środa, 26 listopada 2025

Mój sponsor świadczy o mnie

Moim sponsorem jest alkoholik, którego sponsorem jest alkoholik, który miał sponsora, który był obecny na spikerce alkoholika, którego sponsorem był podopieczny doktora Boba. Bywa też krócej i to już sam słyszałem: jestem piątym pokoleniem od doktora Boba. Linie i genealogie sponsorskie zupełnie jak linie dynastyczne rodzin królewskich lub książęcych. Do tego uraza i święte oburzenie, jeśli ten sponsorski rodowód nie wzbudza należnego szacunku i podziwu.
Mało brakowało, żebym załapał się i ja.

Historia osobista jednego z moich sponsorów była zamieszczona w Wielkiej Księdze. Prawdopodobnie chwaliłbym się tym i chełpił, gdyby działo się to w innych czasach. Wtedy z pełnym przekonaniem powtarzane były w naszym środowisku hasła: nikt mi nie będzie mówił, co mam robić, na co mi sponsor, skoro w AA nie wolno mieć autorytetów, sam siebie znam najlepiej, więc najlepiej wiem, co jest dla mnie dobre, a co będzie z tobą, jak twój sponsor wróci do picia? alkoholik/sponsor, który innym udziela jakichś rad czy sugestii, powinien się zgłosić do poradni odwykowej, bo na pewno ma nawrót itp. Więc nie przechwalałem się, bo sponsorowanie i sponsorzy nie mieli wtedy w Polskiej wersji AA, dobrych notowań.

Minęło sporo czasu, ocena służby sponsora zaczynała się zmieniać, ale dla mnie było już za późno – chwalić się historią osobistą sponsora z WK nie mogłem, bo okazało się, że to nie jest jedynie słuszne wydanie „Anonimowych Alkoholików”, więc wartość tamtych historii osobistych spadła do zera.

Jednak przede wszystkim i to od dawna pomagało mi już w życiu powiedzenie, które dla siebie ukułem, coś w rodzaju skrótu myślowego: moje postępowanie świadczy o mnie, twoje postępowanie świadczy o tobie. Może wydawać się ono banalne, ale pomagało mi, a czasem nadal pomaga, szybko rozeznać się w sytuacji. Wynika też z niego dobitnie, że o mnie świadczy moja postawa życiowa, moje zachowanie i postępowanie, a nie przekonania czy życie sponsora (albo sponsora sponsora, sponsora). Działa to także w drugą stronę – sposób życia lub przekonania sponsora, nie stanowią usprawiedliwienia moich poczynań. Ale to sponsor tak mi powiedział! Może i tak, ale co z tego? Czasem wyjaśnienie bywa przydatne dla zrozumienia, co, jak i dlaczego się stało, ale najważniejsze jest to, że wyjaśnienie nie jest usprawiedliwieniem.

Kilka lat później albo, jak kto woli, kilkanaście lat temu, pojawili się alkoholicy, budujący swoją wartość na tych sponsorskich genealogiach. Wielu z nich naprawdę zdawało się wierzyć, że jeśli nawet rzeczywiście są którymś tam pokoleniem od doktora Boba, to bardzo dobrze świadczy o nich samych (sic!). Może nawet nadal gdzieś w środowisku AA tacy funkcjonują. Ciekawiło mnie zawsze, że nikt nie rwał się, do szukania rodowodu i sponsorskiego pokrewieństwa z Billem W. Prawdopodobnie dlatego, że Bill nie zrealizował w swoim życiu wszystkich Kroków.

„Przede wszystkim jednak uważał, że czynnikiem utrwalającym jego depresję było to, że nie udało mu się przepracować Kroków AA” [„Przekaż dalej”].


