poniedziałek, 27 maja 2024

AA - nie tylko miłość i służba

Andy F. napisał broszurę o fanatykach i fanatycznych nurtach w AA. Jest ona dostępna do pobrania po polsku ze strony: https://aaforagnostics.com/  A to wstęp autora do tej publikacji:

Kochani
W ostatnich czasach zetknąłem się z religijnym fundamentalizmem w AA. Uważam, że to fanatyczne podejście do zdrowienie z alkoholizmu jest zagrożeniem dla wielu członków naszej wspólnoty, zwłaszcza dla, często zagubionych i zdesperowanych, nowicjuszy.

Fundamentalistyczne grupy AA praktykują wysoce kontrolujący, autokratyczny i zastraszający styl sponsorowania. Podstawowym ich przesłaniem jest: „jeśli nie uwierzysz w Boga, to umrzesz z powodu alkoholizmu”. Ci z nas, którzy zetknęli się z takimi grupami, zgłaszają negatywne skutki tych doświadczeń. Ja sam również byłem świadkiem podobnych praktyk.

Poczułem się w obowiązku do napisania tej książki, ponieważ AA jasno stwierdza, że jest programem duchowym, nie religijnym, a "miłość i tolerancja wobec innych jest naszym kodeksem postępowania” (Wielka Księga, "Do czynu", str. 84). Przyznaję, że fundamentalizm religijny może być skuteczny w przypadku niektórych alkoholików. Sądzę jednak, że w ostatecznym rozrachunku, niemożliwe jest doprowadzenie kogokolwiek do duchowego przebudzenia przez sponsorów stosujących przymus i manipulację.

Jeśli uważasz, że może być przydatna, podziel się nią z innymi.
W służbie
Andy F.






Sławny telefon w hotelowym lobby.



sobota, 18 maja 2024

Dawno temu w Woźniakowie

Praca na warsztacie 12 Kroków w Woźniakowie zorganizowana jest przez grupę KzK w niewielkich, zwykle kilkuosobowych grupach, bo to nie wykład dla całego audytorium, ale raczej swobodna wymiana doświadczeń, jakby burza mózgów. Alkoholicy pracują w grupach Kroków I-III, IV-VII, VIII-XI i dalej. Więc na początku należy zawiadomić organizatorów, w grupie których Kroków planuje się czy potrzebuje pracować.

Alkoholiczka przyjechała na taki warsztat pierwszy raz w życiu. Byłem przy tym, jak zapytano ją, do której grupy chce się zapisać. Zaczęła wtedy na głos myśleć i było to coś takiego: Że jestem tą alkoholiczką przekonali mnie na terapii. Jestem katoliczką, więc wierzę, że Bóg może mnie uzdrowić i ja się na to zgadzam, to trzy pierwsze Kroki mam zaliczone. Przed przyjazdem do Woźniakowa byłam u generalnej spowiedzi, więc Kroki IV-V też mam już za sobą. Przy okazji pomodliłam się o gotowość, żeby Bóg uwolnił mnie od moich wad, więc i Kroki VI-VII zaliczyłam. Wychodzi na to, że powinnam się zapisać do grupy Kroków VIII-XI.

Wielu alkoholików uważa, że postawili Kroki albo przynajmniej niektóre z nich, podczas terapii odwykowej albo w kościele. To nie jest zła wola, ani głupota – po prostu się nie znają, nie mają pojęcia, o co tu chodzi. Jednak nawet w AA i to od lat, bywają alkoholicy, którzy kombinują, co by tu zrobić, żeby w ramach Programu czegoś jednak nie robić. I w tym przypadku jest to działanie celowe i świadome.

