niedziela, 3 września 2023

Jesteśmy w punkcie wyjścia?

Większość wypowiedzi na mityngu, w którym uczestniczyłem, była nie na temat, czysto teoretyczna i spekulacyjna, ale jedna z tych teorii nawet mnie zainteresowała. Alkoholik powiedział mniej więcej coś takiego:
Wyobraźmy sobie, że została wynaleziona pigułka na alkoholizm. Lekarstwo tanie, skuteczne w stu procentach, bez skutków ubocznych, dostępne dla każdego. Ale ja bym go nie wziął. Mnie się stan obecny i moje aktualne życie podoba tak bardzo, że nie mam potrzeby niczego tu zmieniać, korygować, poprawiać.

Wracając do domu, wyliczałem sobie w myślach tak: choroba trwała (niektórzy mówią, że nieuleczalna), choroba chroniczna (czyli ma albo może mieć nawroty), choroba, która wymusza realizację pewnych sugestii programowych, jeśli się chce z nią żyć bez większych cierpień, choroba, która powoduje pewne komplikacje natury medycznej (organizm alkoholika inaczej reaguje na anestetyki, środki przeciwbólowe, narkozy itp. – o tym akurat coś wiem z praktyki, niestety). I w takich warunkach miałbym zdecydować, że wolę być chory niż zdrowy?

Ćwierć wieku temu już na swoich pierwszych mityngach słyszałem takie oto stwierdzenia: cieszę się, że jestem alkoholikiem, bo dzięki temu mogę się rozwijać (jakby do rozwoju osobistego lub duchowego alkoholizm był niezbędny) oraz: nie jestem zdrowy i nie chcę wyzdrowieć, bo to by znaczyło, że mogę się napić (zdrowi ludzie czasem używają alkoholu, ale co z tego, skoro im to nie szkodzi?). Więc wygląda na to, że przez cały ten czas albo nic się u nas nie zmieniło, albo Wspólnota zatoczyła koło – znajdujemy się ciągle w punkcie wyjściowym.

I znowu przypomina mi się fragment „Przebudzenia de Mello: Większość ludzi twierdzi, iż pragnie jak najszybciej opuścić przedszkole. Ale nie wierz im. Nie mówią prawdy. Jedyne, czego naprawdę chcą, to by naprawić im popsute zabawki. „Oddaj mi moją żonę”. „Przyjmij mnie znowu do pracy”. „Oddaj mi moje pieniądze”. „Zwróć mi moją wcześniejszą reputację”. Tego właśnie naprawdę chcą. Pragną, aby zwrócić im dotychczasowe zabawki (życie). Tylko tego, niczego więcej. Psychologowie twierdzą, że ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcą naprawdę wyzdrowieć. W chorobie jest im dobrze. Oczekują ulgi, ale nie powrotu do zdrowia. Leczenie bowiem jest bolesne i wymaga pracy, wyrzeczeń.

Czemu miałbym się dziwić, że ludzie psychicznie chorzy uważają, że stan chorobowy jest lepszy niż zdrowie? Zaskoczyło mnie tylko miejsce, w którym to słyszałem. Podczas mityngu grupy AA mieliśmy dzielić się doświadczeniem, siłą i nadzieją, że możemy wspólnie rozwiązać problem alkoholizmu, a nie… afirmować chorobę alkoholową. Ale może się mylę.



piątek, 1 września 2023

Koło z krótkim promieniem

Uczestniczyłem w mityngu AA. Jak to zwykle bywa latem, tematy dotyczyły zadośćuczynień, planów na ich realizację, budowania gotowości, sporządzania list osób skrzywdzonych itp. Tematem był też tekst z „Codziennych refleksji”, który jakoś nikogo nie zainteresował oraz dodatkowy temat, dotyczący list osób skrzywdzonych z Kroku IV oraz VIII i ewentualnych różnic między nimi.

