czwartek, 25 czerwca 2015

Bóg, jakkolwiek Go pojmuję


Siłą Wspólnoty i nadzieją dla alkoholików jest Program AA. Program AA, a nie mityng! Wydaje się, że siedem-dziewięć lat temu prawda ta znana była zaledwie kilkudziesięciu anonimowym alkoholikom w Polsce. Choć z czasem, powoli, ulegało to poprawie, to jednak za rok przełomowy uważam 2013 i warsztaty sponsorowania w Poznaniu, w których uczestniczyło ponad dwieście osób. Od tego momentu, obrazowo rzecz ujmując, śnieżna kula toczy się już po zboczu sama, coraz szybciej i nie ma możliwości jakoś jej zatrzymać.
Liczbę grup zwanych programowymi oraz sponsorowanie we Wspólnocie AA  w naszym kraju szacuję dziś, to jest w połowie roku 2015, na jakieś 10%.  Czy mam nadzieję i czy chciałbym, żeby wszystkie grupy AA w Polsce stały się grupami programowymi? Nie, raczej nie. Ale to już zupełnie inna sprawa, nie o to w tej chwili mi chodzi. 

Z czterdziestu lat historii Wspólnoty AA w Polsce przez ponad trzydzieści Anonimowi Alkoholicy byli mniej albo bardziej ważnym uzupełnieniem psychoterapii odwykowej. Na wskroś humanistycznej terapii, dodam, bo to ważne1. Psychoterapeuci nakłaniali, mnie i innych alkoholików, do uczestnictwa w mityngach AA, i argumentowali to często mówiąc: każda terapia kiedyś się kończy, a AA zostanie wam do końca życia. Chwała im za to, bo nauczyli mnie i przyzwyczaili do korzystania z AA każdego dnia. Były to lata, w których wydawało się, że Wspólnota AA = mityng AA i… właściwie nic więcej. Mityngi AA niewątpliwie pomagały i pomagają nadal utrzymywać abstynencję, choć wytrzeźwieć na samych mityngach nie było łatwo. W latach 1998-99 i później traktowałem je jako coś w rodzaju grupy wsparcia połączonej z klubem abstynenta; nie zdawałem sobie wtedy jeszcze  sprawy, że Wspólnota AA od kilkudziesięciu już lat dysponuje swoim własnym, kompletnym sposobem na rozwiązanie problemu alkoholizmu, że na bazie doświadczeń Anonimowych Alkoholików zbudowana została cała współczesna psychoterapia odwykowa. 

Gdyby problem alkoholizmu można było rozwiązać przy pomocy jakiegoś kodeksu moralnego, albo jakiejś "ulepszonej" filozofii życiowej, wielu z nas dawno by już wyzdrowiało. Przekonaliśmy się jednak, że ani zasady moralne ani filozoficzne nie były w stanie nas uratować, bez względu na to jak bardzo się staraliśmy2. 

Później nastąpiły zmiany, o których wspomniałem wcześniej i alkoholicy w AA zaczęli poważnie realizować Program AA, dotąd właściwie tylko rytualnie odczytywany na początku spotkania. Wiązało się to z doświadczeniem, zrozumieniem i przyjęciem, że Siłą niezbędną alkoholikowi do życia, bo nie tylko do niepicia, jest Bóg – jakkolwiek Go pojmujemy. Tak, uzdrowienie z alkoholizmu wymaga przebudzenia duchowego, którego siłą sprawczą jest On. Wprawdzie w początkowym okresie nic nie stoi na przeszkodzie, by rolę siły większej niż jego własna stała się dla alkoholika światowa medycyna czy Wspólnota AA, ale ostatecznie… wiadomo.
Bóg, co w tej sytuacji wydaje się najzupełniej naturalne, coraz częściej pojawiać się zaczął w wypowiedziach uczestników mityngów; bywa, że alkoholicy wymieniają też imię Boga, w którego wierzą, któremu ufają, powierzają się. Oczywiście nie ma w tym niczego niewłaściwego, każdy z nas ma prawo do własnych doświadczeń i przekonań, tym niemniej na horyzoncie pojawił się kolejny problem… 

Czemu kolejny? Wystarczająco przykry jest już podział na grupy programowe i… hm… staropolskie, a tu nagle pojawia się pytanie, co – poza samymi mityngami – Wspólnota Anonimowych Alkoholików ma do zaoferowania ateistom i agnostykom? Albo jeszcze dosadniej: czy AA-owskie rozwiązanie problemu alkoholizmu dostępne jest także dla niewierzących?
Jeśli w Wielkiej Księdze Bill W. zawarł rozdział „My – niewierzący” („We agnostics”, a więc raczej my agnostycy, my wątpiący; niedoceniany – przyznaję – w początkowym okresie pracy na Programie), to najwyraźniej problem ten występował od samych początków istnienia Wspólnoty AA i nie był to problem błahy.  

Sporo czasu zajęło mi sprecyzowanie własnego zdania na temat oferty Wspólnoty AA dla agnostyków i ateistów, ale w chwili obecnej sprowadza się ono do dwóch stwierdzeń.  

1. Alkoholikom, którzy kategorycznie i zdecydowanie odrzucają możliwość istnienia, a tym samym także pomocy jakiejkolwiek Siły większej niż ich własna (nigdy w życiu nie uwierzę w żadnego boga!), Wspólnota AA oferuje mityngi. 

2. Alkoholikom, którzy wierzą albo przynajmniej są skłonni uwierzyć, że istnieje Siła Wyższa, potężniejsza od nich samych, Anonimowi Alkoholicy proponują Program AA.

Pragniemy jednak zapewnić cię - z chwilą, gdy udało nam się odrzucić nasze uprzedzenia i wykazać choćby samą chęć uwierzenia w Siłę Większą od nas samych, zaczęliśmy otrzymywać pozytywne rezultaty3. 

Wiara nie jest wynikiem decyzji, to prawda, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebym w życiu przyjął określoną postawę i przynajmniej zaczął działać tak, jakbym wierzył (opolskie rób tak jakbyś…). Nie byłby to ani pierwszy, ani ostatni raz, gdy pierwsze kroki na nowej drodze stawiał będę wbrew sobie, bez przekonania. 

Od osiemdziesięciu lat Wspólnota AA dysponuje rozwiązaniem problemu alkoholizmu. Żeby z niego skorzystać nie trzeba być człowiekiem religijnym ani nawet wierzącym. Wydaje się, że jedyne, co jest niezbędne, to odrzucenie uprzedzeń, dobra wola i otwarta głowa. Wiem o czym piszę, przeszedłem tę drogę. W końcu rozstałem się z urazami i uprzedzeniami, a nie był to proces łatwy ani krótki, uświadamiając sobie przy okazji, że dotyczą one kościoła i księży, a nie Boga.
Tymczasem oszukiwaliśmy samych siebie, gdyż w głębi każdego człowieka - mężczyzny, kobiety lub dziecka, tkwi fundamentalne pojęcie Boga. Może ono zostać przyćmione przez tragedię, pychę lub gloryfikowanie spraw materialnych…4. 

Przyćmione może zostać z wielu innych jeszcze powodów. Jesteśmy ludźmi dorosłymi, więc może warto zastanowić się, skąd pochodzą nasze uprzedzenia, czy nie jest to czasem wynik dziecięcego jeszcze lęku przez surową katechetką, paskudnych doświadczeń z księdzem pedofilem, czy wychowania w fanatycznie religijnej, dysfunkcyjnej rodzinie? Zapytaj siebie, jak ja kiedyś, czy naprawdę chodzi o Boga? 

Uczestnicy mityngów będą używali określeń „mój Bóg”, Jezus Chrystus, Siła Wyższa i wielu podobnych, będą opowiadali o powrocie na łono Kościoła albo o odejściu od niego, o udziale w liturgii i o pielgrzymkach; to ich przeżycia i doświadczenia, a ty tylko… Nie pozwól, aby jakieś twoje uprzedzenie wobec tych określeń powstrzymały cię od starannego rozważenia, co one dla ciebie znaczą5. 

