Z literaturą AA mam kontakt nieustannie i to od wielu już lat. Choćby w związku z pracą z podopiecznymi i osobistą ciekawością. Więc nic dziwnego, że czytając uważnie i ze zrozumieniem pewne fragmenty po raz kolejny, odkrywam błędy. Błędy bardzo różnego typu, ale nie o ich klasyfikację mi chodzi.
Co się dzieje, gdy gdzieś tam, na przykład w oprogramowaniu, konstrukcji, poradniku, instrukcji itp. zostaje odkryty błąd? Z jednej strony to źle, że błąd w ogóle wystąpił, ale z drugiej to bardzo dobrze, że został ujawniony bo można dokonać korekt czy poprawek. I chyba właśnie takie stanowisko wobec błędów zajmował Bill W.
W nadchodzących latach, jako Wspólnota AA, będziemy oczywiście popełniać różne błędy. Doświadczenie uczy nas, że nie należy się tego bać, o ile tylko zechcemy przyznać się do naszych błędów i od razu je naprawiać. Osobisty rozwój zależy zawsze od zdrowego procesu prób i błędów. Podobnie nasz rozwój jako wspólnoty. pamiętajmy zawsze, że każda ludzka wspólnota, która nie potrafi bez zahamowań naprawiać własnych błędów, jest z góry skazana na upadek, jeśli nie rozpad. Taka jest bowiem powszechna kara za zaniechanie procesu rozwoju. Podobnie jak każdy Anonimowy Alkoholik musi ponawiać swój obrachunek moralny i zgodnie z nim działać, tak też musi postępować cała nasza wspólnota, jeśli mamy przetrwać oraz służyć dobrze i z pożytkiem [„Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”, s. 300]
Tak to działa wszędzie na świecie, ale… za wyjątkiem Wspólnoty AA w Polsce.
Pierwszy błąd, jaki odkryłem, dotyczył słów ze scenariuszy mityngów: za dzień nadrodzin Wspólnoty uznaje się 10 czerwca 1935 roku, pierwszy dzień nieprzerwanej trzeźwości doktora Boba. Opierając się na literaturze AA („Przekaż dalej” i nie tylko), wykazałem, że to nieprawda, że 10 czerwca doktor Bob pił alkohol. Dokładnie pił piwo, które dostał od Billa W. Ucieszyłem, że mogłem pomóc poprawić błąd. Byłem naiwny, bo błąd – bardzo możliwe – powtarzany jest na niektórych grupach AA nadal, a ja, wtedy, w związku z ujawnieniem tego błędu, stykałem się z napaściami i agresją. Także z plotkami, pomówieniami, szczuciem, oszczerstwami. Polscy alkoholicy ustawiali się murem za powtarzaniem błędu. Bronili błędu z dramatyczną zaciekłością.
Minęło dwadzieścia lat, ale tak samo jest i dziś. Odkrywam błędy w naszej literaturze, albo odkrywa je ktoś inny, a ja je tylko opisuję, a polscy alkoholicy walczą o nie zaciekle. Próbują dowodzić, że ewidentne błędy nie są błędami, a kompletne bzdury bzdurami (np. budowa atomu*), atakują personalnie i w plugawy sposób osoby, które odkrywają błędy, nie pozwalają tych błędów poprawiać. Co jest nie tak z polskimi alkoholikami?
Ktoś mi kiedyś podpowiedział, że nietrzeźwi alkoholicy (choć niekoniecznie pijani, bo może ci… wiecznie trzeźwiejący) są z natury przekorni. I to mogłoby się zgadzać, bo przecież Bill pisał:
Jak to zaobserwowało wielu psychiatrów, przekora jest rzucającą się w oczy cechą znacznej części alkoholików [„12x12”, s. 33].
Jednak, uważam, że nie dotyczy to alkoholików, którzy przeżyli przebudzenie czy doświadczenie duchowe. Zdrowi, normalni ludzie tak się nie zachowują. Poza tym przekora nie działa chyba aż tak dramatycznie.
W czasach zmian świat należy do tych, którzy się uczą, podczas gdy Ci, którzy już się „nauczyli”, okazują się świetnie przygotowanymi do życia w świecie, który już nie istnieje [Eric Hoffer, amerykański pisarz zajmujący się głównie problematyką filozofii społecznej, psychologią i socjologią, autor książki „Prawdziwy wyznawca”].