Cztery albo pięć wypowiedzi było w stylu: Ja tam Kroków VIII i IX nie rodziłem, ale powiem, że… I tu następowała prezentacja własnych, teoretycznych rojeń na temat tych elementów Programu. Chyba najdziwniejsza była wypowiedź o zadośćuczynieniach w wykonaniu alkoholika z czterodniową abstynencją (sic!). Ale była też ciekawa wersja listy czy tabeli osób skrzywdzonych, która miała zawierać tylko imiona – żadnej informacji, co tym ludziom zrobiliśmy, nic takiego, same imiona: Kazik, Zosia, Ziutek, Ewa, Asia, Kasia, Basia… To mnie zaintrygowało, ale nadal nie wiem, co by z takiego zbioru imion miało wynikać.

Ktoś długo opowiadał o godzinnym siedzeniu na ławce, bo za wcześnie przyszedł na mityng, wraz z wielokrotnie powtarzaną do tego informacją o swojej kilkunastoletniej abstynencji. Myślałem, że będzie do tego jakaś puenta, ale nie było.
Na sam koniec, gdy prowadzący spytał, czy ktoś jeszcze chciałby zabrać głos, bo mityng powoli się kończy, zgłosił się alkoholik, zawiadomił, że niedługo będzie miał rocznicę i zaczął opowiadać swój piciorys. Znowu zestrzygłem uszami, bo miałem nadzieję, że powie coś o tym, jak i co zrobił, żeby wytrzeźwieć, ale poza ogólnikami (praca nad sobą, zmienianie siebie, terapia), nie było w tej wypowiedzi nic, zwłaszcza nic o Programie AA – niemniej weteranowi gratuluję.
Ostatecznie wypowiedzi kompletnie nie na temat było na tym spotkaniu z 80%.

Jest takie powiedzenie: historia kołem się toczy. Może w tym przypadku promień tego koła jest wyjątkowo krótki? Bo takie mityngi o problematycznej zawartości i wątpliwej wartości, to ja całkiem dobrze jeszcze pamiętam. I tylko nie jestem pewien, po co znowu miałbym brać udział w spotkaniach, w których nie ma mowy o rozwiązaniu problemu alkoholizmu? Bo problem polega na tym, że akurat tę grupę znałem, jako jedną z najbardziej skoncentrowanych na Programie. Merytoryczny poziom jej mityngów był bardzo wysoki. Jakieś 5-10 lat temu pojedyncze wypowiedzi nie na temat zdarzały się na tej grupie nie częściej niż raz na miesiąc. Koło się obróciło...



środa, 30 sierpnia 2023

Nikt nam nie będzie mówił...

W najnowszym biuletynie „Mityng” czytałem tekst, z którego wynika, że w polskiej wersji AA w wielu miejscowościach nadal trwa niecny proceder przyjmowania lub nieprzyjmowania nowych do AA. Lata lecą, trzeźwych ludzi podobno cechuje gotowość na zmiany i otwarta głowa, ale… przecież nikt nam nie będzie mówił, jak mamy prowadzić mityngi, co i jak mamy robić, jaką władzę sobie przydzielać, a innym odbierać.
Pamiętam, jak w 2012 roku pisałem: I Krajowy Zjazd AA (1984 rok) wyprodukował dokument o charakterze orędzia do narodu pt. „Posłanie do wszystkich Polaków uzależnionych od alkoholu, którzy wciąż jeszcze cierpią”. Czytamy w nim m.in.: „My, Anonimowi Alkoholicy (…) zwracamy się do Was z pytaniami: czy alkohol jest problemem w Waszym życiu, czy chcecie przestać pić? Jeżeli odpowiecie twierdząco na te pytania – my, Anonimowi Alkoholicy, czekamy, by Wam pomóc…” (informacja z książki „Historia AA w Polsce). Tak więc wiadomo już, skąd wzięły się sławetne dwa pytania zadawane nowicjuszom. Kto jednak uznał, że prowadzącemu wolno stawiać innym alkoholikom jakiekolwiek warunki i przyjmować ich (albo i nie) do Wspólnoty AA, nadal pozostaje tajemnicą.

