Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teksty na Deonie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teksty na Deonie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2015

Nigdy nie zrobisz tego sam

Nikt tego za ciebie nie zrobi, ale nigdy nie zrobisz tego sam - powiedzenie popularne w środowisku Anonimowych Alkoholików. 

 Sponsor, sponsorowanie, sponsoring - określenia wyjątkowo problematyczne w naszym kraju, bo większości Polaków, nie tylko alkoholików, kojarzą się w sposób całkiem naturalny z finansowaniem, dotowaniem, fundowaniem i wreszcie stawianiem - zwykle alkoholu. Sponsorem programu jest firma... - komunikat, który często można usłyszeć w telewizji. Niestety, jak dotąd nie pojawił się żaden sensowny odpowiednik polski, a przynajmniej ja o takim do dziś nie słyszałem. Na pewnej konferencji padła wprawdzie propozycja zastąpienia angielskiego sponsora naszym polskim opiekunem w programie zdrowienia indywidualnego, ale... Więcej sensu mogłyby mieć chyba takie określenia, jak przewodnik albo trener, jednak nie sądzę, żeby wyparły one sponsora; w końcu to ponad czterdzieści lat tradycji, nawyków i przyzwyczajeń (w Polsce, bo w USA ponad osiemdziesiąt).

Na temat sponsorowania wypowiadałem się w kilkunastu artykułach, na blogu oraz w trzech książkach, ale prawdą jest, że były to informacje mniej czy bardziej rozproszone, więc kiedy kolejny raz zetknąłem się z powtarzającymi się pytaniami i wątpliwościami, postanowiłem zebrać to wszystko w jedną całość i…


Czytaj…cały artykuł

czwartek, 12 lutego 2015

Deon: Nie jestem Bogiem

Duchowy, duchowość... to terminy odnoszące się do życia wewnętrznego człowieka, związane z jego indywidualnym systemem wartości, dotyczące spraw niematerialnych. Przykładowe wartości to rodzina, dzieci, dom, praca, uczciwość, Bóg, miłość, przyjaźń...

Krok Pierwszy Programu Dwunastu Kroków Wspólnoty Anonimowych Alkoholików brzmi: Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem. A co oznacza to dla mnie? Po pierwsze to, że jestem alkoholikiem. Po drugie, że nie jestem Bogiem. Prawda jest taka, że całymi latami jedno i drugie wcale nie było takie oczywiste.

Do pewnego momentu moje życie toczyło się właściwie bez większych zgrzytów, jakby samo, może siłą rozpędu albo bezwładu? Szkoła, wojsko, żona, syn, praca w biurze, do którego żadni petenci nie mieli dostępu i w którym spokojnie zajmowałem się analizą dokumentów. Czy, gdyby warunki się nie zmieniły, mogło tak zostać na zawsze? No, przecież wiem, że nie. Nie zostałem alkoholikiem przez pracę, żonę czy ustrój. Wewnętrzna pustka natarczywie i coraz częściej domagała się wypełnienia.

Czytaj… cały artykuł.

piątek, 12 września 2014

Deon: To jest pułapka kobiet

O „Alkoholiczce" Miki Dunin

Wszyscy jesteśmy, byliśmy albo w określonych warunkach bywamy złodziejami, oszustami i kłamcami, wielu cudzołożnikami, ale trzeźwe alkoholiczki i alkoholicy nie udają przynajmniej świętoszkowato, że to nieprawda, że oni nigdy nie…

Brudne ubrania, przykra woń dawno niemytych ciał, zmierzwione włosy… - wzrok dziki, suknia plugawa, chciałoby się przywołać słowa wieszcza - osiedlowi pijacy, może alkoholicy, ale niekoniecznie; niekoniecznie też bezdomni. W przeważającej większości mężczyźni, najczęściej w średnim wieku. Kobiety? Bardzo, bardzo rzadko, wyjątkowo, sporadycznie. Zapewne właśnie dlatego "alkoholik" to w naszej wyobraźni zawsze mężczyzna. Poza tym, jak to? Kobieta pracująca, matka dzieciom, katoliczka, Matka Polka - alkoholiczką?! Przecież to się w głowie nie mieści!

Nie mieści się w głowach wszystkich obłudnie zniesmaczonych wyznawców narodowych przekonań, wizji i mitów, powtarzających bzdurne teorie, że grzeczne dziewczynki z dobrych domów to nie… że porządne kobiety to by nigdy… Tak zaczyna się piekło kobiet i pułapka, bo powstrzymać się od picia już nie potrafią (uzależnienie oznacza TAKŻE bezsilność wobec alkoholu - choć to akurat wierzchołek góry lodowej, objaw niewątpliwie spektakularny, lecz chyba jednak nie najważniejszy), a poprosić o pomoc, zgłosić się na leczenie do poradni odwykowej albo do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików nie pozwala im wstyd, ale przede wszystkim piętno społeczne, stygmat: alkoholiczka = kobieta upadła… Swoją drogą od wielu lat zastanawiam się, cóż by to miało znaczyć i dlaczego takie bzdury?

Po wsiach powiadają, że lepiej jest być znanym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem, ale to też kobiet nie dotyczy, a przynajmniej nie bezpośrednio, bo niby jaka z niej anonimowa alkoholiczka? Przecież to Ziuta od Iksińskich, cała wieś ją zna! Nie mówiąc już o tym, że prawie każdy ją miał, bo przecież wiadomo: baba pijana - d… sprzedana (kolejna polska mądrość ludowa).

