niedziela, 16 lutego 2025

Pięćdziesiąt lat minęło, ale...

 …ale czy w polskojęzycznej Wspólnocie AA, o tym, jak było, jest lub ma być obecnie we Wspólnocie AA, dalej powinni mówić alkoholikom profesjonaliści? Ale w sumie, to czemużby nie - w końcu każda grupa jest niezależna... Więc zakazane nie jest. A ja bym posłuchał, bo o czym będą mówić, to przecież nie wiem.


poniedziałek, 10 lutego 2025

Akceptacja - co rozwiązuje?

Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z tekstem „Rozwiązaniem była akceptacja”, nie zwróciłem na tytuł większej uwagi. Uznałem, że albo to niezbyt zgrabne tłumaczenie, albo tylko informacja, że jakieś lekarz, gdzieś, kiedyś, tak sobie wymyśli. I co z tego? Alkoholicy, czyli ludzie psychicznie chorzy, wiecznie coś sobie wymyślają, żadna nowość. Natomiast stosunkowo niedawno usłyszałem na mityngach trzech różnych alkoholików, twierdzących, że akceptacja stanowi rozwiązanie wszystkich ich problemów życiowych. Wygłaszali to z poważnymi minami i wydawało się, że naprawdę wierzą w to, co mówią. Tak oto, pomyślałem, w polskiej Wspólnocie AA rodzą się nowe magiczne zaklęcia.

Żeby rozważać, czy akceptacja rozwiązuje wszystkie problemy życiowe, trzeba najpierw wiedzieć, czym jest ta cała akceptacja i co to jest rozwiązanie. Co do „akceptacji” mamy obecnie bardzo ciekawą sytuację, bo Słownik Języka Polskiego podaje nie dość, że różne, to wręcz całkowicie sprzeczne definicje.

Akceptacja
1. «aprobata»
2. «formalna zgoda na coś»
3. «pogodzenie się z czymś, czego nie można zmienić»
4. «uznanie czyichś cech, czyjegoś postępowania za zgodne z oczekiwaniami».

Wychodzi na to, że jeśli coś aprobuję, w pełni się zgadzam, bardzo mi się podoba, uważam za właściwe, słuszne, godne poparcia – to właśnie jest „akceptacja”. Tak też uczono mnie w szkole. Jednocześnie, jeśli czegoś nie aprobuję, zupełnie mi się nie podoba, nie uważam za słuszne ani właściwe, ale nie jestem w stanie tego zmienić, więc godzę się i… to też jest „akceptacja”. No, komedia!
Jestem pewien, że w przeciągu kilku-kilkunastu lat szala przechyli się na jedną lub drugą stronę, ale na razie jest, jak jest. Takie dziwności pojawiają się w języku polskim od czasu do czasu, ale na szczęście nie ma ich wiele. W każdym razie jeśli powiem, że akceptuję istnienie i działanie w Polsce neobolszewickiej partii narodowo-socjalistycznej, to kompletnie nie wiadomo, czy to mi się podoba, aprobuję i popieram, czy może zupełnie się nie zgadzam, nie podoba mi się, ale w sumie nic nie mogę z tym zrobić (poza udziałem w wyborach), więc niechętnie się godzę.

Rozwiązanie
1. «sposób, wynik załatwienia czegoś»
2. «ogół działań, dzięki którym jakiś problem przestał istnieć».

A skoro już wiadomo, czym jest akceptacja i rozwiązanie, to czas na przykład: Mam problem, boli mnie ząb. Nie mam pieniędzy na prywatną wizytę u stomatologa, a na NFZ mam termin dopiero za miesiąc. Na czym miałoby polegać rozwiązanie problemu? Czy ewentualne pogodzenie się z narastającym bólem i to przez miesiąc, stanowi rozwiązanie problemu bolącego zęba? Czy ten problem przestał istnieć?
Moim problemem, częściowo, jest fakt, że żona ma raka. Jeśli to zaakceptuję, pogodzę się z tym, to ona przestanie mieć raka? Czy ten problem przestał istnieć?
Dostałem pismo o podwyżce opłat czynszowych; na mieszkanie nie będzie mnie już stać. Czy pogodzenie się z tym problemem rozwiąże kwestię bezdomności? Czy ten problem przestał istnieć?

