wtorek, 27 stycznia 2015

Notatki sponsora (odc. 050)

WSPÓLNOTA SPONSORÓW – usłyszałem niedawno przy okazji, która nie ma tu żadnego znaczenia i przyznaję, że określenie to mocno mną wstrząsnęło. Zaskakujące okazało się dlatego, że w odniesieniu do trzech grup, na których spotkaniach bywam często, jest ono prawdziwe.
Jeszcze kilkanaście lat temu snuły mi się po głowie fantastyczne wizje Wspólnoty, której każdy uczestnik, alkoholik, będzie miał sponsora, jeśli tylko tego zechce. Wówczas były to mrzonki. Obecnie na tych grupach, które wspomniałem wyżej, sponsorowanie wśród stałych uczestników mityngów (bez przypadkowych gości, na przykład) przekracza 90%.

Jeszcze trzy-cztery lata temu w naszej małej społeczności nie do pomyślenia było, żeby napił się alkoholik po Programie. Dziś znam takie przypadki dwa. Kiedy zaaferowany i zmartwiony opowiadałem o nich koledze, usłyszałem, że powinienem się przyzwyczajać, że to normalne. Dużo czasu zajęło mi rozważanie tej kwestii, ale jak na razie doszedłem do wniosku, że nie, jeszcze nie czas na coś takiego się godzić, nie czas przyzwyczajać się, a przynajmniej nie u nas. Możliwe, że kolega ma rację i kiedyś, niechętnie, będę musiał pogodzić się z czymś takim, ale… jeszcze nie dzisiaj.

Od jakichś dwóch-trzech lat, z różnych rejonów Polski zaczęły napływać informacje o takich zrachowaniach i postawach sponsorów, które – delikatnie rzecz ujmując – nie powinny mieć miejsca. Na szczęście są to na razie zjawiska pojedyncze, oczywiste jest też, że gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, ale… Ano, właśnie – rodzi się pytanie, czy rzeczywiście każdy alkoholik, który zrealizował Program ze sponsorem, nadaje się – z założenia – do sponsorowania i czy każdy z nich powinien/musi to robić? Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków starliśmy się nieść posłanie… Staraliśmy się nieść posłanie, ale czy koniecznie sponsorować? Posłanie we Wspólnocie AA można nieść na wiele różnych sposobów, sponsorowanie nie jest jedynym.

Może już czas nad tym wszystkim się zastanowić, poważnie i rzeczowo porozmawiać?

Moja podopieczna zaproponowała warsztaty sponsorów. Właśnie tak – sponsorów, a nie sponsorowania. Warsztaty, w których wzięliby udział sponsorzy autentycznie pracujący z podopiecznymi, dysponujący realnymi w tej mierze doświadczeniami.
W związku z tym, co napisałem wyżej, w pełni ten pomysł popieram, bo nie chciałbym, żeby piękna idea, która dotarła do nas z kilkudziesięcioletnim opóźnieniem, rozmyła się tak szybko w bylejakości i połowiczności. A może po prostu dlatego, że nadal naiwnie wierzę, że wzrost ilości nie musi koniecznie oznaczać drastycznego spadku jakości…

Tak, warsztaty sponsorów. Czy od razu ogólnopolskie? Pewnie, jak najbardziej, ale może najpierw na mniejszą skalę, lokalnie, nawet nie regionalnie, ale po prostu w najbliższym otoczeniu, w intergrupie, a nawet w większym mieście… zebrałoby się kilku sponsorów, żeby w imię wspólnego dobra podzielić się doświadczeniami? Może jeszcze warto? Może jeszcze nie jest za późno?

czwartek, 15 stycznia 2015

Notatki sponsora (odc. 049)

W różnych odstępach czasu, w różnych okolicznościach, z różnym nasileniem, z bardzo różnymi konsekwencjami, temat wraca jak bumerang, może więc i ja dorzucę do tego tygla kilka zdań. Tym razem problem stwarza fragment Wielkiej Księgi: Z nie wieloma wyjątkami nasi członkowie stwierdzają, że zaczerpnęli z wewnętrznych zasobów, których istnienia nie podejrzewali i które obecnie identyfikują ze swoim własnym pojęciem Siły Większej od nich samych („Anonimowi Alkoholicy” s. 187).

Problem polega na tym, że zdanie to nijak nie daje się pogodzić z innymi, bardzo ważnymi stwierdzeniami dotyczącymi bezsilności, czyli braku wewnętrznej Siły, zawartymi w Wielkiej Księdze. Oto kilka przykładów – zaznaczam od razu, że jest ich znacznie więcej.

Idea, która potrafiłaby zainteresować tych ludzi i powstrzymać ich od picia musi mieć prawdziwą głębię i wagę, musi czerpać natchnienie z Siły Wyższej niż ta, która tkwi w nich samych, jeżeli w ogóle mają zacząć żyć na nowo (WK, s. XXI).