Bez względu na to, jak znanym AA-owskim celebrytą był mój sponsor, poziom mojej trzeźwości i rozwoju duchowego należy oceniać po mojej postawie, moich zachowaniach, przekonaniach, relacjach z innymi ludźmi, moich działaniach i zaniechaniach. Także po poziomie uczciwości wobec siebie samego i innych ludzi, na przykład nowicjuszy w AA. Czy rzeczywiście wierzę, że jestem kimś lepszym, bo miałem znanego sponsora? Można też zadać jeszcze bardziej wredne pytanie: czy ty sam naprawdę nie zrobiłeś w swoim życiu zupełnie niczego dobrego czy wartościowego, skoro możesz się pochwalić tylko sponsorem?

sobota, 8 listopada 2025

Naturalna ewolucja relacji

Podczas terapii odwykowej, a później także w AA, nauczyłem się źle oceniać znajomości, opierające się na wspólnym piciu. Nie rozmyślałem wtedy o tym, a jedynie, jak my wszyscy, powtarzałem z drwiącą pogardą, że to były całkowicie bezwartościowe znajomości, a ludzie z którymi piłem, nie byli prawdziwymi kolegami/przyjaciółmi. I nawet pozornie wydawało się to sensowne – skoro trzymaliśmy się razem tylko do czasu, kiedy nie przestałem pić; później te relacje po prostu same się jakoś rozlazły, bo nawet nie musiałem – jak radzili terapeuci – w dramatyczny sposób ich zrywać. Prawdziwi przyjaciele i wartościowe relacje miały być tylko na bazie terapii i AA. Miały też być trwałe, to bardzo ważne.

Później wytrzeźwiałem, co oznacza między innymi, że zacząłem widzieć świat, życie, relacje międzyludzkie, przez pryzmat faktów oraz zgodnie z rzeczywistością, a nie tylko poprzez terapeutyczno-mityngowe okulary. Zacząłem mieć przekonania zbudowane na wiedzy i doświadczeniu, a nie przekonania zamiast wiedzy i cudzego często doświadczenia.

Postanowiłem przejrzeć całe swoje życie pod kątem znajomości, ich podstaw i trwałości. Wyszło mi, że…
a) Nie utrzymuję ani jednej relacji z kimkolwiek, z kim chodziłem do szkoły podstawowej przez lat osiem. Związki z ludźmi ze szkoły były bezwartościowe, a szkoła, jako miejsce ich powstawania, bezsensowna?

b) Mniej więcej rok po maturze nie utrzymywałem już żadnych przyjaźni zawiązanych przez pięć lat technikum. Przez kilka lat zamienialiśmy grzecznościowo kilka zdań, gdy przypadkowo spotkaliśmy się na ulicy, ale nie umawialiśmy się, nie dzwonili do siebie, nie spotykaliśmy się celowo. Czy związki z ludźmi z technikum były bezsensowne, a szkoła średnia, jako miejsce ich powstawania, bezwartościowa?

c) Znajomi i koledzy z ponad dwuletniej służby wojskowej. Zniknęli z mojego życia kilkanaście dni po powrocie do cywila. Czyżby wszystkie te relacje były tak kompletnie beznadziejne?

d) Z trojgiem, może czworgiem przyjaciół z firm, w których pracowałem, spotykałem się około 5-7 lat po moim lub ich odejściu z pracy. Później znajomości te zdechły, jakoś tak, same. Dziesięć i więcej lat po zmianie firmy nie mieliśmy już sobie zbyt wiele do powiedzenia, a w końcu nic. Związki te były zupełnie bezwartościowe?

e) Wspólnota AA nadal jest obecna w moim życiu, tak więc znajomości, które tutaj powstały, trudno jest w tym zestawieniu rozpatrywać.

Wniosek: bliższe relacje międzyludzkie, więzi, przyjaźń, koleżeństwo itp. trwają tak długo, jak długo aktywny jest czynnik lub okoliczność, która je umożliwiła, czyli szkoła, praca, wojsko, klub, więzienie, jakaś wspólna pasja, na przykład sport lub wędkarstwo. Bez tego czynnika większość znajomości zwyczajnie umiera. I to jest normalne i naturalne, choć nie musi mi się podobać. Ale przede wszystkim, nie świadczy to, że wszyscy ci ludzie lub okoliczności, które nas zetknęły, były beznadziejne i bezwartościowe. Przyjaźnie trwałe, funkcjonujące mimo zmian, jakie w nas i naszym życiu z czasem nastąpiły (inna firma, inne miasto, inne zainteresowania, inne związki) uważam za bardzo, bardzo rzadkie.

