piątek, 27 października 2017

Czy jestem dobrym sponsorem?

Co to znaczy „dobry sponsor”? Pytanie to jest oczywistym następstwem poprzedniego tekstu, 91 notatek sponsora, tego o sponsorach krygujących się, fałszywie skromnych, bojaźliwych. Czasem łatwiej jest zaprezentować negatywne postawy, pokazać, jakim człowiekiem dobry sponsor raczej być nie powinien, więc będzie o jednych i o drugich.

Najpierw sprawy podstawowe, oczywiste, nie rodzące wątpliwości – przynajmniej moich. Dobry sponsor powinien być trzeźwy oraz duchowo przebudzony. A tak, bo abstynencja, nawet wieloletnia oraz techniczna znajomość pracy na Krokach nie wystarczy. Jak niby przekazać albo chociaż przybliżyć podopiecznemu coś, czego samemu się nie ma? To proste pytanie, moim zdaniem, dotyczy właśnie przebudzenia duchowego, a nie znajomości techniki pracy sponsora z podopiecznym, bo o tej można poczytać w jakimś poradniku, na przykład „12 Kroków ze sponsorem” Hamiltona B.
Uważam, że celem pracy podopiecznego ze sponsorem na Programie jest przebudzenie duchowe (doświadczenie, przeżycie), a nie poprawienie sobie jakości życia, choć taki efekt to i tak lepsze niż nic. Coraz częściej do mnie, do podopiecznych i sponsorujących przyjaciół zgłaszają się alkoholicy, którzy wprawdzie zrobili Program ze sponsorem i to nawet bardzo szybko, ale oczekiwany efekt się nie pojawił albo na bardzo krótko, więc zgłaszają się z prośbą o powtórne przeprowadzenie ich przez Kroki, mimo, że przecież nie złamali abstynencji. To skłania do zastanowienia. I chyba powinno… sponsorów.

Dobry sponsor powinien znać literaturę Wspólnoty. Całą Wielką Księgę oraz 12x12 i to uważam za absolutne minimum. Zwracam uwagę na CAŁĄ Wielką Księgę, bo spotykałem sponsorów, którzy z tej książki znają tylko pewne niewielkie fragmenty, akapity i zdania zaznaczone albo wskazane przez ich sponsora. Dochodzi w efekcie do tego, że alkoholik, niepijący od kilku już lat, pierwszy raz w życiu słyszy od mojego podopiecznego, że ma wynaturzone instynkty.
Podobno stosowanie półśrodków nic nie daje, więc fragmentaryczna znajomość książki, w której zawarty jest Program Anonimowych Alkoholików, nie jest chyba najlepszym rozwiązaniem i najkorzystniejszym podejściem.

Kolejną cechą dobrego sponsora jest doświadczenie. Alkoholik, który zaczyna pracę z pierwszym w życiu podopiecznym, nie jest doświadczonym sponsorem. Na dokładnie tej samej zasadzie, według której prowadzący pojazd, pierwszy raz po zaliczeniu egzaminu na prawo jazdy, nie jest jeszcze dobrym kierowcą. Dwóch pierwszych podopiecznych, a jak trzeba to i więcej, nowy sponsor powinien prowadzić w ścisłej współpracy ze swoim sponsorem. Tak, wiem, czasem, bardzo rzadko, zdarzają się podopieczni trzeźwiejsi od swoich sponsorów, ale ja tu nie skupiam się na wyjątkach, zdarzających się może raz na kilka tysięcy, ale na ogólnych regułach. Poza tym… trzeźwiejszy nie oznacza nadal, że bardziej doświadczony.

Dobry sponsor nie tylko zna Program AA, ale go ma. Program AA przebudzeni duchowo alkoholicy mają w sercu, w duszy, w świadomości, nie wiem, jak to sprecyzować, ale to coś więcej niż wiedza, informacje; można się Kroków i kilku cytatów nauczyć na pamięć, ale przecież nie o to chodzi. Sponsor, który rzeczywiście ma Program, potrafi nim żyć i żyje na co dzień. I zwykle nie stanowi to jakiegoś ogromnego wyzwania, choć nie zawsze jest łatwo. Potrafi stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach…
Pamiętam, pół żartem, pół serio traktowaną radę, którą pierwszy raz usłyszałem chyba w Londynie: zanim poprosisz alkoholika o sponsorowanie, przejedź się z nim po mieście w godzinach szczytu jego samochodem. Bo mądrze i spokojnie przemawiać na mityngu potrafi wielu, ale tylko trzeźwi, psychicznie zdrowi ludzie potrafią nie używać w aucie wulgaryzmów i nie przekonywać swoich pasażerów, że wszyscy inni uczestnicy ruchu, to kretyni i debile. Poza tym trzeźwi ludzie przestrzegają przepisy ruchu drogowego, są zdolni do podporządkowania się, rezygnują z samowoli i postawy „ja wiem lepiej”, nie lekceważą egoistycznie i arogancko cudzego życia i zdrowia.

