piątek, 16 października 2026

Pewna jest tu jedynie zmiana

Jeśli coś jest pewne i stałe w życiu niepijącego alkoholika, to zmiana. Choćby zmiana picia na niepicie, ale zwykle jednak tych zmian jest więcej. A otwarta głowa, to jest pogodzenie się z tym, że coś może wyglądać inaczej niż mi się dotąd wydawało, jest w procesie trzeźwienia kluczowa.

Opadła tzw. żelazna kurtyna, Polacy, w tym alkoholicy, zaczęli jeździć do Ameryki, pojawił się Internet, więc zaczynały do mnie docierać informacje o początkach AA. Wiele z nich znacznie różniło się od tego, co sobie wcześniej wyobrażałem albo wydawało mi się, że wiem, bo opowiadano na mityngach w moim miasteczku. Na przykład to, że zanim pojawiły się znane dziś i sformułowane w 12 Tradycjach AA zasady bezinteresowności i samowystarczalności finansowej, alkoholicy, którzy znaleźli rozwiązanie problemu alkoholizmu, chcieli pomagać innym, owszem, ale… nie za darmo. W latach 1935-1940 wielu pierwszych członków – w tym współzałożyciel, Bill Wilson – otwarcie traktowało rodzącą się wspólnotę jako okazję do zarobku i zrobienia biznesu. Cóż, choroba alkoholowa jest dość kosztowna i większość z nich przez swój alkoholizm straciła środki do życia i była poważnie zadłużona.

Bill Wilson oraz jeden z pierwszych członków, Hank Parkhurst (były menedżer w branży naftowej), założyli prywatną, nastawioną na zysk spółkę akcyjną Works Publishing, Inc. Wypisali oni własne certyfikaty akcji o wartości nominalnej 25 dolarów za sztukę i sprzedawali je innym członkom AA, a także znajomym nie alkoholikom. Celem spółki było wydanie książki „Anonimowi Alkoholicy” i czerpanie zysków z jej komercyjnej sprzedaży, co miało uczynić udziałowców bardzo bogatymi ludźmi.
Innym pomysłem na finansowe odbicie się od dna był plan powołania płatnych misjonarzy oraz franczyzy ośrodków. Zanim narodziła się idea darmowych mityngów pomysłem Billa W. i innych było budowanie lub przejmowanie prywatnych szpitali i komercyjnych ośrodków odwykowych, w których członkowie AA znaleźliby stałe, płatne zatrudnienie jako terapeuci.
Było jeszcze kilka innych takich pomysłów, ale – jak wiadomo – nic z tego nie wyszło. Książka została napisana i wydana, ale początkowo w ogóle się nie sprzedawała. Spółka Works Publishing niemal zbankrutowała, a Bill W. stracił dach nad głową. Jednak to nie brak pieniędzy był najpoważniejszą przeszkodą, ale potężne konflikty wewnątrz tej stosunkowo niewielkiej grupy. Inni członkowie (głównie z Cleveland) oskarżali Billa W. o to, że chce się na nich wzbogacić i traktuje AA jak prywatny biznes.

Realne zagrożenie rozpadem doprowadziło do tego, że w 1940 roku Bill W. i Hank P. zostali zmuszeni do przekazania wszystkich akcji Works Publishing na rzecz nowo powstałej, nienastawionej na zysk Fundacji Alkoholowej (Alcoholic Foundation). Wykupiono również akcje od pozostałych członków, co było konieczne, by osoby z zewnątrz i alkoholicy, którzy wrócili do picia, nie stali się współwłaścicielami Wielkiej Księgi i nie próbowali decydować o działaniu AA. Ostatecznie do 1942 roku wszystkie wyemitowane akcje zostały odkupione od inwestorów, aby prawa autorskie do książki w pełni należały do Wspólnoty. Samo wydawnictwo przekształciło się później w oficjalną strukturę Alcoholics Anonymous World Services, Inc. Natomiast The Alcoholic Foundation dała początek dzisiejszemu GSO (General Service Office) Wspólnoty Anonimowych Alkoholików w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Rozpisałem się o historii, a miał to być zaledwie wstęp. W każdym razie 19 marca 2008 roku w artykule dotyczącym Siódmej Tradycji (https://meszuge.blogspot.com/2008/03/tradycja-7-wspolnoty-aa.html) pisałem:

Tradycja Siódma pojawiła się we Wspólnocie AA stosunkowo późno. W pierwszych latach swojej działalności Anonimowi Alkoholicy prosili o dotacje i otrzymywali je – choć wydaje się, że nigdy w takiej wysokości, jakby sobie życzyli. Dopiero w 1945 roku powiadomili Johna D. Rockefellera oraz innych darczyńców, że od tej chwili nie potrzebują już pomocy finansowej.
Od tego czasu Rada Powierników konsekwentnie odmawiała przyjmowania dotacji z zewnątrz. Warto jednak pamiętać, że Rada Powierników to nie cała Wspólnota – Tradycje AA przyjęte zostały dopiero podczas pierwszej Konwencji Międzynarodowej AA w Cleveland (VII 1950). Oznacza to, że właściwie dopiero wtedy Wspólnota zadeklarowała oficjalnie i jako całość zasadę pełnego samofinansowania.
Fakt, że Siódma Tradycja nie obowiązywała we Wspólnocie AA „od zawsze” o dziwo, bardziej mnie do niej przekonuje, więcej mam do niej zaufania, niż gdyby okazało się, że stanowi ona czyjeś… no, powiedzmy „objawienie”. Jeśli zmiana nastąpiła tak późno, to niewątpliwie jako wynik całego szeregu konkretnych, trudnych, lecz wartościowych doświadczeń. Można zresztą poczytać o nich w naszej literaturze.

Przyznaję, że do dziś nie potrafię zrozumieć alkoholików, którzy walczą z rzeczywistością i próbują negować fakty, bo te nie pasują do ich wyobrażeń i przekonań. Nie ma zmian – nie ma trzeźwienia czy trzeźwości. Obecnie nie jest już może tak źle, ale kiedy kilkanaście lat temu wspominałem, że pierwsi członkowie chcieli zarabiać na AA, to bywały chwile, że obawiałem się, że skoczą mi do gardła i grdykę przegryzą; ze strachu i wściekłości.

Teraz to, co miało być najważniejsze i pytania, na które szukam odpowiedzi. Poniższy cytat pochodzi z artykułu współzałożyciela Anonimowych Alkoholików Williama „Billa W.” Wilsona zatytułowanego „The Individual in Relation to AA as a Group”, opublikowanego w lipcu 1946 roku w magazynie AA Grapevine. Podobno znaleźć go też można w „Języku serca”:

Dopóki istnieje choćby najmniejsze zainteresowanie trzeźwością, nawet najbardziej niemoralny, aspołeczny i krytyczny alkoholik może zgromadzić kilka podobnych sobie osób i ogłosić, że powstała nowa grupa Anonimowych Alkoholików. Chociaż sprzeciwiają się Bogu, medycynie, naszemu programowi zdrowienia, a nawet sobie nawzajem – te zbuntowane osoby nadal stanowią grupę AA, jeśli tak właśnie się postrzegają!
Przetłumaczono z DeepL.com (wersja darmowa).

Im większa liczba członków, im liczniejsza grupa, tym więcej pieniędzy, nawet jeśli pochodzą one tylko z naszych dobrowolnych datków, to chyba oczywiste i nie budzi wątpliwości. Pytania, na które nie znajduję odpowiedzi: Co do zaoferowania tym, którzy wciąż jeszcze cierpią, ma grupa alkoholików minimalnie zainteresowana trzeźwością, grupa składająca się z ludzi niemoralnych i aspołecznych, ale za to sprzeciwiających się Programowi AA? Jaki cel przyświecał Billowi, gdy jeszcze w 1946 roku takimi metodami próbował powiększać Wspólnotę AA? Może za mało rozgarnięty jestem i tego nie rozumiem. Ktoś podpowie coś sensownego?

