środa, 1 maja 2019

Wspólnota rozwiązań, czy...


...czy Wspólnota konfliktów?

Po wielomiesięcznej przerwie miałem ostatnio okazję do wyjątkowo szerokich kontaktów z wieloma alkoholikami z bardzo różnych miejsc w Polsce i nie tylko. Uderzyło mnie tempo, w jakim rośnie mur niezgody, niezrozumienia, braku zaufania, niechęci, między „zaufanymi sługami”, a całą resztą zaangażowanego środowiska AA. Tak, tylko zaangażowanego, bo spora część uczestników mityngów realizuje tu własne cele i głęboko w nosie ma takie sprawy i tematy. Przyszli do AA wytrzeźwieć, i może kilku osobom trzeźwość przekazać, a reszta ich nie interesuje, nie angażują się w nic więcej. I – czego długo nie rozumiałem – nie muszą, nie mają takiego obowiązku.

Kilka dni temu wpadł mi jakoś w ręce apel Felka i jego przyjaciół z Warszawy („Forum AA”), w mocno katastroficznym tonie, o treści, z której wynika, że Wspólnota AA w Polsce jest poważnie zagrożona. Zawiera on bodajże dwanaście punktów. Identyfikuję się może z trzema z nich, ale… nie o Felka i jego akcję mi chodzi. Po prostu ta ulotka skłoniła mnie do zmiany myślenia. Okazała się kroplą, która przelewa czarę. Z uzasadnionego niestety stwierdzenia, że „jest źle i będzie jeszcze gorzej” przestawiłem myślenie na: „co można by było zrobić, żeby sytuację naprawić?”.

Anonimowi Alkoholicy mają do swoich „zaufanych sług” wiele pretensji. Spora ich część jest uzasadniona. Uczestnicy mityngów zarzucają „sługom” marnotrawienie pieniędzy Wspólnoty na podróże (samoloty, hotele, paliwo, wyżywienie), z których wynika niezbyt wiele, a może i nic. Zarzucają szalejącą samowolę – przykład: Wielka Księga z 2018 roku różni się od tej z 2019, cichaczem ktoś starał się poprawić pewien błąd (strona XXI). I nadal nie wiadomo, kto to, nie wiadomo, kto podjął decyzję, nie wiadomo, jak to się stało, że jeden alkoholik, a może nie tylko jeden, ma wpływ na kolejne partie książek schodzących z maszyn drukarskich, że jeden człowiek może według swojego widzimisię (choćby w najlepszej wierze) zmieniać treść Wielkiej Księgi AA!
Kolejny przykład. Od „zaufanego sługi” stosunkowo niskiego poziomu dowiedziałem się, że (cytuję): „Powstał Zespół Powierniczy który pracuje nad wszelkimi uwagami przesłanymi do BSK a związanymi z ostatnim wydaniem/tłumaczeniem WK”. Kilka dni później inny „zaufany sługa” stwierdził, że to nieprawda, że żaden taki Zespół Powierniczy nie powstał. Wierzę, że nie jest to bezczelne kłamstwo z premedytacją, ale i co z tego – ostatecznie informacji jednego z nich nie można ufać, po prostu. Zaufanie do jednego lub obu poleciało na mordę.
Zapewne z takich lub podobnych powodów „zaufani słudzy” coraz częściej nazywani są morskimi świnkami – bo w sumie ani to świnka, ani morska. Śmieszne? No, chyba jednak nie bardzo i tylko pozornie.

Co mogą zrobić „zaufani słudzy”, żeby wróciło, jeśli kiedykolwiek było, zaufanie do osób, którym  w AA odpowiedzialne służby powierzono?

1. Jasne, czytelne, drobiazgowo dokładne, dostępne wszystkim AA i na bieżąco, sprawozdania finansowe. Od wielu miesięcy nie można się dowiedzieć, ile kosztowało tłumaczenie WK z 2018 roku. Ile kosztowało grupy AA wielokrotne tłumaczenie „Języka serca” itd.
2. Przyznawanie się do błędów, ponoszenie za nie konsekwencji oraz niezwłoczne naprawianie. Natychmiastowe przyznawanie się do błędów własnych albo grupowych ma ogromny wpływ na wiarygodność służb, a więc i zaufanie do nich. Żeby było ciekawie, to o tym właśnie, całkiem niedawno, wspominałem już w poważnym gronie. Jeden z „zaufanych sług” powalił mnie wtedy na kolana stwierdzeniem (cytuję): „Czemu ma służyć przyznawanie się do błędów? Bo niespecjalnie mogę zrozumieć cel”. Ups! Tego dalej komentował nie będę.

Tylko tyle? Ano, tak! TYLKO tyle. Transparentny system finansowy, niezwłoczne przyznawanie się do błędów oraz zgoda na konsekwencje własnej samowoli albo tylko bezmyślności (drogi kolego, spier… sprawę za bardzo, więc odbieramy ci służbę w trybie natychmiastowym).

Co mogą zrobić uczestnicy mityngów, żeby w konsekwencji poprawić poziom służb?

1. Przestać wreszcie wybierać każdego, kto tylko ma ochotę i tupet, żeby do służby się zgłosić. To obejmuje także tak zwane rekomendacje.  Tu też nic więcej nie trzeba.

Na koniec… obawiam się, że proponowane rozwiązania są dla alkoholików zwyczajnie zbyt proste. Bo w starym powiedzeniu było i nadal jest sporo prawdy: Program AA jest prostym programem dla prostych ludzi, którzy obsesyjnie muszą komplikować proste sprawy. No i poza tym... ta pycha!

sobota, 20 kwietnia 2019

Jak bezkarnie manipulować?


Wspomniałem kiedyś, że z komunikatów, które do mnie o mnie docierają, zdecydowanie bardziej skupiam się na krytyce niż na pochwałach, dlatego kiedy usłyszałem od alkoholika, że nie mówię językiem serca, zacząłem się zastanawiać. Nie trwało to długo, bo już po kilkudziesięciu godzinach okazało się, że postawa i zachowanie tego akurat alkoholika, wykluczają go z grona osób, których oceną powinienem się przejmować. Ale… właściwie ja niezupełnie o tym chciałem pisać tym razem.

Jak bezkarnie manipulować ludźmi, zastraszać ich i karać?

Zaczynamy od stworzenia jakiegoś pojęcia, na przykład „mowa miłości”. To pojęcie może być nieomalże dowolne, nawet nie musi nic znaczyć, więc mogłoby to też być „brumbratość”. Krokiem następnym będzie przekonanie jakiejś grupy ludzi, na przykład środowiska AA w jakimś mieście lub dzielnicy, że nieposługiwanie się „mową miłości” (albo niebycie „brumbratym”) to coś złego, nagannego, że to niedobrze. Alkoholik z dłuższą abstynencją zawsze będzie uważnie obserwowany i słuchany przez nowicjuszy, którzy będą się też starali go naśladować. On  nie pije kilka lat, oni tego jeszcze nie potrafią, więc uczą się pilnie jego postaw, zachowań, określeń, ocen, bo może to w nich właśnie tkwi tajemnica jego abstynencji. Tak więc co pewien czas należy publicznie pokręcić z dezaprobatą i smutkiem głową i stwierdzić, że ten Ziutek to w ogóle nie zna „mowy miłości” albo jest kompletnie „niebrumbraty”. Chodzi o to, by grupę ludzi  przekonać i nauczyć (z czasem będą się już uczyć sami od siebie), że nieznajomość „mowy miłości” albo niebycie człowiekiem „brumbratym”, to coś złego, nagannego, niewłaściwego.

Coś takiego jest banalnie łatwe, a jedyna trudność w całym tym przedsięwzięciu polega tylko na tym, żeby nigdy i pod żadnym pozorem nie dać się namówić do podania konkretnie, czym jest „mowa miłości” albo jakie elementy składają się na bycie „brumbratym”. To niesłychanie ważne. Bo jeśli podamy jakieś konkretne słowa, które tworzą „mowę miłości”, to w pewnym momencie człowiek, któremu niezdolność do posługiwania się „mową miłości” zarzucimy, mógłby udowodnić, że przecież tych właśnie słów używa, i klapa. Wymyślone przez nas określenie musi pozostać niejasne, niekonkretne, mętne, różnie rozumiane. I dopóki takie właśnie będzie, możemy nim innym alkoholikom grozić, zastraszać terroryzować, i to bezkarnie, bo i jak niby mieliby się obronić przed zarzutem, że nie znają „mowy miłości” albo nie są „brumbraci”, skoro nawet nie bardzo wiadomo, co to takiego jest – za to wiadomo już, że niewątpliwie coś złego. Mając jedno lub więcej tak spreparowanych określeń, zdobywa się władzę.

