piątek, 14 sierpnia 2015

Nigdy nie zrobisz tego sam

Nikt tego za ciebie nie zrobi, ale nigdy nie zrobisz tego sam - powiedzenie popularne w środowisku Anonimowych Alkoholików. 

 Sponsor, sponsorowanie, sponsoring - określenia wyjątkowo problematyczne w naszym kraju, bo większości Polaków, nie tylko alkoholików, kojarzą się w sposób całkiem naturalny z finansowaniem, dotowaniem, fundowaniem i wreszcie stawianiem - zwykle alkoholu. Sponsorem programu jest firma... - komunikat, który często można usłyszeć w telewizji. Niestety, jak dotąd nie pojawił się żaden sensowny odpowiednik polski, a przynajmniej ja o takim do dziś nie słyszałem. Na pewnej konferencji padła wprawdzie propozycja zastąpienia angielskiego sponsora naszym polskim opiekunem w programie zdrowienia indywidualnego, ale... Więcej sensu mogłyby mieć chyba takie określenia, jak przewodnik albo trener, jednak nie sądzę, żeby wyparły one sponsora; w końcu to ponad czterdzieści lat tradycji, nawyków i przyzwyczajeń (w Polsce, bo w USA ponad osiemdziesiąt).

Na temat sponsorowania wypowiadałem się w kilkunastu artykułach, na blogu oraz w trzech książkach, ale prawdą jest, że były to informacje mniej czy bardziej rozproszone, więc kiedy kolejny raz zetknąłem się z powtarzającymi się pytaniami i wątpliwościami, postanowiłem zebrać to wszystko w jedną całość i…


Czytaj…cały artykuł

wtorek, 11 sierpnia 2015

Notatki sponsora (odc. 059)


Podróż pociągiem to świetna okazja do medytacji i rozważań; dla mnie – jeśli tylko nie muszę stać na jednej nodze z walizką w ręku w toalecie – nie jest to czas stracony. Tak też było i tym razem. Po kilku latach przerwy jechałem do Poznania, miasta w pewnym sensie szczególnego – w Poznaniu wydana została moja pierwsza książka, w Poznaniu uczestniczyłem pierwszy raz w życiu w Zlocie Radości, w Poznaniu uczestniczyłem w największych chyba warsztatach sponsorowania…

Dzień wcześniej słuchałem u nas, w Opolu, spikerki amerykańskiego weterana polskiego pochodzenia (Z. przestał pić w 1979 roku). Nie usłyszałem od niego niczego nowego, niczego zaskakującego, niczego, czego bym nie znał. I to było ważne i dobre, bo kolejny raz zyskiwałem potwierdzenie, że to, co robię i jak robię, nie jest niczym wyjątkowym i egzotycznym, że Program rozumiemy i realizujemy bardzo podobnie, bez względu na szerokość geograficzną. Różnice bywają kosmetyczne.
Jedno tylko sformułowanie zwróciło moją uwagę. Omawiając Krok Piąty Z. tłumaczył, czemu i co wyznawać mamy Bogu – przecież jest On wszystkowiedzący, więc… po co? Spiker powiedział, że mnóstwo razy byliśmy wobec Boga bezwstydni: dokonywaliśmy złych uczynków, wiedząc, że są one złe i wiedząc, że Bóg jest ich świadkiem. Teraz, w Kroku Piątym, nie chodzi o to, żebym informował Boga, że ukradłem, bo to rzeczywiście wie On i wiedział, ale bym wreszcie wyznał, że latami byłem bezwstydny – wiedząc, że mnie obserwuje arogancko łamałem Jego przykazania. Jakbym pluł Mu w twarz…

