niedziela, 13 stycznia 2019

Kontrowersyjne treści w WK


Z lektury wstępu do „Codziennych Refleksji” dowiedziałem się, że cytaty w niej zawarte są fragmentami literatury AA, ale same refleksje, autorstwa jakichś tam członków AA, nie zawierają stanowiska Anonimowych Alkoholików w żadnej sprawie. Czyli mają wartość dokładnie taką, jak dowolna wypowiedź na mityngu – ni mniej, ni więcej.

Chciałem się dowiedzieć, jaka relacja (może podobna?) zachodzi między wypowiedziami zawartymi w historiach osobistych z Wielkiej Księgi, a oficjalnym stanowiskiem AA, ale o tym nie napisano w żadnym wstępie, a jest ich wiele. Już raz zetknąłem się w tej książce z sugestią, że na Programie przyznać to się trzeba tylko do niektórych rzeczy i całkiem wystarczy z grubsza tylko zorientować się, o co chodzi, bo najwyraźniej rzetelność i dokładność anonimowym alkoholikom nie jest potrzebna. Teraz znowu to…

Na przykład w AA mówią nam, że nie możemy sobie pozwolić na urazy i użalanie się nad sobą, więc uczymy się unikać tych wyniszczających postaw. W podobny sposób pozbywamy się poczucia winy i wyrzutów sumienia, gdy podczas pracy nad Krokiem Czwartym i Piątym programu powrotu do zdrowia „wyrzucamy śmieci” z naszej głowy[Cytat z książki „Anonimowi Alkoholicy”, wydanie z 2018 roku, s. 566].

Normalni ludzie (i nie chodzi mi tylko o to, że niealkoholicy), jeśli zrobią komuś jakąś krzywdę, czują wstyd, poczucie winy, wyrzuty sumienia. Uczuć takich nie doświadczają albo nazywają śmieciami i potrafią wyrzucić ze swojej głowy, psychopaci lub socjopaci. W tym momencie zastanawiam się, czy - i ewentualnie w jaki sposób - tacy ludzie realizują Krok Ósmy oraz Dziewiąty – skoro już poczucie winy i wyrzuty sumienia wywalili ze swojej głowy, to zapewne na liście osób skrzywdzonych pozostali już tylko oni sami. Ale mniejsza z tym.

Poczucie winy i wyrzuty sumienia, to uczucia wyższe dane nam przez Boga. Odróżniają one ludzi od dzikich zwierząt (co do oswojonych psów i kotów nie byłbym już taki pewien), które zabijają po prostu dlatego, żeby mieć co żreć i przeżyć.  Nie jestem pewien, czy jest mi po drodze z ludźmi, którzy takie uczucia nazywają śmieciami i chcą oraz jakoś potrafią wyrzucić je ze swojej głowy. Może i z tymi, którzy „tylko” zalecają takie postawy i uważają je za reprezentatywne dla swojej wspólnoty.

I tu moja pilna prośba do powierników, by spowodowali, żeby Wspólnota AA w Polsce zwróciła się do stosownych służb w Nowym Jorku (zapewne do Biura Usług Ogólnych), z prośbą o interpretację i wyjaśnienie, czy historie osobiste zawarte w Wielkiej Księdze zawierają oficjalne stanowisko Wspólnoty AA, wobec jakichkolwiek kwestii i czy opisane w niej postawy, przekonania i zachowania są – według AA – wartościowe, godne polecenia i naśladowania.

środa, 9 stycznia 2019

Żeby choć trochę podobna!


Był kiedyś taki warsztat, bodajże w Bełchatowie, gdzie Bob (amerykański weteran) mówił o Tradycjach. Materiał ten jest bardzo długi, ale mnie uderzyły dwie kwestie. Jedna dotyczy zmiany wersji długiej Dwunastu Tradycji na krótką, powodów tego i konsekwencji, a druga – realnego podziału Wspólnoty AA.

Najpierw jednak pytanie: czy ktoś pamięta jeszcze wyroby czekoladopodobne? Bo mnie się czasem wydaje, że my, w Polsce, mamy coś wspólnotopodobnego, podobnego chyba tylko z nazwy i pozorów.

Anonimowi Alkoholicy (w USA) popełnili już chyba wszystkie możliwe błędy w swojej ponad osiemdziesięcioletniej historii, więc powinniśmy się na ich doświadczeniach uczyć, a nie wiecznie wymyślać nasze polskie rozwiązania – zresztą zupełnie odmienne od już wypraktykowanych na świecie i przynoszące zwykle efekty… co najmniej problematyczne.