Warsztaty w Bremerhaven

 

niedziela, 11 października 2026

Warsztat KzK Woźniaków


Ustalony został termin kolejnych warsztatów 12 Kroków AA w Woźniakowie, wiosną przyszłego roku. Warsztat KzK odbędzie się w dniach: 15-18.04.2027r. Warsztaty te tradycyjnie i od wielu już lat organizuje grupa AA Krok za Krokiem.







środa, 7 października 2026

Krótkotrwałe zyski zamiast...

Zmagając się z Krokami IV-V odkryłem, że w życiu, także tym przed uzależnieniem, moim życiem rządziła pewna reguła, a może zasada, która w ostatecznym rozrachunku bardzo źle mi służyła: wybierałem krótkotrwałe zyski zamiast długofalowych efektów. Właściwie to moje nadmiarowe, ryzykowne, destrukcyjne picie, też tu pasuje.

Mnóstwo razy, bez pełnej świadomości, co się tu właściwie odbywa, odruchowo wybierałem krótkotrwałe zyski niwecząc tym samym szanse na długofalowe efekty, ale z tego właśnie najczęściej nie zdawałem sobie sprawy. „Najczęściej” nie znaczy „zawsze”, ale jednak na tyle często, żeby spieprzyć sobie życie. Banalny przykład, z tych, które rozumiałem. Dostawałem od matki każdego dnia pięć złotych. Na swoje potrzeby, na co chciałem, na cokolwiek. Gdybym te pięciozłotówki zbierał choćby miesiąc, mógłbym kupić coś naprawdę sensownego, ale to mi się nigdy nie udało. Codziennie wydawałem pieniądze na bzdury – ciastka, napoje, gównianą zabawkę z kiosku lub targowiska, pestki dyni, lizaki itp. Doraźna korzyść wygrywała u mnie z możliwością osiągnięcia efektów znacznie bardziej pożądanych. Bo zawsze coś chciałem, ale najważniejsze, że chciałem już, zaraz, natychmiast.

Wspominałem, że dotyczyło to także picia. Powiedzmy, że czegoś się bałem, o coś martwiłem. Mogłem przemyśleć sprawę, skonsultować z kimś, podjąć określone działania, ale nie! Chciałem przestać się bać czy martwić zaraz, już, a nie dopiero jutro lub za trzy dni. Szklanka wódki pomagała zmienić samopoczucie w jakieś 1,5 minuty. To, że problem nie został nijak rozwiązany, a często wręcz narastał, w tym momencie nie było już ważne. Krótkotrwały zysk został osiągnięty, ale pogrzebał szansę na jakiś długofalowy efekt.

To wszystko mało miejsce dawno temu. Nauczyłem się z czasem świadomie dokonywać innych wyborów, odraczać gratyfikację i udaje się to prawie zawsze. Jeśli wracam do tematu i potrzeby trzeźwego wybierania pomiędzy krótkotrwałymi zyskami, a długofalowymi efektami, to dlatego, że obserwuję mityngi w moim mieście. Kiedyś, to jest 10-15 lat temu, mityngi 3-4 grup, merytorycznie stały na bardzo wysokim poziomie, skupiając się na rozwiązaniu problemu alkoholizmu. Ale później… nie, nic nie stało się nagle, to była bardzo długa seria zdarzeń typu: no tak, gada nie na temat (narusza Tradycje, obraża innych, uskutecznia prelekcje i odczyty zamiast dzielić się doświadczeniem itp.), ale nie będę mu przerywał, żeby nie psuć atmosfery, niech już się wygada dla świętego spokoju. I tak było – mityng milutko dobiegł do końca, cieplutkiej atmosfery nikt nie zakłócił, ale… Ktoś tu jakby zapomniał, że przyzwolenie na małe zło może jedynie doprowadzić do większego zła. I to, niestety, już widać. Jakieś próby wprowadzenia świeczek, jakieś próby dodawania do scenariuszy zakazów i nakazów, jakieś wymuszanie na obecnych, by zachowywali się, jak małe dzieci w przedszkolu czy żłobku, lub raczej klienci grupowej psychoterapii odwykowej, propozycje tematów, którymi AA się nie zajmuje, i inne takie.

