Tradycja Dwunasta: Anonimowość stanowi duchową podstawę wszystkich naszych Tradycji, przypominając nam zawsze, że zasady są ważniejsze od osobowości.
Program Dwunastu Kroków jest całością. Główny sens, podstawowy cel, istota tego Programu jest jedna – jest nią trzeźwość alkoholika (płci dowolnej). Poszczególne Kroki stanowią instrukcję, jak ów cel osiągnąć.
Do pewnego stopnia podobnie jest z Dwunastoma Tradycjami. Ich podstawowy cel jest też jeden i zawarty jest w Tradycji Pierwszej, Drugiej i Dwunastej, choć prezentowany jest on w nich z różnego punktu widzenia, od różnej strony. Pozostałe Tradycje to sugestie, dotyczące realizacji tego głównego celu. Trzecia Tradycja na przykład określa relację jednostki i grupy, Czwarta, grup między sobą itd. Żeby w pełni pojąć, o co chodzi w Tradycji Dwunastej, trzeba poznać, ale i zrozumieć historię Tradycji AA, ale przede wszystkim powody ich powstania.
Pierwszy tekst dotyczący Tradycji, które początkowo nazywały się Dwunastoma Punktami zapewniającymi nam bezpieczną przyszłość, pojawił się w 1946 roku; oczywiście chodziło o wersję, którą nazywamy dziś długą albo pełną. Kłopot polegał na tym, że Wspólnota nie chciała tych Punktów. Ponad cztery lata Bill W. jeździł po Stanach, prosił, przekonywał, namawiał, tłumaczył. Kiedy skrócił je do wersji obecnie używanej (krótkiej) i zmienił nazwę na Tradycje, Wspólnota wreszcie jakoś się na nie zgodziła. Dopiero w czerwcu 1950 roku Pierwszy Międzynarodowy Kongres w Cleveland, zdecydował, że Dwanaście Tradycji zostaje przyjęte przez Wspólnotę AA.
Dlaczego przyjęcie Tradycji napotykało taki opór? Początkowo doktor Bob też nie był do nich przekonany i poparł Billa w ostatnich miesiącach życia. Weterani nie chcieli Tradycji, bo pozbawiały ich one z nadrzędnej pozycji, odbierały im władzę. Szeregowi członkowie Wspólnoty opierali się ze strachu. Mimo deklaracji otwartej głowy i niby to gotowości na zmiany, po prostu bali się tych zmian.
Nigdy nie obawiajmy się pożądanych zmian. Oczywiście musimy odróżniać zmiany na gorsze od zmian na lepsze. Gdy jednak potrzeba zmiany - w pojedynczym człowieku, w grupie AA czy w całej wspólnocie - staje się wyraźnie widoczna nie możemy pozostać bezczynni. Istotą wszelkiego wzrostu i rozwoju jest gotowość do zmian na lepsze i gotowość do wzięcia na siebie odpowiedzialności za konsekwentne ich wprowadzenie. „Jak to widzi Bill” str.115
Dlaczego Billowi tak zależało na Tradycjach, czemu o nie tak walczył, upierał się? Dziś może się to wydawać nieprawdopodobne, ale przez pierwszych kilkanaście lat swego istnienia, Wspólnota nie była demokratyczna w najmniejszym nawet stopniu. Pełną władzę sprawowali współzałożyciele, a z czasem także zasłużeni weterani. Ich słowo było prawem. Ale Wspólnota się rozrastała, czas mijał, weteranów było coraz więcej i coraz wyraźniej widać było, że na pewne kwestie mają oni nieco inne poglądy niż Bill i Bob, czy inni weterani. Nic w tym dziwnego, czy złego, po prostu mieli już nieco odmienne doświadczenia. Nie znaczy to też absolutnie, żeby ich przekonania były złe – nie! Były po prostu różne.
Bill był wizjonerem, zdawał sobie sprawę, że dopóki żyją założyciele, on i doktor Bob, czyli władza najwyższa, do której zawsze można się odwołać, wszystko jakoś się jeszcze kręci, ale gdy ich dwóch zabraknie, rozpad Wspólnoty jest pewny i tylko kwestią czasu. Charyzmatyczni weterani skupią wokół siebie swoich zwolenników i podopiecznych, i pójdą własną drogą. Pierwsze sygnały czegoś takiego było już zresztą widać – Clarence S. ogłosił się założycielem AA w Cleveland i jeździł po USA tak właśnie się przedstawiając.
Tradycje odbierały władzę weteranom, także samemu Billowi W., i przekazywały ją w ręce całej Wspólnoty. Przyjmując Tradycje, Wspólnota uznawała, że Anonimowi Alkoholicy kierują się zasadami, że nie rządzi nimi żaden człowiek, nawet założyciel. W ten sposób zapewnili Wspólnocie AA bezpieczną przyszłość.
Nie chodziło o to, żeby sprawujący dotąd władzę weterani byli głupi, nietrzeźwi, złośliwi, naiwni, czy coś takiego. Absolutnie nie! Byli charyzmatycznymi liderami, znaczącymi osobistościami w środowisku AA, trzeźwymi alkoholikami obdarzonymi autentycznym autorytetem, mieli zapewne wiele wspaniałych pomysłów, ale… te pomysły znacząco różniły się między sobą i na tym, jak już wspomniałem, polegało zagrożenie.
Tradycja Dwunasta nie dotyczy anonimowości, o anonimowości jest Tradycja Jedenasta. W 12 Tradycji anonimowość jedynie przypomina to, co jest w niej najważniejszej, tą myśl przewodnią, sedno, istotę rzeczy: we Wspólnocie zasady są ważniejsze, od najtrzeźwiejszych nawet alkoholików, od największych autorytetów, od najbardziej charyzmatycznych liderów i osobistości, od najstarszych weteranów.
Co ciekawe, poprzednia wersja Tradycji, która mówi o pierwszeństwie zasad przed osobistymi ambicjami, jest źle przełożona (w oryginale rzeczywiście nie ma osobistych ambicji), ale jest znacznie bliższa idei tej Tradycji w jej najgłębszym sensie. Bo wersja obecna, to jest niezrozumiały bełkot, porównuje się w nim bowiem dwa zupełnie nieprzystające do siebie zjawiska, czyli zasady i osobowości. To coś w stylu: ziemniaki są ważniejsze niż drzwi.
[Osobowość: całość stałych cech psychicznych i mechanizmów wewnętrznych regulujących zachowanie człowieka – SJP PWN oraz: https://pl.wikipedia.org/wiki/Osobowość Stałych cech psychicznych, czyli osobowości, nie należy mylić z wadami charakteru, czy zachowaniem w określonych warunkach]
Wspomniałem, że jeszcze dwie Tradycje prezentują to samo, choć innymi słowami, z innego punktu widzenia. Pierwsza: to Wspólnota jest dla nas najważniejsza i dobro całej Wspólnoty AA, a nie np. powierników, dyrektora, czy weteranów. I Druga: żaden człowiek nie ma władzy w AA, we Wspólnocie rządzi tylko Bóg, a osoby, którym powierzyliśmy służbę, mają robić to, co im zlecono i nie próbować rządzić.
Ktoś mógłby zapytać, po co w Krokach i Tradycjach dublowane są pewne treści albo (pozornie niepotrzebnie) dzielone na małe kawałki. Podpowiedzią, chyba zupełnie czytelną, powinien być poniższy rysunek.
A jeśli może niektóre rzeczy dostrzegam trochę wcześniej, niż stają się powszechnie widoczne nie ma w tym zgoła niczego nadprzyrodzonego ani niczego, czym mógłbym się pochwalić. Po tym wszystkim, co w ostatnim półwieczu dane mi było przeżyć i przeczytać, przewędrować, zobaczyć i wysłuchać, przemyśleć i przemodlić, byłoby – na opak – czymś nienaturalnym, dziwnym i zawstydzającym, gdyby nie przyniosło to żadnych owoców. (Tomáš Halík „Hurra, nie jestem Bogiem!”)