poniedziałek, 18 maja 2026

Pożądane samoprzebaczenie?

W „Codziennych refleksjach” na dzień 17 maja mowa jest o korzyściach, może nawet o potrzebie, przebaczania innym i samemu sobie. Co do przebaczania innym ludziom, sprawa jest oczywista, naturalna i zrozumiała, choć w praktyce bywa trudna. Natomiast przebaczanie sobie od początku rodzi we mnie spore wątpliwości. Ale najpierw, co to znaczy „przebaczać”? Darować komuś winę (Słownik Języka Polskiego PWN) lub przestać gniewać się na kogoś za to, co zrobił złego, i odstąpić od zamiaru ukarania go (Wielki Słownik Języka Polskiego PAN).

Co ciekawe, w obu tych przypadkach mowa jest o przebaczeniu/przebaczaniu komuś. O przebaczaniu samemu sobie w tych definicjach jakoś zupełnie nie ma mowy – to po pierwsze, a po drugie, chyba dobrze byłoby konkretnie określić, co niby przebaczamy? I wychodzi na to, że krzywdy. Według SJP PWN „krzywda” to szkoda moralna, fizyczna lub materialna wyrządzona komuś niezasłużenie. To ostatnie jest chyba najważniejsze – niezasłużenie.

W czasach, gdy Bill pisał swoje eseje, nie było jeszcze rozwiniętej psychoterapii i psychologii odwykowej i zapewne nie było znane pojęcie mechanizmu nałogowego regulowania uczuć. Jeśli ktoś tego nie zna, to podpowiem w uproszczeniu i skrócie, że alkoholik jest w stanie zrobić absolutnie wszystko, żeby się dobrze poczuć. To oczywiste, że życie z głębokim poczuciem krzywdy (urazą), prowadzi nieuchronnie do poczucia pustki wewnętrznej i nieszczęścia, i dlatego korzystniej jest wybaczyć komuś, kto nas skrzywdził, jeśli to tylko możliwe. Pamiętam z własnego doświadczenia, że dopóki nie byłem w stanie krzywdzicielowi wybaczyć, czułem się jak ktoś, kto wypił truciznę i teraz czeka, żeby jego wroga zaczął boleć brzuch.

Nawet wśród Anonimowych Alkoholików powinna istnieć jakaś granica zabiegania wiecznie o własne dobre samopoczucie. Przynajmniej jeśli chcą uchodzić za ludzi przyzwoitych. I tu pojawia się kwestia wybaczania samemu sobie. Możliwości są dwie:
1. Wybaczam sobie krzywdę, którą wyrządziłem sam sobie.
2. Wybaczam sobie krzywdę, którą zrobiłem komuś innemu.

Ad. 1
Żadnej krzywdy sobie nie wyrządziłem. Alkoholizm jest chorobą niezawinioną, więc nie ma w tym mojej winy. Jeśli po pijanemu coś ukradłem albo spowodowałem wypadek i z tego powodu wylądowałem w więzieniu, to też nie ma mowy o krzywdzie (przypominam, że jest to szkoda niezawiniona), a kara, która mnie spotkała, jest konsekwencją i to jak najbardziej zasłużoną, mojego postępowania, a nie krzywdą. Tak też będzie w wielu innych przypadkach: zwolnienie z pracy za picie, obita morda za sprowokowanie awantury w pijalni piwa, złamana ręka, w wyniku upadku z drabiny po pijanemu itd. Człowiek, który nie odróżnia konsekwencji własnych postaw i zachowań od krzywdy, jest nie tylko alkoholikiem, ale zapewne też socjopatą.

Ad. 2
Ksiądz pedofil zgwałcił twojego siedmioletniego synka. Wybierasz się na plebanię z (uzasadnionymi) pretensjami i słyszysz, że ksiądz już to sam sobie wybaczył. Pijany kierowca potracił na pasach twoją córkę. Chciałbyś mu skręcić kark, ale on oświadcza, że już sobie wybaczył. Podobne przykłady można mnożyć. Czy takie wybaczenie cokolwiek załatwia? Ależ oczywiście! Poprawia samopoczucie krzywdziciela, który od momentu, gdy sobie wybaczył, czuje się świetnie i nie doświadcza już żadnych wyrzutów sumienia.

Naprawdę, takimi ludźmi powinni być członkowie AA? Tak trudno jest zrozumieć, że wybaczać mogą (choć nie muszą) ofiary, a nie sprawcy sami sobie? Chyba powinny istnieć jakieś granice cwaniackiego manipulowania swoimi uczuciami – przynajmniej u tych alkoholików, którzy uważają, że doświadczyli przebudzenia duchowego.

Wyrządziłem w swoim życiu wiele krzywd, zapewne jak wielu alkoholików. Część z nich naprawiłem dzięki zadośćuczynieniom, ale są i takie, które zostaną ze mną na zawsze. Nie gniewam się na siebie w związku z tym, nie zamierzam siebie karać, nie rozpamiętuję przeszłości, ale i nie wybaczam samemu sobie, to nie jest po mojej stronie. Nie interesuje mnie to i nie dotyczy, bo w lustrze nie chciałbym (znowu) widzieć podłego drania i łajdaka.

Ale mam też dobrą wiadomość dla tych, którym bardzo się to nie podoba: wystarczy według swoich potrzeb zmodyfikować definicję „wybaczenia” lub „krzywdy” i już można, według tej własnej formuły, wybaczać sobie każdą podłość czy świństwo. To praktyka powszechna w AA, setki razy słyszałem na mityngu: Jak TY rozumiesz pokorę? Jak TY rozumiesz uczciwość? Jak TY…



A tak przy okazji:
https://www.facebook.com/reel/26775319182129213 Nareszcie ktoś zauważył, że 0,0 promili to trzeźwość tylko w sensie formalno-prawnym, bo emocjonalnie i umysłowo, niestety nie.


sobota, 9 maja 2026

Koszmary pełnej uczciwości

Boisz się swojej żony? – zapytał spokojnie, pozornie obojętnym tonem.
No, co ty, jaja sobie robisz?! – odparłem z oburzeniem – nigdy w życiu!

Analiza różnych wydarzeń, opisanych w tabelach Kroku Czwartego, pokazała mi w końcu, że to dumne przekonanie niewiele miało wspólnego z rzeczywistością. Moje relacje z kobietami, z którymi wchodziłem w bliższe związki, zwykle zawierały pewne elementy strachu. Takiego, powiedziałbym, szczególnego, trudnego do wyłapania. Nie bałem się, że mnie pobiją, nie bałem się, że okradną lub zgwałcą… nawet ewentualnej zdrady specjalnie się nie obawiałem, zgodnie z regułą: moje postępowanie świadczy o mnie – twoje postępowanie świadczy o tobie. Czego się obawiałem?

Bałem się krzyków – wyrosłem w domu pełnym awantur i wrzasków i byłem mocno przewrażliwiony na tym punkcie. Jeśli ktoś podnosił głos, to nawet jeśli nie krzyczał na mnie, czułem się mocno niekomfortowo. Tak postępowała moja była żona. Rozumiałem, że to może nie do końca jej wina, tak została wychowana, ale… wyjaśnienie nie jest usprawiedliwieniem. Jej histeryczne wrzaski i ordynarne wyzwiska kasowały we mnie jakąkolwiek potrzebę bliskości, na kilka dni. Z czasem na coraz dłużej.

W innych związkach, takich, w których naprawdę mi zależało, bałem się, że nie odgadnę lub nie rozpoznam właściwie jej potrzeb. Przypomniałem sobie, jak pewną kobietę, w której zakochany byłem do bezgranic, pytałem kilka razy: kim mam być dla ciebie? Pytałem w dobrej wierze, z atencją, bo naprawdę było to dla mnie niezwykle ważne, ale dopiero wiele lat później, podczas pracy nad Krokiem Piątym, odkryłem, że właściwie pytałem, jak jakiś aktor, a nie partner. Aktor, który nie wie za bardzo, którą rolę powinien zagrać. I boi się, że zagra niewłaściwą, więc przedstawienie się nie uda i to tylko z jego winy.

Bałem się posądzenia, że kobiety nie rozumiem lub nie zrozumiem. Możliwe, że któraś nawet coś takiego mi kiedyś zarzuciła, ale już nie pamiętam. W każdym razie musiało minąć wiele lat, zanim odważyłem się powiedzieć, że ja jestem od tego, żeby ją kochać, bo z tym rozumieniem może być różnie. I dlatego kobiety miewają przyjaciółki – jeden facet nie zrealizuje absolutnie wszystkich potrzeb kobiety, a jeśli któraś o tym marzy czy oczekuje, to będzie miała kłopot. W drugą stronę działa to tak samo.

Bałem się pokazać, że potrzebuję jeszcze kogoś innego. Nie chodzi o żadne romanse czy seks. To taka odmiana tego, co opisałem wcześniej. Uroiłem sobie, że ona (ta jakaś moja kobieta) będzie zazdrosna, i słusznie, że realnie potrzebuję jeszcze kolegów i przyjaciół, ale też pomocy, której ona nie będzie umiała udzielić.

To tylko niewielki element, fragment znacznie większej całości. Dowiedziałem się, jak i dlaczego nie układały mi się związki z kobietami. To jednak nie znaczy, że teraz, nagle, nauczyłem się je budować. Niestety, wiem, nie znaczy, że mam. Świadomość jest bardzo ważna, ale nie załatwia sprawy albo tylko w niewielkim stopniu. Jeśli chcesz, żeby coś się zmieniło w twoim życiu, musisz coś zmienić w swoim życiu – odkryła moja podopieczna. Zmienić – słowo klucz. Tak, zmienić, a nie składać puste deklaracje, że chcę, żeby to Bóg zmienił za mnie, żeby to On wykonał pracę, która należy do mnie. Na szczęście (czy rzeczywiście na szczęście?) traktowanie Boga jak chłopca na posyłki zakazane nie jest. Wielu alkoholików próbuje.
Ostatecznie jednak element naprawczy Programu, z niewielkimi wyjątkami, zaczyna się od konkretnych działań podejmowanych realnie w Kroku Szóstym i dalszych.