Trzeźwość to powrót do normalności. Czy w normalnym towarzystwie, wśród dorosłych ludzi, ktoś, kto chce coś powiedzieć, podnosi rączkę, a wypowiedź zaczyna od: Jestem Jan Kowalski, pracuję jako kierowca? Ale… może my w ogóle nie pragniemy trzeźwości, za to pożądamy rytuałów i obrzędów, i żeby ktoś inny odpowiadał za nasze zachowanie i dyktował je nam? 
Jeśli grupa ludzi nie ma żadnego regulaminu, to na czym będzie się opierać podczas spotkania? Ano na zasadach dobrego wychowania wpojonych przez rodziców, babcie, ciocie i nauczycieli w podstawówce. To nie wiesz, że w towarzystwie, w grupie, nie przekrzykuje się innych? Nie wiesz, że nie używa się publicznie wulgaryzmów? Naprawdę?

Choć jezuita de Mello nie pisał o alkoholikach, to ten cytat pasuje do wielu z nas idealnie:
Większość ludzi twierdzi, iż pragnie jak najszybciej opuścić przedszkole. Ale nie wierz im. Nie mówią prawdy. Jedyne, czego naprawdę chcą, to by naprawić im popsute zabawki. „Oddaj mi moją żonę”. „Przyjmij mnie znowu do pracy”. „Oddaj mi moje pieniądze”. „Zwróć mi moją wcześniejszą reputację”. Tego właśnie naprawdę chcą. Pragną, aby zwrócić im dotychczasowe zabawki (życie). Tylko tego, niczego więcej. Psychologowie twierdzą, że ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcą naprawdę wyzdrowieć. W chorobie jest im dobrze. Oczekują ulgi, ale nie powrotu do zdrowia. Leczenie bowiem jest bolesne i wymaga pracy, wyrzeczeń. Przebudzenie, jak wiadomo, nie jest rzeczą najbardziej przyjemną. W łóżku jest ciepło i wygodnie, budzenie nas irytuje [„Przebudzenie” Anthony de Mello SJ].

A szkoda…

wtorek, 22 września 2026

Metamorfozy Wspólnoty AA

Wbrew nadziejom i marzeniom tych, którzy Anonimowych Alkoholików chcieliby cofnąć o jakieś sto lat, Wspólnota nieustannie się zmienia, ewoluuje. Czasem to dobrze.

Kiedy w latach 1998-99 zacząłem uczęszczać na mityngi, Tradycje AA wprawdzie były rytualnie odczytywane (podobnie jak Kroki) na początku każdego spotkania, ale miały one dotyczyć jakiejś centrali w Ameryce, ewentualnie w Warszawie. Z założenia nie dotyczyły pojedynczych alkoholików. To był rytuał, nic praktycznego z tego nie wynikało.
Po latach zmieniło się to i alkoholicy w Polsce przeskoczyli na drugi biegun, a niektórzy zaczęli się upierać, że jak nie poznałeś ze sponsorem Tradycji i Koncepcji, to nie jesteś i nie możesz być trzeźwy. Typowe dla nietrzeźwych alkoholików i często spotykane w naszym środowisku operowanie skrajnościami.

Jakiś czas temu miałem okazję osobiście przekonać się, jak to jest teraz ze znajomością Tradycji, kiedy prawie wszyscy poznali je ze sponsorami. A przynajmniej tak twierdzą.

Pewnego razu podczas mityngu AA alkoholik zaczął opowiadać o terapeutycznych warsztatach Kroków w K. Z przejęciem wspominał swój udział, zachęcał i reklamował. Bo „gorąco polecam” to przecież zdecydowanie jest reklama, prawda? Mocno mnie zdziwiło, że nikt nie reaguje. Nie przerywałem jego wypowiedzi, a może odczytu, nie zadawałem mu w trakcie pytań. Natomiast pod koniec spotkania, kiedy grupa zajęła się sprawami organizacyjnymi, zapytałem, czemu prowadzący zgadza się na coś takiego, czemu nie reaguje, gdy w skandaliczny sposób naruszana jest Dziesiąta Tradycja? W tym przypadku chodziło głównie o nią, choć może nie tylko, bo także o pierwszeństwo zasad przed osobistymi zachciankami i wymysłami (Dwunasta). Według Dziesiątej Tradycji Anonimowi Alkoholicy nie zajmują się sprawami spoza Wspólnoty, a terapeutyczne warsztaty 12 Kroków zdecydowanie nie są przedsięwzięciem organizowanym przez Anonimowych Alkoholików. Wtedy zaczęła się awantura.

