poniedziałek, 23 lutego 2026

Sponsorzy i sponsorowanie

Znajomy z AA opowiedział mi, że gdzieś w Internecie znalazł ciekawą dyskusję na temat skuteczności sponsorowania, a w niej stwierdzenie dwóch czy trzech osób, że alkoholik, który o tej skuteczności wspomniał, nie ma pojęcia o sponsorowaniu, nic nie wie o AA i Programie.
Przyznam, że mocno mnie to zaskoczyło, bo wygląda na to, że nikt w AA (a zwłaszcza doktor Bob) nie wie nic o sponsorowaniu, i Programie, a znają się i wiedzą wszystko najlepiej na ten temat tylko ci dyskutanci. Można coś takiego skwitować krótko, że tak właśnie wygląda PLAA, albo że alkoholizm to poważna choroba psychiczna, po prostu.

We Wspólnocie AA – to już poważnie – wiadomo, że służba sponsora, jak każda inna, może być pełniona lepiej lub gorzej, bardziej lub mniej skutecznie. Jej efekty też mogą być bardzo różne.

Pewne dane wskazują też, że doktor Bob był skuteczniejszym sponsorem. Nie ma żadnych wątpliwości, że przez pierwsze lata AA rozwijało się szybciej w Akron niż w Nowym Jorku – niektórzy przypisywali to powodzenie silnemu przywództwu doktora Boba [„Przekaż dalej”].

Dotąd nie wpadło mi do głowy, że potrzebne może być tłumaczenie, jaki sponsor jest skuteczny, a jaki nie bardzo lub wcale. No to proszę bardzo:
a) sponsor skuteczny – dwudziestu podopiecznych, osiemnastu z nich ma obecnie przynajmniej 10 lat abstynencji i poukładane życie; dwóch wróciło do picia.
b) sponsor nieskuteczny: dwudziestu podopiecznych, jeden z nich ma obecnie trzy lata abstynencji, jeden ma rok, ale pozostali wracali do picia już po kilku miesiącach.
To naprawdę nie jest takie trudne, zwłaszcza w dłuższych odstępach czasu.

Oczywiście może się zdarzyć, że sponsor raz czy drugi, a nawet trzeci, trafi na podopiecznego typu „to nie jego wina, taki się po prostu urodził”. Jednak nie uwierzę, że miał takiego dziwnego pecha i trafiał latami tylko na dziesiątki takich nieszczęśników. W takiej lub podobnej sytuacji chyba uczciwiej byłoby zastanowić się z kimś trzeźwym, czy każdy musi być sponsorem, czy każdy do tego się nadaje.
Druga bardzo ważna kwestia: co konkretnie sponsor przekazuje podopiecznemu? Czy jest to AA-owski Program działania, zbudowany na doświadczeniach alkoholików zawartych w literaturze AA, czy może jakiś program modlitewno-powierzalny, a coś takiego pojawiło się w Polsce stosunkowo niedawno, wraz z sekciarskimi nurtami i szkołami sponsorowania.

Z moich obserwacji wynika, że obecnie w Polsce działają w ramach AA dwie szkoły sekciarskiego sponsorowania. Może już jest ich więcej, a tylko ja nie jestem na bieżąco. Ważną cechą wspólną tych sekt jest przekonanie, że to nie ja, to ktoś inny, odpowiada za to, co i jak robię, jak się zachowuję, jak postępuję. Rozumiem to i znam. W okresie najbardziej destrukcyjnego picia też starałem się unikać odpowiedzialności i/lub przerzucać ją na kogoś innego. Tyle że później wytrzeźwiałem i wreszcie zacząłem, jak normalny, dorosły człowiek, brać odpowiedzialność za siebie na siebie.

Alkoholicy trzeźwi mają przekonania zbudowane na wiedzy i doświadczeniu. Alkoholicy nietrzeźwi mają przekonania zamiast wiedzy i doświadczenia. Zapewne to drugie jest łatwiejsze, nic nie trzeba czytać, poznawać, rozumieć. Tyle, że się taki człowiek ośmiesza, twierdząc, że Kroki nie poddają się elastycznej interpretacji, lub że skuteczność nie dotyczy służb w AA, a zwłaszcza sponsorowania.

Do AA trafiają ludzie mocno potłuczeni przez życie i picie. Ich pomysły nie wypaliły, przegrywają na każdej linii, bo nie tylko z alkoholem. Nie wiedzą, co dalej ze sobą zrobić. Są zdeterminowani i gotowi przyjąć nawet te rozwiązania i rady, które wydają im się dziwaczne. To stan, w którym bardzo łatwo ich wykorzystać i to nie tylko seksualnie lub finansowo. Dlatego wszystkim nowym sugeruję wielką ostrożność wobec osób w AA, które twierdzą, że za ich zachowanie odpowiada ich sponsor albo sponsor ich sponsora, albo Bóg, albo treść książki, czy cokolwiek, ale nie oni sami. Alkoholik, który panicznie boi się odpowiedzialności za swoje działania i tej odpowiedzialności unika, nie jest godny zaufania. Nie jest też trzeźwy – moim zdaniem. A że wyraźnie nie ufa też Bogu, to chyba oczywiste.

I tylko w jednym różnicie się od Boga – Bóg wie wszystko, a wy wszystko wiecie lepiej [Erich Maria Remarque].

czwartek, 19 lutego 2026

Skuteczność Programu i AA

Powoli, z licznymi przystankami, wędrowałem na mityng. Byłem już niedaleko, może kilkadziesiąt metrów, kiedy znowu musiałem usiąść na murku, przy parkingu. Niedaleko mnie zaparkowało auto. Zwróciłem uwagę, bo prowadziła kobieta, a mężczyzna siedział obok. Pomyślałem, że może żona przywiozła męża na mityng AA. Siedzieli w tym aucie dość długo i rozmawiali z coraz większymi emocjami. Nie słyszałem, o czym mówią do chwili, kiedy mężczyzna zapalił papierosa i wtedy kobieta utworzyła okno. Słyszałem przede wszystkim ją, była bliżej mnie, a faceta, z głębi auta, mocno niewyraźnie.
Moją uwagę zwróciły słowa: idź ty się w końcu napij, bo teraz jesteś nie do wytrzymania! Słyszałem takie komunikaty wiele razy od alkoholików na mityngach, całkiem poważnie narzekających na złe żony, które namawiają ich do picia. Zapewne nawet w to wierzyli. Moja mawiała raczej: idź wreszcie do tych swoich, bo ci odbija.

Kobieta miała mężowi do powiedzenia znacznie więcej. Zwracała mu uwagę, że mimo jej próśb znowu pali w jej samochodzie. Swój, jak się okazało, sprzedał po pijanemu i nawet nie wiedział, komu. Facet protestował, że przecież otworzył okno, a jej teraz, jak on nie pije, to wszystko przeszkadza. Odpowiedziała mu na to, że chyba nie tylko jej, że ich dorosły syn też nie może z nim wytrzymać. Wyliczyła też kilka innych osób, które obecnie odcinają się od niego, choć kiedyś nawet współczuły czynnego alkoholizmu. Facet butnie oświadczył, że z synem i paroma innymi osobami, postawił Krok Dziewiąty i za wszystko przeprosił, więc on zrobił, co należało, a jeśli synowi to nie wystarczy, to już jego problem.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu i wreszcie on spytał, czy może liczyć na to, że ona pójdzie z nim na specjalny mityng z okazji jego siódmej rocznicy. Z wyrzutem dodał, że jeszcze nigdy nie była, a żony alkoholików, które naprawdę wspierają swoich mężów, na ich rocznicach bywają. Odparła po chwili, że na pierwszą rocznicę jego normalnego zachowania, to ona chętnie pójdzie, ale teraz, choć się nie upija, to wytrzymać się z nim nie da. Coś tam było też o wiecznych pretensjach, wymaganiach, oczekiwaniach, prowokowaniu awantur, próbach kontrolowania rodziny bliskiej i dalszej itp.
Odchodząc usłyszałem jeszcze, że wrócić będzie musiał z jednym z kilkudziesięciu swoich przyjaciół z AA albo autobusem, bo ona na wożenie go nie ma czasu ani pieniędzy.

Rozmowa, jak rozmowa. Takich i podobnych treści słyszałem niestety dużo w naszym środowisku, bo to i na mityngach, na warsztatach, podczas prasy z podopiecznymi i z alkoholikami, którzy nie rozumieli, co się dzieje, bo przecież nie piją. Nic tu nie było nowego ani zaskakującego. Wstrząs przeżyłem pod koniec mityngu. Mężczyzna z auta zaprosił wszystkich na swój mityng rocznicowy już za dwa tygodnie, a przy okazji opowiedział, jak wdzięczny jest AA, sponsorowi i Programowi, za trzeźwość, duchowe przebudzenie, za odzyskaną rodzinę. Bo teraz w jego domu jest cudownie, wszyscy się kochają, szanują i wspierają, i że przez tych kilka lat naprawił wszystko, co zepsuł w czasach aktywnego picia. Dodał jeszcze, że teraz jest zupełnie innym człowiekiem, nawet inne żarty i dowcipy go śmieszą.

Wracając do domu zastanawiałem się, czym i jak mierzyć skuteczność Programu, ale też kiedy jest sens to robić? Przypomniałem sobie, że podobno, w czasie gdy Bill W. pisał swoją Wielką Księgę, sukcesy AA były znacznie większe niż obecnie, a w takim razie, zastanawiałem się, na czym te sukcesy polegały? Alkoholików było wtedy w AA 78-83 osoby (liczenie nosów podaje liczby jeszcze mniejsze), a ich średnia abstynencja to było kilka-kilkanaście miesięcy…


A oto realna lista mężczyzn i kobiet, którzy wyzdrowieli z alkoholizmu. Lista z października 1937 roku wraz z datą (miesiąc i rok) osiągnięcia abstynencji:

1 Bill Wilson Dec 34 NY
2 Bob Smith May 35 Akron
3 Bill Dotson June 35 Akron
4 Ernie Galbraith July 35 Akron
5 Henry Parkhurst Sept 35 NJ
6 Walter Bray Sept 35 Akron
7 Phil Smith Oct 35 Akron
8 John Mayo Nov 35 MD
9 Silas Bent Nov 35 CT
10 Harold Grisinger Jan 36 Akron
11 Paul Stanley Jan 36 Akron
12 Tom Lucas Feb 36 Akron
13 Myron Williams Apr 36 NY
14 Joseph Doppler Apr 36 Cleveland
15 Robert Oviatt June 36 Cleveland
16 Harry Latta July 36 Akron
17 James Holmes Sept 36 Akron
18 Alfred Smith Jan 37 Akron
19 Alvin Borden Jan 37 Akron
20 Howard Searl Jan 37 Akron
21 William Ruddell Feb 37 NJ
22 Douglas Delanoy Feb 37 NJ
23 Robert Evans Feb 37 Akron
24 Frank Curtis Feb 37 Akron
25 Jane Sturdevant Feb 37 Cleveland
26 Richard Stanley Mar 37 Akron
27 Harry Zollars Mar 37 Akron
28 Harlan Spencer Apr 37 Akron
29 Wallace Gillam Apr 37 Akron
30 Lloyd Tate June 37 Cleveland
31 William Jones June 37 Cleveland
32 Chester Parke June 37 Akron
33 Lawrence Patton June 37 Akron
34 Paul Kellogg July 37 NJ
35 Earl Treat July 37 Akron
36 William Van Horn July 37 Akron
37 Florence Rankin Sept 37 NJ
38 Charles Simonson Sept 37 Akron
39 Irvin Nelson Sept 37 Akron
40 Frank Krumrine Sept 37 Akron

Podobną listę sporządził w 1938 roku (rok, w którym zaczęło się pisanie Big Book) Frank Amos, przyjaciel Johna D. Rockefellera Jr., który zgodził się pojechać do Akron i zbadać możliwość i sens pomagania alkoholikom.


poniedziałek, 2 lutego 2026

Literatura AA ma znaczenie

 Broszura „Grupa AA”, Wydawnictwo Służby Krajowej AA w Polsce, przekład Krzysztof z grupy „24 Constans”, s. 8.


Dodane. Kto wydał pierwsze wydanie Wielkiej Księgi?


3 stycznia 1939 roku - początek sprzedaży akcji Works Publishing Co.



niedziela, 1 lutego 2026

Czy kiedyś było normalnie?

