Czasem
proponuję, żeby podopieczny zapoznał się z tymi rozdziałami samodzielnie, już
po przepracowaniu ze mną Dwunastego Kroku, bywa, że są to zagadnienia szerzej
omawiane podczas warsztatu Wielkiej Księgi albo innego, choćby krokowego, zawsze jednak warto się z nimi
zapoznać, czemu więc nie teraz? Zwłaszcza, że teraz obejmują one nie tylko
Kroki, ale też i Tradycje – podwójna korzyść…
Meszuge (hebr. měszuggā) - oznacza w języku jidysz wariata, człowieka niespełna rozumu, szaleńca. Najczęściej określenie to ma charakter pejoratywny, ale nie zawsze, bo meszuge to czasem po prostu ekscentryczny dziwak, oryginał... Blog zawiera artykuły, eseje i inne teksty, prezentujące moje prywatne przekonania, przeżycia i doświadczenia. Niektóre z nich znaleźć można w książkach „ALKOHOLIK”, „12 KROKÓW OD DNA”, „ALKOHOLIZM ZOBOWIĄZUJE”, „KROK za KROKIEM” i innych.
wtorek, 3 lutego 2015
Notatki sponsora (odc. 052)
Wiele
razy byłem atakowany, odsądzany od czci i wiary, no bo jakim niby prawem (sic!)
pozwalam sobie przenosić Tradycje AA na teren domu i rodziny oraz pracy
zawodowej?! Napastliwych ignoruję. Tych, którzy naprawdę chcieliby się
dowiedzieć czegoś więcej, coś lepiej zrozumieć, odpowiadam, że dokładnie takim
samym prawem, jakie przydzielił sobie Bill W. pisząc w Wielkiej Księdze rozdziały
„Do żon”, „Do pracodawców” i „Wizja rodziny przeobrażonej”. Znajome nazwy, prawda? Te zasady (a występują one zarówno w Dwunastym Kroku jak i
Dwunastej Tradycji) mieliśmy przecież stosować we wszystkich naszych poczynaniach,
czyż nie?
niedziela, 1 lutego 2015
Notatki sponsora (odc. 051)
Przynajmniej
dwa razy w życiu, zupełnie mimowolnie i jakby przez przypadek, stałem się
twórcą sprawdzianu, testu, egzaminu. Pierwszy dotyczył egocentryzmu, drugi
uczciwości i strachu.
Pierwszy raz w 2011 roku. W artykule „Alkoholik – trzeźwy czy zdrowy? Czy możliwe jest całkowite wyleczenie?” napisałem: …przywrócenie organizmu chorego do stanu, w którym
będzie on reagował na alkohol dokładnie tak samo, jak organizm człowieka
zdrowego, na razie jeszcze uważam za nierealne, choć mam nadzieję, że kiedyś
wreszcie stanie się to możliwe.
Kilka osób z AA zarzuciło
mi wtedy, że ani chybi mam nawrót, bo najwyraźniej marzy mi się powrót do
kontrolowanego picia. Pielęgnowany latami egocentryzm nie pozwolił im wpaść na
myśl, że ja mogę nie mieć na myśli samego siebie. Że mam nadzieję na
uleczalność choroby alkoholowej, jednak nie ze względu na siebie, bo mnie mój
alkoholizm obecnie zupełnie nie przeszkadza, ale dla tych, którzy dopiero
sięgną po swoje pierwsze piwo, tych, którzy się jeszcze nie narodzili. Ja czuję
się bezpieczny i chroniony, ale wielu nowych alkoholików po prostu umrze, bez
względu na starania terapeutów, lekarzy, psychologów oraz członków Wspólnoty AA.
Może się to wydawać
niepojęte, ale są w tej Wspólnocie ludzie, którzy potrafią martwić się nie
tylko o siebie, zajmować także kimś innym, a nie tylko i wyłącznie sobą i swoim
dobrem.
Drugim sprawdzianem okazał się króciutki wpis, w
którym rozważam pomysł znajomej alkoholiczki, dotyczący sensu, potrzeby
organizacji warsztatu sponsorów.
Natychmiast po jego publikacji rozlała się fala
krytyki, werbalnych ataków, złośliwości, prowokacyjnych komentarzy, dziwacznych
podejrzeń i oskarżeń. Przyznam, że zaskoczyło mnie to zupełnie, nie rozumiałem
początkowo, co tu się w ogóle dzieje, o co chodzi, w czym problem? We
Wspólnocie AA w Polsce odbyło się w ciągu ostatnich pięciu lat zapewne więcej
warsztatów, niż w Ameryce od czasu powstania Anonimowych Alkoholików.
Warsztatów Kroków, Tradycji, Koncepcji, sponsorowania, służb, kolporterów,
rzeczników, łączników… Jeśli mnie to interesuje, to jadę, jeśli nie, to nie.
Jeżeli nie jestem zainteresowany warsztatami łączników (na przykład), to się na
nie nie wybieram, ale też nie odczuwam potrzeby walczenia z nimi i samym
pomysłem.
Wydawało mi się, że
warsztaty organizowane są, żebyśmy coś lepiej zrozumieli (Kroki, Tradycje itp.)
albo lepiej, skuteczniej efektywniej – w imię wspólnego dobra – służyli
(łącznicy, rzecznicy, kolporterzy). Popieram pomysł warsztatu sponsorów, bo nie
jestem aż tak zarozumiały, ani tak głupi, żeby nie mieć świadomości, że zawsze
jeszcze mogę się tu czegoś nauczyć, dowiedzieć, poznać, zrozumieć – dla dobra
moich przyszłych podopiecznych. Skąd więc ta złość i wściekłe sprzeciwy?