Czy ta sztuczka jest wymysłem alkoholików albo moim? Ależ skądże! Jest stara jak świat. Choć zapewne najpełniej rozwinęła się w Niemczech za Hitlera i w Polsce w okresie wczesnej komuny. Do takiego właśnie manipulowania, karania, zastraszania ludzi służyło określenie „zapluty karzeł reakcji”, później „wróg ludu pracującego” – dziś może się to wydawać nawet śmieszne, ale ludziom nazwanym „zaplutymi karłami reakcji” do śmiechu nie było w roku 1949, na przykład. I jak niby mieliby się obronić, wykazać, że „zaplutymi karłami reakcji” nie są? Z czasem, po różnych zmianach, w Polsce pojawili się „wichrzyciele i warchoły”, a jeszcze później „wykształciuchy”, a obecnie… nie, na tematy polityczne się nie wypowiadam.

Jakie niezbyt jasne, nieprecyzyjne określenie, gra obecnie taką właśnie rolę w środowisku AA? Jestem pewien, że wszyscy dobrze wiemy… niestety.


Przypomniało mi się... Słyszałem jakiś czas temu pozornie zabawną zagadkę: Czemu zaufani słudzy w AA są jak świnki morskie? Bo tak naprawdę ani to świnka, ani morska.

środa, 17 kwietnia 2019

Czy coś zmieniło się w AA?

William Griffith Wilson, ur. 26 listopada 1895, do szkół uczęszczał od pierwszych lat dwudziestego wieku. Lepiej zrozumieć to można, uświadamiając sobie, że było to na długo przed wybuchem pierwszej wojny światowej. Tak, pierwszej.
Czy język angielski (dokładnie to jego odmiana amerykańska) był wtedy taki jak dziś? Ależ oczywiście, że nie! Język polski też znacząco różnił się od tego, którym posługujemy się obecnie. Szczególnie widoczne jest to w starych książkach, na przykład wydanej w 1904 roku "Alkoholizm i antyalkoholizm. Studyum krytyczne”. Pojawiają się w niej określenia: wyskok (czy wiesz Czytelniku, co to jest wyskok?), inteligencyja, samolubstwo, depresyja itp. Wraz z upływem czasu jednym słowom zmieniła się „tylko” pisownia, inne zaczęły przyjmować odmienne znaczenia, to normalny proces.
Niestety, Wielka Księga nie została napisana współczesnym językiem angielskim! A to solidnie utrudnia pracę tłumaczom na całym świecie.

Z przyjemnością i sporą nadzieją przeczytałem na oficjalnym Forum Służb AA (niestety w związku z decyzją admina tego forum, nie wolno mi podać jego adresu):  ...że Powstał Zespół Powierniczy który pracuje nad wszelkimi uwagami przesłanymi do BSK a związanymi z ostatnim wydaniem/tłumaczeniem WK. Wszystkie nadesłane uwagi, są przez zespół gruntownie analizowane. Bardzo mnie to cieszy, ale…

Bodajże w Jedenastej Koncepcji mowa jest o tym, jak ważny jest optymalny dobór zespołów i konsultantów – zapał i dobra wola to elementy zapewne ważne, ale nie zastąpią wiedzy i doświadczenia w zakresie prawa, językoznawstwa, księgowości itp.

Zapytałem na tym oficjalnym forum służb AA o kompetencje językowe członków tego zespołu – odpowiedzi, jak dotąd, brak. Ja jednak nadal mam nadzieję, że tak poważne zadanie powierzono specjalistom od dawnego języka angielskiego (w jego wersji amerykańskiej ze Środkowego Zachodu USA) oraz poprawnej współczesnej polszczyzny, bo to przecież musi iść w parze. Przekład wymaga biegłej znajomości dwóch języków, nie jednego tylko.
W końcu z czasem przecież okaże się, czy zmieniło się cokolwiek w temacie powierzania służb w polskiej odmianie Wspólnoty AA, czy nadal jest po staremu…

Podczas rozmowy na ten temat ktoś spytał, czy w skład tego weryfikującego Zespołu Powierniczego wchodzi może ktoś z tłumaczy nowej WK – zapadła wtedy na moment martwa cisza. W końcu jednak potraktowaliśmy to jak żart, bo aż taka bezczelność to nawet u nas możliwa chyba nie jest.