Kiedy pewnego razu usłyszałem z ust pani mocno wiekowej, że za jej czasów, czyli około siedemdziesiąt lat wcześniej, byki miały większe głowy, jabłka zupełnie inny smak i w ogóle, wszystko było znacznie lepsze, obiecałem sobie, że będę bardzo ostrożny z komunikatami typu „za moich czasów…”. Żeby się nie ośmieszać. Owszem, używam takich słów, ale zwykle raczej dla określenia pewnego przedziału czasowego, na przykład: za moich czasów (czyli wtedy, gdy chodziłem do podstawówki) szkoła podstawowa trwała lat osiem. Szczególnie uważam na oceny jakościowe, bo nie jest prawdą, że za moich czasów wszystko było lepsze. Trzeźwa ocena rzeczywistości pokazała mi, że pewne sprawy, rzeczy, zwyczaje, tradycje, przekonania itd. były wcześniej lepsze, a inne gorsze. Jednak z największą rezerwą podchodzę do oceny czasów, w których mnie jeszcze na świecie nie było, bo w takim przypadku, porównywałbym rzeczywistość i fakty ze swoimi przekonaniami o przeszłości. A to uważam za umiarkowanie trzeźwe, mało sensowne, często po prostu ryzykowne.

Niedawno przysłuchiwałem się rozmowie kilkorga alkoholików. Krytycznie oceniali sytuację w polskiej wersji AA obecnie, wskazując na sekciarskie i fanatyczne nurty, szkoły i odłamy, bo to wojujący katolicy, wojujący ateiści, wielbiciele Ulepszonego Programu Londyńsko-Radomskiego (zwanego „pendolino”), wyznawcy sponsorowania krakowskiego, zwolennicy integracji z innymi uzależnieniami, magicy od programów modlitewno-powierzalnych itd. Rozmówcy uważali, że za ich czasów, to jest około roku 2010-2015, było zdecydowanie lepiej i wtedy to w Polsce działała właściwa, prawdziwa, normalna wersja Wspólnoty AA.

Z niektórymi argumentami, dotyczącymi stanu aktualnego w pełni się zgadzam, ale ja pamiętam czasy także sprzed 2010 roku, a nawet sprzed 2000 i dlatego zastanawiam się, czy u nas, w Polsce, kiedykolwiek było normalnie i właściwie?

Przypomniała mi się rocznica Wiesia. Wiesio był wyjątkiem, trafił do AA bezpośrednio z ulicy i nigdy nie odwiedził poradni odwykowej. Sympatyczny facet, lubiliśmy go chyba wszyscy i pewnie dlatego usilnie staraliśmy się namówić go na udział w psychoterapii odwykowej; dla jego dobra, oczywiście. Na swoją pierwszą rocznicę Wiesiek dostał od grupy i przyjaciół tort z lukrowym napisem „Wiesiu, idź na terapię!”.
Nowicjuszy zawsze pytaliśmy, czy byli już na ul. Głogowskiej – tam właśnie w Opolu mieści się WOTUiW. Większość była, to terapeuci wysyłali ich na mityngi, a jeśli któryś jeszcze nie był, to usilnie namawialiśmy.
Podczas mityngów obowiązywały zasady i reguły przeniesione z zajęć grupowych terapii odwykowej, obowiązkowo na początku były „problemy i radości” też na wzór rundki terapeutycznej. Wszyscy byliśmy „trzeźwiejący”, bo na wytrzeźwienie – jak nam wmówili profesjonaliści – szans nie mieliśmy żadnych. Nie wolno było używać zaimków „my”, „wy”, „oni”.

O normalnej i właściwej, zbudowanej na Programie AA i sponsorowaniu, Wspólnocie, zdecydowanie nie było wtedy mowy; przeterapeutyzowani maksymalnie byliśmy wszyscy, a ówczesnej wersji AA bliżej było do poterapeutycznej grupy wsparcia połączonej z klubem abstynenta, niż do Wspólnoty, która przecież dysponuje własnym rozwiązaniem problemu alkoholizmu.

Począwszy od roku 2008-09, mniej więcej, zaczęły się w Opolu pojawiać grupy mocno osadzone na Programie. Mityngi były tematyczne, dotyczyły głównie Kroków i Tradycji, sponsorowanie na poziomie jakichś dziewięćdziesięciu procent, obsadzone wszystkie służby, aktywnie niesione posłanie, literatura AA, żadnych wstawek terapeutycznych. Grupy te działają w sposób podobny do dziś, ale ani wtedy, ani obecnie, nie są takie wszystkie grupy w mieście – może połowa, może nieco więcej. I wreszcie – Opole to nie cała Polska. Takie enklawy funkcjonują w naszym kraju. Ze dwie-trzy grupy we Wrocławiu, z siedem w Warszawie, trzy-cztery w Poznaniu… Świetnie, że w ogóle są, że działają, ale nie zmienia to, moim zdaniem, przykrej prawdy: normalnie i prawidłowo nie było na szerszą skalę w Polsce nigdy.

