poniedziałek, 11 lutego 2013

Warsztaty sponsorowania

Nasze główne zadanie wobec nowicjusza polega na umiejętnym zapoznaniu go z Programem – wiele razy zastanawiałem się, czy to stwierdzenie Billa W. jest prawdziwe również w Polsce? Odpowiedź nie nastrajała optymistycznie, ale ważniejsze było to, że poza rozgoryczeniem i żalem, właściwie nic z niej nie wynikało. Zmiana nastąpiła dopiero wtedy, kiedy zapytałem inaczej: co ja mogę zrobić, żeby słowa Billa miały sens i znaczenie także u nas?

      Warsztaty sponsorowania Poznań 10.02.2013 – i ja tam byłem…

W lutym 2013 roku Intergrupa „Wielkopolska” zorganizowała warsztaty sponsorowania w Poznaniu. Nie liczyłem uczestników, ale wydaje mi się, że było tam ze dwieście osób z całej Polski. Organizatorzy z logistyką tego przedsięwzięcia poradzili sobie znakomicie. W klimatyzowanych salach World Trade Center w Poznaniu wszystko działało, wszystko było na czas, żadnego zamieszania, bałaganu, nerwów… aż miło było patrzeć. Sprawność organizatorów była ważna. Jeszcze ważniejsza wysoka frekwencja, ale najważniejsze…

Nie pojechałem na warsztaty sponsorowania do Puław, nie byłem na warsztatach w Kozach, ani w Zielonej Górze, ani… czemu wybrałem się do Poznania? Jak to się stało, że gotów byłem spędzić ponad osiem godzin w samochodzie i ponieść spore (jak dla mnie) koszty? Dlaczego akurat poznańskie warsztaty sponsorowania uznałem za tak ważne? Odpowiem na to za chwilę, ale najpierw kawałek niezbyt odległej przeszłości.

01.03.2008 odbyły się w Pierwsze Warsztaty Sponsorowania organizowane przez Intergrupę Śląska Opolskiego (za rok drugie, później trzecie, czwarte…). Czy to znaczy, że wcześniej w Opolu i na Opolszczyźnie nic kompletnie się w tym temacie nie działo? No, niby działo, ale… Pierwszego sponsora miałem już w 1998 roku i na pewno nie był on pierwszym i jedynym sponsorem w mieście i województwie, ani ja pierwszym i jedynym podopiecznym. Tak więc coś tam się działo, a jednak całymi latami (raczej dziesiątkami lat) wszystko szło niemrawo, opornie, jak krew z nosa. Albo i gorzej.

W Opolu systematycznie rosła liczba alkoholików zawiedzionych, rozczarowanych wieloletnią czasem abstynencją. Jeśli nawet umieliśmy już nie pić, to nadal nie wiedzieliśmy, jak żyć. Ani jak, ani po co… Na mityngach recytowaliśmy formułkę „a ja się cieszę, że dzisiaj nie piję”, ale bez radości, bez przekonania. Wieczny lęk przed „wpadką”, nadal niezadowolone żony (niektóre nawet twierdziły, że łatwiej było wytrzymać nasze picie niż tzw. trzeźwienie), mityngowe „problemy i radości”, które ulgę sprawiały tylko na chwilę, ale nie przynosiły trwałego rozwiązania, pogłębiający się brak nadziei, wszystko to powodowało, że byliśmy już znużeni cierpieniem… i sobą. A to oznaczało, że stawaliśmy się gotowi, by zrozumieć, że objawem obłędu jest oczekiwanie odmiennych efektów stale tych samych działań. Powoli stawaliśmy się (i wygląda na to, że wreszcie skutecznie staliśmy się) gotowi na zmianę.
Wspominam o tym nie dlatego, by wychwalać swoje miasto, ale żeby pokazać, że mam pewne doświadczenie w rozpoznawaniu narastającego kryzysu. W każdym razie, kiedy już byliśmy gotowi (wielu z nas), wszystko nabrało tempa; podjęliśmy konkretne działania, pojawiły się pożądane efekty.