Nie, nie potrzeba wstępować i angażować się w AAA (Agnostic Alcoholics Anonymous) i podsycać stare urazy, bo nadal prościej jest rozstać się z dawnymi przekonaniami i na początek zamienić jedynie „nie” na „nie wiem”. Jest spora szansa na to, że reszta dokona się sama, choć nie musi się to wydarzyć już dzisiaj, bo …żeby wytrzeźwieć i utrzymać się w trzeźwości, nie musisz natychmiast przełknąć całego Drugiego Kroku6. A więc zacznij i z czasem po prostu poprawiaj.


--
1. Zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego PWN humanizm to postawa moralna i intelektualna zakładająca, że człowiek jest najwyższą wartością i źródłem wszelkich innych wartości.
2. „Anonimowi Alkoholicy”, wydanie II, s. 37-38.
3. Tamże, s. 39.
4. Tamże, s. 46.
5. Tamże, s. 39.
6. „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji, s. 28.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Notatki sponsora (odc. 056)


Po nieco problematycznych doświadczeniach z grupą „U Bortona” …Konferencja Służb Ogólnych AA zagłosowała przeciwko praktyce nadawania grupom nazw od nazwisk ludzi – czy to ze Wspólnoty, czy poza nią; czy to żyjących, czy zmarłych („Doktor Bob i dobrzy weterani” s. 224). 

Kilka tygodni temu, w Koźlu, powstała nowa grupa AA. 03.06.2015 na jej trzecim bodajże mityngu spikerkę będzie miała Kasia z Warszawy. Grupa nazywana została… „u Franciszków”.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Notatki sponsora (odc. 055)

Majowy numer „Warty” (05/223). Znakomity artykuł Ewy, ciekawe spojrzenie Beaty Al-anonki, tekst o sponsorze wybranym po trampkach… Ciśnienie mi się podniosło, gdy trafiłem na znajomy esej pod tytułem „Tradycja 5” (strony 5-7) – od bardzo dawna nie wysyłałem już niczego do „Warty” i nikt z redakcji nie zwracał się do mnie z prośbą o zgodę na wznowienie jakiegoś wcześniejszego mojego tekstu, więc… Sprawa wyjaśniła się szybko, a może właśnie nie wyjaśniła, ale wręcz skomplikowała, kiedy odkryłem, że podpis widniejący pod tym tekstem to nie „Meszuge”. 
Tak, chodziło o mój oryginalny tekst na temat 5 Tradycji, z którego obszerne fragmenty żywcem sobie ktoś przepisał, z mojego bloga.

Przestaliśmy walczyć z kimkolwiek i czymkolwiek, nawet z alkoholem, jako że odzyskaliśmy już rozsądek i poczucie umiaru (WK, wyd. II, s. 73) – a więc nie, nie będę walczył z „Wartą”, to znaczy nie skieruję sprawy do sądu, choć naruszenie praw autorskich jest tu ewidentne i rażące, ale nie mogę obiecać, że nie zrobi tego wydawca książki „12 Kroków od dna” (dysponent praw autorskich), gdzie przede wszystkim zawarte są moje rozważania na temat 12 Kroków i 12 Tradycji. Mam jednak propozycję – może redakcja „Warty” zamówiłaby u tego pana artykuł na temat… uczciwości?

Miesiąc albo dwa temu, w jakimś innym biuletynie AA czytałem tekst, znany mi już z bloga znajomej alkoholiczki, choć nie przez nią podpisany. To smutne, ale może już czas by redakcje biuletynów zaczęły wymagać oświadczenia, że nadesłany materiał napisany został samodzielnie i nie narusza praw osobistych, majątkowych, autorskich i innych osób trzecich?

niedziela, 22 marca 2015

Warsztaty sponsorów AA

21 marca 2015 odbyły się w Opolu Pierwsze Warsztaty Sponsorów zorganizowane przez grupę AA „Wsparcie” (i nie tylko) i w jej siedzibie. Z tymi warsztatami to w ogóle ciekawie wyszło… Pomysł rzuciła znajoma alkoholiczka z Warszawy, a że wydawał się on znakomity, to zwróciłem na niego uwagę służb grupy, z którą się utożsamiam. Kiedy już zapadła decyzja, że zorganizujemy warsztat sponsorów (pomysłodawczyni rzecz jasna też w nim uczestniczyła), zaanonsowałem pomysł, ideę przedsięwzięcia w intrenecie i… wtedy się zaczęło.