Wreszcie jednak
zrozumiałem. Zrozumiałem dopiero po tym, jak przypomniałem sobie, że przed
wytrzeźwieniem nijak nie potrafiłem poradzić sobie ze strachem (lękiem, obawą),
nie umiałem jakoś niedestrukcyjnie go odreagować. Robiłem więc jedyną rzecz,
którą potrafiłem – zamieniałem strach na złość. Złość natomiast wywalić z
siebie umiem – agresją, złośliwością, przytykami, aluzjami, wreszcie wyzwiskami
albo krzykiem. W tym momencie rodzi się pytanie: jeśli podobnie jest z innymi
alkoholikami (podobnie jak ja zamieniają strach na złość), to czego tak bardzo
boją się w związku z ewentualnymi warsztatami sponsorów? Warsztatami, które – z
założenia – mogłyby im pomóc być lepszymi sponsorami…
Na to pytanie odpowiedź była już prosta – boją się,
że podczas takich warsztatów dowiedzą się… albo, co jeszcze gorsze, dowiedzą
się ich podopieczni, że TO można robić zupełnie inaczej, odkryją samowolę i
sobiepaństwo, zdemaskują nieudolność i półśrodki.
Od zawsze staram się
pomagać podopiecznych, uczyć ich na moich własnych błędach, a więc jeśli wyda
się, że nie jestem człowiekiem idealnym, to nic mi się nie stanie – wiedzą to
już od dawana. Ale jeśli ktoś zbudował sobie ze sponsorowania pomnik, może
całkiem realnie obawiać się jego obalenia.
Alkoholikom zaślepionym
przerażeniem i złością przypominam, że warsztaty AA – jakiekolwiek warsztaty,
Tradycji, służb, Kroków, sponsorów, czegokolwiek – nie są sprawdzianem, który trzeba
zaliczyć, egzaminem, który trzeba zdać, nie służą ocenianiu osób albo ich weryfikacji, są szansą, nadzieją i okazją, a nie zagrożeniem.
Przykre jest tylko to, że strach nie pozwolił im
tego zobaczyć…
wtorek, 27 stycznia 2015
Notatki sponsora (odc. 050)
WSPÓLNOTA SPONSORÓW – usłyszałem niedawno
przy okazji, która nie ma tu żadnego znaczenia i przyznaję, że określenie to
mocno mną wstrząsnęło. Zaskakujące okazało się dlatego, że w odniesieniu do
trzech grup, na których spotkaniach bywam często, jest ono prawdziwe.
Jeszcze kilkanaście lat temu snuły mi się po głowie fantastyczne wizje Wspólnoty, której każdy uczestnik, alkoholik, będzie miał sponsora, jeśli tylko tego zechce. Wówczas były to mrzonki. Obecnie na tych grupach, które wspomniałem wyżej, sponsorowanie wśród stałych uczestników mityngów (bez przypadkowych gości, na przykład) przekracza 90%.
Jeszcze kilkanaście lat temu snuły mi się po głowie fantastyczne wizje Wspólnoty, której każdy uczestnik, alkoholik, będzie miał sponsora, jeśli tylko tego zechce. Wówczas były to mrzonki. Obecnie na tych grupach, które wspomniałem wyżej, sponsorowanie wśród stałych uczestników mityngów (bez przypadkowych gości, na przykład) przekracza 90%.
Jeszcze trzy-cztery lata temu w naszej
małej społeczności nie do pomyślenia było, żeby napił się alkoholik po Programie. Dziś znam takie przypadki
dwa. Kiedy zaaferowany i zmartwiony opowiadałem o nich koledze, usłyszałem, że
powinienem się przyzwyczajać, że to normalne. Dużo czasu zajęło mi rozważanie
tej kwestii, ale jak na razie doszedłem do wniosku, że nie, jeszcze nie czas na
coś takiego się godzić, nie czas przyzwyczajać się, a przynajmniej nie u nas.
Możliwe, że kolega ma rację i kiedyś, niechętnie, będę musiał pogodzić się z
czymś takim, ale… jeszcze nie dzisiaj.
Od jakichś dwóch-trzech lat, z różnych
rejonów Polski zaczęły napływać informacje o takich zrachowaniach i postawach
sponsorów, które – delikatnie rzecz ujmując – nie powinny mieć miejsca. Na
szczęście są to na razie zjawiska pojedyncze, oczywiste jest też, że gdzie drwa
rąbią, tam wióry lecą, ale… Ano, właśnie – rodzi się pytanie, czy rzeczywiście
każdy alkoholik, który zrealizował Program ze sponsorem, nadaje się – z założenia
– do sponsorowania i czy każdy z nich powinien/musi to robić? Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków
starliśmy się nieść posłanie… Staraliśmy się nieść posłanie, ale czy
koniecznie sponsorować? Posłanie we Wspólnocie AA można nieść na wiele różnych
sposobów, sponsorowanie nie jest jedynym.
Może już czas nad tym wszystkim się
zastanowić, poważnie i rzeczowo porozmawiać?
Moja podopieczna zaproponowała warsztaty
sponsorów. Właśnie tak – sponsorów, a nie sponsorowania. Warsztaty, w
których wzięliby udział sponsorzy autentycznie pracujący z podopiecznymi,
dysponujący realnymi w tej mierze doświadczeniami.
W związku z tym, co napisałem wyżej, w pełni
ten pomysł popieram, bo nie chciałbym, żeby piękna idea, która dotarła do nas z
kilkudziesięcioletnim opóźnieniem, rozmyła się tak szybko w bylejakości i
połowiczności. A może po prostu dlatego, że nadal naiwnie wierzę, że wzrost
ilości nie musi koniecznie oznaczać drastycznego spadku jakości…
Tak, warsztaty sponsorów. Czy od razu ogólnopolskie?
Pewnie, jak najbardziej, ale może najpierw na mniejszą skalę, lokalnie, nawet
nie regionalnie, ale po prostu w najbliższym otoczeniu, w intergrupie, a nawet
w większym mieście… zebrałoby się kilku sponsorów, żeby w imię wspólnego dobra
podzielić się doświadczeniami? Może jeszcze warto? Może jeszcze nie jest za późno?
czwartek, 15 stycznia 2015
Notatki sponsora (odc. 049)
W
różnych odstępach czasu, w różnych okolicznościach, z różnym nasileniem, z
bardzo różnymi konsekwencjami, temat wraca jak bumerang, może więc i ja dorzucę do
tego tygla kilka zdań. Tym razem problem stwarza fragment Wielkiej Księgi: Z nie wieloma wyjątkami nasi członkowie
stwierdzają, że zaczerpnęli z wewnętrznych zasobów, których istnienia nie
podejrzewali i które obecnie identyfikują ze swoim własnym pojęciem Siły
Większej od nich samych („Anonimowi Alkoholicy” s. 187).
Problem
polega na tym, że zdanie to nijak nie daje się pogodzić z innymi, bardzo ważnymi stwierdzeniami
dotyczącymi bezsilności, czyli braku wewnętrznej Siły, zawartymi w Wielkiej
Księdze. Oto kilka przykładów – zaznaczam od razu, że jest ich znacznie więcej.
Idea, która potrafiłaby
zainteresować tych ludzi i powstrzymać ich od picia musi mieć prawdziwą głębię
i wagę, musi czerpać natchnienie z Siły Wyższej niż ta, która tkwi w nich
samych, jeżeli w ogóle mają zacząć żyć na nowo (WK, s. XXI).
Czy ta siła miała swe
źródło w nim samym? Oczywiście nie
(WK, s. 9).
Oprócz bardzo rzadkich
przypadków ani on sam, ani z pomocą innego człowieka, nie jest w stanie obronić
się przed chęcią wypicia. Owa obrona musi nadejść od Siły Wyższej (WK, s. 36).
Głównym naszym problemem okazał
się kompletny brak siły duchowej. Koniecznością dla nas stało się znalezienie
takiej siły, z pomocą której moglibyśmy żyć. Musiała to być SIŁA POTĘŻNIEJSZA
NIŻ NASZA WŁASNA (WK, s.
38).
Zaraz!
Zaraz! Jakże to?! To znaczy, że ja nie potrzebuję żadnej zewnętrznej Siły
większej niż moja własna, bo wewnętrzne zasoby takiej Siły cały czas miałem do
dyspozycji? Tyle tylko, że wcześniej o tym nie wiedziałem, tak? W końcu jestem
bezsilny, czy jednak pełen wewnętrznej siły?!
Wbrew
pozorom, przy odrobinie dobrej woli oraz dzięki otwartej głowie, sprzeczność tę
da się jednak pogodzić, wyjaśnić i zrozumieć.
Jedno
z moich ulubionych porównań przedstawia sponsora, jako swego rodzaju…
hydraulika, którego zadaniem jest podłączenie podopiecznego do źródła Siły
większej niż jego własna, Siły, z pomocą której będzie mógł nie tylko
utrzymywać abstynencję, ale po prostu żyć. Pozostając w obszarze porównań
instalacyjnych, wyobraźmy sobie stary, zapieczony kran. Zapomniałem o nim
zupełnie, nie używałem nigdy albo bardzo, bardzo dawno temu. Nawet gdyby wpadło
mi do głowy, żeby jakoś z niego skorzystać (ale przecież nigdy wcześniej nie
wpadło!), to i tak nie mam ani siły, ani umiejętności, by go przekręcić. Jednak
z pomocą sponsora, Wspólnoty, Programu, i zgodnie z wolą Boga (jakkolwiek Go
pojmujemy), z kranu może trysnąć zdrowa, ratująca życie, źródlana woda.
wtorek, 6 stycznia 2015
Notatki sponsora (odc. 048)
Uczestniczyłem
niedawno w bardzo trudnym, ale też ważnym i wartościowym mityngu. Jego tematem
była – najwyraźniej nie wszystkim znana – formuła (albo zasada, reguła)
jedynego celu. Wydaje się, że temat narodził się jako wypadkowa kilku zdarzeń:
prób ubiegania się o służby w grupie AA przez osoby nieuzależnione od alkoholu,
dyskusji na forum Wyłączność celu oraz artykułu zamieszczonego w biuletynie „Mityng” numer 12/126/2007 (załączam
go niżej – jest to przedruk tekstu Johna H., delegata krajowego Irlandii na
Światowy Mityng Służb), a także mojego starego eseju Program AA to nie wytrych.
Formułę jedynego celu AA zawiera też broszurka „Scenariusz prowadzenia mityngu”
wydana przez Fundację BSK: „W wyrazie poparcia dla jedynego celu AA,
uczestnictwo w mityngach zamkniętych ograniczone jest do osób, które pragną nie
pić. […] Prosimy wszystkich uczestników, aby ograniczali swoje wypowiedzi do
problemów związanych z nadużywaniem alkoholu oraz doświadczeniami na drodze do
wyzdrowienia z alkoholizmu”.