Rzeczniczka grupy (sic!) i prowadzący mityng zaczęli gwałtownie bronić tego miłośnika terapeutycznych warsztatów. Z uporem i wielokrotnie powtarzali, że przecież ten warsztat był o Krokach! Mocno mnie to zaskoczyło. Czyżby oboje byli przyjaciółmi tego alkoholika? Nie, to nie było prawdopodobne, ale w takim razie, o co im chodziło? Po dłuższym namyśle przyszło mi do głowy tylko jedno: oni prawdopodobnie uważają, że jak coś tam ma w nazwie „dwanaście kroków” to to musi, z założenia, być przedsięwzięcie AA. Nie mam pewności, że tak to właśnie było, ale żadne inne wyjaśnienie nie przychodzi mi do głowy. Skoro psychoterapeuci organizują warsztaty Kroków, to to widać musi być inicjatywa AA-owska i nie koliduje z Tradycjami. Ups! No, nie musi i koliduje.
Przyszła mi też do głowy Tradycja Pierwsza i stwierdzenie, że najważniejsze jest nasze wspólne dobro. Nasze, czyli członków AA, uczestników mityngu, a nie psychoterapeutów robiących za pieniądze jakieś warsztaty Kroków. Choć priorytety tych dwojga obrońców wydawały się jakby odmienne.

Ostatecznie pomyślałem, że może dwadzieścia lat temu, kiedy o Tradycjach AA nie wiedzieliśmy zupełnie nic, nie było aż tak źle? Może lepiej nie wiedzieć, niż z rozmysłem ignorować i lekceważyć?

Jednak przyznaję, że najbardziej zainteresował mnie sam ten warsztat 12 Kroków AA zorganizowany i prowadzony przez psychoterapeutów. Nigdy wcześniej o czymś takim nie słyszałem. Tych profesjonalistów chętnie bym spytał, poważnie i bez złośliwości, jak i skąd zdobyli doświadczenia w zakresie rozumienia i realizacji Programu Dwunastu Kroków AA? A może to tylko ich wyobrażenia i przekonania na ten temat?

Kolega, któremu kiedyś opowiedziałem o tym zdarzeniu i pomyśle profesjonalistów, by zarabiać na Krokach AA, przypomniał mi warsztaty Kroków w Strzyżynie. No, owszem, były takie bardzo dawno temu, w czasach, gdy w AAPL nie istniało jeszcze sponsorowanie, ale dwie różnice wydają się tutaj fundamentalne. Za warsztaty w Strzyżynie alkoholicy nie płacili żadnym psychoterapeutom, a w ośrodku, poza obsługą kuchni złożoną z miejscowych kobiet, obecni byli tylko i wyłącznie alkoholicy. Tylko i wyłącznie!

Bardzo chętnie obserwowałbym przemiany i ewolucje Wspólnoty AA w Polsce przez następne ćwierć wieku lub nawet dłużej, bo bywają fascynujące, ale tak długo to chyba ludzie nie żyją…

Nigdy nie obawiajmy się pożądanych zmian. Oczywiście musimy odróżniać zmiany na gorsze od zmian na lepsze. Gdy jednak potrzeba zmiany - w pojedynczym człowieku, w grupie AA czy w całej wspólnocie - staje się wyraźnie widoczna nie możemy pozostać bezczynni. Istotą wszelkiego wzrostu i rozwoju jest gotowość do zmian na lepsze i gotowość do wzięcia na siebie odpowiedzialności za konsekwentne ich wprowadzenie [„Jak to widzi Bill”, s. 115].