Tak więc zabrało mi około siedemdziesięciu lat, żeby dowiedzieć się, że w miarę życia można nauczyć się właściwego myślenia, ale nie można samym myśleniem sprawić, żeby się właściwie żyło. Wystarczy, że wykonasz te rzeczy i coś się stanie; nie rób ich, a nic się nie wydarzy, nieważne ile wiesz na temat Programu Anonimowych Alkoholików [Chuck C. „Nowa para okularów", s. 38].

poniedziałek, 4 maja 2026

Czytam i czytam literaturę AA

Wspólnota AA, historia idei, ruchu, publikacji i ludzi, stała się kiedyś moim hobby i do dziś często sięgam po AA-owskie książki. Czytam je w całości lub we fragmentach i od czasu do czasu odkrywam coś pozornie nowego. Może jestem trzeźwiejszy niż kiedyś, może z czasem coraz lepiej potrafię czytać ze zrozumieniem, może wreszcie bardziej zwracam uwagę na treść, niż na emocje, które pisarstwo Billa W. generuje.

„Codzienne refleksje” na dzień 8 maja.
„Pragniemy dokładnie ustalić, jak, kiedy i gdzie nasze naturalne pragnienia nas wypaczyły”.

Naturalne ludzkie potrzeby to na przykład: potrzeba miłości, potrzeba bezpieczeństwa, potrzeba uznania, potrzeba akceptacji, ale też potrzeby czysto fizjologiczne, potrzeba snu, wody, jedzenia, rozmnażania (przedłużenia gatunku). Przemyślałem sprawę i wyszło mi ostatecznie, że żadne naturalne potrzeby nie wypaczają ludzi. Co innego, gdyby potrzeby przestały być naturalne, wypaczyły się, zdegenerowały czy coś takiego, ale w książkach AA wyraźnie mowa jest o naturalnych.

„Codzienne refleksje” na 1 i 2 maja.
„Wyjawiając swoje tajemnice – a tym samym uwalniając się od poczucia winy – mogę naprawdę zmienić…”.

Naprawdę?! Jeśli na mityngu AA albo koledze z AA (czyli anonimowo) wyznam, że zgwałciłem dziecko, obrabowałem dwie staruszki, skopałem dziadka, kiedy nie chciał dać kasy na flaszkę, to czy naprawdę uwalnia mnie to od poczucia winy? Rzeczywiście tak to działa i jest metodą godną polecenia alkoholikom? Można zrobić każdą podłość, bo od wyrzutów sumienia całkowicie uwalniać mnie będzie wyjawienie (Bogu, sobie i jakiemuś innemu człowiekowi), że to zrobiłem?

W tekście na następny dzień też jest ciekawostka. „W rękach Boga ciemna przeszłość jest największą wartością, jaką posiadasz”. A ja naiwnie myślałem, że największą wartością jest rozwiązanie problemu alkoholizmu. A tu niespodzianka. Okazuje się, że najbardziej pomogę innym opowiadając latami na każdym mityngu o tym, jak w czasach mrocznej przeszłości, rzygałem w miejscach publicznych, srałem pod siebie, kradłem i kłamałem. To teraz już rozumiem, czemu na spotkaniach AA w Polsce uczestnicy dziesiątki lat opowiadają stare hardcorowe piciorysy. W jaki sposób z tych opowieści mają skorzystać inni, to ja w sumie nie wiem, ale może i tak. Ktoś podpowiedział, że chodzi o identyfikację, ale nie jestem pewien, czy nie dzieje się wprost przeciwnie – dno stale się podnosi, do AA trafiają ludzie młodsi, którzy nie siedzieli w więzieniu, nie spali w izbie wytrzeźwień, nie mieli delirium lub padaczki, nie pili denaturatu, więc tego typu piciorysy raczej przekonują ich, że nie pasują do AA.

„… my nie opowiadaliśmy wtedy na mityngach o naszym piciu. Nie było takiej potrzeby. Sponsor i Doktor Bob znali wszystkie szczegóły. Szczerze mówiąc, uważaliśmy, że to wyłącznie nasza sprawa. Poza tym umieliśmy już przecież pić. Za to osiągnięcia i utrzymania trzeźwości musieliśmy się dopiero nauczyć” [„Doktor Bob i dobrzy weterani”, s. 238].

To w końcu jak, opowiadać koszmary o przeszłości, czy mówić o rozwiązaniu?

Bill W. pisał językiem bardzo specyficznym, bombastycznym, afektowanym, egzaltowanym, górnolotnym, pompatycznym itp. I nie ma wątpliwości, że to Bill tak pisał, a nie, że wtedy tak SIĘ pisało. Pisarze z połowy XX wieku, tacy jak Albert Camus, George Orwell, Ernest Hemingway, Franz Kafka, Jean-Paul Sartre, Gabriel García Márquez, pisali jednak inaczej. Trochę to dziwna maniera, gdy próbuje się przedstawić duchowy program działania. Ważniejsze wydają się konkretne rady czy sugestie, a nie manipulowanie emocjami.


Ostatecznie i bez zapału kupiłem wczoraj nowe wydanie książki „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji” z 2024 roku. Znajomi informowali mnie o różnych dziwnych treściach, jakie tam znajdowali, więc postanowiłem sprawdzić. Nowa wersja zaczyna się od Przedmowy. W której znalazłem…

„Anonimowi Alkoholicy są ogólnoświatową wspólnotą, liczącą ponad sto tysięcy mężczyzn i kobiet połączonych ze sobą po to, by rozwiązywać swoje wspólne problemy…” [s. 17].

Do wczoraj byłem przekonany, że dzielimy się doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązać swój wspólny problem – tak, jeden problem, którym jest alkoholizm. Szkoda, że w tej całej Przedmowie nie napisano, o jakie to problemy teraz chodzi. Czy AA spotykają się, by rozwiązywać problem bezrobocia? A może chodzi o problem z niegrzecznymi dziećmi? Problem z niewiernymi małżonkami? Problemy gospodarcze?
O tym, że AA dysponuje rozwiązaniem jednego tylko problemu (alkoholizmu) wiadomo z Preambuły, ale ona zniknęła jakoś z oficjalnych stron AA w Polsce.

„Dajmy odpór dumnemu założeniu, że skoro Bóg umożliwił nam sukces w jednej dziedzinie, naszym przeznaczeniem jest stać się pośrednikami dla każdego” [„Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”, s. 302]. 

A dalej…

„…wyjaśniono, jak Kroki pomagają w rozwiązaniu dylematu alkoholika” [s. 19].

Dylemat to trudny wybór między dwoma równie ważnymi opcjami. TRUDNY WYBÓR.
W języku angielskim dillema może oznaczać podobno różne rzeczy, na przykład zagadkę lub pytanie (the question of addiction lub riddle of addiction), ale po polsku dylemat przyjmuje jedno tylko znaczenie, ten właśnie trudny wybór. Wcale nie jest powiedziane, że w tym wyjaśnieniu jest jakiś błąd – mam nadzieję, że nie, ale chciałbym wiedzieć, o jaki wybór chodzi.

Planuję dalej czytać nową wersję 12x12 i nie tylko, i gdybym jeszcze gdzieś natknął się na jakieś wątpliwości czy trudności, to zapewne o tym napiszę. Po lekturze Przedmowy, wydaje mi się, że poza elementami, na które zwróciłem uwagę, książka ta jest bardziej poprawna językowo i merytorycznie.

piątek, 1 maja 2026

Czy jestem umysłowo chory?

Ktoś podrzucił dodatkowy temat mityngu: Czy alkoholizm to choroba psychiczna i czy po latach abstynencji nadal jestem psychicznie/umysłowo chory? Od razu też odpowiedział na swoje pytanie twierdząc, że już dawno chory psychicznie się nie czuje. Rozbawiło mnie wspomnienie pobytu w szpitalu psychiatrycznym – tam absolutnie nikt nie czuł się psychicznie chory, nawet dwóch Jezusów. Ale, na szczęście, diagnozy stawiane są na zupełnie innych przesłankach niż osobiste przekonania, przeczucia i wierzenia pacjentów oddziałów psychiatrycznych.

Alkoholizm*, zwany też często zespołem uzależnienia od alkoholu, to przewlekła, postępująca i potencjalnie śmiertelna choroba psychosomatyczna. Jest to jednocześnie zaburzenie psychiczne i behawioralne spowodowane piciem, uznawane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Z decyzjami Światowej Organizacji Zdrowia sprzeczał się nie będę, bo już nie należę do tych alkoholików, którzy wszystko i na każdy temat wiedzą lepiej.

Jednak definicje to jedno, a zwyczajny rozsądek, to drugie. Latami robiłem coś, co ewidentnie mi szkodziło. Chodzi oczywiście o nadużywanie alkoholu. Przynajmniej cztery ostatnie lata picia miałem już doświadczenie – wiedziałem, że to się źle skończy, a mimo to znowu piłem. Nikt normalny tak nie postępuje.

Mijają lata i pojawia się kolejne pytanie: Czy teraz, na przykład dziesięć lat po zaprzestaniu picia, alkoholik jest nadal psychicznie chory? Od razu przyznaję, że nie mam na to jednoznacznej odpowiedzi. Gdyby alkoholizm nie był chorobą psychiczną stale obecną w umyśle alkoholika, to nie zdarzałyby się przypadki zapić po osiągnięciu abstynencji – to chyba oczywiste. Tyle, że nie wszyscy alkoholicy wracają do picia. Więc niby jak? Alkoholicy, którzy zapili, widocznie nadal byli psychicznie chorzy, a ci, którzy nie zapili do końca życia, chorzy umysłowo być przestali? Trochę to za bardzo uproszczone, bo co z postawą niepijącego alkoholika, jego postępowaniem, zachowaniem, emocjami, przekonaniami?

Wielka Księga przedstawia sprawę następująco (cytaty z wydania z 2018 roku):
- „Nie wyleczyliśmy się z alkoholizmu”.
- „Jesteśmy jak ludzie, którzy stracili nogi, nowe nigdy nie odrosną”.
- „Widzieliśmy, wciąż i wciąż, tę samą prawdę: kto raz stanie się alkoholikiem, pozostanie nim na zawsze”.

Oczywiście, nie dla wszystkich alkoholików w AA, Wielka Księga i przekonania jej autora są źródłem autorytetu. Nie ma zresztą takiego nakazu, choć w takiej sytuacji uczestnictwo w mityngach AA wydawać się może nieco dziwne. Jak uczestnictwo w mszy katolickiej ateisty, ale… mniejsza z tym; jedno i drugie zakazane nie jest.