A przy okazji - rażących błędów ciąg dalszy:
Mieliśmy tylko dwie alternatywy: postępować tak dalej aż do tragicznego końca... [s. 25]

alternatywa
1. «dwie wykluczające się możliwości; też: konieczność wyboru między dwiema wykluczającymi się możliwościami»
 https://sjp.pwn.pl/sjp/alternatywa;2439763.html  

  
--
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Albo-dylemat-albo-brak-pieniedzy;18942.html


---------------------

Z ostatniej chwili. 
Dziś właśnie, to jest 29 kwietnia 2019, dowiedziałem się, że nie powstał i nie ma powstać żaden Zespół Powierniczy który pracuje nad wszelkimi uwagami przesłanymi do BSK a związanymi z ostatnim wydaniem/tłumaczeniem WK. Wszystkie nadesłane uwagi, są przez zespół gruntownie analizowane. Podobno jeden zaufany sługa źle zrozumiał innego zaufanego sługę i tak... 
Tym razem bez komentarza.

wtorek, 5 marca 2019

Osobowość przedostatni raz


O tym, że zdanie: „zasady są ważniejsze od osobowości” nie ma kompletnie żadnego sensu, pisałem już kilka razy. To coś w stylu: orzechy są bardziej niż drzwi (że co? o co chodzi?). Wracam do tego tematu, bo tym razem chcę też przedstawić, co i dlaczego – moim zdaniem – powinno się w tej Tradycji znaleźć, czego ona naprawdę dotyczy.

Krótko. Osobowość to całość stałych cech psychicznych oraz mechanizmów wewnętrznych regulujących zachowanie człowieka. Osobowość, jakąś, jakąkolwiek, ma każdy człowiek, więc twierdzenie, że AA-owskie zasady są ważniejsze od wszystkich ludzi na ziemi, jest co najmniej… dziwne. Osobowość ma każdy… ale właśnie MA! Ma, a nie jest! W zdaniu „zasady są ważniejsze od osobowości”  należałoby od razu pytać, od jakiej osobowości, od czyjej osobowości? I takie pytania już słyszałem.
Czy człowiek może być osobowością, a nie jedynie ją mieć? Owszem, jest taka opcja, ale tylko pod warunkiem, że zostanie określone, o jaką osobowość chodzi. Na przykład: Adam jest medialną osobowością, Asia jest internetową osobowością, Benek jest osobowością telewizyjną, Basia jest osobowością sportową itp. Możliwe i sensowne jest też zdanie „zasady są ważniejsze od naszych osobowości” (albo waszych, albo jeszcze innych). Też jest ono poprawne, a przynajmniej nie sugeruje, że Anonimowi Alkoholicy, jak jakaś niebezpieczna sekta, próbują całemu światu narzucić swoje zasady.
To, co wyżej napisałem, nie jest moim pomysłem, ale skrótem i wynikiem wielu konsultacji z językoznawcami – w poprzednich tekstach podawałem linki do wypowiedzi i opinii specjalistów od języka polskiego i poprawnej polszczyzny.

Z niedawnej wyprawy do Czech przyjaciel podesłał mi fragment czeskiej Wielkiej Księgi dowodząc, że oni też mają w Dwunastej Tradycji słowo „osobowość”. To prawda, mają. Po czesku jest to: ...abychom kładli principy pred osobnosti.

Sporo rozumiem po czesku, ale przede wszystkim mam kolegę, Czecha, poliglotę (zna kilka języków, bez trudności uczy się nowych), więc – żeby nie przedłużać – zapytałem jak on ten fragment zdania rozumie. Bez najmniejszych wątpliwości, rozterek czy wahań odparł, że: „zasady są ważniejsze od autorytetów”.

I o to właśnie chodzi w Dwunastej Tradycji! Zasady są ważniejsze od autorytetów. To powinno być oczywiste, choć tylko dla tych alkoholików, którzy odrobinę znają historię AA oraz warunki i okoliczności, w których rodziły się Tradycje naszej Wspólnoty. Tych, którzy Kroki i Tradycje mają w duszy.

