czwartek, 21 lipca 2016

Notatki sponsora (odc. 070)

Najprostsza w logice jest zapewne implikacja. Znają ją i z czasem coraz pełniej rozumieją nawet małe dzieci. Implikacją zdań p oraz q nazywamy zdanie postaci: jeżeli p, to q. Jakiś przykład? Oczywiście, nie ma sprawy! Jeśli wsadzę rękę do wrzącej wody, to się oparzę. Jeżeli nie będę mył zębów, to mi będzie śmierdzieć z gęby. Jeżeli nie będę spał w nocy, to następnego dnia będę zmęczony. Proste? No niby tak, ale chyba niezupełnie, nie do końca, bo wydaje się, że zdolność rozumowania jeżeli… to… my, alkoholicy, mamy upośledzoną, nawet bez alkoholu w krwiobiegu. Dlatego między innymi twierdzę, że alkoholizm to poważna choroba psychiczna.

Jedni uważają mnie za jasnowidza, inni za bezczelnego zarozumialca, bo na narzekania alkoholika na samopoczucie, nie wynikające z wyraźnych powodów obiektywnych, na przykład śmierci w rodzinie, odpowiadam często pytaniem: Czego ostatnio nie robiłeś, jakich działań zaniechałeś, których zasad albo reguł już nie przestrzegasz?

…zmieniona psychika alkoholika umożliwia nagle łatwą kontrolę nad pragnieniem napicia się. Jedyny niezbędny wysiłek, to przestrzeganie kilku prostych reguł*.

…jedynym warunkiem było przestrzeganie paru prostych zasad**.

Kilka prostych reguł albo zasad! Niby takie to łatwe, ale… Świetnie rozumiem, że jeśli wypiję litr wódki, to będę pijany, ale ze zrozumieniem, że jeżeli przestanę robić, co do mnie należy (np. realizować sugestie), to będę się źle czuł, wrócą lęki, urazy, użalanie się nad sobą, wstyd, miałem dość długo spory kłopot.
Dawno, dawno temu odkryłem, że jeżeli nie będę kradł, to przestanę się też bać złapania, sądu, wyroku. Na szczęście na zrozumieniu tej jednej, banalnej implikacji, moje odkrycia się nie skończyły.

Nie robię codziennego obrachunku moralnego od dwóch tygodni – przyznaje niechętnie mój rozmówca – na mityngu nie byłem od dość dawna, wdzięczny nie mam za co być, ale… ale to na pewno nie z tego powodu źle się czuję, to chyba przez żonę, a może przez szefa…

Zaiste, alkoholizm to straszna choroba!

W istocie to my sami stworzyliśmy nasze problemy. Flaszka była i jest tylko ich symbolem***.

A najgorsze wydaje mi się to, że alkoholik może przestać pić, ale nadal generować będzie rozmaite problemy.



--
* „Anonimowi Alkoholicy”, wyd. II, s. XXI.
** „Anonimowi Alkoholicy”, wyd. II, s. 39.
*** „Anonimowi Alkoholicy”, wyd. II, s. 90.

wtorek, 5 lipca 2016

AA: spojrzenie z dystansu

Pierwsze dni lipca, minęła połowa roku 2016, więc dobry to czas na różne inwentury, podsumowania, remanenty, ale… zabierałem się do tego opornie, bez wielkiego zapału. Dopiero wspomnieniowy i retrospektywny artykuł Andrzeja ze „Steru”, zamieszczony w lipcowej „Warcie”, zmobilizował mnie do działania. Czego jak czego, ale opisywanych przez Andrzeja bałwochwalczych mityngów poświęconych psychoterapeutom, to u nas nie bywało, były inne błędy, wypaczenia i wynaturzenia. Ale… Były? Czy czas przeszły jest uzasadniony? Jeśli nawet nie dostrzegamy czegoś my sami, dzisiaj, to ponad wszelką wątpliwość zorientują się i skorygują błędy nasi dzisiejsi nowicjusze i to już za kilka-kilkanaście lat. Dzięki temu my wszyscy w AA możemy spać spokojnie, nie bojąc się o przyszłość Wspólnoty.

Co się zmieniło na grupach AA w moim mieście, na których bywam w miarę regularnie (bo nie wszystkich!), od czasu pierwszego mityngu, na który trafiłem latem 1998 roku? Wydaje mi się, że zdecydowana większość zmian była sensowna, pożyteczna i korzystna, ale czy rzeczywiście wszystkie?