Był taki czas, w którym naprawdę bardzo cieszyłem się, że po latach oczekiwań, „Poradnik dla służb AA” został w końcu wydany. Wiedziałem oczywiście, że nie jest on idealny, ale uważałem, że lepszy taki niż żaden. W chwili obecnej… nie wiem. Naprawdę już nie wiem, czy nie generuje on więcej problemów niż rozwiązuje… Wątpliwości te rodzą się z mojego przekonania, że poradnik (taki czy inny) powinien sugerować, radzić, podpowiadać, jak robić coś lepiej, a nie, jak robić po staremu.
---
Niewątpliwie warto poznać je wszystkie,
ale tym razem chodzi mi jednak o coś innego.
Po prostu w takich to okolicznościach przypomniałem sobie tę broszurkę z
propozycją scenariusza, wydany niedawno (2014) „Poradnik dla służb AA -
sugestia”, ale też pytania i wątpliwości podopiecznych z nimi związane.
Anonimowi autorzy „Poradnika dla służb
AA” zgadzają się oczywiście, że grupa AA może organizować swoje spotkania
według dowolnego scenariusza, ale podpowiada i sugeruje wydany przez BSK i
zawarty w broszurce „Scenariusz prowadzenia mityngu - sugestia”. Oprócz
wartościowej i ważnej reguły jedynego celu znaleźć w niej można sugestie, moim
zdaniem, wysoce problematyczne:
a) Strona 1 – służba prowadzącego trwa najczęściej
miesiąc. Najczęściej miesiąc? A niby gdzie tak jest najczęściej? Wydaje mi się,
że tylko w Polsce, bo na świecie na pewno nie. Jakie doświadczenie można
zdobyć, prowadząc mityng 1-4 razy w życiu?
b) Strona 1 – przed zakończeniem mityngu
organizowana jest zbiórka dobrowolnych datków, „w której uczestniczą wyłącznie
alkoholicy” – wydaje mi się, że zapis ten jest wynikiem nie do końca właściwej interpretacji Tradycji Siódmej.
Proponuje zapoznać się z jej pełną/długą wersją. Może dzięki temu łatwiej
będzie zrozumieć określenie „dotacje”.
c) Strona 2 – jeśli na mityngu jest
nowicjusz i „wyrazi chęć zaprzestania picia…” – a w jakiż to sposób alkoholik
(i przed kim) ma wyrażać tę chęć? Może lepiej unikać nawet cienia podejrzenia,
że scenariusz zaleca jakieś przyjmowanie do AA.
d) Strona 6 – rozbudowany regulamin,
system zakazów i nakazów, a w tym terapeutyczny, ale we Wspólnocie dość dziwny (moim
zdaniem), zakaz używania zaimków osobowych w liczbie mnogiej (my, wy, oni)
albo komunikat „wszyscy obecni na mityngu zobowiązani są do zachowania
anonimowości osób i zasłyszanych na mityngu spraw i zdarzeń”. A od kiedy to
prowadzący mityng ma władzę pozwalającą mu na nakładanie na obcych ludzi
jakichś zobowiązań? W jaki sposób prowadzący albo grupa zamierza wymusić czy
rozliczać uczestników mityngu z realizacji tych zobowiązań? Prośba o zachowanie
osobistej anonimowości jest nawet zrozumiała, ale zakaz wyniesienia poza
salę mityngową informacji, że jest sposób, jest rozwiązanie, jest nadzieja,
wydaje mi się co najmniej… nieprzemyślany.
e) Strona 6. Sugestia, że podczas mityngu
jest/powinien być czas na smutki i radości.
f) Strona 7. „ Jeśli jest ktoś, kto ma
problem, a z sobie wiadomych powodów nie zabrał głosu, może po mityngu zwrócić
się do każdego z nas. Nikt nie odmówi mu pomocy” – wolałbym, żeby tego typu
deklaracje i obietnice prowadzący składał w swoim imieniu, a nie w moim, żeby
nie obiecywał za mnie, że po mityngu będę udzielał jakiejś bliżej
niesprecyzowanej pomocy. Nie upoważniłem go do tego. Uważam to za poważne
nadużycie. Po mityngu to ja jestem dysponentem swojego czasu, a nie prowadzący.
g) Strona 8. Informacja, że świece palą
się też na mityngach na drugim końcu świata – przekonania, które z faktami
chyba niewiele mają wspólnego. Słuchałem spikerek kilku osób mieszkających w
Ameryce, i twierdziły one, że jest to zwyczaj w USA nieznany.
h) Strona 8. Podpowiedź i sugestia, że
poza salą mityngową możemy zwracać się do siebie per pan/pani, a na ulicach
udawać, że się nie znamy – może lepiej decyzję w tej sprawie pozostawić
konkretnemu alkoholikowi i pozwolić mu o to poprosić, zamiast myśleć za niego i
go wyręczać. Swoją drogą mam wątpliwości, jaką wspólnotę tworzą ludzie, którzy
udają, że się nie poznają…
i) Strona 8. Kolejne wezwanie, by nic, co
usłyszeliśmy podczas (nawet posłania AA?) nie wynosić poza próg sali
mityngowej. Bez komentarza.
