sobota, 14 lutego 2015

Alkoholika tantum quantum

- Czym alkoholicy różnią się od innych ludzi?
- Alkoholicy są tacy sami, jak inni ludzie, tylko bardziej.

Kiedyś wreszcie zorientowałem się, że my, alkoholicy, nie mamy żadnych specjalnych, wyjątkowych i szczególnych wad charakteru, braków. Mamy dokładnie takie, jak ludzie zdrowi, nieuzależnieni, tylko… mamy je dużo bardziej rozwinięte, bardziej rozbuchane, bardziej uciążliwe i szkodliwe dla otoczenia, a ostatecznie i dla samych siebie.
Sądzę, że każdy człowiek potrzebuje mieć na dłuższą metę dodatni bilans emocjonalny, a szczególnie poczucie własnej wartości. Ja jestem alkoholikiem, a więc nie wystarczyła mi świadomość, że na czymś się znam, coś całkiem nieźle potrafię, jestem w czymś dobry – nie, ja MUSIAŁEM być lepszy od innych.

Nigdy w życiu nie byłem jakoś szczególnie sprawny fizycznie, a już na pewno nie lepszy od innych, w tej materii zabłysnąć nie mogłem, a w takim razie musiałem znaleźć sobie inne pole do popisu, inną dziedzinę, w której mógłbym górować nad innymi, być od nich lepszy. Oczywiście znalazłem, choć nie było to działaniem w pełni świadomym – mogłem być bardziej oczytany, mogłem mieć większą wiedzę, a że pamięć mam całkiem niezłą, to przyszło mi to bez wielkiego wysiłku.

Mijały lata picia, później niepicia, trzeźwienia, wreszcie trzeźwości i coraz głębszego wewnętrznego przeżywania Programu, rozwoju trzeźwości emocjonalnej, duchowego wzrastania. Nie potrafię określić, w którym momencie przestałem potrzebować czuć się lepszym od kogoś i zacząłem pragnąć być lepszym dla kogoś… Być może zaczęło się to w okolicach Jedenastego Kroku, ale… Tak czy inaczej jest to proces niezakończony i chyba taki właśnie być powinien.

Czasem tylko na tej drodze pojawiały się wydarzenia, zdania, słowa, stanowiące swego rodzaju kamienie milowe. Komunikat, który usłyszałem z ust przyjaciela: pokaż do czego mnie przekonujesz. Ano właśnie… Pokaż, a nie tylko o tym gadaj; pokaż bez wymądrzania się czy wygłaszania wykładów, pouczania. Służby w intergrupie, w których początkowo próbowałem rządzić, później wbrew sobie zmuszałem się do podporządkowania, żeby tylko nie zetknąć się z ostrą krytyką, a wreszcie stoły przy których siadałem, żeby się porozumieć, a nie tylko coś udowodnić, kogoś do czegoś przekonać albo namówić. Dalej wizja młotka, którym można zbić stół, ale też rozwalić komuś głowę. Program AA, który może być błogosławieństwem, ale którym można również bliźniemu wykłuć oko. Nie wiem też, kiedy dokładnie doświadczyłem, a nie tylko rozumiałem, słowa sponsora: służba jest po to, żebym stawał się lepszym człowiekiem…

Mam pewną wiedzę na temat Programu AA, literatury Wspólnoty, historii Anonimowych Alkoholików. Bez krygowania się i fałszywej skromności dodam, że zapewne większą od przeciętnej, ale… W Pierwszym Liście do Koryntian mowa jest o tym, że choćbym poznał wszystkie tajemnice i wszelką wiedzę posiadł, to bez miłości byłbym niczym. Zapewne nie ma niczego złego w hobby albo nawet życiowej pasji, ale wiedza nieukierunkowana na dobro drugiego człowieka, jest jedynie intelektualną rozrywką, a wtedy może się stać źródłem pychy. Może… nie musi, ale może. Jako alkoholik powinienem szczególnie na to uważać. Pycha to właściwie jedyna wada (grzech), która prawdziwie oddziela człowieka od Boga, a miłość to postawa wobec drugiego człowieka, a nie tylko romantyczne uczucie.

W styczniu br. uczestniczyłem w rekolekcjach* ignacjańskich (fundament). Okoliczności, które sprawiły, że się tam znalazłem są tak nieprawdopodobne, że wolę zamknąć temat słowami – widocznie tak miało być. Było to wydarzenie bardzo dla mnie ważne, ale nie dlatego, że dokonałem tam jakichś wielkich odkryć, bo nie dokonałem. Wielka waga tego doświadczenia dotyczyła potwierdzenia, a nie zrozumienia albo odkrycia. Tu przywołam tylko jedno, regułę św. Ignacego tantum quantum – o tyle, o ile. Wiedza, doświadczenie, umiejętności, wartościowe są tylko o tyle, o ile pełnić mogą rolę służebną, są przydatne w realizacji celu i dla dobra drugiego człowieka.

Każdego dnia na piśmie prowadzę obrachunek moralny. Podobny jest on do jezuickiego rachunku sumienia, bo oba zawierają pytanie o talenty. Czy wykorzystałem je dla dobra wspólnego, czy przeciw komuś? Z wczorajszej odpowiedzi jestem zadowolony…

Jakiś czas temu założyłem i przyjąłem, że alkoholizm nie usprawiedliwia, alkoholizm zobowiązuje – dzisiaj jestem całkiem pewien, że wiedza (umiejętności, doświadczenie) zobowiązują jeszcze bardziej. Od tych, którym wiele dano, wiele wymagać się będzie – po prostu. Wiedza zwiększa wymagania, podnosi poprzeczkę, nie usprawiedliwia zwykłego lenistwa, a tym bardziej dumnego przekonania, że alkoholik z większą wiedzą nie nadaje się już do mycia szklanek albo sprzątania. W czym przy najbliższej okazji zamierzam pomóc…

 
 

 

--
*Rekolekcje to dobra rzecz. Dobrze jest zostawić za sobą wszystkie sprawy i w ciszy poszukać Boga, siebie samych i prawdziwego oblicza rzeczy. Potrzebujemy czasu, w którym zostawimy nasze codzienne zabieganie i problemy i będziemy mogli po prostu być, rozmyślać i kontemplować. Jeżeli nigdy nie wybierzemy się na rekolekcje, możemy nigdy nie dotrzeć do sedna siebie samych – Richard Rohr, „Od mężczyzny dzikiego do mężczyzny mądrego”, przekład Grzegorz Baster, Wydawnictwo WAM, 2014, s. 126.

czwartek, 12 lutego 2015

Deon: Nie jestem Bogiem

Duchowy, duchowość... to terminy odnoszące się do życia wewnętrznego człowieka, związane z jego indywidualnym systemem wartości, dotyczące spraw niematerialnych. Przykładowe wartości to rodzina, dzieci, dom, praca, uczciwość, Bóg, miłość, przyjaźń...

Krok Pierwszy Programu Dwunastu Kroków Wspólnoty Anonimowych Alkoholików brzmi: Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem. A co oznacza to dla mnie? Po pierwsze to, że jestem alkoholikiem. Po drugie, że nie jestem Bogiem. Prawda jest taka, że całymi latami jedno i drugie wcale nie było takie oczywiste.

Do pewnego momentu moje życie toczyło się właściwie bez większych zgrzytów, jakby samo, może siłą rozpędu albo bezwładu? Szkoła, wojsko, żona, syn, praca w biurze, do którego żadni petenci nie mieli dostępu i w którym spokojnie zajmowałem się analizą dokumentów. Czy, gdyby warunki się nie zmieniły, mogło tak zostać na zawsze? No, przecież wiem, że nie. Nie zostałem alkoholikiem przez pracę, żonę czy ustrój. Wewnętrzna pustka natarczywie i coraz częściej domagała się wypełnienia.
Czytaj… cały artykuł.

wtorek, 3 lutego 2015

Notatki sponsora (odc. 052)

Wiele razy byłem atakowany, odsądzany od czci i wiary, no bo jakim niby prawem (sic!) pozwalam sobie przenosić Tradycje AA na teren domu i rodziny oraz pracy zawodowej?! Napastliwych ignoruję. Tych, którzy naprawdę chcieliby się dowiedzieć czegoś więcej, coś lepiej zrozumieć, odpowiadam, że dokładnie takim samym prawem, jakie przydzielił sobie Bill W. pisząc w Wielkiej Księdze rozdziały „Do żon”, „Do pracodawców” i „Wizja rodziny przeobrażonej”.  Znajome nazwy, prawda? Te zasady (a występują one zarówno w Dwunastym Kroku jak i Dwunastej Tradycji) mieliśmy przecież stosować we wszystkich naszych poczynaniach, czyż nie?

Czasem proponuję, żeby podopieczny zapoznał się z tymi rozdziałami samodzielnie, już po przepracowaniu ze mną Dwunastego Kroku, bywa, że są to zagadnienia szerzej omawiane podczas warsztatu Wielkiej Księgi albo innego, choćby krokowego, zawsze jednak warto się z nimi zapoznać, czemu więc nie teraz? Zwłaszcza, że teraz obejmują one nie tylko Kroki, ale też i Tradycje – podwójna korzyść…

niedziela, 1 lutego 2015

Notatki sponsora (odc. 051)

Przynajmniej dwa razy w życiu, zupełnie mimowolnie i jakby przez przypadek, stałem się twórcą sprawdzianu, testu, egzaminu. Pierwszy dotyczył egocentryzmu, drugi uczciwości i strachu.
 
Pierwszy raz w 2011 roku. W artykule „Alkoholik – trzeźwy czy zdrowy? Czy możliwe jest całkowite wyleczenie?” napisałem: …przywrócenie organizmu chorego do stanu, w którym będzie on reagował na alkohol dokładnie tak samo, jak organizm człowieka zdrowego, na razie jeszcze uważam za nierealne, choć mam nadzieję, że kiedyś wreszcie stanie się to możliwe.
 
Kilka osób z AA zarzuciło mi wtedy, że ani chybi mam nawrót, bo najwyraźniej marzy mi się powrót do kontrolowanego picia. Pielęgnowany latami egocentryzm nie pozwolił im wpaść na myśl, że ja mogę nie mieć na myśli samego siebie. Że mam nadzieję na uleczalność choroby alkoholowej, jednak nie ze względu na siebie, bo mnie mój alkoholizm obecnie zupełnie nie przeszkadza, ale dla tych, którzy dopiero sięgną po swoje pierwsze piwo, tych, którzy się jeszcze nie narodzili. Ja czuję się bezpieczny i chroniony, ale wielu nowych alkoholików po prostu umrze, bez względu na starania terapeutów, lekarzy, psychologów oraz członków Wspólnoty AA.
Może się to wydawać niepojęte, ale są w tej Wspólnocie ludzie, którzy potrafią martwić się nie tylko o siebie, zajmować także kimś innym, a nie tylko i wyłącznie sobą i swoim dobrem. 
 
Drugim sprawdzianem okazał się króciutki wpis, w którym rozważam pomysł mojej podopiecznej, dotyczący sensu, potrzeby organizacji warsztatu sponsorów.
 
Natychmiast po jego publikacji rozlała się fala krytyki, werbalnych ataków, złośliwości, prowokacyjnych komentarzy, dziwacznych podejrzeń i oskarżeń. Przyznam, że zaskoczyło mnie to zupełnie, nie rozumiałem początkowo, co tu się w ogóle dzieje, o co chodzi, w czym problem? We Wspólnocie AA w Polsce odbyło się w ciągu ostatnich pięciu lat zapewne więcej warsztatów, niż w Ameryce od czasu powstania Anonimowych Alkoholików. Warsztatów Kroków, Tradycji, Koncepcji, sponsorowania, służb, kolporterów, rzeczników, łączników… Jeśli mnie to interesuje, to jadę, jeśli nie, to nie. Jeżeli nie jestem zainteresowany warsztatami łączników (na przykład), to się na nie nie wybieram, ale też nie odczuwam potrzeby walczenia z nimi i samym pomysłem.
 
Wydawało mi się, że warsztaty organizowane są, żebyśmy coś lepiej zrozumieli (Kroki, Tradycje itp.) albo lepiej, skuteczniej efektywniej – w imię wspólnego dobra – służyli (łącznicy, rzecznicy, kolporterzy). Popieram pomysł warsztatu sponsorów, bo nie jestem aż tak zarozumiały, ani tak głupi, żeby nie mieć świadomości, że zawsze jeszcze mogę się tu czegoś nauczyć, dowiedzieć, poznać, zrozumieć – dla dobra moich przyszłych podopiecznych. Skąd więc ta złość i wściekłe sprzeciwy?
 
Wreszcie jednak zrozumiałem. Zrozumiałem dopiero po tym, jak przypomniałem sobie, że przed wytrzeźwieniem nijak nie potrafiłem poradzić sobie ze strachem (lękiem, obawą), nie umiałem jakoś niedestrukcyjnie go odreagować. Robiłem więc jedyną rzecz, którą potrafiłem – zamieniałem strach na złość. Złość natomiast wywalić z siebie umiem – agresją, złośliwością, przytykami, aluzjami, wreszcie wyzwiskami albo krzykiem. W tym momencie rodzi się pytanie: jeśli podobnie jest z innymi alkoholikami (podobnie jak ja zamieniają strach na złość), to czego tak bardzo boją się w związku z ewentualnymi warsztatami sponsorów? Warsztatami, które – z założenia – mogłyby im pomóc być lepszymi sponsorami…
 
Na to pytanie odpowiedź była już prosta – boją się, że podczas takich warsztatów dowiedzą się… albo, co jeszcze gorsze, dowiedzą się ich podopieczni, że TO można robić zupełnie inaczej, odkryją samowolę i sobiepaństwo, zdemaskują nieudolność i półśrodki.
 