Stare, wysoce problematyczne powiedzenie mówiło, że AA jest jak mafia, kto odchodzi – ginie. Porównanie AA do grupy przestępczej nie trzyma się kupy, zastraszanie, że jak odejdziesz od AA, to zdechniesz marnie, też jest nadużyciem, ale jeden element może zawierać ziarnko prawdy: kto odchodzi od środowiska Wspólnoty, powoli ginie z pola widzenia tych, którzy tu zostali; przyjaźń, koleżeństwo, bliskość, powoli wygasają. Nie świadczy to źle ani o Wspólnocie, ani o alkoholikach, którzy w jakimś momencie życia postanowili jego resztę budować na innych już fundamentach. Jeśli jednak jakieś znajomości przetrwały, to super, tylko się cieszyć.

Wreszcie zrozumiałem i pogodziłem się z tym, że niektórzy ludzie, i to raczej większość, są nam dani tylko na pewnym etapie życiowej podróży, a nie dożywotnio, nie na zawsze. Nauczyłem się cieszyć i z tego, zamiast z goryczą lamentować za czymś, co się skończyło – w zapewne naturalny sposób.

wtorek, 28 października 2025

Nieszczerość wobec nowych

Za dzień narodzin Wspólnoty uznaje się 10 czerwca 1935 roku, pierwszy dzień nieprzerwanej trzeźwości doktora Boba – odczytywano ze scenariuszy mityngów w dawnych czasach. To nie jest prawda, ale czy alkoholicy, czytający to zdanie, kłamali? Otóż nie. Kłamstwo to twierdzenie niezgodne z rzeczywistością, mające wprowadzić kogoś w błąd. Kłamie się świadomie, celowo, z premedytacją i po coś. W tamtych latach wszyscy w to wierzyliśmy, ja też. Z czasem zaczęły pojawiać się historyczne książki o AA i weteranach. Obecnie wiadomo już chyba wszystkim w AA, że 10.06.1935 doktor Bob pił alkohol, otrzymany zresztą od Billa W. Dopiero przekazywanie informacji nieprawdziwych, celowo, ze świadomością, że są nieprawdziwe, to właśnie jest kłamstwo.

Przed końcem mityngu skarbnik ogłosił: zapłaciłem księdzu 10 PLN czynszu i bardzo się cieszę, że jesteśmy samodzielni finansowo. O tej swojej radości mówił z dokładnie tak samo ponurą miną i zgnębionym tonem, jak wcześniej: a ja się cieszę, że dziś nie piję i tutaj dotarłem. Pamiętam, że najpierw jego słowa kłóciły mi się z tonem głosu i mową ciała, a chwilę później zaintrygował mnie ten dziesięciozłotowy czynsz i wynikająca z niego rzekomo niezależność finansowa grupy. Wiarygodność tego całego AA stała się nieco mniej pewna. Nie miałem wtedy żadnego innego pomysłu na siebie i życie, więc w AA zostałem, ale z postanowieniem, że odtąd będę bardzo uważnie słuchał tego, co tu mówią, żeby się nie dać w coś wkręcić. Było to ponad dwadzieścia pięć lat temu. Jedną z ważniejszych rzeczy, które się nauczyłem we Wspólnocie, to zrozumienie, że AA to zbieranina ludzi psychicznie chorych, więc oczekiwać od nich zbyt wiele, raczej nie powinienem. Jestem przekonany, że nie zawsze z premedytacją kłamią, choć i to się zdarza, ale często w swoje absurdalne przekonania wierzą tak bardzo, że gotowi są o nie walczyć do krwi, szczuć i gnoić tych, którzy mają inne przekonania i doświadczenia.