Bob mówił (pisownię zostawiłem taką, jak dostałem w pliku .pdf)…
Nie chcę być negatywnie nastawiony, ale obecnie AA na całym świecie jest podzielone na dwie części. Nie wiem czy w efekcie finalnym to będzie dobre czy złe. Po prostu wiem z obserwacji, że to się dzieje. Podział ma miejsce na dwa obozy, które maja bardzo mało ze sobą do czynienia. Jest to bardzo widoczne w Stanach Zjednoczonych, nie wiem czy tak samo jest w Europie. Jeden z obozów istnieje po to by służyć jedynemu celowi. Obóz ten robi wszystko żeby pomagać ludziom, aby wykonywać służby, robić Kroki, czytać Wielką Księgę. Ludzie ci robią wszystko, żeby odsunąć siebie, swoje ego na bok, aby służyć wyższemu celowi i etyce. Tymczasem drugi obóz jest skupiony tylko na jednej rzeczy, naprawianiem swoich problemów – ja, ja, ja, ja, ja, ja, ja. Ten obóz myśli, że obóz pomagający innym to fanatycy.

Na ten temat było i jest dużo więcej, ale w tym momencie i na potrzeby tego, co chcę pokazać, powinno wystarczyć.

Otóż słyszałem już i czytałem w naszym środowisku, że są przyjaciele, którzy nawołują do udawania, że podział grup AA na typ A i B (albo X i Y, bo nie o nazwy tu chodzi) w Polsce nie istnieje. To udawanie, oszukiwanie siebie i innych, ma rzekomo służyć jedności Wspólnoty AA. Ups! Od kiedy to sprzeczanie się z faktami i zakłamywanie rzeczywistości komukolwiek w czymkolwiek pomogło? Czy udając, że wszystko jest w zupełnym porządku, można cokolwiek naprawić, zmienić?

W Ameryce dostrzegają problem i może już nawet myślą nad rozwiązaniami, w Polsce lansowana jest propaganda sukcesu: Jest cudownie, a będzie jeszcze lepiej, żadnych podziałów nie ma, bo my tak postanowiliśmy! Ba! Nawet próbuje się tutaj namawiać, przekonywać, wręcz przymuszać innych, by też udawali i głosili, że jest idealnie, znakomicie i bezpodziałowo. I to niby w imię wspólnego dobra i jedności!

Bob stwierdził, że nie wie, czym się to finalnie skończy, i ja też nie wiem. Mamy mnóstwo lat doświadczeń (z pijanego życia) w udawaniu i zakłamywaniu, więc może uda się i tym razem? Z podobnym skutkiem... 

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Notatki sponsora (odc. 115)


Podopieczny oznajmił, że ma kłopot ze zrozumieniem pewnych tekstów i bez zwłoki przeczytał mi z Wielkiej Księgi:

Mityngi dały mi to, co mój sponsor lubi nazywać jednym z najważniejszych słów w Wielkiej Księdze – AA sprawiło, że w moim życiu pojawiło się słowo »my«. »Przyznaliśmy się, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu…«. Już dłużej nie musiałem być sam. [s. 516]

A następnie, z intensywnie zalecanego w naszym najnowszym „Poradniku dla służb” „Scenariusza prowadzenia mityngu” (tego niebieskiego), ze strony 6, że podczas mityngu…

Każdy mówi tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach, nie teoretyzuje, nie krytykuje i nie ocenia wypowiedzi innych. Nie używa słów – my, wy, oni.

I zapytał: czy my w Polsce na pewno należymy do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików?

Teraz to ja mam pewien kłopot. I nie, nie chodzi o to, że w Pierwszym Kroku raz jest „Przyznaliśmy, że…”, a tutaj znowu „Przyznaliśmy się, że…”. Z tym sobie jakoś poradzę. Chyba...

Dawno temu, bo w 2014 roku (i nie tylko) pisałem o tym, że bardzo liczyłem na polski "Poradnik dla służb", ale kiedy został wydany, zacząłem żałować, że się to stało, bo zbyt wiele wspólnego z Anonimowymi Alkoholikami to on nie ma.
https://meszuge.blogspot.com/2014/09/o-poradniku-dla-suzb-aa.html
https://meszuge.blogspot.com/2015/01/notatki-sponsora-odc-048.html 
https://meszuge.blogspot.com/2017/03/notatki-sponsora-odc-081.html 