Od tych pierwszych warsztatów minęło pięć lat. W Opolu, na grupach na które chodzę (oczywiście nie bywam na wszystkich w mieście), sponsorowanie określiłbym na jakieś 85%, może więcej. W Opolu sponsora nie trzeba szukać – można go sobie po prostu wybrać. Podczas mityngów niewiele mówi się o piciu, dużo więcej o Programie, o konkretnych rozwiązaniach i realnych zmianach, jakie one przyniosły.  A po mityngu często jeszcze wybieramy się wspólnie do herbaciarni („AA po mityngu AA”), żeby dłużej być razem, ze sobą, wspólnie.

Przez tych kilka lat dokonały się zmiany większe niż przez poprzednie ćwierćwiecze. Czasem porównuję to do śnieżnej kuli – początkowo trzeba ją mozolnie popychać, a i tak albo co chwila się rozlatuje, albo przetoczy kawałek, z oporami, jakby niechętnie i znowu staje. Jednak kiedy przekroczona zostanie jej masa krytyczna, śnieżna kula zaczyna toczyć się sama, coraz szybciej i już nie można jej zatrzymać.

Do Poznania pojechałem, bo już kilka miesięcy wcześniej podejrzewałem, czułem, że może to być wydarzenie o ogromnym znaczeniu, możliwe, że jedno z ważniejszych w całej naszej dotychczasowej AA-owskiej historii. Pojechałem, żeby sprawdzić, upewnić się, czy intuicja i przeczucie mnie nie myli, czy rzeczywiście Wspólnota AA w Polsce – jak kilka lat temu znaczna część anonimowych alkoholików w Opolu –  osiągnęła już swoją… krytyczną masę cierpienia, czy osiągnęła gotowość na zmiany. A jeśli tak, na co liczyłem, miałem nadzieję, to chciałem w tym uczestniczyć, być obecnym.
Pojechałem. Sprawdziłem. Odpowiedź brzmi – tak. Tak, TO się stało.

Wspomniałem już, że wysoką frekwencję (chętnych okazało się dwa razy więcej niż organizatorzy początkowo zakładali) uważam za ważną, jednak ważniejsze wydaje mi się to, że w warsztatach brali udział alkoholicy z całej Polski, z miejscowości naprawdę bardzo odległych od Poznania. To oznacza, że przyjechali alkoholicy, którym naprawdę zależy, zdeterminowani, tacy,  którym autentycznie chce się chcieć.

Najważniejszy sprawdzian był jednocześnie ostatnim punktem programu warsztatów – chodzi mi o panel dyskusyjny. To wtedy wszystko miało się rozstrzygnąć.  Z własnego doświadczenia (różne warsztaty, spikerki, praca z podopiecznymi) wiem już przecież, że brak gotowości na przyjęcie proponowanych rozwiązań zawsze przejawia się w złości,  sprzeciwach, w szukaniu „dziury w całym”, w wynajdowaniu argumentów, w negowaniu i deprecjonowaniu doświadczeń i przekonań spikerów, czy prowadzących , w próbach udowodnienia im, a może samemu sobie, że nie mają racji…


Ciąg dalszy oraz dużo, dużo więcej w moich książkach

19 komentarzy:

  1. Ja słyszałem w kuluarach parę dziwnych tekstów. Np. "nie będę im psuł zabawy niech się dzieci bawią" albo "nie mamy kadr, na to potrzeba z 10 lat"...No ale to mówili goście z poprzedniej epoki, faceci w garniturach jakby żywcem wyjęci z zebrania PZPR tzw. działacze:)
    pozdrawiam!
    Remik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie napisałem "prawie". :-)

      Usuń
  2. i ja tam byłam i się zachwyciłam, to co przeżyłam myślę ze coś nowego zostało zasiane
    pozdrawiam Marlena z Kalisza

    OdpowiedzUsuń
  3. Po raz pierwszy trafiam na tę stronę i... czuję, ze tutaj ktoś nadaje na tej samej fali co ja. Dotąd działałem po omacku, choć nie do końca, bo z wiarą w zapewnienia Bila W. Bardziej czułem, nie wiem czy rozumiałem, że proces trzezwienia polega na działaniu, na konkretnej pracy, czasem okupionej odrobiną wysiłku. Czułem, że trzezwienie to radość a nie ból. Na warsztatach nie byłem, ale wiem teraz, że nie sam tak czuję. Pozdrawiam z Wrocławia. Grzegorz

    OdpowiedzUsuń
  4. Z radością potwierdzam, że ta "śnieżna kula" rozpędza się co raz szybciej. Od półtora roku pracując ze sponsorem odnalazłem w programie taką siłę duchową , która wywróciła do góry nogami moje dotychczasowe życie. Teraz dzielę się tym z podopiecznym i to, co jeszcze niedawno było ciekawym eksperymentem teraz powoli staje się normą w grupie. Mam nadzieję , że już niedługo stanie się to powszechną praktyką w polskim AA a przynajmniej w mojej grupie. Pozdrawiam Wojtek

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również tam byłem ,te warsztaty to coś obok czego nie da się przejść obojętnie. Nie miałem i nie mam sponsora . Do tej pory nie wiedziałem jak wygląda praca ze sponsorem , ani jak to wygląda technicznie. Waldek z Tadkiem pracę ze sponsorem przedstawili w bardzo jasny sposób . Jeśli do tej pory miałem jakieś wątpliwości , co do sponsoringu , tak teraz one zniknęły. Chcąc dać ukojenie swej duszy i odzyskać radość trzeźwienia , która gdzieś w oparach dnia codziennego zanika, muszę zrobić coś dla siebie, znaleźć sponsora. Pozdrawiam Waldek z Kotlina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym piszesz. Radość z trzeźwienia? W moim przypadku nie było jej zbyt wiele, a radości z chadzania na mityngi też nie doświadczałem zbyt długo.

      Usuń
  6. Cześć. Fajny blog.
    Ja byłem tam też. W sportowej bluzie i dżinsach, z 19-to niemal letnią abstynencją, z wieloletnią służbą, z kilkoma sponsorami i kilkoma sponsorowanymi, ze znajomością języków i ch... wie czego jeszcze i z narastająca od kilku lat frustracją, niezadowoleniem, niespełnieniem, nie.... K...A dość! Dość. To działa, jak ja działam. A zasługuję na to by działać więcej, jak napisane na sugestiach, które rozdali prowadzący. Czy chcesz byc wolny czy mieć rację? Czy aby na pewno trzeźwieję dla siebie? A czy moja społęcznośc rodzina, praca nie jest ważna? Wszystko co ci zaslugujący na szacunek ale na wskroś NORMALNI goście mówili dotyczyło bezpośrednio mnie. "Stosowanie półśrodków nic nam nie dało,znajdowalismy się ciągle w punkcie wyjściowym" Ile razy żem to czytał? Czym rozumiał co czytam?
    Nie mam złudzeń, że od razu się wsZystko zmieni i odzyskam spokój, poczuję ulgę, przestanę walczyć (nie z alkoholem - z perspektywy wielu lat stosunkowo łatwo przyszło się z nim rozstać)i uzyskam pogode ducha. Ale w Poznaniu dostałem nadzieję... I choć od dawna rano klękam, to nigdy się nie modliłem za tych wszystkich skurczybyków do których żywię urazy - zacząłem to robić w poniedziałek No i najważniejsze - jestem gotowy przerobic program. Tak jak jest w Wielkiej Księdze. Czwarty Krok na piśmie, tak jak jest w Wielkiej Księdze. Ze sponsorem - może być, że młodszym stażem aowskim ode mnie.

    Nie chcę potępiać w czambuł tych wszystkich lat. Nie - one były dobre, momentami wspaniałe, jestem za nie wdzięczny, nie zamierzam pójść chlać, by mieć legitymację, powód do rozpoczęcia od nowa. Nie chcę zostawić na lodzie komuś, komu sponsoruję, niemniej z pewnością zmieni sie model mojej pracy z podopiecznym.

    Dziękuję Wam za to, że jesteście. Nie będę gloryfikował prowadzących - jeszcze raz podkreślam, tym bardziej są wiarygodni im bardziej normalni alkoholicy. Być może gdybym trafil na takie "warstaty" prowadzone przez jakiegoś guru aowskiego walnąłby drzwiami i poszedł do domu (no z Pozniania trochę bym szedł...)

    Anonimowy Alkoholik na Drodze do Prawdy
    e

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci… Współtowarzyszu Podroży na Drodze do Prawdy. Co do prowadzących – słusznie prawisz, bo co jest ważniejsze: posłanie, czy posłaniec?

      Usuń
  7. Piszesz: "brak gotowości na przyjęcie proponowanych rozwiązań zawsze przejawia się w złości, sprzeciwach, w szukaniu „dziury w całym”, w wynajdowaniu argumentów, w negowaniu i deprecjonowaniu doświadczeń i przekonań spikerów, czy prowadzących , w próbach udowodnienia im, a może samemu sobie, że nie mają racji…" W niektórych takich reakcjach przejawiać sie też może ostrożność, niepewność, złe doświadczenia z łatwowiernością - które (jak w moim np. wypadku) nie są wyrazem braku gotowości na przyjęcie proponowanych rozwiązań. Ba! One, te wszystkie "oporniki" mogą też oznaczać właśnie WIELKĄ gotowość, która nie chce prowadzić do stanu szukania za jakiś czas kolejnej gotowości i pytań: czy tym razem odkryta Ameryka jest Ameryką właściwą?
    Ale to tak na marginesie. Wielkie dzięki za informacyjny poczęstunek. Będzie coś więcej? A raczej: kiedy będzie coś więcej?!!! Marian Opole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś więcej? :-) Na mityngach, w pracy z podopiecznymi, w codziennym życiu…
      W marcu powinien się ukazać specjalny dodatek do Warty” zawierający cały zapis z tych warsztatów. W biuletynach pojawią się też pewnie relacje innych uczestników. Będzie więcej, będzie…

      Usuń
  8. Mam nadzieję, że sprawa sponsoringu nie zostanie potraktowana na zasadzie: odbyte - zaliczone - zapomniane. Wpisy na blogu dają nadzieję. Sponsorowanie to nie ;moda sezonowa;; to sposób życia w trzeźwości. Ja przeżyłem te warsztaty pozytywnie i przyjąłem z nich to, co potrzebne i na ile mnie stać. Każdy z nas ma wielką rolę do odegrania, tak aby idea stała się powszechna i nie umarła jak wydarzenie sezonowe. Wydrukujemy "Wartę" (dodatek specjalny) i będziemy drukować tak długo jak nie powiecie: dość. Od niedzieli umówiłem się ze samym sobą, że z jednej rzeczy rezygnuję - z bycia czasami nieomylnym.Przypominajcie mi o tym od czas do czasu.
    Pozdrawiam. Dziękuję Meszuge.
    Franek z Poznania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od momentu osiągnięcia gotowości do stanu obecnego, jaki w tym artykule opisałem, minęło pięć lat. Opole to pipidówa, mikrokosmos, Polska to skala makro. Ile czasu potrzeba Polsce? Ja bym stawiał na jakieś 10-20 lat. Rozpoczął się pewien proces, kula już toczy się sama, ale jeśli jej pomożemy, potrwa to krócej. Najważniejsze, że już się nie da zatrzymać.

      Usuń
  9. Dzięki za wspaniałe dzielenie się swoim doświadczeniem z warsztatów.
    Jeśli miałbym się krótko wypowiedzieć na temat sponsorowania, tego PRAWDZIWEGO sponsorowania, to powiem tylko tyle, że cieszę się, że przez ostanie lata piłem zamiast "chadzać" na mityngi. Naprawdę! Oszczędziłem sobie bólu życia w bezsensownej abstynencji. Nie potrafię natomiast określić radości z trzeźwienia będącego efektem pracy ze Sponsorem nad 12 Krokami. Jest coraz lepiej i co ważne, nie muszę się tego bać.

    Krzysiek - nota bene z Opola ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uważam , że dzięki takim warszatom wszystkie nasze grupy AA będę działać na programie a nie na radościach i smutkach.Uważam , że grupa AA bez sponsoringu jest martwą grupą.Nie wszyscy się z tym zgadzają mają inną drogę trzeźwienia.Ja uważam , że program 12 kroków jest dla mnie .
    Darek Augustów

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla mnie też. Dziękuję Darku! :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam,dzięki Meszuge za inspirujące teksty i przemyślenia !Nie pije ponad 18 lat,w sierpniu kupiłem Dodatek o Sponsorowaniu! I nic już nie jest takie jak było :)dziś mam sponsora i podopiecznego-kula się toczy coraz szybciej,nawet mój Złotów "zahaczyła",dziękuje Wam Wszystkim-Heniek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i... podaj dalej! :-)

      Usuń