Dodatkowy temat mityngu dotyczył pogody ducha – co to jest, jak ją rozumiemy, do czego alkoholik jej potrzebuje itd.
Dzięki licznym wypowiedziom, dość szybko udało się zrozumieć, że ta pogoda ducha może mieć różne znaczenia, w zależności od przekonań alkoholika czy jego aktualnych przekonań i potrzeb. No i dobrze.
Kiedyś usłyszałem taką oto definicję: pogodę ducha mam wtedy, kiedy jestem pewien, że swoimi emocjami lub uczuciami nikomu, także sobie, nie zrobię krzywdy. Do dziś uważam to podejście za ciekawe, a moja definicja jest podobna, bo wydaje mi się, że pogoda ducha to wewnętrzny spokój (nie tylko opanowanie!) oraz zdolność do zachowania równowagi emocjonalnej, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, na przykład wtedy, kiedy ewidentnie mam w czymś rację, ale z jakichś powodów sytuacji nie da się zmienić. Coś takiego czasem zdarza się w demokracji, ale… mniejsza z tym.
Gorzej było z określeniem, do czego konkretnie alkoholikowi potrzebna jest ta cała pogoda ducha. Cisza się przedłużała, a ja byłem coraz bardziej zdziwiony. Wreszcie zabrałem głos. Wskazałem na ścianę, gdzie wisi wielka plansza z naszą Modlitwą o Pogodę Ducha*, i przeczytałem pierwsze słowa: Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić… Przypomniałem, że tą właśnie modlitwą witaliśmy się wszyscy z pół godziny temu, na rozpoczęcie spotkania. I na tysiącu innych też. Wyraźnie widać, że pogoda ducha potrzebna alkoholikowi, aby godził się z tym, czego nie może zmienić – jeśli to nie jest czyjś pierwszy w życiu mityng, to jak można tego nie wiedzieć?! Przecież podobno trzeźwi ludzie wiedzą, co się wokół nich dzieje, wiedzą też i rozumieją, co sami mówią.
Jest jeszcze drugi aspekt tego zagadnienia – przekonania rodem zapewne z jakiejś sekty religijnej. W modlitwie mowa jest o pogodzeniu się z tym, czego nie można zmienić, ale nie o pogodzeniu się ze wszystkim! Co więcej – zawiera ona prośbę o odwagę, by dokonywać zmian, gdy jest to możliwe. Ale w pewnych sektach lansowane jest przekonanie, że niczego nie wolno zmieniać, że świat jest dokładnie taki, jak go Bóg stworzył, więc próby zmiany czegokolwiek, są sprzeciwem wobec woli Boga.
Chyba nie muszę dodawać, że nie jestem zwolennikiem bzdurnej teorii wszystkoakceptacji. Sprzeciwiałem się temu, co jest, wiele razy. Nie godziłem się z własnym pijaństwem, więc podjąłem działania (terapia, AA), żeby zmienić ten stan rzeczy. Nie godziłem się z zaćmą, więc poszedłem do okulisty, żeby to zmienić. Nie godziłem się z nieświeżymi ciuchami, więc je wyprałem. Nie godziłem się z okradaniem mnie, więc zgłosiłem ten fakt prokuraturze. Mogę tak w nieskończoność wymieniać przypadki swojego… hm… sprzeciwu wobec tego, co jest, czyli rzekomego sprzeciwu wobec woli Boga.
Oczywiście rozumiem, że idea wsystkoakceptacji znakomicie sprawdza się w sektach – przede wszystkim uczy ona wyznawców akceptowania absolutnie wszystkiego, co wymyśli przywódca sekty, za to skutecznie oducza krytykowania czy sprzeciwiania się. Jednak u nas, w AA, założenie jest inne – trzeźwienie to powrót do zdroworozsądkowego myślenia, a nie wyłączenie myślenia. A może tylko tak mi się wydaje…
---
* Egzemplarz Modlitwy o Pogodę Ducha dotarł do biura AA w Nowym Jorku na przełomie maja i czerwca 1941 r. Znajdował się w części New York Herald Tribune poświęconej nekrologom:
+ Matce
- Boże, daj mi spokój, aby zaakceptować rzeczy, których nie mogę zmienić, odwagę, aby zmienić to, co mogę i mądrość, aby poznać różnicę.
- Żegnaj +️
Autorem jest podobno znany teolog protestancki dr Reinhold Niebuhr (1892-1971), natomiast według innych źródeł tekst ten jest znacznie starszy i dłuższy, a napisał go Friedrich Oetinger (1702-1782): http://ourspecial.net/misc/sereneoetinger.htm



