sobota, 27 grudnia 2025

Opowieść o Billu, alkoholiku

Kilka osób zasugerowało mi, żebym raz jeszcze, po latach, przeczytał „Przekaż dalej”. Pierwszy raz czytałem tę książkę bardzo dawno temu, więc pomysł sprawdzenia, jak będę ją odbierał obecnie, mógł być sensowny. Czytając biografię Billa po raz pierwszy, zapewne w roku 2013-14, zaznaczałem kwestie, według mnie, ważne. Teraz robiłem to samo, natomiast przyznaję od razu, że nowych odkryć, nie było tak wiele, jak skrycie się spodziewałem, a nawet miałem nadzieję. Może z 10-15 procent. Później wymyśliłem, że wynotuję tu kilka cytatów, tych nowych i tych starych, dodając własne komentarze, jeśli uznam to za potrzebne.

1) „Wielka Księga była napisana i Bill chciał być wymieniony jako autor, spodziewał się bowiem, że honoraria…” [1].
Za pierwszym razem na to nie zwróciłem uwagi, nie wiedziałem, że dopiero członkowie Wspólnoty odwiedli go od tego pomysłu.

2) „Wyraźnie pamiętam, jak zaczął się nabór do korporacji, a ja nie otrzymałem ani jednej propozycji. /…/ Jednak w listach, jakie pisał do matki zaraz po przyjeździe, kreślił zupełnie inny obraz: Są tu cztery korporacje, w każdej byłem kilka razy na obiedzie i od trzech dostałem propozycję przystąpienia, co jest niemałym zaszczytem dla nowicjusza” [2].
Trochę mnie to zaskoczyło. Wydawało mi się, że zaczął kłamać dopiero wraz z nadużywaniem alkoholu.

3) „Zachęcając alkoholików do stosowania środków uspokajających Bill i inni starzy członkowie AA używali na ich określenie wyrażeń slangowych” [3].
Nie zainteresowały mnie te slangowe określenia (goof balls – głupie Jasie), ale fakt, że Bill i weterani namawiali do brania takich środków.

4) „Bill sam napisał przynajmniej dziesięć pierwszych rozdziałów książki, choć istnieją powody, by sądzić, że rozdział „Do pracodawców” napisał Hank. Nie ma jednak żadnych wątpliwości co do autorstwa rozdziału „Do żon”. W kwestii tego rozdziału Lois stwierdziła: Bill to napisał, a ja dostawałam szału” [4].

5) „Bill, autor Piątego Kroku, miał później twierdzić, że tej nocy sam zrobił swój Piąty Krok i przeżył doświadczenie powtórnego nawrócenia” [5].
Było to pod koniec 1940 roku, Program był już znany, ale w praktyce Billa jakby zabrakło Boga i drugiego człowieka.

6) „Al Mówił, że on sam zaczął chodzić z posłaniem Dwunastego Kroku już po tygodniu od przyjęcia programu AA” [6].
Nie jestem pewien, na czym polega przyjęcie Programu.

7) „Niebawem pojawiła się następna istota, która przedstawiła się jako Shaw, sklepikarz żyjący w Nantucked przed stu laty” [7].
W domu znajomego w Nantucked Bill pewnego rana rozmawiał też z wieloma innymi duchami.

8) „Przede wszystkim jednak uważał, że czynnikiem utrwalającym jego depresję było to, że nie udało mu się przepracować Kroków AA. W ten sposób jego i tak bolesna depresja pogłębiana była dodatkowo przez poczucie winy. Pisał: „W związku z tym czułem się winny. Pytałem sam siebie, dlaczego, przy tych wszystkich moich osiągnięciach, musiałem być wystawiony na takie rzeczy” [8].

9) „Bill wiedział, że młodsi członkowie nie będą dłużej podporządkowywać się temu nadzorowi; w swojej poczcie regularnie znajdował listy oskarżające go o nadużycie autorytetu” [9].