Latami na mityngach w Opolu powtarzano i przypominano, że abstynencję oraz pewien dobrostan psychiczny i emocjonalny, dostajemy warunkowo. Nie będziemy mieli problemów z abstynencją, głodami, nawrotami, będziemy się dobrze czuć sami ze sobą, ale i inni z nami, pod pewnymi warunkami. W Wielkiej Księdze napisano, że Bóg nie rzuca kłód pod nogi tym, którzy za nim podążają – ano właśnie – jeśli podążają. Bo jeżeli wracają do dawnych postaw i zachowań, uruchamiają znowu szalejącą samowolę, dar może zostać cofnięty.

Ostatecznie alkoholizm, jako chorobę psychiczną czy umysłową, rozumiem tak:
a) w czasie destrukcyjnego picia robiłem i powtarzałem coś, co ewidentnie mi szkodziło,
b) w okresie abstynencji, nagle lub powoli, przestawałem robić to, co wyraźnie mi pomagało.





---
* Alkoholizm w nowej klasyfikacji (ICD-11 oraz DSM-5) definiowany jest jako zaburzenie używania alkoholu (ang. Alcohol Use Disorder - AUD), co oznacza rezygnację z ostrego dotąd podziału na nadużywanie i uzależnienie.

czwartek, 30 kwietnia 2026

Warsztat KzK jesienią 2026

 Znany jest już termin kolejnego warsztatu Dwunastu Kroków organizowanego przez grupę AA "Krok za Krokiem".


niedziela, 26 kwietnia 2026

Nasza stara świecka tradycja

Preambuła była jakaś dziwna. Na pewno sprzed 1958 roku, bo pamiętam, że w tym właśnie roku dokonano w jej tekście dość ważnej zmiany. Ta wersja była właśnie sprzed.
Odczytywanie różnych tekstów, regulaminów, zasad, zakazów i nakazów, pochodzących z zajęć grupowych psychoterapii odwykowej, trwało jakiś kwadrans. Przed prowadzącym leżały, ładnie zalaminowane, kolorowe teksty typu List Kiplinga do syna, Orędzie serca, Desiderata, gruba świeca… Literatury AA jakoś nie zauważyłem.

Następnie nadszedł czas na „problemy i radości”, kilka osób opowiedziało, co złego im się ostatnio przydarzyło, i z czyjej winy. Nie wątpię, że mówili szczerze, ale ich relacje nie miały kompletnie nic wspólnego z rozwiązaniem problemu alkoholizmu, którym dysponuje Wspólnota i którym rzekomo powinniśmy się dzielić na mityngach AA.

Jakieś pół godziny od rozpoczęcia zabrał głos zaproszony z daleka spiker. Mówił o historii AA, o Programie, o sponsorowaniu, służbach i o aktualnym Kroku – wszystko w powiązaniu z własnymi przeżyciami i doświadczeniami. Wszystko to znałem, więc nie robiło na mnie większego wrażenia. Za to kiedy przyszedł czas na pytania uczestników, zrobiło się ciekawie, a momentami nawet lekko szokująco. Ktoś spytał, czy alkoholik może trzeźwieć na bazie tylko samej chęci zaprzestania picia, i od razu odpowiedział sam sobie, że on tak właśnie ma od kilkudziesięciu lat i wszystko dobrze działa. Inny alkoholik zapytał napastliwie, czemu spiker gada w kółko o tym jakimś Programie i sponsorowaniu. Odpowiedź, że to w sumie jedyne, co ma do zaoferowania AA, chyba go nie przekonała, bo mruknął pod nosem, że widocznie spiker za krótko jest w AA i mało wie.
Gdzieś z boku dotarł do mnie szept, że z tym sponsorowaniem trzeba bardzo uważać, bo ludzie po tym trafiają na oddziały psychiatryczne, skaczą z okien lub mostów.

Wracając do domu zastanawiałem się, czy w przypadku tego pytania, nie lepsze byłoby porównanie: czemu w Kościele katolickim mówią w kółko o Jezusie i Bogu? Zadawałem sobie w myślach pytanie, czy rozumieją, że tak, jak Kościół zbudowany jest na Jezusie Chrystusie, tak Wspólnota AA zbudowana jest na sponsorowaniu i Programie. Tym bardziej, że najpierw było sponsorowanie, a dopiero później Wspólnota. Oczywiście sponsorowanie rozumiane na sposób AA, czyli – jeden alkoholik mówi do drugiego, co zrobił, żeby nie pić. Tak mówił Ebby T. do Billa W. (było to raczej posłanie Grupy Oxfordzkiej, bo AA jeszcze nie było), później Bill W. rozmawiał z doktorem Bobem, a oni obaj z trzecim alkoholikiem, bodajże też Billem itd.

Dajmy odpór dumnemu założeniu, że skoro Bóg umożliwił nam sukces w jednej dziedzinie, naszym przeznaczeniem jest stać się pośrednikami dla każdego („Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”).

O czymże innym miałoby się mówić na mityngach AA, jeśli nie o rozwiązaniu problemu alkoholizmu? W Preambule (oficjalnym tekście określającym, kim są Anonimowi Alkoholicy) napisano wyraźnie, że w AA dzielimy się doświadczeniem, siłą i nadzieją, żeby rozwiązać wspólny problem. Przecież alkoholizm jest jedynym naszym wspólnym problemem.

A przy okazji… Tekst Preambuły AA został usunięty z oficjalnej strony AA w Polsce (https://aa.org.pl/o-nas/) i zastąpiony jakimś własnym, zaczynającym się od słów „My, Anonimowi Alkoholicy…”. Jest w nim też coś o utracie kontroli i kłopotach, w które rzekomo wpadaliśmy. Ciekawe, kto, kiedy i dlaczego zdecydował o tej zmianie? Z jakiego powodu AA w Polsce odcina się od oficjalnego tekstu Preambuły?

Nie jest wykluczone, że tego typu posunięcia są częścią jakichś większych przemian. W scenariuszu grupy „u Franciszków” latami było stwierdzenie, że siłą Wspólnoty i nadzieją dla alkoholików jest Program. Ono też zostało skrupulatnie usunięte. Program Dwunastu Kroków wydaje się mieć coraz mniejsze znaczenie w polskiej wersji AA.

sobota, 11 kwietnia 2026

Przekora, głupota czy strach?

Z literaturą AA mam kontakt nieustannie i to od wielu już lat. Choćby w związku z pracą z podopiecznymi i osobistą ciekawością. Więc nic dziwnego, że czytając uważnie i ze zrozumieniem pewne fragmenty po raz kolejny, odkrywam błędy. Błędy bardzo różnego typu, ale nie o ich klasyfikację mi chodzi.
Co się dzieje, gdy gdzieś tam, na przykład w oprogramowaniu, konstrukcji, poradniku, instrukcji itp. zostaje odkryty błąd? Z jednej strony to źle, że błąd w ogóle wystąpił, ale z drugiej to bardzo dobrze, że został ujawniony bo można dokonać korekt czy poprawek. I chyba właśnie takie stanowisko wobec błędów zajmował Bill W.

W nadchodzących latach, jako Wspólnota AA, będziemy oczywiście popełniać różne błędy. Doświadczenie uczy nas, że nie należy się tego bać, o ile tylko zechcemy przyznać się do naszych błędów i od razu je naprawiać. Osobisty rozwój zależy zawsze od zdrowego procesu prób i błędów. Podobnie nasz rozwój jako wspólnoty. pamiętajmy zawsze, że każda ludzka wspólnota, która nie potrafi bez zahamowań naprawiać własnych błędów, jest z góry skazana na upadek, jeśli nie rozpad. Taka jest bowiem powszechna kara za zaniechanie procesu rozwoju. Podobnie jak każdy Anonimowy Alkoholik musi ponawiać swój obrachunek moralny i zgodnie z nim działać, tak też musi postępować cała nasza wspólnota, jeśli mamy przetrwać oraz służyć dobrze i z pożytkiem [„Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”, s. 300]

Tak to działa wszędzie na świecie, ale… za wyjątkiem Wspólnoty AA w Polsce.

Pierwszy błąd, jaki odkryłem, dotyczył słów ze scenariuszy mityngów: za dzień nadrodzin Wspólnoty uznaje się 10 czerwca 1935 roku, pierwszy dzień nieprzerwanej trzeźwości doktora Boba. Opierając się na literaturze AA („Przekaż dalej” i nie tylko), wykazałem, że to nieprawda, że 10 czerwca doktor Bob pił alkohol. Dokładnie pił piwo, które dostał od Billa W. Ucieszyłem, że mogłem pomóc poprawić błąd. Byłem naiwny, bo błąd – bardzo możliwe – powtarzany jest na niektórych grupach AA nadal, a ja, wtedy, w związku z ujawnieniem tego błędu, stykałem się z napaściami i agresją. Także z plotkami, pomówieniami, szczuciem, oszczerstwami. Polscy alkoholicy ustawiali się murem za powtarzaniem błędu. Bronili błędu z dramatyczną zaciekłością.

Minęło dwadzieścia lat, ale tak samo jest i dziś. Odkrywam błędy w naszej literaturze, albo odkrywa je ktoś inny, a ja je tylko opisuję, a polscy alkoholicy walczą o nie zaciekle. Próbują dowodzić, że ewidentne błędy nie są błędami, a kompletne bzdury bzdurami (np. budowa atomu*), atakują personalnie i w plugawy sposób osoby, które odkrywają błędy, nie pozwalają tych błędów poprawiać. Co jest nie tak z polskimi alkoholikami?

Ktoś mi kiedyś podpowiedział, że nietrzeźwi alkoholicy (choć niekoniecznie pijani, bo może ci… wiecznie trzeźwiejący) są z natury przekorni. I to mogłoby się zgadzać, bo przecież Bill pisał:

Jak to zaobserwowało wielu psychiatrów, przekora jest rzucającą się w oczy cechą znacznej części alkoholików [„12x12”, s. 33].

Jednak, uważam, że nie dotyczy to alkoholików, którzy przeżyli przebudzenie czy doświadczenie duchowe. Zdrowi, normalni ludzie tak się nie zachowują. Poza tym przekora nie działa chyba aż tak dramatycznie.