Jak powiedział Charlie (Joe&Charlie Big Book Study): Czasami przy Krokach 6 i 7 tracimy zapał. Może to dlatego, że te Kroki w Wielkiej Księdza zajmują tylko dwa akapity. Zaczynamy pojmować, że są to właściwe narzędzia przemiany w programie. Kroki 6 i 7 są narzędziami zmiany. Kroki 1, 2 i 3 pomogły nam rozpoznać problem, znaleźć rozwiązanie i podjąć decyzję. W Kroku 4 przeprowadziliśmy rozrachunek, który pozwolił nam zobaczyć, co wymaga zmiany. Omówiliśmy te sprawy z drugą osobą (Krok 5). Wynikiem tych pierwszych pięciu Kroków programu są Kroki 6 i 7, dwa potężne narzędzia, które mamy zastosować w naszym życiu. Nasze życie zależy od tego, jak zastosujemy Kroki 6 i 7. Charlie przypomina nam, że to nie Bóg wykonuje te Kroki... my to robimy. Te Kroki są w praktyce bardzo trudne... bardzo trudne. Wielka Księga mówi, że są one „proste, ale niełatwe”.

A alkoholiczkę, o której pisałem na początku, widziałem później w którejś z grup Kroków I-III (chętnych było wyjątkowo dużo, więc powstały trzy takie grupy) – widać organizatorzy jakoś delikatnie pomogli jej zrozumieć, na czym to polega, a głównie, że Kroki stawia się ze sponsorką, a nie z księdzem lub terapeutą.

niedziela, 12 maja 2024

Ofensywa fanatyzmu w AA

Od bardzo dawna obserwuję zmiany w polskiej wersji AA, bo nie jest prawdą, że tu nic się nie zmienia, że wszystko jest po staremu, i ostatnie, co zauważyłem, to nasilenie agresywnego fanatyzmu.

Od kilkunastu lat grupa Krok za Krokiem (ta, która organizuje warsztaty Kroków w Woźniakowie) prowadziła też internetowy warsztat Kroków i Tradycji. Dostępny dla wszystkich opis tego przedsięwzięcia: „Krok za Krokiem to internetowa grupa anonimowych alkoholików, której głównym celem jest coraz lepsze poznawanie Programu 12 Kroków i 12 Tradycji Anonimowych Alkoholików oraz dzielenie się doświadczeniem, wynikającym z praktycznej ich realizacji we własnym życiu. Nasze wirtualne i realne spotkania mają charakter warsztatu”.

Kilka dni temu warsztat KzK przestał działać, a administrator otrzymał taką oto informację:
We're letting you know that we've permanently removed the content at https://groups.google.com/d/forum/krok-za-krokiem
Why did this happen? An external report flagged the content for illegal content or policy violations. As a result, our legal content and policy standards team removed the content for the following reason: unwanted content.
Learn more.
You can learn more about our content policies and enforcement at our help center.
What you can do next. You may have the option to pursue your claims in court. If you have legal questions or wish to examine legal options that may be available to you, you may want to consult with your own legal counsel.

Tłumaczenie maszynowe:
Informujemy, że na stałe usunęliśmy zawartość strony https://groups.google.com/d/forum/krok-za-krokiem.
Dlaczego tak się stało?
Zewnętrzny raport oznaczył zawartość jako nielegalną lub naruszającą zasady. W rezultacie nasz zespół ds. treści prawnych i standardów zasad usunął zawartość z następującego powodu: niechciane treści.
Dowiedz się więcej.
Więcej informacji na temat naszych zasad dotyczących treści i ich egzekwowania można znaleźć w naszym centrum pomocy.
Co możesz zrobić dalej. Użytkownik może dochodzić swoich roszczeń w sądzie. Jeśli masz pytania natury prawnej lub chcesz przeanalizować dostępne opcje prawne, możesz skonsultować się z własnym radcą prawnym.


Około czterystu użytkowników. Jedni przychodzili, inni odchodzili. Jeśli się komuś znudziło, to w każdej wiadomości e-mail, był link do wypisania się z warsztatu jednym kliknięciem. W każdym razie było to znacznie łatwiejsze niż zgłaszanie „niechcianych treści”, bo to już trzeba wiedzieć, jak i gdzie albo taką informację znaleźć.