10) „W tej całej niezwykłej sytuacji najgorsze było to, że Bill i doktor Bob nie byli już w stanie korzystać z własnego programu utrzymania trzeźwości” [10].
Tego nie rozumiem. Zapewne nie mogli skorzystać z anonimowości, na to było już za późno, bo byli znani w całej Ameryce, ale… Program to nie tylko anonimowość.

11) „W książce Dwanaście i Dwanaście Bill otwarcie przedstawia sprawy, o których Wielka Księga nawet nie wspomina” [11].
Bill nie wprowadzał żadnych korekt ani poprawek do samych Kroków, ale w 12x12 opisał objaśnienia do praktycznej realizacji Kroków.

12) „Psychoanalitycy twierdzą zgodnie, że tym, czemu większość ludzi najgwałtowniej się opiera, jest zmiana, i są oni w stanie zrobić wiele dla zachowania status quo” [12].
Bill przez ok. dziesięć lat forsował i starał się wymusić zmianę struktury rady powierników. Konferencja odrzucała pomysł Billa rok po roku, ale nie dlatego, że mieli do niego zastrzeżenia – nie zgadzali się na metody Billa i lekceważenie Tradycji.



Policzyłem te cytaty i… niespodzianka – wyszło mi dokładnie dwanaście. To coś znaczy! To nie może być przypadek!
A poważnie – to niezwykle wartościowa pozycja, a ciekawych i intrygujących cytatów mógłbym wyliczyć trzy razy więcej. Warto ją poznać, żeby nie popełnić starych błędów, ale także po to, żeby zrozumieć, w czym uczestniczymy, o co naprawdę chodzi. Jednak najważniejsze jest coś innego. Siłą Wspólnoty i nadzieją dla alkoholików jest Dwanaście Kroków, a nie życie Billa, Boba, czy innego weterana.







---
[1] „Przekaż dalej”, autor anonimowy, wyd. Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, 2013, s. 293.
[2] Tamże, s45-46.
[3] Tamże, s. 161.
[4] Tamże, s. 215.
[5] Tamże, s, 262.
[6]Tamże, s. 270.
[7] Tamże, s. 297-299.
[8] Tamże, s. 322.
[9] Tamże, s. 351-52.
[10] Tamże, s. 361.
[11] Tamże, s. 379.
[12] Tamże, s. 422.

niedziela, 21 grudnia 2025

Moralność alkoholików w PL

Dostałem e-mail od Józefa D. nieznanego mi alkoholika. Opisał w nim pewną sytuację i zaproponował, żebym tę historię jakoś wykorzystał. Zastanawiałem się nad tym dwa dni i ostatecznie postanowiłem zamieścić jego e-mail w całości. Usunąłem jedynie adres konta na FB.
--------------------
Witaj Meszuge serdecznie!

Facet zaprosił mnie do znajomych na Facebooku. Zwykła sprawa, nic nadzwyczajnego. To wchodzę na jego profil (imię i nazwisko, prawdziwe lub zmyślone) i widzę, że pisze jakieś rzeczy na temat alkoholizmu, terapii i AA. Fajnie – pomyślałem – będzie z kim pogadać. Jednak najpierw zacząłem czytać. Po lekturze dwóch-trzech wpisów postanowiłem nie podawać jego personaliów, a tylko inicjały: M. S. Nie po to, by chronić jego anonimowość, ale żeby poważnie zaburzonemu alkoholikowi nie robić reklamy.

Pierwsze, co mnie uderzyło, to nieznane źródło tych tekstów i cytatów, a jeśli nawet czasem jest podane, to nie wiadomo, kto to tłumaczył. Wydaje się jednak, że większość treści spłodził sam M. S.

Drugie, to jakieś kompletne bzdury, na przykład: „Pod koniec 1938 i na początku 1939 roku maszynopis krążył między Akron i Nowym Jorkiem. Przeczytało go około czterystu trzeźwych alkoholików…”. Skąd się wtedy wzięło czterystu trzeźwych alkoholików??? Bill pisał w podtytule WK o stu mężczyznach i kobietach, a i to mocno przesadził. Prawdę mówiąc wydawało mi się początkowo, że facet się po prostu pomylił i zamiast 40 napisał 400.