Historia opowiedziana przez Mikę Dunin jest wyjątkowo bolesna i przyznaję, że kilka razy łzy ciekły mi po policzkach (np. wyścigi w napychaniu się soloną cebulą, kiedy dzieci już nic innego nie miały w domu do zjedzenia), bo tak nie powinny żyć i być traktowane dzieci, ale i później nie była to relacja wesoła, choć jej bohaterka już dorosła i - wydawałoby się - sama decydowała o swoim życiu. Bo możliwość podejmowania rozmaitych decyzji nie oznacza jeszcze automatycznie poukładanego, szczęśliwego, satysfakcjonującego, spełnionego życia ani realnej zdolności do zbudowania takowego - w przypadku tytułowej alkoholiczki było wręcz przeciwnie: chaos, zagubienie, brak realnego kontaktu z rzeczywistością (alkoholicy żyją w swoim własnym świecie wyobrażeń, przekonań i pozorów, i to nie tylko wtedy, kiedy są pod wpływem), negowanie oczywistych faktów i związków między nimi, bezradność wobec banalnych problemów, nieudane najczęściej próby zgadywania, jak ma być, jak się zachować, jak postąpić, co wybrać…

piątek, 29 sierpnia 2014

Co robić, żeby się nie napić?

Czy normalny, zdrowy człowiek ma jakikolwiek problem, żeby nie pić? Alkoholu, coca-coli, oranżady, soku z ananasów, czegokolwiek (poza wodą)? Nie sądzę. Nie chce, to nie pije - i koniec tematu. Z alkoholikami oraz ludźmi, których… hm… "relacje" z alkoholem z jakiegoś, nie dokładnie jeszcze zdiagnozowanego powodu nie są normalne, jest inaczej.

 Alkoholizm jest chorobą trwałą (nie jest możliwy powrót do stanu sprzed uzależnienia) oraz chroniczną - ma albo może mieć nawroty. Nawrót choroby alkoholowej nie oznacza automatycznie picia - można powiedzieć, że powrót do picia, to ostatni objaw nawrotu. Przedostatnim objawem jest głód alkoholowy - specyficzne w tej chorobie psychiczne i fizyczne łaknienie alkoholu.

Objawów nawrotu jest znacznie więcej, właściwie tak dużo, że trzeba je było podzielić na grupy: zmiany w samopoczuciu fizycznym, zmiany w samopoczuciu psychicznym. zmiany w trybie życia  oraz stosunkach z innymi ludźmi…

Jednym ze sposobów, by nie wrócić do picia jest samoobserwacja (we Wspólnocie AA albo w grupie terapeutycznej na pomoc i wsparcie w tym zakresie można też liczyć ze strony współtowarzyszy niedoli) i wyłapywanie objawów nawrotu wcześniej, jeszcze zanim dojdzie do tego ostatniego, czyli wtedy, kiedy zatrzymać się i zawrócić z drogi do knajpy czy sklepu monopolowego jest jeszcze stosunkowo łatwo.

piątek, 1 sierpnia 2014

Jeśli nie dla siebie, to może...

Jeśli nie dla siebie, to może dla nich?

W środowisku niepijących alkoholików od dziesiątków lat trwa niekończąca się dyskusja i poszukiwania jedynie słusznej i ostatecznej odpowiedzi na pytanie: dla kogo alkoholik powinien przestać pić - dla siebie, czy może dla kogoś innego, na przykład (i ten podaje się najczęściej) dla swojej rodziny?

Osobom niezainteresowanym dotąd problematyką uzależnień zagadnienie to może się wydawać mało ważne, wręcz wydumane, może takie nawet jest, jednak alkoholicy traktują je bardzo poważnie, bo odpowiednia motywacja (dla mnie samego, czy dla żony i dzieci?) ma podobno wielki wpływ na jakość, ale przede wszystkim trwałość trzeźwienia, trzeźwości.

Zwolennicy trzeźwienia tylko i wyłącznie dla siebie argumentują to w sposób, który nie jest pozbawiony sensu: jeśli przestaniesz pić dla żony, a ona jednak odejdzie, to zawali się fundament, podstawa, nie będziesz miał już po co utrzymywać abstynencję i wrócisz do picia. Podobnie jest, gdy alkoholik poddaje się leczeniu, żeby utrzymać pracę - jeżeli go zwolnią, jeśli firma splajtuje, traci motywację.  Alkoholicy, którzy przekonani są, że trzeźwiejemy głównie dla innych, a już na pewno nie tylko dla siebie, oparcie znajdują w Wielkiej Księdze, to jest książce pod tytułem "Anonimowi Alkoholicy", a zwłaszcza w takich oto stwierdzeniach w niej zawartych: Egoizm, egocentryzm, koncentracja na samym sobie!…  To właśnie jest, jak sądzimy, zasadnicze źródło naszych kłopotów. /…/ A więc my, alkoholicy musimy przede wszystkim wyzbyć się egoizmu. Musimy tego dokonać za wszelką cenę, gdyż inaczej egoizm zabije nas. /…/ Dobro innych ludzi na pierwszym miejscu. /…/ Nasze osobiste życie jako alkoholików zależy od stałego myślenia o innych i o tym, jak możemy im pomóc… I wielu innych o podobnej wymowie.