Żeby zrozumieć, czemu to właśnie ma sens i o to chodzi w Dwunastej Tradycji, trzeba cofnąć się do początków AA. Do pewnego momentu Wspólnota nie miała nic wspólnego z demokracją – była zarządzana autorytarnie* przez Billa i Boba, a w miarę pojawiania się, trzeźwienia, także przez pierwszych weteranów. To ci ludzie właśnie decydowali, co i w jaki sposób należy w AA rozumieć, co i jak należy robić. Jakiś czas, niestety niezbyt długi, działało to całkiem nieźle, ale…
Wspólnota rozwijała się lawinowo, charyzmatycznych weteranów przybywało i zaczęły pojawiać się problemy. Bill i Bob zawsze jakoś się dogadywali, ale jeśli alkoholików dzierżących władzę (authority) było już z kilkunastu i stale przybywało, okazywało się czasem, że jeden radził to, a drugi coś zupełnie innego. Podejmowali różne decyzje, inaczej rozumieli pewne kwestie. Oczywiście było to do przewidzenia i dlatego Bill Wilson rozpoczął pracę nad 12 Tradycjami stosunkowo wcześnie, bo już w połowie lat czterdziestych dwudziestego wieku (pierwsza ich publikacja – 1946 r.). W każdym razie Wspólnocie zarządzanej chaotycznie i autorytarnie przez stale rosnącą grupę weteranów, indywidualistów, znaczących liderów, jak choćby Clarence S., groziły rozłamy i podziały, zwłaszcza że przecież tych autorytetów w AA nieustannie przybywało.

W lipcu 1950 r. odbyła się pierwsza Konwencja Międzynarodowa w Cleveland, podczas której Wspólnota przyjęła Dwanaście Tradycji. Oczywiste jest, że oficjalne przyjęcie nie jest równoznaczne z powszechnym zastosowaniem i akceptacją tych Tradycji przez wszystkie grupy w USA. I dlatego dopiero podczas Drugiej Międzynarodowej Konwencji w St. Louis w 1955 r. Bill mógł przekazać pełną władzę nad Wspólnotą i odpowiedzialność za nią – jej samej. Co chyba jasne, odebrał w ten sposób tę nadrzędną pozycję i władzę weteranom (autorytetom), w tym sobie samemu.

Dopiero od tej chwili charyzmatyczni weterani i liderzy nie mogli już zrobić Wspólnocie AA krzywdy, bo było już jasne, że w przypadku jakiegokolwiek konfliktu w AA, czy choćby wątpliwości w jakiejś sprawie, wspólnie już przyjęte zasady są ważniejsze niż autorytet (rozumiany w USA także jako władza) pojedynczego członka AA, choćby najtrzeźwiejszego i najmądrzejszego, nawet samego Billa Wilsona.
Od tego momentu dopiero Wspólnota AA była bezpieczna. Przestali jej zagrażać jej właśni członkowie – choćby działali w jak najlepszej wierze.

Jeśli ktoś rozumie, że Kroki, Tradycje i Koncepcje stanowią pewną całość, logicznie i sensownie łączą się ze sobą, nie będzie miał problemu ze zauważeniem, że reguła „zasady są ważniejsze od autorytetów” pojawiała się już w Tradycji Drugiej (nasi liderzy są tylko zaufanymi sługami; oni nie rządzą), a także w Koncepcjach (np. Wszystkie ważne decyzje powinny być podejmowane w drodze dyskusji i głosowania, i - jeśli to tylko możliwe – jednomyślnie oraz wiele innych).

Swoją drogą to zabawne, ale poprzednie, błędne tłumaczenie tego fragmentu Tradycji (pierwszeństwo zasad przed osobistymi ambicjami) ma znacznie więcej sensu niż obecne, które… sensu nie ma zupełnie żadnego.