Zapytałem wtedy tego M. S. nieco żartobliwie, czy Bill kłamał zaniżając liczbę trzeźwych alkoholików, czy może jednak tych czterystu, to osobisty wymysł M. S. ? I wtedy się zaczęło. M. S. usunął mój komentarz i starał się poprzez kłamstwa, pomówienia i oskarżenia, zablokować mi konto na FB. Z weryfikatorami Facebooka załatwiłem to w dwie minuty, ale obrzydzenie do takiej postawy i zachowania zachowam na długo.

Chcesz, to czytaj bzdurne wymysły M. S. ale uważaj z komentarzami. Jeśli twój wpis nie spodoba się właścicielowi profilu, to możesz spotkać się z fałszywymi oskarżeniami i szczuciem, ale jeśli jeszcze nie będziesz umiał szybko, po angielsku, wyjaśnić sprawę pracownikom FB, to możesz stracić dostęp do swojego konta.

Meszuge, obaj obracamy się w tym środowisku już dość długo – czy dziesięć i więcej lat temu, też roiło się tu od kłamliwych, mściwych szuj?

Pogody Ducha - Józef D.


------------------------
E-mail zostawię bez komentarza. Uprzedzam też, że mój blog to nie platforma ogłoszeniowa – ten przypadek jest wyjątkiem. Ale mam pytanie. W „Przekaż dalej” natrafiłem na stwierdzenie: „Najwcześniejszy szkic Dwunastu Kroków, napisany przez Billa tego wieczoru, zaginął. Oto przybliżona rekonstrukcja tej pierwszej wersji…” i tu Dwanaście Kroków w wersji podobnej do znanej starszym z poprzedniego wydania WK. Czy mam rozumieć, że nie znamy 12 Kroków w wersji Billa tylko jakąś przybliżoną rekonstrukcję? Wie ktoś może, kto dokonał tej przybliżonej rekonstrukcji?

piątek, 12 grudnia 2025

Trzeba uważać na fanatyków

Powiadali, że kiedy Arabowie plądrowali Aleksandrię, zwycięski przywódca wojskowy Amru ibn Al-as zapytał kalifa Umara, co zrobić z książkami. Władca odpowiedział: „Jeśli księgi zawierają to samo co Koran, są bezużyteczne. Jeśli jest w nich coś innego, to są szkodliwe. W każdym przypadku spalić”.
Dziś uważa się, że winnymi spaleniu księgozbiorów byli chrześcijanie, przeciwni teorii heliocentrycznej głoszonej przez Arystarcha z Samos, ale to już zupełnie inna historia. Bo przede wszystkim jest to znakomity przykład narodzin fanatyzmu, religijnego lub innego. Aroganckie przekonanie, że jedna książka zawiera całą prawdę, jest źródłem ignorancji i zawsze rodzi zło. Biblia, Koran, Czerwona Książka Mao, „Mein Kampf”…

Sfrustrowany robotnik przychodzi na skargę do kierownika Urzędu Pracy.
– Panie kierowniku, w swojej pracy ja tylko kopię doły, ale mam już tego dosyć i chciałbym zmienić pracę. Jednak pana podwładni oferują mi zawsze tylko takie samo zajęcie, kopanie dołów, a ja na pewno nadawałbym się też do innej pracy, może biurowej?
– A jakie ma pan kwalifikacje i wykształcenie? – pyta kierownik zaskoczony informacją w dokumentach, że petent ma wykształcenie niepełne podstawowe.
– Skończyłem pierwszą klasę szkoły podstawowej – z dumą odpowiada robotnik.
– A nie wpadło panu do głowy, że Elementarz to trochę mało – delikatnie pyta kierownik – bo do pracy biurowej potrzebna jest też znajomość gramatyki, ortografii, koniugacji, interpunkcji, deklinacji?
– Nieprawda – twardo stwierdza robotnik – gdyby te całe deklinacje, koniugacje i inne takie wymysły były potrzebne, to zostałyby zawarte w Elementarzu, a tam nic takiego nie ma.
– Zgadza się, nie ma – kierownik stara się być ugodowy – tego typu wiedza pojawia się w podręcznikach do kolejnych klas.
– Może i tak, ale w Elementarzu nigdzie nie napisano, że zawarta w niej wiedza, nie wystarczy. Nie napisano, że niezbędne będą też inne podręczniki. A stąd wniosek, że nic więcej potrzebne nie jest. To tylko ludzie sobie wymyślili to wszystko, żeby zarobić na innych podręcznikach. Prawda jest taka, że w Elementarzu jest wszystko, co potrzebne do poznania języka polskiego, a tym samym pracy w biurze. I ja to wszystko znam!

Byłoby to pewnie szalenie zabawne, można byłoby boki zrywać ze śmiechu, gdyby nie pewne wydarzenia. Spotkałem w życiu (niekoniecznie osobiście) 3-4 alkoholików, którzy właśnie upierali się, że książka „Anonimowi Alkoholicy” zawiera absolutnie wszystko, co potrzebne, by wyzdrowieć z alkoholizmu. Że członkowie AA przez prawie dziewięćdziesiąt lat niczego się nie nauczyli, nie zdobyli żadnych nowych doświadczeń, a świat nie zmienił się w żaden sposób.

Kilka faktów.
1) Kiedy Bill W. pisał swoją książkę alkoholików nazywanych później anonimowymi było 78-83 sztuki. Większość z nich miała po kilka-kilkanaście miesięcy abstynencji. Bill nie pił wtedy od grudnia 1934, a pisać zaczął w marcu lub kwietniu 1938, czyli miał wtedy ok. cztery lata abstynencji. Doktor Bob o pół roku mniej. Doświadczenie osiemdziesięciu osób, z których wielu wróciło do picia, to dość skromna baza. Książkę wydano w kwietniu 1939 r. Trzeba tu pamiętać, że oryginał uległ pewnym przeróbkom, których dokonał niealkoholik: Ostatecznej redakcji książki dokonał Tom Uzzell, wykładowca New York University. Skrócił on tekst co najmniej o jedną trzecią (niektórzy twierdzą, że o połowę – z ośmiuset do czterystu stron) i uczynił go bardziej wyrazistym [1].

2) Początkowo Bill pisał opierając się na programie sześciu-siedmiu punktów. Dowodem na to jest brak jakiegokolwiek rozdziału dotyczącego Kroku Drugiego oraz analiza tekstu przed i po V Rozdziale. Za to dwa razy mowa jest o Kroku Trzecim:
Zyskawszy owo przekonanie, znaleźliśmy się na etapie Trzeciego Kroku [2].
Znaleźliśmy się na etapie Trzeciego Kroku [3].

3) Bill przystąpił do pisania V rozdziału WK (tego zawierającego Program) w grudniu 1938 roku; wtedy też powstało Dwanaście Kroków. W takim razie kogo niby dotyczyło stwierdzenie: A oto kroki, które postawiliśmy i które są sugerowanym programem powrotu do zdrowia [4], skoro autor wymyślił dwunastokrokowy program z pół godziny wcześniej?

Dwa niezwykle ważne cytaty dotyczące Billa Wilsona: …nie wahał się nagiąć nieco faktów w celu osiągnięcia efektu [5].

Przede wszystkim jednak uważał, że czynnikiem utrwalającym jego depresję było to, że nie udało mu się przepracować Kroków AA. W ten sposób jego i tak bolesna depresja pogłębiana była dodatkowo przez poczucie winy. Pisał: „W związku z tym czułem się winny. Pytałem sam siebie, dlaczego, przy tych wszystkich moich osiągnięciach, musiałem być wystawiony na takie rzeczy. Kiedy indziej obwiniałem się za to, że nie potrafię stosować programu w niektórych dziedzinach życia [6].

