeniem, do czego konkretnie alkoholikowi potrzebna jest ta cała pogoda ducha. Cisza się przedłużała, a ja byłem coraz bardziej zdziwiony. Wreszcie zabrałem głos. Wskazałem na ścianę, gdzie wisi wielka plansza z naszą Modlitwą o Pogodę Ducha*, i przeczytałem pierwsze słowa: Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić… Przypomniałem, że tą właśnie modlitwą witaliśmy się wszyscy z pół godziny temu, na rozpoczęcie spotkania. I na tysiącu innych też. Wyraźnie widać, że pogoda ducha potrzebna alkoholikowi, aby godził się z tym, czego nie może zmienić – jeśli to nie jest czyjś pierwszy w życiu mityng, to jak można tego nie wiedzieć?! Przecież podobno trzeźwi ludzie wiedzą, co się wokół nich dzieje, wiedzą też i rozumieją, co sami mówią.

Jest jeszcze drugi aspekt tego zagadnienia – przekonania rodem zapewne z jakiejś sekty religijnej. W modlitwie mowa jest o pogodzeniu się z tym, czego nie można zmienić, ale nie o pogodzeniu się ze wszystkim! Co więcej – zawiera ona prośbę o odwagę, by dokonywać zmian, gdy jest to możliwe. Ale w pewnych sektach lansowane jest przekonanie, że niczego nie wolno zmieniać, że świat jest dokładnie taki, jak go Bóg stworzył, więc próby zmiany czegokolwiek, są sprzeciwem wobec woli Boga.

Chyba nie muszę dodawać, że nie jestem zwolennikiem bzdurnej teorii wszystkoakceptacji. Sprzeciwiałem się temu, co jest, wiele razy. Nie godziłem się z własnym pijaństwem, więc podjąłem działania (terapia, AA), żeby zmienić ten stan rzeczy. Nie godziłem się z zaćmą, więc poszedłem do okulisty, żeby to zmienić. Nie godziłem się z nieświeżymi ciuchami, więc je wyprałem. Nie godziłem się z okradaniem mnie, więc zgłosiłem ten fakt prokuraturze. Mogę tak w nieskończoność wymieniać przypadki swojego… hm… sprzeciwu wobec tego, co jest, czyli rzekomego sprzeciwu wobec woli Boga.

Oczywiście rozumiem, że idea wsystkoakceptacji znakomicie sprawdza się w sektach – przede wszystkim uczy ona wyznawców akceptowania absolutnie wszystkiego, co wymyśli przywódca sekty, za to skutecznie oducza krytykowania czy sprzeciwiania się. Jednak u nas, w AA, założenie jest inne – trzeźwienie to powrót do zdroworozsądkowego myślenia, a nie wyłączenie myślenia. A może tylko tak mi się wydaje… 

 



---
* Egzemplarz Modlitwy o Pogodę Ducha dotarł do biura AA w Nowym Jorku na przełomie maja i czerwca 1941 r. Znajdował się w części New York Herald Tribune poświęconej nekrologom:

+ Matce
- Boże, daj mi spokój, aby zaakceptować rzeczy, których nie mogę zmienić, odwagę, aby zmienić to, co mogę i mądrość, aby poznać różnicę.
- Żegnaj +


Autorem jest podobno znany teolog protestancki dr Reinhold Niebuhr (1892-1971), natomiast według innych źródeł tekst ten jest znacznie starszy i dłuższy, a napisał go Friedrich Oetinger (1702-1782): http://ourspecial.net/misc/sereneoetinger.htm


niedziela, 15 marca 2026

Wydaje się, że zaszła zmiana

Alkoholik zaproponował dodatkowy temat mityngu, poprosił, żeby mu pomóc zrozumieć bezsilność i niekierowanie albo niekierowalność życiem – on w AA nie jest nowicjuszem, ale dopiero zaczyna pracę ze sponsorem. U nas coś takiego, czyli pytanie, prośba o pomoc, dodatkowy temat mityngu, często się zdarza, bo od początku sponsorzy uczą, że po to jesteśmy częścią Wspólnoty, żeby w razie czego móc z jej doświadczeń skorzystać. I tak tematem dodatkowym został w sumie Krok Pierwszy. W Opolu od dziesięcioleci wiadomo, że siłą Wspólnoty jest Program AA (największe odkrycie społeczne XX wieku, moim zdaniem), a nie tylko chadzanie po mityngach, a to oznacza, że poszczególne Kroki zdecydowanie korzystnie byłoby dobrze rozumieć.

Zrozumienie jest kluczem do właściwych zasad i postaw, a właściwe postępowanie jest kluczem do dobrego życia… („Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji”).

Na temat bezsilności i kierowania życiem (kierowalności) wypowiadało się kilka osób i to dość jednomyślnie. Pozostali, choć nie wszyscy, potakująco kiwali głowami, jakby się w pełni zgadzali z tym, co usłyszeli.
Dawno nie byłem na mityngu, najwyraźniej zaszły jakieś zmiany, bo narracja była mocno odmienna, od tego, co znam, słyszałem i sam powtarzałem latami.

Dowiedziałem się, że alkoholik jest bezsilny wobec alkoholu, kiedy się napije, kiedy zacznie pić, bo wtedy nie wiadomo, czym się to skończy i czy w ogóle skończy. Przed tym pierwszym kieliszkiem alkoholik, co według nich oczywiste, bezsilny nie jest. Kwestia druga – alkoholik nie kieruje swoim życiem w okresie destrukcyjnego picia, bo przecież trudno sobie wyobrazić sensowne kierowanie życiem, jak jest kompletnie pijany albo koszmarnie skacowany. Wynikało z tego, że przed pierwszym kieliszkiem swoim życiem kierujemy i to całkiem nieźle.

Wydaje się, że Bill widział to zupełnie inaczej: Powtórzmy: alkoholik niekiedy nie ma skutecznej obrony psychicznej przed pierwszym kieliszkiem. Poza bardzo rzadkimi wyjątkami ani on sam, ani żaden inny człowiek nie potrafi jej zapewnić. Jego obrona musi nadejść od Siły Wyższej [WK z 2018 roku]. Nie dysponujemy siłą wystarczającą, żeby obronić się także przed pierwszym kieliszkiem.

Z kolei tego cytatu albo nie rozumiał prawie nikt, albo prawie nikt się z nim nie zgadzał, miałem kłopot z odczytaniem reakcji: Przekonaliśmy się, że musimy bezwarunkowo w głębi swego jestestwa przyznać, że jesteśmy alkoholikami. To pierwszy krok w powrocie do zdrowia. Trzeba rozbić złudzenie, że jesteśmy jak inni ludzie albo że niedługo tacy będziemy [WK z 2018 roku]. Widzę, że wielu alkoholików obecnie uważa, że już są tacy sami, jak inni, zdrowi ludzie albo lada moment tacy będą.

Zorientowałem się także, że pewnych treści z Wielkiej Księgi wielu alkoholików nie przyjmuje do wiadomości albo nikt im ich nie pokazał, a może wreszcie starannie ich unikają:
Nie wyleczyliśmy się z alkoholizmu.
Jesteśmy jak ludzie, którzy stracili nogi, nowe nigdy nie odrosną.
Widzieliśmy, wciąż i wciąż, tę samą prawdę: „kto raz stanie się alkoholikiem, pozostanie nim na zawsze".

A ja mam tylko nadzieję, że ich przekonania – wyraźnie odmienne niż Billa W. – nie będą ich kosztowały zbyt wiele.