Być może tak jest wszędzie, nie wiem, nie znam języków, za granicami nie byłem nigdy na tyle długo, żeby się zorientować. Naprawdę chciałbym wierzyć, że gdzieś na świecie te proporcje wyglądają inaczej.

sobota, 24 stycznia 2026

Rozważania o wyzdrowieniu

Na codziennym internetowym warsztacie KzK prowadzący zadał ciekawe, inspirujące pytanie: Czy w obecnych czasach trzeźwieje się łatwiej niż trzydzieści, czterdzieści lat temu? Zastanawiałem się nad tym dłuższą chwilę, ale najpierw wspomnienie. Kiedy przyszedłem do AA, ówcześni weterani mawiali, że trzeźwienie musi boleć. Jeśli stawianie Kroków, realizacja Programu, to bułka z masłem i luzik, to widocznie coś idzie nie tak.

Nie koncentrowałem się specjalnie i dokładnie na tych 30-40 latach, ale na przeszłości dalekiej i bliskiej oraz stanie obecnym. Konkretnie zastanawiałem się nad możliwymi wyborami.

– Lata trzydzieste, czterdzieste i pięćdziesiąte dwudziestego wieku. Alkoholizm nie był chorobą, więc i nijak się go nie leczyło. W szpitalu Townsa Billowi W. podawano barbituraty (obecna i poprawna nazwa to barbiturany) na uspokojenie i belladonnę na obniżenie poziomu kwasów żołądkowych. To nie jest leczenie alkoholizmu. Nie jest też lekarstwem na alkoholizm kiszona kapusta, pomidory i melasa lub syrop klonowy, ordynowane alkoholikom przez doktora Boba. Jaki wybór mieli wtedy alkoholicy? Albo AA, co oznaczało Program w jego ówczesnej formie albo śmierć.

– Po roku 1950, ale dokładnie nie pamiętam daty, alkoholizm uznano za chorobę wymagającą leczenia, niezależnie od opinii społeczeństwa, które często postrzegało go jako wybór, efekt słabego charakteru. Wkrótce pojawiły się ośrodki odwykowe, jak na przykład High Watch Farm, gdzie oferowana była (i jest) mieszanina Programu AA i psychologii. Jaki wybór mieli wtedy alkoholicy? Albo AA, co oznaczało Program w jego ówczesnej postaci, jakaś terapia odwykowa albo śmierć.

– Obecnie. Rozmaitych psychoterapii dla uzależnionych jest mnóstwo. Wielu alkoholików zostało przekonanych, że są też seksoholikami i/lub narkomanami, i że leczenie seksoholizmu pomoże im pokonać nałóg picia. Mają też do dyspozycji terapię złości, warsztaty z asertywności, terapie, podczas których poszukują wewnętrznego dziecka, mityngi NA, DDA, SLAA, terapie kontrolowanego picia (redukcji szkód), terapie farmakologiczne i wiele innych pomysłów.

Uważam, że w normalnych warunkach większy wybór oznacza więcej możliwości. Jednak w tym przypadku mowa jest o alkoholikach, to jest osobach psychicznie chorych. Ludzie chorzy umysłowo (psychicznie) zwykle dokonują złych wyborów, podejmują błędne decyzje. Czy nie tak właśnie to wyglądało w okresie picia?
W takim razie można poważnie zapytać, czy szeroka i coraz szersza oferta i rozliczne wybory, przed którymi stają współcześni alkoholicy, rzeczywiście są korzystne dla nich samych i ich rodzin?

Przez ostatnich kilkanaście lat obserwowałem alkoholików, którzy uczestniczyli w mityngach AA, ale po jakimś czasie przenosili się do Anonimowych Narkomanów lub do seksoholików, uważając zapewne, że tam więcej skorzystają, że tam będzie im lepiej.
W samym środowisku AA te złe wybory i błędne decyzje też są widoczne. Niektórzy alkoholicy rozumieją już, że Wspólnota AA to jest ich miejsce, że tu mogą znaleźć rozwiązanie swojego problemu, ale zamiast Dwunastu Kroków, czyli Programu działania, wybierają jakieś wersje sekciarskie, fanatyczne, modlitewno-powierzalne, powierzchowne, uproszczone i spłycone.