W swoim czasie byłem zwolennikiem obu tych teorii, choć oczywiście nie jednocześnie, ale dzisiaj zagadnienie to mniej mnie zaprząta. Od swojego sponsora przejąłem proste, banalne wręcz powiedzonko: dopóki nie pijemy, wszystko jest możliwe. Abstynencję uzyskujemy z dnia na dzień, bo jednego dnia jeszcze piłem, ale następnego i kolejne, już nie. Trzeźwienie, w moim rozumieniu, ma zwykle charakter rozwojowy, więc możliwe, że nie najwłaściwsze motywy początkowe, jeśli któreś z nich faktycznie uznać za lepsze od drugich, z czasem mają szansę ulec znaczącej zmianie, korekcie. Najważniejsze to zacząć. A później już tylko poprawiać, rozwijać, ulepszać. A egoizmu, dbania tylko o własne interesy, nadal nie uważam za zaletę i postawę godną polecenia - mimo, że jestem alkoholikiem, a może właśnie dlatego…

Czytaj cały artykuł.

piątek, 18 lipca 2014

Piję bo...

Nie jestem profesjonalistą (lekarzem, psychologiem, terapeutą), nie reprezentuję Wspólnoty AA - jestem tylko niepijącym alkoholikiem, a prezentowane tu treści są wynikiem moich osobistych przeżyć i doświadczeń.

Miałem ponad rok abstynencji, uczestniczyłem w zajęciach psychoterapii odwykowej i spotkaniach (tzw. mityngach) Anonimowych Alkoholików, kiedy definitywnie rozleciał się związek, z którym pokładałem ogromne nadzieje na przyszłość; marzył mi się dom, rodzina; w każdym razie - wielka miłość. Tak więc cierpiałem strasznie, tęskniłem, życie wydawało się pozbawione sensu. Pomyślałem wówczas o alkoholu - gdybym się napił, w tych warunkach każdy by mnie przecież zrozumiał; wydawało się, że okoliczności w pełni by mnie usprawiedliwiały, przecież nawet kuzyn szwagra mówił, że "na frasunek dobry trunek" (jeden z powodów picia).  

Kilka minut później przyszło mi do głowy pytanie: jeżeli się napiję, jeśli znowu będę się upijał, to czy ona do mnie wróci? Zaśmiałem się dziko aż się przechodnie obejrzeli, bo pytanie było absurdalne, a odpowiedź na nie oczywista. Nie napiłem się, a dzięki temu doświadczeniu dużo później odkryłem prawdę o znaczeniu wręcz fundamentalnym: jedynym skutecznym sposobem na pozbycie się problemów jest rozwiązywanie problemów. Oraz, że trzeźwość (rozumiana szerzej niż tylko brak alkoholu w krwioobiegu) to zgoda na cierpienie, pogodzenie się z faktem, że jest ono składową częścią życia każdego człowieka…

Powodów, dla których ludzie sięgają po alkohol są zapewne setki, oto kilka z nich: piję, żeby lepiej się poczuć, dla rozluźnienia i odprężenia, żeby "zniknąć" nieśmiałość, wstyd, skrępowanie, żeby dodać sobie animuszu i fantazji, żeby zamaskować brak wyrobienia towarzyskiego, żeby złagodzić objawy depresji, żeby być wesołym, , żeby uciec od szarej codzienności i nudy, bo taka jest tradycja (szampan na Sylwestra), bo taki jest zwyczaj (np. toasty na weselu), bo "kto nie pije ten kapuś", dla złagodzenia stresu (np. mobbing w firmie), żeby pozbyć się kaca… Ja tak mogę długo. Zabawne wydaje się to, jak niewielu ludzi pije alkohol tylko dla jego smaku albo w celu ugaszenia pragnienia. Owszem, mam dwóch znajomych, którzy za cel postawili sobie wypróbowanie wszystkich regionalnych piw niepasteryzowanych (w związku z czym wypijają 2-3 piwa tygodniowo), ale nawet oni uważają, że na pragnienie lepsza jest woda mineralna.

Kiedy uzależniłem się od alkoholu, nie umiałem przestać pić po prostu dlatego, że byłem alkoholikiem; najważniejszym, a na pewno najbardziej spektakularnym objawem tej choroby jest właśnie bezsilność wobec alkoholu. Niezdolność do rozstania z alkoholem w oparciu o własną siłę woli, to właśnie jest alkoholizm. Ale przecież nie urodziłem się alkoholikiem! Dlaczego piłem przed uzależnieniem? Po co piłem?


piątek, 4 lipca 2014

Czas wyborów i decyzji

Czym różnią się alkoholicy trzeźwi od takich... powiedzmy, trochę mniej trzeźwych? Ponoć ci trzeźwi zdecydowanie częściej dokonują dobrych wyborów.

Dobrych, czyli takich, które nie pociągają za sobą niepożądanych konsekwencji dla nich samych, ich rodzin, znajomych i całej reszty świata, a wręcz przeciwnie - wyborów korzystnych i to nie tylko dla jednej osoby.

Pierwsza trzeźwa decyzja w moim życiu dotyczyła rozstania z papierosami. Miałem wtedy ponad rok abstynencji i dwadzieścia pięć lat nałogowego palenia za sobą. Była to niewątpliwie dobra decyzja i właściwy wybór, a ja byłem z siebie autentycznie dumny i zadowolony. Właściwie to nadal jestem. Mam z czego.

Nie dane mi jednak było zbyt długo spoczywać na laurach. Kilka miesięcy później musiałem podjąć kolejną ważną decyzję. Nie jedną zresztą. Być może były to decyzje najważniejsze w życiu. Wtedy też po raz pierwszy, w tak poważnej sprawie, zetknąłem się z powiedzeniem, które mówi, że nie można zjeść ciastko i mieć ciastko, albo - jak niezwykle prosto określa to mój trzeci sponsor - nie da się maszerować w dwóch kierunkach jednocześnie. Czego miały dotyczyć owe decyzje i wybory, o co chodziło? Ogólnie rzecz biorąc o program psychoterapii odwykowej i Program Wspólnoty AA, ale w istocie o całą resztę mojego życia.