Natychmiast po opublikowaniu informacji o planowanym warsztacie sponsorów, rozlała się szeroko fala krytyki, werbalnych ataków, złośliwości, prowokacyjnych komentarzy, dziwacznych podejrzeń i oskarżeń. Przyznaję, że wtedy zaskoczyło mnie to zupełnie, nie rozumiałem początkowo, co tu się w ogóle dzieje, o co chodzi, w czym i jaki jest problem?
We Wspólnocie AA w Polsce odbyło się w ciągu ostatnich dziesięciu lat zapewne dużo więcej różnych warsztatów, niż w USA od czasu powstania Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Warsztatów Kroków, Tradycji, Koncepcji, sponsorowania, służb, kolporterów, rzeczników, łączników, skarbników… Wydawało się to takie proste: Jeśli mnie to interesuje, to jadę, jeśli nie, to nie. Jeżeli nie jestem zainteresowany, na przykład, warsztatami łączników internetowych, to się na nie nie wybieram, ale przecież nie odczuwam potrzeby walczenia z nimi i samym pomysłem, torpedowania ich i sabotowania.

Wydawało mi się, że warsztaty organizowane są, żebyśmy coś lepiej zrozumieli (Kroki, Tradycje itp.) albo lepiej, skuteczniej efektywniej – w imię wspólnego dobra – służyli (łącznicy, rzecznicy, kolporterzy itp.). Popierałem pomysł warsztatu sponsorów, bo nie jestem aż tak zarozumiały, ani tak głupi, żeby nie mieć świadomości, że zawsze jeszcze mogę się w tym temacie czegoś nauczyć, dowiedzieć, poznać, zrozumieć, powiększyć pakiet doświadczeń – dla dobra moich podopiecznych, obecnych i przyszłych. Skąd więc ta złość, wściekłe sprzeciwy i napaści?

Przypomniałem sobie, że przed wytrzeźwieniem nijak nie potrafiłem poradzić sobie ze strachem (lękiem, obawą), nie umiałem jakoś niedestrukcyjnie go odreagować. Robiłem wtedy jedyną rzecz, którą potrafiłem bardzo dobrze – zamieniałem strach na złość. Złość natomiast wywalić z siebie przecież umiałem – werbalną agresją, złośliwością, przytykami, aluzjami, wreszcie wyzwiskami albo krzykiem. W tym momencie pytanie: dlaczego są tak agresywnie nastawieni? zamieniło się w: czego tak bardzo się boją? Czego niektórzy alkoholicy boją się w związku z ewentualnymi warsztatami sponsorów? Warsztatami, które – z założenia – mogłyby im pomóc być lepszymi sponsorami?
Na to pytanie odpowiedź była już prosta – boją się, że podczas takich warsztatów ich podopieczni dowiedzą się, że TO można robić zupełnie inaczej, odkryją samowolę i sobiepaństwo, zdemaskują rządzę władzy, nieudolność i półśrodki.

Od zawsze staram się pomagać podopiecznym, ucząc ich na moich własnych błędach, a więc jeśli wyda się, że nie jestem człowiekiem idealnym, to nic mi się nie stanie, bo przecież wiedzą to już od dawana. Ale jeśli ktoś zbudował sobie ze sponsorowania i swojej roli sponsora pomnik, może całkiem realnie obawiać się jego obalenia, odbrązowienia.
Zaślepionym przerażeniem i złością przypominałem, że warsztaty AA – jakiekolwiek warsztaty, Tradycji, służb, Kroków, czegokolwiek – nie są sprawdzianem, który trzeba zaliczyć, egzaminem, który trzeba zdać, nie służą ocenianiu i weryfikacji alkoholików, są szansą, nadzieją i okazją, a nie zagrożeniem. Przykre było tylko to, że tak wielu alkoholikom strach nie pozwalał tego zrozumieć.

Tak więc Warsztat Sponsorów się odbył; trwał pięć godzin. Jego mottem był cytat z „Jak to widzi Bill”: Nasze główne zadanie wobec nowicjusza polega na umiejętnym zapoznaniu go z Programem. Zadaniem warsztatu było porozumienie oraz wymiana praktycznych doświadczeń sponsorujących alkoholików, których jedynym celem jest dobro drugiego człowieka (podopiecznego). Omawianych zagadnień było wiele, oto kilka podstawowych tematów:

Na jakim etapie pracy na programie zacząłem sponsorować i w którym momencie sugeruję podopiecznym podjęcie tej służby? Jak długo pracowałem ze sponsorem na Programie, ile czasu na to daję podopiecznym? Z iloma podopiecznymi pracuję jednocześnie? Kiedy, jak, dlaczego kończyła się nasza współpraca? Czego mogę wymagać od podopiecznego? Czego nie powinienem mu sugerować? Jakich granic nie powinienem przekraczać? Do czego, jako sponsor, jestem zobowiązany? Czego podopieczny może ode mnie wymagać (dyspozycyjność sponsora i jej ograniczenia, czas poświęcany podopiecznemu, uczestnictwo w tych samych mityngach itp.)? Specyficzne problemy w sponsorowaniu alkoholików uzależnionych krzyżowo, przyjmujących leki zmieniające świadomość, będących w trakcie terapii odwykowej lub innej. Sponsorowanie alkoholików płci odmiennej – reguła czy wyjątek? Sponsorowanie po zrealizowaniu podstawowej pracy w zakresie Dwunastu Kroków, sponsorowanie dotyczące Tradycji,  Koncepcji, określonych służb.  Zakres odpowiedzialności sponsora po zakończeniu pracy z podopiecznym na Programie Dwunastu Kroków – co obejmuje, kiedy się kończy? I wreszcie techniki, sposoby i metody realizacji Programu w zakresie konkretnych Kroków (z oficjalnego programu warsztatów).

W warsztacie wzięło udział 25-26 osób z różnych stron kraju. Okazało się, że dokładnie tyle miejsc było przy stołach; gdyby zjawiło się kilkanaście osób więcej – organizatorzy mieliby poważny problem. Dobrym pomysłem okazało się zaopatrzenie każdego z uczestników w pełny program warsztatów. Po odmówieniu „Modlitwy o pogodę ducha” warsztat się rozpoczął.

Nie wiedziałem, czego się spodziewać; odrobinę obawiałem się wojen na argumenty, przekonywania i udawadniania, że nasza metoda jest najlepsza, a wasza całkiem do niczego itp. Nic takiego nie miało miejsca, choć uczestnicy prezentowali bardzo różne, a nawet zupełnie odmienne doświadczenia i przekonania. Trochę sam kpiłem później z własnych obaw, bo przecież w warsztacie udział brali głównie sponsorzy, alkoholicy trzeźwi z założenia, duchowo przebudzeni, czemu więc mieliby robić jakieś draki?

Jak wspomniałem, relacje były różne, ale kilka elementów wydawało się podobnych:

- liczba podopiecznych – od jednego do pięciu na raz, ale nawet sponsorzy, którzy mieli doświadczenia w pracy z pięcioma podopiecznymi, stwierdzali zgodnie, że to było za dużo, że nigdy więcej; zbyt wielu podopiecznych oznacza automatycznie spadek jakości tej pracy, a także słuszne skargi podopiecznych: mój sponsor nie ma dla mnie czasu, sponsor ze mną nie rozmawia.

- czas pracy z podopiecznym na Programie Dwunastu Kroków – zwykle kilka-kilkanaście miesięcy, choć oczywiście tempo pracy dostosowane być musi do realnych możliwości podopiecznego. Pomysły typu jeden rok – jeden Krok, to już prehistoria.

- sponsorowanie różnopłciowe – zdecydowanie wyjątek, nie reguła.

- sponsorowanie przez Skype – choć w przedmowie do czwartego wydania Big Book napisano, że praca modem to modem jest równie dobra jak face to face, uczestniczący w warsztacie sponsorzy z realnym doświadczeniem w tego typu działaniach stwierdzali jednak, że jakość kontaktów i pracy z podopiecznym przez internet, pozostawia wiele do życzenia.