  


--
*Autorytarny –  oparty na bezwzględnym posłuszeństwie wobec władzy, narzucający swoją wolę, opinię, wymuszający posłuszeństwo.

niedziela, 3 marca 2019

Różne drogi duchowości


1. «odnoszący się do życia wewnętrznego człowieka»
2. «związany z dobrami kulturalnymi lub czyimś systemem wartości»
3. «niematerialny, metafizyczny»


Cytat z Biblii Tysiąclecia: Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko. [Dzieje Apostolskie 17:24-25]


Idea warsztatu o różnych drogach AA-owskiej duchowości (zakładam, że miało chodzić o duchowość uczestników AA, skoro warsztat organizowała grupa AA), podczas których swoje doświadczenia prezentować będą alkoholicy z różnych wyznań i religii, wydawała mi się genialna. Przecież tego właśnie dotyczą słowa z naszego Programu …jakkolwiek Go pojmujemy/rozumiemy. W każdym razie takiego warsztatu chyba jeszcze w Polsce nie było. Zapewne dlatego też wzięło w nim udział około trzystu uczestników, a może więcej.

Poza drobnymi niedociągnięciami organizatorzy dali radę – a przypominam, że przecież do końca nie było wiadomo, ile osób warsztat zainteresuje. Dobór spikerów, chodzi mi tu o określone osoby (z jednym wyjątkiem) też nie budził zastrzeżeń, tak więc zarówno pomysł, jak i jego realizację oceniam w sumie dość wysoko. Na co pomysłodawcy oraz organizatorzy wpływu nie mieli? Na to, co konkretnie będą mówić zaproszeni spikerzy. A odnoszę wrażenie, że chyba nie wszyscy zrozumieli temat tego spotkania i na niego się wypowiadali. Ale – jak to mawiamy w AA – być może tak miało być.

Co mnie zaskoczyło? W materiałach, jakie dostawaliśmy podczas rejestracji znalazłem grafikę – koła albo elipsy z napisem „Religia” w centrum. Hm… Nie Bóg (którego nie ma tam w ogóle, ale... cóż... każdy ma swoje priorytety), nie miłość, nie wiara, nie nadzieja, nie rodzina, nie trzeźwość, ale właśnie RELIGIA. 
Przyznam też, że nie do końca przemyślany wydał mi się udział w AA-owskim warsztacie księdza katolickiego. Podobno nie łączymy się z żadnym wyznaniem, ale może to już nieaktualne...

Z pewnym podziwem obserwowałem, jak w ustach księdza (podczas jego prelekcji/wykładu) nasze niesamowicie ważne stwierdzenie Program AA jest Programem duchowym, a nie religijnym powoli ewoluuje, by na sam koniec przybrać postać: Program AA wydaje się bardziej duchowy niż religijny.
Aha! Czyli jednak jest to program  religijny, co najwyżej może tylko trochę mniej religijny niż duchowy? A tak w ogóle, to nawet nie na pewno mniej religijny niż duchowy, bo może tylko tak się wydaje? Ups!

Bardzo ciekawa i na temat była spikerka Kasi z Warszawy i w dużej mierze Grzegorza z Katowic. Warsztat był też cudowną okazją do uściskania przyjaciół, mieszkających w różnych miejscach i tak daleko, że osobiste spotkania są mało realne, a w każdym razie bardzo trudne. Jeśli dodam, że warsztat „Różne drogi duchowości” odbył się w Opolu, więc nigdzie nie musiałem jechać, to… nie żałuję.






piątek, 1 marca 2019

Zaufani słudzy w wydaniu PL


We wstępie do „Codziennych refleksji” przeczytałem kiedyś, że… Autorzy zamieszczonych tu refleksji nie są profesjonalnymi pisarzami i nie przemawiają oczywiście w imieniu Wspólnoty jako całości, a jedynie w swoim własnym – jako uczestnicy AA zwracający się na piśmie do innych uczestników AA (pogrubienie moje). Wobec tego, że niektóre z tych refleksji są co najmniej wątpliwe, jest to bardzo ważna informacja dla czytelników. Niestety, czegoś podobnego zabrakło w przypadku nowego wydania „Anonimowych Alkoholików”.

Podczas lektury nowej wersji Wielkiej Księgi, wydanej w 2018, zauważyłem w historiach osobistych treści… powiedziałbym… hm… dość problematyczne. W związku z tym napisałem krótki tekst „Kontrowersyjne treści w WK” , zakończony prośbą do naszych zaufanych sług, cytuję:
I tu moja pilna prośba do powierników, by spowodowali, żeby Wspólnota AA w Polsce zwróciła się do stosownych służb w Nowym Jorku (zapewne do Biura Usług Ogólnych lub AAWS), z prośbą o interpretację i wyjaśnienie, czy historie osobiste zawarte w Wielkiej Księdze zawierają oficjalne stanowisko Wspólnoty AA, wobec jakichkolwiek kwestii i czy opisane w niej postawy, przekonania i zachowania są – według AA – wartościowe, godne polecenia i naśladowania.

