– Piłem, trwoniłem pieniądze, wrzeszczałem na ciebie i dzieci, nie można było na mnie liczyć… tak to właśnie jest w przypadku alkoholizmu. Przepraszam, wybaczysz mi?
– Tak, wybaczam, wybaczam – odpowiada zmęczone żona – tylko do tego chlania nie wracaj.
Wybaczenie to darowanie komuś winy (https://sjp.pwn.pl/sjp/wybaczyć;2538507.html). Jeśli proszę o wybaczenie, to wygląda na to, że najpierw kogoś skrzywdziłem, a teraz jeszcze coś chcę, czegoś się od swojej ofiary domagam, na przykład chcę, żeby mi darowała. To po pierwsze, a po drugie – przeprosiny nie są zadośćuczynieniem albo tylko w tak drobnych sprawach, jak potrącenie kogoś koszykiem w sklepie. Ale to są zapewne sprawy oczywiste.
Na warsztacie internetowym KzK prowadząca zadała w październiku ciekawe pytanie o poczucie winy, nadmierne obwinianie się, rozpamiętywanie itp. Który to temat skłonił mnie do pewnych rozważań oraz sprawdzenia, jak to u mnie wygląda teraz.
Czy w przypadku postawionego Dziewiątego Kroku (sic!) w taki sposób, jak opisałem w pierwszych zdaniach, mogę twierdzić, że zadośćuczyniłem, że przecież wybaczono mi, a więc żadnego poczucia winy już nie mam i nawet nie powinienem mieć?
Słyszałem wiele razy, że nadmierne lub przesadne poczucie winy odczuwa człowiek, mimo że uzyskał przebaczenie. W opisanym przypadku alkoholik uzyskał przebaczenie, a przynajmniej tak się to może wydawać. Czy w tej sytuacji poczucie winy, które nadal odczuwa, jeśli odczuwa, rzeczywiście źle świadczy o nim samym? Że widocznie lubi się nurzać, uwielbia rozpamiętywać?
Alkoholik spowodował wypadek po pijanemu, w którym młoda kobieta straciła nogę. Alkoholik bez najmniejszego oporu zapłacił odszkodowanie, a dodatkowo zafundował ofierze laskę z kryształkami Swarowskiego. Do tego, rzecz jasna, przyznał, że bardzo mu przykro, wyznał że to tylko jego wina, przeprosił. Właściwie zrobił wszystko, co mógł, prawda? Czy zrobienie wszystkiego, co jest możliwe, przez alkoholika, sprawcę wypadku, likwiduje i powinno całkowicie usuwać jego poczucie winy?
Mechanizm nałogowego regulowania uczuć – nazywali to na terapii – albo po prostu zdolność i skłonność do najrozmaitszych sztuczek i manipulacji, byle tylko czuć się dobrze, a przynajmniej przestać się czuć źle, hula nadal po odstawieniu alkoholu. Więc ostatecznie nie przejmowałbym się aż tak znowu bardzo ewentualnym nadmiernym poczuciem winy alkoholików, co jednak rozmaitymi działaniami, które miałyby to realne poczucie winy jakoś sztucznie i szybko zniknąć.