Czy ta siła miała swe źródło w nim samym? Oczywiście nie (WK, s. 9).

Oprócz bardzo rzadkich przypadków ani on sam, ani z pomocą innego człowieka, nie jest w stanie obronić się przed chęcią wypicia. Owa obrona musi nadejść od Siły Wyższej (WK, s. 36).

Głównym naszym problemem okazał się kompletny brak siły duchowej. Koniecznością dla nas stało się znalezienie takiej siły, z pomocą której moglibyśmy żyć. Musiała to być SIŁA POTĘŻNIEJSZA NIŻ NASZA WŁASNA (WK, s. 38).

Zaraz! Zaraz! Jakże to?! To znaczy, że ja nie potrzebuję żadnej zewnętrznej Siły większej niż moja własna, bo wewnętrzne zasoby takiej Siły cały czas miałem do dyspozycji? Tyle tylko, że wcześniej o tym nie wiedziałem, tak? W końcu jestem bezsilny, czy jednak pełen wewnętrznej siły?!

Wbrew pozorom, przy odrobinie dobrej woli oraz dzięki otwartej głowie, sprzeczność tę da się jednak pogodzić, wyjaśnić i zrozumieć.

Jedno z moich ulubionych porównań przedstawia sponsora, jako swego rodzaju… hydraulika, którego zadaniem jest podłączenie podopiecznego do źródła Siły większej niż jego własna, Siły, z pomocą której będzie mógł nie tylko utrzymywać abstynencję, ale po prostu żyć. Pozostając w obszarze porównań instalacyjnych, wyobraźmy sobie stary, zapieczony kran. Zapomniałem o nim zupełnie, nie używałem nigdy albo bardzo, bardzo dawno temu. Nawet gdyby wpadło mi do głowy, żeby jakoś z niego skorzystać (ale przecież nigdy wcześniej nie wpadło!), to i tak nie mam ani siły, ani umiejętności, by go przekręcić. Jednak z pomocą sponsora, Wspólnoty, Programu, i zgodnie z wolą Boga (jakkolwiek Go pojmujemy), z kranu może trysnąć zdrowa, ratująca życie, źródlana woda.

wtorek, 6 stycznia 2015

Notatki sponsora (odc. 048)

Uczestniczyłem niedawno w bardzo trudnym, ale też ważnym i wartościowym mityngu. Jego tematem była – najwyraźniej nie wszystkim znana – formuła (albo zasada, reguła) jedynego celu. Wydaje się, że temat narodził się jako wypadkowa kilku zdarzeń: prób ubiegania się o służby w grupie AA przez osoby nieuzależnione od alkoholu, dyskusji na forum Wyłączność celu oraz artykułu zamieszczonego w biuletynie „Mityng” numer 12/126/2007 (załączam go niżej – jest to przedruk tekstu Johna H., delegata krajowego Irlandii na Światowy Mityng Służb), a także mojego starego eseju Program AA to nie wytrych. Formułę jedynego celu AA zawiera też broszurka „Scenariusz prowadzenia mityngu” wydana przez Fundację BSK: „W wyrazie poparcia dla jedynego celu AA, uczestnictwo w mityngach zamkniętych ograniczone jest do osób, które pragną nie pić. […] Prosimy wszystkich uczestników, aby ograniczali swoje wypowiedzi do problemów związanych z nadużywaniem alkoholu oraz doświadczeniami na drodze do wyzdrowienia z alkoholizmu”.

Niewątpliwie warto poznać je wszystkie, ale tym razem chodzi mi jednak o coś innego.  Po prostu w takich to okolicznościach przypomniałem sobie tę broszurkę z propozycją scenariusza, wydany niedawno (2014) „Poradnik dla służb AA - sugestia”, ale też pytania i wątpliwości podopiecznych z nimi związane.

Anonimowi autorzy „Poradnika dla służb AA” zgadzają się oczywiście, że grupa AA może organizować swoje spotkania według dowolnego scenariusza, ale podpowiada i sugeruje wydany przez BSK i zawarty w broszurce „Scenariusz prowadzenia mityngu - sugestia”. Oprócz wartościowej i ważnej reguły jedynego celu znaleźć w niej można sugestie, moim zdaniem, wysoce problematyczne:

a) Strona 1 – służba prowadzącego trwa najczęściej miesiąc. Najczęściej miesiąc? A niby gdzie tak jest najczęściej? Wydaje mi się, że tylko w Polsce, bo na świecie na pewno nie. Jakie doświadczenie można zdobyć, prowadząc mityng 1-4 razy w życiu?

b) Strona 1 – przed zakończeniem mityngu organizowana jest zbiórka dobrowolnych datków, „w której uczestniczą wyłącznie alkoholicy” – wydaje mi się, że zapis ten jest wynikiem nie do końca  właściwej interpretacji Tradycji Siódmej. Proponuje zapoznać się z jej pełną/długą wersją. Może dzięki temu łatwiej będzie zrozumieć określenie „dotacje”.

c) Strona 2 – jeśli na mityngu jest nowicjusz i „wyrazi chęć zaprzestania picia…” – a w jakiż to sposób alkoholik (i przed kim) ma wyrażać tę chęć? Może lepiej unikać nawet cienia podejrzenia, że scenariusz zaleca jakieś przyjmowanie do AA.

d) Strona 6 – rozbudowany regulamin, system zakazów i nakazów, a w tym terapeutyczny, ale we Wspólnocie dość dziwny (moim zdaniem), zakaz używania zaimków osobowych w liczbie mnogiej (my, wy, oni) albo komunikat „wszyscy obecni na mityngu zobowiązani są do zachowania anonimowości osób i zasłyszanych na mityngu spraw i zdarzeń”. A od kiedy to prowadzący mityng ma władzę pozwalającą mu na nakładanie na obcych ludzi jakichś zobowiązań? W jaki sposób prowadzący albo grupa zamierza wymusić czy rozliczać uczestników mityngu z realizacji tych zobowiązań? Prośba o zachowanie osobistej anonimowości jest nawet zrozumiała, ale zakaz wyniesienia poza salę mityngową informacji, że jest sposób, jest rozwiązanie, jest nadzieja, wydaje mi się co najmniej… nieprzemyślany.  

e) Strona 6. Sugestia, że podczas mityngu jest/powinien być czas na smutki i radości.

f) Strona 7. „ Jeśli jest ktoś, kto ma problem, a z sobie wiadomych powodów nie zabrał głosu, może po mityngu zwrócić się do każdego z nas. Nikt nie odmówi mu pomocy” – wolałbym, żeby tego typu deklaracje i obietnice prowadzący składał w swoim imieniu, a nie w moim, żeby nie obiecywał za mnie, że po mityngu będę udzielał jakiejś bliżej niesprecyzowanej pomocy. Nie upoważniłem go do tego. Uważam to za poważne nadużycie. Po mityngu to ja jestem dysponentem swojego czasu, a nie prowadzący.

g) Strona 8. Informacja, że świece palą się też na mityngach na drugim końcu świata – przekonania, które z faktami chyba niewiele mają wspólnego. Słuchałem spikerek kilku osób mieszkających w Ameryce, i twierdziły one, że jest to zwyczaj w USA nieznany.

h) Strona 8. Podpowiedź i sugestia, że poza salą mityngową możemy zwracać się do siebie per pan/pani, a na ulicach udawać, że się nie znamy – może lepiej decyzję w tej sprawie pozostawić konkretnemu alkoholikowi i pozwolić mu o to poprosić, zamiast myśleć za niego i go wyręczać. Swoją drogą mam wątpliwości, jaką wspólnotę tworzą ludzie, którzy udają, że się nie poznają…

i) Strona 8. Kolejne wezwanie, by nic, co usłyszeliśmy podczas (nawet posłania AA?) nie wynosić poza próg sali mityngowej. Bez komentarza.

Był taki czas, w którym naprawdę bardzo cieszyłem się, że po latach oczekiwań, „Poradnik dla służb AA” został w końcu wydany. Wiedziałem oczywiście, że nie jest on idealny, ale uważałem, że lepszy taki niż żaden. W chwili obecnej… nie wiem. Naprawdę już nie wiem, czy nie generuje on więcej problemów niż rozwiązuje… Wątpliwości te rodzą się z mojego przekonania, że poradnik (taki czy inny) powinien sugerować, radzić, podpowiadać, jak robić coś lepiej, a nie, jak robić po staremu.
Tekst powiązany: O Poradniku dla służb.


---


 

 

WYŁĄCZNOŚĆ CELU               

(artykuł przedrukowany ze sprawozdania z 18 Światowego Mityngu Służb w 2004r - Nowy Jork)        

            Kiedy przyszedłem na swój pierwszy mityng do Anonimowych Alkoholików myślałem, że może nauczę się jak kontrolo­wać swoje picie. Miałem za sobą dwadzieścia lat picia i wła­śnie wróciłem z trzydziestogodzinnej balangi. Za nic nie mogłem pojąć, jak to się dzieje, że pomimo moich najwięk­szych wysiłków moje życie to jeden całkowity, absolutny bałagan. Ogarniała mnie rozpacz, ponieważ nic nowego nie widziałem w swojej przyszłości. Wiedziałem, że dłużej tak nie mogę żyć. Mój brat, który wówczas popijał, zabrał mnie na ten mityng, ponieważ go o to poprosiłem. Założyłem, że tak będzie, gdyż wydawało mi się, że on kontroluje swoje picie, ponieważ nauczył się tego w AA. Spóźniliśmy się trochę na mityng, ponieważ brat musiał po drodze wstąpić na jednego. Wziąłem kawę, aby uspokoić swoje nerwy. Facet przy stole skończył gadać i prosił innych o zabieranie głosu. Przedstawiali się imieniem i mówili, że są alkoholikami. Mówili o tym, jak było kiedy pili, co takiego się stało, że przyszli do AA i jakie wiodą życie od tamtej pory. Ze zdziwieniem słuchałem ich opowieści.