sobota, 12 września 2026

Mierne szanse nowicjuszy

Słuchałem kolejnych wypowiedzi mityngowych, ale też uważnie obserwowałem nowych członków AA. Dla dwóch był to pierwszy mityng w ich życiu. Inni mieli pewnie po kilka-kilkanaście tygodni abstynencji. Prawdopodobnie rozważali kwestię poproszenia kogoś o sponsorowanie. A może szukali argumentów, by tego nie zrobić, nie wiem. Wszyscy z zainteresowaniem słuchaliśmy harcorowych piciorysów lokalnego weteraństwa i ich strasznych opowieści, które rzekomo powinny ułatwić identyfikację. Patrząc na tych nowych, przypomniałem sobie swoje początki, ale też pewien cytat z „Anonimowych Alkoholików”:

Część z was myśli sobie: „Tak, to, co tutaj mówicie, to prawda, ale nie odnosi się w pełni do nas. Przyznajemy, że mamy niektóre z tych symptomów, ale nie doszliśmy do takich skrajności jak wy i raczej nie jest to w naszym przypadku bardzo prawdopodobne, bo po tym, co nam opowiedzieliście, rozumiemy samych siebie tak dobrze, że coś takiego nie może się znowu wydarzyć . Nie straciliśmy wszystkiego z powodu picia i na pewno nie mamy takiego zamiaru . Dzięki za informacje” [WK, wyd. 2018, s. 38-39].

Cztery lata przed zaprzestaniem picia przeczytałem dwie książki na temat alkoholizmu („Grzech czy choroba?” i „Życie w trzeźwości”). Po ich lekturze doszedłem do wniosku, że wiem już wystarczająco dużo, żeby samemu sobie poradzić. Wtedy, i w ten sposób, rozpoczął się najgorszy okres mojego życia i destrukcyjnego picia; bardzo boleśnie przekonałem się, że nawet rzetelne informacje na temat alkoholizmu, nie leczą alkoholizmu.
Niektórzy z tych nowych mieli to wszystko jeszcze przed sobą.

Te swoje koszmary przeżywałem jakieś trzydzieści lat temu. Wielką Księgę Bill napisał ponad dziewięćdziesiąt lat temu. Czemu to wszystko, w dokładnie ten sam sposób, dzieje się nadal? Zresztą, nie tylko to.

Uzgadnianie zasad współpracy w potencjalnym podopiecznym kolejny raz nie wyszło poza trzecie spotkanie. Nie tylko mnie nie wyszło, bo i kilku kolegom również. Kiedy do kandydata zaczynało docierać, że na tym Programie coś trzeba będzie robić, często odkrywał, że on chyba jeszcze nie jest gotowy, ale na pewno się tym zajmie, jak tylko znajdzie pracę, pogodzi się z żoną, spłaci długi, wyleczy wątrobę itp.
W rozdziale „Praca z innymi” mowa jest o alkoholikach, którzy są święcie przekonani, że najpierw muszą rozwiązać w swoim życiu bardzo dużo bardzo ważnych problemów, na przykład finansowych, a dopiero później i pod takim warunkiem…

Powtórzę – minęło ponad dziewięćdziesiąt lat, dlaczego to wszystko dzieje się nadal i to w dokładnie taki sam sposób?

Mój sponsor do dziś powtarza, że dopóki nie pijemy, wszystko jest możliwe. W środowisku AA setki razy słyszałem, że najpierw sprawy najważniejsze, a najważniejsze jest, żeby przestać pić, wytrzeźwieć, bo mnie ta wódka zabije (w szczytowym okresie piłem 1,5 litra na dobę), a jeśli nawet nie, to z innych planów, zamierzeń i nadziei, i tak nic nie będzie.

Wspólnota AA dysponuje ogromnym doświadczeniem i to od dziesiątków lat. Czemu nikt nie jest w stanie uczyć się na naszych błędach, korzystać z doświadczeń Anonimowych Alkoholików, wniosków, które z nich w oczywisty sposób wypływają, i wreszcie wiedzy gromadzonej w bólach, przez tysiące ludzi, od tak dawna...