W czasach zmian świat należy do tych, którzy się uczą, podczas gdy Ci, którzy już się „nauczyli”, okazują się świetnie przygotowanymi do życia w świecie, który już nie istnieje [Eric Hoffer, amerykański pisarz zajmujący się głównie problematyką filozofii społecznej, psychologią i socjologią, autor książki „Prawdziwy wyznawca”].

Uważam, że za zaciekłą obroną błędów stoi strach. Ci, którzy są autorami błędów, będą ich bronić, bo boją się, że uznanie ich pomyłek świadczyć będzie o ich braku wiedzy, umiejętności, kompetencji i wykształcenia. Jednak zdecydowana większość alkoholików z powstaniem błędu nie ma nic wspólnego, a mimo to próbuje i stara się go bronić – ze strachu. Tak, ze strachu, że jeśli okaże się, że jest inaczej, niż się od dawna przyzwyczaili, to ze zmianami sobie nie poradzą.

Jakiekolwiek realne działanie możliwe jest tylko wtedy, gdy człowiek uzmysłowi sobie i zaakceptuje rzeczywistość. Niektórzy alkoholicy nie godzą się z rzeczywistością, bo to wymagałoby pewnego wysiłku, może dostosowania się. Znacznie łatwiej jest im tworzyć jakieś wyimaginowane argumenty na podstawie swoich wyobrażeń, tego, co uważają, że powinno być lub mogłoby być.
Nie walczą z rzeczywistością (w tym z próbami poprawy błędów) jedynie alkoholicy, ufający Bogu. Ci wiedzą, że On się nimi zaopiekuje, bez względu na zmiany okoliczności czy warunków. Taki strach wydaje mi się typowy dla alkoholików, którzy może i wierzą w istnienie Boga, ale… nie ufają Bogu.





---
* Wielka Księga z 2018 roku, strona 48: Najzwyklejszy stalowy dźwigar jest zbiorem elektronów wirujących wokół siebie z niewiarygodną prędkością. To zapewne w jakimś innym wszechświecie, bo w naszym elektrony wirują wokół jądra atomu, a nie wokół siebie. Czyżby oryginalnie było to: The material world is made up of tiny particles which we call electrons, moving with incredible speed?

czwartek, 9 kwietnia 2026

Polscy alkoholicy ostrzegają

Anonimowi Alkoholicy w Polsce, poprzez system swoich publikacji, ostrzegają, ale tylko innych Polaków, że naturalne potrzeby człowieka ich wypaczają.

W nowym wydaniu książek: „12 Kroków i 12 Tradycji” oraz w „Codzienne refleksje” (na dzień 08.04.2026) autorzy, a może tłumacze zawarli informację, czy może instrukcję, dotyczącą realizacji Czwartego Kroku Programu AA:

„Pragniemy dokładnie ustalić, jak, kiedy i gdzie nasze naturalne pragnienia nas wypaczyły”.

Program Dwunastu Kroków realizują alkoholicy, ale z tej porady jedno wynika ponad wszelką wątpliwość – naturalne pragnienia nas wypaczają. Nas, Polaków, czy nas, alkoholików – tego dokładnie nie wiadomo, ale ważne, że wypaczają.

Naturalne ludzkie potrzeby to na przykład: potrzeba miłości, potrzeba bezpieczeństwa, potrzeba uznania, potrzeba akceptacji, ale też potrzeby czysto fizjologiczne, potrzeba snu, wody, jedzenia, rozmnażania (przedłużenia gatunku). Potrzeb, my, ludzie, mamy wiele i jeśli kogoś interesują, to polecam schemat piramidy Maslowa, gdzie są wyliczone i odpowiednio pogrupowane.

Przejrzałem je wszystkie, przemyślałem sprawę i wyszło mi ostatecznie, że żadne naturalne potrzeby nie wypaczają ludzi. Co innego, gdyby potrzeby przestały być naturalne, wypaczyły się, zdegenerowały czy coś takiego, ale w książkach AA wyraźnie mowa jest o naturalnych.

Powtarzam: żadne potrzeby nie wypaczają ludzi – dopóki są naturalne, czyli – jak wierzą niektórzy, dane nam przez Boga albo Matkę Naturę. Ale może ja się nie znam, może rację mają polscy Anonimowi Alkoholicy?

Przypomina mi to pewnego polskiego polityka, który też twierdził, że naturalne potrzeby są złe i Polakom powinna wystarczyć miska ryżu. Czyżby AAPL zaczęło lansować pewną opcję polityczną?

W każdym razie faktem jest, że literatura AA nie jest dostępna powszechnie, każdemu, w każdej księgarni i stąd apel do alkoholików, by przekazywali ostrzeżenie nieuzależnionym: UWAGA, NATURALNE POTRZEBY WYPACZAJĄ LUDZI!


Strona 44 książki „12 Kroków i 12 Tradycji” w wersji starszej i w najnowszym wydaniu.






A to już ciekawostka z WK z 2018 roku:  Najzwyklejszy stalowy dźwigar jest zbiorem elektronów wirujących wokół siebie z niewiarygodną prędkością [s. 48]. To w jakimś innym świecie, bo w naszym elektrony wirują wokół jądra, a nie siebie.

piątek, 27 marca 2026

Obecni i zupełnie nieobecni

Dodatkowy temat mityngu dotyczył pogody ducha – co to jest, jak ją rozumiemy, do czego alkoholik jej potrzebuje itd.

Dzięki licznym wypowiedziom, dość szybko udało się zrozumieć, że ta pogoda ducha może mieć różne znaczenia, w zależności od przekonań alkoholika czy jego aktualnych przekonań i potrzeb. No i dobrze.
Kiedyś usłyszałem taką oto definicję: pogodę ducha mam wtedy, kiedy jestem pewien, że swoimi emocjami lub uczuciami nikomu, także sobie, nie zrobię krzywdy. Do dziś uważam to podejście za ciekawe, a moja definicja jest podobna, bo wydaje mi się, że pogoda ducha to wewnętrzny spokój (nie tylko opanowanie!) oraz zdolność do zachowania równowagi emocjonalnej, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, na przykład wtedy, kiedy ewidentnie mam w czymś rację, ale z jakichś powodów sytuacji nie da się zmienić. Coś takiego czasem zdarza się w demokracji, ale… mniejsza z tym.

Gorzej było z określeniem, do czego konkretnie alkoholikowi potrzebna jest ta cała pogoda ducha. Cisza się przedłużała, a ja byłem coraz bardziej zdziwiony. Wreszcie zabrałem głos. Wskazałem na ścianę, gdzie wisi wielka plansza z naszą Modlitwą o Pogodę Ducha*, i przeczytałem pierwsze słowa: Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić… Przypomniałem, że tą właśnie modlitwą witaliśmy się wszyscy z pół godziny temu, na rozpoczęcie spotkania. I na tysiącu innych też. Wyraźnie widać, że pogoda ducha potrzebna alkoholikowi, aby godził się z tym, czego nie może zmienić – jeśli to nie jest czyjś pierwszy w życiu mityng, to jak można tego nie wiedzieć?! Przecież podobno trzeźwi ludzie wiedzą, co się wokół nich dzieje, wiedzą też i rozumieją, co sami mówią.

Jest jeszcze drugi aspekt tego zagadnienia – przekonania rodem zapewne z jakiejś sekty religijnej. W modlitwie mowa jest o pogodzeniu się z tym, czego nie można zmienić, ale nie o pogodzeniu się ze wszystkim! Co więcej – zawiera ona prośbę o odwagę, by dokonywać zmian, gdy jest to możliwe. Ale w pewnych sektach lansowane jest przekonanie, że niczego nie wolno zmieniać, że świat jest dokładnie taki, jak go Bóg stworzył, więc próby zmiany czegokolwiek, są sprzeciwem wobec woli Boga.

Chyba nie muszę dodawać, że nie jestem zwolennikiem bzdurnej teorii wszystkoakceptacji. Sprzeciwiałem się temu, co jest, wiele razy. Nie godziłem się z własnym pijaństwem, więc podjąłem działania (terapia, AA), żeby zmienić ten stan rzeczy. Nie godziłem się z zaćmą, więc poszedłem do okulisty, żeby to zmienić. Nie godziłem się z nieświeżymi ciuchami, więc je wyprałem. Nie godziłem się z okradaniem mnie, więc zgłosiłem ten fakt prokuraturze. Mogę tak w nieskończoność wymieniać przypadki swojego… hm… sprzeciwu wobec tego, co jest, czyli rzekomego sprzeciwu wobec woli Boga.

Oczywiście rozumiem, że idea wsystkoakceptacji znakomicie sprawdza się w sektach – przede wszystkim uczy ona wyznawców akceptowania absolutnie wszystkiego, co wymyśli przywódca sekty, za to skutecznie oducza krytykowania czy sprzeciwiania się. Jednak u nas, w AA, założenie jest inne – trzeźwienie to powrót do zdroworozsądkowego myślenia, a nie wyłączenie myślenia. A może tylko tak mi się wydaje… 

 



---
* Egzemplarz Modlitwy o Pogodę Ducha dotarł do biura AA w Nowym Jorku na przełomie maja i czerwca 1941 r. Znajdował się w części New York Herald Tribune poświęconej nekrologom:

+ Matce
- Boże, daj mi spokój, aby zaakceptować rzeczy, których nie mogę zmienić, odwagę, aby zmienić to, co mogę i mądrość, aby poznać różnicę.
- Żegnaj +


Autorem jest podobno znany teolog protestancki dr Reinhold Niebuhr (1892-1971), natomiast według innych źródeł tekst ten jest znacznie starszy i dłuższy, a napisał go Friedrich Oetinger (1702-1782): http://ourspecial.net/misc/sereneoetinger.htm


niedziela, 15 marca 2026

Wydaje się, że zaszła zmiana

Alkoholik zaproponował dodatkowy temat mityngu, poprosił, żeby mu pomóc zrozumieć bezsilność i niekierowanie albo niekierowalność życiem – on w AA nie jest nowicjuszem, ale dopiero zaczyna pracę ze sponsorem. U nas coś takiego, czyli pytanie, prośba o pomoc, dodatkowy temat mityngu, często się zdarza, bo od początku sponsorzy uczą, że po to jesteśmy częścią Wspólnoty, żeby w razie czego móc z jej doświadczeń skorzystać. I tak tematem dodatkowym został w sumie Krok Pierwszy. W Opolu od dziesięcioleci wiadomo, że siłą Wspólnoty jest Program AA (największe odkrycie społeczne XX wieku, moim zdaniem), a nie tylko chadzanie po mityngach, a to oznacza, że poszczególne Kroki zdecydowanie korzystnie byłoby dobrze rozumieć.