Nie chcę czegoś czytać, to nie czytam, nie chcę w czymś brać udziału, to rezygnuję z uczestnictwa – ale to byłoby zdecydowanie zbyt proste dla nietrzeźwego alkoholika fanatyka. I zbyt egoistyczne. Więc na pewno donosiciel zrobił to dla dobra nowicjuszy. Żeby to oni nie natknęli się na niewłaściwe lub niepożądane – według niego – treści. Na przykład na straszną informację, że nie trzeba koniecznie być człowiekiem wierzącym i religijnym, żeby wyzdrowieć z alkoholizmu.

Kolega zaproponował utworzenie nowego takiego warsztatu. Zapewne to dobry pomysł, ale ja w nim nie wezmę już udziału. Nie chce mi się i nie uważam za sensowne angażowanie sił i środków w organizację przedsięwzięcia, które może zostać zablokowane przez jakiegoś fanatyka, gdyby okazało się, że jacyś uczestnicy warsztatu, ośmielili się mieć inne doświadczenia i przekonania na temat Kroków lub Tradycji AA, niż on sam.

Aleksander Wielopolski (XIX-wieczny polityk, ordynat pińczowski, zwolennik reform) twierdził, że dla Polaków można czasem coś dobrego zrobić, ale z Polakami nigdy… [„Alkoholik”, Meszuge, WAM, s. 15].

piątek, 12 kwietnia 2024

Zdolność do zmian i rozwoju

Spotkałem się z prośbami, żebym jakoś spowodował wznowienie książki „Krok za Krokiem”. W końcu mi się to udało, choć w sposób, który technicznie nie do końca mnie satysfakcjonuje, ale mniejsza z tym. Żeby ewentualnie udostępnić trzecie wydanie tej książki, musiałem dokładnie przejrzeć i zaktualizować całą jej treść. Podejrzewałem, że może się ona okazać tak bardzo nieaktualna i niedzisiejsza, że łatwiej będzie napisać nową książkę, niż poprawiać stare wydanie.

Pierwsze wydanie „Alcoholics Anonymous: The Story of How Many Thousands of Men and Women Have Recovered from Alcoholism” ukazało się w USA w 1939 roku. W środowisku Anonimowych Alkoholików książka ta nazywana jest potocznie Wielką Księgą (ang. The Big Book, polski skrót: WK), co należy rozumieć jak najbardziej dosłownie, gdyż wynika z jej pokaźnych wymiarów i znacznej wagi. Mimo wielu prób i pomysłów ta pozycja przez wszystkie te lata nie uległa żadnej znaczącej zmianie. Jest to podstawowy przekaz Wspólnoty, fundament. Zupełnie czym innym są moje książki, bo zbudowane na osobistych doświadczeniach i przeżyciach, w naturalny sposób zmieniają się wraz z upływem czasu. Zresztą, trudno byłoby zakładać, że przez ostatnią dekadę, niczego nowego się nie dowiedziałem, nie nauczyłem, nie doświadczyłem i nie zrozumiałem. Przecież rozwój duchowy jest, a przynajmniej może być, nieskończony.

W czasach zmian świat należy do tych, którzy się uczą, podczas gdy Ci, którzy już się „nauczyli”, okazują się świetnie przygotowanymi do życia w świecie, który już nie istnieje [Eric Hoffer, amerykański pisarz, zajmujący się głównie problematyką filozofii społecznej].

Pierwsze wydanie „Krok za Krokiem” ukazało się w roku 2014. Minęło ponad dziesięć lat, więc można by się spodziewać znaczących zmian w środowisku, w którym bardzo ważna jest podobno otwarta głowa (umysł) i gotowość na zmiany. Wygląda jednak na to, że wartości te, istotne są jedynie teoretycznie i w pustych deklaracjach.
W nowym wydaniu usunąłem dwa teksty, bo dotyczyły określonych wydarzeń sprzed kilku lat – dzisiaj mogłoby być trudno zorientować się młodszym czytelnikom, o co chodzi; dołożyłem ze trzy, uporządkowałem cytaty, wprowadziłem trochę drobnych korekt, na przykład takich, polegających na zamianie „jest” na „było”, co jest chyba oczywiste w związku z upływem czasu. Poza takimi drobiazgami cała reszta okazała się jak najbardziej dzisiejsza i aktualna.
Właściwie to chyba powinno być zatrważające – przez dziesięć i więcej lat nie zmieniło się w tym środowisku nic albo tylko na gorsze*. Obecnie aktualne i nadal omawiane są dokładnie te same tematy, kwestie i problemy, jakimi zajmowaliśmy się kilkanaście lat temu. Także te, które pamiętam sprzed 25 lat. A czy nie z AA pamiętam słowa, że jeśli się nie rozwijamy, nie idziemy do przodu, to właściwie się cofamy?

