Dwa mityngi, dwie spikerki, kilkanaście tzw. utożsamień i powtarzane wiele razy dziwne stwierdzenie: nie wyciągałam żadnych wniosków, długo nie potrafiłem ze swoich przeżyć wyciągnąć kompletnie żadnych wniosków. Zastanowiło mnie to. Czy to jakaś nowa moda, czy może w AA ludzie w taki sposób mówią już od dawna, tylko ja wcześniej nie zwróciłem na to uwagi?
W 1997 roku była w Opolu powódź. Z czasem okazało się, że poszkodowanym pewne odszkodowania nie zostaną wypłacone, bo rząd nie ogłosił stanu klęski żywiołowej albo nie w taki sposób, jak to powinno być zrobione. Niektórzy ludzie spod wschodniej granicy, których poznałem po latach w środowisku AA, uznali ten brak odszkodowań za dowód, że żadnej powodzi nie było, że to kant rządu, żeby usprawiedliwić problemy ekonomiczne.
Z tym stanem klęski jest obecnie podobnie. Jakichś tam formalno-prawnych kwestii obecny rząd nie dopilnował, tworząc pewną lukę w prawie, interpretacji przepisów. Dzięki temu sądy mogły oddalić niektóre wnioski o ukaranie obywateli za nieużywanie masek w miejscach publicznych. No i bardzo dobrze – jak się coś robi niedokładnie, nie do końca, z lukami, to trzeba się liczyć z tym, że ktoś to wykorzysta. Ale dowcip polega na tym, że to anulowanie mandatów, antyszczepionkowcy, i nie tylko oni, traktują jako dowód, że żadnej epidemii nie było, koronawirus nie istnieje i wszystko to spisek amerykańskich imperialistów, a może przekręt rządu, żeby usprawiedliwić obecną zapaść gospodarczą. Tego też dowiedziałem się od alkoholików – nie na samym mityngu oczywiście, ale…
Kilka razy w życiu traciłem pracę. Dlaczego? Raz, bo za mało płacili, raz, bo dyrektorka się na mnie uwzięła, a ja jej zagrażałem, raz z powodu młodych współpracowników, którzy mnie nie lubili i chcieli się mnie pozbyć. Wtedy nie bardzo chciałem wierzyć, że to wszystko z powodu picia. No, może trochę, ale były też inne okoliczności – byłem gotów się upierać.
W 1998 roku trafiłem na pierwszą, ambulatoryjną terapię odwykową. Kilkoro alkoholików w mojej grupie twierdziło z przekonaniem i upierało się, że uzależnili się przez powódź, a ja na samym początku nie wiedziałem, czemu terapeuci to negują.
Ostatecznie – to chyba jednak nie jest tak, niestety, że alkoholiczki i alkoholicy nie wyciągają żadnych wniosków ze zdarzeń życiowych. Problem właśnie w tym, że wnioski wyciągają, ale często zupełnie błędne, nielogiczne, bzdurne i absurdalne.
Żona odchodzi od męża alkoholika. Wniosek? Na pewno ma kochanka! Bo przecież z piciem, biciem, okradaniem rodziny przez męża, nie może to mieć nic wspólnego. Poza tym on przecież pije za swoje, więc to musi być jakiś gach.
Chyba naprawdę lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby alkoholicy nie potrafili wyciągać wniosków. Mówiliby wtedy, nie wiem, nie rozumiem, i prosili o pomoc i wyjaśnienia. Zamiast tkwić w urojonych światach własnych wyobrażeń i jakiejś alternatywnej rzeczywistości. Ilu uraz, urojonych krzywd, w ogóle by nie było, gdy przyznawali się do niewiedzy i niezrozumienia sytuacji, zamiast wyciągać kuriozalne wnioski.
W latach picia wyciągałem zupełnie błędne wnioski z wydarzeń typowych dla czynnego alkoholika. Zapewniałem sobie w ten sposób nieco lepsze samopoczucie, bo często było to jakieś usprawiedliwienie, mniejsze (albo i wcale) wyrzuty sumienia, wstyd i poczucie winy… Krótkotrwałe zyski zamiast długofalowych efektów. Próbowałem też w ten sposób zrozumieć świat, który mnie przytłaczał. Błędne wnioskowanie to typowa manifestacja choroby alkoholowej. I pojawia się nie tylko w czasie picia. Fakt, że zdarza się to także niealkoholikom, niczego nie zmienia, bo nie we wszystkim należy naśladować nieuzależnionych.
Zapytałem kiedyś kandydatkę na podopieczną, czy liczy się z tym, że pewne wydarzenia w jej życiu mogą wyglądać zupełnie inaczej, niż jej się to teraz wydaje. Odpowiedziała mi, że ma nadzieję, że właśnie tak jest. Ale to był jeden jedyny raz, bo inni odpowiadali zwykle, że przecież nie są głupi i widzą/rozumieją, co się dzieje.