Jednak tym razem bardziej interesuje mnie nieszczerość, to jest ukrywanie prawdy, które może świadczyć o fałszu i obłudzie. To znacznie częstsze w środowisku AA, niż zwyczajne kłamstwa, które zwykle łatwo zdemaskować. Nieszczerość i półprawdy usprawiedliwia się najczęściej dobrem nowicjusza. Uważam, że jest dokładnie odwrotnie. Ukrywanie części prawdy i/lub manipulowanie nią powoduje, że wiarygodność AA spada, a nowi nie są już tak gotowi powierzyć Wspólnocie siebie i swoją przyszłość. Do zasłyszanych treści podchodzą ostrożnie i z dystansem. Tak więc ukrywanie lub zakłamywanie prawdy przed nowicjuszami, szkodzi głównie tym nowicjuszom, o których rzekomo tak się troszczymy.

Starsi wiekiem i stażem AA-owcy powinni wreszcie zrozumieć, że zmiany, jakie nastąpiły w ostatnich latach, w związku z pojawieniem się Internetu (i nie tylko te), są znacznie większe, niż im się to może wydawać. Ludzie mają już inną świadomość i nieograniczony prawie dostęp do informacji. To oznacza, że szybko i łatwo dowiedzą się, że ktoś tam w AA poczęstował ich nieprawdą lub tylko specjalnie spreparowaną częścią prawdy. Takie odkrycia rodzą nieufność i niepewność. Oczywiście odbije się to na nowych, na ich trzeźwości i duchowej jakości życia, bo wobec braku pełnego zaufania, bardzo niewiele będą gotowi zrobić, albo tylko niektóre rzeczy i to po swojemu, by wytrzeźwieć.

Rzecz jasna w tym przypadku też potrzebna jest równowaga. Spotkanie, podczas którego omawiane byłyby tylko kłamstwa, wyłudzenia i manipulacje tzw. zaufanych sług, oraz rozliczne błędy w nowej Wielkiej Księdze, nie ma żadnego sensu, a alkoholicy poszukujący rozwiązania problemu alkoholizmu, nie dostaną tego, po co tu przyszli. Ale też przekonywanie nowych, że wszyscy w AA są godnymi zaufania, odpowiedzialnymi i trzeźwymi, miłującymi bliźnich, braćmi i siostrami, że Wspólnota jest absolutnie idealna, weterani byli święci za życia, a w WK nie ma żadnych błędów, jest czymś równie złym albo i znacznie gorszym.
Słyszałem pewnego razu, jak starszy stażem alkoholik przekonywał nowego członka AA, że w WK nie ma ani jednego błędu, i nowicjusz na pewno w końcu to pojmie, kiedy pochodzi na mityngi kilka lat i trochę przetrzeźwieje. Zrozumie wtedy, że to, co uważa dzisiaj za bzdurny bełkot, ma głęboki sens i znaczenie.

W nadchodzących latach, jako Wspólnota AA, będziemy oczywiście popełniać różne błędy. Doświadczenie uczy nas, że nie należy się tego bać, o ile tylko zechcemy przyznać się do naszych błędów i od razu je naprawiać. Osobisty rozwój zależy zawsze od zdrowego procesu prób i błędów. Podobnie nasz rozwój jako wspólnoty. pamiętajmy zawsze, że każda ludzka wspólnota, która nie potrafi bez zahamowań naprawiać własnych błędów, jest z góry skazana na upadek, jeśli nie rozpad. Taka jest bowiem powszechna kara za zaniechanie procesu rozwoju. Podobnie jak każdy Anonimowy Alkoholik musi ponawiać swój obrachunek moralny i zgodnie z nim działać, tak też musi postępować cała nasza wspólnota, jeśli mamy przetrwać oraz służyć dobrze i z pożytkiem [„Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”].