Zrozumienie jest kluczem do właściwych zasad i postaw, a właściwe postępowanie jest kluczem do dobrego życia… („Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji”).

Na temat bezsilności i kierowania życiem (kierowalności) wypowiadało się kilka osób i to dość jednomyślnie. Pozostali, choć nie wszyscy, potakująco kiwali głowami, jakby się w pełni zgadzali z tym, co usłyszeli.
Dawno nie byłem na mityngu, najwyraźniej zaszły jakieś zmiany, bo narracja była mocno odmienna, od tego, co znam, słyszałem i sam powtarzałem latami.

Dowiedziałem się, że alkoholik jest bezsilny wobec alkoholu, kiedy się napije, kiedy zacznie pić, bo wtedy nie wiadomo, czym się to skończy i czy w ogóle skończy. Przed tym pierwszym kieliszkiem alkoholik, co według nich oczywiste, bezsilny nie jest. Kwestia druga – alkoholik nie kieruje swoim życiem w okresie destrukcyjnego picia, bo przecież trudno sobie wyobrazić sensowne kierowanie życiem, jak jest kompletnie pijany albo koszmarnie skacowany. Wynikało z tego, że przed pierwszym kieliszkiem swoim życiem kierujemy i to całkiem nieźle.

Wydaje się, że Bill widział to zupełnie inaczej: Powtórzmy: alkoholik niekiedy nie ma skutecznej obrony psychicznej przed pierwszym kieliszkiem. Poza bardzo rzadkimi wyjątkami ani on sam, ani żaden inny człowiek nie potrafi jej zapewnić. Jego obrona musi nadejść od Siły Wyższej [WK z 2018 roku]. Nie dysponujemy siłą wystarczającą, żeby obronić się także przed pierwszym kieliszkiem.

Z kolei tego cytatu albo nie rozumiał prawie nikt, albo prawie nikt się z nim nie zgadzał, miałem kłopot z odczytaniem reakcji: Przekonaliśmy się, że musimy bezwarunkowo w głębi swego jestestwa przyznać, że jesteśmy alkoholikami. To pierwszy krok w powrocie do zdrowia. Trzeba rozbić złudzenie, że jesteśmy jak inni ludzie albo że niedługo tacy będziemy [WK z 2018 roku]. Widzę, że wielu alkoholików obecnie uważa, że już są tacy sami, jak inni, zdrowi ludzie albo lada moment tacy będą.

Zorientowałem się także, że pewnych treści z Wielkiej Księgi wielu alkoholików nie przyjmuje do wiadomości albo nikt im ich nie pokazał, a może wreszcie starannie ich unikają:
Nie wyleczyliśmy się z alkoholizmu.
Jesteśmy jak ludzie, którzy stracili nogi, nowe nigdy nie odrosną.
Widzieliśmy, wciąż i wciąż, tę samą prawdę: „kto raz stanie się alkoholikiem, pozostanie nim na zawsze".

A ja mam tylko nadzieję, że ich przekonania – wyraźnie odmienne niż Billa W. – nie będą ich kosztowały zbyt wiele.

niedziela, 1 marca 2026

Program polskiego alkoholika

Po wielu latach obserwacji, uważnego słuchania i przemyśleń, pół żartem, pół serio, skomponowałem Dwanaście Kroków w wersji AAPL. Szukałem odpowiedzi na pytanie, czemu skuteczność Programu i sponsorowania jest u nas tak niska, a Polscy alkoholicy, nawet jeśli nie piją, stanowią poważny problem dla rodzin, bywają po prostu zakałą. Czasem będą to wypowiedzi dosłowne, czasem synteza przekonań kilkorga osób, ale umownym narratorem zawsze będzie Ziutek.

1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu – że nasze życie stało się niekierowalne.
Ziutek: tak, jestem bezsilny, jestem tym alkoholikiem, jak już zacznę pić, to nie mogę przestać. Trudno też, żebym po pijaku lub na kacu sensownie kierował własnym życiem.
Wersja druga: nie kierowałem, nie kieruję, nigdy nie będę swoim życiem kierował.
Na pytanie, na czym polega „kierowanie życiem” żaden Ziutek nigdy nie odpowiedział. Tak samo było z pytaniem o to, kiedy jego życie stało się niekierowalne lub kiedy stracił nad nim kontrolę.

2. Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek.
Ziutek jest przekonany, że tą Siłą większą od niego samego jest albo Bóg, albo medycyna, psychologia czy Wspólnota AA. Ziutek jest przekonany, że o własnej wierze wystarczy zdecydować: postanawiam, że od poniedziałku będę wierzył. W jego przypadku to jedynie deklaracja, nie interesuje się, co oni, weterani zrobili, żeby uwierzyć.

3. Podjęliśmy decyzję, aby powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, tak jak Go rozumieliśmy.
Ziutek w modlitwie powierza swoje życie i wolę, i jest to akt jednorazowy o charakterze religijnym. Zwykle nie rozumie, że samo podjęcie decyzji, może nie wystarczyć – jak nigdy nie wystarczały decyzje typu „od jutra nie piję”.

4. Zrobiliśmy wnikliwą i odważną osobistą inwenturę moralną.
Ziutek spisuje listę osób, do których ma urazę oraz – ewentualnie – listę partnerów seksualnych i tylko czasem, bo to nie wszyscy robią, drobnych przestępstw czy wykroczeń.

5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
Ziutek nie odkrywa żadnej istoty błędów, więc i nie wyznaje ich Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi. Tego Kroku właściwie nijak nie realizuje, a jedynie czyta sponsorowi te swoje listy z Kroku poprzedniego, wtedy sponsor/sponsorka informuje go, że istotą jego błędów czyli największą wadą charakteru jest zbyt małe zaufanie Bogu, koncentrowanie się na sobie i przekonanie, że nie jest wystarczająco dobry, choć nie wiadomo, do czego. Bywa śmiesznie gdy Ziutek ma zawyżone poczucie własnej wartości i jest przekonany, że wszystko wie i umie najlepiej. Jednak coś takiego sponsorzy ignorują – ma się czuć niewystarczająco dobry i basta. Według nich wszyscy tak mają.

6. Staliśmy się całkowicie gotowi, żeby Bóg usunął wszystkie te wady charakteru.
7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
Oba te kroki to tylko deklaracja, z której nic nie wynika i modlitwa. Czym jest gotowość i jak ją zbudować, Ziutek nie wie i nie interesuje się tym. Zadeklarował, że jest gotowy i to wszystko.

8. Zrobiliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy, i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
Ziutek robi listę kilkunastu zwykle osób, którym zrobił coś wyjątkowo złego w okresie picia; mniejsze krzywdy bagatelizuje. O gotowości nadal nic nie wie i – jeśli w ogóle – rozumie ją jako chęć, a czasem jako determinację.

9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
Ziutek przeprasza kilka osób (zwykle myli zadośćuczynienie z przeprosinami). Kiedy sponsor przestaje pilnować, pozostałe zadośćuczynienia porzuca.

10. Prowadziliśmy nadal osobistą inwenturę, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
Przez pewien czas Ziutek notuje co wieczór swoje niewłaściwe zachowania z tego dnia. I nic więcej, a zwłaszcza żadnych wniosków po analizie dłuższych odstępów czasu, na przykład obrachunek półroczny lub roczny. Żadnej analizy własnych intencji czy motywów.

11. Staraliśmy się przez modlitwę i medytację poprawiać nasz świadomy kontakt z Bogiem, tak jak Go rozumieliśmy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.
Ziutek wie, że powinien się modlić i często to robi. Z medytacji rezygnuje najdalej po kilku tygodniach. Jeśli w ogóle jej próbował.

12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść to posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.
Ziutek nosi ulotki w różne miejsca i zgłasza się do sponsorowania, bo sponsor kazał.

Czy tak to wygląda u wszystkich alkoholików w Polsce? Ależ skądże znowu! Zdecydowania większość, wydaje się, że jakieś 89-96 procent, w żaden sposób nie realizuje Programu AA, nigdy, nikogo nie prosiła o sponsorowanie, ani nie planuje tego zrobić w przyszłości. Wielu do idei sponsorowania ma wręcz wrogie nastawienie. Z różnych powodów zresztą.

A co z tymi niewieloma, którzy poznawali Program ze sponsorem i starali się wdrażać go w życie, przynajmniej przez pewien czas? Nie mam pojęcia, jak by to wyglądało procentowo, ale można zgadywać, ilu stawia Kroki właśnie w wyżej opisany sposób – po prostu po efektach. Gdyby te efekty były takie, jak powinny, jak są oczekiwane, a więc realne przebudzenie duchowe i całkowita zmiana psychiki, to Wspólnota AA byłaby w Polsce czymś więcej niż tylko poterapeutyczną grupą wsparcia połączoną z klubem abstynenta, a jaj sława rozniosłaby się po całym świecie. Niestety, nie jest.

Tak więc zabrało mi około siedemdziesięciu lat, żeby dowiedzieć się, że w miarę życia można nauczyć się właściwego myślenia, ale nie można samym myśleniem sprawić, żeby się właściwie żyło. Wystarczy, że wykonasz te rzeczy i coś się stanie; nie rób ich, a nic się nie wydarzy, nieważne ile wiesz na temat programu Anonimowych Alkoholików.  (Chuck C. "Nowa para okularów")

Poziom trzeźwości (nie mylić a abstynencją), duchowego przebudzenia i ich efekty, zmierzyć jest dość trudno. Zwłaszcza, że nie wiadomo, w jakich jednostkach mierzyć. Pewną podpowiedzią może być stare opolskie PZPR.

P – Pieniądze, alkoholik ma poukładaną sytuację finansową, a jeśli nawet nadal ma długi, to dysponuje też realnym i realizowanym systemem ich spłacania. Nie trwoni pieniędzy bezsensownie i bez porozumienia z rodziną.

