środa, 26 sierpnia 2020

Co dalej z Wielką Księgą PL?

Einstein - no problem can be solved from the same level of consciousness that created it, czyli:  żaden problem nie może zostać rozwiązany przez umysł, który go spowodował. Jest to znana prawda, z którą nie dyskutuje już nikt na świecie (nawet podręczniki napisane przez polonistów wymagają korekty, bo sam autor swoich błędów może nie widzieć), za wyjątkiem Anonimowych Alkoholików w Polsce.

Nowa Wielka Księga, wydana w 2018 roku, jest lepiej przełożona od poprzedniej wersji, twierdzę nawet, że w ogóle jest lepsza, a raczej byłaby lepsza, gdyby poprawione zostały błędy językowe (tak, tak, w języku polskim), które utrudniają czasem zrozumienie przekazu oraz ośmieszają Wspólnotę AA w Polsce.

Autorom tego koślawego przekładu Wspólnota dała czas do września 2019 na ustosunkowanie się do błędów, które porobili. Oczywiście w terminie się nie zmieścili. Nadal nie wiem po co to było. Po co dawać autorom błędów wiele miesięcy… właściwie na co? Na przeprosiny? Na zwrot pieniędzy? W każdym razie ze sporym opóźnieniem, autorzy łaskawie przyznali się do kilku (tak – kilku!) mało ważnych błędów oraz jednego poważnego. „Specjalistka”, która wzięła potężne pieniądze za korektę* tej książki, nie odezwała się.

To najwyraźniej nie wszystkim w AA jest wiadome, ale książka „Anonimowi Alkoholicy” jest podstawowym podręcznikiem, dzięki któremu może zostać uratowane życie tysięcy cierpiących alkoholików. Nie można (moim zdaniem) pozwolić na to, by zawierała ona niezrozumiałe sugestie, bzdurne kalki z angielskiego, komiczne stylizacje (co to jest jestestwo, do jasnej Anielki?!) i błędne albo wręcz cudaczne przekonania.

Poczekałem prawie rok od terminu, w którym autorzy błędów mieli się ustosunkować do swoich… hm… (staram się nie używać wulgaryzmów)  i napisałem do AA w Polsce, rady powierników, biuletynów, dyrektorki BSK  itd. Zapytałem ich, co dalej z rażącymi błędami? Chodzi między innymi o nieistniejące słowo „samopoświęcenie”, o błędnie użyte „dylematy” i „osobowości”, o bezsensowne stylizowanie tekstu na przedwojenną staropolszczyznę? Co dalej z numeracją wydań „Anonimowych Alkoholików”? Ja mam sześć różnych wydań, więc wersja z 2018 roku nijak nie może być czwarta. Jeśli mi ktoś kiedyś odpowie, to dam znać. Ale możliwe też, że nie odpowiadają byle komu, bo są zbyt zajęci wyłudzaniem pieniędzy w oszukańczy, manipulacyjny sposób (https://meszuge.blogspot.com/2020/04/notatki-sponsora-odc-124.html). Chodzi mi tu oczywiście o oficjalny komunikat rady powierników, zgodnie z którym dawanie pieniędzy jest najwyższą formą realizacji Dwunastego Kroku. Nie muszę chyba dodawać, że spytałem o to GSO w Nowym Jorku i tam o takich dziwnych przekonaniach nikt nie słyszał.

A przy okazji do głowy przychodzi mi coś takiego: ja jestem technikiem budowlanym, czy podjąłbym się wykonania operacji… powiedzmy usunięcia woreczka żółciowego? Specjalnie nie wybrałem jakiejś strasznie trudnej, transplantacji serca na przykład albo operacji na otwartym mózgu, żeby nie przeginać – usunięcie woreczka żółciowego to już raczej zabieg niż operacja. No więc, jeśli jestem trzeźwy, a więc zdaję sobie sprawę z własnych umiejętności i słabości, zalet i braków, oczywiście nie zgodziłbym się. Po pijanemu, to kto wie… A co, gdyby na dokładkę, znający mnie bliżej koledzy z AA, przekonywali mnie, że świetnie sobie poradzę przy stole operacyjnym? W takiej sytuacji najpierw zastanowiłbym się nad zdrowym rozsądkiem tych kolegów, a później i tak bym odmówił.

Jak oceniać trzeźwość alkoholika, który mając wykształcenie podstawowe i słabą znajomość poprawnej polszczyzny (wynikającą z wieloletniego zamieszkiwania za granicą), podejmuje się niesamowicie trudnej i odpowiedzialnej pracy tłumacza? Co sądzić o trzeźwości jego kolegów z AA, którzy go przekonywali, że świetnie sobie poradzi? Ale to jeszcze nie wszystko – jaki poziom trzeźwości reprezentują powiernicy, którzy powierzyli komuś takiemu służbę tłumacza, kompletnie nie sprawdzając jego kompetencji językowych? Bo uznali to za zupełnie zbędne – to z odpowiedzi BSK, jaką dostałem.

Dziwna jest ta polska odmiana Wspólnoty AA i z upływem czasu, coraz dziwniejsza… A na koniec cytat:

Osobista gloryfikacja, arogancka duma, zajadła ambicja,, ekshibicjonizm, nietolerancyjna satysfakcja, pieniądze czy szaleństwo władzy, nieprzyznawanie się do błędów oraz nieuczenie się na nich, samozadowolenie, lenistwo – te i wiele innych cech należą do typowych „schorzeń"…  „Język serca”, s. 28.

 

 

  

 

 

 

--

* Pracowałem z kilkoma korektorami i redaktorami książek, lubimy się, kontaktujemy do dziś. Pytałem znaną w Polsce redaktorkę i korektorkę (jest bardzo dobra i robi jedno i drugie), ile trzeba by jej zapłacić za redakcję i korektę, gdyby to jej powierzyć zlecenie na książkę tej objętości. Okazało się, że 1000-1500 złotych. A kiedy wspomniałem, że przecież redagowaną i korygowaną książkę czyta się kilka razy, odparła, że to jest jej system pracy i zleceniodawcy nic do tego, czy ona czyta pracę raz, czy sto razy. To jest umowa o dzieło. Proponowałem tłumaczom, że skontaktuję ich z redaktorką niektórych moich książek i proponowałem to, gdy zespół jeszcze pracował, więc był czas na decyzję, komu powierzyć to zadanie. Ostatecznie żałosna korekta WK kosztowała… ponad 8000 złotych. O ile w ogóle jakakolwiek korekta i redakcja miała miejsce, w co wątpię - patrząc na efekty.


czwartek, 16 lipca 2020

AA PL w konflikcie z prawem


Czy Wspólnota Anonimowych Alkoholików w Polsce gwarantuje komukolwiek cokolwiek? Przypomnę może, że gwarancja to poręczenie, że coś nastąpi albo że jest prawdziwe. Czy nieformalna grupa alkoholików (bo niebędąca organizacją), to jest ludzi psychicznie chorych albo przynajmniej zaburzonych, jest w stanie udzielić komuś jakiejś gwarancji? Wydaje się oczywiste, że AA nie gwarantuje wytrzeźwienia, nie gwarantuje szczęścia, nie gwarantuje uczciwości swoich członków, nie gwarantuje… Wygląda jednak na to, że władcy AA w Polsce gwarantują innym (zwłaszcza nowicjuszom) anonimowość. I to nawet wtedy, gdyby miało to oznaczać konflikt z prawem!

Już raz zwracałem uwagę na to, że sponsorzy w AA roją sobie, że mają jakieś szczególne prawa, jak księżą tajemnicę spowiedzi, i nie muszą zawiadamiać stosownej instytucji/urzędu o popełnionej zbrodni. Poplecznictwem przez zaniechanie jest niezawiadomienie organów ścigania, pozostawienie spraw swojemu biegowi, mimo informacji o popełnieniu przestępstwa i wiedzy kto się go dopuścił. Art. 239KK. Jednak faktycznie ściganie w przypadku poplecznictwa ma miejsce właściwie tylko w przypadku, jak już wcześniej wspomniałem, niewykrytej zbrodni. A to nie jest chyba takie częste. Przynajmniej mam nadzieję…

Ale sabotowanie prawa, niezdolność do podporządkowania się normom prawnym przez rzekomo trzeźwych sponsorów, to sprawa indywidualna – sponsor w takiej sytuacji sam musi podejmować decyzje. Okazuje się jednak, że Wspólnota jako całość, najwyraźniej z Fundacją BSK włącznie, zamierza lekceważyć szczególne przepisy związane z pandemią koronawirusa. Alkoholik, który zaraził się wirusem, zgodnie z przepisami, musi podać miejsca, w których był i osoby z którymi się spotkał. Jest to oczywiste! Chodzi przecież o to, by nie dopuścić do rozprzestrzeniania się zarazy wśród jego krewnych, znajomych, czy z kim się tam spotkał w ostatnim czasie. Ale… Właśnie! Wygląda na to, że Wspólnota AA w Polsce GWARANTUJE anonimowość uczestników spotkania, nawet w takich przypadkach.

…na szczeblu osobistym anonimowość gwarantuje wszystkim uczestnikom AA ochronę przed zidentyfikowaniem ich jako alkoholików, co jest szczególnie ważne dla nowicjuszy. 

Wychodzi więc na to, że Anonimowi Alkoholicy w Polsce wyżej cenią swoje zasady niż ludzkie życie i zdrowie, że oficjalnie wręcz zamierzają sabotować obowiązujące przepisy, lekceważąc wspólne dobro uzależnionych i wszystkich innych. 

Jak twierdził mój sponsor, a ja zapamiętałem, bo to dla mnie ważne, we Wspólnocie AA jest tylko jeden człowiek zobowiązany do przestrzegania zasad – ten, który sam tak postanowi. To powiedzenie pomaga mi nie budować nierealistycznych oczekiwań.

Uprzejmie zawiadamiam, że nie jest prawdą, że Wspólnota AA gwarantuje anonimowość. Nie jest prawdą ani teraz, w okresie szczególnym, ani nigdy. Chciałem napisać, że anonimowość może gwarantować tylko określona osoba, jeśli tak postanowi i dotrzyma słowa, ale w przypadku alkoholików i to może być czasem problematyczne. Jak pokazuje doświadczenie, po pijaku puszczają wszelkie hamulce, niestety. A czy ktoś z nas może gwarantować, że już na pewno nigdy się nie napije?






Akt prawny niższego rzędu nie może być sprzeczny z postanowieniami aktów nadrzędnych. Akty prawne równorzędne mogą się wzajemnie uchylać, akt nadrzędny może uchylić akt o niższej mocy prawnej, natomiast akt o niższej mocy prawnej nie może uchylić postanowień zawartych w akcie nadrzędnym. Do aktów tych zaliczamy:
Konstytucję
Ratyfikowane umowy międzynarodowe
Ustawy
Rozporządzenia
Rozporządzenia z mocą ustawy
Akty prawa miejscowego.

Tradycje Wspólnoty AA nie stanowią żadnego prawa, dla nikogo, bez względu na to, co o tym myślą mało trzeźwi członkowie tej Wspólnoty.

wtorek, 7 lipca 2020

AA – wdzięczność i służba


Poproszono mnie o wypowiedź na taki trudny temat, więc była to okazja, po bardzo długiej przerwie, zastanowić się nad tymi tematami, zwłaszcza nad wdzięcznością, i sprawdzić, czy coś się w tym względzie u mnie zmieniło.
Wdzięczność nie była tematem, który rozważałbym jakoś głębiej, zanim znalazłem się w środowisku niepijących alkoholików. Ale z paroma innymi pojęciami było podobnie, nie odróżniałem strachu od lęku, realnego poczucia krzywdy od urazy, nie rozmyślałem nad pokorą, bezsilnością i paroma innymi. Nic w tym złego, czy dziwnego, bo pewne określenia wzbudzają większe zainteresowanie dopiero wtedy, kiedy z jakiegoś powodu stają się ważne w naszym życiu.

Z literatury Wspólnoty AA oraz wielu rozmów z alkoholikami o dłuższym nieco stażu wynikało, że cała ta wdzięczność jest cudownym uczuciem, błogim, pożądanym, upragnionym, niezwykle przyjemnym, pożytecznym i wskazanym. No i dobrze, ale… mijały miesiące, wreszcie lata, a ja zaczynałem zdawać sobie sprawę, że nie zawsze moja wdzięczność daje takie odczucia, o jakich mówią i piszą alkoholicy. Pomyślałem sobie wtedy, że pewnie jestem stuknięty bardziej, niż mi się wcześniej wydawało i tak to zostało. Aż do czasów popularyzacji komputerów i Internetu.

Wyguglałem sobie pewnego razu „wdzięczność” i… zaskoczenie – okazało się bowiem, że wielu ludzi, w różnych krajach, w rozmaitych okresach dziejowych, miało i ma zdanie mocno odmienne od alkoholowego. Drobne przykłady:

Dla niejednego człowieka łatwiej jest spełnić przysługę, niż ją przyjąć. Najczęściej wchodzi tu w grę podrażniona ambicja. Człowiek lubi być niezależny i jak najwięcej zawdzięczać sobie. Nie lubi prosić ani okazywać wdzięczności. Jest w tym po prostu brak poczucia rzeczywistości: nawet najbardziej niezależny człowiek na każdym kroku w swym bytowaniu i w swoim działaniu uzależniony jest od drugich. Tadeusz Olszański

Człowiek wyrządzając drugiemu człowiekowi przysługę stwarza sobie wroga, bo przysługi powodują jad – wdzięczność. Wdzięczność to podświadoma nienawiść, a to potężna broń psychologiczna. (Łysiak "Najgorszy")

Publiusz Syrus (literat rzymski): „Mały dług stwarza dłużnika, duży – wroga”.

Star mądrość żydowska: „Jakie dobrodziejstwo ci uczyniłem, że mnie tak nienawidzisz?”.

Nasze jest nieco skromniejsze: „Chcesz stracić przyjaciela – pożycz mu pieniądze”.

Pies, kiedy się go żywi, wykazuje więcej wdzięczności, niż człowiek, któremu się pomaga.  Przysłowie chińskie.

Sztuka pochlebstwa dała początek sztuce dziękowania.  Voltaire

Ludzie nie lubią tych, którym muszą być wdzięczni. Anonim

Ślepiec nigdy nie podziękuje ci za okulary. Przysłowie angielskie

Wdzięczność poszła do nieba i drabinę z sobą zabrała. Anonim

Kiedy ktoś ci ocali życie [...] nie dziękuj nigdy. Nie wyolbrzymiaj wdzięczności. [...] On podziękowanie znajdzie we własnym trudzie, którym cię ocalił. Antoine de Saint-Exupéry

Nie licz na wdzięczność za to, co już uczyniłeś dla ludzi. Musisz sprawić, by byli wdzięczni za to, co uczynisz dla nich w przyszłości. Mario Puzo

Itd. Itd. Itd.

Pewnego razu opowiadałem o tym na jakimś mityngu i spotkałem się ze stwierdzeniem, że wszyscy ci ludzie, w całej historii rodzaju ludzkiego i w przeróżnych krajach, mylą się zupełnie, bo postrzegając wdzięczność całkowicie jednostronnie, jedynie słuszną rację mają anonimowi alkoholicy. Hm… może i tak, ale… jeśli wdzięczność jest zawsze tak absolutnie cudowna, to czemu nie prosisz codziennie kilkunastu osób o różne przysługi, pomoc, wsparcie? Miałbyś przecież okazję nieustająco czuć tą, rzekomo, tak wspaniałą wdzięczność…

Czy różne służby pełniłem w AA z wdzięczności? Jakoś nie wydaje mi się, ale może źle pamiętam. Mogłem, potrafiłem coś zrobić, byłem w stanie pomóc, coś tam powinno być wykonane, więc czemu nie ja, w służbie można się wiele nauczyć, bo w pewnych okolicznościach tak wypadało, bo ktoś mnie namówił… raczej tak to wyglądało.

A na koniec jeszcze dwa pytania:
1. Co z odwdzięczaniem się? OD-wdzięczyć się, czyli zrobić coś takiego, żeby już dłużej nie musieć być wdzięcznym. Po co i dlaczego ktokolwiek się odwdzięcza, skoro wdzięczność jest (niby) taka fantastyczna?
2. Jak to jest, że w tej pełnej wdzięczności Wspólnocie, są takie problemy ze służbami, które przecież z wdzięczności można by pełnić?

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Przerażająca jest ta choroba


Pandemia koronawirusa trwa; ludzie zarażają się i umierają. Na otwartym powietrzu i pod warunkiem, że utrzymuje się stosowną odległość od innych ludzi (bodajże 2 metry), można nie używać masek ochronnych, ale w pomieszczeniach są one absolutnie obowiązkowe.
W takich to warunkach, kilka dni temu, jedna z grup AA decyzją tak zwanego sumienia grupy (po prostu znacząca większość obecnych na spotkaniu) zdecydowała, że na mityngach tej grupy, maseczki ochronne nie będą zakładane, nie obowiązują.

Tu już nie chodzi o kompletne lekceważenie wspólnego dobra, o Tradycje AA, o dobro nowicjuszy i innych alkoholików, którzy na takie spotkanie mogą trafić, czyli o rozbuchany egocentryzm i egoizm. Nie chodzi już nawet o ewidentnie szalejącą samowolę – jest dużo gorzej! Ci ludzie, kilku lub kilkunastu, w zdecydowanej większości na Programie i po Programie, naprawdę wierzą, że grupka alkoholików jest władna zmieniać prawo obowiązujące w kraju, jakieś oficjalnie obowiązujące przepisy, normy, zakazy, ograniczenia. 
Alkoholizm to przerażająca choroba psychiczna!!!

środa, 3 czerwca 2020

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Rzeczywistość, a przekonania


1. Czym alkoholicy różnią się od ludzi zdrowych na umyśle, trzeźwych, normalnych? Ci trzeźwi mają przekonania zbudowane na wiedzy i doświadczeniu. Pozostali mają przekonania zamiast wiedzy i doświadczenia.

2. Czym alkoholicy różnią się od ludzi zdrowych na umyśle, trzeźwych, normalnych? Zdrowi, jak czegoś nie wiedzą, to pytają, starają się doczytać, w jakiś sposób dowiedzieć się. Ci zaburzeni, jak czegoś nie wiedzą – wymyślają.

To „wymyślanie” nie jest wynikiem głupoty, braku wykształcenia, złej woli – alkoholizm jest poważną chorobą psychiczną i to „wymyślanie” odbywa się automatycznie, w ułamku sekundy, tak szybko, że właściwie nie ma odstępu czasowego między nie wiem, a wiem. To nie dzieje się tak, że alkoholik nie wie, co to jest akredytacja lub dylemat, więc postanawia wymyślić co to jest, bo szukać w słownikach mu się nie chce. Nie, to nie tak. Zaburzeni nie mają takiego procesu myślowego, bo w moment mają gotową odpowiedź, wierzą w nią, posługują się wśród innych.

To co napisałem nie jest żadnym nowym, wielkim odkryciem, a już na pewno nie moim. Jest to charakterystyczna cecha osób chorujących na alkoholizm – poważną chorobę psychiczną.

Jesteśmy wielką bandą filozofów. Moglibyście teraz wejść do jakiegokolwiek baru w tej części kraju i zapytać pierwszego napotkanego pijaka o cokolwiek, a on by ci odpowiedział. Nie jąkał by się, nie powiedziałby: "Nie wiem." Odpowiedziałby. "Wielka banda filozofów"! („Nowa para okularów”, Chuck C., str. 62)

Kilka lat temu furorę zrobił w Polsce pewien sposób sponsorowania. Powodem do dumy jego zwolenników miało być to, że opiera się on TYLKO na Wielkiej Księdze. Ostatecznie mało by mnie to wszystko w sumie obchodziło, gdyby nie fakt, że zaczęły przy tym, jak grzyby po deszczu, wyrastać jakieś dziwaczne argumenty, przemawiające za takim podejściem.

Miałem ostatnio kilka spikerek. Przygotowałem się do nich. Jednak jeszcze więcej dały mi pytania i komentarze uczestników tych spotkań (za wszystkie dziękuję). W efekcie postanowiłem napisać coś o miernym kontakcie alkoholików z rzeczywistością, o dość częstym „kopaniu się” z faktami. I ciągotach do traktowania Wielkiej Księgi, jak Świętej Księgi.

Dlaczego książka „Anonimowi Alkoholicy” może nie wystarczyć, by rzetelnie zrealizować i realizować Program 12 Kroków? Ano dlatego, że nie zawiera w sumie żadnych porad czy wskazówek, jak konkretnie pracować na Kroku Szóstym, na przykład. Poza tym, trzeba w końcu zrozumieć, że niektóre sugestie na temat wielu Kroków zawarte w tej książce, są teoretyczne, nie wynikają z doświadczenia, ale z fantazji autora. Albowiem kiedy Bill W. pisał rozdział Piąty (grudzień 1938 roku) nie było na świecie ani jednego alkoholika, który by miał doświadczenie pracy na Programie 12 Kroków. Ani jednego! W temacie Kroków jest to, w pewnej mierze, fantazja, praca teoretyczna. Widać to zresztą po tzw. Obietnicach Dziewiątego Kroku: „Czy są to obietnice bez pokrycia? Sądzimy, że nie”. Ano właśnie… sądzimy, że nie. Nie wiemy… sądzimy, wydaje nam się, mamy tylko nadzieję. A czemu nie wiedzieli tego na pewno? Bo nie mieli w tej kwestii jeszcze żadnych własnych, realnych doświadczeń.

Być może „teoretyczność” treści krokowych w Wielkiej Księdze wymaga wyjaśnienia. OK.

Od czasu, gdy Ebby odwiedził mnie jesienią 1934 roku, dopracowaliśmy się stopniowo czegoś, co nazywaliśmy „ustnie przekazywanym programem”. Większość podstawowych idei pochodziła z grup oxfordzkich, Williama Jamesa oraz dr Silkwortha („Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”, s. 208)

Te ustnie przekazywane wskazówki składały się z sześciu punktów. Kiedy w swojej pracy Bill dobrnął do rozdziału, który miał zawierać konkretne informacje na temat rozwiązania AA, jak wspomniałem, w grudniu 1938 roku, przyjaciele, z którymi konsultował swoją pracę, uznali, że tych kilka punktów jest zbyt upakowanych, że w każdym z nich trzeba zrobić bardzo dużo. I domagali się od Billa, żeby podzielił to na mniejsze, łatwiejsze do zrozumienia i strawienia kawałki. Wtedy to z sześciu punktów powstał nasz Program 12 Kroków. Skoro Bill W. dopiero co wymyślił 12 Kroków, godzinę temu, a może kilka dni temu, to skąd niby mieli się wziąć alkoholicy, którzy mieli jakieś doświadczenia z pracy nad nimi?! Ostatecznie książka wydana została już ok. cztery miesiące później, ale przecież w tym czasie Bill musiał napisać wszystkie pozostałe rozdziały, w tym rozdział „Do żon”, w którym udaje kobietę.

W tym programie sześciu punktów były wskazówki dotyczące obrachunku moralnego (Bill zrobił z tego Kroki 4 i 5), punkt dotyczący zadośćuczynienia (z niego autor zbudował Kroki 8 i 9), ale na tematy poruszane w Krokach 6 i 7, nie było wcześniej kompletnie nic. Dlatego też w WK nie ma żadnych wskazówek na temat ich praktycznej realizacji – nikt tego po prostu wcześniej nie robił, nie było w rodzącej się wspólnocie (jeszcze bez nazwy, 78-83 członków, z których część wróciła do picia) zupełnie żadnych doświadczeń. Tak wyglądają fakty. Po co tworzyć jakieś dziwne teorie na ten temat? I upierać się, że doświadczenia osiemdziesięciu osób są więcej warte niż stu tysięcy.

Gdy wydawana była książka „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji” w spotkaniach AA uczestniczyło prawie sto pięćdziesiąt tysięcy alkoholików i wielu z nich miało już całkiem realne doświadczenie z pracy na Programie 12 Kroków.

Dopiero gdy pozbędziemy się pewności właścicieli prawdy, gdy uświadomimy sobie, że jesteśmy w drodze, a nie u celu, nasza droga przestanie być błądzeniem w zaczarowanym kręgu beznadziejnego powtarzania. (Tomáš Halík „Hurra, nie jestem Bogiem!”) 