Był taki czas, w którym naprawdę bardzo cieszyłem się, że po latach oczekiwań, „Poradnik dla służb AA” został w końcu wydany. Wiedziałem oczywiście, że nie jest on idealny, ale uważałem, że lepszy taki niż żaden. W chwili obecnej… nie wiem. Naprawdę już nie wiem, czy nie generuje on więcej problemów niż rozwiązuje… Wątpliwości te rodzą się z mojego przekonania, że poradnik (taki czy inny) powinien sugerować, radzić, podpowiadać, jak robić coś lepiej, a nie, jak robić po staremu.
Tekst
powiązany: O Poradniku dla służb.
---
WYŁĄCZNOŚĆ CELU
(artykuł przedrukowany ze sprawozdania z 18 Światowego
Mityngu Służb w 2004r - Nowy Jork)
Kiedy przyszedłem na swój pierwszy mityng do Anonimowych Alkoholików myślałem,
że może nauczę się jak kontrolować swoje picie. Miałem za sobą dwadzieścia lat
picia i właśnie wróciłem z trzydziestogodzinnej balangi. Za nic nie mogłem
pojąć, jak to się dzieje, że pomimo moich największych wysiłków moje życie to
jeden całkowity, absolutny bałagan. Ogarniała mnie rozpacz, ponieważ nic nowego
nie widziałem w swojej przyszłości. Wiedziałem, że dłużej tak nie mogę żyć. Mój
brat, który wówczas popijał, zabrał mnie na ten mityng, ponieważ go o to
poprosiłem. Założyłem, że tak będzie, gdyż wydawało mi się, że on kontroluje
swoje picie, ponieważ nauczył się tego w AA. Spóźniliśmy się trochę na mityng,
ponieważ brat musiał po drodze wstąpić na jednego. Wziąłem kawę, aby uspokoić
swoje nerwy. Facet przy stole skończył gadać i prosił innych o zabieranie
głosu. Przedstawiali się imieniem i mówili, że są alkoholikami. Mówili o tym,
jak było kiedy pili, co takiego się stało, że przyszli do AA i jakie wiodą
życie od tamtej pory. Ze zdziwieniem słuchałem ich opowieści.
Początkowo byłem zmieszany i myślałem, że mnie sprawdzili i teraz mówią o mnie.
Później zdałem sobie sprawę, że mówią o sobie, ponieważ kilku z nich znałem
jeszcze z czasów kiedy pili. Przyszło mi do głowy, że jestem taki sam jak oni.
A później wyraźne i jednoznaczne zrozumienie: na tym polega mój problem, także
jestem alkoholikiem. Siedziałem tam i łzy płynęły mi po policzkach. Były to łzy
ulgi, ponieważ po raz pierwszy w życiu wiedziałem, co ze mną jest nie tak.
Było to tak, jakby z ramion zdjęto mi ogromny ciężar. Na koniec mityngu
powitano mnie i zapytano, czy chcę coś powiedzieć. Powiedziałem, że gdyby
ludzie, którzy przedstawiali się swoim imieniem i nazywali siebie alkoholikami,
przedstawili się swoim imieniem i powiedzieli, że są małpami, to nie miałbym
żadnego innego wyboru, jak tylko powiedzieć, że także jestem małpą. Nie
wiedziałem wtedy, że zidentyfikowałem się z ludźmi obecnymi na sali. Odkryłem
jedną z najgłębszych tajemnic odnośnie programu AA, mianowicie, że jest to
program identyfikowania się a nie program rozpowszechniania informacji.
Zdarzyło się to 21 lat temu i od tamtej pory nie musiałem sięgnąć po alkohol.
Ostatnio zadałem sobie pewne pytanie. Gdybym dzisiaj miał wejść na dowolny
mityng AA, czy odczułbym ten sam stopień identyfikacji? Odpowiedź do jakiej
doszedłem, niepokoi mnie. Odpowiedź brzmi: nie wiem. Zadaję więc sobie pytanie:
co takiego zdarzyło się w minionych latach, co sprawiło, że wkradła się taka
wątpliwość? Przecież Kroki i Tradycje są nadal takie same. "Jestem
odpowiedzialny" dalej wisi takie samo hasło w sali mityngowej i to
przyczyniło się do wciągnięcia mnie do służby i do tego bym stał się
uczestnikiem grupy. Miałem i nadal mam jasne zrozumienie że, „ktokolwiek”
oznacza każdą istotę z problemem alkoholowym. Myślę, że powodem mojej
niepewności jest skala wypowiedzi na tematy inne niż alkohol. Nie chodzi mi
tutaj o zwyczajne codzienne problemy z jakimi spotyka się alkoholik w swoim
zdrowieniu. Mam na myśli wypowiedzi na temat wszelkiego rodzaju narkotyków. Mam
na myśli wypowiedzi na temat potomstwa i wewnętrznego bachora. Mam na myśli
raczej wypowiedzi na temat życia po terapii niż alkoholizmu i programu
zdrowienia, jaki został mi dany przez uczestników AA. Oczywiście, żadna z tych
spraw nie jest nowa, ale naprawdę wygląda na to, że rozrosły się one zarówno
pod względem różnorodności jak i intensywności. Dzisiaj coraz więcej osób
cierpiących z powodów różnorodnych chorób, innych niż alkoholizm jest
wysyłanych do AA. Skutkiem jest dezorientacja wśród uczestników AA i
rozwodnienie posłania - AA, które przychodzący spodziewają się usłyszeć na sali
mityngowej.
Minęło już ponad 40 lat odkąd AA zetknęło się z pierwszą falą tego, co stało
się wiecznym źródłem kontrowersji. Wówczas odpowiedź Billa W. odwoływała się do
faktu kierowania się jedynym celem: "Trzeźwość i wolność od alkoholu -
przez nauczanie i stosowanie Dwunastu Kroków jest jedynym celem grupy
AA"- pisał w lutowym numerze The Grapevine z 1958 r. "Grupy
wielokrotnie próbowały innych działań i zawsze kończyło się to fiaskiem.