Resztę podróży poświęciłem na próby odgadnięcia, jak zostanie przyjęte to, co planowałem powiedzieć. Lata temu (5-7?), także uczestnicząc w Otwartych Mityngach Spikerskich, cytowałem doktora Boba (Bob twierdził, że istnieje trudna droga i droga łatwa. Ta trudna polegała, jego zdaniem, na samum chodzeniu na mityngi – „Doktor Bob i dobrzy weterani”), w trakcie spikerki i podczas rozmów później, w kuluarach, mówiłem, że siłą Wspólnoty i nadzieją dla uzależnionych jest Program AA, a nie chadzanie po mityngach i mityngowe jęczydupstwo, że najmniej AA jest na mityngu AA i inne takie. Odniosłem wtedy wrażenie, że paru słuchaczy z chęcią skoczyłoby mi do gardła, a pytania i komentarze niektórych uczestników mityngu nie były przyjazne, delikatnie rzecz ujmując.
Co zmieniło się w umysłach i duszach słuchaczy, najlepiej wiedzą oni sami, ja wiem, co zmieniło się we mnie – nauczyłem się przez te lata, że jeśli chcę coś komuś zabrać, to jednocześnie muszę mieć coś, do ofiarowania w zamian. I może dlatego tym razem, w sierpniu 2015, było zupełnie inaczej. Pytania nie miały podtekstów, nie zadawano ich, by spikera na czymś złapać, a przynajmniej tak to odbierałem. Wyraźnie też czułem, że pytający po prostu chcą się czegoś dokładniej dowiedzieć, że jakaś kwestia jest dla nich ważna szczególnie. Sporo też było osób, które podchodziły do mnie po spikerce, życzliwie zamienić kilka słów, podziękować… Zmiana.


Nigdy nie obawiajmy się pożądanych zmian. Oczywiście musimy odróżniać zmiany na gorsze od zmian na lepsze. Gdy jednak potrzeba zmiany – w pojedynczym człowieku, w grupie AA czy w całej wspólnocie – staje się wyraźnie widoczna nie możemy pozostać bezczynni. Istotą wszelkiego wzrostu i rozwoju jest gotowość do zmian na lepsze i gotowość do wzięcia na siebie odpowiedzialności za konsekwentne ich wprowadzenie („Jak to widzi Bill”).

niedziela, 19 lipca 2015

Notatki sponsora (odc. 058)


Kilkanaście lat temu wyrobiłem sobie pewne przekonania, dotyczące wspólnoty, bliskości, przyjaźni, więzi i paru jeszcze podobnych pojęć. Kilka dni temu zostałem sprowokowany (i bardzo dobrze, bo już czas był najwyższy) do rozważenia, co one znaczą dla mnie dzisiaj, czy jest dokładnie tak, jak było, czy może zaszła jakaś zmiana.
Zastanowić się nad tym było warto tym bardziej, że podczas ostatniego mityngu jakoś dziwnie często pojawiał się w wypowiedziach uczestników temat samotności. 

Według Słownika Języka Polskiego PWN (http://sjp.pwn.pl/sjp/wspolnota;2537996.html) WSPÓLNOTA to:

1. «odznaczanie się wspólnymi cechami, wspólne posiadanie lub przeżywanie czegoś»

2. «to, co łączy, zespala»

3. «grupa osób związana wspólnym pochodzeniem, wspólną kulturą lub wspólnymi interesami, wspólną własnością»
 

Naszą wspólną cechą jest alkoholizm, razem dysponujemy wspólnym rozwiązaniem problemu alkoholizmu, który jakoś nijak nie chce działać poza Wspólnotą AA. Więc tak, wspólnota jest mi potrzebna (może nie każda, ale Wspólnota AA jak najbardziej), a ja jestem jej częścią. 

Z samotnością było trudniej. Terapeutyczne zadanie: Jak sobie radzisz z samotnością? złościło mnie i frustrowało; nie wiedziałem, o co tu chodzi. Jestem… a na pewno byłem, indywidualistą, introwertykiem, egoistą i egocentrykiem, i inni ludzie potrzebni mi byli w stopniu daleko mniejszym niż wynosi średnia krajowa. Często wręcz marzyłem o tym, by wszyscy oni dali mi święty spokój i zostawili mnie samego. Mieszkanie/przebywanie samemu w pustym domu nie kojarzyło mi się z samotnością, nie przeszkadzało mi, dość często w życiu czegoś takiego właśnie pragnąłem.

Ostatecznie uważam, że nie ma niczego złego w tym, że czasem chcę, potrzebuję, może nawet powinienem spędzić trochę czasu sam. To jest w porządku – pod warunkiem, że ta higieniczna (higiena emocjonalna i duchowa) samotność nie wynika z uraz, złości, pretensji, użalania się nad sobą itp. 

Wreszcie przyjaźń.

1. «osoba pozostająca z kimś w bliskich, serdecznych stosunkach»

2. «osoba okazująca komuś lub czemuś swoją sympatię, sprzyjająca czemuś»
 

Czy mieszkaniec Pernambuco, którego nigdy nie spotkałem i raczej nie spotkam jest moim przyjacielem? A jakim cudem, skoro go nie znam, nigdy nie widziałem! Czy stanie się on przyjacielem, jeśli zachoruje na alkoholizm? A kiedy/jeśli wstąpi do AA? Przecież to jakiś absurd! 
Czterdzieści lat przeżyłem w postawie wrogości wobec każdego, zapewne z sobą włącznie. Ale to się zmieniło, głównie dzięki Programowi AA. Obecnie moje nastawienie do innych ludzi (nie tylko alkoholików), to umiarkowanie zaangażowana życzliwość. Nadal jednak nie uważam, żeby moim obowiązkiem była przyjaźń z każdym członkiem AA.

Pamiętam z dawnych czasów powiedzenie: Jeśli nadal uważasz wszystkich w AA za przyjaciół, to widocznie zbyt rzadko chodzisz na mityngi. Cyniczne? Zapewne. Złośliwe? Być może. Jednak twierdzenie, że każdy anonimowy alkoholik jest moim przyjacielem, a ja jego, to chyba urojenie, oszukiwanie samego siebie. 

Czasem ktoś pyta mnie, po co mi te wszystkie definicje, to odwoływanie się do słowników. Odpowiadam cytatem: Jest dla mnie ważne, żeby używać słów w ich rzeczywistym znaczeniu. Dzięki temu zwykle jestem odpowiedzialny za to, co mówię i robię, za to, jaki jestem – za siebie*.  Zbyt często obserwuję ludzi, którzy nie potrafią się porozumieć, bo pewne określenia czy zwroty rozumieją inaczej; alkoholików też to dotyczy, może nawet bardziej niż reszty. 

Jedno od lat nie uległo zmianie – nadal ważniejsze jest dla mnie, bym był przyjacielem, niż miał przyjaciół.
 

 

 

 

--
* Jorge Bucay „Listy do Klaudii”, Wydawnictwo Replika 2007, tłumaczyła Ilona Ziętek-Segura, s. 43.

piątek, 26 czerwca 2015

Notatki sponsora (odc. 057)

W lipcowej Warcie (07/225) przeczytałem trzynastą część ciekawego cyklu „Powrót do źródeł”, a w nim przekonania jego autora dotyczące Kroku Jedenastego (konkretnie pytań zawartych w WK na stronie 74): Wielu ludzi nazywa to robieniem wieczornego 10 kroku, ale to nieporozumienie, jest to część 11 kroku. Moim zdaniem jest to typowy błąd alkoholików, którzy pracowali tylko i wyłącznie na Wielkiej Księdze. Oczywiście jest to w pełni zrozumiałe w przypadku weteranów, którzy żyli przed wydaniem 12x12. 

Czy jest to jakiś wielki problem? Może nawet nie – pod warunkiem, że Program traktuje się i rozumie jako całość, bo ważne jest, żeby w ogóle podejmować określone działania, a nie to, do którego Kroku one formalnie należą. Jednak, jako że podopieczni często gubią się w tym miejscu, postanowiłem zaprezentować moje rozumienie tej kwestii, oparte na wieloletnich doświadczeniach Anonimowych Alkoholików zawartych w literaturze Wspólnoty (nie tylko jednej książce). 

Na stronie 74 drugiego wydania Wielkiej Księgi Bill W. przystępuje do rozważań na temat Kroku Jedenastego, co wyraźnie wyróżnione jest wersalikami. Jednak w tekście tym pojawiają się takie oto pytania:

Czy byliśmy nieprzyjaźni, egoistyczni, nieuczciwi, czy targały nami obawy? Czy jesteśmy komuś winni przeprosiny? Czy zatailiśmy w sobie coś, co powinno być natychmiast przedmiotem dyskusji z zaufaną osobą? Czy to, co zrobiliśmy mogło zostać wykonane lepiej? Czy myśleliśmy wyłącznie o sobie przez większość dnia? Czy znaleźliśmy czas, aby zastanowić się, co moglibyśmy uczynić dla innych? Czy wnieśliśmy coś od siebie dla ogólnego dobra?  

W tym momencie w naturalny sposób rodzą się pewne wątpliwości, no bo jak to, Krok Jedenasty zaleca modlitwę i medytację, a tu znowu mamy obrachunek moralny? Autor „Powrotu do źródeł” uważa te pytania za część Kroku Jedenastego, więc co, mamy takie albo podobne pytania zadawać sobie dwa razy, bo raz w Kroku Dziesiątym i znowu w Jedenastym? 

Nie dowiemy się już, co Bill miał na myśli, ale jestem przekonany, że pytania osobistego obrachunku moralnego zawarł w opisie Kroku Jedenastego celowo, jednak nie po to, żeby obrachunek ten powtarzać, ale żeby pokazać, że Kroki te ściśle się ze sobą łączą, jeden wyraźnie wynika z drugiego. W podobny zresztą sposób, jak Kroki Szósty i Siódmy albo Ósmy i Dziewiąty. Z czasem Bill W. zorientował się chyba, że nie dla wszystkich jest to w pełni zrozumiałe i oczywiste, więc więcej wyjaśnień zawarł w 12x12. 

Istnieje bezpośredni związek między badaniem samego siebie, medytacją i modlitwą – 12x12, s. 97. Właśnie tak! Istnieje bezpośredni związek między Krokiem Dziesiątym a Jedenastym i warto to wreszcie zrozumieć. 

Krok Dziesiąty, który zaleca kontynuowanie osobistego obrachunku, składa się z dwóch części: bieżącej korekty zachowań oraz rozpoznania prawdziwych motywów (pobudek, intencji) naszych działań. Krok Jedenasty natomiast to doskonalenie więzi z Bogiem w celu (między innymi) korekty intencji, jeśli w poprzednim Kroku zorientowaliśmy się, że są one nieczyste, pokrętne, egoistyczne, nieuczciwe. 

Nasze życie wewnętrzne znajdzie się na wyższej płaszczyźnie, jeśli nasze myśli zostaną oczyszczone ze złych pobudek – WK, s. 75. 

W tym momencie warto zauważyć analogię: Kroki Sześć-Siedem – mam wpływ na swoje zachowanie, mogę nie używać wad charakteru, mogę przestać z nich korzystać, jednak uwolnić mnie od nich może tylko Bóg, to przekracza moje możliwości; Kroki Dziesięć-Jedenaście – mogę na bieżąco korygować swoje zachowanie i postępowanie, ale ze złych pobudek (motywów, intencji) nie uwolnię się sam, to już przekracza moje możliwości, muszę prosić o pomoc Boga, muszę nauczyć się z Nim współdziałać. 

…abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, 
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

czwartek, 25 czerwca 2015

Bóg, jakkolwiek Go pojmuję


Siłą Wspólnoty i nadzieją dla alkoholików jest Program AA. Program AA, a nie mityng! Wydaje się, że siedem-dziewięć lat temu prawda ta znana była zaledwie kilkudziesięciu anonimowym alkoholikom w Polsce. Choć z czasem, powoli, ulegało to poprawie, to jednak za rok przełomowy uważam 2013 i warsztaty sponsorowania w Poznaniu, w których uczestniczyło ponad dwieście osób. Od tego momentu, obrazowo rzecz ujmując, śnieżna kula toczy się już po zboczu sama, coraz szybciej i nie ma możliwości jakoś jej zatrzymać.
Liczbę grup zwanych programowymi oraz sponsorowanie we Wspólnocie AA  w naszym kraju szacuję dziś, to jest w połowie roku 2015, na jakieś 10%.  Czy mam nadzieję i czy chciałbym, żeby wszystkie grupy AA w Polsce stały się grupami programowymi? Nie, raczej nie. Ale to już zupełnie inna sprawa, nie o to w tej chwili mi chodzi. 

Z czterdziestu lat historii Wspólnoty AA w Polsce przez ponad trzydzieści Anonimowi Alkoholicy byli mniej albo bardziej ważnym uzupełnieniem psychoterapii odwykowej. Na wskroś humanistycznej terapii, dodam, bo to ważne1. Psychoterapeuci nakłaniali, mnie i innych alkoholików, do uczestnictwa w mityngach AA, i argumentowali to często mówiąc: każda terapia kiedyś się kończy, a AA zostanie wam do końca życia. Chwała im za to, bo nauczyli mnie i przyzwyczaili do korzystania z AA każdego dnia. Były to lata, w których wydawało się, że Wspólnota AA = mityng AA i… właściwie nic więcej. Mityngi AA niewątpliwie pomagały i pomagają nadal utrzymywać abstynencję, choć wytrzeźwieć na samych mityngach nie było łatwo. W latach 1998-99 i później traktowałem je jako coś w rodzaju grupy wsparcia połączonej z klubem abstynenta; nie zdawałem sobie wtedy jeszcze  sprawy, że Wspólnota AA od kilkudziesięciu już lat dysponuje swoim własnym, kompletnym sposobem na rozwiązanie problemu alkoholizmu, że na bazie doświadczeń Anonimowych Alkoholików zbudowana została cała współczesna psychoterapia odwykowa. 

Gdyby problem alkoholizmu można było rozwiązać przy pomocy jakiegoś kodeksu moralnego, albo jakiejś "ulepszonej" filozofii życiowej, wielu z nas dawno by już wyzdrowiało. Przekonaliśmy się jednak, że ani zasady moralne ani filozoficzne nie były w stanie nas uratować, bez względu na to jak bardzo się staraliśmy2. 

Później nastąpiły zmiany, o których wspomniałem wcześniej i alkoholicy w AA zaczęli poważnie realizować Program AA, dotąd właściwie tylko rytualnie odczytywany na początku spotkania. Wiązało się to z doświadczeniem, zrozumieniem i przyjęciem, że Siłą niezbędną alkoholikowi do życia, bo nie tylko do niepicia, jest Bóg – jakkolwiek Go pojmujemy. Tak, uzdrowienie z alkoholizmu wymaga przebudzenia duchowego, którego siłą sprawczą jest On. Wprawdzie w początkowym okresie nic nie stoi na przeszkodzie, by rolę siły większej niż jego własna stała się dla alkoholika światowa medycyna czy Wspólnota AA, ale ostatecznie… wiadomo.
Bóg, co w tej sytuacji wydaje się najzupełniej naturalne, coraz częściej pojawiać się zaczął w wypowiedziach uczestników mityngów; bywa, że alkoholicy wymieniają też imię Boga, w którego wierzą, któremu ufają, powierzają się. Oczywiście nie ma w tym niczego niewłaściwego, każdy z nas ma prawo do własnych doświadczeń i przekonań, tym niemniej na horyzoncie pojawił się kolejny problem… 

Czemu kolejny? Wystarczająco przykry jest już podział na grupy programowe i… hm… staropolskie, a tu nagle pojawia się pytanie, co – poza samymi mityngami – Wspólnota Anonimowych Alkoholików ma do zaoferowania ateistom i agnostykom? Albo jeszcze dosadniej: czy AA-owskie rozwiązanie problemu alkoholizmu dostępne jest także dla niewierzących?
Jeśli w Wielkiej Księdze Bill W. zawarł rozdział „My – niewierzący” („We agnostics”, a więc raczej my agnostycy, my wątpiący; niedoceniany – przyznaję – w początkowym okresie pracy na Programie), to najwyraźniej problem ten występował od samych początków istnienia Wspólnoty AA i nie był to problem błahy.  

Sporo czasu zajęło mi sprecyzowanie własnego zdania na temat oferty Wspólnoty AA dla agnostyków i ateistów, ale w chwili obecnej sprowadza się ono do dwóch stwierdzeń.  

1. Alkoholikom, którzy kategorycznie i zdecydowanie odrzucają możliwość istnienia, a tym samym także pomocy jakiejkolwiek Siły większej niż ich własna (nigdy w życiu nie uwierzę w żadnego boga!), Wspólnota AA oferuje mityngi. 

2. Alkoholikom, którzy wierzą albo przynajmniej są skłonni uwierzyć, że istnieje Siła Wyższa, potężniejsza od nich samych, Anonimowi Alkoholicy proponują Program AA.

Pragniemy jednak zapewnić cię - z chwilą, gdy udało nam się odrzucić nasze uprzedzenia i wykazać choćby samą chęć uwierzenia w Siłę Większą od nas samych, zaczęliśmy otrzymywać pozytywne rezultaty3. 

Wiara nie jest wynikiem decyzji, to prawda, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebym w życiu przyjął określoną postawę i przynajmniej zaczął działać tak, jakbym wierzył (opolskie rób tak jakbyś…). Nie byłby to ani pierwszy, ani ostatni raz, gdy pierwsze kroki na nowej drodze stawiał będę wbrew sobie, bez przekonania. 

Od osiemdziesięciu lat Wspólnota AA dysponuje rozwiązaniem problemu alkoholizmu. Żeby z niego skorzystać nie trzeba być człowiekiem religijnym ani nawet wierzącym. Wydaje się, że jedyne, co jest niezbędne, to odrzucenie uprzedzeń, dobra wola i otwarta głowa. Wiem o czym piszę, przeszedłem tę drogę. W końcu rozstałem się z urazami i uprzedzeniami, a nie był to proces łatwy ani krótki, uświadamiając sobie przy okazji, że dotyczą one kościoła i księży, a nie Boga.
Tymczasem oszukiwaliśmy samych siebie, gdyż w głębi każdego człowieka - mężczyzny, kobiety lub dziecka, tkwi fundamentalne pojęcie Boga. Może ono zostać przyćmione przez tragedię, pychę lub gloryfikowanie spraw materialnych…4. 

Przyćmione może zostać z wielu innych jeszcze powodów. Jesteśmy ludźmi dorosłymi, więc może warto zastanowić się, skąd pochodzą nasze uprzedzenia, czy nie jest to czasem wynik dziecięcego jeszcze lęku przez surową katechetką, paskudnych doświadczeń z księdzem pedofilem, czy wychowania w fanatycznie religijnej, dysfunkcyjnej rodzinie? Zapytaj siebie, jak ja kiedyś, czy naprawdę chodzi o Boga? 

Uczestnicy mityngów będą używali określeń „mój Bóg”, Jezus Chrystus, Siła Wyższa i wielu podobnych, będą opowiadali o powrocie na łono Kościoła albo o odejściu od niego, o udziale w liturgii i o pielgrzymkach; to ich przeżycia i doświadczenia, a ty tylko… Nie pozwól, aby jakieś twoje uprzedzenie wobec tych określeń powstrzymały cię od starannego rozważenia, co one dla ciebie znaczą5. 

Nie, nie potrzeba wstępować i angażować się w AAA (Agnostic Alcoholics Anonymous) i podsycać stare urazy, bo nadal prościej jest rozstać się z dawnymi przekonaniami i na początek zamienić jedynie „nie” na „nie wiem”. Jest spora szansa na to, że reszta dokona się sama, choć nie musi się to wydarzyć już dzisiaj, bo …żeby wytrzeźwieć i utrzymać się w trzeźwości, nie musisz natychmiast przełknąć całego Drugiego Kroku6. A więc zacznij i z czasem po prostu poprawiaj.


--
1. Zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego PWN humanizm to postawa moralna i intelektualna zakładająca, że człowiek jest najwyższą wartością i źródłem wszelkich innych wartości.
2. „Anonimowi Alkoholicy”, wydanie II, s. 37-38.
3. Tamże, s. 39.
4. Tamże, s. 46.
5. Tamże, s. 39.
6. „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji, s. 28.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Notatki sponsora (odc. 056)


Po nieco problematycznych doświadczeniach z grupą „U Bortona” …Konferencja Służb Ogólnych AA zagłosowała przeciwko praktyce nadawania grupom nazw od nazwisk ludzi – czy to ze Wspólnoty, czy poza nią; czy to żyjących, czy zmarłych („Doktor Bob i dobrzy weterani” s. 224). 

Kilka tygodni temu, w Koźlu, powstała nowa grupa AA. 03.06.2015 na jej trzecim bodajże mityngu spikerkę będzie miała Kasia z Warszawy. Grupa nazywana została… „u Franciszków”.