Szeroka gama różnych ofert i wolny wybór sprawdza się w większości przypadków życiowych, ale wydaje mi się, że nie jest on korzystny dla alkoholików. A szkoda…

poniedziałek, 12 stycznia 2026

Skąd w nas brak tolerancji?

Kilka razy w życiu używałem porównania do koła rowerowego, żeby zilustrować, że w pewnych warunkach i okolicznościach, nie ma wersji lepszych czy ważniejszych od innych (która szprycha jest najważniejsza?). Ostatnim razem w rozmowie ze starszymi Religijnego Towarzystwa Przyjaciół. Ale to inna sprawa. Nie wiem, kto to porównanie wymyślił, spotykałem je w różnych publikacjach, w różnych środowiskach. Dlatego nie zdziwiło mnie, że używał go też doktor Bob.

We all start at the outer circumference and approach our destination by one of many routes. To say that one spoke is much better than all the other spokes is true only in the sense of its being best suited to you as an individual.
(Wszyscy zaczynamy od zewnętrznego obwodu i zbliżamy się do celu jedną z wielu dróg. Stwierdzenie, że jedna szprycha jest o wiele lepsza od wszystkich pozostałych, jest prawdziwe tylko w tym sensie, że najlepiej pasuje do Ciebie jako jednostki – przekład maszynowy). Cytat z tekstu doktora Boba o tolerancji z lipca 1944 roku: https://www.aacle.org/cultivating-tolerance/

Ale jest w tym artykule jeszcze coś i o to głównie chodzi:
Human nature is such that without some degree of tolerance, each one of us might be inclined to believe that we have found the best or perhaps the shortest spoke. Without some tolerance, we might tend to become a bit smug or superior – which, of course, is not helpful to the person we are trying to help and may be quite painful or obnoxious to others. No one of us wishes to do anything that might act as a deterrent to the advancement of another – and a patronizing attitude can readily slow up this process.
(Bez pewnej dozy tolerancji każdy z nas byłby skłonny uwierzyć, że znalazł najlepszą, a może nawet najkrótszą szprychę. Bez odrobiny tolerancji moglibyśmy stać się nieco zadufani w sobie lub wywyższać się – co oczywiście nie jest pomocne dla osoby, której próbujemy pomóc, a dla innych może być dość bolesne lub uciążliwe. Nikt z nas nie chce robić niczego, co mogłoby zniechęcać do rozwoju innej osoby – a protekcjonalna postawa może łatwo spowolnić ten proces. Tolerancja zapewnia, jako produkt uboczny, większą wolność od tendencji do przywiązywania się do z góry przyjętych idei i uparcie trzymanych opinii).

Od kilkunastu lat działają w polskiej wersji AA sponsorzy, przekonani, że znają i mają najlepszą szprychę (drogę, sposób) i że tylko ta ich jest doskonała i jedynie słuszna. Wcześniej, czegoś takiego nie zauważyłem. Może dlatego, że praca ze sponsorem na Programie nie była zbyt rozpowszechniona? W każdym razie sekciarsko-fanatyczne grupy i odłamy w AA na tym właśnie bazują, na pełnym aroganckiej pychy przekonaniu, że to oni właśnie mają i znają najlepsze sposoby stawiania Kroków i rozumienia treści Wielkiej Księgi.

Nie ma sensu dyskutować, czy tak jest, bo wiadomo, że jest – widać, słychać i czuć. Mnie nurtuje inne pytanie: skąd i po co bierze się, przekonanie, że moja szprycha jest najlepsza?

Myślę, że przynajmniej częściowo, ze strachu. A strach rodzi się z błędnego przekonania, że jeśli ja i ty robimy to inaczej, to jeden z nas na pewno robi to źle. Boję się, żeby nie padło na mnie, więc z zaciekłą agresją będę bronił swojej wersji. Wydaje mi się, że trzeźwe, spełnione, pożyteczne życie, jest dowodem na skuteczne działanie, a nie udowadnianie innym, że moja technika i metoda jest najlepsza. Napisano w naszej literaturze: Jest tylko jeden pewny sprawdzian wartości jakiegokolwiek doświadczenia duchowego: „Po owocach ich poznacie ich” („Jak to widzi Bill”, s.281).