niedziela, 6 stycznia 2019

Najlepszy film o alkoholizmie


Na początku swojego trzeźwienia przestałem chodzić do kina na lat prawie dwadzieścia. Ostatnim filmem, jaki oglądałem w kinowej sali był, jak sądzę, „Szeregowiec Ryan” – z kina „Odra” wyszedłem z bolącą głową – poziom hałasu okazał się trudny do zniesienia. Jednak nie tylko z tego powodu zrezygnowałem z kina. Także nie dlatego, że w Opolu zamknięte zostały wszystkie znane mi kina; ich miejsce zajął „Kinoplex”, później i obecnie „Helios”, kina bardziej nowoczesne, z kilkoma salami. W każdym razie jakoś tak wyszło, a ja nie upierałem się, żeby ten stan rzeczy zmieniać. Filmów na płytach DVD i w internecie miałem przecież aż nadto.

Kiedyś przeczytałem „Antyporadnik”, a później „Alkoholiczkę” Miki Dunin. Kiedy ich autorkę poznałem już osobiście obiecałem, że do kina wybiorę się, ale dopiero wtedy, kiedy to ona zrobi film o alkoholiczkach w Polsce. Był to czas, w którym taka ewentualność była równie prawdopodobna, jak wizyta kosmitów w Prószkowie. Ale – jak mawia mój sponsor – dopóki nie pijemy wszystko jest możliwe…

Jakoś tak przed południem zadzwonił telefon. Kumpel z AA, facet z którym znamy się ze dwadzieścia lat (czasem mawiamy żartobliwie, że jesteśmy jak stare złe małżeństwo), zaprosił mnie do kina. I stało się coś dziwnego. Nie przypomniałem mu, że ja nie lubię chodzić do kina, nie pytałem o jaki film chodzi – po prostu zaproszenie przyjąłem i umówiliśmy się. Chwilę po odłożeniu słuchawki zacząłem mieć wątpliwości, co ja tu wyrabiam, po co mi to itp., ale jakieś takie umiarkowane. Dałem się poprowadzić, po prostu.

Może dlatego zupełnie nie zaskoczyło mnie to, że w kinie udaliśmy się do sali, w której wyświetlano film „Zabawa, zabawa” według scenariusza Miki Dunin – film o polskich alkoholiczkach. Ups! Cuda się dzieją? Ano, dzieją. A bo to pierwszy raz?

„Zabawa, zabawa” to najlepszy polski film na temat alkoholizmu. NAJ-LEP-SZY. Temat oraz wyzwanie tym trudniejsze i ważniejsze, że bohaterkami są kobiety, trzy alkoholiczki. W różnym wieku, funkcjonujące w różnych środowiskach, po prostu zupełnie inne: wspinająca się po szczeblach kariery pani prokurator, studentka, pracująca też w korporacji oraz wielce szanowana lekarka, pani profesor; szanowana tylko do czasu, ale to chyba jest oczywiste. Tylko uzależnienie jakby wiecznie to samo…

Konsekwencje narastają, bohaterki piją i uparcie zaprzeczają, że mają jakikolwiek problem z alkoholem. Przerażające jest to, że robią to czasem w sposób wręcz groteskowy, w sytuacjach i okolicznościach, które powinny pozbawiać je wszelkich złudzeń, ale dzięki kapitalnemu aktorstwu nie ma wątpliwości, że one w pełni wierzą w te swoje absurdalne wersje. Nie wierzyłem, że ktoś nieuzależniony potrafi TO wiarygodnie zagrać. Wizja jest perfekcyjnie wręcz prawdziwa, realna, a ja coś o tym mogę powiedzieć (niestety); nawet taki drobiazg, jak specyficzne picie (cedzenie) alkoholu przez zęby przez lekarkę.

Wdzięczny jestem ekipie, ale oczywiście reżyserce, scenarzystce i aktorom przede wszystkim, za to, że oszczędzili widzom prymitywnego epatowania fizjologią, jak to było w „Pod Mocnym Aniołem”. Albo załatwienia sprawy stereotypową wizją alkoholika, mężczyzny, menela („Szczur w koronie”). W „Zabawie” wszystko jest wyważone, w odpowiednich proporcjach, a film, choć bardzo prawdziwy, jest jednocześnie sztuką przez duże „S”. Udało się też uniknąć naiwnego moralizowania i dydaktyki, a o to, nawet niechcący, bardzo łatwo. Dzieło filmowe klasy najwyższej, po prostu. To nie rzemiosło, to artyzm.
Podczas projekcji nie słyszałem odgłosów charakterystycznych dla konsumpcji prażonej kukurydzy w ilościach hurtowych, ani prymitywnych, niby zabawnych komentarzy, a po zakończeniu filmu widzowie rozchodzili się w ciszy. Coś takiego – jak twierdzą znajomi kinomani – podobno rzadko się obecnie zdarza w kinach.