Terapia odwykowa trwała, w moim przypadku, trzydzieści miesięcy. Wciąż wdzięczny jestem swoim terapeutom, nadal utrzymuję pełne życzliwości i szacunku kontakty z tymi, z którymi to możliwe. Nauczyli mnie żyć obok alkoholu bez alkoholu, a ja nie zmarnowałem ich wysiłków, zaangażowania i pracy. Gdyby alkohol był jedynym problemem w moim życiu, nie potrzebowałbym pewnie niczego więcej, by odtąd żyć sensownie, odpowiedzialnie, satysfakcjonująco, pogodnie; żyć dla siebie i bliźnich. Ano, właśnie... gdyby...

O tym, że problemem alkoholika nie jest alkohol, wiedziałem trzy lata przed zaprzestaniem picia. Kilka lat później natrafiłem w książce Wiktora Osiatyńskiego na określenie: niedobór podstawowych umiejętności życiowych, który ma podobno cechować wszystkich alkoholików; nie wiem, jak to jest z innymi uzależnionymi, ale nie ulega wątpliwości, że mnie dotyczyło jak najbardziej i w całej rozciągłości.


środa, 25 czerwca 2014

Czy jesteś alkoholikiem?

Zrób test

Od kilkudziesięciu minut słuchałem cierpliwie strasznej historii o dyrektorze, autokracie i szubrawcu, który tak w ogóle na niczym się nie zna, za to traktuje swoich podwładnych jak chłopów pańszczyźnianych albo i gorzej, o żonie oziębłej i w ogóle mało małżonkiem zainteresowanej (pewnie kogoś ma), o synu, niewdzięcznym szczeniaku, nie umiejącym docenić poświęcenia ojca, który kupił mu niedawno kapitalną, drogą grę - gra okazała się komputerowa, chłopak komputera nie ma, tylko konsolę do gier, ale w końcu każdy może się pomylić, a fakt, że dokonywał zakupu na lekkim rauszu nie ma tu nic do rzeczy. Dalsza opowieść dotyczyła durnych przepisów skarbowych i podatkowych, bezczelności pracowników służby zdrowia, arogancji urzędników… był w niej także alkohol, ale jakoś mało widoczny, gdzieś w tle, jako naturalny w tych warunkach sposób na odreagowanie stresu, na frustrację, na złość i rozczarowanie.

Kiedy zaczął zmierzać w kierunku oceny lokalnej drużyny piłkarskiej, wstrzeliłem się w ten słowotok z pytaniem: od dawna już wiesz?  Zapadła cisza, w której obserwowałem zaciśnięte usta, nerwowe przełykanie śliny, pulsującą żyłkę na skroni. Taka walka z sobą samym bywa naprawdę trudna…
- Co od dawna już wiem? - zapytał najwyraźniej żywiąc jeszcze rozpaczliwą nadzieję, że może pytam nie o TO, może chodzi mi o coś innego.
- Od jak dawna już wiesz, że jesteś alkoholikiem? - wypaliłem prosto z mostu, bo czas na owijanie w bawełnę i delikatność się skończył.
Znowu długa chwila ciszy, spuszczony wzrok, poszarzała twarz i wreszcie wykrztuszona przez ściśnięte gardło odpowiedź - od dwóch lat…
Tę potyczkę wygrał. Co będzie dalej? Kto to wie? W każdym razie pojawiła się nadzieja.

Takich i podobnych rozmów przeprowadziłem wiele. Zwykle dochodzi do nich, bo ktoś z moich znajomych ma znajomego, który ma znajomego, który… ma wątpliwości i chciałby pogadać z kimś poleconym, w kawiarni, a nie od razu z lekarzem w poradni odwykowej.

Czytaj cały artykuł.

niedziela, 2 marca 2014

Jak zostać alkoholikiem


Nie jestem profesjonalistą (lekarzem, psychologiem, terapeutą), nie reprezentuję Wspólnoty AA - jestem tylko niepijącym alkoholikiem, a prezentowane tu treści są wynikiem moich osobistych przeżyć i doświadczeń.

Zła wiadomość jest taka - zła dla wszystkich tych, którzy z jakiegoś powodu pragnęliby zostać alkoholikami - że nie znam żadnej pewnej, w stu procentach skutecznej metody, sposobu, aby zachorować na alkoholizm, bo nadużywanie alkoholu jest tu niewątpliwie warunkiem koniecznym, ale jednak nie wystarczającym. Ale… po kolei.

W jaki sposób zostaje się alkoholikiem? Próbę znalezienia odpowiedzi na to pytanie, z konieczności i co oczywiste, poprzedzać musi wyjaśnienie, choćby nieprofesjonalne i w ogólnych zarysach, kim jest alkoholik?

Zrozumienie okazuje się w Polsce obecnie wyzwaniem równie trudnym, jak i pięćdziesiąt lat temu. Wydawałoby się, że ludzie wykształceni, oczytani, inteligentni… ano, właśnie… wydawałoby się. Nigdy nie drwię z czyjejś niewiedzy na ten temat - prawdę mówiąc, jestem przekonany, że gdyby nie moje własne uzależnienie, to i ja nic bym o alkoholizmie nie wiedział, bo i czemuż miałbym się nim interesować - irytuję się tylko, gdy ktoś przy swoich absurdalnych przekonaniach się upiera.