Przestaliśmy marnotrawić środki Wspólnoty AA na świeczki czy inne poprawiacze samopoczucia – za te pieniądze można przecież kupić pakiety startowe dla nowicjuszy, literaturę przeznaczoną dla pacjentów ośrodków odwykowych albo więźniów, i to właśnie robimy.

Zgodnie z Preambułą (Anonimowi Alkoholicy są wspólnotą mężczyzn i kobiet, którzy dzielą się nawzajem doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązać swój wspólny problem i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu) – nasze mityngi są poświęcone  rozwiązaniu problemu alkoholizmu, jakim Wspólnota AA dysponuje od około 80 lat. Nie zajmujemy się już problematyką mechaniki pojazdowej, psychologii rodzinnej, prawem pracy, niekompetencją urzędników,  złośliwością sąsiadów, niewiernością partnerów itd. Dawno temu skończyliśmy też z koszmarnym wynaturzeniem, jakim była procedura przyjmowania do AA. Ale…
Ale w tamtych dawnych czasach wszyscy byliśmy równi i nikomu nie przyszłoby do głowy nazywać drugiego człowieka czyimś cieniem albo klonem. Czyżby i do AA przeniknęła koncepcja obywateli (w tym przypadku alkoholików) gorszego sortu? A może... może chodzi o coś innego – cień z natury swojej kopiuje zachowania swojego pana i właściciela, cień nie może być samodzielny…

Z tamtych lat pamiętam mityngi, które się nie odbyły, bo nikt nie chciał ich poprowadzić; z tego też powodu (brak chętnych do służb) upadały grupy. Obecnie ze służbami jest trochę lepiej, ale…
Ale kto, kiedy i na jakiej podstawie wymyślił, że nadrzędnym celem służby jest znalezienie i wychowanie sobie następcy, dziedzica, że zaufany sługa, w stosownym momencie, powinien wskazać swojego następcę, bo jak tego nie zrobi, to widocznie źle pełnił służbę, tego to ja już nie wiem i nie rozumiem. W literaturze Wspólnoty AA takiej wskazówki jakoś nie widziałem – może coś przeoczyłem?  

Kilkanaście lat temu sumienie grupy podejmowało różne decyzje zwykłą większością głosów, a wszystkie wybory do służb odbywały się jawnie; to nie było właściwe, ale…
Ale też nie mieliśmy wątpliwości, że służbę powierza alkoholikowi grupa. Obejmowanie służby samowolnie, bo tak się alkoholikowi zachciało, bo takie miał widzimisię, było nie do przyjęcia. Każdy z nas przeszedł przez własne, nieomal śmiertelne starcie z molochem samowoli i każdy wycierpiał pod jego razami wystarczająco wiele, by zapragnąć czegoś lepszego* – czytamy w 12x12, a i w WK Bill W. wielokrotnie przestrzega przed samowolą. A przecież znam grupę, w której obejmowanie służby tak właśnie się odbywa – samowolnie. Wydaje się, że sumienie grupy nie ma tu nic do gadania. Jeśli alkoholikowi zachce się pełnić służbę, to po prostu wpisuje się w stosownym miejscu i w określonym terminie zaczyna to robić. Nie wiem, co o tym sądzą liderzy grupy i w ogóle, po co im to, ale mam poważne wątpliwości, czy utrwalanie samowoli i sobiepaństwa (będę robił to, co mi się podoba i gówno wam do tego) rzeczywiście służy nowicjuszom i ich rodzinom.
Czy grupie wolno ustalić sobie takie zasady – ależ oczywiście, w myśl Tradycji Czwartej jak najbardziej wolno. Zabawne jest tylko to, że całkiem niedawno sumienie tej samej grupy postanowiło nie przestrzegać Czwartej Tradycji i podejmować decyzje, dotyczące w istotny, żywotny sposób innych grup i struktur.

Dawno, dawno temu nie mieliśmy zbyt wielkiego pojęcia o Krokach, a o Tradycjach to już w ogóle. Odczytywaliśmy je rytualnie na początku spotkania, zwykle z kompletnym brakiem zrozumienia. Tu zaszła bardzo pozytywna zmiana i coraz więcej alkoholików zdobywa wiedzę i doświadczenie na temat Tradycji, a nawet Koncepcji, jednak nie podoba mi się to, że jednostki wykorzystują taką wiedzę do manipulowania grupą.

Pamiętam, jak w początkach mojego uczestnictwa w AA, wypowiadaliśmy się na temat Siły Wyższej bardzo delikatnie i oględnie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jest to temat wyjątkowo trudny, a wielu alkoholików, zwłaszcza w początkowym okresie trzeźwienia, ma z Bogiem relacje mocno pokomplikowane. Oczywiście nikt nikomu nie zabraniał wypowiadania się o Bogu i nazywania Go po imieniu – nie, chodziło raczej o empatię, zrozumienie specyficznych problemów nowicjuszy, a nie gromkie wyliczanie, do czego to niby mam prawo.
Słyszałem niedawno relację o grupach, które stały się tak religijne, że AA-owski Program działania zamieniły wręcz na program powierzania i modłów; słyszałem o sponsorach zmuszających podopiecznych do leżenia krzyżem na posadzce w kościele.  Ups!

Piętnaście, i więcej lat temu, nie nieśliśmy posłania AA, a raczej posłanie psychoterapii odwykowej. Stwierdzam to z pełną odpowiedzialnością, bo… sam też to robiłem. Nowicjuszy wypytywałem, czy trafili już do poradni odwykowej i namawiałem na leczenie tamże. Wydawało mi się, że coś takiego jest już prehistorią, gdy zaczęły docierać do mnie niesamowite informacje o nowej modzie w AA, modzie polegającej na tym, że alkoholik po Programie zrealizowanym ze sponsorem, z wielomiesięczną albo wręcz wieloletnią abstynencją, podejmuje psychoterapię odwykową (sic!). Wspominała też o tym na swoim blogu Mika Dunin**.


Teraz pytanie zasadnicze, czy tymi nowymi eksperymentami i próbami znalezienia łatwiejszej, łagodniejszej drogi przejmuję się w jakikolwiek sposób, czy martwi mnie to albo niepokoi? Odpowiedź brzmi – nie, w najmniejszym nawet stopniu. Jasne, ktoś tam wróci do picia, rozleci się jakaś grupa (jeśli będzie potrzeba, to w jej miejsce powstanie nowa), ale wiem już przecież, że tego typu zdarzenia nie są w stanie poważnie zaszkodzić Wspólnocie AA. Co więcej, z każdego takiego wirażu wychodzić będziemy silniejsi, z obolałym tyłkiem, ale bogatsi o nowe doświadczenia, a więc… dobrze idzie! :-)




--
* „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji”, wyd. Fundacja BSK, 2006, s. 39-40.

niedziela, 12 czerwca 2016

Jestem więc antyhumanistą!

Na stronie Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) znalazłem dokumenty dotyczące programu ograniczania picia, zwanego czasem w środowiskach niepijących alkoholików terapią redukcji szkód albo po prostu nauką kontrolowanego picia*. Stosunkowo nowe „Zalecenia do tworzenia i realizowania programów ograniczania picia alkoholu w placówkach leczenia uzależnień”, datowane na  8 czerwca 2016, wywołują moje i zapewne nie tylko moje… hm… mieszane uczucia.

Z jednej strony mógłbym powiedzieć, że guzik mnie to wszystko obchodzi, do picia wracać nie planuję, więc na terapię odwykową nie wybieram się. Tyle, że na tym najpiękniejszym ze światów nie jestem jedynym alkoholikiem, więc nie tylko o mnie, nie tylko o moje życie i zdrowie tu chodzi.

Do momentu odkrycia tego dokumentu wydawało mi się, że nauka kontrolowanego picia w placówkach leczenia odwykowego dotyczyć będzie osób nadmiernie pijących albo pijących ryzykownie i szkodliwie, ale… nie alkoholików. Okazuje się, że nie miałem racji – zgodnie z wymienionym wyżej dokumentem, terapii, polegającej na nauce kontrolowanego picia, poddawani mają być także alkoholicy.
Dlaczego tak mi się wydawało? Ze swojej terapii pamiętam zbiór osiowych objawów alkoholizmu (tak się to chyba nazywało), których było bodajże osiem, a najważniejszy dotyczył bezsilności osoby uzależnionej wobec alkoholu, czyli definitywnej utraty kontroli nad piciem. Polegało to, i moim zdaniem polega nadal,  na niemożności decydowania o ilości wypijanego alkoholu oraz momentu rozpoczęcia picia. W tym momencie pojawia się fundamentalne pytanie: To jak to, alkoholicy nie są już bezsilni wobec alkoholu, mogą nauczyć się kontrolować czas picia i ilość wypijanego alkoholu?
W trakcie trwającej około trzydzieści miesięcy psychoterapii odwykowej specjaliści powtarzali mi (i innym pacjentom) setki razy, że w przypadku alkoholizmu nie ma absolutnie żadnej możliwości powrotu do kontrolowanego picia (z kiszonego ogórka nie zrobi się na powrót świeżego itp.) – czyżby mnie i dziesiątki tysięcy chorych permanentnie oszukiwano?