            Początkowo byłem zmieszany i myślałem, że mnie sprawdzili i teraz mówią o mnie. Później zdałem sobie sprawę, że mówią o sobie, ponieważ kilku z nich znałem jeszcze z czasów kiedy pili. Przyszło mi do głowy, że jestem taki sam jak oni. A później wyraźne i jednoznaczne zrozumienie: na tym polega mój problem, także jestem alkoholikiem. Siedziałem tam i łzy płynęły mi po policzkach. Były to łzy ulgi, ponieważ po raz pierwszy w życiu wiedziałem, co ze mną jest nie tak. Było to tak, jakby z ramion zdjęto mi ogromny ciężar. Na koniec mityngu powitano mnie i zapytano, czy chcę coś powie­dzieć. Powiedziałem, że gdyby ludzie, którzy przedstawiali się swoim imieniem i nazywali siebie alkoholikami, przed­stawili się swoim imieniem i powiedzieli, że są małpami, to nie miałbym żadnego innego wyboru, jak tylko powiedzieć, że także jestem małpą. Nie wiedziałem wtedy, że zidenty­fikowałem się z ludźmi obecnymi na sali. Odkryłem jedną z najgłębszych tajemnic odnośnie programu AA, mianowicie, że jest to program identyfikowania się a nie program rozpo­wszechniania informacji.

            Zdarzyło się to 21 lat temu i od tamtej pory nie musiałem sięgnąć po alkohol. Ostatnio zadałem sobie pewne pytanie. Gdybym dzisiaj miał wejść na dowolny mityng AA, czy odczułbym ten sam stopień identyfikacji? Odpowiedź do jakiej doszedłem, niepokoi mnie. Odpowiedź brzmi: nie wiem. Zadaję więc sobie pytanie: co takiego zdarzyło się w minionych latach, co sprawiło, że wkradła się taka wątpli­wość? Przecież Kroki i Tradycje są nadal takie same. "Jestem odpowiedzialny" dalej wisi takie samo hasło w sali mityngowej i to przyczyniło się do wciągnięcia mnie do służby i do tego bym stał się uczestnikiem grupy. Miałem i nadal mam jasne zrozu­mienie że, „ktokolwiek” oznacza każdą istotę z problemem alkoholowym. Myślę, że powodem mojej niepewności jest skala wypowiedzi na tematy inne niż alkohol. Nie chodzi mi tutaj o zwyczajne codzienne problemy z jakimi spotyka się alkoholik w swoim zdrowieniu. Mam na myśli wypowiedzi na temat wszelkiego rodzaju narkotyków. Mam na myśli wypowiedzi na temat potomstwa i wewnętrznego bachora. Mam na myśli raczej wypowiedzi na temat życia po terapii niż alkoholizmu i programu zdrowienia, jaki został mi dany przez uczestników AA. Oczywiście, żadna z tych spraw nie jest nowa, ale naprawdę wygląda na to, że rozrosły się one zarówno pod względem różnorodności jak i intensywności. Dzisiaj coraz więcej osób cierpiących z powodów różnorodnych chorób, innych niż alkoholizm jest wysyłanych do AA. Skutkiem jest dezorientacja wśród uczestników AA i rozwodnienie posłania - AA, które przychodzący spodziewają się usłyszeć na sali mityngowej.

            Minęło już ponad 40 lat odkąd AA zetknęło się z pierwszą falą tego, co stało się wiecznym źródłem kontrowersji. Wówczas odpowiedź Billa W. odwoływała się do faktu kierowania się jedynym celem: "Trzeźwość i wolność od alkoholu - przez nauczanie i sto­sowanie Dwunastu Kroków jest jedynym celem grupy AA"- pisał w lutowym numerze The Grapevine z 1958 r. "Grupy wielokrotnie próbowały innych działań i zawsze kończyło się to fiaskiem. Poznano także prawdę, że nie ma sposobu, aby z niealkoholika zrobić uczestnika AA. Musimy ograni­czyć nasze członkostwo do alkoholików i musimy ograni­czyć działania grup AA do jednego celu.” Jeżeli nie będziemy trzymać się tych zasad, prawie na pewno poniesiemy klęskę. A jeżeli poniesiemy klęskę, nie będziemy mogli nikomu pomóc." Powyższy cytat jest jedynie zwięzłym powtórzeniem Tradycji, które oferują konkretne wskazówki jak radzić sobie ze wszystkimi problemami, z jakimi styka się AA.