4) Bill Wilson prawdopodobnie zdawał sobie sprawę z licznych niedomagań Wielkiej Księgi, zaczął więc pracę nad książką „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji. W 1952 roku napisał do ojca Dowlinga: Problem z Krokami polega na tym, jak rozwinąć je i pogłębić zarówno dla nowicjuszy, jak i dla weteranów. Jest tyle punktów widzenia, że trudno je wszystkie na raz uwzględnić [7].

5) A skoro mowa o słabościach Wielkiej Księgi…
a) brak konkretnych wskazówek, jak postawić Krok Drugi albo jak osiągnąć gotowość w Kroku Szóstym.

b) sprzeczne informacje: raz mowa jest o wyzdrowieniu z alkoholizmu, a raz, że to nie jest możliwe:
„Nie wyleczyliśmy się z alkoholizmu” [8].
„Jesteśmy jak ludzie, którzy stracili nogi, nowe nigdy nie odrosną” [9].
„Widzieliśmy, wciąż i wciąż, tę samą prawdę: „Kto raz stanie się alkoholikiem, pozostanie nim na zawsze” [10].
„Głównym celem tej książki jest precyzyjne pokazanie innym alkoholikom, w jaki sposób wyzdrowieliśmy” [11].

c) cudaczne stwierdzenia:
,,Jeśli zapytacie go, dlaczego zaczął pić podczas ostatniego ciągu" [12]. 
U alkoholików najpierw jest ciąg, a dopiero później zaczynają pić, naprawdę?

„Pragniemy Cię zapewnić, że z chwilą, gdy udało nam się odrzucić nasze uprzedzenia i wykazać jedynie samą wolę uwierzenia w Siłę większą od nas samych, zaczęliśmy osiągać rezultaty. Stało się tak, chociaż żaden z nas nie potrafił w pełni określić ani pojąć tej Siły, która jest Bogiem” [13]. 
Wychodzi na to, że każda Siła większa niż nasza własna (Bill proponował, żeby agnostycy podstawili tu Wspólnotę) jest Bogiem – ups!

Dziwolągów i błędów jest w tej książce znacznie więcej, choćby pomysł, żeby wybaczać ludziom urojone krzywdy, ale wyliczanie ich zajęłoby zbyt dużo czasu.

d) manipulacja gramatyką, a konkretnie udawanie, że rozdział Do żon, napisała kobieta.

Co ostatecznie sądzę o Wielkiej Księdze, jak ją oceniam?
Taka publikacja była bardzo, bardzo, bardzo potrzebna. W latach czterdziestych ubiegłego wieku alkoholizm nie był chorobą, ale jakąś słabością moralną; dżentelmeni tak się nie zachowywali. Określenie „alkoholik” nie było diagnozą, ale pełnym pogardy wyzwiskiem. Natomiast napisana i wydana była zdecydowanie za wcześnie – tych kilkudziesięciu alkoholików nie miało jeszcze dostatecznych doświadczeń, żeby na tak poważne dzieło się porywać, ale co zrobić, Bill W. i jego żona rozpaczliwie potrzebowali pieniędzy. Myślę, że właśnie to tempo spowodowało rozliczne sprzeczności, zwykłe błędy i fragmenty, delikatnie mówiąc, nieprzemyślane. Specjalnie pominąłem sprawę przekazania drukarni pokreślonego maszynopisu, bo to pewnie wszyscy znają i może takich rewelacji wystarczy.
Publikacja książki „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji” (czerwiec 1953), poza prezentacją Tradycji AA, oferowała znacznie pełniejszy opis stawiania Kroków, ale też doświadczenia około stu tysięcy alkoholików.

Wersja przekazana drukarni?

