sobota, 15 sierpnia 2026

Odpowiedzialność za jakość

W ostatnich latach, w trakcie rozmów ze znajomymi i kolegami z AA, zauważyłem, że w naszym środowisku pojawiają się bardzo podobne wyniki obserwacji i stwierdzenia, z których jednoznacznie wynika, że merytoryczna jakość mityngów sukcesywnie spada, w porównaniu do, na przykład, okresu sprzed 10-15 lat. Dlaczego tak się dzieje? Z jakiego powodu? Różne osoby miewały różne pomysły na ten temat, ale ostatecznie zaczęła się krystalizować wersja, którą i ja popieram – odpowiedzialność za mierną i pogarszającą się jakość mityngów ponoszą prowadzący.

Odpowiedzialność, to ważne, bo nie winę. O winie orzeka sąd, nie AA. Poza tym wina zakłada działanie celowe, w złej wierze, z premedytacją, a jestem pewien, że nie w tym rzecz. Prowadzący zwykle nie są złymi ludźmi. Są po prostu nieudolni, wystraszeni i rozpaczliwie pragną, żeby wszyscy ich lubili, chcą być w pełni aprobowani. I tyle, niestety, wystarczy, żeby jakość mityngów systematycznie spadała. Jak to działa? Proszę bardzo…

1. Lokalny weteran, 26 lat abstynencji, tokuje już siedemnaście minut i zupełnie nie na temat. Prowadzący, 3 lata abstynencji, boi się mu przerwać i zwrócić uwagę. Nie jest też pewien, czy wolno mu to zrobić, a jeśli nawet, to nie wie, jak. Postanawia nie reagować nijak. W końcu weteran kiedyś tam skończy.

2. Prowadzący podaje uzgodniony w scenariuszu grupy temat mityngu, to jest Krok, Tradycję i fragment z „Codziennych refleksji”. Zapada martwa cisza, bo najwyraźniej nikomu te akurat tematy nie pasują. Prowadzący nie potrafi wejść w rolę moderatora (moderator to osoba, która kieruje dyskusją i czuwa nad jej właściwym przebiegiem) i podsunąć innego tematu. Nie zna literatury AA, nie wie, czy wolno mu to zrobić, bo się, że jakby zrobił, to go skrytykują. Z ulgą przyjmuje wypowiedzi zupełnie nie na temat i nie dotyczące wspólnego rozwiązania; cieszy się, że w ogóle ktoś coś mówi.

3. Na wielu mityngach uczestnicy mogą zaproponować dodatkowy temat spotkania. Bardzo dobry pomysł, notabene. Prowadzący nie rozumie i nie rozpoznaje pojęcia „zaproponować” i uważa, że musi akceptować wszystkie pomysły, wszystkie propozycje dodatkowych tematów, choćby nic wspólnego nie miały z AA i Programem. Panicznie boi się zdecydować: nie, tego tematu omawiać dziś nie będziemy, bo – na przykład – AA nie zajmuje się psychologią rodzinną i opiekuńczą. Albo prawem pracy. Albo teoretycznymi rozważaniami jakichś psychologicznych zagadnień.

4. Alkoholik przedstawia się, a następnie wyjmuje z kieszeni notes i zaczyna odczytywać z niego jakąś prelekcję lub wykład, na przykład na temat wspólnych cech osób chorych na chorobą alkoholową i wpływu tych cech na relacje z innymi osobami, także z wewnętrznym dzieckiem Przerażony prowadzący nie odważa się przerwać, pozwala na dalsze okradanie grupy z jej czasu.

5. Alkoholik wypowiadający się używa wulgaryzmów („rzuca mięsem”) jest ordynarny, podnosi głos. Wyjątkowo dokładnie i z drastycznymi szczegółami opisuje, jak gwałcił dzieci i kobiety w okresie picia. Na wystraszonego prowadzącego nie ma co liczyć, a gdyby nawet ośmielił się jakoś zareagować, mówca oznajmia, że on ma prawo na mityngu „wyrzucić z siebie”… to czy tamto. Prowadzący nie wie, czy może rzeczywiście w AA istnieje takie prawo, więc kładzie uszy po sobie i nie robi nic.

Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze… Czyżby? Na niektórych mityngach wydaje się, że najważniejsze jest dobro prowadzącego. I jego święty spokój. I żeby nic nie musiał robić. I żeby nie narażał się na ocenę. Prowadzący, wystraszony i skoncentrowany na swoim wizerunku, nie zapewni grupie poczucia bezpieczeństwa. Nie zadba o jakość spotkania, nie upomni się o Piątą Tradycję i dobro nowych uczestników mityngu.

Podczas rozmowy na ten temat ktoś zadał pytanie: Powierzyliście Ziutkowi służbę prowadzącego, ale skoro sobie z nią kompletnie nie radzi, to dlaczego nie wybierzcie do niej kogoś innego? I tu konsternacja. Wreszcie ktoś odważył się przyznać, że grupa niczego Ziutkowi nie powierzała, po prostu przyszedł na mityng i oznajmił, że tę służbę sobie bierze. A kiedy nawet ktoś go o to „branie sobie służb” zapytał, Ziutek odparł, że tak zdecydował jego sponsor.
Naprawdę tak się to robi? Naprawdę tak działają Anonimowi Alkoholicy? Jakoś nadal pamiętam, że u nas, w AA, służbę powierza grupa. Poza AA, co oczywiste, może to wyglądać inaczej.

Anonimowi Alkoholicy od ponad dziewięćdziesięciu lat dysponują rozwiązaniem problemu alkoholizmu. W polskiej wersji AA nigdy nie popularnym i nie powszechnym, ale to już inna sprawa. Podczas naszych spotkań dzielimy się doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązać ten nasz wspólny problem. Jestem starym człowiekiem, ale może jeszcze dożyję takich czasów, kiedy grupy, które przez kilkanaście lat oferowały nowym rozwiązanie, radośnie i ochoczo wrócą do programu problemów i radości. Choć trochę szkoda…

2 komentarze:

  1. Słuszne spostrzeżenia,dodam od siebie, że często podczas wypowiedzi, są osoby na sali, które rozmawiają ze sobą po ,, cichu " . Jest brak reakcji prowadzącego.Warto zastanowić się nad 5 Tradycją,tym bardziej, że brak reakcji to przyzwolenie na samowolę.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałem tylko delikatnie spytać, czy to prawda, co mówią znajomi znajomych, ze były alkoholik znany jako Marceli Szpak, znów jest... alkoholikiem? Momentami był wkurzający, ale w sumie nie życzę mu źle. Może znów stanie na nogi.

    Tych 5 punktów to tylko przykład, prawda? Bo prowadzący potrafią generować problemów znacznie więcej.

    OdpowiedzUsuń