Z – Zdrowie, na przykład wyleczone zęby, regularne wizyty kontrolne i badania u lekarzy; zdrowy tryb życia.

P – Papierosy i inne środki zmieniające świadomość zostały wyłączone z użycia, alkoholik nie okrada już rodziny dla realizacji swoich zachcianek. Nie podejmuje, bo i nie ma takiej potrzeby, żadnych działań kompulsywnych.

R – Rodzina, ale tak naprawdę to nie tylko, bo właściwe relacje ze wszystkimi ludźmi, z którymi się styka, z żoną, podwładnymi, dziećmi, sąsiadami, urzędnikami itd.

Jednak nawet tak powierzchownie poznany i realizowany w życiu Program AA pomaga utrzymać abstynencję, tyle tylko, że... Bez alkoholu są niespokojni, rozdrażnieni i niezadowoleni... [WK z 2018 roku, s. XXXVII].

poniedziałek, 23 lutego 2026

Sponsorzy i sponsorowanie

Znajomy z AA opowiedział mi, że gdzieś w Internecie znalazł ciekawą dyskusję na temat skuteczności sponsorowania, a w niej stwierdzenie dwóch czy trzech osób, że alkoholik, który o tej skuteczności wspomniał, nie ma pojęcia o sponsorowaniu, nic nie wie o AA i Programie.
Przyznam, że mocno mnie to zaskoczyło, bo wygląda na to, że nikt w AA (a zwłaszcza doktor Bob) nie wie nic o sponsorowaniu, i Programie, a znają się i wiedzą wszystko najlepiej na ten temat tylko ci dyskutanci. Można coś takiego skwitować krótko, że tak właśnie wygląda PLAA, albo że alkoholizm to poważna choroba psychiczna, po prostu.

We Wspólnocie AA – to już poważnie – wiadomo, że służba sponsora, jak każda inna, może być pełniona lepiej lub gorzej, bardziej lub mniej skutecznie. Jej efekty też mogą być bardzo różne.

Pewne dane wskazują też, że doktor Bob był skuteczniejszym sponsorem. Nie ma żadnych wątpliwości, że przez pierwsze lata AA rozwijało się szybciej w Akron niż w Nowym Jorku – niektórzy przypisywali to powodzenie silnemu przywództwu doktora Boba [„Przekaż dalej”].

Dotąd nie wpadło mi do głowy, że potrzebne może być tłumaczenie, jaki sponsor jest skuteczny, a jaki nie bardzo lub wcale. No to proszę bardzo:
a) sponsor skuteczny – dwudziestu podopiecznych, osiemnastu z nich ma obecnie przynajmniej 10 lat abstynencji i poukładane życie; dwóch wróciło do picia.
b) sponsor nieskuteczny: dwudziestu podopiecznych, jeden z nich ma obecnie trzy lata abstynencji, jeden ma rok, ale pozostali wracali do picia już po kilku miesiącach.
To naprawdę nie jest takie trudne, zwłaszcza w dłuższych odstępach czasu.

Oczywiście może się zdarzyć, że sponsor raz czy drugi, a nawet trzeci, trafi na podopiecznego typu „to nie jego wina, taki się po prostu urodził”. Jednak nie uwierzę, że miał takiego dziwnego pecha i trafiał latami tylko na dziesiątki takich nieszczęśników. W takiej lub podobnej sytuacji chyba uczciwiej byłoby zastanowić się z kimś trzeźwym, czy każdy musi być sponsorem, czy każdy do tego się nadaje.
Druga bardzo ważna kwestia: co konkretnie sponsor przekazuje podopiecznemu? Czy jest to AA-owski Program działania, zbudowany na doświadczeniach alkoholików zawartych w literaturze AA, czy może jakiś program modlitewno-powierzalny, a coś takiego pojawiło się w Polsce stosunkowo niedawno, wraz z sekciarskimi nurtami i szkołami sponsorowania.

Z moich obserwacji wynika, że obecnie w Polsce działają w ramach AA dwie szkoły sekciarskiego sponsorowania. Może już jest ich więcej, a tylko ja nie jestem na bieżąco. Ważną cechą wspólną tych sekt jest przekonanie, że to nie ja, to ktoś inny, odpowiada za to, co i jak robię, jak się zachowuję, jak postępuję. Rozumiem to i znam. W okresie najbardziej destrukcyjnego picia też starałem się unikać odpowiedzialności i/lub przerzucać ją na kogoś innego. Tyle że później wytrzeźwiałem i wreszcie zacząłem, jak normalny, dorosły człowiek, brać odpowiedzialność za siebie na siebie.

Alkoholicy trzeźwi mają przekonania zbudowane na wiedzy i doświadczeniu. Alkoholicy nietrzeźwi mają przekonania zamiast wiedzy i doświadczenia. Zapewne to drugie jest łatwiejsze, nic nie trzeba czytać, poznawać, rozumieć. Tyle, że się taki człowiek ośmiesza, twierdząc, że Kroki nie poddają się elastycznej interpretacji, lub że skuteczność nie dotyczy służb w AA, a zwłaszcza sponsorowania.

Do AA trafiają ludzie mocno potłuczeni przez życie i picie. Ich pomysły nie wypaliły, przegrywają na każdej linii, bo nie tylko z alkoholem. Nie wiedzą, co dalej ze sobą zrobić. Są zdeterminowani i gotowi przyjąć nawet te rozwiązania i rady, które wydają im się dziwaczne. To stan, w którym bardzo łatwo ich wykorzystać i to nie tylko seksualnie lub finansowo. Dlatego wszystkim nowym sugeruję wielką ostrożność wobec osób w AA, które twierdzą, że za ich zachowanie odpowiada ich sponsor albo sponsor ich sponsora, albo Bóg, albo treść książki, czy cokolwiek, ale nie oni sami. Alkoholik, który panicznie boi się odpowiedzialności za swoje działania i tej odpowiedzialności unika, nie jest godny zaufania. Nie jest też trzeźwy – moim zdaniem. A że wyraźnie nie ufa też Bogu, to chyba oczywiste.

I tylko w jednym różnicie się od Boga – Bóg wie wszystko, a wy wszystko wiecie lepiej [Erich Maria Remarque].

czwartek, 19 lutego 2026

Skuteczność Programu i AA

Powoli, z licznymi przystankami, wędrowałem na mityng. Byłem już niedaleko, może kilkadziesiąt metrów, kiedy znowu musiałem usiąść na murku, przy parkingu. Niedaleko mnie zaparkowało auto. Zwróciłem uwagę, bo prowadziła kobieta, a mężczyzna siedział obok. Pomyślałem, że może żona przywiozła męża na mityng AA. Siedzieli w tym aucie dość długo i rozmawiali z coraz większymi emocjami. Nie słyszałem, o czym mówią do chwili, kiedy mężczyzna zapalił papierosa i wtedy kobieta utworzyła okno. Słyszałem przede wszystkim ją, była bliżej mnie, a faceta, z głębi auta, mocno niewyraźnie.
Moją uwagę zwróciły słowa: idź ty się w końcu napij, bo teraz jesteś nie do wytrzymania! Słyszałem takie komunikaty wiele razy od alkoholików na mityngach, całkiem poważnie narzekających na złe żony, które namawiają ich do picia. Zapewne nawet w to wierzyli. Moja mawiała raczej: idź wreszcie do tych swoich, bo ci odbija.

Kobieta miała mężowi do powiedzenia znacznie więcej. Zwracała mu uwagę, że mimo jej próśb znowu pali w jej samochodzie. Swój, jak się okazało, sprzedał po pijanemu i nawet nie wiedział, komu. Facet protestował, że przecież otworzył okno, a jej teraz, jak on nie pije, to wszystko przeszkadza. Odpowiedziała mu na to, że chyba nie tylko jej, że ich dorosły syn też nie może z nim wytrzymać. Wyliczyła też kilka innych osób, które obecnie odcinają się od niego, choć kiedyś nawet współczuły czynnego alkoholizmu. Facet butnie oświadczył, że z synem i paroma innymi osobami, postawił Krok Dziewiąty i za wszystko przeprosił, więc on zrobił, co należało, a jeśli synowi to nie wystarczy, to już jego problem.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu i wreszcie on spytał, czy może liczyć na to, że ona pójdzie z nim na specjalny mityng z okazji jego siódmej rocznicy. Z wyrzutem dodał, że jeszcze nigdy nie była, a żony alkoholików, które naprawdę wspierają swoich mężów, na ich rocznicach bywają. Odparła po chwili, że na pierwszą rocznicę jego normalnego zachowania, to ona chętnie pójdzie, ale teraz, choć się nie upija, to wytrzymać się z nim nie da. Coś tam było też o wiecznych pretensjach, wymaganiach, oczekiwaniach, prowokowaniu awantur, próbach kontrolowania rodziny bliskiej i dalszej itp.
Odchodząc usłyszałem jeszcze, że wrócić będzie musiał z jednym z kilkudziesięciu swoich przyjaciół z AA albo autobusem, bo ona na wożenie go nie ma czasu ani pieniędzy.

Rozmowa, jak rozmowa. Takich i podobnych treści słyszałem niestety dużo w naszym środowisku, bo to i na mityngach, na warsztatach, podczas prasy z podopiecznymi i z alkoholikami, którzy nie rozumieli, co się dzieje, bo przecież nie piją. Nic tu nie było nowego ani zaskakującego. Wstrząs przeżyłem pod koniec mityngu. Mężczyzna z auta zaprosił wszystkich na swój mityng rocznicowy już za dwa tygodnie, a przy okazji opowiedział, jak wdzięczny jest AA, sponsorowi i Programowi, za trzeźwość, duchowe przebudzenie, za odzyskaną rodzinę. Bo teraz w jego domu jest cudownie, wszyscy się kochają, szanują i wspierają, i że przez tych kilka lat naprawił wszystko, co zepsuł w czasach aktywnego picia. Dodał jeszcze, że teraz jest zupełnie innym człowiekiem, nawet inne żarty i dowcipy go śmieszą.