Tradycja Pierwsza jest bezpośrednim zaprzeczeniem tego, co bez przerwy podkreśla społeczeństwo; jest to prawo jednostki. Społeczeństwo powie nam "jesteście najważniejsi". Terapeuci kształtują charakter przez poprawianie poczucia własnej wartości pacjenta, podczas gdy AA mówi o obni­żaniu ego.

Tradycja Pierwsza jednoznacznie mówi nam, że nie my jesteśmy najważniejsi. W żaden sposób nie oznacza to, że jednostka nie ma żadnego znaczenia, jedynie to, że ważniejsza jest grupa.

Jest to wynik tego, że w 1935 r. dwóch alkoholików odkryło, że dzięki rozmawianiu o pro­blemie z piciem i identyfikacji, udało im się osiągnąć to, co wcześniej było niemożliwe. Byli w stanie zachować trzeźwość. Zanieśli posłanie do trzeciego alkoholika i on także potrafił zachować trzeźwość. Od tego prostego początku wywodzi się program Anonimowych Alkoholików. Wówczas był tym samym, czym jest obecnie jeden alkoholik pomaga drugiemu. Bez pomocy drugiej osoby, widoki na przyszłość są marne; w jedności robimy rzeczy niemożliwe. Nasze wspólne dobro musi być najważniejsze.

Pojedynczym najważniejszym czynnikiem w tworzeniu jedności jest wspólna praca nad rozwiązywaniem naszego wspólnego problemu - alkoholizmu.

Kiedy jakaś osoba na mityngu przedstawia się jako alkoholik i ktoś tam jeszcze, w ten sposób stwierdza, że w pewnym sensie jest inna niż pozostałe znajdujące się na sali osoby.

Jest to naruszenie ducha jedności i naszego wspólnego celu. Nowo przybyły, który zachowuje się w ten sposób może nie znać naszych Tradycji.

Jednakże, odpowiedzialnością uczestników jest wyjaśnienie mu w duchu miłości, że AA zajmuje się tylko alkoholizmem i w duchu tolerancji i współpracy skierowanie takiej osoby­ do odpowiedniej wspólnoty czy instytucji, które zajmują się problemami, jakie ta osoba ma. Oczywiście, przez cały czas uczestnicy powinni podkreślać, że ta osoba jest mile widziana, by realizować program zdrowienia AA z alkoholizmu.

Tradycja Trzecia podkreśla, że jedynym warunkiem przynależności jest pragnienie zaprzestania picia..W dłuższej formie mowa jest o tym, że naszymi uczestnikami powinni być ci wszyscy, którzy cierpią z powodu alkoholizmu. Czy z tego wynika, że AA chce się kogokolwiek pozbyć?

Nie sądzę. Prawdę powiedziawszy, stwarza to sytuację, w której dominuje chęć połączenia. O ile ktoś ma chęć zająć się swoim problemem z piciem, nie ma znaczenia, jakie inne problemy jeszcze posiada. Nie ma znaczenia jego rasa, pochodzenie społeczne i środowisko. AA powita go. Kiedy przyszedłem do AA, powiedziano mi, że swoją łopatę czy aktówkę mam zostawić za salą. Powitano mnie jako alkoholika pragnącego zdrowieć. Kim lub czym byłem, nie miało znaczenia. Takie powitanie wyłącznie jest dostępne dla każdego na mocy Tradycji Trzeciej. Wkrótce odkryłem, że grupa nie zajęła się­ wszystkimi moimi problemami, tak jak nie zajmowała się problemami całego świata. Ta prostota była zarówno podnosząca na duchu, jak i uspokajająca.

Tradycja Piąta mówi "Każda grupa ma jeden główny cel: nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi". Jest to bardzo przejrzyste i niedwuznaczne stwierdzenie, Do kogo niesiemy nasze posłanie? Do świata? Do tych, którzy są uzależ­nieni od czegokolwiek, czy to będą narkotyki, jedzenie, seks, hazard, itd.?

Tradycja Piąta mówi nam dokładnie, do kogo nieść posłanie. Błędem jest założenie, że wszyscy potrzebują ­Anonimowych Alkoholików. Jedynie alkoholicy potrzebują Anonimowych Alkoholików. Zajmujemy się tylko jednym problemem - alkoholizmem. Ponieważ zajmujemy się tylko­ jednym problemem, nie ma żadnych czynników zakłócających i możemy swobodnie nieść posłanie zdrowienia z alkoho­lizmu najlepiej, jak potrafimy. Broszura "Grupa AA" stwierdza, że: "Błędne jest robienie aluzji lub stwarzanie wrażenia, że Anonimowi Alkoholicy rozwiązują inne problemy lub wiedzą, co zrobić z uzależnieniem od narkotyków".

