W „Codziennych refleksjach” na dzień 17 maja mowa jest o korzyściach, może nawet o potrzebie, przebaczania innym i samemu sobie. Co do przebaczania innym ludziom, sprawa jest oczywista, naturalna i zrozumiała, choć w praktyce bywa trudna. Natomiast przebaczanie sobie od początku rodzi we mnie spore wątpliwości. Ale najpierw, co to znaczy „przebaczać”? Darować komuś winę (Słownik Języka Polskiego PWN) lub przestać gniewać się na kogoś za to, co zrobił złego, i odstąpić od zamiaru ukarania go (Wielki Słownik Języka Polskiego PAN).
Co ciekawe, w obu tych przypadkach mowa jest o przebaczeniu/przebaczaniu komuś. O przebaczaniu samemu sobie w tych definicjach jakoś zupełnie nie ma mowy – to po pierwsze, a po drugie, chyba dobrze byłoby konkretnie określić, co niby przebaczamy? I wychodzi na to, że krzywdy. Według SJP PWN „krzywda” to szkoda moralna, fizyczna lub materialna wyrządzona komuś niezasłużenie. To ostatnie jest chyba najważniejsze – niezasłużenie.
W czasach, gdy Bill pisał swoje eseje, nie było jeszcze rozwiniętej psychoterapii i psychologii odwykowej i zapewne nie było znane pojęcie mechanizmu nałogowego regulowania uczuć. Jeśli ktoś tego nie zna, to podpowiem w uproszczeniu i skrócie, że alkoholik jest w stanie zrobić absolutnie wszystko, żeby się dobrze poczuć. To oczywiste, że życie z głębokim poczuciem krzywdy (urazą), prowadzi nieuchronnie do poczucia pustki wewnętrznej i nieszczęścia, i dlatego korzystniej jest wybaczyć komuś, kto nas skrzywdził, jeśli to tylko możliwe. Pamiętam z własnego doświadczenia, że dopóki nie byłem w stanie krzywdzicielowi wybaczyć, czułem się jak ktoś, kto wypił truciznę i teraz czeka, żeby jego wroga zaczął boleć brzuch.
Nawet wśród Anonimowych Alkoholików powinna istnieć jakaś granica zabiegania wiecznie o własne dobre samopoczucie. Przynajmniej jeśli chcą uchodzić za ludzi przyzwoitych. I tu pojawia się kwestia wybaczania samemu sobie. Możliwości są dwie:
1. Wybaczam sobie krzywdę, którą wyrządziłem sam sobie.
2. Wybaczam sobie krzywdę, którą zrobiłem komuś innemu.
Ad. 1
Żadnej krzywdy sobie nie wyrządziłem. Alkoholizm jest chorobą niezawinioną, więc nie ma w tym mojej winy. Jeśli po pijanemu coś ukradłem albo spowodowałem wypadek i z tego powodu wylądowałem w więzieniu, to też nie ma mowy o krzywdzie (przypominam, że jest to szkoda niezawiniona), a kara, która mnie spotkała, jest konsekwencją i to jak najbardziej zasłużoną, mojego postępowania, a nie krzywdą. Tak też będzie w wielu innych przypadkach: zwolnienie z pracy za picie, obita morda za sprowokowanie awantury w pijalni piwa, złamana ręka, w wyniku upadku z drabiny po pijanemu itd. Człowiek, który nie odróżnia konsekwencji własnych postaw i zachowań od krzywdy, jest nie tylko alkoholikiem, ale zapewne też socjopatą.
Ad. 2
Ksiądz pedofil zgwałcił twojego siedmioletniego synka. Wybierasz się na plebanię z (uzasadnionymi) pretensjami i słyszysz, że ksiądz już to sam sobie wybaczył. Pijany kierowca potracił na pasach twoją córkę. Chciałbyś mu skręcić kark, ale on oświadcza, że już sobie wybaczył. Podobne przykłady można mnożyć. Czy takie wybaczenie cokolwiek załatwia? Ależ oczywiście! Poprawia samopoczucie krzywdziciela, który od momentu, gdy sobie wybaczył, czuje się świetnie i nie doświadcza już żadnych wyrzutów sumienia.
Naprawdę, takimi ludźmi powinni być członkowie AA? Tak trudno jest zrozumieć, że wybaczać mogą (choć nie muszą) ofiary, a nie sprawcy sami sobie? Chyba powinny istnieć jakieś granice cwaniackiego manipulowania swoimi uczuciami – przynajmniej u tych alkoholików, którzy uważają, że doświadczyli przebudzenia duchowego.
Wyrządziłem w swoim życiu wiele krzywd, zapewne jak wielu alkoholików. Część z nich naprawiłem dzięki zadośćuczynieniom, ale są i takie, które zostaną ze mną na zawsze. Nie gniewam się na siebie w związku z tym, nie zamierzam siebie karać, nie rozpamiętuję przeszłości, ale i nie wybaczam samemu sobie, to nie jest po mojej stronie. Nie interesuje mnie to i nie dotyczy, bo w lustrze nie chciałbym (znowu) widzieć podłego drania i łajdaka.
Ale mam też dobrą wiadomość dla tych, którym bardzo się to nie podoba: wystarczy według swoich potrzeb zmodyfikować definicję „wybaczenia” lub „krzywdy” i już można, według tej własnej formuły, wybaczać sobie każdą podłość czy świństwo. To praktyka powszechna w AA, setki razy słyszałem na mityngu: Jak TY rozumiesz pokorę? Jak TY rozumiesz uczciwość? Jak TY…
A tak przy okazji:
https://www.facebook.com/reel/26775319182129213 Nareszcie ktoś zauważył, że 0,0 promili to trzeźwość tylko w sensie formalno-prawnym, bo emocjonalnie i umysłowo, niestety nie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.