Jeśli w ogóle taki obrachunek ma sens, to ocenie może podlegać moje życie, we wszystkich poczynaniach, już po zakończeniu pracy ze sponsorem, ale o to jest sens pytać rodzinę, przyjaciół, znajomych, sąsiadów, współpracowników itd. Moje buńczuczne zapewnienia, że robiłem Program najlepszą i jedynie poprawną metodą, a mój sponsor jest prawnukiem doktora Boba, nie mają żadnego sensu. Pokaż mi, do czego mnie przekonujesz, mawiają przyjaciele z mityngów AA w Opolu.

wtorek, 6 stycznia 2026

Nie wszystko da się pogodzić

O zmianach, ich potrzebie lub nawet konieczności, napisano w literaturze AA mnóstwo. Ograniczyłem się do Wielkiej Księgi, bo zdaję sobie sprawę, że wielu alkoholików nie jest w stanie przeczytać cokolwiek więcej, a są i tacy, którym sponsorka musi czytać. Temat zmian pojawia się w WK kilkadziesiąt razy, ale dla wyjaśnienia istoty rzeczy, wystarczy kilka niżej cytowanych fragmentów.

1. Powtarza się to wielokrotnie i jeśli dana osoba nie doświadczy całkowitej zmiany psychiki – nadzieja na powrót do zdrowia jest znikoma [WK z 2018 roku, s. XXXVII].

2. …w ich sposobie życia i myślenia zaszła rewolucyjna zmiana [WK z 2018 roku, s. 50].

3. Przezwyciężenie picia będzie wymagało zmiany sposobu myślenia i nastawienia [WK z 2018 roku, s. 144].

4. Poczytaj «Wielką Księgę» . W «Dodatkach» wyjaśnione są pojęcia nagłej zmiany i stopniowej zmiany oraz to, że nie każdy doświadcza oślepiającego blasku [WK z 2018 roku, s. 410].

5. W moim życiu zaszła radykalna zmiana. Mam nadzieję, że wkrótce będę świętował moją drugą rocznicę trzeźwości . W ciągu dwóch lat całe moje życie uległo zmianie [WK z 2018 roku, s. 506].

6. Całe trzeźwienie oraz rozwój umysłowy, emocjonalny i duchowy zależą od mojej gotowości do słuchania, zrozumienia i wprowadzania zmian [WK z 2018 roku, s. 549].


Przychodzimy do AA (i/lub na terapię) właśnie dlatego, że pragniemy zmiany. Podczas mityngów mówimy o tym, kim byliśmy, co się później stało i jak żyjemy obecnie – i to są opowieści o zmianach.

Alkoholizm jest chorobą psychiczną/umysłową i gdyby nie to, miałbym olbrzymi problem ze zrozumieniem typowych w tym środowisku niekonsekwencji, przeciwieństw, konfliktów i sprzeczności w wypowiedziach, postawach i przekonaniach.

Psychoanalitycy twierdzą zgodnie, że tym, czemu większość ludzi najgwałtowniej się opiera, jest zmiana, i są oni w stanie zrobić wiele dla zachowania status quo*.

Zaobserwowałem wśród AA-owców dramatyczną i rozpaczliwą walkę o to, żeby niczego nie zmieniać, żeby wszystko pozostało po staremu. A jeśli coś zdążyło się zmienić, to najlepiej byłoby wrócić do wersji z lat czterdziestych ubiegłego wieku. Próbowaliście kiedyś zaproponować drobną zmianę scenariusza mityngu? Albo rezygnację z zakazów przywleczonych do AA z zajęć grupowych terapii odwykowej? Albo modyfikację bezsensownego systemu dzielenia datków z kapelusza? Albo cokolwiek innego?

Nic nie zmieniać! Absolutnie i za każdą cenę niczego nie zmieniać!!! A co z sugestiami zmian z WK i innych publikacji AA? Oj tam, oj tam! To tylko fantazje i teoria, a w AA nie wolno dokonywać żadnych zmian, bo… bo nie! A może dlatego, że zmian panicznie się boimy? Tylko, że ludzie trzeźwi, a do tego ufający Bogu, są podobno wolni od lęku…







---
* „Przekaż dalej”, autor anonimowy, wyd. Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, 2013, s. 422.