10-15 lat temu, gdy chętnych do realizacji Programu było znacznie więcej niż sponsorów, niektórzy alkoholicy z moich okolic sądzili, że za lat dziesięć grup „staropolskich” będzie już bardzo niewiele, będą tworzyć jakiś egzotyczny skansen AA-owski. Śmiali się ze mnie, że jestem pesymistą skoro stawiam na proporcje w okolicach 50/50.
Obecnie działa w Polsce ze 2600 grup AA. Takich, których członkowie realnie realizują Program (jedyne co Wspólnota AA ma do zaoferowania), jest zapewne 80-150, a pozostałe grupy? Albo są wobec Programu Dwunastu Kroków obojętne, albo z nim i ze sponsorowaniem zaciekle walczą. Nie wiem, czy wystarczy stwierdzić, że alkoholizm to poważna choroba psychiczna... :-(

poniedziałek, 21 sierpnia 2023

Samo sedno czyli istota AA

 Jeżeli martwota duchowa alkoholika ma zostać czymś wypełniona w AA, to lepiej żeby to było indywidualne duchowe dzielenie się doświadczeniem, siłą i nadzieją. Robienie dogmatów z Kroków, Tradycji czy Koncepcji to zniszczenie duchowej Wspólnoty i przekształcenie AA w sektę.

[Fragment tekstu „A może ogon macha psem” - Does the Tail Wag the Dog z Grapevine, June 1999]

https://meszuge.blogspot.com/2011/02/pies-macha-ogonem.html


Program Dwunastu Kroków zbyt często zatrzymywał się na rozwiązywaniu problemów, pomijając tym samym poziom ekstazy, czyli pełne ufności intymne spotkanie z Bogiem, które Jezus konsekwentnie nazywał „ucztą weselną”. W rezultacie całemu światu pozostawało trudne zadanie życia z jeszcze trudniejszymi „trzeźwymi alkoholikami”. Tacy ludzie nie piją już alkoholu i nie biorą narkotyków, ale ich myślenie, oparte na schemacie „wszystko albo nic”, zaburza i niszczy większość spokojnych i czystych relacji. [Richard Rohr, „Oddychając pod wodą”]



niedziela, 20 sierpnia 2023

Pytania do Konferencji AA

W najnowszej Skrytce znalazłem elaborat alkoholika podpisany "Delegat narodowy – po służbie".

Moje pierwsze pytanie brzmi:
Od kiedy w AA jest funkcja, stanowisko lub służba "delegat narodowy - po służbie"? Czy należy przez to rozumieć, że pojawiła się też służba "prowadzący mityng - po służbie" i inne takie?

Ów alkoholik wymyślił, że votum nieufności jest niezgodne z Koncepcjami AA i jest karaniem osoby pełniącej służbę. Votum nieufności nie jest karą, ale informacją: "w związku z twoimi działaniami nie mamy już do ciebie zaufania" (ewentualnie także "za dalszą służbę już ci dziękujemy"). Jest to konsekwencja działania lub zaniechania sługi, a nie kara. Ale to jest typowe dla nietrzeźwych alkoholików, że uważają konieczność ponoszenia konsekwencji swoich działań za karę lub krzywdę.

Moje drugie pytanie brzmi:
Czy AA w Polsce (w tym Konferencja) uważa, że nie można odebrać służby alkoholikowi, gdy w wyraźny sposób szkodzi Wspólnocie swoimi działaniami (na przykład kłamstwami albo wyłudzaniem pieniędzy), psuje opinię AA, zraża i/lub wykorzystuje nowicjuszy? Czy celem takich działań jest stworzenie w polskiej wersji AA grupy ludzi bezkarnych, których działania wręcz nie wolno ocenić pod żadnym pozorem?

Sens przesłania zawartego w Gwarancjach Dwunastej Koncepcji jest taki: osoby pełniące służby w AA nie powinny zajmować się sprawami (podejmować decyzje itp.), które mogłyby spowodować pociągnięcie ich do odpowiedzialności karnej. Nie powinny się w ogóle zajmować takimi sprawami, a nie że są bezkarne bez względu na to, co robią lub zrobią!

Moje trzecie pytanie brzmi:
Czy zdanie "Działania Konferencji nigdy nie mogą powodować pociągnięcia jej członków do odpowiedzialności karnej..." dotyczy bezkarności, czy może ogranicza zakres spraw, którymi Konferencja się zajmuje?


Widzę, że moje wątpliwości i pytania już "wyciekły", więc niech będą też i tu...


sobota, 12 sierpnia 2023

Informowanie o zapiciach

W komentarzach pod moim wpisem, zawierającym tylko i wyłącznie informację o planowanych warsztatach WK, pojawiło się pytanie: „Pojąć nie mogę, w jakim celu ktoś informuje wszystkich o zapiciu kogoś innego… Czemu ma to służyć? W czym miałoby, i komu, to pomóc?”. W sumie to dość ciekawe zagadnienie, tak w ogóle. Postanowiłem przepuścić te wątpliwości przez pryzmat własnych obserwacji, przeżyć i doświadczeń w AA.

Przez pierwsze pół roku na terapii, w AA i ze sponsorem, nie umiałem utrzymać abstynencji. Co kilkanaście dni, co kilka tygodni, wracałem do picia. Nikomu o tym nie mówiłem, przekonany, że przecież dopiero zaczynam, więc prędzej czy później tej całej trzeźwości się nauczę. Ten stan powodował koszmarny wstyd, wyrzuty sumienia, poczucie winy, przekonanie, że jestem gorszy, strach, że może jednak nigdy się nie nauczę itp. Te paskudne uczucia i emocje powodowały kolejne ucieczki do alkoholu.
Gdyby w tym okresie ktoś powiedział mojemu sponsorowi albo na terapii, że piję, ten zaklęty krąg cierpienia mógłby zostać przerwany i to w moim interesie. Ale nikt nie zgłosił – nie wiem, czy nikt nie wiedział, czy może wiedział, ale kierował się pijacką lojalnością*, częstą w tym środowisku do dziś i to wśród rzekomo trzeźwych ludzi.

Podopieczny, z którym się rozstałem. Trafił do mnie wkrótce po kolejnym zapiciu, ale w sumie w AA był już ponad siedem lat. Zauważyłem, że manipuluje tymi informacjami. Zabierając głos na mityngach zawsze wtrącał, że wstąpił do AA ponad siedem lat temu. Nigdy nie zdradził, że ma cztery miesiące abstynencji. Niby nie kłamał, ale przekaz był ewidentnie zafałszowany. A że gadał dość składnie, alkoholicy zaczynali prosić go o sponsorowanie. Dwa lata później dowiedziałem się, że odmawiał, twierdząc, że sponsor mu zabrania i to nie wiadomo, dlaczego. Zaproponowałem mu, żeby wypowiadając się na mityngu, przestawiał się: mam na imię Ziutek, jestem alkoholikiem, mam w tej chwili cztery miesiące abstynencji. Albo, żeby się nie odzywał. Wkrótce potem rozstaliśmy się, bo nie był w stanie sprostać temu wymogowi i nadal wprowadzał w błąd uczestników mityngów i wabił potencjalnych podopiecznych. Przy rozstaniu dałem mu wyraźnie i stanowczo znać, że jeśli spróbuje pracować z podopiecznym (bez skończonego Programu i z zakłamywanym okresem abstynencji), to opowiem na mityngach, jak to z nim jest, czyli ostrzegę nowicjuszy. W sumie nie wiem na pewno, czy bym to zrobił, ale Ziutek niedługo potem zniknął z AA, prowadzi jakieś biznesy, zarabia kupę forsy i… szuka kogoś, kto by go przeprowadził przez 12 Kroków dla Pracoholików.

Alkoholik i terapeuta. Był moim prowadzącym na zamkniętym odwyku, bardzo go lubiłem i szanowałem. Kiedy wrócił do picia, dyrekcja się o tym dowiedziała wcześniej niż środowisko, ale sprawę trzeba było upublicznić, bo zaczął pożyczać pieniądze od swoich dawnych klientów. Tego, co zdążył pożyczyć, nigdy nie oddał, bo wkrótce się zapił.

Akcji związanych z finansami było zresztą dużo więcej wśród alkoholików, którzy wrócili do picia. Jeden nawet naciągnął moją byłą żonę na zakup jakiegoś lipnego miodu, przedstawiając się jako mój kolega z AA i to przysłany przeze mnie. Trudno, żebym byłą żonę na bieżąco informował o zapiciach wśród swoich znajomych, więc nie wiedziała, a ja straciłem kilkanaście złotych.