Na pewno nie brakuje nam wskazówek na temat tego, jaki jest cel AA. A mimo to niektórzy bardziej krzykliwi mówcy, domagający się zmiany wewnątrz AA twierdzą, że są uczestnikami Anonimowych Alkoholików. Pewien uczestnik piszący dla "Głosu wsi" twierdzi, że w Tradycji Piątej znajduje się wada, wynikająca z ograniczeń czasu swego powstania. Z tym stwierdzeniem nierozerwalnie związana jest sugestia, że główny cel AA jest zbyt wąsko określony i nie pasuje do czasów w jakich żyjemy. Niestety, jest to ledwie jeden z wielu głosów wypowiadających się przeciwko sposobowi, w jaki AA zajmuje się swoimi sprawami. Promują oni hasło, że AA musi się zmienić i pozwolić, aby uczestnikami AA zostawały osoby mające problemy inne niż alkohol. Są za wypowiadaniem się na dowolne tematy, nie tylko alkoholizmu, podczas mityngów AA. Podkreślają autonomię grup, nie wspominając nic o odpo­wiedzialności grupy w sprawach dotyczących AA jako całości. Robią to twierdząc, że jest to konieczne do przetrwania AA. Dyskutują na temat poufnych informacji o AA na stronach internetowych i otwartych grupach dyskusyjnych. Co takiego stało się z duchowymi zasadami i sumieniem grupy? A co­ z tym ponad 2,5 milionem alkoholików, którzy są trzeźwi, ponieważ AA jest jakie jest? Napisane zostało, że największe zagrożenie dla przetrwania AA nadejdzie z wewnątrz. Jest to równie prawdziwe dzisiaj jak wtedy, kiedy to napisano. Ale są również wpływy z zewnątrz z jakimi AA musi się zmierzyć.

            Największy wpływ ma niewątpliwie przemysł terapeu­tyczny i jestem przekonany, że jest to przemysł jak pozostałe - usługowy. Posiada on budynki i zatrudnia ludzi. Chociaż wielu z tych ludzi może być naprawdę dobrymi ludźmi i mieć dobre nastawienie do AA, to nadal są to pracownicy. Jak w każdym przemyśle liczą się pieniądze i rezultaty. Aby osiągnąć lepsze rezultaty, ośrodki terapeutyczne i przychodnie, które tworzą ten przemysł, bez przerwy wysyłają ludzi z problemami innymi niż alkohol do AA. Mówią ludziom, że cierpią z powodu nadużywania substancji bądź chemicznego uzależnienia. Alkoholizm jest wrzucany do tych kategorii i z powodu sukcesu programu AA ludzi wysyła się do AA, obojętnie czy są alkoholikami czy nie. Postępując w ten sposób, okazują w najlepszym razie wyraźny brak zrozumienia lub w najgorszym razie całkowite lekceważenie Wspólnoty AA. Postępując w ten sposób wyrządzają krzywdę swoim klientom i AA.

            Czy my w AA możemy ignorować groźbę dla Wspólnoty AA ze strony wszechobecnych i kontrowersyjnych kwestii związanych z problemami innymi niż alkohol? Jeżeli nic nie zrobimy, czy problem po prostu zniknie? Nie sądzę, aby kiedykolwiek zniknął, dopóki będą ludzie chcący ignorować Tradycje. W epoce dźwięku i obrazu, czytanie literatury AA wydaje się być zadaniem ponad siły nowo przychodzących. Zadanie radzenia sobie z problemem zaczyna się ode mnie. Jeżeli siedzę na mityngu podczas gdy łamane są dwie lub trzy Tradycje i nic nie robię, to jak mogę powiedzieć, że naprawdę kocham AA? Jeżeli w swojej wypowiedzi nie mówię, jaką rolę w moim zdrowieniu odgrywają Tradycje i służba, wówczas tylko częściowo niosę posłanie. Dużo dobrej roboty wykonują nasi powiernicy oraz Komisje Informacji Publicznej i Współpracy z Profesjonalistami, aby stworzyć świadomość wyłączności naszego celu w społe­czeństwie i wśród wszystkich publicznych lub prywatnych instytucji, które zajmują się alkoholikami. Dobrym posunię­ciem naszych zaufanych sług było wybranie tematu "Nasz jedyny cel - kamień węgielny AA" na 54 Konferencję Krajową. Artykuły w The Grapevine i artykuły pisane przez naszych powierników niealkoholików pomagają z powrotem skoncen­trować się na naszym głównym celu.

