poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Wartościowy temat mityngu

Jedna z pierwszych grup poznańskich w opracowanym wykazie do scenariusza mitingu proponuje takie tematy jak: „Etiologia choroby alkoholowej – próba indywidualizacji przyczyn alkoholizmu, Próba charakterystyki typowych trudności w małżeństwie AA, Prezentacja postaw małżonek w okresie abstynencji partnera (próba syntezy) czy Kształtowanie się nowego modelu stosunków towarzyskich rodziny AA”. („Historia AA w Polsce,” s. 131). Ustalono nawet, że w grupie wszyscy będą musieli opracowywać referaty tematyczne. Niepokoiło to wtedy nawet terapeutów do których przychodzili niektórzy z alkoholików prosząc o książki na temat alkoholizmu, potrzebne do napisania tych prac.

Kiedy tylko przypomnę sobie te tematy mityngów z początków działania AA w Polsce, bywam zarówno rozbawiony jak i przerażony. Alkoholicy (z AA raczej nie miało to zbyt wiele wspólnego) działali w dobrej wierze, naprawdę wszelkimi metodami starali się utrzymać abstynencję. Straszne to były czasy, koszmarne pomysły i dramat wielu ludzi. Ale… ale czy rzeczywiście tego typu wydarzenia należą do czasów słusznie minionych?

Byłem niedawno na spotkaniu. Sala pełna, ze czterdzieści osób. Tematami niby miał być Krok i Tradycja przypadające na bieżący miesiąc, ale chyba nikt ich nie poruszał. Za to prowadzący i grupa ochoczo zaaprobowali tematy proponowane przez dwóch uczestników. Nagrywać nie wolno, pamięć już też nie tak dobra, więc nie będę się upierał, że te tematy były dokładnie takie; powiedzmy więc, że tak mniej więcej, tak mi się wydawało.

Środowisko Anonimowych Alkoholików jako czas, miejsce i okoliczności generujące, albo i nie, prawdziwe przyjaźnie – analiza wartościowo-porównawcza.

Zatracanie się w pomaganiu w środowisku AA i wobec alkoholików, jako wskazanie do kształtowania osobistego egoizmu – synteza i uzasadnienie zjawiska.

W tym drugim przypadku autor tematu odczytał z kartki, przygotowaną wcześniej, prelekcję, a może referat. Na oba tematy, a także inne w stylu „problemów i radości”, członkowie grupy wypowiadali się ochoczo i krępujących chwil milczenia nie było.

Jakoś tak w połowie przypomniał mi się alkoholik, weteran, którego nazywano bodajże Szampon Piwny, i jego słowa, kiedyś popularne w AA i nawet publikowane w „Mityngu”: Alkoholik to takie cacuszko, co to aby żyć, musi mieć problemy, a jak ich nie ma, to sobie wymyśli, a jak już wymyśli, to musi je rozwiązywać, a jak nie potrafi, to użala się nad sobą. Ja dodałbym jeszcze, że często też zawraca głowę tymi swoimi wydumanymi problemami każdemu, kogo dopadnie, próbując sprawić, by i ten ktoś miał jakiś problem.

Wyszedłem po godzinie, choć spotkanie jeszcze trwało. Wydaje mi się, że po prostu doszło do niewielkiej pomyłki, kolega miał mnie zabrać na mityng AA.

6 komentarzy:

  1. Jak zwykle w punkt .Déjà vu (z francuskiego „już widziane”) tak niestety wygląda większość spotkań AA . A życie płynie smutki, radości 😀 a spotkanie AA przypomina bardziej spłuczkę,przykre ale prawdziwe.
    Pozdrawiam.
    ps.oczywiście nie na wszystkich grupach...

    OdpowiedzUsuń
  2. Amerykanie mają takie powiedzenie - „To byłoby dobre miejsce na mityng AA”.
    A kiedy ja trafiłem do AA, i kilka lat potem, jak bumerang wracał temat „Jak sobie radzę ze złością”. Opowieści wskazywały raczej na ogólne nieradzenie sobie…
    No i samograje.
    Święta zagrożeniem mojej trzeźwości. Jak przeżyć Sylwestra.
    Lato i ogródki piwne. Wyjazd na urlop jako tragedia dla alkoholika. Wrzesień miesiąc depresji. Październik miesiąc depresji. Listopad miesiąc depresji. Grudzień, i od nowa.
    Czasami się zastanawiam jak udało się nam pozostać trzeźwymi 😂

    OdpowiedzUsuń
  3. Wolność od oceniania mityngów zyskałem dopiero wtedy, gdy nabrałem do nich odpowiedniego dystansu. Przez dwa lata w ogóle w nich nie uczestniczyłem. Kiedyś, gdy bywałem na nich często i angażowałem się w służby, ciągle coś budziło mój sprzeciw. Irytowało mnie narzekanie podczas dzielenia się "problemami i radościami", przeszkadzał zbyt religijny ton – zawsze znalazł się jakiś powód. Zdarzało mi się pisać tematy spotkań; może nie były aż tak przeintelektualizowane jak te z Twojego posta, ale i tak siliłem się na wysublimowany, oryginalny styl. Frustrowało mnie, gdy uczestnikom nie przypadały one do gustu. Ciągle coś było nie tak, ciągle "nie po mojemu".

