Wspólnota AA, historia idei, ruchu, publikacji i ludzi, stała się kiedyś moim hobby i do dziś często sięgam po AA-owskie książki. Czytam je w całości lub we fragmentach i od czasu do czasu odkrywam coś pozornie nowego. Może jestem trzeźwiejszy niż kiedyś, może z czasem coraz lepiej potrafię czytać ze zrozumieniem, może wreszcie bardziej zwracam uwagę na treść, niż na emocje, które pisarstwo Billa W. generuje.
„Codzienne refleksje” na dzień 8 maja.
„Pragniemy dokładnie ustalić, jak, kiedy i gdzie nasze naturalne pragnienia nas wypaczyły”.
Naturalne ludzkie potrzeby to na przykład: potrzeba miłości, potrzeba bezpieczeństwa, potrzeba uznania, potrzeba akceptacji, ale też potrzeby czysto fizjologiczne, potrzeba snu, wody, jedzenia, rozmnażania (przedłużenia gatunku). Przemyślałem sprawę i wyszło mi ostatecznie, że żadne naturalne potrzeby nie wypaczają ludzi. Co innego, gdyby potrzeby przestały być naturalne, wypaczyły się, zdegenerowały czy coś takiego, ale w książkach AA wyraźnie mowa jest o naturalnych.
„Codzienne refleksje” na 1 i 2 maja.
„Wyjawiając swoje tajemnice – a tym samym uwalniając się od poczucia winy – mogę naprawdę zmienić…”.
Naprawdę?! Jeśli na mityngu AA albo koledze z AA (czyli anonimowo) wyznam, że zgwałciłem dziecko, obrabowałem dwie staruszki, skopałem dziadka, kiedy nie chciał dać kasy na flaszkę, to czy naprawdę uwalnia mnie to od poczucia winy? Rzeczywiście tak to działa i jest metodą godną polecenia alkoholikom? Można zrobić każdą podłość, bo od wyrzutów sumienia całkowicie uwalniać mnie będzie wyjawienie (Bogu, sobie i jakiemuś innemu człowiekowi), że to zrobiłem?
W tekście na następny dzień też jest ciekawostka. „W rękach Boga ciemna przeszłość jest największą wartością, jaką posiadasz”. A ja naiwnie myślałem, że największą wartością jest rozwiązanie problemu alkoholizmu. A tu niespodzianka. Okazuje się, że najbardziej pomogę innym opowiadając latami na każdym mityngu o tym, jak w czasach mrocznej przeszłości, rzygałem w miejscach publicznych, srałem pod siebie, kradłem i kłamałem. To teraz już rozumiem, czemu na spotkaniach AA w Polsce uczestnicy dziesiątki lat opowiadają stare hardcorowe piciorysy. W jaki sposób z tych opowieści mają skorzystać inni, to ja w sumie nie wiem, ale może i tak. Ktoś podpowiedział, że chodzi o identyfikację, ale nie jestem pewien, czy nie dzieje się wprost przeciwnie – dno stale się podnosi, do AA trafiają ludzie młodsi, którzy nie siedzieli w więzieniu, nie spali w izbie wytrzeźwień, nie mieli delirium lub padaczki, nie pili denaturatu, więc tego typu piciorysy raczej przekonują ich, że nie pasują do AA.
„… my nie opowiadaliśmy wtedy na mityngach o naszym piciu. Nie było takiej potrzeby. Sponsor i Doktor Bob znali wszystkie szczegóły. Szczerze mówiąc, uważaliśmy, że to wyłącznie nasza sprawa. Poza tym umieliśmy już przecież pić. Za to osiągnięcia i utrzymania trzeźwości musieliśmy się dopiero nauczyć” [„Doktor Bob i dobrzy weterani”, s. 238].
To w końcu jak, opowiadać koszmary o przeszłości, czy mówić o rozwiązaniu?
Bill W. pisał językiem bardzo specyficznym, bombastycznym, afektowanym, egzaltowanym, górnolotnym, pompatycznym itp. I nie ma wątpliwości, że to Bill tak pisał, a nie, że wtedy tak SIĘ pisało. Pisarze z połowy XX wieku, tacy jak Albert Camus, George Orwell, Ernest Hemingway, Franz Kafka, Jean-Paul Sartre, Gabriel García Márquez, pisali jednak inaczej. Trochę to dziwna maniera, gdy próbuje się przedstawić duchowy program działania. Ważniejsze wydają się konkretne rady czy sugestie, a nie manipulowanie emocjami.
Ostatecznie i bez zapału kupiłem wczoraj nowe wydanie książki „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji” z 2024 roku. Znajomi informowali mnie o różnych dziwnych treściach, jakie tam znajdowali, więc postanowiłem sprawdzić. Nowa wersja zaczyna się od Przedmowy. W której znalazłem…
„Anonimowi Alkoholicy są ogólnoświatową wspólnotą, liczącą ponad sto tysięcy mężczyzn i kobiet połączonych ze sobą po to, by rozwiązywać swoje wspólne problemy…” [s. 17].
Do wczoraj byłem przekonany, że dzielimy się doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązać swój wspólny problem – tak, jeden problem, którym jest alkoholizm. Szkoda, że w tej całej Przedmowie nie napisano, o jakie to problemy teraz chodzi. Czy AA spotykają się, by rozwiązywać problem bezrobocia? A może chodzi o problem z niegrzecznymi dziećmi? Problem z niewiernymi małżonkami? Problemy gospodarcze?
O tym, że AA dysponuje rozwiązaniem jednego tylko problemu (alkoholizmu) wiadomo z Preambuły, ale ona zniknęła jakoś z oficjalnych stron AA w Polsce.
„Dajmy odpór dumnemu założeniu, że skoro Bóg umożliwił nam sukces w jednej dziedzinie, naszym przeznaczeniem jest stać się pośrednikami dla każdego” [„Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”, s. 302].
A dalej…
„…wyjaśniono, jak Kroki pomagają w rozwiązaniu dylematu alkoholika” [s. 19].
Dylemat to trudny wybór między dwoma równie ważnymi opcjami. TRUDNY WYBÓR.
W języku angielskim dillema może oznaczać podobno różne rzeczy, na przykład zagadkę lub pytanie (the question of addiction lub riddle of addiction), ale po polsku dylemat przyjmuje jedno tylko znaczenie, ten właśnie trudny wybór. Wcale nie jest powiedziane, że w tym wyjaśnieniu jest jakiś błąd – mam nadzieję, że nie, ale chciałbym wiedzieć, o jaki wybór chodzi.
Planuję dalej czytać nową wersję 12x12 i nie tylko, i gdybym jeszcze gdzieś natknął się na jakieś wątpliwości czy trudności, to zapewne o tym napiszę. Po lekturze Przedmowy, wydaje mi się, że poza elementami, na które zwróciłem uwagę, książka ta jest bardziej poprawna językowo i merytorycznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.