W każdym razie stwierdzenie, że alkoholik, to ktoś, kto nadużywa alkoholu, upija się, jest równie precyzyjne i prawdziwe, jak i przekonanie, że każdy, kto kaszle jest gruźlikiem, każdy chudy jest anorektykiem, a każdy, kto ma wysypkę, lada moment umrze na czarną ospę. Czym jest uzależnienie, według aktualnego stanu wiedzy medycznej, przeczytać można na stronie Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Oznacza to, że do zdiagnozowania choroby alkoholowej potrzebne są określone objawy (kiedyś nazywano je osiowymi objawami choroby alkoholowej), bo nie wystarczy samo picie - choćby nie wiem jak spektakularne. Jedno wydaje się oczywiste: gdyby jedynym problemem alkoholika był alkohol, to abstynencja leczyłaby chorobą alkoholową, a tak się nie dzieje, niestety…

Czasem piszą do mnie albo telefonują ludzie, opisują swoje życie i picie i pytają, czy są alkoholikami. Nieodmiennie przypominam, że ja nie jestem od stawiania diagnoz, ale - posiłkując się sugestią zawartą w książce "Anonimowi Alkoholicy", której tytuł dał nazwę Wspólnocie AA - podpowiadam: jeśli twoje picie sprawia ci jakieś problemy, to przestań, ale jeśli nie możesz przestać, to nie jest wykluczone, że jesteś alkoholikiem. I nie jest to dowcip, ani żart - ludzie normalni, zdrowi na umyśle, nie robią rzeczy, które im szkodzą. Kiedy zorientowałem się, że guma do żucia uszkadza mi plomby, przestałem jej używać, choć lubiłem. Proste, prawda?

sobota, 11 stycznia 2014

Jestem bezsilny. To dobrze

Powołani zostaliśmy do radości. Wierzę w to, może naiwnie, ale wierzę. W związku z tym zadaję sobie czasem pytanie, czemu tak niewielu z nas, albo tak rzadko, potrafimy się radować, prawdziwie cieszyć się życiem, a nie chwilę pośmiać z opowiedzianego przez kolegę dowcipu? Odpowiedzi jest pewnie całe mnóstwo, ale ja chciałbym skupić się na jednej, na pokorze. A raczej jej braku.

Pisząc o pokorze nie mam jednak na myśli uniżonej postawy względem kogoś, ani, tym bardziej, upokorzenia - pokora, w moim rozumieniu, to zgoda na rzeczywistość taką, jaka ona jest i zaprzestanie walki z faktami.

Nie od dziś wiadomo, że nierealistyczne oczekiwania rodzą zawody, rozczarowania, urazy i żal - uczucia, które tłumią radość życia. Niektórzy, pragnąc radość życia uzyskać i odzyskać, walczą z rozczarowaniami i urazami, ale jest to działanie wyjątkowo mało efektywne, może nawet przynosi doraźną ulgę, ale niewiele więcej. Podobnie jest z tabletką od bólu zęba, lub kieliszkiem koniaku. A w takim razie może warto nauczyć się rezygnować z krótkotrwałych zysków na rzecz długofalowych efektów? No, tak… tylko jak to zrobić?

W moim środowisku często można usłyszeć powiedzenie: "Jest Bóg - ja Nim nie jestem". Naiwne? Czyżby? Jakże często, cóż z tego, że nie zawsze świadomie, próbujemy wchodzić w Jego rolę i uzurpować sobie Jego kompetencje? Oczywiście, to się nie udaje, bo i udać się nie może, a wtedy właśnie pojawiają się, wymienione wyżej, mało przyjemne efekty nierealistycznych oczekiwań.

Za niezwykle ważny w tym temacie uważam fragment modlitwy Reinholda Niebuhra, amerykańskiego teologa i duchownego ewangelickiego:
Boże, użycz mi pogody ducha,
Abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.


środa, 28 sierpnia 2013

Dlaczego się godzą? Dlaczego


W przeważającej większości przypadków (90%) mąż opuszcza swoją uzależnioną żonę. Prawie zawsze żona zostaje z alkoholikiem i to nawet wtedy, gdy ona sama i dzieci stają się ofiarami przemocy fizycznej i psychicznej. Dlaczego na to się godzą, dlaczego zostają?
Nie jestem profesjonalistą, nie staram się napisać naukowego artykułu, moja próba znalezienia odpowiedzi na te pytania wynika z wieloletnich osobistych doświadczeń i wniosków czerpanych z obserwacji środowiska, w którym się obracam - bo ja jestem alkoholikiem.

Dom rodzinny

Osoby wychowane w rodzinach alkoholowych przejawiają - zrozumiałą pewnie w tych warunkach - skłonność do traktowania zachowań nienormalnych jako całkowicie naturalne. Żona kolegi wyniosła z domu przekonanie, że owszem, przemoc fizyczna jest czymś złym, ale częste picie już nie, że to zwyczajna sprawa, że "każdy mężczyzna przy sobocie wypić sobie musi". Dlatego latami tolerowała picie męża i wynikające z niego problemy finansowe i protestować zaczęła dopiero wtedy, gdy dopuścił się rękoczynów. Kobiecie wychowanej w domu, w którym alkohol obecny był zawsze, mąż alkoholik bez problemu wmówi, że piją wszyscy.

Jednak skłonność do współuzależnienia i wieloletniego trwania w toksycznym związku wynikać mogą także z innych dysfunkcji domu rodzinnego, nie musi to być alkoholizm, może być przemoc albo emocjonalna niedostępność rodzica.