Jeden ze zwolenników tej metody sponsorowania opowiadał mi, że podopieczni mają wręcz obowiązek – przy pracy związanej z zadośćuczynieniami – „wejść w buty” osoby pokrzywdzonej. Domyślam się, że to przenośnia, że chodzi o to, by wyobrazić sobie, co czuła osoba skrzywdzona wtedy, kiedy alkoholik ją skrzywdził. Tym mnie zaskoczył.

Nadal jestem przekonany, że trzeźwość oznacza zgodę na rzeczywistość, zaprzestanie walki z faktami, postawienie na realne doświadczenia, zamiast własnych rojeń. To teraz, na Krokach 8-9, alkoholik już nieźle zaawansowany w pracy na Programie, ma zrobić w tył zwrot, odwrócić się od rzeczywistości i znowu postawić na swoje wyobrażenia?! I to sponsor coś takiego sugeruje? Niepojęte!
Zapytałem kolegę, po co robić takie rzeczy? Odparł wtedy, że bardzo korzystne jest w czasie tej pracy, zorientowanie się, co dokładnie czuła osoba skrzywdzona. Ależ oczywiście, masz rację – odparłem – tylko czemu jej po prostu o to nie zapytasz? Przecież umówiliście się na rozmowę za trzy dni… Wtedy wybałuszył na mnie oczy, jak żaba na piorun – jemu naprawdę nie wpadło do głowy zapytać o coś, czego nie wie. Nie, w ułamku sekundy wskoczył w swoje stare pijane myślenie i zaczął sobie coś wyobrażać (patrz punkt 2).

Ostatni ciekawy przypadek z ostatnich paru miesięcy. Na jakiejś spikerce powiedziałem, że trudno Billa W. uznać za osobę doświadczoną w temacie praktycznej realizacji Kroków, bo on je – owszem – sformułował, ale nigdy ich w całości i rzetelnie nie zrealizował w swoim życiu.

[Bill W.] Przede wszystkim jednak uważał, że czynnikiem utrwalającym jego depresję było to, że nie udało mu się przepracować Kroków AA. W ten sposób jego i tak bolesna depresja pogłębiana była dodatkowo przez poczucie winy. Pisał: „W związku z tym czułem się winny. Pytałem sam siebie, dlaczego, przy tych wszystkich moich osiągnięciach, musiałem być wystawiony na takie rzeczy. Kiedy indziej obwiniałem się za to, że nie potrafię stosować programu w niektórych dziedzinach życia. („Przekaż dalej”, s. 322)
I dalej…
Wielu członków AA to potwierdzało, wielu z nich namawiało Billa, by próbował pracować nad Krokami. (tamże, s. 326)

Ktoś na to odpowiedział: ja się z tym nie zgadzam, bo bardzo jestem mu wdzięczny!

No, cóż… Komentarzem niech będą dwa kolejne cytaty, ja już sobie daruję.

Ludzie nie godzą się z rzeczywistością, próbują walczyć z uczuciami, które wywołują realne okoliczności. Tworzą wyimaginowane światy na podstawie swoich wyobrażeń, tego, co powinno być i co mogłoby być. Autentyczne zmiany można wprowadzić dopiero wtedy, kiedy się uzmysłowi sobie i zaakceptuje rzeczywistość. Dopiero wtedy możliwe jest jakiekolwiek realne działanie. (David Reynolds)

Choroba psychiczna to unikanie rzeczywistości za wszelką cenę; zdrowie psychiczne to pogodzenie się z rzeczywistością bez względu na cenę. (Scott Peck)


Jestem Billowi wdzięczny za Kroki. Jeszcze bardziej za Tradycje, ale wiem i zawsze pamiętam, że siłą Wspólnoty i nadzieją dla uzależnionych jest Program AA, a nie życie Billa W. Był on – jak my wszyscy – bardzo niedoskonałym narzędziem w rękach Siły Wyższej. Jeśli ktoś czuje potrzebę wykreowania jakiegoś AA-owskiego świętego, to chyba nie był on dobrym kandydatem. A czy ktoś z nas jest?