Ważna uwaga. Nie ulega dla mnie wątpliwości: książka „Alkoholiczka”, film „Zabawa, zabawa” oraz najnowsza powieść Miki Dunin „Miłość i inne deliria” – to różne oblicza tej samej prawdy, tego samego problemu, w którym nie chodzi  tylko o picie. W pewnym sensie jest to trylogia, która tworzy (przejmującą) wspólną całość.




PS.
Pytało mnie już kilka osób, czy mi się wszystko podobało. No więc nie, nie wszystko. Nie podobały mi się sceny z policjantami. Duże miasto, różne pory doby, różne miejsca i zawsze tych samych dwóch gliniarzy? I to takich umiarkowanie rozgarniętych? Coś jak Pat i Pataszon? Po co to? Dlaczego? Nie pisałem o tym wcześniej, bo to drobiazg, to nie jest film o policjantach. Na szczęście.

Rozwiązanie jest zbyt proste?

Najnowsze wydanie książki „Anonimowi Alkoholicy”, wydane pod koniec 2018 roku, zawiera na okładce informację: Jest to czwarte polskie wydanie „Wielkiej Księgi”. W związku z tym, pół żartem, pół serio, ogłosiłem w internecie konkurs – zaprezentowałem siedem różnych okładek naszej Wielkiej Księgi i zapytałem, która z tych książek jest wydaniem czwartym i dlaczego ta właśnie? Dla ułatwienia zawarłem w tym zadaniu podpowiedź:


Edycja to jednorazowy nakład dzieła, jednorazowe wydanie płyty, kasety itp.
Wydanie to ogół egzemplarzy książki, odbitych z tego samego składu drukarskiego.

Uważałem bowiem z możliwe, nawet bardzo prawdopodobne, że anonimowi alkoholicy w Polsce zabrali się za numerowanie wydań swojej Wielkiej Księgi, nie wiedząc nawet, czym jest to wydanie. Nie otrzymałem żadnej w pełni satysfakcjonującej odpowiedzi, choć bardzo pomógł autor „Historii AA w Polsce”, a tutaj dodam od razu, że ja też jej nie znam. Ogłaszając konkurs chciałem się czegoś dowiedzieć o historii naszej podstawowej pozycji, czegoś się nauczyć. I faktycznie coś przy tej okazji zrozumiałem, ale w temacie zupełnie innym niż numeracja wydań WK. 

W przedmowie do „Anonimowych Alkoholików” z 2018 roku (s. XIV) napisano, że w drugim wydaniu… oprócz „Opinii lekarza” i jedenastu rozdziałów tekstu podstawowego, zostały zamieszczone cztery oryginalne historie osobiste pionierów AA oraz teksty wstępne i sześć dodatków. No cóż, ja mam drugie wydanie. Nawet dwa egzemplarze wydane w różnych latach. Nie ma w nim czterech historii amerykańskich AA. Jest za to siedem piciorysów polskich alkoholików, co miało rzekomo pojawić się dopiero w wydaniu trzecim. Żeby było jeszcze śmieszniej dodam, że były wydania zawierające „Wyznanie lekarza” dra Woronowicza na początku książki, były wydania które „Wyznanie” zawierały pod koniec książki i były wydania, które go nie zawierały. Tu warto przypomnieć sobie, co to jest wydanie.

Wbrew pozorom nie chodzi mi jednak o problematyczną numerację wydań WK, ale o… alkoholizm jako poważną chorobę.

Jest rok 2019. Wszystkie dotychczasowe wydania WK, ile by ich nie było, wydane zostały w przeszłości – zgadza się? Przeszłości można nie znać, nie pamiętać, ale nie można jej zmienić. Przeszłość jest/była elementem rzeczywistości, faktem, a z faktami ludzie trzeźwi ponoć nie dyskutują. Choć trudno w to uwierzyć, przeszłości nie można zmienić nawet decyzją sumienia grupy AA w Polsce!

