Słuchałem kolejnych wypowiedzi mityngowych, ale też uważnie obserwowałem nowych członków AA. Dla dwóch był to pierwszy mityng w ich życiu. Inni mieli pewnie po kilka-kilkanaście tygodni abstynencji. Prawdopodobnie rozważali kwestię poproszenia kogoś o sponsorowanie. A może szukali argumentów, by tego nie zrobić, nie wiem. Wszyscy z zainteresowaniem słuchaliśmy harcorowych piciorysów lokalnego weteraństwa i ich strasznych opowieści, które rzekomo powinny ułatwić identyfikację. Patrząc na tych nowych, przypomniałem sobie swoje początki, ale też pewien cytat z „Anonimowych Alkoholików”:
Część z was myśli sobie: „Tak, to, co tutaj mówicie, to prawda, ale nie odnosi się w pełni do nas. Przyznajemy, że mamy niektóre z tych symptomów, ale nie doszliśmy do takich skrajności jak wy i raczej nie jest to w naszym przypadku bardzo prawdopodobne, bo po tym, co nam opowiedzieliście, rozumiemy samych siebie tak dobrze, że coś takiego nie może się znowu wydarzyć . Nie straciliśmy wszystkiego z powodu picia i na pewno nie mamy takiego zamiaru . Dzięki za informacje” [WK, wyd. 2018, s. 38-39].
Cztery lata przed zaprzestaniem picia przeczytałem dwie książki na temat alkoholizmu („Grzech czy choroba?” i „Życie w trzeźwości”). Po ich lekturze doszedłem do wniosku, że wiem już wystarczająco dużo, żeby samemu sobie poradzić. Wtedy, i w ten sposób, rozpoczął się najgorszy okres mojego życia i destrukcyjnego picia; bardzo boleśnie przekonałem się, że nawet rzetelne informacje na temat alkoholizmu, nie leczą alkoholizmu.
Niektórzy z tych nowych mieli to wszystko jeszcze przed sobą.
Te swoje koszmary przeżywałem jakieś trzydzieści lat temu. Wielką Księgę Bill napisał ponad dziewięćdziesiąt lat temu. Czemu to wszystko, w dokładnie ten sam sposób, dzieje się nadal? Zresztą, nie tylko to.
Uzgadnianie zasad współpracy w potencjalnym podopiecznym kolejny raz nie wyszło poza trzecie spotkanie. Nie tylko mnie nie wyszło, bo i kilku kolegom również. Kiedy do kandydata zaczynało docierać, że na tym Programie coś trzeba będzie robić, często odkrywał, że on chyba jeszcze nie jest gotowy, ale na pewno się tym zajmie, jak tylko znajdzie pracę, pogodzi się z żoną, spłaci długi, wyleczy wątrobę itp.
W rozdziale „Praca z innymi” mowa jest o alkoholikach, którzy są święcie przekonani, że najpierw muszą rozwiązać w swoim życiu bardzo dużo bardzo ważnych problemów, na przykład finansowych, a dopiero później i pod takim warunkiem…
Powtórzę – minęło ponad dziewięćdziesiąt lat, dlaczego to wszystko dzieje się nadal i to w dokładnie taki sam sposób?
Mój sponsor do dziś powtarza, że dopóki nie pijemy, wszystko jest możliwe. W środowisku AA setki razy słyszałem, że najpierw sprawy najważniejsze, a najważniejsze jest, żeby przestać pić, wytrzeźwieć, bo mnie ta wódka zabije (w szczytowym okresie piłem 1,5 litra na dobę), a jeśli nawet nie, to z innych planów, zamierzeń i nadziei, i tak nic nie będzie.
Wspólnota AA dysponuje ogromnym doświadczeniem i to od dziesiątków lat. Czemu nikt nie jest w stanie uczyć się na naszych błędach, korzystać z doświadczeń Anonimowych Alkoholików, wniosków, które z nich w oczywisty sposób wypływają, i wreszcie wiedzy gromadzonej w bólach, przez tysiące ludzi, od tak dawna...
Tak jak nie uczymy się na doświadczeniu historycznym, tak i nie nauczymy się na cudzym doświadczeniu. To niemożliwe.
OdpowiedzUsuńNiemożliwe? Aż tak, to chyba nie. Po coś w końcu na tych mityngach DZIELIMY się doświadczeniem (siłą i nadzieją).
UsuńA to nie ty pisałeś, że doświadczenie jest niepodzielne?
UsuńMoże to zależy, co się rozumie przez doświadczenie...
UsuńCzemu nikt nie jest w stanie uczyć się na naszych błędach, korzystać z doświadczeń Anonimowych Alkoholików, wniosków, które z nich w oczywisty sposób wypływają, i wreszcie wiedzy gromadzonej w bólach, przez tysiące ludzi, od tak dawna...NIKT? Przy tak postawionej fałszywej tezie nie dziwi mnie fałszywa teza w tytule "MIERNE..."
OdpowiedzUsuńTak, sam na sobie doświadczyłem, że sama wiedza nie wystarczy. Kiedy przestałem pić myślałem, że dokonałem czegoś wyjątkowo a potem: "Czy wy sobie wyobrażacie, że jak pijany drań przestanie pić, to od razu staje się aniołem? On najpierw staje się trzeźwym draniem i odtąd musi się starać, by przestać być draniem." - W. Osiatyński, Rehab. "... jak tylko znajdzie pracę, pogodzi się z żoną, spłaci długi, wyleczy wątrobę itp." - "Większość ludzi twierdzi, iż pragnie jak najszybciej opuścić przedszkole. Ale nie wierz im. Nie mówią prawdy. Jedyne, czego naprawdę chcą, to by naprawić im popsute zabawki. "Oddaj mi moją żonę". "Przyjmij mnie znowu do pracy". "Oddaj mi moje pieniądze". "Zwróć mi moją wcześniejszą reputację". Tego właśnie naprawdę chcą. Pragną, aby zwrócono im dotychczasowe zabawki. Tylko tego, niczego więcej. Psychologowie twierdzą, że ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcą naprawdę wyzdrowieć. W chorobie jest im dobrze." - A. de Mello, Przebudzenie. Ja już wiem, że trzeźwość albo głębiej - życie nie polega na odzyskiwaniu (przynajmniej w moim przypadku), a na odbieraniu (pozbywaniu) - złudzeń, starych przekonań, na oduczaniu, że muszę mieć to i tamto, bo to mnie uszczęśliwi, ustawi wyżej w hierarchii. Niestety nie uszczęśliwi, bo dziecko potrzebuje coraz nowych zabawek. Trenowałem to. Miałem już niby wszystko, ale jeszcze tylko to.... Stąd też pracę na Programie AA traktuje tak samo - poprzez odbieranie. Wybaczcie za zapożyczenia ww. autorów, ale wydawały mi się adekwatne.
OdpowiedzUsuń