Inny jeszcze aspekt podsunął kolega, pytając przekornie, czy i dla nas, alkoholików z kilku-kilkunastoletnią abstynencją placówki odwykowe te miałby jakąś ofertę. A tak! Jestem alkoholikiem, a więc to też moja placówka/poradnia. Może jednak chciałbym wrócić do normalnego, niedestrukcyjnego picia i w związku z tym zgłosić się do nich z żądaniem, by mnie tego nauczyli… Skoro potrafią innych alkoholików, to czemu nie mnie?

Mój dziadek, pokazując na swoją dłoń mówił, że tu mu kaktus urośnie, jak ludzie polecą w kosmos. Polecieli. W kosmos i na Księżyc, i na Marsa… polecą też do innych galaktyk. Mamy komputery i internet, sztuczna inteligencja ma się coraz lepiej, inteligentne domy i samochody rozwijają się dynamicznie; lada moment żyć będziemy mogli w wirtualnej rzeczywistości nie z pomocą specjalnych okularów, ale chipa w mózgu. Czego jeszcze nam trzeba? Nie wiem, odpowiedzą na to pewnie specjaliści od marketingu, bo ja zauważam tylko, czego wielu ludzi już najwyraźniej zupełnie nie potrzebuje. Tak, chodzi mi o Boga.

Zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego PWN** humanizm to postawa moralna i intelektualna zakładająca, że człowiek jest najwyższą wartością i źródłem wszelkich innych wartości. W takim razie uprzejmie informuję, że jestem… antyhumanistą. Tak, bo ja jednak jakoś nie wierzę w całkowitą niezależność człowieka od Boga, w tą upragnioną ludzką samowystarczalność i nadrzędność.
Choć i ja mam w kieszeni wypasionego smartfona…









--

wtorek, 19 kwietnia 2016

Notatki sponsora (odc. 069)


Dawno, dawno temu moja żona miała koleżankę; koleżanka należała do Świadków Jehowy. Często rozmawialiśmy na tematy religijne, bo był to też okres, dłuższy niż chciałbym przyznać, w którym zmagałem się z lekturą Biblii. Po pewnym czasie zorientowałem się, że nasze rozmowy prędzej czy później utykają w martwym punkcie i to zawsze tym samym. „Ale my w to wierzymy” – twierdziła z przekonaniem ona. „A ja nie” – odpowiadałem. I już nic więcej nie było do powiedzenia.

Jestem alkoholikiem. Alkoholizm, psychoterapia odwykowa, Wspólnota AA, interesują mnie znacznie bardziej niż wielu moich znajomych z odwyku i mityngów. Historia AA, Programu, rozwój idei, stały się moją pasją, a przynajmniej hobby. Nie znaczy to, żebym na te tematy wiedział wyjątkowo dużo – dużo wiedział, zmarły niedawno, Ernest Kurc, autor najlepszej chyba historii Anonimowych Alkoholików, „Not God”. Ja, jak zwyczajny pasjonat, ale jednak laik, zgromadziłem po prostu w pamięci pewną ilość historycznych ciekawostek.

Niedawno uczestniczyłem w stosunkowo trudnej rozmowie, dotyczącej AA. Czemu trudnej – zaraz wyjaśnię, a na razie postaram się pokazać w przybliżeniu, jak rozmowa ta wyglądała.

- Czy jesteś absolutnie pewien, że taka postawa przyniesie w efekcie… ?

- Nie, absolutnie pewien nie jestem.

- Czy możesz zagwarantować, że w wyniku takiego zachowania stanie się… ?

- Nie, nie mogę zagwarantować; ani tego, ani czegokolwiek.

- Czy uważasz, że we wszystkich przypadkach… ?

- Nie, tak nie uważam. Uważam tylko, że bardzo często.