Spytałem grzecznie i przyjaźnie, więc odpowiedzi, jaką otrzymałem, nie spodziewałbym się zupełnie. Zawiera ona bowiem…

1. Arogancję, złośliwości i próbę ośmieszania sformułowań, jakich użyłem w artykule „Kontrowersyjne treści w WK” (Patrząc na nasze Trzy Legaty, a zwłaszcza Tradycje i Koncepcje AA nie znajdujemy takich określeń jak „jakichś tam członków AA” lub „oficjalnym stanowiskiem AA”). Uprzedzam, że ja też potrafię być złośliwy i stwierdzić np., że w Trzech Legatach nie znalazłem określeń „służebny”, „służebni”. Tylko, po co to? Aż smutno mi się robi, kiedy porównuję odpowiedź polskich powierników z życzliwą, konkretną i wartościową korespondencją z GSO i AAWS.

2. Rażące błędy (...jak najbardziej dokładny do oryginału i ufamy , że w tę pracę włożono maksimum umiejętności i wierności do oryginału), świadczące o lekceważeniu odbiorcy.

3. Jakieś wiernopoddańcze deklaracje lojalności i zaufania (Mamy wśród Powierników dla całego zespołu tłumaczy pełne zaufanie, które w AA jest jedną z najcenniejszych wartości), kompletnie nie wiedzieć po co, bo moja prośba dotyczy przecież czegoś zupełnie innego, a temat nie ma nic wspólnego z przekładem lub zaufaniem do tłumaczy.

4. Dziwaczne informacje bez większego sensu (Nie nam jest oceniać poszczególne sformułowania i znaczenia jakiegokolwiek fragmentu tekstu…) – oczywiście, że nie wam (jeszcze by tego brakowało!) i dlatego prosiłem o sprawdzenie w GSO.

5. Zwyczajne kłamstwa (…całe tłumaczenie zostało przeanalizowane przez ekspertów z GSO w Nowym Yorku) – otóż nie, nie całe, właśnie dostałem w tej kwestii odpowiedź z AAWS, gdzie wyraźnie napisano, że sprawdzane były tylko fragmenty, próbki tekstu.

Jednego tylko zabrakło mi w odpowiedzi Powierników – informacji, że moje pytanie zostanie przekazane do stosownych służb AA w Ameryce, a odpowiedź na nie ujawniona we Wspólnocie AA w Polsce. W takiej sytuacji napisałem do GSO sam – z pomocą przyjaciół, bo translatorowi Google nie ufam aż tak bardzo. :-)

To może wydać się dziwne, ale w sumie nie chodzi o to, że słudzy w polskiej wersji AA, zachowują się jak właściciele/szefowie, ani o to, że w tych warunkach o zaufaniu w ogóle mowy być nie może (punkt 5) – nie, ważne wydaje mi się coś innego:

a) Historie osobiste w WK należy traktować podobnie, jak refleksje w „Codziennych refleksjach” – nie wyrażają one zdania Wspólnoty AA w żadnej sprawie, a ich autorzy nie przemawiają w imieniu AA.
Greetings from G.S.O.! Thank you for your question and this opportunity to be in touch.
The stories in the Big Book reflect the shared experience of the individual member(s). As you know, experience varies from member to member, and it is personal. That is what makes the pool of A.A. experience so rich and wide. It remains simple and personal. A.A. does not take a stance on someone’s shared experience. 

b) Polska wersja Wielkiej Księgi nie była w USA sprawdzana w całości. AAWS zapoznało się z pewnymi porcjami (fragmentami) tekstu i na tej podstawie wydało licencję.
In adherence to our policies and procedures, we here in the office of A.A.W.S., Inc. work together with local translation committees to shepherd their projects through our processes aimed to ensure the integrity of all translations. Accordingly, we have portions of the translated text carefully reviewed by independent transltion-evaluation services, and supply those reports to the local committees as guidance for their work.

I te informacje może się komuś przydadzą. I te chciałem przekazać.

A żeby nie było tak smutno, to...