Na początku XX wieku w powszechnym użyciu były lampy naftowe i świece. Technika przycinania knotów tych lamp i świec była ważna… wtedy. Ale świat nieustannie się rozwija i zmienia. Nie tylko w kwestiach technicznych, choć możliwe, że to jest najbardziej widoczne. Kolejne pokolenia startowały z innego już poziomu wiedzy, umiejętności, doświadczeń itd. i same z kolei przesuwały granice.

Od powstania AA minęły prawie cztery pokolenia, natomiast odnoszę wrażenie, że przez cały ten czas, rozwój czy zmiany są minimalne, powierzchowne, a może wręcz żadne. Czy za istotną i znaczącą zmianę można uznać to, że na niektórych mityngach (niewielu) nie ma już przerwy na papierosa? Jakbyśmy byli, jako całość, kompletnie niezdolni do jakiegokolwiek rozwoju. Do tego rozpaczliwie bronimy się przed najmniejszymi nawet zmianami, choćby wynikały z naszych własnych doświadczeń.

Zastanawiam się w związku z tym, czy to, co się dzieje, a może właśnie nie dzieje, wynika z choroby psychicznej lub umysłowej o nazwie alkoholizm, czy pewnych niedostatków, braków albo słabości samej Wspólnoty…


---
* Gdyby ktoś pytał o te zmiany na gorsze, to za takie właśnie uważam próby przekształcenia AA-owskiego Programu działania w program modlitewno-powierzalny, to jest ewidentnie religijny.

niedziela, 17 marca 2024

Sens szukania dziury w całym

Usłyszałem jak ktoś do kogoś powiedział „nie szukaj dziury w całym”, a zwróciłem na to uwagę tym razem ze względu na ton – była w nim złość i nawet jakby groźba. Zastanowiło mnie to.

Cytat z książki argentyńskiego psychoterapeuty: Jest dla mnie ważne, żeby używać słów w ich rzeczywistym znaczeniu. Dzięki temu zwykle jestem odpowiedzialny za to, co mówię i robię, za to, jaki jestem – za siebie [Jorge Bucay „Listy do Klaudii”].

Cóż się stanie, jeśli szukam dziury w całym, to jest w czymś, co dziury nie ma, czymś sprawnym, niepopsutym, czymś bez wad po prostu? Stracę tylko swój czas, bo skoro jest całe, to żadnej dziury nie znajdę. Tylko dlaczego moim czasem ktoś miałby się przejmować? Zwłaszcza, że komunikat wcale nie był życzliwy, nie wypływał z troski o mnie i mój czas. A co zyskam przez te poszukiwania dziury w całym? Jeszcze większe i dodatkowo na własnym doświadczeniu zbudowane przekonanie, że dziury rzeczywiście nie ma. Proste.
Jeśli jednak takie to proste, to czemu żądanie, żeby nie szukać dziury w całym, tak często jest słyszalne w środowisku AA?

Zastanawiałem się nad tym długo, może nawet cztery minuty, i zrozumiałem, że chodzi o kłamstwa i strach. Choć po prawdzie te kłamstwa też wynikają ze strachu. Jak to wygląda w praktyce? Alkoholik wie lub się domyśla, że to coś, o czym jest mowa, wcale nie jest całe, że ma dziury, że nie działa dobrze, że są błędy, wady, nierzetelność, powierzchowność, bylejakość. Tyle tylko, że boi się, że to może wyjść na jaw. Więc kłamie twierdząc, że wszystko jest w najlepszym porządku, że jest całe i bez wad. Czemu kłamie? Bo może za te wady i braki odpowiada on sam. Ale może być i tak, że jeśli nawet nie on za powstanie dziury odpowiada, to jednak jej odkrycie może spowodować konieczność podjęcia jakiegoś wysiłku, wykonania jakieś pracy, podjęcia działania, a na to, na dodatkową pracę i wysiłek, niewielu alkoholików ma ochotę.