Od zawsze staram się pomagać podopiecznych, uczyć ich na moich własnych błędach, a więc jeśli wyda się, że nie jestem człowiekiem idealnym, to nic mi się nie stanie – wiedzą to już od dawana. Ale jeśli ktoś zbudował sobie ze sponsorowania pomnik, może całkiem realnie obawiać się jego obalenia.
 
Alkoholikom zaślepionym przerażeniem i złością przypominam, że warsztaty AA – jakiekolwiek warsztaty, Tradycji, służb, Kroków, sponsorów, czegokolwiek – nie są sprawdzianem, który trzeba zaliczyć, egzaminem, który trzeba zdać, nie służą ocenianiu osób albo ich weryfikacji, są szansą, nadzieją i okazją, a nie zagrożeniem.
 
Przykre jest tylko to, że strach nie pozwolił im tego zobaczyć…

wtorek, 27 stycznia 2015

Notatki sponsora (odc. 050)

WSPÓLNOTA SPONSORÓW – usłyszałem niedawno przy okazji, która nie ma tu żadnego znaczenia i przyznaję, że określenie to mocno mną wstrząsnęło. Zaskakujące okazało się dlatego, że w odniesieniu do trzech grup, na których spotkaniach bywam często, jest ono prawdziwe.
Jeszcze kilkanaście lat temu snuły mi się po głowie fantastyczne wizje Wspólnoty, której każdy uczestnik, alkoholik, będzie miał sponsora, jeśli tylko tego zechce. Wówczas były to mrzonki. Obecnie na tych grupach, które wspomniałem wyżej, sponsorowanie wśród stałych uczestników mityngów (bez przypadkowych gości, na przykład) przekracza 90%.

Jeszcze trzy-cztery lata temu w naszej małej społeczności nie do pomyślenia było, żeby napił się alkoholik po Programie. Dziś znam takie przypadki dwa. Kiedy zaaferowany i zmartwiony opowiadałem o nich koledze, usłyszałem, że powinienem się przyzwyczajać, że to normalne. Dużo czasu zajęło mi rozważanie tej kwestii, ale jak na razie doszedłem do wniosku, że nie, jeszcze nie czas na coś takiego się godzić, nie czas przyzwyczajać się, a przynajmniej nie u nas. Możliwe, że kolega ma rację i kiedyś, niechętnie, będę musiał pogodzić się z czymś takim, ale… jeszcze nie dzisiaj.

Od jakichś dwóch-trzech lat, z różnych rejonów Polski zaczęły napływać informacje o takich zrachowaniach i postawach sponsorów, które – delikatnie rzecz ujmując – nie powinny mieć miejsca. Na szczęście są to na razie zjawiska pojedyncze, oczywiste jest też, że gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, ale… Ano, właśnie – rodzi się pytanie, czy rzeczywiście każdy alkoholik, który zrealizował Program ze sponsorem, nadaje się – z założenia – do sponsorowania i czy każdy z nich powinien/musi to robić? Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków starliśmy się nieść posłanie… Staraliśmy się nieść posłanie, ale czy koniecznie sponsorować? Posłanie we Wspólnocie AA można nieść na wiele różnych sposobów, sponsorowanie nie jest jedynym.

Może już czas nad tym wszystkim się zastanowić, poważnie i rzeczowo porozmawiać?

Moja podopieczna zaproponowała warsztaty sponsorów. Właśnie tak – sponsorów, a nie sponsorowania. Warsztaty, w których wzięliby udział sponsorzy autentycznie pracujący z podopiecznymi, dysponujący realnymi w tej mierze doświadczeniami.
W związku z tym, co napisałem wyżej, w pełni ten pomysł popieram, bo nie chciałbym, żeby piękna idea, która dotarła do nas z kilkudziesięcioletnim opóźnieniem, rozmyła się tak szybko w bylejakości i połowiczności. A może po prostu dlatego, że nadal naiwnie wierzę, że wzrost ilości nie musi koniecznie oznaczać drastycznego spadku jakości…

Tak, warsztaty sponsorów. Czy od razu ogólnopolskie? Pewnie, jak najbardziej, ale może najpierw na mniejszą skalę, lokalnie, nawet nie regionalnie, ale po prostu w najbliższym otoczeniu, w intergrupie, a nawet w większym mieście… zebrałoby się kilku sponsorów, żeby w imię wspólnego dobra podzielić się doświadczeniami? Może jeszcze warto? Może jeszcze nie jest za późno?