Poznano także prawdę, że nie ma sposobu, aby z niealkoholika zrobić uczestnika
AA. Musimy ograniczyć nasze członkostwo do alkoholików i musimy ograniczyć
działania grup AA do jednego celu.” Jeżeli nie będziemy trzymać się tych
zasad, prawie na pewno poniesiemy klęskę. A jeżeli poniesiemy klęskę, nie
będziemy mogli nikomu pomóc." Powyższy cytat jest jedynie zwięzłym
powtórzeniem Tradycji, które oferują konkretne wskazówki jak radzić sobie ze
wszystkimi problemami, z jakimi styka się AA.
Tradycja Pierwsza jest bezpośrednim zaprzeczeniem
tego, co bez przerwy podkreśla społeczeństwo; jest to prawo jednostki.
Społeczeństwo powie nam "jesteście najważniejsi". Terapeuci
kształtują charakter przez poprawianie poczucia własnej wartości pacjenta, podczas
gdy AA mówi o obniżaniu ego.
Tradycja Pierwsza jednoznacznie mówi nam, że nie my
jesteśmy najważniejsi. W żaden sposób nie oznacza to, że jednostka nie ma
żadnego znaczenia, jedynie to, że ważniejsza jest grupa.
Jest to wynik tego, że w 1935 r. dwóch alkoholików
odkryło, że dzięki rozmawianiu o problemie z piciem i identyfikacji, udało im
się osiągnąć to, co wcześniej było niemożliwe. Byli w stanie zachować
trzeźwość. Zanieśli posłanie do trzeciego alkoholika i on także potrafił
zachować trzeźwość. Od tego prostego początku wywodzi się program
Anonimowych Alkoholików. Wówczas był tym samym, czym jest obecnie jeden
alkoholik pomaga drugiemu. Bez pomocy drugiej osoby, widoki na przyszłość są
marne; w jedności robimy rzeczy niemożliwe. Nasze wspólne dobro musi być
najważniejsze.
Pojedynczym najważniejszym czynnikiem w tworzeniu
jedności jest wspólna praca nad rozwiązywaniem naszego wspólnego problemu -
alkoholizmu.
Kiedy jakaś osoba na mityngu przedstawia się jako
alkoholik i ktoś tam jeszcze, w ten sposób stwierdza, że w pewnym sensie jest
inna niż pozostałe znajdujące się na sali osoby.
Jest to naruszenie ducha jedności i naszego wspólnego
celu. Nowo przybyły, który zachowuje się w ten sposób może nie znać naszych
Tradycji.
Jednakże, odpowiedzialnością uczestników jest
wyjaśnienie mu w duchu miłości, że AA zajmuje się tylko alkoholizmem i w duchu
tolerancji i współpracy skierowanie takiej osoby do odpowiedniej wspólnoty czy
instytucji, które zajmują się problemami, jakie ta osoba ma. Oczywiście, przez
cały czas uczestnicy powinni podkreślać, że ta osoba jest mile widziana, by
realizować program zdrowienia AA z alkoholizmu.
Tradycja Trzecia podkreśla, że jedynym warunkiem
przynależności jest pragnienie zaprzestania picia..W dłuższej formie mowa jest
o tym, że naszymi uczestnikami powinni być ci wszyscy, którzy cierpią z powodu
alkoholizmu. Czy z tego wynika, że AA chce się kogokolwiek pozbyć?
Nie sądzę. Prawdę powiedziawszy, stwarza to sytuację,
w której dominuje chęć połączenia. O ile ktoś ma chęć zająć się swoim problemem
z piciem, nie ma znaczenia, jakie inne problemy jeszcze posiada. Nie ma
znaczenia jego rasa, pochodzenie społeczne i środowisko. AA powita go.
Kiedy przyszedłem do AA, powiedziano mi, że swoją łopatę czy aktówkę mam
zostawić za salą. Powitano mnie jako alkoholika pragnącego zdrowieć. Kim lub
czym byłem, nie miało znaczenia. Takie powitanie wyłącznie jest dostępne dla
każdego na mocy Tradycji Trzeciej. Wkrótce odkryłem, że grupa nie zajęła się
wszystkimi moimi problemami, tak jak nie zajmowała się problemami całego
świata. Ta prostota była zarówno podnosząca na duchu, jak i uspokajająca.
Tradycja Piąta mówi "Każda grupa ma jeden główny
cel: nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi". Jest to
bardzo przejrzyste i niedwuznaczne stwierdzenie, Do kogo niesiemy nasze
posłanie? Do świata? Do tych, którzy są uzależnieni od czegokolwiek, czy to
będą narkotyki, jedzenie, seks, hazard, itd.?
Tradycja Piąta mówi nam dokładnie, do kogo nieść
posłanie. Błędem jest założenie, że wszyscy potrzebują Anonimowych
Alkoholików. Jedynie alkoholicy potrzebują Anonimowych Alkoholików. Zajmujemy
się tylko jednym problemem - alkoholizmem. Ponieważ zajmujemy się tylko jednym
problemem, nie ma żadnych czynników zakłócających i możemy swobodnie nieść
posłanie zdrowienia z alkoholizmu najlepiej, jak potrafimy. Broszura
"Grupa AA" stwierdza, że: "Błędne jest robienie aluzji lub
stwarzanie wrażenia, że Anonimowi Alkoholicy rozwiązują inne problemy lub
wiedzą, co zrobić z uzależnieniem od narkotyków".