Współuzależnienie pojawia się w efekcie wieloletniego funkcjonowania w przewlekłym stresie, jako nabyta i utrwalona (choć nieskuteczna) forma radzenia sobie w sytuacjach związanych z patologicznymi zachowaniami uzależnionego partnera: permanentnego braku poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji i to zarówno w sferze materialnej jak i emocjonalnej, aż do niemożności zaspokojenia podstawowych potrzeb biologicznych włącznie. Współuzależnienie, to jest zaburzenie osobowości, przekonań, zachowań, jest nie tylko efektem życia w związku z osobą uzależnioną, ale czasem świadczy o pewnej niedojrzałości emocjonalnej i skłonności, zwykle wyniesionej z domu rodzinnego, do niewłaściwego reagowania na trudne sytuacje życiowe. Współuzależnienie najczęściej dotyka członków najbliższej rodziny uzależnionego, ale w krańcowych przypadkach może też przyjaciół, a nawet współpracowników.

Czytaj  cały artykuł.

środa, 24 kwietnia 2013

Trzeźwość. Ciągłe poznawanie...

Trzeźwość. Ciągłe poznawanie siebie i zmiana

Trzeźwość to nieustanne poznawanie siebie + zmiana - to najkrótsza definicja, jaką znam. Jeśli jednak, zamiast mozolnego poznawania siebie, wmawiam sobie, że jestem szczęśliwy, zadowolony i cieszę się, to żadnego odkrycia na swój temat nie dokonam; a poza tym - po co cokolwiek zmieniać, jeśli jest tak dobrze?

Trwaj chwilo, jesteś piękna! Tak? Naprawdę było tak pięknie? W domu, z rodziną, w pracy... wszędzie poza salkami mityngowymi?

Dopiero w drugim, albo i trzecim roku abstynencji zacząłem się zastanawiać: jeśli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Powolutku zaczynało też do mnie docierać, że dobrostan - prawdziwy, albo tylko sobie wmówiony, obojętne - nie skłania do zmian, wręcz przeciwnie: motorem zmian jest cierpienie, nie radość. Zrozumiałem też, że przecież ja o tym wiedziałem od dawna: od cierpienia, szukając ulgi, uciekałem w picie, i od cierpienia, wynikającego z picia, uciekłem na terapię odwykową i do AA.

Jeżeli dopuszczam do siebie świadomość cierpienia - mam szansę na zmianę, ale dopóki wmawiam sobie, że jest świetnie, że się cieszę - przegrywam.

Podobną, choć może nawet jeszcze bardziej perfidną sztuczką, którą latami uprawiałem na mityngach, była koncentracja na problemach zamiast na rozwiązaniach. Jak to działało? Powiedzmy, że wydarzyło się coś złego w domu albo w pracy, szedłem więc na mityng zaprzątnięty tym swoim problemem. Podczas spotkania wysłuchałem kilku hardcorowych opowieści z czasów destrukcyjnego picia; sam też jakiś dramat przywołałem z pamięci i opowiedziałem. W porównaniu z tymi koszmarami mój aktualny problem tracił na znaczeniu, stawał się banalny. W ten oto prosty sposób zmniejszałem swoje cierpienie z poziomu, który wymagał określonego działania, pracy i wysiłku, do niewielkiego, w sumie akceptowanego dyskomfortu psychicznego.

Czytaj  cały artykuł: https://deon.pl/inteligentne-zycie/poradnia/trzezwosc-ciagle-poznawanie-siebie-i-zmiana,241455 

środa, 10 kwietnia 2013

Zwycięzców poznaje się...

Zwycięzców poznaje się na starcie

Gawędę o "Antyporadniku" Miki Dunin zamierzałem początkowo zatytułować "Narodziny gwiazdy" - zrezygnowałem z tego pomysłu tylko ze względu na skojarzenia ze starymi, znanymi filmami o takim właśnie tytule, bo - jak podpowiada mi księgarskie doświadczenie i instynkt - Mika Dunin już niedługo stanie się znaczącą postacią polskiego pisarstwa.

Pisarstwa, zaznaczam, bo to dla mnie ważne - skandalizujących wynurzeń celebrytów czy polityków, pisanych oczywiście przez ghostwriterów, do pisarstwa przez duże "P" jakoś nadal nie zaliczam. Właściwie… przez małe "p" też nie, ale mniejsza z tym. Mika Dunin: czy to na pewno narodziny pisarki? Mam pewne podejrzenia, ale… o tym później.

Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu znalazłem się w tak bardzo odpowiednim czasie w tak właściwym miejscu, miałem więc okazję obserwować, jak się to wszystko zaczęło.

W pewnym poważnym portalu internetowym, wyjątkowo dalekim od skandali i plotek, pojawiło się kilka tekstów Miki Dunin, a zwłaszcza "Jak stracić męża?" i "Jak stracić żonę?". Wywołały one lawinę komentarzy, prawdopodobnie największą w dziejach tego portalu, którego czytelnicy słyną wręcz z powściągliwości. Temperatura dyskusji rosła: oburzenie, bo w tekstach było też dość odważnie o seksie, i złość przeplatały się w komentarzach z podziękowaniami, wyrazy zachwytu z agresywnymi pretensjami i zarzutami. Pojawiły się też prośby, pomysły, propozycje następnych tematów z serii "jak stracić…". Wtedy Mika Dunin zamilkła.