Postawiłem takich pytań jeszcze wiele i okazało się, że akceptacja (w znaczeniu pogodzenia się, a nie aprobaty) nie rozwiązuje żadnego z realnych, zwykłych, życiowych problemów. Żadnego!
Czy w takim razie akceptacja nie ma żadnego sensu i zastosowania? Ale nie, aż tak, to nie. Nie wylewać dziecka z kąpielą. Powiedzmy, że nie mam pieniędzy na nowe spodnie i chodzę w postrzępionych i przetartych. Mam w tej sytuacji dwie opcje:
a) cierpieć z powodu braku spodni oraz z żalu, rozgoryczenia, niezgody na taką sytuację, pretensji i uraz,
b) cierpieć z powodu braku spodni, ale bez żalu, rozgoryczenia, niezgody na taką sytuację, pretensji i uraz, bo z brakiem spodni się pogodziłem.

Czy akceptacja rozwiązała problem braku spodni/pieniędzy? Czy ten problem przestał istnieć? Nie, skądże! W dupę nadal zimno i ludzie nadal się śmieją. Czyli jedynym, co może rozwiązać akceptacja jest… brak akceptacji. Może to lepsze niż nic, ale trochę to cienko… Ostatecznie oczywiste jest, że jeśli coś mi się nie podoba, a zmiana nie jest możliwa, to korzystniej będzie, jak się z tym pogodzę. Korzystniej nie oznacza rozwiązania problemu. Po prostu psychicznie będę się czuł trochę mniej źle. Podobną filozofię proponuje modlitwa o pogodę ducha: zmień wszystko to, co możesz zmienić, a resztę zostaw, pogódź się z tym.

Postanowiłem jeszcze raz przeczytać w WK rozdział „Rozwiązaniem była akceptacja”. Coś mnie jednak tknęło i zerknąłem też do wydania angielskiego. Okazało się, że tytuł oryginalny to: „Acceptance was the answer” – Akceptacja była odpowiedzią.

Gdyby ktoś spytał, gdzie całkowita akceptacja wszystkiego (godzenie się na wszystko, brak wątpliwości i sprzeciwu) może być najbardziej pożądana, to odpowiedź jest prosta – w sektach. Jeśli wszystko akceptujesz, to nigdy nie podskoczysz przywódcy sekty, a guru może być pewien, że nigdy mu się nie sprzeciwisz, nie będziesz kwestionował jego rozkazów albo… rekomendacji.
Jako alkoholik chyba jednak powinienem z tą akceptacją być nieco bardziej ostrożny, bo zauważyłem, że im chętniej godzę się, że czegoś nie mogę zmienić (a czy naprawdę nie mogę?), tym mniej działań podejmuję.

sobota, 1 lutego 2025

Porozmawiamy o dostępności

Dostępność AA można rozpatrywać na różne sposoby. Najprostszy z nich, co nie znaczy, że łatwy w realizacji, dotyczy ułatwień dla osób niewidomych lub słabowidzących, głuchych lub niedosłyszących, poruszających się na wózkach inwalidzkich lub o kulach, albo mających w ogóle jakieś trudności z poruszaniem się. Bardzo to ważne tematy, omawiane na wielu warsztatach i panelach, ale to nie jedyne problemy z dostępnością AA, Programu, sponsorowania.

Chciałbym wierzyć, że o poznawaniu Programu ze sponsorem, jako o głupim pomyśle Meszuge z Opola, modzie, która szybko minie, już się u nas na mityngach nie mówi. To jednak nie znaczy, żeby na wszystkich grupach w Polsce zmieniło się przekonanie, że Kroki to każdy robi sobie sam, że to jest jego/jej sprawa osobista, a na mityngach nie ma po co o tym mówić, a nawet nie należy.
Siłą Wspólnoty i nadzieją dla uzależnionych jest Program AA, natomiast dostępność do realnych doświadczeń z rzetelnej pracy nad kolejnymi Krokami, bywa w polskiej wersji AA mocno ograniczona. Niżej kilka przykładów.

Ograniczona dostępność z powodu nachalnej ewangelizacji. W Polsce katolikiem jest prawie każdy z powodu chrztu dokonanego bez jego wiedzy i zgody. Z bardzo różnych powodów znaczna część polskich katolików ma alergię na polski katolicyzm, ale tego rozwijał nie będę. Natomiast podczas mityngów mnóstwo razy słyszałem o prośbach kierowanych do Boga, o uwolnienie od obsesji picia, o wyzwolenie z alkoholizmu oraz o tym, że pomoc z tej strony nie nadeszła. Słusznie (albo i nie) wielu alkoholików podchodzi teraz do religii, Boga i religijności, kościoła, ze sporym dystansem. Zapewne miałoby to szansę się zmienić (i często rzeczywiście się zmienia), gdyby wytrzeźwieli.
Bill napisał w WK: Nie interesuje nas to, jakie są wierzenia naszych członków. Są to sprawy całkowicie prywatne. Natomiast Polsce alkoholicy wiedzą lepiej i zalewają bliźnich swoimi prywatnymi przekonaniami religijnymi. Już nawet nie w tym rzecz, że niektórzy wmawiają innym, że nie da się wytrzeźwieć bez religijności lub, że ktoś musi zacząć chodzić do kościoła, choć i takie rzeczy się zdarzają, otóż nie, problem jest nieco bardziej złożony. Wystarczy, żeby kilku kolejnych alkoholików na mityngu opowiedziało o swojej nowo nawiązanej relacji z Bogiem – a przecież wolno im i możliwe, że mówią prawdę, to znaczy wierzą w to, co mówią. Do tego spotkania pod kościołem, do tego „święte” obrazki na ścianach. Dla nowicjusza, którego relacje z Bogiem, kościołem, religią, obrzędami, liturgią itd. są jeszcze mocno pokomplikowane, jest to jasny przekaz: może ci ludzie tutaj mają rozwiązanie, ale dotyczy ono wyraźnie osób ultra religijnych, a więc nie mnie. I tak, w polskiej wersji AA, empatia i zwyczajna ludzka życzliwość, bo o miłości bliźniego w ogóle nie warto wspominać, przegrywa z JA MAM PRAWO. Właśnie - JA!

Alkoholiczki miewają mocno ograniczony dostęp do AA ze względu na mizoginię i seksizm, wyjątkowo często występujące na mityngach AA oraz w ogóle w środowisku niepijących alkoholików. Do tego brak wychowania i chamskie dowcipasy. Do tego lekceważenie i deprecjonowanie wypowiedzi i doświadczeń kobiet. Do tego nachalne próby uwodzenia. Do tego wulgaryzmy. Do tego lekceważące gesty i miny. Negowanie potrzeb alkoholiczek z małymi dziećmi. Twierdzenie, że mityngi kobiece to jakoby naruszanie Tradycji.

Dostępność do AA, Programu, a więc rozwiązania problemu alkoholizmu, ograniczają nowym uczestnikom mityngów bzdurne przekonania, legendy i zwykłe kłamstwa. Przez ostatnich 25 lat poziom wykształcenia młodszych uczestników mityngów wyraźnie wzrósł. Pojawił się też powszechnie dostępny Internet. To na pewno nie rzuci się w oczy/uszy na pierwszym lub drugim mityngu, ale po którymś kolejnym bardzo łatwo sprawdzić, czy świeczki na tych spotkaniach palą się na całym świecie, czy można się cieszyć z samodzielności i niezależności finansowej, gdy za wynajem sali wraz z mediami płaci się dwadzieścia złotych miesięcznie, czy 10 czerwca 1935 był naprawdę pierwszym dniem nieprzerwanej abstynencji doktora Boba i wiele innych bredni. Bezczelne okłamywanie nowicjuszy nie poprawia dostępności, wręcz przeciwnie – stawia poważną zaporę. Nowy, który zauważy, że ci ludzie okłamują nie tylko sami siebie, ale próbują też i jego, raczej nie uwierzy, że taka grupa może mu w czymkolwiek pomóc.

Wzrost poziomu wykształcenia poważnie ogranicza dostępność AA i oferty Wspólnoty z powodu forowania tu oraz zaciekłej obrony nieuctwa, braku podstawowej wiedzy, niedoinformowania, niezrozumienia.
Co robi zwykły, normalny człowiek, gdy zwróci mu się uwagę, że „akredytacja” to nie jest bilet wstępu na imprezę? Poprawia się, przestaje błędnie używać słowa, które wcześniej źle rozumiał. Co robi alkoholik, gdy zwróci mu się uwagę, że „akredytacja” to nie jest bilet na AA-owski warsztat? Zaczyna rozpaczliwie walczyć, że to jednak on ma rację, twierdzi, że w AA nie ma autorytetów, więc opinia polonistów nie ma żadnego znaczenia, a słowniki się nie liczą, bo nie ma ich w WK, a nawet wymyśla jakieś teorie o tworzeniu się specjalnego języka AA-owskiego itd. Jakby trzeźwość/trzeźwienie nie było powrotem do normalności, ale kolejnym udziwnieniem czy zaburzeniem, które trzeba jeszcze rozwijać.
W „Języku serca” można przeczytać: Osobista gloryfikacja, arogancka duma, zajadła ambicja,, ekshibicjonizm, nietolerancyjna satysfakcja, pieniądze czy szaleństwo władzy, nieprzyznawanie się do błędów oraz nieuczenie się na nich, samozadowolenie, lenistwo – te i wiele innych cech należą do typowych „schorzeń"… Ano właśnie… nieprzyznawanie się do błędów oraz nieuczenie się na nich. Rzecz jasna nie chodzi tylko o „akredytację” czy „dylemat”. Chcesz mieć zajadłego wroga? Zwróć mu uwagę na żenujący błąd, który popełnia.
Stosunkowo niedawno jeden z byłych powierników twierdził publicznie, że zwracanie uwagi na błędy w literaturze AA, stanowi naruszenie Pierwszej Tradycji, szkodzi jedności. Cóż… może gdyby wszyscy w polskiej wersji AA byli niedouczonymi tumanami, to zapewne miałby trochę racji, ale tak nie jest i nigdy nie było. Takie postawienie sprawy uważam za wręcz przerażające. Błędy się wskazuje i naprawia - to jest normalne, trzeźwe, zwyczajne podejście do rzeczy.
To ta gromada nieuków i matołów miałaby mi w czymś pomóc? – pomyśli nowicjusz w połowie pierwszego mityngu – Spadam stąd zanim ściągną mnie do swojego poziomu i zacznę pleść jak oni.

Podobno żyjemy w czasach, w których ucisza się mądrych ludzi, żeby nie urazić durniów – może coś w tym jest… w polskiej Wspólnocie AA. Jednak nie jest wykluczone, że świat i społeczeństwo nie staje się coraz głupsze, ale ludzie, hm... inteligentni inaczej mają coraz więcej możliwości technicznych, żeby propagować swoje absurdalne wymysły.


niedziela, 26 stycznia 2025

Program kolejnej "akcji" AA?

Akredytacja to «uprawnienie udzielone przedstawicielowi dyplomatycznemu lub prasowemu do pełnienia funkcji przy obcym rządzie lub organizacji międzynarodowej».
https://sjp.pwn.pl/sjp/akredytacja;2549226.html

 


czwartek, 23 stycznia 2025

Czy przekonania czynią cuda?

Podczas obowiązkowych u nas na mityngach „problemach i radościach” opowiedziałem, że bardzo się cieszę, że umiem latać. W powietrzu, jak ptak. Oczywiście komentować nie wolno, więc dopiero w przerwie podeszło do mnie kilkunastu alkoholików i poprosiło, żeby to latanie pokazał.
– Nie zamierzam robić przedstawień ani się popisywać – odparłem.
– A ktoś wiedział, jak latasz – spytali wtedy – jest może jakieś nagranie z tego twojego latania?
– Nie, nikt nie widział, nagrania nie ma – odpowiedziałem chłodno, zniesmaczony ich postawą.
– To może mógłbyś kogoś z nas nauczyć tego latania? – spytali z nadzieją w głosie.
– Jak Bóg będzie chciał, to was też nauczy.
– No, trudno, to może chociaż opowiedzą, o tym lataniu. Co widziałeś, jak się czułeś lecąc? – dalej drążyli temat.
– Nigdy jeszcze nie leciałam – przyznałem krótko – po prostu mi się nie chciało, ale wiem na pewno, że mogę to zrobić.
Wtedy stracili zainteresowanie i się rozeszli.

Czym alkoholicy trzeźwi różnią się od nietrzeźwych? Pierwsi z nich mają przekonania zbudowane na wiedzy i doświadczeniu, natomiast ci drudzy mają przekonania zamiast wiedzy i doświadczenia.

Podczas obowiązkowych u nas na mityngach „problemach i radościach” opowiedziałem, że bardzo się cieszę, że już całkowicie wyzdrowiałem z alkoholizmu. Mój organizm reaguje już na etanol dokładnie tak samo, jak u wszystkich innych zdrowych ludzi.. Oczywiście na mityngu komentować nie wolno, więc dopiero w przerwie podeszło do mnie kilkunastu alkoholików i poprosiło, żebym im to bezproblemowe picie pokazał.
– Nie zamierzam robić przedstawień ani się popisywać – odparłem.
– A ktoś wiedział, jak pijesz? – spytali wtedy – Jest może jakieś nagranie z tego twojego normalnego picia?
– Nie, nikt nie widział, nagrania nie ma – odpowiedziałem chłodno, zniesmaczony ich postawą.
– To może mógłbyś kogoś z nas nauczyć tego zdrowego, normalnego picia? – spytali z nadzieją w głosie.
– Jak Bóg będzie chciał, to was też nauczy.
– No, trudno, to może chociaż opowiedzą, o tym piciu. Jak się czułeś w trakcie picia i potem, i czy naprawdę nie było żadnych konsekwencji? – dalej drążyli temat.
– Od czasu zakończenia terapii i po poznaniu Programu ze sponsorem, alkoholu nie piłem pod żadną postacią – przyznałem krótko – po prostu mi się nie chciało, ale wiem na pewno, że mogę to bezpiecznie zrobić.
Wtedy stracili zainteresowanie i się rozeszli.

Przekonaliśmy się, że musimy bezwarunkowo w głębi swego jestestwa przyznać, że jesteśmy alkoholikami. To pierwszy krok w powrocie do zdrowia. Trzeba rozbić złudzenie, że jesteśmy jak inni ludzie albo, że niedługo tacy będziemypisał Bill W. w swojej książce. Albo to: Jesteśmy jak ludzie, którzy stracili nogi, nowe nigdy nie odrosną („Anonimowi Alkoholicy”, wyd. 2018, s. 30), ale co on tam wiedział?! Nawet jakieś testy pozwolił sobie wymyślać i proponować: Nie lubimy nikogo uznawać za alkoholika, ale szybko możesz zdiagnozować się sam. Wstąp do najbliższego baru i spróbuj pić w sposób kontrolowany. Spróbuj się napić i nagle przestać. Spróbuj więcej niż jeden raz. Zadecydowanie, czy jesteś uczciwy wobec siebie samego w tej kwestii, nie zajmie ci wiele czasu (s. 31). Wobec naszych doświadczeń – naszych, czyli byłych alkoholików, całkowicie wyleczonych – przekonania Billa W. na temat alkoholizmu są wyraźnie mało wiarygodne. To tylko jego niezbyt trzeźwe fantazje.

Czy wierzę w możliwość kompletnego, pełnego wyzdrowienia z choroby alkoholowej? Oczywiście, że wierzę! Wierzę również, że każdy wyleczony alkoholik bez trudu potrafi to wykazać.

Niektórzy ludzie są uczuleni na orzeszki (albo coś tam innego); ich organizm reaguje na nie alergicznie. Kiedy dzięki odczulaniu lub innym formom leczenia przestają w taki alergiczny sposób na orzeszki reagować, mogą je jeść bezpiecznie. Czy będą je jeść i ewentualnie w jakiej ilości, to już jest ich sprawa. Ważne natomiast jest to, że nie muszą już sprawdzać składu produktów spożywczych, czy nie zawierają choćby śladowych ilości orzeszków.
Czy ich życie i cała przyszłość po takim leczeniu sprowadza się do jedzenia orzechów? Oczywiście, że nie, ale… terapeutom odwykowym udało się wmówić uzależnionym, że pragnąć wyleczenia z choroby alkoholowej, muszą najwidoczniej nieustannie marzyć o piciu. Tak, wiem że to bzdura, ale w niektórych ośrodkach powtarzana nadal. Rzekomo dla dobra pacjentów.

niedziela, 12 stycznia 2025

Trzy prywatne złote myśli

Nie od pierwszego mityngu i nie od dziesiątego, ale stosunkowo szybko zacząłem się wypowiadać na naszych spotkaniach. Było to stosunkowo łatwe, bo królowały wówczas „problemy i radości”, więc zawsze potrafiłem coś sobie przypomnieć z ostatnich dni, idąc na mityng. Czemu zabierałem głos? Nauczono mnie, że jeśli nic nie powiem, to i nikt mi nie pomoże, bo przecież nie będzie wiadomo, czy coś złego się u mnie nie dzieje. To miało być coś w rodzaju wentyla bezpieczeństwa czy papierka lakmusowego. Dawało mi też pewne poczucie bezpieczeństwa. Wierzyłem, że w razie czego, w przerwie mityngu lub po jego zakończeniu, ktoś mi zwróci uwagę, na przykład, że gadam jakbym miał nawrót. Jednak nie o wypowiedzi mityngowe mi chodzi, ale o pokazanie, że stosunkowo szybko zacząłem być widoczny i rozpoznawany w naszym niewielkim środowisku. Nawet bardzo niewielkim, bo było to siedem grup AA, a alkoholików w tych grupach może około stu razem. Dopóki nie znalazłem pracy, chodziłem na wszystkie mityngi w mieście.

Miałem kilkanaście miesięcy abstynencji, kiedy ktoś zaczął opowiadać za moimi plecami, że widział mnie niedawno pijanego i śpiącego na ławce. Poczułem się zdradzony, oszukany, niesprawiedliwie zaatakowany. Planowałem jakoś dementować plotki, szukać kłamliwego plotkarza, knułem zemstę. Fred, drugi sponsor, przekonał mnie, żebym zostawił całą tę sprawę. A Hipnotyzer, trzeci sponsor, ostrzegł mnie, że jeśli w polskiej wersji AA będę się starał cokolwiek robić, wystawić głowę choćby odrobinę powyżej miernoty, to szybko znajdą się ludzie, którzy spróbują mi na tę głowę nasrać. I tak też było. Gdy tylko moje teksty zaczęły ukazywać się w „Warcie”, „Zdroju”, Mityngu”, „Karliku”, to dowiedziałem się, że piję, że żyję za pieniądze AA, bo pewnie AA mi płaci krocie, że wymyśliłem jakieś sponsorowanie (w czasach, gdy sponsora mieć nie było można, bo alkoholik nie może mieć autorytetów), które jest głupią modą, godzi w jedność i szybko zniknie, za cytowanie w jakimś artykule zdania z WK (z podaniem źródła oczywiście), grożono mi sądem itd. itp.

Tego typu przypadki i zdarzenia zmusiły mnie do wymyślenia na własną potrzebę hasła, pewnego skrótu myślowego, zdania, które pomagało mi szybko rozeznać się w sytuacji i zdecydować o swoim zachowaniu czy reakcji. Tak powstało:

Twoje postępowanie świadczy o tobie, moje zachowanie świadczy o mnie – nie odwrotnie.

Podczas terapii DDA i wiele razy później stykałem się w środowisku niepijących alkoholików ze złością, zawiścią, nienawiścią, werbalną agresją, groźbami, urazami i pretensjami. Więc wymyśliłem:

Twoje szczęście to też i moja radość, ale twoja nienawiść, to nie mój problem.


Około 2011 roku i kilka lat później, wraz z pojawieniem się w Polsce pewnych specyficznych szkół sponsorowania, natknąłem się też na agresywną ewangelizację w środowisku AA. Wprawdzie w WK Bill pisał: „Nie interesuje nas to, jakie są wierzenia naszych członków. Są to sprawy całkowicie prywatne”, ale dla wyznawców jedynie słusznej religii nie miało to znaczenia, bo przecież wiedzieli lepiej. Wtedy zaczęło mi się przydawać:

Twój Bóg nie wymaga ode mnie niczego, wymaga od ciebie – naucz się tego.

Przyznam, że takie krótkie zdania, skróty myślowe, bardzo ułatwiają mi życie, bo nie muszę za każdym razem, w razie czego, przeprowadzać całego przewodu myślowego, przypominać sobie wiele zdarzeń i sytuacji, czyli po prostu kolejny raz wyważać drzwi, które uchyliłem już dawno temu. Oczywiście jest ich znacznie więcej, a niektóre zawarte są w dziale Słowo i Obraz w zakładce: FOTOGRAFIA.