Wracając do domu zastanawiałem się, czym i jak mierzyć skuteczność Programu, ale też kiedy jest sens to robić? Przypomniałem sobie, że podobno, w czasie gdy Bill W. pisał swoją Wielką Księgę, sukcesy AA były znacznie większe niż obecnie, a w takim razie, zastanawiałem się, na czym te sukcesy polegały? Alkoholików było wtedy w AA 78-83 osoby (liczenie nosów podaje liczby jeszcze mniejsze), a ich średnia abstynencja to było kilka-kilkanaście miesięcy…


A oto realna lista mężczyzn i kobiet, którzy wyzdrowieli z alkoholizmu. Lista z października 1937 roku wraz z datą (miesiąc i rok) osiągnięcia abstynencji:

1 Bill Wilson Dec 34 NY
2 Bob Smith May 35 Akron
3 Bill Dotson June 35 Akron
4 Ernie Galbraith July 35 Akron
5 Henry Parkhurst Sept 35 NJ
6 Walter Bray Sept 35 Akron
7 Phil Smith Oct 35 Akron
8 John Mayo Nov 35 MD
9 Silas Bent Nov 35 CT
10 Harold Grisinger Jan 36 Akron
11 Paul Stanley Jan 36 Akron
12 Tom Lucas Feb 36 Akron
13 Myron Williams Apr 36 NY
14 Joseph Doppler Apr 36 Cleveland
15 Robert Oviatt June 36 Cleveland
16 Harry Latta July 36 Akron
17 James Holmes Sept 36 Akron
18 Alfred Smith Jan 37 Akron
19 Alvin Borden Jan 37 Akron
20 Howard Searl Jan 37 Akron
21 William Ruddell Feb 37 NJ
22 Douglas Delanoy Feb 37 NJ
23 Robert Evans Feb 37 Akron
24 Frank Curtis Feb 37 Akron
25 Jane Sturdevant Feb 37 Cleveland
26 Richard Stanley Mar 37 Akron
27 Harry Zollars Mar 37 Akron
28 Harlan Spencer Apr 37 Akron
29 Wallace Gillam Apr 37 Akron
30 Lloyd Tate June 37 Cleveland
31 William Jones June 37 Cleveland
32 Chester Parke June 37 Akron
33 Lawrence Patton June 37 Akron
34 Paul Kellogg July 37 NJ
35 Earl Treat July 37 Akron
36 William Van Horn July 37 Akron
37 Florence Rankin Sept 37 NJ
38 Charles Simonson Sept 37 Akron
39 Irvin Nelson Sept 37 Akron
40 Frank Krumrine Sept 37 Akron

Podobną listę sporządził w 1938 roku (rok, w którym zaczęło się pisanie Big Book) Frank Amos, przyjaciel Johna D. Rockefellera Jr., który zgodził się pojechać do Akron i zbadać możliwość i sens pomagania alkoholikom.


poniedziałek, 2 lutego 2026

Literatura AA ma znaczenie

 Broszura „Grupa AA”, Wydawnictwo Służby Krajowej AA w Polsce, przekład Krzysztof z grupy „24 Constans”, s. 8.


Dodane. Kto wydał pierwsze wydanie Wielkiej Księgi?


3 stycznia 1939 roku - początek sprzedaży akcji Works Publishing Co.



niedziela, 1 lutego 2026

Czy kiedyś było normalnie?

Kiedy pewnego razu usłyszałem z ust pani mocno wiekowej, że za jej czasów, czyli około siedemdziesiąt lat wcześniej, byki miały większe głowy, jabłka zupełnie inny smak i w ogóle, wszystko było znacznie lepsze, obiecałem sobie, że będę bardzo ostrożny z komunikatami typu „za moich czasów…”. Żeby się nie ośmieszać. Owszem, używam takich słów, ale zwykle raczej dla określenia pewnego przedziału czasowego, na przykład: za moich czasów (czyli wtedy, gdy chodziłem do podstawówki) szkoła podstawowa trwała lat osiem. Szczególnie uważam na oceny jakościowe, bo nie jest prawdą, że za moich czasów wszystko było lepsze. Trzeźwa ocena rzeczywistości pokazała mi, że pewne sprawy, rzeczy, zwyczaje, tradycje, przekonania itd. były wcześniej lepsze, a inne gorsze. Jednak z największą rezerwą podchodzę do oceny czasów, w których mnie jeszcze na świecie nie było, bo w takim przypadku, porównywałbym rzeczywistość i fakty ze swoimi przekonaniami o przeszłości. A to uważam za umiarkowanie trzeźwe, mało sensowne, często po prostu ryzykowne.

Niedawno przysłuchiwałem się rozmowie kilkorga alkoholików. Krytycznie oceniali sytuację w polskiej wersji AA obecnie, wskazując na sekciarskie i fanatyczne nurty, szkoły i odłamy, bo to wojujący katolicy, wojujący ateiści, wielbiciele Ulepszonego Programu Londyńsko-Radomskiego (zwanego „pendolino”), wyznawcy sponsorowania krakowskiego, zwolennicy integracji z innymi uzależnieniami, magicy od programów modlitewno-powierzalnych itd. Rozmówcy uważali, że za ich czasów, to jest około roku 2010-2015, było zdecydowanie lepiej i wtedy to w Polsce działała właściwa, prawdziwa, normalna wersja Wspólnoty AA.

Z niektórymi argumentami, dotyczącymi stanu aktualnego w pełni się zgadzam, ale ja pamiętam czasy także sprzed 2010 roku, a nawet sprzed 2000 i dlatego zastanawiam się, czy u nas, w Polsce, kiedykolwiek było normalnie i właściwie?

Przypomniała mi się rocznica Wiesia. Wiesio był wyjątkiem, trafił do AA bezpośrednio z ulicy i nigdy nie odwiedził poradni odwykowej. Sympatyczny facet, lubiliśmy go chyba wszyscy i pewnie dlatego usilnie staraliśmy się namówić go na udział w psychoterapii odwykowej; dla jego dobra, oczywiście. Na swoją pierwszą rocznicę Wiesiek dostał od grupy i przyjaciół tort z lukrowym napisem „Wiesiu, idź na terapię!”.
Nowicjuszy zawsze pytaliśmy, czy byli już na ul. Głogowskiej – tam właśnie w Opolu mieści się WOTUiW. Większość była, to terapeuci wysyłali ich na mityngi, a jeśli któryś jeszcze nie był, to usilnie namawialiśmy.
Podczas mityngów obowiązywały zasady i reguły przeniesione z zajęć grupowych terapii odwykowej, obowiązkowo na początku były „problemy i radości” też na wzór rundki terapeutycznej. Wszyscy byliśmy „trzeźwiejący”, bo na wytrzeźwienie – jak nam wmówili profesjonaliści – szans nie mieliśmy żadnych. Nie wolno było używać zaimków „my”, „wy”, „oni”.

O normalnej i właściwej, zbudowanej na Programie AA i sponsorowaniu, Wspólnocie, zdecydowanie nie było wtedy mowy; przeterapeutyzowani maksymalnie byliśmy wszyscy, a ówczesnej wersji AA bliżej było do poterapeutycznej grupy wsparcia połączonej z klubem abstynenta, niż do Wspólnoty, która przecież dysponuje własnym rozwiązaniem problemu alkoholizmu.

Począwszy od roku 2008-09, mniej więcej, zaczęły się w Opolu pojawiać grupy mocno osadzone na Programie. Mityngi były tematyczne, dotyczyły głównie Kroków i Tradycji, sponsorowanie na poziomie jakichś dziewięćdziesięciu procent, obsadzone wszystkie służby, aktywnie niesione posłanie, literatura AA, żadnych wstawek terapeutycznych. Grupy te działają w sposób podobny do dziś, ale ani wtedy, ani obecnie, nie są takie wszystkie grupy w mieście – może połowa, może nieco więcej. I wreszcie – Opole to nie cała Polska. Takie enklawy funkcjonują w naszym kraju. Ze dwie-trzy grupy we Wrocławiu, z siedem w Warszawie, trzy-cztery w Poznaniu… Świetnie, że w ogóle są, że działają, ale nie zmienia to, moim zdaniem, przykrej prawdy: normalnie i prawidłowo nie było na szerszą skalę w Polsce nigdy.

Być może tak jest wszędzie, nie wiem, nie znam języków, za granicami nie byłem nigdy na tyle długo, żeby się zorientować. Naprawdę chciałbym wierzyć, że gdzieś na świecie te proporcje wyglądają inaczej.

sobota, 24 stycznia 2026

Rozważania o wyzdrowieniu

Na codziennym internetowym warsztacie KzK prowadzący zadał ciekawe, inspirujące pytanie: Czy w obecnych czasach trzeźwieje się łatwiej niż trzydzieści, czterdzieści lat temu? Zastanawiałem się nad tym dłuższą chwilę, ale najpierw wspomnienie. Kiedy przyszedłem do AA, ówcześni weterani mawiali, że trzeźwienie musi boleć. Jeśli stawianie Kroków, realizacja Programu, to bułka z masłem i luzik, to widocznie coś idzie nie tak.

Nie koncentrowałem się specjalnie i dokładnie na tych 30-40 latach, ale na przeszłości dalekiej i bliskiej oraz stanie obecnym. Konkretnie zastanawiałem się nad możliwymi wyborami.

– Lata trzydzieste, czterdzieste i pięćdziesiąte dwudziestego wieku. Alkoholizm nie był chorobą, więc i nijak się go nie leczyło. W szpitalu Townsa Billowi W. podawano barbituraty (obecna i poprawna nazwa to barbiturany) na uspokojenie i belladonnę na obniżenie poziomu kwasów żołądkowych. To nie jest leczenie alkoholizmu. Nie jest też lekarstwem na alkoholizm kiszona kapusta, pomidory i melasa lub syrop klonowy, ordynowane alkoholikom przez doktora Boba. Jaki wybór mieli wtedy alkoholicy? Albo AA, co oznaczało Program w jego ówczesnej formie albo śmierć.

– Po roku 1950, ale dokładnie nie pamiętam daty, alkoholizm uznano za chorobę wymagającą leczenia, niezależnie od opinii społeczeństwa, które często postrzegało go jako wybór, efekt słabego charakteru. Wkrótce pojawiły się ośrodki odwykowe, jak na przykład High Watch Farm, gdzie oferowana była (i jest) mieszanina Programu AA i psychologii. Jaki wybór mieli wtedy alkoholicy? Albo AA, co oznaczało Program w jego ówczesnej postaci, jakaś terapia odwykowa albo śmierć.