Jeśli masz ochotę, to szukaj sobie tej dziury. Najwyżej stracisz czas, ale też upewnisz się, że jej rzeczywiście nie ma. Natomiast może być i tak, że ją znajdziesz, odkryjesz, a to pozwoli na podjęcie działań naprawczych. Bo tylko jeden rodzaj błędów nigdy nie zostanie skorygowany – błędy ukrywane i zakłamywane.

Ludzie są bardzo przywiązani do swoich przekonań. Nie dążą do poznania prawdy, chcą tylko pewnej formy równowagi i potrafią zbudować sobie w miarę spójny świat na swoich przekonaniach. To daje im poczucie bezpieczeństwa, więc podświadomie trzymają się tego, w co uwierzyli [Laurent Gounelle, „O człowieku, który chciał być szczęśliwy”].

Nie tak samo, ale podobnie, jest z pytaniem: „po co zmieniać coś, co dobrze działa?”, choć to akurat bywa już jawną manipulacją. Taką w stylu zadania maturalnego w ZSRR: kto jest twoim idolem i dlaczego Lenin? Niby pytanie, ale w sumie narzucanie pewnych przekonań. Kto twierdzi, że dobrze działa? Na jakiej podstawie stwierdzono, że dobrze działa? Masz jakąś skalę porównawczą, próbowałeś innych rozwiązań, żeby upierać się teraz, że to właśnie działa najlepiej albo lepiej od wszystkich innych sposobów i metod?
W tym przypadku też chodzi o strach. Alkoholik boi się sprawdzić czy poznać inne rozwiązania, bo jakby okazało się, że można osiągnąć efekty znacznie lepsze, to znowu wymagałoby to podejmowania kolejnego wysiłku, wykonania określonej pracy. Wygodniej jest wmawiać sobie i innym, że dobrze działa, nawet wtedy, kiedy tak naprawdę, działa zaledwie jako tako.

Oszukiwanie samego siebie, bo nie tylko innych ludzi, alkoholikom na dłuższą metę nigdy się nie opłaca – to typowe stawianie na krótkotrwałe zyski zamiast długofalowych efektów.


Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem
[Carl Gustav Jung].


piątek, 1 marca 2024

Trzeźwość czy samopoczucie

Ponad ćwierć wieku temu, doktor Sakaluk, szef opolskich odwykaczy, powiedział mi, że trzeźwość/abstynencję muszę stawiać na pierwszym miejscu w życiu, bo jeśli coś stanie się dla mnie ważniejsze od własnej trzeźwości czy abstynencji, to stracę i to coś, i abstynencję. Nie posłuchałem go, nie uwierzyłem, więc w konsekwencji straciłem dziewczynę, pracę i trzeźwość.

Podczas zajęć grupowych terapii odwykowej i w środowisku AA (Wspólnota pełniła w tamtym okresie rolę poterapeutycznej grupy wsparcia) nasłuchałem się mnóstwo o mechanizmie nałogowego regulowania uczuć i obsesyjnej potrzebie alkoholików, by stale dobrze się czuć i to bez względu na cenę. Nie miałem wątpliwości, że do pewnego czasu piłem, żeby się lepiej poczuć – to była nauka przyswojona na terapii, ale to dzięki rozmowom z Marianem i Fredem (pierwszy i drugi sponsor) zorientowałem się, że nadal poświęcam ważne dobra albo wartości dla zdobycia lepszego samopoczucia.

Choroba psychiczna to unikanie rzeczywistości za wszelką cenę; zdrowie psychiczne to pogodzenie się z rzeczywistością bez względu na cenę (Scott Peck).

