Alkoholiczka utknęła na Dziewiątym Kroku. Zadośćuczyniła skrzywdzonym ludziom we wszystkich sprawach o mniejszym znaczeniu, ale na spotkanie i rozmowę z byłym mężem nie potrafiła się zdobyć. Mijały tygodnie, później miesiące i nic się tu nie zmieniało. Sponsorka jasno stwierdziła, że na Programie nie przejdą do kolejnego Kroku, dopóki podopieczna nie zrealizuje zadośćuczynień. Więc czas leciał…
Do pewnego stopnia rozumiałem opory podopiecznej. W okresie picia za wszystkie swoje niepowodzenia życiowe, także i samo picie, obwiniała męża. Dziesiątkom znajomych, członków rodziny, czy współpracowniczek, opowiadała, jaki to on jest beznadziejny. Kiepski kochanek, za mało zarabia, nie ma za grosz poszycia humoru i inne takie. Wyzywała go, oczerniała, upokarzała, szczuła, obmawiała. Do czasu Kroków Czwartego i Piątego może rzeczywiście wierzyła, że ten człowiek jest winien całego zła, ale w trakcie obrachunku moralnego dotarło do niej, że mąż mógł nie mieć ochoty na seks z pijaną babą, że pieniądze w tej rodzinie trwoniła ona, że jej pijackie dowcipasy mogły go nie bawić. Coś się zmieniło, ale nie na tyle, żeby stanąć przed byłym mężem w postawie pokory i wyznać, że to ona, jej picie, roszczeniowa postawa oraz inne wady charakteru, zniszczyły to małżeństwo. Co to, to nie – na to nie pozwalała jej pycha.
Nie jestem pewien, czy do końca świadomie i z pełną premedytacją, ale ostatecznie alkoholiczka znalazła pewien sposób, wymyśliła rozwiązanie. Skoro sponsorka przypominała co jakiś czas o niepostawionym Kroku Dziewiątym i w tych warunkach nie chciała przejść dalej, do Kroku Dziesiątego, alkoholiczka umówiła się i spotkała z byłym mężem. Spieprzyła to zadośćuczynienie koncertowo. Rozmowa skończyła się awanturą, którą sprowokowała, wyrzutami, pretensjami. O ile wcześniej ich relacje dotyczyły tylko spraw formalno-prawnych i emocjonalnie były już nijakie (zerowe), bo rozwód odbył się kilka lat wcześniej, to teraz nienawiść, żal, urazy, pretensje i złość znów aż buzowały.
Na mityngach kobiecych, na które alkoholiczka głównie chodziła, nie skarżyła się wprost na sponsorkę, ale bardzo delikatnie i oględnie sugerowała, że za obecny kryzys odpowiada właśnie bezwzględna sponsorka, bo przecież alkoholiczka, migając się od zadośćuczynienia, napomykała w rozmowach z nią, że bez sensu jest wracać do przeszłości, że lepiej przekreślić grubą krechą dawne sprawy, że najwygodniej jest zostawić wszystko tak, jak jest itp.
Perfidia takiego działania i postawy zaskoczyła mnie i to bardzo, chwilowo nawet wprawiła w osłupienie. To był prawdziwy majstersztyk – nie upokarzać się przed byłym mężem, kolejny raz mu dowalić, a za wszystko obwinić sponsorkę z AA.
Sponsorowanie oczywiście się rozlazło, ale alkoholiczka wzbudzała swoją relacją tyle współczucia, że błyskawicznie znalazła inną sponsorkę, z którą postawiła pozostałe Kroki w dwie godziny. I tak, dumna z siebie, opowiadała na mityngach, jak zrobiła Program i jaka jest teraz trzeźwa i może sponsorować.
Cóż… alkoholizm to koszmarna choroba psychiczna…