Uważam, że za zaciekłą obroną błędów stoi strach. Ci, którzy są autorami błędów, będą ich bronić, bo boją się, że uznanie ich pomyłek świadczyć będzie o ich braku wiedzy, umiejętności, kompetencji i wykształcenia. Jednak zdecydowana większość alkoholików z powstaniem błędu nie ma nic wspólnego, a mimo to próbuje i stara się go bronić – ze strachu. Tak, ze strachu, że jeśli okaże się, że jest inaczej, niż się od dawna przyzwyczaili, to ze zmianami sobie nie poradzą.
Jakiekolwiek realne działanie możliwe jest tylko wtedy, gdy człowiek uzmysłowi sobie i zaakceptuje rzeczywistość. Niektórzy alkoholicy nie godzą się z rzeczywistością, bo to wymagałoby pewnego wysiłku, może dostosowania się. Znacznie łatwiej jest im tworzyć jakieś wyimaginowane argumenty na podstawie swoich wyobrażeń, tego, co uważają, że powinno być lub mogłoby być.
Nie walczą z rzeczywistością (w tym z próbami poprawy błędów) jedynie alkoholicy, ufający Bogu. Ci wiedzą, że On się nimi zaopiekuje, bez względu na zmiany okoliczności czy warunków. Taki strach wydaje mi się typowy dla alkoholików, którzy może i wierzą w istnienie Boga, ale… nie ufają Bogu.
---
* Wielka Księga z 2018 roku, strona 48: Najzwyklejszy stalowy dźwigar jest zbiorem elektronów wirujących wokół siebie z niewiarygodną prędkością. To zapewne w jakimś innym wszechświecie, bo w naszym elektrony wirują wokół jądra atomu, a nie wokół siebie.
Weryfikacja błędów, odkrywanie sprzeczności i poprawianie nieścisłości brzmi rozsądnie. Problem zaczyna się wtedy, gdy brakuje narzędzi, żeby zrobić to naprawdę rzetelnie.
OdpowiedzUsuńBo tu nie chodzi tylko o pojedyncze błędy czy daty. Problem jest głębszy — dotyczy języka i sposobu opisywania rzeczywistości, który w wielu miejscach zwyczajnie się zestarzał lub jest sprzeczny z fajtami czy bieżącą wiedzą.
A żeby to zobaczyć, nie wystarczy „uważnie czytać literaturę AA”. Trzeba ją konfrontować z aktualną wiedzą o uzależnieniach, psychologii, ale też z wiedzą historyczną. Weryfikować opowieści, które przez lata funkcjonują jako oczywiste, także te pochodzące z Wielkiej Księgi.
Dobrym przykładem jest choćby historia spotkania Ebbiego z Billem. Funkcjonuje w jednej, utrwalonej wersji, podczas gdy źródła pokazują, że było inaczej. I co się wtedy dzieje? Zamiast zainteresowania faktami pojawia się opór, jakby ważniejsze było podtrzymanie znanej opowieści niż sprawdzenie, jak było naprawdę.
Dlatego to nie jest kwestia przekory, głupoty czy strachu. To raczej naturalny efekt funkcjonowania w zamkniętym systemie odniesień, gdzie tekst sprzed kilkudziesięciu lat traktowany jest jako główne źródło wiedzy.
W takim układzie każda próba zmiany — nawet drobnej — uruchamia opór. Nie dlatego, że ktoś „nie ufa Bogu”, tylko dlatego, że zmiana podważa znany sposób rozumienia rzeczywistości.
I tu jest zasadnicza różnica: poprawienie daty czy szczegółu historycznego niewiele zmienia. Natomiast próba aktualizacji języka i sposobu myślenia — już tak.
A to wymaga czegoś więcej niż odwagi do wskazania błędu. Wymaga gotowości do zmiany sposobu rozumienia tego, czym w ogóle jest uzależnienie.
Problemem nie jest to, że ktoś wskazuje błędy. Problemem jest to, że nie wszystko da się naprawić korektą jednego zdania.
„Większość z tego, co nazywamy lojalnością, to tylko strach. Lęk przed wyruszeniem w podróż. Lęk przed postawieniem prawdziwych pytań. Lęk przed byciem uczciwym. Taką opartą na lęku lojalność sprytnie wykorzystuje Kościół”. ks. Richard Rohr „W poszukiwaniu Graala”.
Usuń"Problemem jest to, że nie wszystko da się naprawić korektą jednego zdania." Szczególnie wtedy, kiedy tych zdań (opinii) jest wiele, często ze sobą rozbieżnych lub sprzecznych.
Usuń"Przekora, głupota czy strach?" Nie, po prostu przekonanie o własnej racji i słuszności swoich poglądów
UsuńTen... po podstawówce w Biłgoraju, też uważa, że to ona ma rację, a nie poloniści, wykładowcy, profesorowie?
UsuńDaj spokój z Bilgorajem.
OdpowiedzUsuń