            W przededniu 70 rocznicy powstania AA pora, abym odświeżył sobie Deklarację odpowiedzialności i aby wszyscy uczestnicy Anonimowych Alkoholików zadbali o zapew­nienie tego, że posłanie niesione do alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi, jest posłaniem AA wyzdrowienia, nie rozcieńczo­nym, niezmienionym i nienaruszonym.

 

John H. – Irlandia

czwartek, 1 stycznia 2015

Notatki sponsora (odc. 047)

- Co jest do cholery z tą „Wartą”?! – rozdrażnienia i pretensji w głosie ukryć mu się nie udało – Mówiłeś, że to najlepszy biuletyn AA w Polsce! No, tak… pomyślałem, teraz to ja jestem winien jego rozczarowania, urazy i złości, bo najwyraźniej ktoś winien być musi. W każdym razie tak właśnie dowiedziałem się, że nowy numer „Warty” pojawił się już i w naszych okolicach.

Wiarygodność „Warty” poważnie ucierpiała (i nie tylko w oczach mojego rozmówcy) po publikacji paszkwilu na grupę, na którą obaj chodzimy, ale o co poszło tym razem? Od nowego roku zrezygnowałem z prenumeraty „Warty”, więc w styczniowy numer pisma zaopatrzyłem się u kolportera. Przeleciałem teksty wzrokiem jeszcze w trakcie mityngu, ale w taki sposób nie odkryłem, o co podopiecznemu chodziło, odłożyłem więc sprawę do momentu, w którym będę miał okazję spokojnie i z uwagą przeczytać wszystkie artykuły.

Przeczytałem. Kilka z nich uważam za całkiem niezłe – jeśli nawet moje doświadczenia i przekonania są inne, to niezłe dlatego, że skłaniają do myślenia, zastanowienia. Choćby to: „Święta jest ta przestroga z Desieraty o szkodliwości porównywania się z innymi” (s. 13). Dziesiątki (przynajmniej!) razy słyszałem podczas mityngów historie alkoholików, którzy właśnie dzięki porównaniu się z innymi decydowali się poprosić kogoś o pomoc, o sponsorowanie. Sami targani lękami i złością, rozgoryczeni i niespokojni, z zazdrością obserwowali spokojnych, zadowolonych z życia, szczęśliwych, trzeźwych, alkoholików „na Programie” i w pewnym momencie, pragnąc mieć tak samo, znajdowali sponsora. Jak i po co zaczynać trzeźwienie, jeśli nie można porównać życia trzeźwego z pijanym?
Ciekawy i wart uwagi wydaje mi się artykuł Andrzeja ze „Steru” na temat Pierwszej Tradycji, warto zastanowić się nad „Fałszywymi przekonaniami”. Makabryczny obrazek Grzegorza na okładce również wydał mi się… intrygujący. Co jest więc grane?

Wreszcie jednak znalazłem problematyczne treści, o które (zdaje się) chodziło.

1. Zaproszenie na XXV-lecie Wspólnoty Anonimowych Alkoholików w Śremie i pierwszy punkt programu spotkania: Msza święta. Msza święta jako część przedsięwzięcia AA-owskiego?! Ups!
Oczywiście, Tradycja Czwarta gwarantuje grupie czy intergrupie niezależność i o tym zapominać nie wolno. Grupa może zerwać z Tradycjami Wspólnoty, odrzucić je, ale… Ano właśnie – tylko czy koniecznie trzeba to reklamować w biuletynie Anonimowych Alkoholików? Promować takie postawy i przedsięwzięcia? Ale może to ja jestem jakiś niedzisiejszy i nie rozumiem, że właśnie trzeba?

2. Nawoływania nieuzależnionej pani Renaty, aby alkoholiczki odmawiały „Modlitwę o pogodę ducha” w rodzaju żeńskim (abym godziła się zamiast abym godził się itd.). Ups!
Elementem wspólnoty i jedności jest wspólne odmawianie „Modlitwy o pogodę ducha” na początku mityngu AA (czasem też na końcu). Tekst ten, w określonej formie, zawarty jest w scenariuszu mityngu. Odmawiać razem, wspólnie, można składnie tylko ten sam tekst, bo jeśli każdy będzie wypowiadał jakieś inne słowa, to… Zresztą, przecież wiele razy byłem tego świadkiem – abym godziła się ma inną liczbę sylab niż abym godził się, tak samo jest z odróżniała i odróżniał, zmieniała i zmienił, co powodowało zamieszanie, pomyłki, niepewne spoglądanie po sobie, a po co? 
Wydawało mi się to oczywiste, choć może się mylę, że tekst „Modlitwy o pogodę ducha” został uzgodniony i zaaprobowany przez sumienie grupy, czemu więc służyć miałyby te demonstracje feminizmu i podziały we Wspólnocie AA, a nawet w ramach jednej tylko grupy? Jeśli sumienie mojej grupy zdecyduje, że „Modlitwę o pogodę ducha” odmawiać powinniśmy w rodzaju żeńskim albo nijakim, albo po rosyjsku, to ja się dostosuję. Nauczę się i dostosuję albo zmienię grupę, jeśli podporządkować się nie jestem w stanie. Po prostu.
W AA jest tylko jeden człowiek zobowiązany do przestrzegania zasad – ten, który sam tak postanowi, więc alkoholiczki rzeczywiście mogą sobie robić, co im się podoba, pani Renata może nie czuć ducha jedności i nie znać naszych Tradycji, tylko czy w biuletynie Wspólnoty AA naprawdę powinny pojawiać się wezwania do samowoli i bojkotowania decyzji sumienia grupy? Może jednak to ja się nie znam, może właśnie powinny?

