Gra w „tak, ale…” – rozdział z książki „Łzy w deszczu”
Obok idącego ulicą Antka zatrzymuje się elegancki samochód, otwiera drzwi Ziutek, dawny znajomy Antka i z radosnym uśmiechem woła:
Ziutek: - Cześć! Co za spotkanie, dobrze cię widzieć! Świetnie wyglądasz! Gdzie idziesz, daleko? Wsiadaj, to cię podrzucę!
Antek: - Ale wybieram się na plac Puchatka, nie wiem, czy ci będzie po drodze?
Ziutek: - Słyszałem, że ty prawdziwy bohater jesteś, przestałeś pić! No, no... Gratuluję! Ale wsiadaj szybko, nie marudź, ja tu nie mogę tyle stać! No, prędzej! - Antek wsiadł do auta i pojechali.
Ziutek: - Wprawdzie na plac Puchatka zupełnie nie jest mi po drodze, ale chciałem z tobą o czymś pogadać. Ile to już nie pijesz? Dwa lata?
Antek: - Już prawie pięć. I cztery nie palę.
Ziutek: - Popatrz, popatrz, jak ten czas leci... Bo widzisz, ja też bym już chciał przestać pić i palić. Wiesz, trochę mi to zaczęło przeszkadzać. No i Kaśka się czepia, cha, cha, cha!
Antek: - No to przestań. Powiem ci tylko, że naprawdę warto. W każdym razie ja nie żałuję.
Ziutek: - Żeby to było takie proste! Bo to nie wiesz? A jak ty to zrobiłeś? Doradź coś, pomóż staremu kumplowi.
Antek: - Zgłosiłem się do poradni odwykowej. Powiedziałem, że nie potrafię przestać pić i... tak się zaczęło.
Ziutek: - Ty nie rób sobie jaj, wiesz przecież, że ja, na moim stanowisku, do takiej poradni w żadnym wypadku pójść nie mogę. I co niby, miałbym tam siedzieć razem z tymi menelami? Pomóż mi i poradź coś sensownego.
Antek: - To nie jest prawda, że tam chodzą sami menele. Leczyłem się w jednej grupie z prokuratorem, lekarzem i księdzem.
Ziutek: - Tak, ale co innego jakiś tam prokurator, a co innego JA. Nie, to nie dla mnie.
Antek: – W porządku, nie zmuszam. W takim razie wybierz się na spotkanie Anonimowych Alkoholików.
Ziutek: - No, niby tak, ale ja nie wiem, gdzie to jest i przecież o taki adres nie mógłbym się nikogo spytać.
Antek: - Nie ma problemu, zawsze możemy pójść razem. W jaki dzień ci pasuje, bo mityngi AA są codziennie?
Ziutek: - To świetnie, a o której godzinie?
Antek: - Zwykle zaczynają się o szesnastej, siedemnastej albo osiemnastej.
Ziutek: - Nieee, to odpada, wiesz, o tej porze to ja mam jeszcze kupę obowiązków w firmie.
Antek: - To możemy wybrać się w sobotę. W soboty te spotkania są o jedenastej.
Ziutek: - To dobrze. Pójdziemy razem. Ale ty gwarantujesz moją anonimowość? Bo wiesz, jakby te ochlapusy dowiedziały się, kim jestem, to... Sam rozumiesz.
Antek: - Gwarantować zachowanie dyskrecji to ja mogę za siebie, a nie za innych ludzi. Ale czym ty się przejmujesz, przecież oni są w takiej samej sytuacji jak ty i też im zależny na anonimowości.
Ziutek: - Tak, ale w tych warunkach to ja nie mogę. Zrozum człowieku, firma, stanowisko, biznesowe kontakty...
Antek: - To możemy jeździć raz w tygodniu do N. To tylko trzydzieści kilometrów, brykę masz super, żaden problem, prawda?
Ziutek: - Tak, ale czy ty chłopie myślisz, że w N. mnie nie znają? Moje interesy sięgają dalej, niż sądzisz.
Antek: - A może raz w miesiącu będziemy jeździć do W.? To przecież inne województwo...
Ziutek: - Może to i dobry pomysł, ale chyba jednak nie dla mnie – tyle czasu to ja nie mam, sam wiesz, jak to jest: rodzina, interesy, delegacje. I tego jeżdżenia to ja mam już po dziurki w nosie.
Antek: - To może staraj się sam, we własnym zakresie realizować zasady, jakimi kierują się niepijący alkoholicy?
Ziutek: - Tak, to dobry pomysł, jak mogę sam, to jasne. Co mam robić?
Antek: - Na przykład nie trzymać alkoholu w domu...
Ziutek: - No tak, ale u mnie to jest niemożliwe. Często przychodzą rodzice Kaśki, teść lubi wypić, poza tym kontrahenci... Nie, tego nie mogę.
Antek: - To na przykład taka zasada HALT (Hungry, Angry, Lonely, Tired). Masz się starać nigdy nie być głodnym, rozłoszczonym, przemęczonym i samotnym.
Ziutek: - E... chłopie, ty mi tu jakieś głodne kawałki... Ja cię prosiłem o pomoc jak przyjaciela, a ty... Ja firmę prowadzę, nie mam czasu na regularne i zdrowe odżywianie. A jak czasem kogoś nie opier... od góry do dołu, to się biznes nie będzie kręcił. Cha, cha, cha!
Po chwili przyjaciele się rozstali. Co się wydarzyło? Czas na analizę. Ano, Antek dostał na początek zaproszenie do gry w postaci prezentu: kilka pochwał, uśmiech, przysługę, która wiązała się z wyrzeczeniem. Wprawdzie o tym, że Ziutkowi na plac Puchatka nie jest po drodze dowiedział się dopiero, gdy już ruszyli, ale początkowo nie zwrócił na to uwagi. Jako że otrzymał te... bonusy, poczuł się zobowiązany. I tak miał się czuć. Bo za chwilę padła prośba o pomoc. Pragnąc jakoś się zrewanżować, Antek wymyślał coraz to inne techniki, sposoby i metody, ale Ziutek wszystkie odbijał jak piłeczkę pingpongową. W efekcie Antek był coraz bardziej sfrustrowany, a Ziutek, w demonstracyjny sposób, coraz bardziej nim zawiedziony i rozczarowany. Ale, co ciekawe, kiedy się rozstawali, to Antek był przygnębiony i zawstydzony (zawiódł nadzieje przyjaciela, rozczarował go), a Ziutek – wesoły jak szczygiełek. Dlaczego? To przecież proste. Zaprosił kolegę do gry i Antek zaproszenie przyjął. Nieważne, czy świadomie, czy nie. Gra potoczyła się tak, jak chciał i to Ziutek ostatecznie ją wygrał. Wygrał, czyli dostał to, na czym mu zależało. Przekonał sam siebie, że chciał, poważnie chciał coś zrobić ze swoim piciem i paleniem. Nawet w tym celu wyświadczył Antkowi przysługę (podwiózł go kawałek), poprosił o radę i pomoc. Ale Antek nie chciał albo nie umiał mu pomóc, co w sumie na jedno wychodzi. Teraz, przez najbliższe lata, Ziutek może demonstracyjnie rozczulać się nad sobą, opowiadając wszem wobec, jak to zawiódł się na przyjacielu, jak prosił o pomoc i jak tej pomocy nie dostał i... na to konto, z żalu, nadal pije i pali. Nie dosyć, że Antek pomógł Ziutkowi uzyskać przekonanie, że coś starał się ze sobą zrobić, a więc ma czyste sumienie, to jeszcze dostarczył mu znakomity powód do dalszego chlania. Mistrzowska gra!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz