niedziela, 21 lipca 2019

12 problematycznych Kroków


Wprawdzie uważni czytelnicy Wielkiej Księgi, wydanej jesienią 2018 roku (wydaniem czwartym może ona być jedynie umownie, bo realnie, nie), znajdują w tekście coraz to nowe błędy polskie, pojawiają się też sygnały o błędach w tłumaczeniu, ale jeszcze nadal uważam, że ta wersja jest lepsza od poprzedniej. Chyba jednak nie dotyczy to samych Dwunastu Kroków. Poniżej moje przemyślenia na ten temat, a dokładnie wątpliwości i propozycje.

1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu – że nasze życie stało się niekierowalne.
Problem: „stało się niekierowalne”. Kiedy takie się stało? Bo widocznie wcześniej, zanim się stało niekierowalne, kierowalne było, więc… kiedy to było? Ktoś powie, że to nie ma znaczenia, ale – nieprawda. „Nasze picie było tylko objawem. Musieliśmy zatem dotrzeć do przyczyn i uwarunkowań” [s. 64]. Nie wiadomo też, czy od kiedy stało się to nasze życie niekierowalne, takie zostanie już na zawsze. Jeśli tak, to po co robić cała resztę Programu?
Propozycja: Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu – że nasze życie nie poddawało się kierowaniu (ew. było niekierowalne). Nie ma tu wcześniejszego problemu „stało się”, więc nie ma wątpliwości i pytań, kiedy się to stało. Otwarta jest za to droga do wyzdrowienia z alkoholizmu, choroby samowoli – być może, dzięki rzetelnie zrealizowanemu Programowi, moje życie stanie się kierowalne, zacznie się kierowaniu poddawać, a kierować nim będzie wola Boga (Siły Wyższej).

2. Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek.
Problem: zdrowy rozsądek może mieć alkoholik w wielu różnych dziedzinach życia, tylko w związku z alkoholem i piciem – nie. Nie jest to więc przekład doskonały, ale… nie mam pomysłu na lepszy. Może jednak „zdrowie psychiczne”?

3. Podjęliśmy decyzję, aby powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, tak jak Go rozumieliśmy.
„Podjęliśmy decyzję” i „postanowiliśmy”, oznacza w zasadzie to samo, a więc zmiana nie jest na lepsze, a jedynie na inne. Po co? Propozycja: Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, tak jak Go rozumieliśmy.

4. Zrobiliśmy wnikliwą i odważną osobistą inwenturę moralną.
Problem: inwentura to pojęcie staropolskie, w słowniku jest już tylko przekierowanie do słowa inwentaryzacja. Po co zmieniać pojęcia współczesne na jakiś archaiczny język? Propozycja: Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.

5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
Bez uwag, OK.

6. Staliśmy się całkowicie gotowi, żeby Bóg usunął wszystkie te wady charakteru. Problem: jakie „te” wady charakteru? Nigdzie wcześniej (ani później) nie ma mowy o żadnych wadach charakteru, więc kompletnie nie wiadomo, do czego odnosi się to „te”. Poza tym słowo „uwolnić” wydaje mi się lepiej koresponduje z ideą Programu i relacją alkoholika z Bogiem. Propozycja: Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.

7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
Bez uwag, OK.

8. Zrobiliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy, i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
Bez uwag, OK.

9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
Bez uwag, OK.

10. Prowadziliśmy nadal osobistą inwenturę, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
Problem: po pierwsze sama ta „inwentura”, ale o tym było wcześniej, a po drugie, pojawia się tu, w porównaniu do Kroku V, pewna istotna różnica – to tu już nie potrzeba „wnikliwie” i „odważnie”? To zdaje się w pendolino, nie potrzeba dokładnie i rzetelnie. Propozycja: Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.

11. Staraliśmy się przez modlitwę i medytację poprawiać nasz świadomy kontakt z Bogiem, tak jak Go rozumieliśmy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.
Problemy: Poprawiać można coś, co jest, co istnieje, a więc ktoś tu zakłada, że alkoholik na tym etapie ma kontakt z Bogiem, a to wyklucza agnostyków i ateistów i jest sprzeczne z treściami zawartymi w rozdziale „My, agnostycy”, i nie tylko tam. Poza tym „kontakt”. Kontakt jest w ścianie, kontakt ma szef z robotnikami, dobry kontakt mam z sąsiadami, ale z Bogiem łączy mnie znacznie więcej, ta relacja jest głębsza – to jest więź. Propozycja: Staraliśmy się przez modlitwę i medytację poprawiać naszą świadomą więź z Bogiem, tak jak Go rozumieliśmy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.

12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść to posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.
Bez uwag, OK.


Reasumując: na dwanaście Kroków pięć jest w porządku, Krok Drugi od bidy, a to oznacza, że sześć z nich, czyli połowa, jest wersją gorszą, problematyczną, rodzącą wątpliwości i kłopoty z właściwym zrozumieniem. Stara zasada mówi, żeby nie naprawiać czegoś, co nie jest popsute, a inna, że zmieniać należy i warto na lepsze, a nie tylko na inne.

Nie interesują mnie argumenty typu „bo tak jest w oryginale”. Nie znam angielskiego, w moim kraju obowiązuje język polski, zadaniem naszych tłumaczy było stworzenie poprawnej i zrozumiałej wersji polskiej. Tłumacze to ludzie, którzy muszą oba języki znać doskonale, znajomość jednego dobrze, a drugiego miernie, nie wystarczy. A to przypomina mi pytanie, na które nadal nie otrzymałem odpowiedzi: jakie są kwalifikacje językowe naszych tłumaczy w zakresie języka polskiego? Umiejętności, a nawet tytuły naukowe, dotyczące ich znajomości języka angielskiego, wychwalane były pod niebiosa. To teraz czekam na tak samo rzetelną (no… może nie „tak samo”, po prostu prawdziwą) informację o ich tytułach dotyczących polszczyzny.


ZEBRANA W CAŁOŚĆ PROPOZYCJA DWUNASTU KROKÓW.

1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu – że nasze życie nie poddawało się kierowaniu.

2. Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek.

3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, tak jak Go rozumieliśmy.

4. Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.

5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.

7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.

8. Zrobiliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy, i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.

10. Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.

11. Staraliśmy się przez modlitwę i medytację poprawiać naszą świadomą więź z Bogiem, tak jak Go rozumieliśmy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.

12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść to posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

czwartek, 18 lipca 2019

Spisek przeciwko Wspólnocie

Wspólnota AA doczekała się na swojej oficjalnej stronie forum dyskusyjnego dla służb AA. Niestety, adresu tego forum podać mi nie wolno, jest on tajny,  zakonspirowany – raz próbowałem zaprezentować go alkoholikom i dostałem opier… od „zaufanego sługi”, wyznaczonego do pilnowania zasad. Wtedy też (lepiej późno niż wcale) i tym bardziej, zainteresowałem się regulaminem tego forum i muszę przyznać, że wprowadził mnie on w osłupienie i przerażenie – wykryłem bowiem spisek, którego celem jest zniszczenie Wspólnoty AA w Polsce.

Użytkownicy forum mogą, jak wynika z regulaminu, być w różny sposób karani przez forumową władzę, to jest administratora, na przykład za post, który może „wzbudzać negatywne emocje oraz konflikty”. Nie wiem, co to są emocje negatywne. To zapewne jakiś terapeutyczny język. Wszystkie dane są nam przez Boga, więc dzielą się najwyżej na przyjemne i nieprzyjemne. No, chyba, że władza w AA oceni i zdecyduje, że jakieś emocje Bóg spierniczył, są negatywne, nie wyszły Mu, nie powinno ich być i basta! Mnie natomiast Program nauczył, że wszystkie emocje, jako, ze pochodzą od Siły Wyższej, są moralnie obojętne, ważne tylko to, jak ja te swoje emocje wyrażam. Co za tym idzie, nie odpowiadam za sposób, w jaki ktoś inny wyraża swoje uczucia i emocje. Wymaganie od innych, żeby dbali o to, żebym ja dobrze się czuł, uważam za… hm… nietrzeźwe.

Najważniejszy jest jednak i najbardziej niebezpieczny zakaz oceniania; na forum można zostać ukaranym jeśli „w treści postu znajduje się ocena innych członków wspólnoty, lub AA jako całości”.

Kolejny raz i kolejny, i kolejny przypominam stanowisko Billa W. w tej sprawie:
Czy zatem zaufanie wymaga, byśmy oślepli na motywy postępowania innych ludzi albo nasze własne? Nic podobnego; byłoby to czystym szaleństwem. Z pewnością każdą osobę, której pragniemy zaufać, powinniśmy oceniać pod kątem zarówno jej zdolności do wyrządzenia krzywdy, jak i zdolności do świadczenia dobra. Taka prywatna ocena pokaże nam, w jakim stopniu możemy sobie pozwolić na zaufanie w każdej konkretnej sytuacjiJednakże oceny takiej należy dokonywać w duchu zrozumienia i miłości. [Jak to widzi Bill]

Oceniane są dzieci w szkołach i studenci na wyższych uczelniach. Ocenie podlegają instytucje, urzędy i urzędnicy, ci mianowani i ci wybrani w demokratycznych wyborach. Oceniani są pracownicy i jakość wykonanej przez nich pracy, bo na podstawie tej oceny dostają wynagrodzenie lub zwalnia się ich z pracy. Oceniana jest jakość produktów i zachowanie uczestników ruchu drogowego. Ocenie podlega wszystko na świecie. Ocena, to (według słownika), opinia o czymś lub o kimś dokonana w wyniku analizy lub umowny sposób zakwalifikowania pracy i postępów.
Ocena działania albo efektów działania jakiejś firmy, urzędu, wspólnoty, organizacji itd. służy dobru jej samej oraz wszystkim tym, wobec których pełni ona rolę służebną. Czy można sobie wyobrazić, że nie wolno ocenić jakiejś organizacji i stwierdzić, czy działa ona zgodnie z prawem, czy przynosi zyski, czy może straty? Czy realizuje swoje zadania statutowe… czy w ogóle coś robi?
Ocena jest niezbędna, bo dzięki niej można wykryć nieprawidłowości i w konsekwencji je naprawić, skorygować. Zakaz oceniania jest dla pojedynczej osoby lub dowolnej grupy potwornie niebezpieczny. Nie oceniałem realnie swojego picia i nie pozwalałem nikomu na takie oceny i wylądowałem na detoksie. Grupy AA co jakiś czas dokonują inwentury, to jest oceniają, jak i czy w ogóle realizują V Tradycję. Nie ma oceny – nie ma szansy na znalezienie błędów i naprawienie ich. To chyba jest oczywiste.

No, właśnie… okazuje się jednak, że nie jest. Na oficjalnym forum służb AA w Polsce nie wolno, pod groźbą kar, oceniać ani „zaufanych sług”, ani działania całej Wspólnoty AA. Zamykanie oczu na rzeczywistość, na fakty, nie przyniosło nic dobrego nigdy i nikomu, ale tego właśnie domaga się władza na forum służb! I jeszcze trzeba dbać, żeby oni się źle nie poczuli! To byłoby śmieszne, gdyby nie było przerażające… Przerażające jest to, jak dla własnego dobrego samopoczucia, niektórzy z „zaufanych sług” stawiają na szali dobro i przyszłość całej Wspólnoty AA w Polsce!

Trochę głupio się czuję, pisząc rzeczy – wydawałoby się – oczywiste, ale może jednak tak trzeba, bo w końcu faktem jest, że za zwrócenie uwagi, że zakaz oceniania Wspólnoty AA ostatecznie godzi w samą Wspólnotę, zostałem przez forumową władzę ukarany!

Innymi słowy, w AA nie ma żadnych nakazów ani zakazów. („Doktor Bob i dobrzy weterani”, s. 243).

W zasadzie wszystkie społeczności i rządy uważają za niezbędne wymierzanie swoim poszczególnym członkom kar za naruszenia przekonań, zasad i przepisów. Ze względu na swoją szczególną sytuację Anonimowi Alkoholicy uznają tę praktykę za niepotrzebną. Kiedy nie udaje się nam przestrzeganie rozsądnych zasad duchowych, niszczy nas alkohol. Nie jest więc potrzebny żaden administrowany przez człowieka system kar. (Bill W., „Dwanaście Koncepcji służb Światowych”, tu fragment Piątej Gwarancji, s. 75). 

No, niby tak, ale przecież żadni imperialiści nie będą nam mówić, co i jak mamy robić! Poza tym oni pili whisky, a my Żubrówkę, oni mają dolary, a my złotówki, więc… chyba lepiej wiemy, jak ma działać AA w Polsce.