Na pewno nie brakuje nam wskazówek na temat tego, jaki
jest cel AA. A mimo to niektórzy bardziej krzykliwi mówcy, domagający się
zmiany wewnątrz AA twierdzą, że są uczestnikami Anonimowych Alkoholików. Pewien
uczestnik piszący dla "Głosu wsi" twierdzi, że w Tradycji Piątej
znajduje się wada, wynikająca z ograniczeń czasu swego powstania. Z tym
stwierdzeniem nierozerwalnie związana jest sugestia, że główny cel AA jest zbyt
wąsko określony i nie pasuje do czasów w jakich żyjemy. Niestety, jest to
ledwie jeden z wielu głosów wypowiadających się przeciwko sposobowi, w jaki AA
zajmuje się swoimi sprawami. Promują oni hasło, że AA musi się zmienić i
pozwolić, aby uczestnikami AA zostawały osoby mające problemy inne niż alkohol.
Są za wypowiadaniem się na dowolne tematy, nie tylko alkoholizmu, podczas
mityngów AA. Podkreślają autonomię grup, nie wspominając nic o odpowiedzialności
grupy w sprawach dotyczących AA jako całości. Robią to twierdząc, że jest to
konieczne do przetrwania AA. Dyskutują na temat poufnych informacji o AA na
stronach internetowych i otwartych grupach dyskusyjnych. Co takiego stało
się z duchowymi zasadami i sumieniem grupy? A co z tym ponad 2,5 milionem
alkoholików, którzy są trzeźwi, ponieważ AA jest jakie jest? Napisane zostało,
że największe zagrożenie dla przetrwania AA nadejdzie z wewnątrz. Jest to
równie prawdziwe dzisiaj jak wtedy, kiedy to napisano. Ale są również wpływy z
zewnątrz z jakimi AA musi się zmierzyć.
Największy wpływ ma niewątpliwie przemysł terapeutyczny i jestem przekonany,
że jest to przemysł jak pozostałe - usługowy. Posiada on budynki i zatrudnia
ludzi. Chociaż wielu z tych ludzi może być naprawdę dobrymi ludźmi i mieć dobre
nastawienie do AA, to nadal są to pracownicy. Jak w każdym przemyśle liczą się
pieniądze i rezultaty. Aby osiągnąć lepsze rezultaty, ośrodki terapeutyczne i
przychodnie, które tworzą ten przemysł, bez przerwy wysyłają ludzi z problemami
innymi niż alkohol do AA. Mówią ludziom, że cierpią z powodu nadużywania
substancji bądź chemicznego uzależnienia. Alkoholizm jest wrzucany do tych
kategorii i z powodu sukcesu programu AA ludzi wysyła się do AA, obojętnie czy
są alkoholikami czy nie. Postępując w ten sposób, okazują w najlepszym razie
wyraźny brak zrozumienia lub w najgorszym razie całkowite lekceważenie
Wspólnoty AA. Postępując w ten sposób wyrządzają krzywdę swoim klientom i AA.
Czy my w AA możemy ignorować groźbę dla Wspólnoty AA ze strony wszechobecnych i
kontrowersyjnych kwestii związanych z problemami innymi niż alkohol? Jeżeli nic
nie zrobimy, czy problem po prostu zniknie? Nie sądzę, aby kiedykolwiek
zniknął, dopóki będą ludzie chcący ignorować Tradycje. W epoce dźwięku i
obrazu, czytanie literatury AA wydaje się być zadaniem ponad siły nowo
przychodzących. Zadanie radzenia sobie z problemem zaczyna się ode mnie. Jeżeli
siedzę na mityngu podczas gdy łamane są dwie lub trzy Tradycje i nic nie robię,
to jak mogę powiedzieć, że naprawdę kocham AA? Jeżeli w swojej wypowiedzi nie
mówię, jaką rolę w moim zdrowieniu odgrywają Tradycje i służba, wówczas tylko
częściowo niosę posłanie. Dużo dobrej roboty wykonują nasi powiernicy oraz
Komisje Informacji Publicznej i Współpracy z Profesjonalistami, aby stworzyć
świadomość wyłączności naszego celu w społeczeństwie i wśród wszystkich publicznych
lub prywatnych instytucji, które zajmują się alkoholikami. Dobrym posunięciem
naszych zaufanych sług było wybranie tematu "Nasz jedyny cel - kamień
węgielny AA" na 54 Konferencję Krajową. Artykuły w The Grapevine i
artykuły pisane przez naszych powierników niealkoholików pomagają z powrotem
skoncentrować się na naszym głównym celu.
W przededniu 70 rocznicy powstania AA pora, abym odświeżył sobie Deklarację
odpowiedzialności i aby wszyscy uczestnicy Anonimowych Alkoholików zadbali o
zapewnienie tego, że posłanie niesione do alkoholika, który wciąż jeszcze
cierpi, jest posłaniem AA wyzdrowienia, nie rozcieńczonym, niezmienionym i
nienaruszonym.
John H. – Irlandia
czwartek, 1 stycznia 2015
Notatki sponsora (odc. 047)
-
Co jest do cholery z tą „Wartą”?! –
rozdrażnienia i pretensji w głosie ukryć mu się nie udało – Mówiłeś, że to najlepszy biuletyn AA w
Polsce! No, tak… pomyślałem, teraz to ja jestem winien jego rozczarowania,
urazy i złości, bo najwyraźniej ktoś winien być musi. W każdym razie tak
właśnie dowiedziałem się, że nowy numer „Warty” pojawił się już i w naszych
okolicach.