Jeśli w podręczniku do rachunków do pierwszej klasy podstawówki nie ma całek, to nie znaczy, że są one niepotrzebne, albo że nie istnieją. Jeśli w Wielkiej Księdze brak sugestii dotyczących stawiania niektórych Kroków, to nie znaczy, że tak właśnie ma być, ale że w rodzącej się Wspólnocie brakowało jeszcze konkretnych doświadczeń, że grzebał w tej książce niealkoholik i sporo usunął, że tempo pisania spowodowało błędy i sprzeczności, że w efekcie książka jest niepełna i niewystarczająca. Zapewne dlatego w USA wydana została nowa wersja „Anonimowych Alkoholików”, napisana prostym językiem i – mam nadzieję – bez tylu błędów.

Rozumiem fanatycznie nastawionych alkoholików, którzy poznawali Program w jakiejś uproszczonej, powierzchownej wersji i teraz bardzo boją się, że musieliby coś nadrabiać, poprawiać, uzupełniać, więc taką potrzebę agresywnie negują, tworząc cudaczne teorie (na przykład, że WK jest święta, idealna, nie zawiera żadnych sprzeczności), ale… Ale wyjaśnienie nie jest usprawiedliwieniem. Jeszcze pal diabli, że alkoholik chce żyć po swojemu i – jako szalejąca samowola – nie słucha nikogo, bo poważniejszym problemem jest przekazywanie i wmawianie fanatycznych fantazji i przekonań innym alkoholikom, nowicjuszom.

Dawno temu napisałem, ale powtórzę, bo to nadal uważam za aktualne: Jeśli w temacie trzeźwienia ktoś mówi ci, że powinieneś robić więcej, bardziej się przyłożyć, to słuchaj go uważnie, bo bardzo możliwe, że ma rację. Jeśli ktoś twierdzi, że robisz za dużo, że za bardzo się starasz, że wcale tyle nie potrzeba – nie zwracaj na niego uwagi, bo tacy ludzie w rzeczywistości wcale nie mają na myśli dobra twojego, twojej rodziny, twojej trzeźwości, duchowego rozwoju i powodzenia w różnych sferach życia, a jedynie bronią własnej bylejakości, miernoty i lenistwa.




---
[1] „Przekaż dalej”, wyd. Fundacja BSK, 2013, s. 219.
[2] „Anonimowi Alkoholicy”, wyd. Fundacja BSK, wydanie z 2018 roku, s. 60.
[3] Tamże, s. 63.
[4] Tamże, s. 59.
[5] „Przekaż dalej” , wyd. Fundacja BSK, 2013, s. 257.
[6] Tamże, s. 322.
[7] Tamże, s. 380.
[8] „Anonimowi Alkoholicy”, wyd. Fundacja BSK, wydanie z 2018 roku, s. 86.
[9] Tamże, s. 30.
[10] Tamże, s. 33.
[11] Tamże, s. XIX.
[12] Tamże, s. 23.
[13] Tamże, s. 46.

poniedziałek, 8 grudnia 2025

Refleksje na temat piramidy

Podczas Międzynarodowej Konwencji w St. Louis (1955 r.) Bill Wilson przekazał władzę nad Wspólnotą w ręce jej samej, to jest wszystkich grup AA. W tym czasie anonimowych alkoholików na ogromnym terytorium Stanów było zapewne ponad sto tysięcy, więc oczywiste było, że demokracja bezpośrednia nie wchodzi w grę. Podczas tej samej Konwencji grupy (Wspólnota) przekazały znaczącą część swoich uprawnień Konferencji Służby Krajowej (posługuję się tutaj terminologią polską). Tak zaczęła tworzyć się demokracja przedstawicielska (pośrednia). W głosowaniach, w podejmowaniu decyzji na szczeblu krajowym, nie brali udziału wszyscy alkoholicy z AA, ale ich przedstawiciele wybrani w demokratycznych wyborach.
Demokracja bezpośrednia (głosują wszyscy) może sobie funkcjonować na poziomie grupy, 20-30 osób, ale już na spotkanie intergrup, grupa wybiera i wysyła swojego przedstawiciela, reprezentanta, czyli mandatariusza. Dalej jest tak samo.