Znam sporą liczbę alkoholików, którzy – jak ja na początku – nie przyznawali się do zapić, ale też i takich, którzy bagatelizowali swoje zapicia i próbowali sponsorować dalej. Jeden przypadek pamiętam dokładnie, zresztą działo się to stosunkowo niedawno. Zapił alkoholik i pił trzy dni. Wcześniej miał dwanaście lat abstynencji. Uznał w rozmowie, że trzy doby do dwunastu lat, to głupstwo, prawie się nie liczy, ale on – chcąc być uczciwy (sic!) – przesunie datę swojej rocznicy o trzy dni i będzie w porządku.
Wyjątkowo ciekawy może być przypadek alkoholika, który po dwutygodniowym piciu próbował nadal sponsorować, a kiedy w kuluarach, bo jeszcze nie publicznie, zwrócono mu uwagę, odparł, że on ma prawo (sic!) nadal sponsorować, bo tak zdecydował jego sponsor. Sponsor potwierdził, uznał, że przecież facet przez dwa tygodnie picia nie zapomniał wszystkiego o Programie, nadal ma wiedzę o technice sponsorowania, więc w czym problem?

Kiedy jeszcze zdarza się, że trzeba ujawniać sprawę? Gdy, na przykład, alkoholik twierdzi, że znalazł lekarstwo na alkoholizm i planuje je sprzedawać innym. Tak było z moim znajomym jakieś dwadzieścia lat temu. Wyczytał gdzieś, że pomagać alkoholikom może korzeń kudzu i zaczął nim handlować w środowisku AA. Próbował nadal robić ten interes nawet wtedy, gdy już wrócił do picia. Gdy ktoś go zobaczył pod wpływem, to i to starał się wykorzystać na swoją korzyść, bo twierdził, że jest to właśnie dowód, że kudzu działa, a on może pić kontrolowanie.

Przykładów, gdy trzeba ujawnić, że alkoholik wrócił do picia, bo nie zrobił tego sam, może być zapewne znacznie więcej, ale ważne wydają się też intencje takiego działania, jego motywy. Chcę pomóc alkoholikowi i/lub ostrzec jego potencjalne ofiary, czy może chcę się popisać, że wiem coś, czego jeszcze nie wiedzą inni? Ale intencji nikt nie ma wypisanych na czole, więc każdy musi się z nich rozliczać sam, we własnym sumieniu.

Czy zatem zaufanie wymaga, byśmy oślepli na motywy postępowania innych ludzi albo nasze własne? Nic podobnego; byłoby to czystym szaleństwem. Z pewnością każdą osobę, której pragniemy zaufać, powinniśmy oceniać pod kątem zarówno jej zdolności do wyrządzenia krzywdy, jak i zdolności do świadczenia dobra. Taka prywatna ocena pokaże nam, w jakim stopniu możemy sobie pozwolić na zaufanie w każdej konkretnej sytuacji. [„Jak to widzi Bill”]

Często, gdy robimy przegląd dnia, jedynie bardzo wnikliwa analiza może wydobyć na jaw nasze rzeczywiste motywy. Zdarzają się jednak przypadki, gdy w grę wchodzi nasz odwieczny wróg - racjonalizacja, czyli samousprawiedliwiania, które wybiela nasze ciemne postępki. Ulegamy wtedy pokusie uwierzenia, że postąpiliśmy w imię słusznych racji i motywów, chociaż wcale tak nie było. [„Jak to widzi Bill”]

Kiedy lepiej trzymać gębę na kłódkę? Kiedy nie wiesz na pewno, kiedy tylko tak ci się wydaje, gdy informacja pochodzi z mało wiarygodnego źródła. Najpierw sprawdź, później skontaktuj się z alkoholikiem, który zapił, oferując pomoc i wsparcie, ale jeśli idzie w zaparte, zakłamuje fakty i próbuje nadal szkodzić innym, to już raczej nie ma wyjścia. Bo nasze wspólne dobro jest najważniejsze, a nie samopoczucie udającego trzeźwość alkoholika. Picie jest objawem i manifestacją choroby alkoholowej. Ukrywanie objawów choroby nie wydaje się ani korzystnym, ani trzeźwym pomysłem.


---
* Pijacka lojalność: ręka rękę myje, ja ciebie nie zakapuję, w ty w razie czego nie zakapujesz mnie, trzeba żyć i dać żyć innym, się wie, szafa gra, my, przyjaciele z AA wiemy, jak jest.