- Czy jesteś przekonany do swoich racji, co do… ?

- Nie jestem, a nawet więcej – często mam nadzieję, że właśnie nie mam racji.

- Czy twierdzisz, że regułą jest… ?

- Nie mogę twierdzić czegoś takiego. Ja właściwie tylko wierzę – na podstawie doświadczeń własnych i setek innych ludzi – że może być właśnie tak, jak mówię/myślę.


W tym momencie przypomniała mi się koleżanka żony, z tym że teraz to ja miałem do  dyspozycji jedynie swoją wiarę i przekonania. Ano, właśnie… jedynie. Przyszło mi też do głowy, że ciotka, matematyczka z zawodu, zamiłowania i pasji, miała chyba łatwiej. Ona, w razie czego, potrafiła wykazać i udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że 3x3 = 9, a 2 i 2 to nie zawsze jest 4.

No, cóż… Jeśli mam albo miałem ochotę i potrzebę dowodzenia komukolwiek czegokolwiek w tematach AA-owskich i duchowych, to chyba niezbyt trafnie wybrałem sobie dziedzinę i pasję, a dobra wola, życzliwość, może nawet troska o bliźniego, nie są (zapewne na szczęście) w takich dyskusjach znaczącym argumentem.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Notatki sponsora (odc. 068)

Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nie rządzą (org. Our leaders are but trusted servants; they do not govern).

 Zaczęło się zupełnie niewinnie – zadzwonił znajomy alkoholik po zapiciu i starał się, z moją skromną pomocą, zrozumieć, co zawiodło, gdzie nawalił, czego zaniedbał. Jemu się wydawało, że robił wszystko, co trzeba:
- Chodzę przecież na mityngi, rozmawiam ze sponsorem – perorował z przekonaniem – biorę służby, piszę dzienniczek wdzięczności, dzwonię do innych alkoholików…

To „biorę służby” poprawiłem automatycznie, po prostu odruchowo. Nawet do głowy mi nie przyszło, że to nie jest zwyczajne przejęzyczenie albo pomyłka. Wtedy sprawa się rypła, bo okazało się, że on naprawdę jednoosobowo przydzielał sobie służbę w grupie AA. I chyba nie tylko on…

Wyobrażam sobie sporą posiadłość – pan (dziedzic), pani, jakieś dzieci, dziadek, stara ciotka i oczywiście gromada służby: pokojówki, lokaje, stangreci, kucharze, niańki, hajducy, sprzątaczki, majordomowie, gosposie itd. itd. Pewnego razu, kiedy państwo właśnie siedzą przy stole, wchodzi do jadalni stangret i oznajmia, że od jutra on będzie lokajem. A w izbie czeladnej, nawet bez poinformowania państwa, na grafiku służb, od następnego tygodnia, praczka wpisuje się do pracy jako pokojówka. Ups!
Co robi dziedzic w takiej sytuacji? Ano wypier… za bramę całe to towarzystwo, któremu najwyraźniej coś się w głowach poprzewracało – nachlali się, czy co?
Pozornie wszystko jest w porządku, w końcu robota jest wykonana, ale… Ostatecznie, kto tu rządzi?

Podstawowym, choć nie jedynym, problemem alkoholika jest niedobór siły duchowej – to uważam za oczywiste, nie budzące wątpliwości. Na drugim miejscu – moim skromnym zdaniem – jest samowola (niezdolność do podporządkowania się, czyli powierzenia swojej woli), dalej egoizm, egocentryzm, koncentracja na samym sobie i nieuczciwość. Spektakularne nadużywanie alkoholu umieściłbym na miejscu szóstym, siódmym albo jeszcze dalej.

A jak to jest na mojej grupie? Czy – zgodnie z zasadami – służbę u nas powierza alkoholikowi grupa, czy też obejmuje ją on samowolnie, z przekonaniem, że i tak powinni mu być wdzięczni, bo przecież nikt inny nie chciał? A jak im się nie podoba, to niech sobie robią to sami, prawda?

Czy taka sytuacja przeszkadza w czymkolwiek grupie? Ależ skądże! Większość ma święty spokój, nikt ich do tych niewdzięcznych służb nie namawia, nie zmusza, zawsze znajdzie się ktoś, to służbę obejmie. Tylko czy utrwalanie samowoli dobrze służy temu, kto w taki sposób służbę obejmuje?