czwartek, 23 października 2025

Równowaga w naszym życiu

Od zawsze zdawałem sobie sprawę, że „równowaga” nie oznacza, że coś tam będzie lub powinno być „po równo”, ale że chodzi o właściwe proporcje. I z tym właśnie, z utrzymaniem właściwych proporcji, miałem poważny kłopot przez połowę życia. Kiedy miałem trzynaście lat, to najwięcej czasu powinienem poświęcać na naukę, ale wtedy prawie codziennie byłem w kinie. Gdy koledzy wyśmiali moje kiepskie zagranie podczas gry w piłkę, zamiast więcej czasu przeznaczyć na grę, poświęcałem go na użalanie się nad sobą, rozpamiętywanie uraz i knucie jakichś planów zemsty. Alkohol zaburzał równowagę w moim życiu jeszcze bardziej. Z czasem coraz częściej operowałem skrajnościami: wszystko albo nic, czarne albo białe, dobry albo zły, wartościowy albo kompletnie beznadziejny. Takie zero-jedynkowe widzenie świata i siebie w nim było już skrajną manifestacją braku równowagi i... choroby alkoholowej.

Nie mogę znaleźć równowagi w życiu. Po prostu nie mogę jej znaleźć. Albo wszystko kręci się wokół pracy, albo piję [WK, 2018, s. 297].

Bywają w życiu takie okresy, w których zaburzenie równowagi jest postawą przemyślaną i sensowną, ale… tylko do pewnego stopnia i tylko na określony czas. Przez pierwsze miesiące abstynencji zagadnieniu utrzymania jej alkoholik poświęca wiele czasu. I bardzo dobrze, bo w tym momencie jest to swego rodzaju inwestycja w całą resztę życia. Nie jest to jednak sposób na całą resztę życia. Dwa etaty pomogą nazbierać pieniądze na nowe auto, ale to nie jest dobry pomysł na życie do emerytury.

Kiedy samo niepicie nie było już wyzwaniem i powoli zaczynałem zdawać sobie sprawę, że za dużo czasu i wysiłku wkładam w siebie i swoje dobre samopoczucie, wymyśliłem, że wprawdzie robię to samo albo prawie, ale to już nie dla siebie, ale dla dobra innych. Bo teraz to ja niosę posłanie, pomagam innym alkoholikom, a nawet się dla ich dobra poświęcam, więc skupiania się na sobie i egoizmu nikt mi zarzucić nie może. No, nie wiem… Miałem wtedy około dziesięć lat abstynencji. Zacząłem też odkrywać, że zdarza mi się robić dobre rzeczy z niezupełnie czystych intencji. Jasne, nikt się nie mógł przyczepić, ale gdzie uczciwość wobec siebie?

Ta praca nie staje się dla nikogo z nas naszym jedynym zajęciem. Nie sądzimy też, by jej efektywność wzrosła, gdyby tak było [WK, 2018, s.19].

Później przyszedł czas na proces hamowania, to jest właśnie odzyskiwania równowagi. Nadal Wspólnota AA była ważna w moim życiu, ale nie była jedyną lub najważniejszą wartością. Zacząłem realizować, poważniej niż dotąd, pewne stwierdzenie, które wymyśliłem dla siebie jeszcze w czasie terapii odwykowej, a które trochę mi się z czasem rozmyło: trzeźwienie to powrót do normalności (albo: trzeźwość oznacza normalność). Czy latanie na kilka mityngów w tygodniu, wiecznie jakieś służby, gromada podopiecznych, to jest normalne życie? Jak wspomniałem, na samym początku abstynencji nadaktywność w AA, może być inwestycją na całą resztę życia, ale z czasem staje się ucieczką od życia.

Na dzień dzisiejszy AA dokonało tak wielu rzeczy w moim życiu; przywróciło mi zdrowy rozsądek i ogólne poczucie równowagi [WK, 2018, s. 462].

Zdrowy rozsądek? O tak, jak najbardziej. Ogólne poczucie równowagi? Też, ale właśnie – ogólne, bo w detalach, drobiazgach, pojedynczych kwestiach i sprawach, zdarzają mi się potknięcia. Na szczęście mam do tego Krok Dziesiąty i Jedenasty Programu oraz… oceny innych ludzi, alkoholików, ale nie tylko.

wtorek, 14 października 2025

Powinienem być sponsorem?