Wiarygodność
„Warty” poważnie ucierpiała (i nie tylko w oczach mojego rozmówcy) po
publikacji paszkwilu na grupę, na którą obaj chodzimy, ale o co poszło tym
razem? Od nowego roku zrezygnowałem z prenumeraty „Warty”, więc w styczniowy
numer pisma zaopatrzyłem się u kolportera. Przeleciałem teksty wzrokiem jeszcze
w trakcie mityngu, ale w taki sposób nie odkryłem, o co podopiecznemu chodziło,
odłożyłem więc sprawę do momentu, w którym będę miał okazję spokojnie i z uwagą
przeczytać wszystkie artykuły.
Przeczytałem.
Kilka z nich uważam za całkiem niezłe – jeśli nawet moje doświadczenia i
przekonania są inne, to niezłe dlatego, że skłaniają do myślenia,
zastanowienia. Choćby to: „Święta jest ta przestroga z Desieraty o szkodliwości
porównywania się z innymi” (s. 13). Dziesiątki (przynajmniej!) razy słyszałem
podczas mityngów historie alkoholików, którzy właśnie dzięki porównaniu się z
innymi decydowali się poprosić kogoś o pomoc, o sponsorowanie. Sami targani
lękami i złością, rozgoryczeni i niespokojni, z zazdrością obserwowali
spokojnych, zadowolonych z życia, szczęśliwych, trzeźwych, alkoholików „na
Programie” i w pewnym momencie, pragnąc mieć tak samo, znajdowali sponsora. Jak
i po co zaczynać trzeźwienie, jeśli nie można porównać życia trzeźwego z
pijanym?
Ciekawy
i wart uwagi wydaje mi się artykuł Andrzeja ze „Steru” na temat Pierwszej Tradycji, warto
zastanowić się nad „Fałszywymi przekonaniami”. Makabryczny obrazek Grzegorza na
okładce również wydał mi się… intrygujący. Co jest więc grane?
Wreszcie
jednak znalazłem problematyczne treści, o które (zdaje się) chodziło.
1.
Zaproszenie na XXV-lecie Wspólnoty Anonimowych Alkoholików w Śremie i pierwszy punkt programu spotkania: Msza
święta. Msza święta jako część przedsięwzięcia AA-owskiego?! Ups!
Oczywiście,
Tradycja Czwarta gwarantuje grupie czy intergrupie niezależność i o tym
zapominać nie wolno. Grupa może zerwać z Tradycjami Wspólnoty, odrzucić je,
ale… Ano właśnie – tylko czy koniecznie trzeba to reklamować w biuletynie Anonimowych
Alkoholików? Promować takie postawy i przedsięwzięcia? Ale może to ja jestem
jakiś niedzisiejszy i nie rozumiem, że właśnie trzeba?
2.
Nawoływania nieuzależnionej pani Renaty, aby alkoholiczki odmawiały „Modlitwę o
pogodę ducha” w rodzaju żeńskim (abym
godziła się zamiast abym godził się
itd.). Ups!
Elementem
wspólnoty i jedności jest wspólne odmawianie „Modlitwy o pogodę ducha” na
początku mityngu AA (czasem też na końcu). Tekst ten, w określonej formie,
zawarty jest w scenariuszu mityngu. Odmawiać razem, wspólnie, można składnie
tylko ten sam tekst, bo jeśli każdy będzie wypowiadał jakieś inne słowa, to… Zresztą,
przecież wiele razy byłem tego świadkiem – abym
godziła się ma inną liczbę sylab niż abym
godził się, tak samo jest z odróżniała
i odróżniał, zmieniała i zmienił, co powodowało
zamieszanie, pomyłki, niepewne spoglądanie po sobie, a po co?
Wydawało mi się
to oczywiste, choć może się mylę, że tekst „Modlitwy o pogodę ducha” został
uzgodniony i zaaprobowany przez sumienie grupy, czemu więc służyć miałyby te
demonstracje feminizmu i podziały we Wspólnocie AA, a nawet w ramach jednej tylko
grupy? Jeśli sumienie mojej grupy zdecyduje, że „Modlitwę o pogodę ducha”
odmawiać powinniśmy w rodzaju żeńskim albo nijakim, albo po rosyjsku, to ja się
dostosuję. Nauczę się i dostosuję albo zmienię grupę, jeśli podporządkować się
nie jestem w stanie. Po prostu.
W
AA jest tylko jeden człowiek zobowiązany do przestrzegania zasad – ten, który
sam tak postanowi, więc alkoholiczki rzeczywiście mogą sobie robić, co im się
podoba, pani Renata może nie czuć ducha jedności i nie znać naszych Tradycji, tylko
czy w biuletynie Wspólnoty AA naprawdę powinny pojawiać się wezwania do
samowoli i bojkotowania decyzji sumienia grupy? Może jednak to ja się nie znam,
może właśnie powinny?
Zanim
ktoś zacznie dopytywać – z subskrypcji „Warty” zrezygnowałem jeszcze przed
ukazaniem się styczniowego numeru i moja decyzja wynikała z banalnych,
osobistych powodów; coraz bardziej problematyczne artykuły zamieszczane w
piśmie nie mają z moją decyzją nic wspólnego.
A
Redakcji „Warty” życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku, wielu wartościowych tekstów,
wielu trafnych wyborów. To nadal jest dobry biuletyn, a może być... jeszcze lepszy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)