Mijały tygodnie i miesiące, nowych tekstów w portalu nie było. Jakoś nie chciało mi się wierzyć w nagłą utratę zainteresowania autorki poruszanymi tematami - to po pierwsze. Po drugie, trochę w końcu znam tę branżę, więc domyślałem się, co mogło się stać i nawet miałem na to nadzieję. Wreszcie, wiem, do kogo należy portal, czyli - gdzie szukać informacji, gdzie wypatrywać zapowiedzi. I w połowie lutego 2013 doczekałem się tego, czego się spodziewałem, na co liczyłem, na co miałem nadzieję: Wydawnictwo WAM na swojej stronie internetowej zapowiedziało książkę Miki Dunin "Antyporadnik". Miesiąc później trafiła ona do moich rąk (książka, a nie Mika Dunin) i… "łyknąłem" ją w kilka godzin, czytając łapczywie, a nawet zachłannie, ale bez wyrzutów sumienia w związku z tym, bo wiem już przecież, że będę do niej wracał i to nie raz.

Przyznaję od razu, że okres fascynacji poradnikami minął mi dawno temu. Wielką falą napłynęły one do nas, głównie z Ameryki, w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i wtedy po prostu się nimi… przekarmiłem. Jednak najważniejsze było coś innego - nic, albo prawie nic dzięki nim w moim życiu (domu, rodzinie, środowisku) się nie zmieniło. Stosowałem się do zawartych w nich zaleceń, ale albo efekty były odmienne od zamierzonych, albo moje starania opacznie rozumiano i odbierano. Lektura poradników adresowanych do Amerykanów należących do middle middle class, urodzonych i wychowanych w zupełnie innych warunkach, w innej kulturze religijnej, środowisku itd., czyli do ludzi o ewidentnie odmiennej mentalności, nie przyniosła (w moim przypadku) pożądanych rezultatów.



środa, 21 marca 2012

Bez internetu ani rusz

Czym jest uzależnienie? Definicji jest pewnie całe mnóstwo, ale można przyjąć, że jest to nabyta potrzeba zażywania określonej substancji (lub wykonywania jakiejś czynności), tak silna, że przekracza ona możliwości kontroli osoby uzależnionej. Uzależnienia się nie dziedziczy, choć nie ulega wątpliwości, że wzorce zachowań wyniesione z domu rodzinnego mają tu jednak pewne znaczenie. Uzależnienie jest chorobą.

Wbrew pozorom nie świadczy o braku silnej woli, odpowiedzialności, czy o słabości charakteru. Co więcej, uzależnień nie rozpatrujemy w kategoriach moralnych.

Uzależnienie od środków chemicznych zmieniających świadomość (tytoń, alkohol, narkotyki, leki itp.) znane jest od bardzo dawna, jednak pierwszym uzależnieniem, które nie wymaga przyjmowania substancji chemicznej było chyba uzależnienie od gier. Po nim przyszły następne. Siecioholizm jest najmłodszym z nich, ale i historia komputerów osobistych i internetu nie jest specjalnie długa. Poza tym, dochodzi tu jeszcze jeden element - nieustanne, dynamiczne zmiany. Jeśli jeszcze kilkanaście lat temu można było zakładać, że dostęp do Internetu umożliwia komputer, to w chwili obecnej wystarczy do tego celu większość telefonów komórkowych. W roku 2010 lub 2011 przekroczona została w Polsce magiczna bariera 50% - tylu bowiem Polaków uzyskało, w domu lub miejscu pracy, stały dostęp do internetu. Wydaje mi się jednak, że statystyki nie ujmują dostępu do internetu uzyskiwanego za pomocą telefonów, smartfonów itp.

W chwili obecnej, uzależnienie od komputera czy internetu w ICD-10 (Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych) nie jest jeszcze opisane jednoznacznie. W związku z tym diagnozuje się je zwykle jako F63.9 (zaburzenia nawyków i popędów, nie określone). Tym niemniej, opisane lepiej czy gorzej, mniej czy bardziej dokładnie, uzależnienie takie jest już, niestety, powszechnym zjawiskiem.

Zanim dokumenty Światowej Organizacji Zdrowia dogonią życie (być może już w ICD-11), spotykać się będziemy z rozmaitymi określeniami. W pracach amerykańskich, w chwili obecnej chyba jedynych tak poważnie traktujących temat, spotkać można następujące terminy: Internet Addiction Disorder, Internet Addiction Syndrome, Internet Abuse, Compulsive Internet Use, Pathological Internet Use i wiele innych. W Polsce prof. Andrzej Jakubik proponuje Zespół Uzależnienia od Internetu (ZUI), a wybitny specjalista w dziedzinie leczenia uzależnień, doktor Tadeusz Woronowicz - siecioholizm, i przy tej nazwie może pozostańmy.

Jednym z najważniejszych współczesnych badaczy siecioholizmu jest dr Kimberly Young, psycholożka z University of Pittsburgh oraz z Center for Internet Addiction Recovery (Centrum Leczenia Uzależnienia od Internetu) w Bradford (USA). Wyróżnia ona następujące typy uzależnienia od komputera i Internetu…


wtorek, 6 marca 2012

Alkoholik! Co czujesz...

Alkoholik! Co czujesz na jego widok?

Alkoholik! - Co czujesz na jego widok? Wstręt, odrazę, złość, czasem litość, rzadko współczucie… ano, właśnie, to ostatnie wydaje się szczególnie trudne, bo jakim cudem współ… jeśli uczuć alkoholika nie jest w stanie podzielać, ani nawet zrozumieć nikt poza, być może, innymi uzależnionymi?

W Polsce jest ok. 900 tysięcy alkoholików! - Często to powtarzam, ale, Ty nadal masz przed oczami tylko tych kilku, kilkunastu których spotykasz każdego dnia w okolicach dzielnicowego sklepu spożywczego. 900 tysięcy w kraju, który liczy sobie 38 milionów obywateli. Jedna osoba na czterdzieści parę. Alkoholicy są w Twoim otoczeniu, choć często nie jesteś w stanie ich rozpoznać - wynika to z prostego wyliczenia, ale… Tobie nadal wydaje się, że to tylko tych paru, spod sklepu.