Na koniec uwaga związana z cytatem. Zwykle, gdy powołuję się na słowa Billa na temat ocen, kolega, którego zdanie bardzo sobie cenię, zwraca uwagę na fragment mówiący, że oceny takiej należy dokonywać w duchu zrozumienia i miłości. W pełni się zgadzam, bo rozumiem, że Wspólnota nie jest idealna, stale musi się doskonalić, ale mimo to kocham ją i jestem jej wdzięczny. Właśnie tak! Kocham Wspólnotę, ale nie jej „służebnych” – nie znam większości z nich, a obserwując i oceniając efekty ich działalności… nie umiem. :-(

poniedziałek, 1 lipca 2019

Choroba powiernicza atakuje


Dawno, dawno temu, żył w Europie władca, który zdecydował pewnego razu, że odpowiadał będzie tylko przed Bogiem i historią (jak prezydent Polski według Konstytucji Kwietniowej) – nikt inny nie miał prawa, a nawet nie śmiał go oceniać. Ups! Ale ten typ i tak był dobry, bo przynajmniej na oceny Boga i historii się godził…

Od Zespołu ds. Przygotowania 48. Konferencji Służby Krajowej AA w Polsce dostałem list, z którego, przy odrobinie złej woli, można wyczytać, że na moje pytanie do Konferencji odpowiedzi nie dostanę, bo w swoim piśmie pozwoliłem sobie oceniać zaufane sługi, a Wspólnota AA w Polsce posługuje się językiem serca, tj. miłości i tolerancji. W związku z tym takie nasuwają mi się przemyślenia, uwagi, wątpliwości…

1. Czy rzeczywiście działalność zaufanych sług nie podlega ocenie byle szeregowego uczestnika spotkań AA? A może chodzi tylko o oceny negatywne? Bo nie zauważyłem nigdy dotąd, by bronili się przed pochwałami.

Czy zatem zaufanie wymaga, byśmy oślepli na motywy postępowania innych ludzi albo nasze własne? Nic podobnego; byłoby to czystym szaleństwem. Z pewnością każdą osobę, której pragniemy zaufać, powinniśmy oceniać pod kątem zarówno jej zdolności do wyrządzenia krzywdy, jak i zdolności do świadczenia dobra. Taka prywatna ocena pokaże nam, w jakim stopniu możemy sobie pozwolić na zaufanie w każdej konkretnej sytuacjiJednakże oceny takiej należy dokonywać w duchu zrozumienia i miłości. [Jak to widzi Bill]

Psychoterapeutyczny zakaz oceniania kogokolwiek i czegokolwiek nie ma zupełnie nic wspólnego ze Wspólnotą AA! Proponuję, nie pierwszy już raz, przestać przenosić na teren Wspólnoty AA zasady grupowej psychoterapii odwykowej!

2. Czy ten tajemniczy język serca (z przykrością stwierdzam, że przypomina mi on coraz częściej jakieś sekciarskie narzecze lub gwarę) jest nakazany jakimś prawem? Czy jego nieznajomość może spowodować, że komuś nie znającemu tej dziwnej mowy, można nie odpowiadać na pytania? Można go ignorować?

3. Stwierdzenie: „dopuszczasz się oceniania, oceniasz nas” – jest również oceną. Oceną mojego zachowania, postępowania, sposobu zadawania pytań, wyrażania się, komunikacji itd. Więc jak to jest, zaufani słudzy mogą oceniać mnie, ale ja nie mogę oceniać ich? Czy ten tajemniczy język obowiązuje (bo tak zarządzili zaufani słudzy!) tylko plebs AA-owski, alkoholików gorszego sortu, a zaufani słudzy nie mają obowiązku ani potrzeby go używać, mogą za to oskarżać innych, że go nie stosują? Dotąd wydawało mi się, że działanie sług, nawet zaufanych, podlega ocenie, ale może nie mam racji?
Podwójne standardy moralne, przydzielanie sobie innych praw, niż pozostałym alkoholikom, to chyba sygnał, że coś tu wyraźnie idzie nie tak, ale… może znowu się mylę?

sobota, 15 czerwca 2019

Notatki sponsora (odc. 119)


Na pewnym AA-owskim warsztacie pojawiły się pytania i wątpliwości, dotyczące cytatu z książki „Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość” (s. 85):

Pchał mnie podwójny napęd, którego jednym motorem była prawdziwa duchowość, ale drugim - moje stare pragnienie, aby być człowiekiem Numer Jeden. To połączenie nie działało dobrze.

Każdy człowiek jest stworzeniem duchowym - mniej lub bardziej (tak samo, jak każdy ma jakąś tam, jakąkolwiek, osobowość). Ten duchowy aspekt skłania nas do określonych czynów, zachowań, postaw, wyborów, decyzji - to chyba oczywiste. Jednak Bill napisał w tym cytacie, a przynajmniej tak można się domyślić, że pragnienie bycia człowiekiem numer jeden, jakoby było, i musiało być, przeciwieństwem duchowości. Gdybym znał angielski, to sprawdziłbym to zdanie (przekład, tłumaczenie), bo wydaje mi się wątpliwe. Ale możliwe jest i to, że to Bill W. nie całkiem jasno wyraził, o co mu chodzi.

Bycie człowiekiem numer jeden nie wyklucza duchowości, gdyby tak było, to papież (jakikolwiek prezydent, ordynator, rektor itd.) nie mógłby być człowiekiem duchowym – z samego założenia, a to przecież kompletna bzdura. Natomiast wydaje mi się możliwe, że duchowość kolidować będzie z rządzą władzy oraz pychą, którą ta władza buduje. Nie u każdego, ale często… zbyt często.

Niestety, pewnych wypaczeń, zaburzeń duchowych, dewiacji nawet, związanymi wyraźnie z władzą, nie da się uniknąć zgrabnymi, manipulacyjnymi określeniami. Czy sekretarz lub sekretarka to wysokie stanowisko? Oczywiście, nie! Ale wiadomo, że Polską przez pół wieku rządził człowiek nazywany pierwszym sekretarzem PZPR. Czy sługa to wysokie stanowisko? Oczywiście, nie! Ale jeśli do tego dodać "zaufany" (jak w poprzednim przykładzie "pierwszy"), uzyskuje się pokrętny przekaz: niby to jest rola i funkcja służebna, ale ten cały "zaufany sługa", np. powiernik albo delegat, ma realną możliwość podejmowania decyzji strategicznie ważnych dla całej Wspólnoty i jej przyszłości, czyli... po prostu ma władzę. I malowanie odwróconych piramidek niczego tu nie zmieni. Trzeba naprawdę solidnego źródła siły duchowej, by nie ulec ciągotom takim jak: arogancja, pycha, pomiatanie i pogardzanie innymi, wywyższanie się, lekceważenie zasad, które to często obserwować można u ludzi dysponujących realną władzą, rozumianą jako możliwość podejmowania decyzji.

Ja nie miałem takich ciągotek, nigdy nie chciałem być człowiekiem numer jeden – nie moja to zasługa, ani mojego wysokiego morale, bo nie chciałem pewnie z lenistwa, z lęku przed odpowiedzialnością albo obu tych czynników razem. Ale to nie znaczy też wcale, że chciałem być nikim, zerem – obłuda i fałszywa skromność to też już nie moja bajka. Moje ambicje i ograniczenia kierowały mnie nie na wierzchołek, ale też niezbyt daleko od szczytu. Ostatecznie dzięki Programowi moje wewnętrzne konflikty tego typu, jeśli jakieś istniały, przestałem zauważać. Nawet nie wiem, kiedy.

piątek, 14 czerwca 2019

Kto naprawdę rządzi w AA?


Od wielu już lat dostępna jest w Polsce, choć początkowo z trudem, książka „Dwanaście Koncepcji służb Światowych”, napisana przez Billa W. Koncepcje te, przyjęte przez 12 Doroczną Konferencję Służb Ogólnych Anonimowych Alkoholików w dniu 26 kwietnia 1962 r., w wersji polskiej, Alcoholics Anonymous World Services, Inc. zaaprobowało w roku 2007.

Oto kilka cytatów z tej książki:
Ostateczna odpowiedzialność oraz najwyższa władza służb światowych AA powinny zawsze należeć do zbiorowego sumienia całej naszej Wspólnoty. [s. 6]

Istniały też inne powody zasadniczego przeniesienia najwyższej władzy i odpowiedzialności na barki całego ruchu AA. [s. 8]

Główne zasady Tradycji Drugiej są zupełnie jasne: grupy AA mają być ostateczną władzą; ich przywódcom należy powierzać tylko wyznaczone obowiązki. [s. 8]

Oraz jeden cytat z „Anonimowych Alkoholików” w wersji z 2018 roku (Tradycja Druga):
Dla naszego grupowego celu istnieje tylko jedna ostateczna władza – miłujący Bóg, tak jak może On wyrażać Siebie w naszym grupowym sumieniu. Nasi liderzy są tylko zaufanymi sługami; oni nie rządzą.

Pewne określenia pozwoliłem sobie zaznaczyć, wyróżnić, żeby w miarę szybko można było się zorientować, o co chodzi. A wygląda na to, że stworzyliśmy sobie kolejny kłopot, bo oczywista jest w tym momencie wątpliwość, pytanie – czy najwyższą, ostateczną władzą we Wspólnocie jest Bóg, czy grupy AA (zbiorowe sumienie całej Wspólnoty)?

Dorobiliśmy się „niechrześcijańskiego polskiego katolicyzmu”, co mocno mi się nie podoba, a teraz wydaje się, że jesteśmy w trakcie tworzenia jakiejś własnej polskiej odmiany Wspólnoty AA, a to nie tylko mi się nie podoba, ale uważam za niebezpieczne.

niedziela, 2 czerwca 2019

"Historia AA w Polsce" tom 2


Czym alkoholicy różnią się od innych ludzi? Alkoholicy są tacy sami jak inni ludzie, tylko bardziej.

Drugi tom „Historii AA w Polsce”, spisany przez Tadeusza z grupy AA „Ster” z Poznania, to historia samowoli, sobiepaństwa, kompletnej niezdolności do respektowania przepisów, zasad i norm, obłudy, wybujałych ambicji… ale też historia fantastycznej idei, jej polskiej realizacji, historia poświęcenia i dobrej woli wielu prawie anonimowych osób. Czemu „prawie”? Mnie może nic nie mówić informacja o Ryszardzie S. z Lęborka albo Krystynie T. z Warszawy, ale może ich rodziny, przyjaciele, znajomi z grupy AA, są w stanie jakoś ich rozpoznać. Historia ewolucji Wspólnoty AA, jej przekształceń formalno-prawnych, zmian mniejszych i większych w strukturach, historia którą momentami czyta się jak kryminał, a czasem nużąca. Książka zawiera tabele, wykresy, schematy organizacyjne i tysiące danych.

Pierwszych kilkadziesiąt stron autor poświęcił – moim zdaniem – nie tyle na prezentację historii, bo ta pojawia się jedynie jakby w tle, co na wyjaśnienie czytelnikowi, czym/kim jest mandatariusz, intergrupa, region, konferencja, powiernik, delegat, fundacja. Bez tego elementu reszta lektury mogła by być mało zrozumiała. Ale i tak nie wszystko było takie jasne i oczywiste, bo na przykład, znaczenia określenia „rekomendacja”[1] musiałem się domyślić. W każdym razie tych kilkadziesiąt stron pełni raczej rolę przewodnikową niż historyczną.

Pisząc o jednym z wydań książki „Anonimowi Alkoholicy”, Tadeusz cytuje decyzję Vinnie McCarthy oraz informuje lakonicznie, jak została ona zrealizowana:

Ponieważ do Wielkiej Księgi włączone zostaną nowe materiały (a mianowicie cały tekst początkowy, dodatki i niektóre historie osobiste – przetłumaczone z języka angielskiego) muszę otrzymać wypełnione formularze cesji praw autorskich (Assignment of Copyrighty) na te NOWE (podkreślenie w oryginale – przyp. aut.) tłumaczenia. Musi się znaleźć uwaga, że jest to DRUGIE WYDANIE
[…]
Zalecenie „AA World Service Inc.” żeby w książce obowiązkowo zaznaczyć, że jest to drugie polskie wydanie Wielkiej Księgi, zostało zignorowane[2].

Wydawać by się mogło, że samowola i hece z numeracją wydań, to już przeszłość, ale… Mam w swoich zbiorach sześć lub siedem różnych tych Wielkich Ksiąg AA, ale z jakiegoś tajemniczego powodu wydanie z roku 2018 (oraz nieco zmienione z 2019) oznaczone jest numerem czwartym. Jeśli, jak to relacjonuje Tadeusz, numeracja wydań tych książek zawarta w stopkach jest niewiarygodna, nie można na niej polegać, to chyba najprościej byłoby zastosować poprawne znaczenie specjalistycznego określenia „wydanie” (to jest ogół egzemplarzy książki, czasopisma itp., odbitych z tego samego składu drukarskiego), jednak Anonimowi Alkoholicy w Polsce najwyraźniej nadal wiedzą lepiej.

Postawa typu nikt nam nie będzie mówił, co i jak mamy robić, powtarza się w opowieści o AA w Polsce wiele razy. Choćby w opisywanej na stronie 87 relacji z pojawienia się, nie wiadomo jakim cudem i skąd, Komisji ds. Zakładów Karnych. Tylko Konferencja Służby Krajowej mogła powoływać nowe komisje, a ta nie przewidywała w ogóle istnienia tej Komisji. Z czasem oczywiście jakoś zostało to „wyprostowane”, podobnie jak poważne wątpliwości księgowo-finansowe i wiele innych problemów wynikających z samowoli i braku poszanowania dla norm prawnych i zasad.

Rada Powierników wyraziła zgodę na druk reprintu amerykańskiego oryginału Wielkiej Księgi w nakładzie 1000 egzemplarzy[3].

…okazało się, że przy wydawaniu reprintu – z niewiedzy popełniono gafę, nie uzyskując wcześniejszej zgody „AAWS, Inc.”[4].

Ciekawe nazewnictwo, swoją drogą, bo coś mi się wydaje, że zlekceważenie czyichś autorskich praw majątkowych i osobistych, chyba jednak nie nazywa się gafą i jest karalne. Wygląda jednak na to, że alkoholicy z Polski jakoś się w tej kwestii dogadali z amerykańskimi. No i bardzo dobrze.
Tutaj widoczna jest też pewna tendencja albo skłonność alkoholików – ludzie trzeźwo myślący, jeśli czegoś nie wiedzą, to dopytują, doczytują, konsultują, radzą się, natomiast nietrzeźwi po prostu wymyślają, tworzą w swoich chorych umysłach jakąś alternatywną rzeczywistość i sami w nią wierzą. Pewna Amerykanka dała Polakom na pamiątkę starą Wielką Księgę swojego zmarłego męża, więc alkoholicy w Polsce natychmiast uznali, że mogą ją sobie powielać, drukować, sprzedawać i zarabiać. Ups! I to kilka albo kilkanaście osób! I to nie zmuszonych do podejmowania decyzji w ciągu kilku sekund! Niesamowite!

Druga strona medalu, inne oblicze AA, to działania i starania wielu anonimowych alkoholików, choćby na przykład niejakiego Marka „Walizeczki”, który przez rok, miesiąc w miesiąc, pisał opracowania kolejnych Dwunastu Koncepcji AA (a latami także inne teksty do biuletynów AA), i jestem pewien, że za darmo, dla wspólnego dobra członków AA, by ta Wspólnota była, stawała się, działała coraz lepiej, coraz bardziej zgodnie z zasadami.

Mniej więcej od rozdziału poświęconego sesji głównej 44. KSK, czyli od strony 311, zaczyna się część polemiczna książki. W niewielkim już powiązaniu z historią, autor prezentuje, w formie esejów, swoje oraz innych osób przekonania na różne AA-owskie tematy. To takie teksty jak na przykład: „Działanie a moje wyzdrowienie”, „Moje działanie a jedność”, „Tradycja Druga a jedność AA”, „Co ma zrobić agnostyk lub ateista?”, „Pewien problem jednak jest”, „Spory o sponsorowanie”, „Wiktor O. o programie AA i terapii” i wiele innych, dość… gorących.

 „Dla mnie terapia i AA idą w parze jak dobre małżeństwo” – mówił Tadeusz T. i przyznawał…[5]

Czy naprawdę dobre małżeństwo opiera się i buduje na regule przyciągania się przeciwieństw? Jedna strona mówi wprost o wyleczeniu z alkoholizmu, druga twierdzi, że alkoholicy nie wyzdrowieją nigdy, że mogą sobie trzeźwieć do końca życia, ale nigdy trzeźwi nie będą. Jedna strona twierdzi, że egoizm może zabić alkoholika, a druga, że zdrowy egoizm (sic!), to świetny pomysł na życie. Według jednych alkoholika uzdrawia Bóg, a według drugich psychoterapia. Jedni uważają, że prawdziwy alkoholik jest bezsilny wobec alkoholu, a drudzy próbują uczyć alkoholików kontrolowanego picia. Itd. Itd. Itd.
Dlatego te fragmenty książki „Historia AA w Polsce”, wyjątkowo ciekawe swoją drogą, proponuję traktować dość… ostrożnie. Esej to forma literacka ujmująca temat w sposób subiektywny.

Kapitalne są wspomnienia z czasów otwierania pierwszych grup polskojęzycznych poza granicami Polski. Historia kilku z nich sięga do czasów, gdy w Polsce Wspólnota AA jeszcze nie istniała. Zawiera książka historię powstawania (czasem też zamykania) AA-owskich biuletynów. Ciekawa jest relacja na temat ewolucji spotkań w Carlsbergu i wielu, wielu innych jeszcze wydarzeń, zwłaszcza tych bardziej kontrowersyjnych. Dzięki „Historii AA w Polsce” i z perspektywy czasu, można sobie wyrobić – na spokojnie – własne zdanie na ich temat.

Tadeusz z grupy AA „Ster” wykonał niesamowitą pracę. Zebrał relacje ze wszystkich Konferencji, poskładał w jedną całość historię wszystkich regionów i wszystkich intergrup, uporządkował chronologię (gdzie to było możliwe) – zrobił to w ramach służby, czyli po prostu za darmo, i zapewne zdając sobie sprawę, że wszystkie te sprawozdania i dane, w pełni zainteresują stosunkowo niewielką liczbą osób. To rzetelna praca, która powinna zostać wykonana choćby po to, żeby Wspólnota AA w Polsce nie popełniała stale tych samych błędów, żeby nie zapomniała o swoich korzeniach, jednak porywające samo w sobie, coś takiego często nie jest. Kto będzie się ekscytował, rozciągającą się na sześć stron tabelą, zawierającą listę przewodniczących, zastępców i sekretarzy komisji KSK w latach 1995-2017?

Dziękuję Tadeusz – nikt inny nie mógł się podjąć tak żmudnej pracy i skończyć jej, nie tracąc pogody ducha.


Na koniec anegdota. Napisałem kiedyś wypracowanie, z którego byłem bardzo dumny. Aż do momentu, kiedy okazało się, że pani nauczycielka mocno obniżyła mi ocenę z niego za styl, a dokładnie chodziło o trzy razy powtórzone stwierdzenie „warto zauważyć/wspomnieć/dodać”. Mnie się to wydawało takie… poważne, dojrzałe, polepszające jakość tekstu. Pani od polskiego twierdziła, że jest wprost przeciwnie. Przekonywała, że gdyby coś niewarte było zauważenia, to bym przecież o tym nie pisał. Że zdanie „Władysław Kozakiewicz zdobył tytuł mistrza olimpijskiego” jest prostym, jasnym komunikatem, natomiast „Warto zauważyć, że Władysław Kozakiewicz zdobył tytuł mistrza olimpijskiego” – jest bombastyczne i udziwnione. Że jeśli w tekście zbyt wiele razy występuje „warto”, to czytelnik zaczyna podejrzewać, że reszta tekstu nie jest nic warta. I wreszcie, że jest to maniera autorów tekstów, którym płaci się od liczby znaków. W każdym razie oduczyła mnie tego dość skutecznie. Wredna baba… :-)




[1] Rekomendacja to pozytywna opinia wydana o kimś lub  pozytywna lub negatywna ocena wartości spółki i jej akcji wydana przez doradcę giełdowego, w „Historii” wydaje się to być  raczej decyzja, zalecenie, wydane przez konferencję.
[2] Tadeusz, „Historia AA w Polsce” tom II, Fundacja BSK AA w Polsce, 2019, s. 79-80.
[3] Tamże, s. 232,
[4] Tamże, s. 248.
[5] Tamże, s. 342.