Dobremu sponsorowi bardziej zależy na podopiecznym niż na tym, żeby być przez niego lubianym. Dobry sponsor potrafi wyraźnie mówić „nie” i nie boi się, że podopieczny go zostawi albo że się obrazi. Sponsor kieruje się miłością, ale nie należy jej mylić ze zgodą na bylejakość, tolerancją i wyrozumiałością wobec manifestacji choroby alkoholowej u podopiecznego.
Sponsor rozczarowany i zawiedziony zbyt skromnymi (według niego) wyrazami nieustannej wdzięczności podopiecznych, nie był/nie jest dobrym sponsorem, bo trzeźwość wyklucza nierealistyczne oczekiwania, obrażanie się i fochy. Sponsor nigdy nie wiesza się emocjonalnie na podopiecznych, nie wykorzystuje ich w żaden sposób.
O tym, że dobry sponsor jest trzeźwy już pisałem, ale warto chyba dodać, że to wyklucza wszelkie płynne, wziewne (np. nikotyna), wstrzykiwane środki chemiczne zmieniające świadomość, nie przepisane przez lekarza świadomego, że pacjent jest alkoholikiem.
Oczywiste jest chyba, że sponsor nie może zmuszać podopiecznego do udziału w jakichkolwiek obrzędach religijnych lub przedsięwzięciach generujących koszty.

Pamiętając, że… zdajemy sobie sprawę, że wiemy niewiele… dobry sponsor jest pewny stosowanej przez siebie metody pracy z podopiecznymi, ale też jego pewność wynika z wiedzy, to jest rzetelnej znajomości literatury AA i doświadczenia, a nie z przekonań. Nigdy nie odnosi się wrogo, napastliwie, nie szydzi z alkoholików reprezentujących inne techniki pracy na Krokach. Dobry sponsor posługuje się językiem miłości, a nie pogardy i nienawiści; z nikim nie walczy. Jeśli od alkoholika usłyszysz, niekoniecznie do ciebie skierowane słowa lub określenia: macie krew na rękach, mogę rozmawiać z tobą, ale nie będę rozmawiał z twoją chorobą, alleluja bracie i do przodu!, kradniesz mi pogodę ducha, to może warto rozglądać się też za jakimś alternatywnym kandydatem na sponsora.

Dobry sponsor bez problemu utrzymuje równowagę między domem/rodziną, pracą zawodową, życiem towarzyskim i służbami w AA. Tu trzeba dodać, że równowaga nie oznacza po równo, ale to zależy już od sytuacji rodzinnej i zawodowej. Alkoholik, który manifestacyjnie poświęca się sprawom Wspólnoty i innym alkoholikom, który ma tylu podopiecznych, że mylą mu się oni i często nie ma dla nich czasu, nie jest trzeźwy, więc co tu mówić o dobrym sponsorowaniu.

Na koniec, choć zapewne można by tu napisać dużo więcej, dobry sponsor nigdy nie zabrania swojemu podopiecznemu kontaktów z innymi alkoholikami, weryfikowania, konsultowania, wręcz przeciwnie, zachęca do korzystania z mądrości i doświadczenia Wspólnoty. Nie sprzedaje podopiecznym jakichś cudacznych przekonań, diabli wiedzą skąd pochodzących, na przykład, że w AA nie udziela się rad, albo że można, albo nawet należy żyć, nie oceniając nikogo i niczego. Dobry sponsor zdaje sobie sprawę, że jasne komunikaty rodzą jasne sytuacje, a te sprzyjają budowaniu przyjaźni, bliskości i więzi.

Z pewnością każdą osobę, której pragniemy zaufać, powinniśmy oceniać pod kątem zarówno jej zdolności do wyrządzenia krzywdy, jak i zdolności do świadczenia dobra. Taka prywatna ocena pokaże nam, w jakim stopniu możemy sobie pozwolić na zaufanie w każdej konkretnej sytuacji. Jednakże oceny takiej należy dokonywać w duchu zrozumienia i miłości. [„Jak to widzi Bill”, s. 144]



Tekst ten, zawierający moje prywatne doświadczenia i wnioski, wynikające z obserwacji środowiska AA w Polsce, nie ma służyć rozliczaniu kogokolwiek. Jeśli przeczytają go i zastanowią się nad sobą sponsorujący alkoholicy, to będzie wszystko, o co mi chodziło.

10 komentarzy:

  1. Trochę tych warunków dobry sponsor musi spełnić :-) Ale to chyba dobrze.Dziękuję za wpis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze do usług. No, prawie zawsze...

      Usuń
    2. Meszuge jeszcze takie pytanie mi sie nasuwa,bo w tekscie pisze,ze sponsor powinien być przebudzony duchowo,bo jak inaczej moglby to przekazac podopiecznemu.Ale czy przebudzenie da się przekazać?Trochę się pogubilam.

      Usuń
    3. Nie wiem, czy da się przekazać, może i tak, a może nie ma na to właściwego określenia, ale mało prawdopodobne wydaje mi się, żeby dało się... wywołać coś, o czym samemu nie ma się zielonego pojęcia. Żeby płodzić dzieci nie trzeba miłości, ale żeby je dobrze wychować...

      Usuń
    4. Ok.Mój poglad ,ktory mialam dotychczas byl mniej wiecej taki,ze podopieczny w trakcie stawiania kroków doznaje przebudzenia.Jakby nie laczylam z tym faktem sponsora.Ale wiele dopiero poznaję

      Usuń
    5. Tym niemniej u jednych podopiecznych się to zdarza, a u innych nie. Nie zdecyduję się określać w procentach, jaki na to wpływ ma sponsor, ale chyba jednak jakiś. Jeśli można być złym sponsorem, to zapewne można i dobrym. :-)

      Usuń
    6. Oczywiscie,ze mozna być dobrym i oby takich bylo jak najwięcej.

      Usuń
  2. Ja to jestem ciekaw czy dobrym sponsorem jest ten co akapity z WK przeczyta razem z podopiecznym?.Czy moze ten co mu wyjaśni jak potrzeba bliskośći I sfery fizyczna, psychiczna, duchowa I społeczna mają tworzyc harmonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może dobrym sponsorem jest ten, kto realnie pomógł wytrzeźwieć drugiemu alkoholikowi?

      Usuń