Pewnego razu, choć dawno temu, odkryłem, że trzeźwość oznacza (także, wśród wielu innych) zgodę na cierpienie. Po prostu tak skonstruowane jest życie, że raz się udaje, a raz nie, raz się wygrywa, raz przegrywa… Jeśli chcę być trzeźwy, muszę pogodzić się z rzeczywistością, ale oczywiście najpierw ją poznać, i przestać się kopać z faktami. Gdy dzieliłem się tymi obserwacjami ze swojego życia na mityngach, czasem spotykałem się z agresywnym zaprzeczaniem, bo nie, życie takie nie jest i można być stale szczęśliwym, co wypowiadający się alkoholik już właściwie prawie osiągnął. Za pierwszym razem mocno mnie to zaskoczyło, ale za kolejnym uznałem, że po prostu żyjemy w różnych wersjach rzeczywistości.

Ludzie nie godzą się z rzeczywistością, próbują walczyć z uczuciami, które wywołują realne okoliczności. Tworzą wyimaginowane światy na podstawie swoich wyobrażeń, tego, co powinno być i co mogłoby być. Autentyczne zmiany można wprowadzić dopiero wtedy, kiedy się uzmysłowi sobie i zaakceptuje rzeczywistość. Dopiero wtedy możliwe jest jakiekolwiek realne działanie (David Reynolds, amerykański zwolennik japońskiej szkoły psychoterapii Mority).

Do około 2021 roku często wracałem z mityngów zamyślony, strapiony, pochłonięty rozważaniami o tym, co usłyszałem. Okazywało się bowiem, że czegoś nie wiem, nie rozumiem, nie potrafię, a więc znowu muszę w określone działania wpakować sporo wysiłku. Jednak zupełnie mnie to nie dziwiło – przychodziłem przecież właśnie po to, żeby nauczyć się, poznawać, zmieniać, rozwijać, a nie żeby poprawiać sobie samopoczucie.

Od zarania dziejów ludzie osiągali pełnię człowieczeństwa dobrowolnie i samodzielnie stawiając czoła wyzwaniom. Godność i to, co wartościowe, osiąga się za cenę cierpienia (William O`Malley SJ, „Efekt Wow").

Kiedy już minęły epidemie, zamykane albo ograniczane mityngi AA, chodzę na te spotkania rzadziej i może właśnie dlatego (obserwacja z dystansu) zauważam istotną zmianę – najważniejsze stało się dobre samopoczucie, a nie osobisty rozwój i stała duchowa aktywność. Do tego celu (poprawiania nastroju) wystarczy wyuczyć się i powtarzać kilka zaklęć, które nie muszą mieć nic wspólnego z rzeczywistością, ale za to milutko głaszczą ego, przekonują, że żaden problem czy kłopot, który się pojawił, to nie jest moja wina, że to nie ja odpowiadam za cokolwiek, że tak jak jest, jest właśnie dobrze i tak ma być, że niczego nie trzeba zmieniać.

Jakby na próbę, odrobinę prowokacyjnie, powiedziałem podczas mityngu coś, co stało w rażącej sprzeczności z przekonaniami wielu obecnych. Wydawało się, że nikt tego nie usłyszał, może nie chciał usłyszeć. Nikt nie zadał sobie nawet tyle trudu, żeby się nie zgodzić, zaprezentować swoje – odmienne – doświadczenia i przeżycia. Przyjaciele z AA nadal powtarzali swoje zaklęcia, poprawiające samopoczucie im samym i słuchaczom.

Gdy postrzeganie rzeczywistości wywołuje przykrość, wtedy poświęca się prawdę (Zygmunt Freud).

Każdy człowiek może, w granicach prawa, żyć tak, jak mu się podoba i prezentować dowolne przekonania. Problematyczna może być ta wolność w szkołach oraz w AA, czyli w miejscach, do których ludzie przychodzą, żeby nauczyć się lepiej żyć albo w ogóle przeżyć. Czy naprawdę zawsze zdaję sobie sprawę, że moje wypowiedzi ktoś może potraktować poważnie i próbować na nich budować swoje życie? Czy przekazuję posłanie/rozwiązanie AA, czy może prywatne przekonania swojej sponsorki/sponsora?