    Niedawno odwiedziłem grupę, którą współzakładałem. Poszedłem tam bez żadnych oczekiwań i bez napięcia. Było dokładnie tak jak dawniej, czyli znów "nie po mojemu", ale tym razem zupełnie mi to nie przeszkadzało. W spokoju wysłuchałem innych, powiedziałem parę słów od siebie, a po mityngu porozmawiałem z dawnymi znajomymi. Wróciłem do domu z czystą głową, wolny od jakiejkolwiek potrzeby oceniania – zarówno ludzi, jak i samego przebiegu mityngu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście od kiedy wytrzeźwiałem potrafię ocenić, czy na mityngu usłyszałem coś wartościowego, sensownego, przydatnego, czy też zupełnie nie. Po co miałbym chodzić na te spotkania, gdybym nie umiał nijak ocenić usłyszanych treści?

      Usuń
  4. Wolę jednak oceniać, wolę być świadomy problemu, niż udawać że go nie ma. Problemu, który dotyczy głównie alkoholików szukających pomocy w AA, mnie również, bo kiedyś może moi bliscy będą potrzebować pomocy. Od AA oczekuje, tak, to ma być miejsce gdzie ludzie mają otrzymać pomoc, nie pożyczkę na tydzień, więc traktuje to poważnie. Byłem cztery dni temu na mityngu w Kaliszu. Spotkałem tam znajomego, nazwę go D. Była tam również jego partnerka, która niedawno zapiła. Słuchałem do przerwy o wyjazdach i zabawach, o tym jak super było ostatnio w Licheniu, i o tym zapiciu. Alkoholiczka w/w również była w Licheniu i przytakiwała że było super. Wyszedłem po przerwie, uznając że nikogo nowego tam nie ma i nic tu po mnie, że ta sama piana jest bita co tydzień. Tego samego dnia, wieczorem w Biedronce zauważyłem kolegę, tego D. Miał w rękach dwie zgrzewki piwa, pewno z promocji, bo były na palecie na samym wejściu do sklepu. Udawałem że go nie widzę, ale po chwili podszedłem, gdy odłożył te piwa (czekał kiedy się oddalę, bo był mocno zmieszany na mój widok), zapytałem co dobrego. Odpowiedział że wszystko ok. Rozmowa trwała minutę. Mówił że chodzi tylko na mityngi tam, gdzie się widzieliśmy w środę i że dla niego to najlepsza grupa (mimo tego że on pije i jego partnerka również). Mam udawać że jest dobrze? Mam nie oceniać? Nie mówić innym żeby nie chodzili tylko na tę grupę? Że może warto poszukać nawet poza Kaliszem? A jak zapytają dlaczego to mam nie oceniać? Mam nie mówić prawdy? Hmmm

    Szymon

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli coś w AA ma okazję dążyć do dna, to będzie dążyć do dna.
    Tę „zasadę” sformułowałem sobie już dobre ponad 10 lat temu.
    I dotyczy to mityngu, grupy, zespołu informacji publicznej, intergrupy, roznoszenia ulotek, poziomu sponsorowania… itp, itd.
    Sam do dziś pamiętam… To było krótko po inauguracji naszej grupy, pierwszej w mieście opartej na WK, Programie, sponsorowaniu.
    Tematem tygodnia był fragment z Wielkiej Księgi, ale że było troje nowicjuszy, jako prowadzący zasugerowałem, że można również poza tenatem.
    No, na to tylko czekali… Nie nowicjusze. Nasi ględzący weterani. Jeden opowiedział o wizycie u lekarza, drugi rozpływał się w podziękowaniach, jak to cudnie że tyle robimy, bo on ma gdzie przyjść 😂
    Trzeci też jakieś cuda…
    Na szczęście wypowiedzi mieliśmy ograniczone czasowo, po tej trzeciej przypomniałem fragment tekstu i poprosiłem o wypowiedzi w temacie.
    Nigdy więcej w prowadzeniu mityngu nie kierowałem się lękiem.

    OdpowiedzUsuń