poniedziałek, 20 września 2010

Warsztaty Kroków AA

Muszę też przyznać, że wielokrotnie byłem przykładem członka AA, zadowolonego z siebie, a jednak skostniałego. Wiedziałem, że Wspólnota AA powinna być ciągle giętka, gotowa do zmian /…/ zdolna zaspokoić indywidualne potrzeby nowo przybyłych alkoholików. Wiedziałem też, że nasze oklepane frazesy, jak stać się trzeźwym, muszą być każdego dnia odświeżane, a nie napuszone, gdyż każdy dzień jest nowy i inny. Ale zamiast robić to, działałem jak przestraszony osioł, który nie chce iść przez nowy stalowy most, gdyż nie jest on podobny do starego, koślawego.
Nie, to nie ja jestem autorem tych zdań; pojawiły się kiedyś w Grapevine. W drodze do trzeźwości pomogły mi ruszyć tyłek z miejsca więcej razy, niż głośno chciałbym to przyznać.


Warsztaty Programu Dwunastu Kroków AA

Dobrze wiem, że rozwój to zmiana, że na zmiany muszę być gotowy, że potrzebna mi jest determinacja w działaniu, że… itd. itp., ale to że wiem, czasem nie wystarczy. Zwłaszcza, jeśli te wszystkie piękne deklaracje pozostają pustymi frazesami, bo ja, jak ukwiał, najchętniej przyssałbym się do podłoża w jakimś spokojnym i wygodnym miejscu i z niego nie ruszał. No, chyba żeby mi karmy zabrakło, albo zrobiło się za gorąco.
Kiedy się na czymś takim przyłapię, zwykle okazuje się, że winę ponoszą moje wady charakteru. Głównie i przede wszystkim lęk przed zmianami, ale także zwykłe lenistwo i wygodnictwo. Bo i po co zmieniać cokolwiek, jeżeli jest tak bezpiecznie, przyjemnie i milutko?
Na taką okoliczność miewam też inne powiedzonka: „Statki są bezpieczne w porcie, ale nie po to je zbudowano, by tam stały”, albo „Trucizna czai się w stojącej wodzie”.


Nie wiem, kto i kiedy zorganizował w Polsce pierwsze warsztaty Kroków, ale nie to jest najważniejsze, bo wydaje mi się, że i tak największe piętno na warsztatach tego typu odcisnęła Strzyżyna i model, który tam został przez alkoholików wypracowany. Pobyt w ośrodku w Strzyżynie trwał dni dwanaście, albo trzynaście, alkoholicy pracowali przez cały ten czas w małych, czasem zaledwie trzy-czteroosobowych grupach, a Kroki, nad którymi pracowali uczestnicy warsztatu, podzielone były na następujące grupy: 1-3, 4-5, 6-7, 8-9, 10-12.

Mijały lata. Program „strzyżyński” zaczęto realizować także w innych miejscowościach, skróceniu ulegał czas trwania warsztatu, zwiększała się liczebność grup, modyfikacji ulegały same materiały… Co dziwne, jeden element nigdy nie uległ zmianie: grupy Kroków. Nadal i wciąć było to: 1-3, 4-5, 6-7, 8-9, 10-12. Warunki ulegały drastycznym zmianom, ale „1-3, 4-5, 6-7, 8-9, 10-12” było jak opoka.
Po jakimś czasie model ten zaczął niepostrzeżenie przenikać także na mityngi. U nas zawsze tematem głównym jest, odpowiedni dla danego miesiąca, Krok i Tradycja, ale kiedy w maju ktoś mówił o Kroku 4 i 5 razem, nikt nie oponował. Kiedy w lipcu uczestnicy mityngu wypowiadali się na temat Kroków 6 i 7, wydawało się, że tak właśnie ma być.
Nie dostrzegałem tego procesu latami. Dokładnie do maja 2010. Wtedy właśnie przekonałem się, że w tym temacie (bo w innych może niekoniecznie) jestem ukwiałem. Że przyrosłem do modelu „1-3, 4-5, 6-7, 8-9, 10-12” tak bardzo, że nie tylko nie jestem gotów na jakąś zmianę, ale nawet na myślenie o niej.