Napisałem, że większości z nas nie jesteś w ogóle w stanie rozpoznać, bo zdecydowana większość alkoholików nie dożywa stanu tak krańcowej degrengolady, jaką można zaobserwować u tych pod sklepem. A przy okazji - tak, ja też jestem alkoholikiem.

Problem z rozpoznaniem choroby alkoholowej, bo alkoholizm jest chorobą, związany jest z polskim modelem picia, w którym upijanie się od czasu do czasu, a nawet częściej niż od czasu do czasu, nie jest niczym nadzwyczajnym, nie stanowi wyraźnego sygnału ostrzegawczego; kolejny dotyczy alkoholowych mitów i rozmaitych ludowych prawd na temat alkoholizmu i picia. Wbrew pozorom i powszechnym przekonaniom alkoholicy nie muszą pić i upijać się codziennie, nie muszą pić denaturatu, nie muszą żebrać pod sklepem o drobne, nie muszą mieszkać pod mostem i chodzić w obsikanych spodniach, nie muszą być degeneratami, czy wywodzić się z patologicznych rodzin. O alkoholizmie nie świadczy gatunek, ani cena czy marka trunku, silna wola, lub jej brak, płeć, wyznanie, wykształcenie itp.

Warto zdać sobie sprawę, że otoczenie zwykle nie ocenia ani choroby alkoholowej jako takiej, ani nawet nadużywania alkoholu, co w naszym kręgu kulturowym jest przecież dosyć powszechne, ale zachowanie, postępowanie i relacje alkoholika z innymi ludźmi w ogóle, a z rodziną w szczególności.

Alkoholicy i alkoholiczki przecież nie są "źli" z powodu alkoholizmu, ale w związku z kradzieżami, kłamstwami, wyłudzeniami, oszustwami, znęcaniem się nad domownikami - psychicznym, fizycznym, a zwykle jednym i drugim - gwałtami małżeńskimi (a tak, tak się to właśnie nazywa!), pozorną niezdolnością do miłości, egoizmem, egocentryzmem, permanentnym pozbawianiem swojej rodziny poczucia bezpieczeństwa, materialnych środków do życia, szansy na normalne funkcjonowanie i rozwój.

Czytaj cały artykuł.

czwartek, 9 lutego 2012

To ty decydujesz

Na dwóch krańcach Polski, w odstępie kilku dni, miały miejsce dwa bliźniaczo do siebie podobne wypadki drogowe. W obu przypadkach ofiarami byli piesi, młodzi mężczyźni, którzy w wyniku zderzenia stracili prawą nogę. Sprawcami byli kierowcy pod wpływem alkoholu. Ofiarom wypłacono odszkodowanie, skierowano na rehabilitację i przyznano skromną rentę, kierowcy - poczuwając się do winy, kierowani wyrzutami sumienia - dołożyli w ramach zadośćuczynienia nawiązkę…

Jak potoczyły się losy ofiar wypadków? Po pięciu latach, pierwszego z nich najłatwiej znaleźć w pijalni piwa, obok starego domu, w którym mieszka. Jest rozżalony i rozgoryczony. Codziennie opowiada tam o świetlanej przyszłości, jaka się przed nim rysowała i którą przekreślił mu ten pijany bydlak, s…syn - tu inwektywy sypią się jak z rękawa. Przekonany jest, że kobieta odeszła od niego z powodu kalectwa, a jego codzienne picie, zaniedbanie i ustawiczne użalanie się nad sobą nie mają z samotnością nic wspólnego. Właściwie słuchają go już tylko pijacy w barze (pod warunkiem, że stawia im piwo), którzy rozumieją ogrom jego tragedii i beznadziejne położenie. Razem z nim wyklinają pijących kierowców, złe kobiety, urzędników, przepisy…

Drugiego mężczyzny akurat nie ma w Polsce. W Amsterdamie właśnie zakwalifikował się do mistrzostw Europy niepełnosprawnych w pływaniu. Przyjemnie było słuchać jego planów dotyczących treningów, marzeń o mistrzostwach świata. Ciepło robiło się na sercu, gdy z radością mówił o żonie i dzieciach (mają dwóch chłopaków), o prezentach, jakie im kupił, o tęsknocie za domem. Nie pozwolił nieść swojej torby - spokojnie, ale stanowczo oświadczył, że nie jest kaleką, jest tylko niepełnosprawny.

Bardzo spektakularny przykład, ale warto zdać sobie sprawę, że każdy z nas, każdego dnia dokonuje różnorakich wyborów, które mają wpływ na jakość naszego życia. I, choć rzeczywiście wiele jest w nim przypadków, spraw i zdarzeń, wobec których faktycznie jesteśmy bezsilni, to w dużej mierze odpowiedzialność za własne życie spoczywa jednak w naszych rękach.

W Polsce jest podobno około 900 tysięcy osób uzależnionych od alkoholu. Codziennie każda z nich dokonuje wyboru, podejmuje decyzję. Większość: "jestem alkoholikiem i dlatego piję". Niektórzy: "jestem alkoholikiem i dlatego chcę nie pić".

Też jestem alkoholikiem. I nawet jeśli Bóg, w którego w tamtym czasie nie wierzyłem, odebrał mi obsesję picia, to nie znaczy jeszcze, że odebrał mi też moją część zadania, czyli pracę, którą wykonuję każdego dnia, by zachować trzeźwość.