– Obecnie. Rozmaitych psychoterapii dla uzależnionych jest mnóstwo. Wielu alkoholików zostało przekonanych, że są też seksoholikami i/lub narkomanami, i że leczenie seksoholizmu pomoże im pokonać nałóg picia. Mają też do dyspozycji terapię złości, warsztaty z asertywności, terapie, podczas których poszukują wewnętrznego dziecka, mityngi NA, DDA, SLAA, terapie kontrolowanego picia (redukcji szkód), terapie farmakologiczne i wiele innych pomysłów.

Uważam, że w normalnych warunkach większy wybór oznacza więcej możliwości. Jednak w tym przypadku mowa jest o alkoholikach, to jest osobach psychicznie chorych. Ludzie chorzy umysłowo (psychicznie) zwykle dokonują złych wyborów, podejmują błędne decyzje. Czy nie tak właśnie to wyglądało w okresie picia?
W takim razie można poważnie zapytać, czy szeroka i coraz szersza oferta i rozliczne wybory, przed którymi stają współcześni alkoholicy, rzeczywiście są korzystne dla nich samych i ich rodzin?

Przez ostatnich kilkanaście lat obserwowałem alkoholików, którzy uczestniczyli w mityngach AA, ale po jakimś czasie przenosili się do Anonimowych Narkomanów lub do seksoholików, uważając zapewne, że tam więcej skorzystają, że tam będzie im lepiej.
W samym środowisku AA te złe wybory i błędne decyzje też są widoczne. Niektórzy alkoholicy rozumieją już, że Wspólnota AA to jest ich miejsce, że tu mogą znaleźć rozwiązanie swojego problemu, ale zamiast Dwunastu Kroków, czyli Programu działania, wybierają jakieś wersje sekciarskie, fanatyczne, modlitewno-powierzalne, powierzchowne, uproszczone i spłycone.

Szeroka gama różnych ofert i wolny wybór sprawdza się w większości przypadków życiowych, ale wydaje mi się, że nie jest on korzystny dla alkoholików. A szkoda…

poniedziałek, 12 stycznia 2026

Skąd w nas brak tolerancji?

Kilka razy w życiu używałem porównania do koła rowerowego, żeby zilustrować, że w pewnych warunkach i okolicznościach, nie ma wersji lepszych czy ważniejszych od innych (która szprycha jest najważniejsza?). Ostatnim razem w rozmowie ze starszymi Religijnego Towarzystwa Przyjaciół. Ale to inna sprawa. Nie wiem, kto to porównanie wymyślił, spotykałem je w różnych publikacjach, w różnych środowiskach. Dlatego nie zdziwiło mnie, że używał go też doktor Bob.

We all start at the outer circumference and approach our destination by one of many routes. To say that one spoke is much better than all the other spokes is true only in the sense of its being best suited to you as an individual.
(Wszyscy zaczynamy od zewnętrznego obwodu i zbliżamy się do celu jedną z wielu dróg. Stwierdzenie, że jedna szprycha jest o wiele lepsza od wszystkich pozostałych, jest prawdziwe tylko w tym sensie, że najlepiej pasuje do Ciebie jako jednostki – przekład maszynowy). Cytat z tekstu doktora Boba o tolerancji z lipca 1944 roku: https://www.aacle.org/cultivating-tolerance/

Ale jest w tym artykule jeszcze coś i o to głównie chodzi:
Human nature is such that without some degree of tolerance, each one of us might be inclined to believe that we have found the best or perhaps the shortest spoke. Without some tolerance, we might tend to become a bit smug or superior – which, of course, is not helpful to the person we are trying to help and may be quite painful or obnoxious to others. No one of us wishes to do anything that might act as a deterrent to the advancement of another – and a patronizing attitude can readily slow up this process.
(Bez pewnej dozy tolerancji każdy z nas byłby skłonny uwierzyć, że znalazł najlepszą, a może nawet najkrótszą szprychę. Bez odrobiny tolerancji moglibyśmy stać się nieco zadufani w sobie lub wywyższać się – co oczywiście nie jest pomocne dla osoby, której próbujemy pomóc, a dla innych może być dość bolesne lub uciążliwe. Nikt z nas nie chce robić niczego, co mogłoby zniechęcać do rozwoju innej osoby – a protekcjonalna postawa może łatwo spowolnić ten proces. Tolerancja zapewnia, jako produkt uboczny, większą wolność od tendencji do przywiązywania się do z góry przyjętych idei i uparcie trzymanych opinii).

Od kilkunastu lat działają w polskiej wersji AA sponsorzy, przekonani, że znają i mają najlepszą szprychę (drogę, sposób) i że tylko ta ich jest doskonała i jedynie słuszna. Wcześniej, czegoś takiego nie zauważyłem. Może dlatego, że praca ze sponsorem na Programie nie była zbyt rozpowszechniona? W każdym razie sekciarsko-fanatyczne grupy i odłamy w AA na tym właśnie bazują, na pełnym aroganckiej pychy przekonaniu, że to oni właśnie mają i znają najlepsze sposoby stawiania Kroków i rozumienia treści Wielkiej Księgi.

Nie ma sensu dyskutować, czy tak jest, bo wiadomo, że jest – widać, słychać i czuć. Mnie nurtuje inne pytanie: skąd i po co bierze się, przekonanie, że moja szprycha jest najlepsza?

Myślę, że przynajmniej częściowo, ze strachu. A strach rodzi się z błędnego przekonania, że jeśli ja i ty robimy to inaczej, to jeden z nas na pewno robi to źle. Boję się, żeby nie padło na mnie, więc z zaciekłą agresją będę bronił swojej wersji. Wydaje mi się, że trzeźwe, spełnione, pożyteczne życie, jest dowodem na skuteczne działanie, a nie udowadnianie innym, że moja technika i metoda jest najlepsza. Napisano w naszej literaturze: Jest tylko jeden pewny sprawdzian wartości jakiegokolwiek doświadczenia duchowego: „Po owocach ich poznacie ich” („Jak to widzi Bill”, s.281).

Jeśli w ogóle taki obrachunek ma sens, to ocenie może podlegać moje życie, we wszystkich poczynaniach, już po zakończeniu pracy ze sponsorem, ale o to jest sens pytać rodzinę, przyjaciół, znajomych, sąsiadów, współpracowników itd. Moje buńczuczne zapewnienia, że robiłem Program najlepszą i jedynie poprawną metodą, a mój sponsor jest prawnukiem doktora Boba, nie mają żadnego sensu. Pokaż mi, do czego mnie przekonujesz, mawiają przyjaciele z mityngów AA w Opolu.

wtorek, 6 stycznia 2026

Nie wszystko da się pogodzić

O zmianach, ich potrzebie lub nawet konieczności, napisano w literaturze AA mnóstwo. Ograniczyłem się do Wielkiej Księgi, bo zdaję sobie sprawę, że wielu alkoholików nie jest w stanie przeczytać cokolwiek więcej, a są i tacy, którym sponsorka musi czytać. Temat zmian pojawia się w WK kilkadziesiąt razy, ale dla wyjaśnienia istoty rzeczy, wystarczy kilka niżej cytowanych fragmentów.

1. Powtarza się to wielokrotnie i jeśli dana osoba nie doświadczy całkowitej zmiany psychiki – nadzieja na powrót do zdrowia jest znikoma [WK z 2018 roku, s. XXXVII].

2. …w ich sposobie życia i myślenia zaszła rewolucyjna zmiana [WK z 2018 roku, s. 50].

3. Przezwyciężenie picia będzie wymagało zmiany sposobu myślenia i nastawienia [WK z 2018 roku, s. 144].

4. Poczytaj «Wielką Księgę» . W «Dodatkach» wyjaśnione są pojęcia nagłej zmiany i stopniowej zmiany oraz to, że nie każdy doświadcza oślepiającego blasku [WK z 2018 roku, s. 410].

5. W moim życiu zaszła radykalna zmiana. Mam nadzieję, że wkrótce będę świętował moją drugą rocznicę trzeźwości . W ciągu dwóch lat całe moje życie uległo zmianie [WK z 2018 roku, s. 506].

6. Całe trzeźwienie oraz rozwój umysłowy, emocjonalny i duchowy zależą od mojej gotowości do słuchania, zrozumienia i wprowadzania zmian [WK z 2018 roku, s. 549].


Przychodzimy do AA (i/lub na terapię) właśnie dlatego, że pragniemy zmiany. Podczas mityngów mówimy o tym, kim byliśmy, co się później stało i jak żyjemy obecnie – i to są opowieści o zmianach.

Alkoholizm jest chorobą psychiczną/umysłową i gdyby nie to, miałbym olbrzymi problem ze zrozumieniem typowych w tym środowisku niekonsekwencji, przeciwieństw, konfliktów i sprzeczności w wypowiedziach, postawach i przekonaniach.

Psychoanalitycy twierdzą zgodnie, że tym, czemu większość ludzi najgwałtowniej się opiera, jest zmiana, i są oni w stanie zrobić wiele dla zachowania status quo*.

Zaobserwowałem wśród AA-owców dramatyczną i rozpaczliwą walkę o to, żeby niczego nie zmieniać, żeby wszystko pozostało po staremu. A jeśli coś zdążyło się zmienić, to najlepiej byłoby wrócić do wersji z lat czterdziestych ubiegłego wieku. Próbowaliście kiedyś zaproponować drobną zmianę scenariusza mityngu? Albo rezygnację z zakazów przywleczonych do AA z zajęć grupowych terapii odwykowej? Albo modyfikację bezsensownego systemu dzielenia datków z kapelusza? Albo cokolwiek innego?

Nic nie zmieniać! Absolutnie i za każdą cenę niczego nie zmieniać!!! A co z sugestiami zmian z WK i innych publikacji AA? Oj tam, oj tam! To tylko fantazje i teoria, a w AA nie wolno dokonywać żadnych zmian, bo… bo nie! A może dlatego, że zmian panicznie się boimy? Tylko, że ludzie trzeźwi, a do tego ufający Bogu, są podobno wolni od lęku…







---
* „Przekaż dalej”, autor anonimowy, wyd. Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, 2013, s. 422.