Kiedy zacząłem zastanawiać się nad materiałami do jesiennych warsztatów Kroków, złapałem się na tym, że odruchowo i automatycznie (czytaj: bezmyślnie) planuję je według schematu „1-3, 4-5, 6-7, 8-9, 10-12”. Zdrętwiałem. Warsztat ma trwać dwa dni, a nie dwa tygodnie, w grupach będzie pewnie co najmniej po kilkanaście osób, materiały są zupełnie inne, także odmienny system pracy, a ja zaczynam tworzyć w myślach grupy Kroków 1-3, 4-5, 6-7, 8-9, 10-12. Uf! Poczułem się jak kowal, którego przeniesiono w czasie o ćwierć wieku i który stoi teraz z podkowami w ręku przed samochodem i nie bardzo wie, co ma z nimi i z sobą teraz zrobić; biedny człowiek, nie jest w stanie dostosować się do zmian, ani im sprostać.
Czy można dostrzegać tylko określone grupy drzew, ale nie widzieć już lasu? Czy można dostrzegać tylko pewne, i zawsze takie same, grupy Kroków, ale coraz słabiej widzieć sam Program? Zrobiło mi się gorąco. „Siłą Wspólnoty i nadzieją dla osób uzależnionych jest Program” – czytamy w naszym scenariuszu. Program AA, a nie określone grupy Kroków! Podopiecznym mam „pokazać” Program. Program, a nie grupy Kroków! I wreszcie żyć mam Programem, a nie grupami Kroków…

Okazało się, że nawet próba wyobrażenia sobie czegoś innego, niż „1-3, 4-5, 6-7, 8-9, 10-12” sprawia mi problem – oj, przyrosłem w tym miejscu na amen. Trochę łatwiej zrobiło się dopiero wtedy, gdy odwołałem się do swoich doświadczeń. Ale nie z warsztatowego poznawania Kroków, ale z ich praktycznej realizacji, z wdrażania w życiu. Co tutaj – i z czym – sensownie się łączy? Co z czym stanowi logiczną całość? Co jest następstwem czego?

Żaden warsztat nie trwa rok , bo tyle pewnie byłoby potrzebne, żeby można się było na nim zapoznać ze wszystkimi Krokami i innymi elementami Programu AA. Poza tym musi być też czas na wdrożenie pewnych rozwiązań w życiu, zanim przystąpi się do następnych zadań. Tak więc JAKIŚ podział na grupy istnieć musi. Tylko jaki? Ostatecznie doszedłem do wniosku (zajęło mi to kilkanaście tygodni), że gdyby to zależało tylko ode mnie, zorganizowałbym pewnie warsztat z Krokami zestawionymi w taki sposób:

- Kroki 2-3, albo nawet 1-3, jednak z mocno ograniczoną tematyką Kroku 1. Jeśli uczestnicy trafili na warsztat, to z własną bezsilnością wobec alkoholu musieli się już boleśnie zderzyć. A na hadcorowe opowieści z czasów picia, bo do tego często sprowadza się udowadnianie sobie nawzajem bezsilności, chyba trochę szkoda czasu. Problemem większym, w moim przypadku i u wielu moich znajomych, były na początku kwestie związane z Siłą wyższą, wiarą i powierzaniem. Tu koncentrowałbym maksimum wysiłku.

- Kroki 4-7, albo 4-7 + 10. Czemu tak? Bo rozpoznanie wad charakteru i istoty błędów (Krok 4), powierzenie ich (Krok 5), budowa gotowości do rozstania z nimi (Krok 6), samo rozstanie (Krok 7) i bieżąca kontrola i korekta używanych nadal wad charakteru (Krok 10), stanowią – według mnie – układ sensowny, łączący się w sposób naturalny w pewną spójną całość.
Tyle „materiału” nie zmieści się w przeznaczonym na to czasie? Może i tak, ale zamiast redukować liczbę Kroków, może dałoby się zmniejszyć liczebność grup? Grupa pięcioosobowa pracuje zupełnie inaczej, niż piętnastoosobowa – wiem coś o tym, przerabiałem obie opcje w praktyce.

- Kroki 8-12. Lista osób skrzywdzonych (Krok 8) i praktyczne, realne  zadośćuczynienie im (Krok 9), jako początek przenoszenia uwagi z siebie samego na innych ludzi. Dalej – nauka rozpoznawania intencji własnych działań (Krok 10, tak, tu też 10!) i korekta tych intencji (Krok 11). Wreszcie Krok 12; zwrot się dokonał, ruszam do ludzi. I to wszystkich ludzi, a nie tylko alkoholików. Przestałem być już zagrożeniem dla społeczeństwa...

Ciąg dalszy oraz dużo, dużo więcej w moich książkach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz