wtorek, 5 marca 2019

Osobowości - ostatni już raz


O tym, że zdanie: „zasady są ważniejsze od osobowości” nie ma kompletnie żadnego sensu, pisałem już kilka razy. To coś w stylu: orzechy są bardziej niż drzwi (że co? o co chodzi?). Wracam do tego tematu, bo tym razem chcę też przedstawić, co i dlaczego – moim zdaniem – powinno się w tej Tradycji znaleźć, czego ona naprawdę dotyczy.

Krótko. Osobowość to całość stałych cech psychicznych oraz mechanizmów wewnętrznych regulujących zachowanie człowieka. Osobowość, jakąś, jakąkolwiek, ma każdy człowiek, więc twierdzenie, że AA-owskie zasady są ważniejsze od wszystkich ludzi na ziemi, jest co najmniej… dziwne. Osobowość ma każdy… ale właśnie MA! Ma, a nie jest! W zdaniu „zasady są ważniejsze od osobowości”  należałoby od razu pytać, od jakiej osobowości, od czyjej osobowości? I takie pytania już słyszałem.
Czy człowiek może być osobowością, a nie jedynie ją mieć? Owszem, jest taka opcja, ale tylko pod warunkiem, że zostanie określone, o jaką osobowość chodzi. Na przykład: Adam jest medialną osobowością, Asia jest internetową osobowością, Benek jest osobowością telewizyjną, Basia jest osobowością sportową itp. Możliwe i sensowne jest też zdanie „zasady są ważniejsze od naszych osobowości” (albo waszych, albo jeszcze innych). Też jest ono poprawne, a przynajmniej nie sugeruje, że Anonimowi Alkoholicy, jak jakaś niebezpieczna sekta, próbują całemu światu narzucić swoje zasady.
To, co wyżej napisałem, nie jest moim pomysłem, ale skrótem i wynikiem wielu konsultacji z językoznawcami – w poprzednich tekstach podawałem linki do wypowiedzi i opinii specjalistów od języka polskiego i poprawnej polszczyzny.

Z niedawnej wyprawy do Czech przyjaciel podesłał mi fragment czeskiej Wielkiej Księgi dowodząc, że oni też mają w Dwunastej Tradycji słowo „osobowość”. To prawda, mają. Po czesku jest to: ...abychom kładli principy pred osobnosti.

Sporo rozumiem po czesku, ale przede wszystkim mam kolegę, Czecha, poliglotę (zna kilka języków, bez trudności uczy się nowych), więc – żeby nie przedłużać – zapytałem jak on ten fragment zdania rozumie. Bez najmniejszych wątpliwości, rozterek czy wahań odparł, że: „zasady są ważniejsze od autorytetów”.

I o to właśnie chodzi w Dwunastej Tradycji! Zasady są ważniejsze od autorytetów. To powinno być oczywiste, choć tylko dla tych alkoholików, którzy odrobinę znają historię AA oraz warunki i okoliczności, w których rodziły się Tradycje naszej Wspólnoty. Tych, którzy Kroki i Tradycje mają w duszy.

Żeby zrozumieć, czemu to właśnie ma sens i o to chodzi w Dwunastej Tradycji, trzeba cofnąć się do początków AA. Do pewnego momentu Wspólnota nie miała nic wspólnego z demokracją – była zarządzana autorytarnie* przez Billa i Boba, a w miarę pojawiania się, trzeźwienia, także przez pierwszych weteranów. To ci ludzie właśnie decydowali, co i w jaki sposób należy w AA rozumieć, co i jak należy robić. Jakiś czas, niestety niezbyt długi, działało to całkiem nieźle, ale…
Wspólnota rozwijała się lawinowo, charyzmatycznych weteranów przybywało i zaczęły pojawiać się problemy. Bill i Bob zawsze jakoś się dogadywali, ale jeśli alkoholików dzierżących władzę (authority) było już z kilkunastu i stale przybywało, okazywało się czasem, że jeden radził to, a drugi coś zupełnie innego. Podejmowali różne decyzje, inaczej rozumieli pewne kwestie. Oczywiście było to do przewidzenia i dlatego Bill Wilson rozpoczął pracę nad 12 Tradycjami stosunkowo wcześnie, bo już w połowie lat czterdziestych dwudziestego wieku (pierwsza ich publikacja – 1946 r.). W każdym razie Wspólnocie zarządzanej chaotycznie i autorytarnie przez stale rosnącą grupę weteranów, indywidualistów, znaczących liderów, jak choćby Clarence S., groziły rozłamy i podziały, zwłaszcza że przecież tych autorytetów w AA nieustannie przybywało.

W lipcu 1950 r. odbyła się pierwsza Konwencja Międzynarodowa w Cleveland, podczas której Wspólnota przyjęła Dwanaście Tradycji. Oczywiste jest, że oficjalne przyjęcie nie jest równoznaczne z powszechnym zastosowaniem i akceptacją tych Tradycji przez wszystkie grupy w USA. I dlatego dopiero podczas Drugiej Międzynarodowej Konwencji w St. Louis w 1955 r. Bill mógł przekazać pełną władzę nad Wspólnotą i odpowiedzialność za nią – jej samej. Co chyba jasne, odebrał w ten sposób tę nadrzędną pozycję i władzę weteranom (autorytetom), w tym sobie samemu.

Dopiero od tej chwili charyzmatyczni weterani i liderzy nie mogli już zrobić Wspólnocie AA krzywdy, bo było już jasne, że w przypadku jakiegokolwiek konfliktu w AA, czy choćby wątpliwości w jakiejś sprawie, wspólnie już przyjęte zasady są ważniejsze niż autorytet (rozumiany w USA także jako władza) pojedynczego członka AA, choćby najtrzeźwiejszego i najmądrzejszego, nawet samego Billa Wilsona.
Od tego momentu dopiero Wspólnota AA była bezpieczna. Przestali jej zagrażać jej właśni członkowie – choćby działali w jak najlepszej wierze.

Jeśli ktoś rozumie, że Kroki, Tradycje i Koncepcje stanowią pewną całość, logicznie i sensownie łączą się ze sobą, nie będzie miał problemu ze zauważeniem, że reguła „zasady są ważniejsze od autorytetów” pojawiała się już w Tradycji Drugiej (nasi liderzy są tylko zaufanymi sługami; oni nie rządzą), a także w Koncepcjach (np. Wszystkie ważne decyzje powinny być podejmowane w drodze dyskusji i głosowania, i - jeśli to tylko możliwe – jednomyślnie oraz wiele innych).

Swoją drogą to zabawne, ale poprzednie, błędne tłumaczenie tego fragmentu Tradycji (pierwszeństwo zasad przed osobistymi ambicjami) ma znacznie więcej sensu niż obecne, które… sensu nie ma zupełnie żadnego.

  


--
*Autorytarny –  oparty na bezwzględnym posłuszeństwie wobec władzy, narzucający swoją wolę, opinię, wymuszający posłuszeństwo.

7 komentarzy:

  1. Dla mnie i tak jesteś autorytetem w tej sprawie i Twoje zdanie będę miał zawsze na uwadze, dzieląc się nim przy każdej okazji.
    Dziękuję bardzo, że włożyłeś tyle trudu w to wydanie WK, szkoda że lingwistyczne "autorytety" postawiły na swoim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale językowe autorytety są tu: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Pierwszenstwo-zasad-przed-osobowosciami;18558.html :-)

      Usuń
  2. Jak zwykle fajnie to ogarniasz Meszuge

    OdpowiedzUsuń
  3. Prócz literalnej treści jakiegoś tekstu, a więc i literalnej jego wykładni, stosuje się także wykładnię celowościową, funkcjonalną i systemową (m. in.). W ten sposób można uratować treść tej Tradycji, rozumiejąc dla kogo, po co, w jakim środowisku została ona ustanowiona.
    Wiadome jest dla mnie, że chodzi osobowości nasze, w środku Wspólnoty.
    Jeśli będziemy im ulegać (a co gorsze, jeśli oni będą ulegać sobie: oni, czyli my) to pełno będzie wyjątków od zasad, które bardziej pasują tej, czy innej osobie, pełnej osobowości ;-)
    To, co zrobiono z tą Tradycją, efekt pracy jest mówiąc najoględniej kiepski. Paradoksalnie jednak, dyskutując tak zaciekle o tym jak rozumieć poszczególne zwroty, mamy szansę uznać za bezsporne, mam przynajmniej taką nadzieję, to, co jest prawdziwą istotą tej Tradycji. A to jest dobre :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wracając często do tekstu Billa o przywództwie i liderach, zaczęło do mnie docierać, że dobrze by było, gdyby te eksponujące się i często narzucające osobowości... miały osobowość.
    Wtedy i zasady będą zachowywać i ludzie za nimi pójdą.
    Osobowości bezbarwnych, nijakich, za to głośnych mamy w nadmiarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kłopot w tym, że każdy (prawie) chce być KIMŚ.

      Usuń