Podczas rozpoczynającej warsztat spikerki alkoholik opowiedział, jak ze sponsorem poznał Program w nieco ponad trzy miesiące, jak od tego czasu minął już rok i jak dzieje się coś dziwnego, czego nie rozumie. Bo mimo aktywności w AA (trzy mityngi w tygodniu, służba w dwóch grupach, niesienie posłania do aresztu i sponsorowanie sześciorga alkoholików) on się po prostu źle czuje. W domu i w pracy. Dzieci go drażnią i nudzą, nie potrafi się interesować ich sprawami, a te stale coś chcą, wiecznie się czegoś od niego domagają. Zaczął już na nie wrzeszczeć, a nawet bić, choć obiecywał sobie, że nie będzie takim ojcem, jak jego ojciec. 
W pracy z kolegami ma znośne relacje, ale tu problem jest inny – to służba mundurowa, a ta ma swoją specyfikę. Najważniejsza jest lojalność wobec Firmy, a to coraz częściej stoi w sprzeczności z zaleceniami AA, chodzi zwłaszcza o uczciwość, ale nie tylko. Spiker przyznał, że on musi te sprawy rozdzielać – pewne zasady (uczciwość, niekrzywdzenie innych itd.) stara się stosować w życiu, ale nie tym, zawodowym. Tajemnice wobec kolegów z Firmy oraz ukrywane prawdziwe przekonania, co do tego, co robią i jak postępują, powodują, że nie czuje z nimi żadnej bliskości czy więzi. Mimo, że dla niepoznaki, robi i mówi to samo, co oni.

Spiker zwrócił się do swojego sponsora i otrzymał sugestię, że jeśli nie czuje się dobrze, z dowolnego powodu, to widocznie ma za mało AA w życiu. Powinien natychmiast zwiększyć aktywność, chodzić na więcej mityngów, częściej do aresztów, ale głównie postarać się o większą liczbę podopiecznych. Jak to wszystko zrealizuje, jak autentycznie, z zaangażowaniem i szczerze, będzie powierzał się Bogu, to – jeśli taka będzie Jego wola – wszystko się poprawi.
Spikerkę zakończył apelem, że może sponsorować i bardzo chętnie przyjmie kolejnych podopiecznych, a spotkać go można na wszystkich mityngach w mieście, bo chodzi na pięć w tygodniu.

Kiedy przyszedł czas na pytania i ewentualne utożsamienie się, ktoś spytał, jak to robi, że podopieczni mu się nie mylą. Spiker odpowiedział, że przecież to jest bardzo proste, notuje sobie, jakie fragmenty z WK już kolejnym podopiecznym przeczytał, a jakie jeszcze nie. Inne pytanie dotyczyło Kroku Dziewiątego. Spokojnie przyznał, że zadośćuczynień zrealizował cztery, a do reszty… staje się gotowy i powierza to Bogu. Ktoś jeszcze spytał, jak teraz, rok po Programie, realizuje w swoim życiu Kroki 1-3. Odparł, ze Kroki 1-9 stawia się raz w życiu i następnie można o nich zapomnieć, a obecnie interesują go już tylko Kroki 10-12. Pytania o rozpoznawanie intencji i ich korektę, w ogóle nie zrozumiał.

Po warsztacie kilkunastu alkoholików rozmawiało o spikerce, a konkretnie zastanawiali się, co spiker może dać podopiecznym, skoro wyraźnie nie radzi sobie sam ze sobą? I czy traktowani instrumentalnie podopieczni nie mają być w tym przypadku narzędziami dla sponsora, który wykorzystuje ich do naprawiania swojego życia, a zwłaszcza do poprawiania samopoczucia? Dalej dyskusja stała się bardziej ogólna i pojawiły się wątpliwości: Czy wysłuchanie niewielkich fragmentów WK czytanych przez sponsora, powoduje wyzdrowienie z alkoholizmu, przebudzenie duchowe? Czy każdy, kto tych kawałków wysłuchał, a nawet zrobił jakąś listę uraz, może i powinien być sponsorem?

piątek, 3 października 2025

Jak wykorzystać treść WK?