Zanim ktoś zacznie dopytywać – z subskrypcji „Warty” zrezygnowałem jeszcze przed ukazaniem się styczniowego numeru i moja decyzja wynikała z banalnych, osobistych powodów; coraz bardziej problematyczne artykuły zamieszczane w piśmie nie mają z moją decyzją nic wspólnego.

A Redakcji „Warty” życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku, wielu wartościowych tekstów, wielu trafnych wyborów. To nadal jest dobry biuletyn, a może być... jeszcze lepszy.

wtorek, 30 grudnia 2014

Notatki sponsora (odc. 046)



Kilka dni temu, kiedy czekałem w kawiarni na koleżankę (nazwy opolskiej kawiarni, w której bardzo często spotykają się sponsorzy z podopiecznymi, nie podaję tutaj celowo), uwagę moją zwrócił komunikat wypowiedziany przy stoliku na drugim końcu sali, więc wypowiedziany głośno, z wyraźną złością: Przestań! Zostaw w końcu ten swój telefon i słuchaj uważnie jak do ciebie mówię! – pani w średnim wieku zwracała się poirytowana do młodego mężczyzny (na oko ze 27-30 lat), najwyraźniej syna. Pan, trzymając w dłoni telefon komórkowy, odpowiedział arogancko, z krzywym uśmieszkiem: Nie bądź taka staroświecka i zacofana! Teraz wszyscy bawią się telefonami.
Dyskretnie rozejrzałem się wkoło – nikt, ani jedna osoba, a klientów kawiarni, w różnym wieku, było przynajmniej kilkunastu, nie zajmował się swoim telefonem komórkowym. Tym niemniej byłem i nadal jestem pewien, że młody mężczyzna absolutnie wierzył w to, co mówił. Był w kawiarni obecny, widział, że nikt poza nim nie bawi się telefonem, ale jego mózg fakt ten zignorował, odrzucił! Wygrały przekonania.

Zupełnie jak alkoholik – uśmiechnąłem się lekko – przecież w naszym (uzależnionych) przypadku jest dokładnie tak samo. Dopóki nie wytrzeźwiejemy, nasze nieprawdopodobne przekonania najczęściej wygrywają konfrontację z rzeczywistością. Z niesmakiem łapałem na czymś takim sam siebie albo pokazywał mi to sponsor, obserwowałem też u podopiecznych.

Może nie twierdziłem idiotycznie, że wszyscy piją, ale to tylko dlatego, że bałem się, że ktoś wspomni o małych dzieciach, kobietach w ciąży, osobach bardzo starych, chorych itp. Nie przeszkadzało mi to jednak zupełnie upierać się, że w mojej branży piją wszyscy, a w ogóle to w tym zawodzie pić trzeba, nie da się inaczej. I nie, nie byłem kiperem.

Dziesiątki, setki razy moje przekonania przegrywały z rzeczywistością, z faktami, i to nie tylko wtedy, kiedy byłem pijany; to jeszcze dałoby się zrozumieć, choć oczywiście nie usprawiedliwić (wyjaśnienie nie jest usprawiedliwieniem!). Tragedia polegała na tym, że na podstawie tych swoich durnych przekonań podejmowałem rozmaite, niekiedy bardzo poważne, decyzje życiowe. A później… później obrażałem się na Boga, ludzi, los i zły świat, bo w naturalny sposób decyzje te rodziły konsekwencje, których ponosić nie chciałem i nawet nie rozumiałem, czemu mnie właśnie – za co?! – coś takiego spotyka.

Alkoholik napił się niecałą godzinę po wyjściu z mityngu. Powodem – według niego najwyraźniej oczywistym i wystarczającym – było to, że prowadzący dał mu delikatny sygnał, żeby powoli kończył swoją wypowiedź. Wszyscy wiedzą, że w takiej sytuacji trzeba się napić, przecież każdy by tak zrobił!
Alkoholizm to straszna choroba...