Ostatecznie z uczestnictwa w warsztatach sponsorów zadowolony jestem bardzo. Kilku nowości się dowiedziałem, parę rozwiązań dzięki warsztatowej wymianie doświadczeń planuję przemyśleć, a w pozostałych przypadkach...


Ostatecznie z uczestnictwa w warsztatach sponsorów zadowolony jestem bardzo. Kilku nowości się dowiedziałem, parę rozwiązań dzięki warsztatowej wymianie doświadczeń planuję przemyśleć, a w pozostałych przypadkach istotną wartość miało potwierdzenie, że inni robię to podobnie, a ewentualne różnice są… kosmetyczne. 
Pod koniec warsztatów (którym przyświecało stwierdzenie z Wielkiej Księgi: Zdajemy sobie sprawę, że wiemy niewiele. Bóg będzie coraz pełniej wyjawiał Swoją wolę - tobie i nam) uczestnicy zgodnie stwierdzali, że techniki, sposoby i metody zdecydowanie mniej są ważne, niż osiągany dzięki nim efekt, a ten w zasadzie jest przecież tylko jeden: przebudzenie duchowe alkoholika.

czwartek, 19 marca 2015

Notatki sponsora (odc. 054)

Niedawno rozmawiałem z podopiecznym, który ostatnich kilkunastu miesiącach zmienił życie swoje i swojej rodziny w zakresie totalnym. Wydawało się, że tak wielkie zmiany, w tak krótkim czasie, urodzić powinny całe mnóstwo rozmaitych problemów, jednak okazało się, że jest inaczej. 

W istocie to my sami stworzyliśmy nasze problemy. Flaszka była i jest tylko ich symbolem. Poza tym przestaliśmy wreszcie zwalczać kogokolwiek i cokolwiek.  

Stwierdzenia powyższe (WK, wyd. II, s. 90) okazały się prawdziwe także i w tych warunkach. Alkoholicy trzeźwi, rozsądni, dorośli, nie generują już lawinowo problemów w swoim życiu i mój podopieczny nie ma właściwie problemów – ma tylko sprawy do załatwienia. 

Bardzo jestem wdzięczny za możliwość obserwowania takiej przemiany. Wygląda na to, że mój przyjaciel, w punktach zwrotnych życia, dokonywał właściwych wyborów…

piątek, 6 marca 2015

Notatki sponsora (odc. 053)


Marzec… Krok Trzeci… Powierzenie życia i powierzenie woli. Pierwsze to głupstwo, drobiazg, jednorazowy akt. Drugie – potężne wyzwanie. W Kroku tym postanawiam zrezygnować z samowoli albo raczej rezygnować z niej każdego dnia oraz podejmuję decyzję o podporządkowaniu. Tylko… czy jestem do tego zdolny? Czy jestem zdolny poddać się kierowaniu, poddać procesowi synchronizacji własnej woli z wolą Boga?

W Kroku Trzecim postanawiam, że przyjmę i poddam się Prawu Moralnemu (jakkolwiek je rozumiemy; często jest to Dekalog, Program AA, spójny system wartości rozpoznany i przyjęty w Kroku Czwartym, siedem grzechów głównych itd.), którego źródło jest poza mną. Na razie tylko postanawiam… Czy zrealizuję postanowienie?

To sprawy tak trudne, że najczęściej w sposób oględny, powoli, nie wprost i nie od razu informuję podopiecznych, że to nie wszystko, że nie wystarczy. Tak… moim zdaniem nie wystarczy żyć zgodnie z Dekalogiem, choć samo to wydaje się pracą nad siły. To nie jest wszystko.

To, ogólnie rozumiane, Prawo Moralne jest pierwszym, podstawowym etapem rozwoju. Oczywiście koniecznym, niezbędnym, ale czy powinienem na nim poprzestać? Jeżeli na przestrzeganiu Prawa Moralnego skupię się i skoncentruję, uczynię celem mojego życia, celem samym w sobie, to z wolna tracić będę kontakt z rzeczywistością, jeśli w ogóle go miałem, a proces mojego duchowego rozwoju ulegnie wkrótce spowolnieniu, może zupełnie ustanie.