Sporządziliśmy listę osób, którym wyrządziłem krzywdę lub do których czułem urazę. Wyraziłem pełną gotowość, by się z nimi wszystkimi spotkać i przyznać się do krzywd, które im wyrządziłem [WK, s. 13].

Ten cytat z WK intrygował mnie od pierwszego czytania. Wtedy też uznałem, że muszę sprawdzić, co znaczy uraza, bo mi tu coś zupełnie nie pasowało. Po sprawdzeniu nadal zresztą nie pasuje. Uraza to żal do kogoś z jakiegoś powodu* ewentualnie żal do kogoś będący rezultatem zachowania bądź działań, które sprawiły komuś przykrość lub obraziły go**. Tak więc Bill czuł do kogoś urazę – żal za krzywdę, którą ów ktoś mu wyrządził – więc teraz planował spotkać się z krzywdzicielem i przyznać się do krzywd? Jakich krzywd? Przecież to Bill był pokrzywdzony i miał żal o wyrządzone mu krzywdy!
Gdyby w Wielkiej Księdze był to jedyny przypadek dziwacznego podejścia do urazy, to machnąłbym ręką – ta książka roi się od błędów zarówno merytorycznych angielskich jak i polskich. Oto i inny prosty przykład: Można je wtedy zaprosić do porannej medytacji i codziennych dyskusji, w których będą brać udział bez urazów i uprzedzeń [WK, s. 135]. Uraz to uszkodzenie tkanek lub narządów, skaleczenie, zranienie – uraza i uraz mają znaczenie zupełnie różne; to nie jest to samo.

Uraza, jako żal, pretensje, poczucie krzywdy, złość, pojawiają się w tej naszej książce kilkadziesiąt razy, może nawet 60-80. To wyraźnie oznacza, jak wielką wagę przywiązywał autor tej książki do uraz. Oznajmił nawet, że... Uraza jest złoczyńcą „numer jeden” [WK, s. 64]. I nad tym dobrze byłoby się zastanowić, jeśli chce się być człowiekiem trzeźwym, a nie otumanionym fanatykiem.

W rozmowach z wieloma alkoholikami zorientowałem się, że niektórzy tak są omamieni AA-owską retoryką (w wersji polskiej), że nie zawsze rozumieją, o co w ogóle chodzi z tymi urazami. Więc spróbuję pokazać to na dwóch przykładach.

1. Ziutek zgwałcił Asię. Ziutkiem i jego działaniem nikt się nie przejmuje, bo to Asia przyjmuje niewłaściwą postawę, żywiąc do gwałciciela urazę, mając do niego żal i pretensje. Złoczyńcą nie jest gwałciciel, ale uraza Asi.

2. Tadziu wynajął Zenka do pracy na budowie, obiecał mu zapłatę, ale słowa nie dotrzymał – wykorzystał go i oszukał po prostu. Tadziem i jego oszustwem nikt nie powinien się przejmować, bo niewłaściwą postawę przyjął Zenek, żywiąc do oszusta urazę, mając do niego żal i pretensje. Złoczyńcą numer jeden nie jest oszust, ale uraza Zenka.

W środowisku AA wiele razy obserwowałem próby bagatelizowania ewidentnych cudzych krzywd, ale piętnowanie osób, które mają w pełni uzasadniony żal i pretensje. „Masz do niego urazę!” – zarzut, który w AAPL świadczy źle o osobie skrzywdzonej, a nie o sprawcy krzywdy.
Zaiste, dziwna jest ta trzeźwość, której niektórzy próbują tu uczyć...




---
* https://sjp.pwn.pl/sjp/uraza;2533258.html
** https://wsjp.pl/haslo/podglad/17888/uraza