Konferencja, której Wspólnota przekazała władzę, zbiera się raz lub dwa razy w roku, a wiele decyzji trzeba podejmować znacznie szybciej i częściej, nie można z nimi czekać aż tak długo. Tak więc Konferencja delegowała/przekazała istotną część swoich uprawnień Powiernikom, a ci Radzie Powierników. Chodziło po prostu o sprawne, płynne działanie.
Na potrzeby formalno-prawne (sama Wspólnota nie ma osobowości prawnej) Anonimowi Alkoholicy powołali fundację Biuro Służby Krajowej.

Czy i ewentualnie kiedy struktura AA była rzeczywiście odwróconą piramidą i największą władzę miały grupy? Ano, podczas Międzynarodowej Konwencji w St. Louis (1955 r.), kiedy to Bill przekazał władzę grupom, tym samym odbierając ją weteranom, ale te jeszcze nie przekazały swoich uprawnień Konferencji. Nie trwało to długo, może kwadrans, może z godzinę.


Czy Polską rządzą wszyscy obywatele kraju? Choć żyjemy w państwie demokratycznym, to wiadomo chyba, że to zbyt wielu ludzi, by mogli rządzić osobiście i bezpośrednio, więc powstał system demokracji pośredniej – obywatele rządzą, ale… przez swoich przedstawicieli, posłów i senatorów. Ci z kolei, spotykający się w Sejmie i Senacie, delegowali swoje uprawnienia i władzę prezydentowi, premierowi, Radzie Ministrów itd. To zapewne rzecz oczywista i znana. Władza dzieli się na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, ale to już sprawa dalsza. Podobnie jak tematyczne zespoły powiernicze.
Czy komukolwiek przyszłoby do głowy twierdzić, że struktura władzy w państwie jest odwróconą piramidą i najwięcej władzy mają ludzie, a najmniej prezydent, Sejm i Senat?

Popularne powiedzenie mówi, że każdy chciałby zjeść ciastko i mieć ciastko, ale to się po prostu nie da. Jeśli komuś coś się dało/przekazało, to już się tego nie ma samemu. Jeżeli przekazałam, oddałem, delegowałem władzę, to ja już nią nie dysponuję – proste.

Czy obywatele kraju, rodzina lub grupy AA muszą delegować każdą władzę, pozbyć się możliwości podejmowania jakichkolwiek decyzji? Oczywiście – nie. Rodzina może zdecydować, czy w weekend malować pokój czy porządkować działkę. Grupa AA może samodzielnie zdecydować, czy zawiezie ulotki na detoks w Pierdziszewie, czy w Wólce, a może w ogóle. Decyzje ważniejsze, dotyczące całego narodu, całej Wspólnoty, podejmują ci, którym takie prawo przyznaliśmy.

Powtórzę – jest to normalny i powszechny model demokracji pośredniej, to jest przedstawicielskiej. Nie ma w nim niczego złego. Niewłaściwe może być za to udawanie, że piramida nadal jest odwrócona, że bezpośrednią władzę sprawują grupy/rodziny. Po co robić coś takiego? Zapewne z powodów marketingowych – dzięki takim pomysłom czujemy się wyjątkowi i szczególni. Jednak w ten sposób okłamujemy sami siebie. Tak, tylko sami siebie, bo nie ma się co łudzić, struktura AA nie interesuje nikogo spoza członkami AA i to nie wszystkimi.

Obecnie, w związku z demokracją przedstawicielską, bo przecież nie bezpośrednią, wygląda to dokładnie tak:


środa, 3 grudnia 2025

Jak to jest z tą naszą wolą?

W Wielkiej Księdze (wydanie z 2018 roku, s. 86) znalazłem coś w rodzaju zalecenia Billa Wilsona:

Każdego dnia musimy wnosić wizję woli Bożej do wszystkich naszych działań. „Jak mogę Ci służyć najlepiej – bądź wola Twoja (nie moja)”. Takie myśli muszą nam stale towarzyszyć.