Kiedyś już zetknąłem się z czymś podobnym. Pisząc opinię na temat książki „Historia AA w Polsce”, znakomitej zresztą, którą gorąco polecam! Pisałem wtedy:

Zaskoczył mnie trochę sposób datowania narodzin grup AA. Fakty pozostają faktami bez względu na to, czy je pamiętamy, czy nie. Jeśli nie pamiętamy, to nie wydaje mi się, by można je sobie ustalać mocą decyzji jakiegoś gremium. Sumienie grupy AA ma spore kompetencje, to prawda, ale czy może swoimi decyzjami kreować rzeczywistość?
https://meszuge.blogspot.com/2012/05/historia-aa-w-polsce-tom-1.html   
To oczywiście nie jest zarzut wobec autora świetnej książki, ale raczej wobec tych, które takie „fakty” mu podawali.

Jeśli nikt już nie pamięta na sto procent daty powstania grupy, to wybierzmy jakąś zbliżoną, a następnie po wsze czasy informować będziemy, że „rocznica grupy przypada umownie w dniu…”.
Jeśli mamy taki bałagan w numeracji wydań WK, to może wystarczyło umówić się, że to najnowsze będzie miało numer IV, żeby wyrównać numerację do amerykańskiej. Bo śmiesznie by było, gdyby w USA były cztery wydania Big Book, a w Polsce np. dziewięć Wielkiej Księgi. Czy jest coś złego w określeniu „umowne wydanie IV”? Ależ nic! Poza tym tylko, że jest to... zbyt proste.

Często powtarzam, że: Anonimowi Alkoholicy dysponują prostym Programem dla prostych ludzi, którzy obsesyjnie komplikują proste sprawy.

Oraz inne: Ludzie normalni dostosowują swoje zachowania i przekonania do zmieniającej się rzeczywistości. Ludzie zaburzeni, nietrzeźwi starają się zmienić rzeczywistość, przeszłość, fakty, i dostosować je do swoich przekonań.

Jeszcze to nie nastąpiło, ale zapewne lada moment usłyszę lub przeczytam, że: „ale my w AA inaczej rozumiemy wydanie”. Ależ oczywiście! Wiem! Anonimowi Alkoholicy w Polsce mają inne zasady, inne prawa, inną niż bibliograficzna i księgarska numerację wydań książek, coraz bardziej inne od powszechnie przyjętego, sekciarskie słownictwo, inne… A mnie się kiedyś wydawało, że trzeźwość oznacza powrót do normalności!

Nad jednym się jeszcze zastanawiam, czy Wspólnota AA w Polsce jest coraz bardziej oderwana od rzeczywistości, czy może zawsze taka była i tylko ja tego nie widziałem? A może tak właśnie trzeba? Oderwać się od rzeczywistości jak tylko się da, żeby w pełni skupić się na wytrzeźwieniu? Sam już nie wiem...

A może kichać to wszystko? Jakąś rzetelność, dokładność, odpowiedzialność? Żyjemy w rzekomo wolnym kraju, każdy tu może numerować swoje wydania, jak mu samowola podpowiada, więc czemu z tej (dziwnie nieco pojmowanej) wolności nie mieliby skorzystać także Anonimowi Alkoholicy w Polsce?

sobota, 5 stycznia 2019

Zagadka dla P.T. Czytelników


Na obrazku poniżej pokazana jest książka „Anonimowi Alkoholicy”, wydana w listopadzie 2018 roku przez Fundację BSK. Zdjęcie pochodzi ze strony AA w Polsce (https://sklep.aa.org.pl/anonimowi-alkoholicy-iv-wydanie-p-110.html).




Tutaj natomiast zebrałem inne wydania „Anonimowych Alkoholików”. Z jednym wyjątkiem mam albo miałem je wszystkie. Na obrazkach wersje oznaczone jako 5 i 6 (wydanie II i III) odrobinę się różnią kolorystycznie, ale w rzeczywistości ich okładki są identyczne. Numery pod obrazkami umieściłem tylko tak, dla porządku, żeby je jakoś odróżniać, nie mają one nic wspólnego z numerem wydania ani edycji.

Zagadka albo zadanie dla Szanownych Czytelników. Który z tych siedmiu w sumie obrazków przedstawia IV wydanie naszej Wielkiej Księgi, i dlaczego właśnie ta książka, a nie inna? O odpowiedzi proszę w komentarzu.



 
  
 



Uprzejmie informuję, że ja, niestety, żadnej prawidłowej i jedynie słusznej odpowiedzi nie znam, po prostu chciałbym się przy tej okazji czegoś dowiedzieć, bo numeracja naszych Wielkich Ksiąg jest dla mnie kompletnie niezrozumiała. 

Może dla ułatwienia dodam, że:
Edycja to jednorazowy nakład dzieła, jednorazowe wydanie płyty, kasety itp.
Wydanie to ogół egzemplarzy książki, odbitych z tego samego składu drukarskiego.