Zastanawiałem się, skąd pochodzi cytat umieszczony w cudzysłowie. Bo jeżeli zastosowano cudzysłów, to wiadomo, że jest to cytat z jakiegoś innego dzieła. Przyznam od razu, że nie znalazłem żadnego źródła, z którego miałyby pochodzić słowa: „Jak mogę Ci służyć najlepiej – bądź wola Twoja (nie moja)”. Jeśli ktoś zna, to proszę o informację. Także jeśli wynika to z innych powodów. Jednak nie to jest w tej chwili najważniejsze (https://sjp.pwn.pl/sjp/cudzysłów;2449702.html).

Przede wszystkim ciekawi mnie, skąd u niektórych alkoholików nieomalże fanatyczna walka z własną wolą. Bóg dał ludziom wolną wolę mocą Drugiego Przymierza, a teraz niektórzy próbują negować wartość tego daru, uciekać od niego. Nie rozumiem tego w przypadku alkoholików rzekomo trzeźwych i rzekomo chrześcijan.

W czasach picia, moje pomysły rzadko okazywały się korzystne czy sensowne. Wtedy zapewne ostrożne podejście do wytworów własnej woli było zrozumiałe i uzasadnione. Bezpieczniej było posłuchać kogoś innego, na przykład sponsora, niż własnej chorej głowy. Ale przecież w końcu wytrzeźwiałem. Co niby niewłaściwego miałoby być teraz w mojej woli?

W Ewangelii św. Łukasza mamy znany fragment:
A sam oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się tymi słowami: «Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!» Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. [Łk 22,41-43]

Chodzi o modlitwę Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. On już wie, że będzie musiał potwornie cierpieć i ponieść straszną śmierć. Tym kielichem jest właśnie, droga krzyżowa, tortury, agonia i śmierć na krzyżu. Ta część, która w Nim jest ludzka, boi się tego cierpienia, co chyba jest zupełnie naturalne i w pełni zrozumiałe. Jednak Jezus, bezwzględnie posłuszny Ojcu, na ów kielich (męczeństwo) się godzi, choć może bez entuzjazmu.
Ten jeden jedyny przykład, kiedy Syn Człowieczy bardzo delikatnie sugeruje Ojcu zmianę decyzji, godząc się od razu i na to, że ważniejsza jednak jest wola Boga i to ona powinna zostać zrealizowana, dotyczy Jezusa (a nie Anonimowych Alkoholików) oraz szczególnej sytuacji – zagrożenie życia, męczarnie – a nie każdej sytuacji.

Czasem o kimś mówi się, że próbuje być bardziej święty od papieża, ale najwyraźniej to głupstwo, bo zdarzają się alkoholicy, którzy chcieliby być bardziej święci od Jezusa.

Moją wolę, jeśli ją wprowadzę w czyn, zrealizuję, oceniać się będzie po jej efektach. Nigdzie nie jest powiedziane, że jest ona zła tylko dlatego, że jest moja. Jeżeli chciałbym być prawym, przyzwoitym człowiekiem, to tak nie ma być, bo to przecież moja wola, a ta – z założenia – jest zła i nie powinna się realizować w praktyce? Jeśli wolą moją jest uczestnictwo w niedzielnej mszy, to lepiej, żebym się tam nie wybierał, bo to przecież ta moja zła wola, czy tak? Dziwaczne to…

A więc: poznacie ich po ich owocach [Mateusza 7:20] – w taki sposób można bezpiecznie oceniać czyjąś lub własną wolę. Tworzenie jakichś cudacznych teorii, z których miałoby wynikać, że wola każdego człowieka jest zła z zasady, nie ma chyba nic wspólnego z sugestią: zachowajmy to w prostocie. Jako alkoholik powinienem wyrzekać się samowoli, bo to ona jest moim problemem, a nie wolna wola, zwłaszcza od momentu skorelowania jej z wolą Boga (Krok Jedenasty).


To, co napisałem w tym artykule, odnosi się głównie do chrześcijaństwa, może nie dotyczyć sekt lub innych religii.